www.mateusz.pl/czytania

17 STYCZNIA 2010

Niedziela

II niedziela zwykła

 

Dzisiejsze czytania: Iz 62,1-5; Ps 96,1-3.7-10; 1 Kor 12,4-11; 2 Tes 2,14; J 2,1-12

Rozważania i homilie: Oremus · ks. M. Pohl · ks. E. Staniek · O. Gabriel od św. Marii Magdaleny OCD

 

(Iz 62,1-5)
Przez wzgląd na Syjon nie umilknę, przez wzgląd na Jerozolimę nie spocznę, dopóki jej sprawiedliwość nie błyśnie jak zorza i zbawienie jej nie zapłonie jak pochodnia. Wówczas narody ujrzą twą sprawiedliwość i chwałę twoją wszyscy królowie. I nazwą cię nowym imieniem, które usta Pana oznaczą. Będziesz prześliczną koroną w rękach Pana, królewskim diademem w dłoni twego Boga. Nie będą więcej mówić o tobie "Porzucona", o krainie twej już nie powiedzą "Spustoszona". Raczej cię nazwą "Moje upodobanie", a krainę twoją "Poślubiona". Albowiem spodobałaś się Panu i twoja kraina otrzyma męża. Bo jak młodzieniec poślubia dziewicę, tak twój Budowniczy ciebie poślubi, i jak oblubieniec weseli się z oblubienicy, tak Bóg twój tobą się rozraduje.

(Ps 96,1-3.7-10)
REFREN: Pośród narodów głoście chwałę Pana

Śpiewajcie Panu pieśń nową,
śpiewaj Panu, ziemio cała.
Śpiewajcie Panu, sławcie Jego imię,
każdego dnia głoście Jego zbawienie.

Głoście Jego chwałę wśród wszystkich narodów,
rozgłaszajcie Jego cuda pośród wszystkich ludów.
Oddajcie Panu chwałę i uznajcie Jego potęgę.
Oddajcie Panu chwałę należną Jego imieniu.

Uwielbiajcie Pana w świętym przybytku.
Zadrżyj, ziemio cała, przed Jego obliczem.
Głoście wśród ludów, że Pan jest królem,
będzie sprawiedliwie sądził ludy.

(1 Kor 12,4-11)
Różne są dary łaski, lecz ten sam Duch; różne też są rodzaje posługiwania, ale jeden Pan; różne są wreszcie działania, lecz ten sam Bóg, sprawca wszystkiego we wszystkich. Wszystkim zaś objawia się Duch dla [wspólnego] dobra. Jednemu dany jest przez Ducha dar mądrości słowa, drugiemu umiejętność poznawania według tego samego Ducha, innemu jeszcze dar wiary w tymże Duchu, innemu łaska uzdrawiania w jednym Duchu, innemu dar czynienia cudów, innemu proroctwo, innemu rozpoznawanie duchów, innemu dar języków i wreszcie innemu łaska tłumaczenia języków. Wszystko zaś sprawia jeden i ten sam Duch, udzielając każdemu tak, jak chce.

(2 Tes 2,14)
Bóg wezwał nas przez Ewangelię, abyśmy dostąpili chwały naszego Pana, Jezusa Chrystusa.

(J 2,1-12)
W Kanie Galilejskiej odbywało się wesele i była tam Matka Jezusa. Zaproszono na to wesele także Jezusa i Jego uczniów. A kiedy zabrakło wina, Matka Jezusa mówi do Niego: Nie mają już wina. Jezus Jej odpowiedział: Czyż to moja lub Twoja sprawa, Niewiasto? Czyż jeszcze nie nadeszła godzina moja? Wtedy Matka Jego powiedziała do sług: Zróbcie wszystko, cokolwiek wam powie. Stało zaś tam sześć stągwi kamiennych przeznaczonych do żydowskich oczyszczeń, z których każda mogła pomieścić dwie lub trzy miary. Rzekł do nich Jezus: Napełnijcie stągwie wodą! I napełnili je aż po brzegi. Potem do nich powiedział: Zaczerpnijcie teraz i zanieście staroście weselnemu! Oni zaś zanieśli. A gdy starosta weselny skosztował wody, która stała się winem - nie wiedział bowiem, skąd ono pochodzi, ale słudzy, którzy czerpali wodę, wiedzieli - przywołał pana młodego i powiedział do niego: Każdy człowiek stawia najpierw dobre wino, a gdy się napiją, wówczas gorsze. Ty zachowałeś dobre wino aż do tej pory. Taki to początek znaków uczynił Jezus w Kanie Galilejskiej. Objawił swoją chwałę i uwierzyli w Niego Jego uczniowie. Następnie On, Jego Matka, bracia i uczniowie Jego udali się do Kafarnaum, gdzie pozostali kilka dni.

 

„Zróbcie wszystko, cokolwiek wam powie.” Zróbcie, jak posłuszni słudzy z Kany Galilejskiej, a następnie radujcie się cudami, których Bóg będzie dokonywał przez swego Jednorodzonego Syna. Nie wszystkie od razu da się zauważyć – największe z nich mogą wprowadzić w błąd nasz wzrok, jak chleb i wino, które w ostatnim ziemskim cudzie Jezusa stały się Jego Ciałem i Krwią, dającymi nam życie wieczne. Ten, kto potrafi patrzeć przez wiarę, rozpozna je: zobaczy pod postacią chleba Ciało, a pod postacią wina Krew naszego Zbawcy.

o. Cezary Binkiewicz OP, „Oremus” styczeń 2004, s. 69

 

„Zróbcie wszystko...”

Znów rozpoczynamy w liturgii tzw. okres zwykły. Od przyszłej niedzieli aż do Popielca, a po Zesłaniu Ducha Świętego aż do następnego Adwentu, będzie nam towarzyszyła Ewangelia św. Łukasza. Dziś natomiast, jako wprowadzenie, znany nam dobrze fragment Ewangelii Janowej: Gody w Kanie Galilejskiej z cudowną przemianą wody w wino.

Lekturę warto rozpocząć od końca: „Taki to początek znaków uczynił Jezus w Kanie Galilejskiej. Objawił swoją chwałę i uwierzyli w Niego Jego uczniowie.” Dokładnie w tym kontekście musimy czytać cały ten fragment. Jeśli bowiem tego nie uwzględnimy, zaczniemy błąkać się wśród różnych błędnych interpretacji w stylu: że Jezus chciał, żeby ludzie pili wino, albo że Matka Boża zmusiła Go do uczynienia cudu.

Cud w Kanie Galilejskiej był znakiem dla uczniów, a potem także dla całego Kościoła. Znakiem, czyli czymś, co ma jakieś znaczenie i o czymś nas poucza. Właśnie ta „dydaktyczna” zawartość jest najważniejsza. Jezus w dyskretny, a zarazem nie pozostawiający wątpliwości sposób, pokazał swoim uczniom, że ma nadludzką moc i panowanie nad siłami natury. Dotąd znali Go jako Nauczyciela o porywającym sposobie mówienia, jako rozmodlonego i wrażliwego na potrzeby ludzkie Przyjaciela; teraz odkrywają, że Jezus może więcej. Może, bo sam jest Kimś więcej.

To odkrycie było zarazem narodzeniem się ich wiary. Od tej chwili wierzą, że Jezus jest Mesjaszem, że ma powierzoną przez Boga misję zbawienia, że to właśnie na Niego od wieków czekał lud Izraela. I oto ten Mesjasz jest tu, na wyciągnięcie ręki, przy tym samym stole pije to samo wino, które osobiście swoim wszechmocnym słowem stworzył z wody. Nie uczynił tego, aby się popisywać i robić sensację, ani też nawet tylko po to, aby pomóc człowiekowi w potrzebie i uratować nowożeńców przed wstydem. Uczynił to po to, aby obudzić w swoich uczniach wiarę.

I ten sam zamiar towarzyszy Jezusowi do dziś. Najpierw jest wiara, a dopiero potem różne ludzkie potrzeby i troski. Warto o tym pamiętać w swoich modlitwach. Często bowiem, powołując się na cud w Kanie Galilejskiej, prosimy Boga o pomoc w swoich różnych sprawach. Mamy do tego prawo, ale cały czas powinniśmy pamiętać, że najważniejsza musi być nasza wiara, nasze bezwarunkowe zaufanie do Jezusa, bez względu na to, czy nasza woda stanie się winem, czy też nadal pozostanie tylko wodą. Nie można uzależniać wiary od tego, czy Bóg spełni nasze życzenia, czy nie.

Zaufanie to powinno przejawić się w posłuszeństwie i współpracy z Bogiem. Trzeba wiedzieć, że słudzy wykonali „w ciemno”, bez żadnych gwarancji, bardzo ciężką pracę. W czasie uroczystości, gdy mogli się dobrze bawić, na życzenie jednego z biesiadników, przynieśli z odległej studni kilkadziesiąt wiader wody. Mogło się to wydawać absurdalne, a jednak zdobyli się na ten wysiłek. Dzięki ich zaufaniu i posłuszeństwu, Chrystus mógł zadziałać swoją mocą. Gdyby nie było wody, nie byłoby też wina.

Otóż z nami powinno być podobnie. Musimy być gotowi zaryzykować trochę i zaufać Bogu w ciemno, bez gwarancji natychmiastowego sukcesu. Niekiedy może to kosztować nas sporo wysiłku i pracy, trzeba będzie nanosić się sporo wody, ale jest to konieczne, aby Jezus miał co przemieniać, aby mógł nam błogosławić. Spróbujmy Mu zaufać, a wzorem tego zaufania niech nam będzie Maryja, Matka Jezusa i owi bezimienni słudzy. Nie zawiedziemy się!

Ks. Mariusz Pohl

 

Z Chrystusem na weselu

Przez wiele lat w Polsce programowo usiłowano zamknąć wszelką działalność Kościoła wyłącznie na terenie świątyń, kaplic, salek katechetycznych i parafialnych kancelarii. Zdawać by się mogło, że po odrzuceniu dawnych założeń ideologicznych i to podejście szybko zostanie wykreślone ze świadomości ludzi. Stało się jednak inaczej. Tkwi ono głęboko, i to nawet w mentalności praktykujących katolików. Więcej, pewne grupy nadal prowadzą otwartą akcję, domagając się zamknięcia działalności Kościoła wyłącznie w obiektach sakralnych.

Ktokolwiek jednak przynajmniej raz w życiu przeczytał uważnie Ewangelię, ten z łatwością zauważy, że ani nauczania, ani działalności Chrystusa nie da się zamknąć w ramach instytucji religijnej. Wręcz przeciwnie, On zginął za to, że wykroczył poza granice wykreślone przez te instytucje.

Znamienny jest sam początek publicznej działalności. Jezus ze swymi uczniami bierze udział w weselu, dzieląc radość nowożeńców i ich rodzin. Na tym to weselu Chrystus dokonuje pierwszego cudu. Gest życzliwości, którego celem jest ratowanie gospodarzy przed kompromitacją. Powiedzmy jednak otwarcie: gest religijny i zbawczy. W Kanie Galilejskiej Jezus głosi Ewangelię czynem i to zostało przez uczniów właściwie odczytane. Goście radowali się obfitością dobrego wina, natomiast uczniowie dostrzegli Boską moc Mistrza i uwierzyli w Niego. Uczestnicy wesela znaleźli się w zasięgu oddziaływania Chrystusa i tam wśród kielichów wypełnionych winem, przy dźwięku instrumentów, wśród tańców i śpiewów otwarli serca na działanie łaski. Trzeba dostrzec, że Jezus chcąc zamienić wodę w wino, nie udał się ani do synagogi, ani do świątyni, lecz uczynił to w domu weselnym.

Tak też wygląda cała Jego działalność i nauczanie. Nie ma takiej dziedziny życia ani indywidualnego, ani społeczno-politycznego, by On nie był w niej obecny. Dokonuje wielu cudów w drodze. Wstępuje do domu celnika Zacheusza, by ogłosić, że i jemu stało się zbawienie. Udaje się do oficera wojskowego, by leczyć jego sługę. Chwali Jana, który za odważne upomnienie władcy przebywa w więzieniu i czeka na śmierć. Zasiada za stołem razem z grzesznikami, broni jawnogrzesznicy przed ukamienowaniem, przebaczeniem łagodząc prawo Mojżesza. Uczestniczy w dyskusjach na temat nierozerwalności małżeństwa i płacenia podatków. Głosi Ewangelię w senacie Izraela, czyli przed Sanhedrynem, w twierdzy okupanta przed Piłatem, w pałacu Heroda, w sali tortur, przy słupie biczowania i na miejscu straceń, z wysokości krzyża.

W swoich przypowieściach dotyka spraw społecznych, gospodarczych i politycznych. Mówi o fałszowaniu kwitów, o pękających magazynach chciwca i umierającym u jego progu nędzarzu, o długach i ich umorzeniu. Mówi o siewcy i żniwiarzu, ogrodniku i robotnikach w winnicy, o pasterzach i najemnikach, o pieniądzach i niesprawiedliwej zapłacie.

Taka jest Ewangelia. Kto chce ją zamknąć w świątyni, w salce, kancelarii lub zakrystii, ośmiesza samego siebie, dowodząc, że nigdy nie znalazł chwili czasu, by uważnie i krytycznie przeczytać Nowy Testament. Taka lektura nie wymaga wcale zbyt długiego czasu. Trudno zaś zaliczać się do ludzi kulturalnych w Europie, nie przeczytawszy tej Książki, która decyduje o kształcie naszego kontynentu od blisko dwudziestu wieków.

Najbardziej kompromitują się wypowiedziami na temat ograniczenia działalności Kościoła wyłącznie do terenów sakralnych katolicy, dowodząc przez to, że są pseudokatolikami. Nie można bowiem nazywać się uczniem Chrystusa, nie mając ochoty iść za Nim na wesele w Kanie Galilejskiej i mając do Niego pretensje, że czyni cuda poza ołtarzem i zakrystią.

Zanim ktoś zacznie wygłaszać lub powtarzać obiegowe hasła antykościelne, winien wpierw dokładniej zbadać, o ile one są uzasadnione. Bez tego bardzo łatwo może narazić się na kompromitację.

Ks. Edward Staniek

 

Dlaczego mało cudów?

Chore dziecko. Lekarze bezradnie rozkładają ręce. Z punktu widzenia współczesnej medycyny nie ma ratunku. Matka udaje się na Jasną Górę i przed obrazem Matki Bożej prosi o cud. Długo klęczy przed ołtarzem. Spogląda na ściany kaplicy i dostrzega wiszące na nich wota. To znaki wdzięczności za otrzymane łaski. Postanawia oddać Matce Bożej złoty łańcuszek, jedyną wartościową rzecz, jaką posiada. Wierzy, że Maryja usłyszy jej wołanie i dziecko wróci do zdrowia.

Młode małżeństwo wyrusza samochodem w długą podróż. Wiozą ze sobą dwoje dzieci. Po wielu godzinach jazdy zmęczona żona w nocy traci panowanie nad kierownicą. Na zakręcie samochód wypada z szosy, koziołkuje i rozbija się prawie doszczętnie. Jedno z dzieci leży dwadzieścia metrów od wraku samochodu i cicho płacze. Pogotowie zawozi wszystkich do szpitala na badanie. W ciągu tygodnia cała rodzina wraca do domu. Ci, którzy oglądali rozbity samochód, stwierdzili krótko: „Cud, że żyjecie”.

Te dwa przykłady ukazują najczęstsze podejście do cudu. To nadzwyczajna interwencja Boga zachowująca lub ratująca człowieka z nieszczęścia. Dostrzegamy dar, który od Boga pochodzi. Gdybyśmy byli na uczcie weselnej w Kanie Galilejskiej, mówilibyśmy dużo o dobrym winie, które Jezus postawił na stole, i żałowalibyśmy, że nie uczynił tego na początku uczty.

Tymczasem zupełnie inaczej do cudu podchodzi sam Jezus. On traktuje cud jako słowo skierowane do człowieka. Jego nadzwyczajna interwencja jest zawsze zaproszeniem do rozmowy z Nim. Bogu chodzi o spotkanie, a dar traktuje jedynie jako okazję do tego spotkania. My zadowalamy się darem, a na Dawcę nie zwracamy uwagi, nie chcemy też rozszyfrować znaczenia słowa, jakie do nas skierował.

Matka uprosiła dla chorego dziecka zdrowie. Poprawa była widoczna w ciągu tygodnia. Złoty łańcuszek znalazł się jako wotum w Kaplicy Jasnogórskiej. Tajemnicą pozostanie, na ile ten dar stał się dla niej początkiem bliższego spotkania z Bogiem. Młode małżeństwo podziękowało Bogu za ocalenie, ale czy żyje ze świadomością darowanego życia? Czy serca ich przepełnia wdzięczność za każdy nowy dzień? Czy zawierzenie Bogu jest widoczne w ich postawie?

Jan, świadek cudu w Kanie Galilejskiej, zanotował: „Jezus objawił swoją chwałę i uwierzyli w Niego Jego uczniowie”. Oni nie zatrzymali się na darze, lecz utkwili oczy w Dawcy. Odczytali Słowa Mistrza skierowane do nich.

Cuda Jezusa są częścią Jego kaznodziejskiej misji. One docierają do słuchaczy jako znak skuteczności słowa. Tak też winny być odbierane. Każda cudowna interwencja Boga w nasze życie jest Jego wezwaniem skierowanym do nas.

Przy takim spojrzeniu na cuda łatwo zrozumieć ich społeczny wymiar. Interwencja Boga ma na uwadze dobro nie tylko jednostki, ale i wspólnoty. Przez cuda Bóg mówi do tych, których ubogaca bezpośrednio, i do wszystkich, którzy są świadkami cudu lub o nim słyszą. Gdyby nasze podejście do cudu uwzględniało mowę Boga skierowaną do nas, to ilość cudownych interwencji Boga wzrosłaby znacznie. Skoro nie rozumiemy tej formy Jego przepowiadania, On się nią nie posługuje. Jeśli cud jest tylko sensacją lub „załatwieniem” sprawy u Boga, to nie należy się dziwić, że tak rzadko mamy z nim do czynienia. Gdyby po cudzie ci, którzy są jego świadkami, „uwierzyli w Chrystusa”, jak to czynili uczniowie Jezusa w Kanie, cudów byłoby równie wiele jak w czasach ewangelicznych. To nie Bóg nie chce czynić cudów, lecz ludzie nie chcą ich odbierać tak, jak On tego pragnie. Większość bowiem jest gotowa ubiegać się o dary, byle tylko nie usłyszeć, czego od nich oczekuje Bóg. W życiu prawie każdego człowieka mają miejsce cuda. Niewielu jednak traktuje je jako zaproszenie do rozmowy z żywym Bogiem.

Ks. Edward Staniek

 

„Śpiewajcie dla Pana pieśń nową!... z dnia na dzień głoście Jego zbawienie” (Ps 96, 1–2)

Prorocy, chcąc wyrazić miłość mocną i czułą, zazdrosną i miłosierną, Boga ku swojemu ludowi, nie znajdowali bardziej odpowiedniego obrazu nad miłość oblubieńców. W takim aspekcie przedstawiają oni przymierze i przyjaźń, jaką Bóg pragnie nawiązać z Izraelem, oraz dzieło zbawienia, którego chce dokonać na korzyść Jerozolimy. „Jak młodzieniec poślubia dziewicę, tak twój Budowniczy ciebie poślubi, i jak oblubieniec weseli się z oblubienicy, tak Bóg twój tobą się rozraduje” (Iz 62, 5). Nowy Testament podejmuje tę przenośnię w głębszym i konkretnym znaczeniu. Syn Boży, stając się człowiekiem, poślubia naturę ludzką jednocząc się z nią w sposób osobowy i nierozerwalny. Oto dlaczego Jezus, mówiąc często o królestwie niebieskim, przyrównuje je do uczty weselnej, a wezwanie do przyjścia — do zaproszenia na gody. To są Jego gody weselne z naturą ludzką obchodzone w chwili wcielenia, a dopełnione następnie na krzyżu.

W tym kontekście, pierwszy cud Jezusa dokonany podczas godów weselnych przypomina niewysłowioną rzeczywistość obcowania w miłości, zażyłości, zjednoczeniu, jakie Syn Boży, stawszy się człowiekiem, przyszedł nawiązać z ludźmi. Nie tylko Izrael czy Jerozolima, lecz cała ludzkość została wezwana do zjednoczenia, do zaślubin ze swoim Bogiem. Cenę tego wezwania Jezus zapłaci na krzyżu, w godzinie naznaczonej przez Ojca.

W Kanie, dokąd Jezus udał się z uczniami i Matką, godzina jeszcze nie nadeszła (J 2, 4). Jednak za przyczyną Maryi Pan przyspiesza ją jako „znak” zapowiadający zbawienie, odkupienie. Woda zmienia się cudownie w najlepsze wino, aby niejako zapowiedzieć głęboką przemianę, jakiej śmierć i zmartwychwstanie Chrystusa dokonają w ludziach. Dzięki obfitej łasce, tam gdzie przedtem obfitował grzech, Pan przemieni niesmaczną i zimną wodę egoizmu ludzkiego w mocne i prawdziwe wino miłości. A to wszystko dzieje się dlatego, że człowiek — każdy człowiek — jest wezwany do uczestnictwa w godach weselnych Słowa z naturą ludzką, a więc do radowania się Jego miłością i zażyłością zaślubin.

Obecność i wstawiennictwo Maryi na godach weselnych w Kanie są wielką podnietą do ufności. Człowiek czuje się niegodnym zjednoczenia z Chrystusem, lecz jeśli powierza się Matce, Ona sama przygotuje go i prowadzi do Niego, przyspieszając godzinę.

O. Gabriel od św. Marii Magdaleny, karmelita bosy
Żyć Bogiem, t. II, str. 32

 

 

» Przypominamy o możliwości bezpłatnej elektronicznej prenumeraty „Czytań na każdy dzień” – szczegóły na stronie Prenumerata.

» Powrót na stronę główną „Czytań”

 

 

© 1996–2010 www.mateusz.pl