27 GRUDNIA 2009
Dzisiejsze czytania: Syr 3,2-6.12-14; Ps 128,1-5; Kol 3,12-21; Kol 3,15a.16a; Łk 2,41-52
Rozważania i homilie: Oremus · ks. M. Pohl · ks. E. Staniek · O. Gabriel od św. Marii Magdaleny OCD
(Syr 3,2-6.12-14)
Pan uczcił ojca przez dzieci, a prawa matki nad synami utwierdził. Kto czci ojca, zyskuje odpuszczenie grzechów, a kto szanuje matkę, jakby skarby gromadził. Kto czci ojca, radość mieć będzie z dzieci, a w czasie modlitwy swej będzie wysłuchany. Kto szanuje ojca, długo żyć będzie, a kto posłuszny jest Panu, da wytchnienie swej matce: Synu, wspomagaj swego ojca w starości, nie zasmucaj go w jego życiu. A jeśliby nawet rozum stracił, miej wyrozumiałość, nie pogardzaj nim, choć jesteś w pełni sił. Miłosierdzie względem ojca nie pójdzie w zapomnienie, w miejsce grzechów zamieszka u ciebie.
(Ps 128,1-5)
REFREN: Błogosławiony, kto się boi Pana
Błogosławiony każdy, kto się boi Pana,
kto chodzi Jego drogami.
Bo z pracy rąk swoich będziesz pożywał,
szczęście osiągniesz i dobrze ci będzie.
Małżonka twoja jak płodny szczep winny
we wnętrzu twojego domu.
Synowie twoi jak sadzonki oliwki
dokoła twojego stołu.
Oto takie błogosławieństwo dla męża,
który boi się Pana.
Niechaj cię Pan błogosławi z Syjonu,
oglądaj pomyślność Jeruzalem przez całe swe życie.
(Kol 3,12-21)
Jako więc wybrańcy Boży - święci i umiłowani - obleczcie się w serdeczne miłosierdzie, dobroć, pokorę, cichość, cierpliwość, znosząc jedni drugich i wybaczając sobie nawzajem, jeśliby miał ktoś zarzut przeciw drugiemu: jak Pan wybaczył wam, tak i wy! Na to zaś wszystko /przyobleczcie/ miłość, która jest więzią doskonałości. A sercami waszymi niech rządzi pokój Chrystusowy, do którego też zostaliście wezwani w jednym Ciele. I bądźcie wdzięczni! Słowo Chrystusa niech w was przebywa z /całym swym/ bogactwem: z wszelką mądrością nauczajcie i napominajcie samych siebie przez psalmy, hymny, pieśni pełne ducha, pod wpływem łaski śpiewając Bogu w waszych sercach. I wszystko, cokolwiek działacie słowem lub czynem, wszystko /czyńcie/ w imię Pana Jezusa, dziękując Bogu Ojcu przez Niego. Żony bądźcie poddane mężom, jak przystało w Panu. Mężowie, miłujcie żony i nie bądźcie dla nich przykrymi! Dzieci, bądźcie posłuszne rodzicom we wszystkim, bo to jest miłe w Panu. Ojcowie, nie rozdrażniajcie waszych dzieci, aby nie traciły ducha.
(Kol 3,15-16)
Sercami waszymi niech rządzi Chrystusowy pokój, Słowo Chrystusa niech w was przebywa z całym swym bogactwem.
(Łk 2,41-52)
Rodzice Jego chodzili co roku do Jerozolimy na Święto Paschy. Gdy miał lat dwanaście, udali się tam zwyczajem świątecznym. Kiedy wracali po skończonych uroczystościach, został Jezus w Jerozolimie, a tego nie zauważyli Jego Rodzice. Przypuszczając, że jest w towarzystwie pątników, uszli dzień drogi i szukali Go wśród krewnych i znajomych. Gdy Go nie znaleźli, wrócili do Jerozolimy szukając Go. Dopiero po trzech dniach odnaleźli Go w świątyni, gdzie siedział między nauczycielami, przysłuchiwał się im i zadawał pytania. Wszyscy zaś, którzy Go słuchali, byli zdumieni bystrością Jego umysłu i odpowiedziami. Na ten widok zdziwili się bardzo, a Jego Matka rzekła do Niego: Synu, czemuś nam to uczynił? Oto ojciec Twój i ja z bólem serca szukaliśmy Ciebie. Lecz On im odpowiedział: Czemuście Mnie szukali? Czy nie wiedzieliście, że powinienem być w tym, co należy do mego Ojca? Oni jednak nie zrozumieli tego, co im powiedział. Potem poszedł z nimi i wrócił do Nazaretu; i był im poddany. A Matka Jego chowała wiernie wszystkie te wspomnienia w swym sercu. Jezus zaś czynił postępy w mądrości, w latach i w łasce u Boga i u ludzi.
Kościół przypomina nam dzisiaj Świętą Rodzinę: Jezusa, Maryję i Józefa. W dobie powszechnego kryzysu życia rodzinnego potrzebujemy nie tylko wzorca, ale przede wszystkim wstawiennictwa i uzdrowienia. Dlatego modlimy się przez orędownictwo św. Józefa o odpowiedzialnych mężów i ojców, którzy potrafią powściągać własne ambicje i egoizm, aby służyć rodzinie. Prosimy Maryję o wstawiennictwo za kobietami, aby nie lękały się macierzyństwa. A Jezusa prosimy, aby uzdrawiał relacje między żonami i mężami oraz rodzicami i dziećmi.
O. Jakub Kruczek OP, „Oremus” grudzień 2003, s. 126
Uroczystość Świętej Rodziny mocno zwraca uwagę na fakt, który często uchodzi z naszej pamięci i świadomości: że Chrystus przyszedł na świat i wychował się w rodzinie, jednej z wielu miliardów rodzin, jakie żyją na ziemi. Właśnie taki jest zamysł Boga odnośnie człowieka: żeby podstawowym środowiskiem życia, wychowania, nauki, pracy, miłości była właśnie rodzina. Człowiek nie może żyć zawieszony gdzieś w próżni, zagubiony i samotny w bezimiennym tłumie. Dlatego powinien mieć rodzinę. Taką, jaką miał Jezus.
Niestety, życie i funkcjonowanie wielu rodzin daleko odbiega od wzoru, który pozostawiła nam Rodzina Nazaretańska. W konsekwencji dzieci są pozbawione właściwego środowiska wzrostu i wychowania. Tym samym zostają prawie nieodwracalnie okaleczone w dziedzinie życia emocjonalnego, rodzinnego, społecznego. Tu jest źródło nędzy moralnej i patologii społecznych. Ostatecznie cierpi z tego powodu całe społeczeństwo.
A więc w najlepiej pojętym interesie społecznym leży dobre funkcjonowanie rodziny. Inwestować w rodzinę opłaci się bardziej, niż w najlepsze szkoły, świetlice, domy kultury czy zakłady wychowawcze. Niestety, ciągle jeszcze dominuje pogląd, że rodzina nie wymaga wsparcia ani doinwestowania, że powinna się sama o siebie zatroszczyć. System pomocy i opieki nad rodziną jest w Polsce wręcz upośledzony. A co najgorsze, o rodzinę, poza Kościołem, nie ma się właściwie kto upomnieć. Rodzina nie ma swojej partii, związków zawodowych ani lobby. Karta Praw Rodziny ogłoszona przez Synod Biskupów pozostaje nadal piękną, ale nieznaną teorią. Kongres Rodziny nie potrafił wyjść poza ramy referatów. Rok Rodziny zaznaczył się jedynie w kalendarzu imprez.
Czy wobec tego rodzina nie ma na kogo liczyć? Nie! Może liczyć na opiekę Jezusa, Maryi i Józefa, oraz na samą siebie! To są dwa główne źródła siły i pomocy dla każdej rodziny. Jak tę pomoc urzeczywistnić? Warto uważnie wczytać się we wskazówki płynące z Ewangelii i z licznych dokumentów Kościoła, dotyczących rodziny, a szczególnie z ostatniego „Listu do rodzin” Jana Pawła II. Albowiem najlepszą pomocą, jaką można okazać, jest umiejętność właściwego życia i postępowania, szczególnie w zakresie wzajemnej miłości małżonków i wychowania dzieci. Jest to trudna sztuka i żeby ją posiąść trzeba posiadać pewną wiedzę.
Tym, co charakterystyczne w dzisiejszej Ewangelii, to ogromna troska Maryi i Józefa o swoje Dziecko. Wydaje się to w zasadzie naturalne, ale w codziennym życiu rodzin, tego właśnie najbardziej brakuje. Rodzice niekiedy nie interesują się swoimi dziećmi, albo interesują się, ale dopiero wtedy, gdy zaczynają się kłopoty i gdy na w pełni skuteczną pomoc jest już trochę za późno. O wiele łatwiej jest zapobiegać zagubieniu się dziecka, niż potem szukać go.
Ale żeby dziecko się nie zgubiło, trzeba je dobrze znać, wsłuchiwać się w to, co mówi, rozeznać i roztropnie zaspokoić jego potrzeby, przede wszystkim zaś potrzebę kontaktu i czułości. Rodzice często wyręczają się w tym względzie zabawkami, telewizją, szkołą, „kieszonkowym”. Dziecko pozbawione ich bezpośredniej troski i miłości, gubi się w tym wszystkim. A z nim gubi się coraz bardziej rodzina.
Ks. Mariusz Pohl
Kościół stawia nam dziś wzór rodziny mocnej Bogiem. Rodziny wyjątkowej, jedynej i niepowtarzalnej. Niepokalana matka i żona, sprawiedliwy mąż i po trzykroć święty sam Syn Boga jako dziecko. Jest to wzór niedościgły.
Z tego wcale nie wynika, że w tej Bożej Rodzinie nie było bolesnych napięć. Wystarczy wspomnieć napięcie, jakie istniało między Józefem a Maryją, zanim ten zdecydował się na przyjęcie Maryi w stanie błogosławionym; wystarczy wspomnieć ból związany z ucieczką do Egiptu. Czy też ból, który sygnalizuje św. Łukasz, kiedy Dziecko zostało w Jerozolimie nie powiadamiając o tym matki. Rodzina święta, ale napięcia, i to bolesne, miały w niej miejsce.
Popatrzmy na nasze rodziny. Popatrzmy z punktu widzenia ewangelicznego. Nasze rodziny możemy podzielić na trzy grupy. Pierwsza to rodzina pełna. Mam na uwadze rodzinę opartą na wierności męża wobec żony i żony wobec męża. Często są to rodziny prawie że idealne, gdy miłość wzajemna kształtuje odniesienie męża do żony, rodziców do dzieci i dzieci do rodziców.
Są jednak rodziny pełne, które tylko na zewnątrz są poprawne. W środku, kiedy drzwi się zamkną i domownicy zostają sami, potrafią boleśnie ranić. Te rany, okryte tajemnicą dla otoczenia, często przez długie lata boleśnie krwawią. Na zewnątrz jest wszystko w porządku, wewnątrz płyną łzy.
Druga grupa to rodziny pęknięte, sparaliżowane stałym bólem. Ma to miejsce wówczas, gdy jeden z małżonków albo odchodzi, albo nie bierze odpowiedzialności za rodzinę. Bywa, że staje się ciężarem. Najczęściej przyczyną takiego dramatu jest alkohol. Tych rodzin w Polsce jest miliony. Rocznie do rozwodów zgłasza się około dziewięćdziesiąt tysięcy małżeństw. Wiadomo, że nie wszyscy zgłaszający się zyskują to, o co proszą, ale samo zgłoszenie dowodzi, że jest to rodzina pęknięta.
Potrzeba wielkiego heroizmu, aby małżonek, który bierze odpowiedzialność za rodzinę, potrafił w takiej sytuacji udźwignąć ciężar domu i wychował dzieci. Na szczęście mamy takich cichych bohaterów tysiące. Nie będą kanonizowani, ale są święci przez swoją wierność i przez odpowiedzialność za współmałżonka i za dzieci.
I wreszcie mamy rodziny zniszczone, stworzone z bólu, z tęsknoty za ojcem i matką. W naszym kraju jest ponad trzysta tysięcy dzieci, których rodzice zostali pozbawieni praw rodzicielskich. Każde dziecko w swoim sercu niesie ból pragnienia miłości serca matki i serca ojca. Każde dziecko ma prawo do tych dwu miłości. Może mu zabraknąć chleba, dachu nad głową, ale ma prawo do miłości ojca i miłości matki. Każda sierota buduje dom rodzinny ze swojego pragnienia. Są to najbardziej wstrząsające domy rodzinne, faktycznie nieistniejące, ale żyjące, budowane z bólu i cierpienia dzieci.
I oto Chrystus przychodzi, aby wypełnić rodziny — te pełne, pęknięte i te nieistniejące, swoim sercem. Taki jest sens Jego narodzin w rodzinie.
Co należy czynić? Nie wolno idealizować. To jest tak, jak w medycynie. Trzeba pochylić się nad każdym człowiekiem w jego rodzinie, jak nad pacjentem. Jeśli zdrowy — niech dziękuje Panu Bogu. Jeśli chory — trzeba ustalić konkretnie, jaka rana i w jaki sposób należy ją leczyć.
Po drugie. Nie wolno przeceniać danych z zakresu socjologii, a zwłaszcza psychologii rozwojowej. Rany wyniesione z rodzinnego domu są do uleczenia. Wbrew opiniom psychologii rozwojowej i socjologii. Nie ma takich ran, których by się nie dało uleczyć. „Dla Boga nie ma rzeczy niemożliwych”. Trzeba przede wszystkim uświadomić sobie, że jak istnieje kod genetyczny dotyczący naszego ciała, tak istnieje „kod genetyczny” dotyczący naszego ducha. Jesteśmy dziećmi Boga. I trzeba do tego „kodu genetycznego” dotyczącego naszego ducha się odwołać i w oparciu o niego podjąć kurację. Nie ma takiej rany, nawet najgłębszej, okrytej tajemnicą, której nie udałoby się wyleczyć.
Po trzecie. Trzeba w Polsce rozpocząć akcję otwarcia rodziny na sierotę. Dom Dziecka jest smutną ostatecznością. W Domu Dziecka jest dach, łóżko, stół i kawałek chleba, ale w Domu Dziecka nie ma serca ojca i matki. Trzeba podjąć ten wysiłek, który podjęto już w innych krajach. We Francji wiele rodzin adoptuje dziecko. Więcej, świadomie i dobrowolnie adoptują kalekie dziecko, dla jego dobra i dla dobra rodzeństwa, aby nie rosło w egoizmie. Tę akcję prowadzono blisko czterdzieści lat, dziś wydała owoce.
Nie bójmy się otworzyć na sierotę. Świat dziecko odrzucał, odrzuca i będzie odrzucał. W roku 374 pod wpływem chrześcijan wykreślono z prawa rzymskiego prawo ojca, który mógł do dwudziestu czterech godzin po narodzeniu wyrzucić swoje dziecko. Rzymianie wyrzucali je na śmietnik. Chrześcijanie zbierali i przyjmowali te dzieci jako swoje, włączając do swoich rodzin. Tak było. Tym zdumiewali świat. Nie łudźmy się. Świat dalej będzie dziecko odrzucał. Skończmy z pustymi dyskusjami i przygarnijmy dziecko.
Trzeba trzydziestu czy czterdziestu lat nawoływania i przekonywania, aby rodzina otwarła się na dziecko nieswoje, ale chrześcijaństwo przez dwadzieścia wieków właśnie tym zdumiewało świat.
Mamy przed sobą rok dwutysięczny, wielki jubileusz Wcielenia. Gdyby w Polsce otwarto drzwi i przynajmniej połowę tych dzieci, które nie mają rodziców, przyjęto, byłby to dowód odrodzenia rodziny. Wielki znak ewangelicznego myślenia i życia.
Uroczystość Świętej Rodziny. Dzielę się tym realnym spojrzeniem nie dlatego, aby przygnębiać. Nie. Dla Boga nie ma rzeczy niemożliwych i my, mocni Bogiem, jesteśmy w stanie odbudować rodzinę, wyleczyć z wielu ran, odkryć szczęście dostępne dla człowieka w rodzinnych progach, odkryć szczęście ze spotkania serca, które potrafi kochać, nie martwiąc się sytuacją zewnętrzną. Miłość ma to do siebie, że w każdej sytuacji potrafi znaleźć to, co uszczęśliwia.
Ks. Edward Staniek
Rodzina to kulkowe łożysko, w którym pędzi swe życie człowiek. Ponieważ każdy z nas jest częścią wielkiej rodziny ludzkiej, może dobrze spełnić swoje zadanie tylko wówczas, jeśli jest ustawiony we właściwym łożysku. Autor natchniony w Księdze Syracydesa mówi nam o kulkach tego łożyska, które winny obracać się sprawnie. To ojciec, matka, rodzeństwo, dzieci.
Im doskonalej człowiek uchwyci relacje do ojca, do matki, do swego rodzeństwa, do swoich dzieci, tym łatwiej mu żyć na ziemi i tym doskonalej potrafi wypełnić zadania w wielkiej rodzinie ludzkiej. Jeśli to łożysko jest uszkodzone, trzeba je naprawiać. Najwspanialsza bowiem machina, z jednym uszkodzonym łożyskiem, już nie jest sprawna. Jeśli więc każdy z nas nie wprowadzi harmonii w relacji z ojcem, matką, rodzeństwem, to staje się powodem wielu zgrzytów w całym społeczeństwie.
Prawa tego najbliższego środowiska są ustanowione przez samego Boga. Stąd też doskonalenie człowieka rozpoczynamy zawsze od uleczenia jego najbliższych odniesień. To nie my wybieramy sobie rodziców, rodzice są nam dani. To nie my wybieramy sobie rodzeństwo, rodzeństwo jest nam dane. To nie my decydujemy o cechach charakteru, o zdolnościach, czasami nawet o zdrowiu swoich dzieci, dziecko jest nam dane. To najbliższe środowisko jest dane przez Pana Boga. I w takim środowisku, a nie w innym, człowiek winien uchwycić te podstawowe relacje.
„Pan uczcił ojca przez dzieci”. Dlaczego „uczcił”? Dlatego, że dając mężczyźnie godność ojca, dopuścił go do siebie tak blisko, iż użyczył mu swojego imienia — Bóg jest Ojcem. Jeden z najwspanialszych tytułów, jaki człowiek może mieć na ziemi, to tytuł ojca.
„Prawa matki nad synami utwierdził”. Bóg utwierdził. I naruszając te prawa, narusza się prawo Boskie.
„Kto czci ojca, zyskuje odpuszczenie grzechów”. Tak często zastanawiamy się, jak zyskać odpuszczenie grzechów. Tymczasem wystarczy doskonalić miłość do ojca. To jest droga przebaczenia ze strony Boga.
„Kto szanuje matkę, jakby skarby gromadził”. Ileż to razy spotykamy ludzi, którzy są nieszczęśliwi tylko dlatego, że są świadomi, iż z ich powodu płakała czy płacze matka. Nie można być szczęśliwym człowiekiem, kiedy ma się świadomość, że zadało się matce głęboką ranę. Człowiek, który szanuje matkę, „jakby skarby gromadził”. Jest bogaty, jest szczęśliwy.
„Kto czci ojca, radość mieć będzie z dzieci”. Kto jest dobrym synem, na pewno będzie dobrym ojcem.
„W czasie modlitwy zostanie wysłuchany”. Jeśli ta relacja najbliższa sercu jest właściwie ustawiona, to modlitwa staje się skuteczna. „Długo żyć będzie”. Gwarancja błogosławieństwa za szacunek dla ojca. Nie chodzi o to, czy ojciec zasługuje na szacunek czy nie. Chodzi o nasze serce i nasze ustawienie. Jeśli to ustawienie jest według Bożego prawa, człowiek staje się szczęśliwym.
„Kto jest posłuszny Bogu, da wytchnienie swej matce”. Jest również wezwanie, by wtedy, kiedy pojawi się starość, skleroza dotknie ojca, nie lekceważyć go, lecz otoczyć prawdziwym miłosierdziem. Za to miłosierdzie Bóg obiecuje otoczyć swoim miłosierdziem takiego syna.
To są konkrety, ale to one właściwie decydują o pięknie naszego życia doczesnego.
Uroczystość Świętej Rodziny wzywa do wielkiej wdzięczności za to rodzinne łożysko, w jakim się obracamy; a równocześnie wzywa do jego doskonalenia, do pełnego przebaczenia tym, którzy wyrządzili nam krzywdę, bo w tym przebaczeniu zawarta jest nasza miłość do najbliższych. Gdyby rodzinny dom był domem szczęśliwym, to i cała społeczność byłaby szczęśliwa.
Ks. Edward Staniek
Kościół stawia Świętą Rodzinę jako wzór każdej rodziny chrześcijańskiej. Przede wszystkim dzięki uznawaniu najwyższej władzy Boga. W domu nazaretańskim Bóg jest zawsze na pierwszym miejscu, wszystko jest Mu poddane; niczego się tutaj nie pragnie ani nic się nie czyni poza Jego wolą. Cierpienie przyjmuje się w głębokim duchu wiary, w każdej okoliczności widzi się wypełnienie planu Bożego, nawet wtedy, gdy okrywa go tajemnica. Najbardziej twarde i przykre koleje życia nie zakłócają pokoju, bo na wszystko patrzy się w świetle Bożym; Jezus jest ośrodkiem miłości, Maryja zaś i Józef zwracają się do Niego zapominając o sobie, włączeni całkowicie w Jego posłannictwo.
Kiedy życie jakiejś rodziny jest natchnione podobnymi zasadami, cały jego bieg jest uporządkowany: posłuszeństwo Bogu i Jego prawu skłania dzieci do poszanowania rodziców, tych zaś do wzajemnej miłości i zrozumienia, do życzliwości dla dzieci i do wychowywania ich według praw Bożych. Czytania biblijne tego święta podkreślają w szczególny sposób dwa punkty najwyższej wagi. Jeden to uszanowanie dzieci względem rodziców: „Pan uczcił ojca przez dzieci... kto czci ojca, zyskuje odpuszczenie grzechów, a kto szanuje matkę, jakby skarby gromadził. Synu, wspomagaj swego ojca w starości, nie zasmucaj go w jego życiu” (Syr 3, 2–3. 12). Dawne maksymy Eklezjastyka są skutecznym rozszerzeniem czwartego przykazania; również dzisiaj, po tylu wiekach, zachowują niezaprzeczalną aktualność. Warto je rozważać w czasie modlitwy.
Drugi punkt podkreśla św. Paweł w liście do Kolosan. Dotyczy on wzajemnej miłości, która powinna uczynić z rodziny chrześcijańskiej idealną wspólnotę. „Bracia, obleczcie się... w serdeczne miłosierdzie, dobroć, pokorę, cichość, cierpliwość, znosząc jedni drugich i wybaczając sobie nawzajem” (3, 12–13). Jeśli rodzina nie jest zbudowana na miłości chrześcijańskiej, będzie jej bardzo trudno wytrwać w harmonii i jedności serc. Wszystko można pokonać i wszystko można znieść, kiedy w rodzinie wszyscy miłują się wzajemnie, natomiast wszystko staje się ogromnie ciężkie, gdy stygnie wzajemna miłość. Jedyna miłość, która wytrwa mimo przeciwności możliwych nawet na łonie rodziny, to miłość, która się opiera na miłości Boga.
Rodzina chrześcijańska, ugruntowana w ten sposób na Ewangelii, jest naprawdę pierwszą komórką Kościoła. Współpracuje w Kościele i z Kościołem w dziele zbawienia.
O. Gabriel od św. Marii Magdaleny, karmelita bosy
Żyć Bogiem, t. I, str. 155
» Przypominamy o możliwości bezpłatnej elektronicznej prenumeraty „Czytań na każdy dzień” – szczegóły na stronie Prenumerata.
» Powrót na stronę główną „Czytań”
© 1996–2009 www.mateusz.pl