www.mateusz.pl/czytania

11 PAŹDZIERNIKA 2009

XXVIII niedziela zwykła

 

Dzisiejsze czytania: Mdr 7,7-11; Ps 90,12-17; Hbr 4,12-13; Mt 5,3; Mk 10,17-30

Rozważania i homilie: Oremus · ks. M. Pohl · ks. E. Staniek · O. Gabriel od św. Marii Magdaleny OCD

 

(Mdr 7,7-11)
Dlatego się modliłem i dano mi zrozumienie, przyzywałem, i przyszedł na mnie duch Mądrości. Przeniosłem ją nad berła i trony i w porównaniu z nią za nic miałem bogactwa. Nie porównałem z nią drogich kamieni, bo wszystko złoto wobecniej jest garścią piasku, a srebro przy niej ma wartość błota. Umiłowałem ją nad zdrowie i piękność i wolałem mieć ją aniżeli światło, bo nie zna snu blask od niej bijący. A przyszły mi wraz z nią wszystkie dobra i niezliczone bogactwa w jej ręku.

(Ps 90,12-17)
REFREN: Nasyć nas, Panie, Twoim miłosierdziem

Naucz nas liczyć dni nasze,
byśmy zdobyli mądrość serca.
Powróć, o Panie, jak długo będziesz zwlekał?
Bądź litościwy dla sług Twoich.

Nasyć nas o świcie swoją łaską,
abyśmy przez wszystkie dni nasze mogli się radować i cieszyć.
Daj radość w zamian za dni Twego ucisku,
za lata, w których zaznaliśmy niedoli.

Niech sługom Twoim ukaże się Twe dzieło,
a Twoja chwała nad ich synami.
Dobroć Pana, Boga naszego, niech będzie nad nami
i wspieraj pracę rąk naszych,
dzieło rąk naszych wspieraj.

(Hbr 4,12-13)
Żywe bowiem jest słowo Boże, skuteczne i ostrzejsze niż wszelki miecz obosieczny, przenikające aż do rozdzielenia duszy i ducha, stawów i szpiku, zdolne osądzić pragnienia i myśli serca. Nie ma stworzenia, które by było przed Nim niewidzialne, przeciwnie, wszystko odkryte i odsłonięte jest przed oczami Tego, któremu musimy zdać rachunek.

(Mt 5,3)
Błogosławieni ubodzy w duchu, albowiem do nich należy królestwo niebieskie.

(Mk 10,17-30)
Gdy Jezus wybierał się w drogę, przybiegł pewien człowiek i upadłszy przed Nim na kolana, pytał Go: Nauczycielu dobry, co mam czynić, aby osiągnąć życie wieczne? Jezus mu rzekł: Czemu nazywasz Mnie dobrym? Nikt nie jest dobry, tylko sam Bóg. Znasz przykazania: Nie zabijaj, nie cudzołóż, nie kradnij, nie zeznawaj fałszywie, nie oszukuj, czcij swego ojca i matkę. On Mu rzekł: Nauczycielu, wszystkiego tego przestrzegałem od mojej młodości. Wtedy Jezus spojrzał z miłością na niego i rzekł mu: Jednego ci brakuje. Idź, sprzedaj wszystko, co masz, i rozdaj ubogim, a będziesz miał skarb w niebie. Potem przyjdź i chodź za Mną. Lecz on spochmurniał na te słowa i odszedł zasmucony, miał bowiem wiele posiadłości. Wówczas Jezus spojrzał wokoło i rzekł do swoich uczniów: Jak trudno jest bogatym wejść do królestwa Bożego. Uczniowie zdumieli się na Jego słowa, lecz Jezus powtórnie rzekł im: Dzieci, jakże trudno wejść do królestwa Bożego . Łatwiej jest wielbłądowi przejść przez ucho igielne, niż bogatemu wejść do królestwa Bożego. A oni tym bardziej się dziwili i mówili między sobą: Któż więc może się zbawić? Jezus spojrzał na nich i rzekł: U ludzi to niemożliwe, ale nie u Boga; bo u Boga wszystko jest możliwe. Wtedy Piotr zaczął mówić do Niego: Oto my opuściliśmy wszystko i poszliśmy za Tobą. Jezus odpowiedział: Zaprawdę, powiadam wam: Nikt nie opuszcza domu, braci, sióstr, matki, ojca, dzieci i pól z powodu Mnie i z powodu Ewangelii, żeby nie otrzymał stokroć więcej teraz, w tym czasie, domów, braci, sióstr, matek, dzieci i pól, wśród prześladowań, a życia wiecznego w czasie przyszłym.

 

 

Słowo Boże jest żywe, a właściwie jest samym Życiem, dlatego ma moc wskazać drogę do życia wiecznego. Słowo Boże jest skuteczne, dlatego nie mówi o teorii, lecz o praktyce. Słowo Boże jest ostre i przenika duszę aż do rdzenia, obnażając i godząc w to, co mu się sprzeciwia. Może dlatego tak często unikamy rzeczywistej konfrontacji z nim i poprzestajemy na traktowaniu go jak zwykłej życiowej mądrości, z której nie robi się rachunku sumienia. Ostrze słowa ugodziło w więzy, które krępowały bogatego młodzieńca z Ewangelii, i sprowokowało go do głębokiego rachunku sumienia.

ks. Mariusz Jedliczka, „Oremus” październik 2009, s. 52

 

U ludzi to niemożliwe

Ten obraz ewangeliczny powtarza się w naszym życiu bardzo często: Chrystus przedstawia nam swoją propozycję, a my ją odrzucamy, bo boimy się, że będzie nas ona zbyt wiele kosztowała. Nie chodzi tu zaraz o grzech czy o złą wolę. Na ogół to, co z propozycji Boga odrzucamy, nie jest ścisłym obowiązkiem, lecz czymś „ponad”, czymś dobrowolnym, dodatkowym wysiłkiem czy ofiarą.

Co ciekawe: często mówimy „a”, ale boimy się powiedzieć „b”. Łatwo jest rozpocząć dobre dzieło, ale trudno jest doprowadzić je do końca. Wynika to być może z tego, że nie tyle zależy nam na rzeczywistym efekcie, co na pewnych pozorach czy przeświadczeniu, że przecież chcieliśmy, mieliśmy szczerą i dobrą wolę, ale tak jakoś nam nie wyszło. Tzw. „dobre chęci” są znakomitym alibi, usprawiedliwiającym nasze lenistwo czy bezczynność. A często podjęcie jakiegoś wielkiego i nietuzinkowego projektu doskonale zwraca na nas uwagę i podziw innych, i to już nam wystarczy. Prawdziwy cel osiągnięty: dostrzeżono nas!

Kto wie, ile z tych motywów towarzyszyło młodzieńcowi z dzisiejszej Ewangelii! Niewątpliwie miał dobre chęci i wiedział, do kogo się z nimi udać – do Chrystusa. Nie można mu także odmówić zapału i pobożności: wyrażały się one nie tylko w słowach, ale i w dotychczasowym postępowaniu, jeśli tylko nie była to czcza przechwałka. Nie brakowało mu także uprzejmości i dobrego wychowania.

Do tego momentu wszystko było OK i stanowiło doskonały punkt wyjścia do propozycji Chrystusa. Propozycja ta wypływała z miłości, a miłość zobowiązuje człowieka i stawia mu wymagania. Dzięki nim wzrastamy i dojrzewamy w swoim człowieczeństwie. Ale to wymaga trudu, a nie każdego stać, żeby ten trud podjąć. A właściwie stać każdego, ale nie każdemu się chce. I tu jest cały problem.

Bóg pragnie naszego duchowego wzrostu. Wie, że dokonuje się on przez wyrzeczenie, ascezę, rezygnację z wygód. Nie jest to łatwe i boimy się tego. Ale jest to jednak tylko jedna, negatywna strona medalu. Przeciwwagę stanowi łaska i pomoc Boga. Przejawia się ona przez owo „spojrzenie z miłością”, przez miłość i bliskość Boga. Jednakże na miłość tę trzeba odpowiedzieć. Jeśli zabraknie szybkiego odzewu, stracimy niepowtarzalną szansę. Wtedy zwykle ogarnia nas smutek, że przez małoduszność zmarnowaliśmy coś bardzo cennego. Pozostaje wygoda, pozostają różne „bogactwa”, ale pozostaje też pustka, której nie pozwoliliśmy Bogu zapełnić.

Gdzieś za tym wszystkim czai się chyba lęk, zrodzony z braku zaufania do Boga. Tracimy to zaufanie wtedy, gdy zbyt liczymy na siebie samych i swój stan posiadania. To właśnie dlatego Jezus przestrzega nas przed bogactwem, bo stanowi ono alternatywę dla Bożej miłości. Bogactwo i pieniądze same z siebie nie są niczym złym. Ale podsuwają nam one kuszącą myśl, że dzięki nim można sobie samemu zapewnić wszystko, łącznie z nieograniczonym szczęściem, poczuciem bezpieczeństwa, wszechmocy, władzy nad światem. To jest najgroźniejszy jad, zatruwający nasze pieniądze. Właśnie dlatego zamykają nam one drogę do Boga: wmawiając, że Bóg jest już właściwie niepotrzebny, bo wszystko można zapewnić sobie dzięki nim, nawet nieśmiertelność i wieczną sławę.

Jezus demaskuje te złudzenia w bardzo drastyczny sposób: to niemożliwe! Nic dziwnego, że wobec tak skrajnego postawienia sprawy, ogarniają nas wątpliwości odnośnie zbawienia. Chrystus je jednoznacznie rozwiewa: faktycznie, po ludzku zbawienia nie da się osiągnąć, ale można je przyjąć od Boga, jeśli tylko się Mu w pełni zaufa. To jest jedyny sposób: u Boga wszystko jest możliwe!

Ks. Mariusz Pohl

 

Wielbłąd i ucho igielne

Ile razy rozważam spotkanie Jezusa z bogatym młodzieńcem, tyle razy wspominam te wszystkie rozmowy, w których ludzie stawiali pytania, a w rzeczywistości wyczekiwali na aprobatę ich postawy. Pytanie: „Co mam czynić, aby osiągnąć życie wieczne?” prowokowało do sprawdzenia, co pytający dotychczas uczynił. A kiedy oświadczył, że przykazań dekalogu przestrzegał od swojej młodości, czekał jeno na pochwałę. Uzyskał ją w spojrzeniu Jezusa pełnym miłości. Nie spodziewał się jednak żadnych nowych wymagań. On miał już dobrze ustawione życie. Odkrył wartość dekalogu, na wierności przykazaniom budował przyszłość i cieszył się błogosławieństwem Boga na ziemi. Był bogaty. Wierność przykazaniom miała mu zapewnić zbawienie. Przyszedł do Jezusa tylko dlatego, by uzyskać pieczątkę pod własną koncepcją życia doczesnego i wiecznego. On już wszystko wiedział. On nie zamierzał nic zmieniać. Starotestamentalny ideał doskonałości religijnej doskonale harmonizował ze szczęściem doczesnym, które opiera się w dużej mierze na bogactwie.

Odpowiedź Jezusa była dla niego bardzo niemiłym zaskoczeniem. On jej nie szukał. Człowiek, który szuka, cieszy się, gdy znajdzie przewodnika znającego to, czego szuka. Młodzieniec nie szukał, był pewien, że jest na dobrej drodze wiodącej do królestwa Bożego. Czekał jeno na aprobatę.

Wielu ludzi jest podobnych do tego człowieka. Pytają, ale nie dlatego że interesuje ich prawda, lecz dlatego że potrzebują akceptacji ich koncepcji życia, ich rozwiązań, na które się zdecydowali. Gdy ktoś nie podzieli ich zdania, odchodzą smutni i mają często pretensje do pytanego, iż zburzył im pokój wewnętrzny.

Jezus, czysta Prawda, wiedział, kto przed Nim stoi. Podobał Mu się ten młodzieniec. Podobała się jego maksymalistyczna postawa. Stał przed Nim kandydat na apostoła — Jezus wezwał go do wejścia na drogę wiodącą do życia wiecznego. Do dekalogu dodał jednak jeden warunek. „Idź, sprzedaj wszystko, co masz i rozdaj ubogim, a będziesz miał skarb w niebie. Potem przyjdź i chodź za Mną!”. Innymi słowy, Jezus zażądał od niego wysłania wpierw do Domu Ojca swojego doczesnego bogactwa, a dopiero po tej wysyłce obiecuje i jemu możliwość dotarcia do nieba. Takiego rozwiązania młodzieniec się nie spodziewał i mimo że Mistrz spojrzał na niego z miłością, „odszedł od Niego zasmucony, miał bowiem wiele posiadłości”.

Jezus wykorzystał to spotkanie dla pouczenia uczniów o wielkim niebezpieczeństwie ukrytym w materializmie. Młodzieniec nie zdecydował się na propozycję Jezusa. Wolał nie ryzykować wysyłania swych dóbr do nieba. Został na walizkach, strzegąc ich zawartości.

Chrystus demaskuje główną metodę działania zła. Ono oczarowuje ludzi bogactwem i każe im w pieniądzach złożyć swoją ufność. Czyni ich przez to niewolnikami. Obciążeni dobrami tego świata nie są w stanie wejść do królestwa Bożego. Jezus jak zawsze, tak i w tym wypadku operuje bardzo konkretnym obrazem: „Łatwiej wielbłądowi przejść przez ucho igielne, niż bogatemu wejść do królestwa Bożego”. Obraz był tak szokujący, że uczniowie postawili pytanie: „Któż więc może się zbawić?”. Ich rozumowanie było poprawne. Wielbłąd przez ucho igielne nie przejdzie. Po ludzku sądząc nikt nie ma szans zbawienia. Jezus jednak uspokaja: „U ludzi to niemożliwe, ale nie u Boga; bo u Boga wszystko jest możliwe”.

Piotr chce mieć pewność, czy jego decyzja opuszczenia wszystkiego i pójścia za Chrystusem była mądrą decyzją. On zrealizował żądanie Jezusa, które tak zasmuciło młodzieńca. Mistrz go uspokaja. W ewangelicznym ubóstwie nie chodzi o to, by nic nie mieć, lecz o to, by być wolnym od dóbr doczesnych. Kto tę wolność posiądzie, już w tym życiu otrzyma „stokroć więcej”, a w przyszłym — życie wieczne.

Kto wie, czy wielu ubogich ludzi Trzeciego Świata nie uprzedzi chrześcijan w królestwie niebieskim. Niejeden wykąpany w wodzie chrztu stanie przed bramą Domu Ojca jak wielbłąd przed uchem igielnym i stwierdzi, że przekroczenie tej bramy jest dla niego niemożliwe. Jezus kończy to pouczenie znamiennym ostrzeżeniem: „Wielu pierwszych będzie ostatnimi, a ostatnich pierwszymi”.

To w tym kontekście należałoby odczytać wszystkie wizyty papieskie w krajach Trzeciego Świata. Jan Paweł II pragnie, by ludzie odkryli wartość ubóstwa. Pamiętając o ewangelicznej igle wzywa bogatych, by wielbłądzie garby dóbr tego świata rozdali ubogim i mogli wejść do królestwa niebieskiego. Biednych natomiast zachęca, by odkryli zbawczy wymiar swego ubóstwa. Jest to jeden z głównych wątków jego papieskiego nauczania.

Ks. Edward Staniek

 

Skuteczność Bożego słowa

Słowo Boga jest skuteczniejsze i ostrzejsze od najbardziej nowoczesnego laserowego noża. Przenika aż do rozdzielenia duszy i ducha, a więc osiąga to, co dla nas jest niezwykle trudne, wciąż jeszcze w pełni niemożliwe. Nie umiemy oddzielić życia od ducha, nie potrafimy osądzić pragnień i myśli serca.

To słowo stworzyło jednak ludzkie wolne serce, i mimo iż je przenika i zna, idealnie do samego dna, nie ingeruje w nie i nie przestawia nic, by nie naruszyć jego wolności. Szanuje ten skarb, bo on decyduje o osobowości człowieka i czyni zeń partnera Boga zdolnego do spotkania z Nim na płaszczyźnie przyjaźni.

Dobrze to widać w spotkaniu Jezusa z bogatym człowiekiem, który wypełniony był pragnieniem osiągnięcia życia wiecznego. Jego życie moralne było na wysokim poziomie. Ta szlachetność zachowana „od młodości” spotkała się z radosnym przyjęciem przez Jezusa. Rzadko Ewangeliści notują, iż Jezus „spojrzał z miłością”. Marek podkreśla to mówiąc właśnie o tym spotkaniu. Ta miłość Chrystusa pozwala, a nawet każe postawić wysokie wymagania: „Idź, sprzedaj wszystko, co masz... Potem przyjdź i chodź za Mną!”.

Piękne serce wezwane do przyjaźni z Jezusem musiało dokonać wyboru. Przyjaźń za cenę rezygnacji ze wszystkiego, a mówiąc ściślej, za cenę zamiany dóbr tego świata na dobra wieczne. Bogaty człowiek stanął ze swą wolnością na rozdrożu. Bóg objawił mu perspektywę nowego, innego życia. Szanował jego wolność, nie wywarł żadnej presji, choć wiedział, że droga, którą wybiera, będzie drogą jego życiowej klęski.

Szacunek dla wolności, jaką Bóg obdarzył część stworzonych przez siebie istot, stanowi jedyną granicę dla wszechmocy Bożego słowa, dodajmy granicę przez Niego samego ustanowioną.

Jak niesamowitą wartością jest zatem nasza wolność, skoro to Słowo, które stwarza zdumiewająco wielki kosmos, puka jedynie do drzwi naszego serca i w progu przekazuje nam wiadomość o możliwości jego ubogacenia. Mimo iż doskonale wie, co w tym naszym sercu jest, nie wchodzi do niego, lecz czeka, aż zaprosi je do jego wnętrza. Gdybyśmy znali tajemnicę naszej wolności, którą szanuje sam Bóg, odkrylibyśmy wielkość naszej godności.

Wolność nasza nie zwalnia nas jednak z odpowiedzialności za przyjęcie lub odrzucenie słowa Bożego. Zamknąć przed Bogiem drzwi swego serca może tylko głupiec.

Wolność winna bardzo uważnie śledzić konsekwencje swoich decyzji, bo tylko ich dobra znajomość umożliwia trafność dokonanego wyboru.

Słowo Boga jest wszechmocne, a człowiek może je odrzucić, nie na zasadzie swojej wszechmocy, lecz na zasadzie wolności. Jest to niezwykle głęboka tajemnica, do której trzeba nam wracać, i to często, jeśli chcemy wykorzystać w pełni zarówno wolność, jak i łaskę wszechmocnego Boga.

Pod murem klauzurowego klasztoru ludzie marginesu społecznego urządzili sobie melinę. Dwa światy sąsiadujące ze sobą bardzo blisko. Grube mury, małe zakratowane okna dzielą dwie wspólnoty. W jednej spotykają się siostry zakonne, które odpowiedziały na łaskę Bożą, w drugiej mężczyźni i kobiety sięgające po grzech. O przynależności do jednego czy drugiego świata zadecydowała wola. Słowo Boga było skierowane do każdego. Jedni powiedzieli swoje „tak”, drudzy nie chcieli zrezygnować z karmienia swego ciała. Kochający Bóg delikatnie wspiera tych, którzy wybrali świat łaski. Cierpliwie czeka ze swym przebaczeniem na tych, którzy poszli swoimi drogami. Wolność opowiedzenia się po stronie Boga czy grzechu to jedna z najgłębszych tajemnic. Chwała każdemu, kto umie powiedzieć Bogu „tak”.

Ks. Edward Staniek

 

„Naucz nas, Panie, liczyć dni nasze, abyśmy osiągnęli mądrość...” (Ps 90, 12)

Teksty Pisma świętego na dzień dzisiejszy mówią o wartości mądrości, przeciwstawiając ją bogactwu i podkreślając jej znaczenie. Pierwsze czytanie (Mdr 7, 7-11)” przytacza pochwalę mądrości, jaką wypowiedział Salomon, który ją cenił ponad wszelkie inne dobro. „Modliłem się i przyszedł na mnie Duch mądrości. Przeniosłem ją nad berła i trony i w porównaniu z nią za nic miałem bogactwa. Nie porównałem z nią drogich kamieni, bo wszystko złoto wobec niej jest garścią piasku” (tamże 7-9). Bogactwo jest wartością czysto ziemską i dlatego przemijającą; mądrość natomiast posiada wartość nieprzemijającą, „nie zna snu blask od niej bijący” (tamże 10), trwa na wieki. Nie chodzi tu jednak o mądrość ludzką, ale o mądrość pochodzącą od Boga jako promień Jego nieskończonej mądrości.

Mądrość boska została dana ludziom przez słowo Boga, które jest jej pewnym przekaźnikiem. Jego cechy przedstawia drugie czytanie (Hbr 4, 12-13). „Żywe jest słowo Boże, skuteczne i ostrzejsze niż wszelki miecz obosieczny, przenikające aż do rozdzielenia duszy i ducha... zdolne osądzać pragnienia i myśli serca” (tamże 12). Kto chce dać się prowadzić mądrości boskiej, powinien rozważać słowo Boże, zgodzić się, by ono przenikając serce oświecało je i oczyszczało, sądziło i pobudzało, by serce mogło odrzucać wszystko, co nie jest ze słowem zgodne. Nie można pozostać obojętnym wobec słowa Bożego; ono zobowiązuje człowieka, aby się opowiedział za lub przeciw niemu, a zatem, by okazał, czym jest wewnątrz.

Ewangelia (Mk 10, 17-30) idzie jeszcze dalej i ukazuje wcielenie mądrości, przede wszystkim w Jezusie jako w Mądrości Ojca, a potem w Jego nauczaniu. Młodzieniec, który może oświadczyć, że przestrzegał przykazań, a więc że żył mądrze według słowa Bożego „od młodości” (tamże 20), przedstawia się Mistrzowi jako ktoś, kto pragnie uczynić jeszcze więcej. „Wtedy Jezus spojrzał z miłością na niego i rzekł mu: »Idź, sprzedaj wszystko, co masz, i rozdaj ubogim, a będziesz miał skarb w niebie. Potem przyjdź i chodź za Mną«„ (tamże 21). Jezus ukazuje mu najwyższą mądrość: wyrzec się wszystkich dóbr ziemskich, by naśladować wyłącznie Jego, Mądrość nieskończoną. Nie jest to obowiązek, lecz wyraźne zaproszenie, by „za nic uważać bogactwo” w porównaniu?. dobrami wiecznymi i naśladowaniem Chrystusa. Słowo Pana przenika serce młodzieńca i wywołuje w nim rozterkę. Niestety, wezwany nie opowiada się za Nim: „ale spochmurniał na te słowa i odszedł zasmucony, miał bowiem wiele posiadłości” (tamże). Również Jezus zasmucił się i wyjaśnił: „Jak trudno jest bogatym wejść do królestwa Bożego!” (tamże 23).

Tutaj, jak i na innych miejscach Ewangelii, bogactwo okazuje się niepokonaną przeszkodą na drodze do zbawienia. Nie dlatego, że samo w sobie jest złe, lecz dlatego, że człowiek jest bardzo skłonny przywiązywać się do niego tak bardzo, że stawia je nad Boga. „Łatwiej jest wielbłądowi przejść przez ucho igielne — dodał Jezus — niż bogatemu wejść do królestwa niebieskiego” (tamże 25). Uczniowie byli „zdumieni”; słowa Mistrza wydają się przesadne. On jednak nie wycofuje się, aczkolwiek pozwala mieć nadzieję, bo chociaż każdemu człowiekowi, a nie tylko bogatym, trudno jest się zbawić, to „u Boga wszystko jest możliwe” (tamże 27). Bóg nie odmawia swej łaski temu, kto prosi o nią z pokorną ufnością i wzywa pomocy Bożej, aby móc pokonać przeszkody, jakie stają mu na drodze. Szczęśliwi Apostołowie, którzy posiadając niewiele, nie wahali się opuścić wszystkiego: domu i sieci lub roli, matki i ojca, braci i sióstr, dla Chrystusa i dla Ewangelii.

O. Gabriel od św. Marii Magdaleny, karmelita bosy
Żyć Bogiem, t. III, str. 307

 

 

» Przypominamy o możliwości bezpłatnej elektronicznej prenumeraty „Czytań na każdy dzień” – szczegóły na stronie Prenumerata.

» Powrót na stronę główną „Czytań”

 

 

© 1996–2009 www.mateusz.pl