www.mateusz.pl/czytania

24 STYCZNIA 2010

Niedziela

III niedziela zwykła

 

Dzisiejsze czytania: Ne 8,1-4a.5-6.8-10; Ps 19,8-10.15; 1 Kor 12,12-30; Łk 4,18; Łk 1,1-4.4,14-21

Rozważania i homilie: Oremus · ks. M. Pohl · ks. E. Staniek · O. Gabriel od św. Marii Magdaleny OCD

 

(Ne 8,1-4a.5-6.8-10)
Gdy Izraelici mieszkali już w swoich miastach, wtedy zgromadził się cały lud, jak jeden mąż, na placu przed Bramą Wodną. I domagali się od pisarza Ezdrasza, by przyniósł księgę Prawa Mojżeszowego, które Pan nadał Izraelowi. Pierwszego dnia miesiąca siódmego przyniósł kapłan Ezdrasz Prawo przed zgromadzenie, w którym uczestniczyli przede wszystkim mężczyźni, lecz także kobiety oraz wszyscy inni, którzy byli zdolni słuchać. I czytał z tej księgi, zwrócony do placu znajdującego się przed Bramą Wodną, od rana aż do południa przed mężczyznami, kobietami i tymi, którzy rozumieli; a uszy całego ludu były zwrócone ku księdze Prawa. Pisarz Ezdrasz stanął na drewnianym podwyższeniu, które zrobiono w tym celu. Ezdrasz otworzył księgę na oczach całego ludu - znajdował się bowiem wyżej niż cały lud; a gdy ją otworzył, cały lud się podniósł. I Ezdrasz błogosławił Pana, wielkiego Boga, a cały lud z podniesieniem rąk swoich odpowiedział: Amen! Amen! Potem oddali pokłon i padli przed Panem na kolana, twarzą ku ziemi. Czytano więc z tej księgi, księgi Prawa Bożego, dobitnie, z dodaniem objaśnienia, tak że lud rozumiał czytanie. Wtedy Nehemiasz, to jest namiestnik, oraz kapłan-pisarz Ezdrasz, jak i lewici, którzy pouczali lud, rzekli do całego ludu: Ten dzień jest poświęcony Panu, Bogu waszemu. Nie bądźcie smutni i nie płaczcie! Cały lud bowiem płakał, gdy usłyszał te słowa Prawa. I rzekł im Nehemiasz: Idźcie, spożywajcie potrawy świąteczne i pijcie napoje słodkie - poślijcie też porcje temu, który nic gotowego nie ma: albowiem poświęcony jest ten dzień Panu naszemu. A nie bądźcie przygnębieni, gdyż radość w Panu jest waszą ostoją.

(Ps 19,8-10.15)
REFREN: Słowa Twe, Panie, są duchem i życiem

Prawo Pańskie jest doskonałe i pokrzepia duszę,
świadectwo Pana niezawodne, uczy prostaczka mądrości.
Jego słuszne nakazy radują serce,
Jaśnieje przykazanie Pana i olśniewa oczy.

Bojaźń Pana jest szczera i trwa na wieki,
sądy prawdziwe, a wszystkie razem słuszne.
Niech znajdą uznanie przed Tobą
słowa ust moich i myśli mego serca,
Panie, moja Opoko i mój Zbawicielu.

(1 Kor 12,12-30)
Podobnie jak jedno jest ciało, choć składa się z wielu członków, a wszystkie członki ciała, mimo iż są liczne, stanowią jedno ciało, tak też jest i z Chrystusem. Wszyscyśmy bowiem w jednym Duchu zostali ochrzczeni, [aby stanowić] jedno Ciało: czy to Żydzi, czy Grecy, czy to niewolnicy, czy wolni. Wszyscyśmy też zostali napojeni jednym Duchem. Ciało bowiem to nie jeden członek, lecz liczne [członki]. Jeśliby noga powiedziała: Ponieważ nie jestem ręką, nie należę do ciała - czy wskutek tego rzeczywiście nie należy do ciała? Lub jeśliby ucho powiedziało: Ponieważ nie jestem okiem, nie należę do ciała - czyż nie należałoby do ciała? Gdyby całe ciało było wzrokiem, gdzież byłby słuch? Lub gdyby całe było słuchem, gdzież byłoby powonienie? Lecz Bóg, tak jak chciał, stworzył [różne] członki umieszczając każdy z nich w ciele. Gdyby całość była jednym członkiem, gdzież byłoby ciało? Tymczasem zaś wprawdzie liczne są członki, ale jedno ciało. Nie może więc oko powiedzieć ręce: Nie jesteś mi potrzebna, albo głowa nogom: Nie potrzebuję was. Raczej nawet niezbędne są dla ciała te członki, które uchodzą za słabsze; a te, które uważamy za mało godne szacunku, tym większym obdarzamy poszanowaniem. Tak przeto szczególnie się troszczymy o przyzwoitość wstydliwych członków ciała, a te, które nie należą do wstydliwych, tego nie potrzebują. Lecz Bóg tak ukształtował nasze ciało, że zyskały więcej szacunku członki z natury mało godne czci, by nie było rozdwojenia w ciele, lecz żeby poszczególne członki troszczyły się o siebie nawzajem. Tak więc, gdy cierpi jeden członek, współcierpią wszystkie inne członki; podobnie gdy jednemu członkowi okazywane jest poszanowanie, współweselą się wszystkie członki. Wy przeto jesteście Ciałem Chrystusa i poszczególnymi członkami. I tak ustanowił Bóg w Kościele najprzód apostołów, po wtóre proroków, po trzecie nauczycieli, a następnie tych, co mają dar czynienia cudów, wspierania pomocą, rządzenia oraz przemawiania rozmaitymi językami. Czyż wszyscy są apostołami? Czy wszyscy prorokują? Czy wszyscy są nauczycielami? Czy wszyscy mają dar czynienia cudów? Czy wszyscy posiadają łaskę uzdrawiania? Czy wszyscy przemawiają językami? Czy wszyscy potrafią je tłumaczyć?

(Łk 4,18)
Pan posłał Mnie, abym ubogim niósł dobrą nowinę, więźniom głosił wolność.

(Łk 1,1-4.4,14-21)
Wielu już starało się ułożyć opowiadanie o zdarzeniach, które się dokonały pośród nas, tak jak nam je przekazali ci, którzy od początku byli naocznymi świadkami i sługami słowa. Postanowiłem więc i ja zbadać dokładnie wszystko od pierwszych chwil i opisać ci po kolei, dostojny Teofilu, abyś się mógł przekonać o całkowitej pewności nauk, których ci udzielono. Potem powrócił Jezus w mocy Ducha do Galilei, a wieść o Nim rozeszła się po całej okolicy. On zaś nauczał w ich synagogach, wysławiany przez wszystkich. Przyszedł również do Nazaretu, gdzie się wychował. W dzień szabatu udał się swoim zwyczajem do synagogi i powstał, aby czytać. Podano Mu księgę proroka Izajasza. Rozwinąwszy księgę, natrafił na miejsce, gdzie było napisane: Duch Pański spoczywa na Mnie, ponieważ Mnie namaścił i posłał Mnie, abym ubogim niósł dobrą nowinę, więźniom głosił wolność, a niewidomym przejrzenie; abym uciśnionych odsyłał wolnymi, abym obwoływał rok łaski od Pana. Zwinąwszy księgę oddał słudze i usiadł; a oczy wszystkich w synagodze były w Nim utkwione. Począł więc mówić do nich: Dziś spełniły się te słowa Pisma, któreście słyszeli.

 

W świecie rozwiniętej techniki i komputerów nierzadko patrzymy na innych jak na trybiki skomplikowanego mechanizmu i sami też jesteśmy tak postrzegani. Trybiki potrzebne, ale możliwe do zastąpienia. Inne spojrzenie proponuje św. Paweł, który mówi o Kościele jako o żywym organizmie. W Kościele – Mistycznym Ciele Chrystusa – żaden członek nie może zostać zastąpiony przez inny. Jeśli któryś z członków niedomaga, w jakiś sposób cierpią wszystkie, a gdy któregoś zabraknie, to każdy traci coś niepowtarzalnie ważnego. Jest to dla nas wyzwanie, abyśmy nikogo nie lekceważąc, pomagali innym i sobie samym odnaleźć się w Chrystusie.

o. Cezary Binkiewicz OP, „Oremus” styczeń 2004, s. 99

 

„Dziś spełniły się te słowa...”

Po raz kolejny dostrzegamy – tym razem już w pierwszym zdaniu Ewangelii – jak wielką troskę o wiarygodność i dbałość o udokumentowaniu faktów ukazuje św. Łukasz w swoich pismach. Przekazuje on swoją Ewangelię konkretnemu adresatowi – Teofilowi. Trudno więc podejrzewać, aby chciał ryzykować przekazanie fałszu i narazić się bezpośrednio na zarzut kłamstwa. Powołuje się jeszcze dodatkowo na naocznych świadków i na swoich poprzedników, którzy próbowali już pewne rzeczy spisywać. Wydarzenia te można było wtedy łatwo sprawdzić i zweryfikować, gdyż dokonały się w sposób jawny, publicznie, w dużej społeczności. Dlatego też i Łukasz, mimo, że nie należał do grona Apostołów, mógł dotrzeć do bezpośrednich uczestników, wszystkiego sie dowiedzieć, uporządkować fakty i przekazać je w jasnej, logicznej relacji.

Ten cel, który sobie Łukasz postawił – „przekonać Teofila o całkowitej pewności nauk, których mu uprzednio udzielono”, przyświecał Ewangeliście przez cały czas pisania Ewangelii. Stąd wynika kunsztowna kompozycja, przejrzystość, dbałość o szczegóły i wierna narracja, spisana na podstawie relacji naocznych świadków. Jest bardzo ważne, abyśmy sobie dobrze zdali z tego sprawę, ponieważ pozwoli nam to potraktować słowa Ewangelii z całą powagą i wiarą, jako prawdę, a nie jako zamierzchły mit czy fikcyjną opowieść.

Jezus z Nazaretu, bohater Łukaszowej Ewangelli, jest postacią historyczną, wszystkie przytoczone przez Łukasza wydarzenia, łącznie ze Zmartwychwstaniem, wydarzyły się rzeczywiście, a prawda, która kryje się w komentarzach, symbolach i faktach, ma charakter objawiony. Właśnie takie wnioski możemy wysnuć już z pierwszego zdania Ewangelii.

Zaraz potem czytamy opis pierwszego publicznego przedstawienia się Jezusa jako Mesjasza. Ta oficjalna inauguracja zbawczej działalności Jezusa miała miejsce w Jego rodzinnym mieście, Nazarecie. Poprzedziły ją liczne cuda, znaki i nauki, z których Jezus zdążył zasłynąć w całej okolicy. Na pewno budziło to sensację, podziw i ciekawość ludzi. W tym kontekście prezentacja i samookreślenie się Jezusa miało przeogromne znaczenie. Było to wyznanie wielkiej wagi, bo pochodziło z ust samego Jezusa. To, co wtedy powiedział, miało zasadnicze znaczenie dla całej Jego misji, określało wiarygodnie Jego intencje, cel i pomagało zrozumieć Jego postępowanie.

Oczywiście, nauczeni przykładem wielu samozwańców i oszustów, doświadczeni wieloma pustosłownymi kampaniami reklamowymi, mamy prawo, a nawet obowiązek sprawdzenia wiarygodności wyznania Jezusa. Przecież każdy mógł coś takiego o sobie powiedzieć. Owszem, tak. Ale nie każdy mógł potem potwierdzić swoje słowa całym życiem, naukami, czynami, konsekwencją, a przede wszystkim śmiercią i Zmartwychwstaniem. To pierwsze wyznanie musimy odczytać w kontekście całego życia Jezusa, a także życia Kościoła, zwłaszcza w pierwszym okresie działalności.

A właściwie co takiego ważnego powiedział o sobie Jezus? Otóż powołał się na proroctwo Izajasza, zapowiadające działalność Mesjasza. Był to właściwie cały program „mesjańskiej kadencji” Jezusa: działanie mocą Ducha Świętego; wypełnienie posłannictwa Ojca; solidarność z najmniejszymi, ubogimi, prześladowanymi, zniewolonymi; obdarowanie łaską Bożą. Zauważmy, że Jezus nie czynił niczego dla siebie ani w swoim własnym imieniu: powołał się na starożytne proroctwo, ukazał swoją zależność od Ducha Świętego i więź z Ojcem. Nie był więc samozwańcem lecz posłusznym wykonawcą odwiecznie zamierzonej i przygotowanej misji. I otwarcie o tym powiedział. Kto chce, może te słowa i obietnice przyjąć. Chyba warto zaryzykować?

Ks. Mariusz Pohl

 

Wczoraj, dziś, jutro

Dwudziesty wiek to czas ucieczki od teraźniejszości. Jest ona często zbyt ciężka dla współczesnego człowieka. Nie mogąc udźwignąć odpowiedzialności za dziś, większość ludzi ucieka w przyszłość. Dowodzi tego wciąż wielkie zapotrzebowanie na fantastykę pseudonaukową. Karmi ona miliony ludzi wielkim złudzeniem możliwości budowania świata łatwiejszego i przyjemniejszego niż nasz obecny.

Drugim znakiem jest fascynacja obrazem. Coraz częściej ludziom wystarczy obraz, cień na ekranie, w który wierzą bez zastrzeżeń.

W mieszkaniu z każdego kąta wygląda cierpienie, nędza, nieszczęście. Jedynie na ekranie stojącego na pudłach telewizora jest bogactwo, przyjemność i szczęście. Mieszkańcy, skoro nie mogą lepiej mieć, pragną przynajmniej nakarmić oczy obrazem bogactwa świata.

To oderwanie człowieka od rzeczywistości, ta jego ucieczka jest bardzo niebezpieczna. Świat iluzji zniknie, jak niknie obraz telewizyjny, z chwilą gdy zabraknie prądu elektrycznego, i człowiek zostanie w obecnej rzeczywistości jak więzień w celi.

Jeszcze inną formą ucieczki od dziś jest próba zatracenia świadomości przez zatopienie jej w narkotykach lub alkoholu. Tym razem środki okazują się jeszcze groźniejsze, bo nie tylko nie wyprowadzają człowieka z teraźniejszości, ale go w niej niszczą, i to w sposób często nieodwracalny.

Bóg ukazał nam, żyjącym w czasie, potrzebę utrzymania równowagi między wiedzą o przeszłości i wiedzą o przyszłości, która kształtuje szczęście dnia dzisiejszego. Człowiek mądry chcąc wygrać „jutro”, musi dobrze znać „wczoraj”. Historia bowiem pozwala zrozumieć „dziś” i mądrze zaprogramować przyszłość.

Nehemiasz w swej Księdze opisuje, jak Izraelici przybyli z wygnania do zburzonej Jerozolimy. Dramatyczne było ich „dziś”, bez większych perspektyw lepszego „jutra”. W tej sytuacji Nehemiasz wraz z Ezdraszem sięgnęli po „wczoraj”. Zebrali lud i kazali czytać z Biblii Prawo, czyli święte dzieje narodu wybranego. Lud słuchał w skupieniu, popłynęły łzy. Izraelici zaczęli rozumieć gorzkie „teraz” jako etap na drodze do lepszego „jutra”. Odzyskiwali równowagę ducha. Rozradowały się ich serca i mogli spokojnie spojrzeć w jutro.

Piękne są słowa Nehemiasza: „Nie bądźcie smutni i nie płaczcie /.../ Idźcie, spożywajcie potrawy świąteczne i pijcie napoje słodkie, poślijcie też porcje temu, który nic gotowego nie ma, albowiem poświęcony jest ten dzień Panu naszemu. A nie bądźcie przygnębieni, gdyż radość w Panu jest waszą ostoją”.

Wezwanie do czytania Biblii to zawsze wezwanie do zajęcia się naszym „wczoraj”. Biblia mówi o naszej historii. Jako duchowi spadkobiercy wiary Abrahama, naszego ojca, stanowimy lud Boży. Kto umie czytać Pismo Święte, ten w najtrudniejszej sytuacji potrafi zachować równowagę i ufnie spojrzeć w „jutro”, nawet wówczas, gdy ono zapowiada się apokaliptycznie.

Lektura Biblii potraktowana na serio kształtuje w człowieku zmysł historycznego myślenia, tak bardzo potrzebny do twórczego wykorzystania chwili obecnej i mądrego zaprogramowania „jutra”. Trzeba jedynie troszczyć się o to, by Księgi Natchnione były czytane w całości, systematycznie i interpretowane zgodnie z duchem tradycji przechowywanej w Kościele. Wyrywkowe czytanie tekstów świętych z własną interpretacją jest niebezpieczne i nie tylko nie pomaga w wychowaniu ducha rozumienia historii, ale go niszczy.

Dobrze ten błąd ukazuje scena z Nazaretu przedstawiona przez św. Łukasza. Oto Jezus przeczytał słowa Księgi proroka Izajasza i skomentował je w duchu historii przez odwołanie się do działalności proroków Eliasza i Elizeusza. Rodacy jednak interpretowali tekst po swojemu, widząc w jego realizacji szansę dla siebie do robienia interesów. Dwie interpretacje. Chrystusowa — historyczna zderzy się z interpretacją wyłącznie nastawioną na jutro. Mieszkańcy Nazaretu widzą w obecności Chrystusa, namaszczonego Duchem Świętym, lepszą przyszłość dla swojego miasta. Jezus odrzuca taką interpretację proroctwa i wzywa do głębszej refleksji nad historią proroków, bo inaczej Jego rodacy popełnią błąd, odrzucając tym razem największego z proroków. Mieszkańcy Nazaretu nastawieni na wyczekiwanie lepszego jutra, nie mając ducha historycznego myślenia, nie rozpoznali wielkiego „dziś” swego miasta, dlatego nie oglądali jego wielkiego jutra. Podobny błąd popełnią mieszkańcy Jerozolimy i większość Izraelitów. Zabrakło im zachowania równowagi w docenieniu historii i programowania przyszłości, jaka istnieje między wczoraj i jutro.

Ks. Edward Staniek

 

Dla szukających

Spotkanie z człowiekiem o dużym doświadczeniu to zawsze twórcze wydarzenie, to okazja do głębszej refleksji nad tajemnicą ludzkiego życia. Nasze drogi są niepowtarzalne, mimo iż każda rozpoczyna się momentem poczęcia i każda kończy śmiercią. Wgląd w historię drugiego człowieka pozwala pełniej dostrzec sens własnej drogi życia, a niejednokrotnie pomaga w dokonaniu korekty i ustawieniu na innym torze dalszych własnych losów.

Wartość tego typu spotkań jest ściśle uzależniona od wielkości poznanego człowieka. To dlatego dużym powodzeniem cieszą się pamiętniki, autobiografie i biografie ludzi sławnych. Nie chodzi tu o proste zaspokojenie ciekawości, lecz o pomoc w refleksji nad własnym życiem.

Mądry chcąc doskonalić swe serce, szuka człowieka o bogatym sercu, a kiedy w tym spotkaniu przejmie część jego bogactwa, szuka serca jeszcze większego. W ten sposób wędruje, jakby po schodach, ku ludziom coraz większego formatu. Początkowo szuka wśród tych, z jakimi przestaje, później sięga do książek, następnie wchodzi na ścieżki przeszłości, by szukać wielkich serc, które ubogacały historię. Jeśli ta wędrówka jest konsekwentna, to wcześniej czy później dochodzi do spotkania z najbardziej tajemniczym spośród synów ludzkich, z Jezusem z Nazaretu.

Spotkanie to dokonuje się przez świadków ewangelicznych wydarzeń, oni bowiem spisali to, co widzieli, to, czego doświadczyli. Z punktu widzenia wiarygodności historycznej szczególne miejsce wśród nich zajmuje Łukasz. Według tradycji był lekarzem z wykształcenia. Przyjacielem św. Pawła. Poganinem szukającym prawdy. Znając trud jej szukania, pragnie pomóc tym, którzy są jej głodni.

Swoją Ewangelię adresuje do nieznanego nam bliżej Teofila, ma jednak na uwadze wszystkich szukających Chrystusa. Na początku jasno zaznacza: „Postanowiłem /.../ zbadać dokładnie wszystko od pierwszych chwil i opisać ci po kolei, dostojny Teofilu, abyś się mógł przekonać o całkowitej pewności nauk, których ci udzielono”. Uważna lektura jego Ewangelii potwierdza te słowa. Łukasz dotarł do wiarygodnych wiadomości o domu rodzinnym Jana Chrzciciela, określił datę jego wystąpienia zarówno w historii Izraela, jak i w dziejach Cesarstwa Rzymskiego. Jako jedyny z ewangelistów przekazał nam wiadomości na temat momentu, w którym Maryja w Nazarecie dowiedziała się, że jest Matką Zbawiciela.

Cała Ewangelia Łukasza jest świadectwem człowieka poszukującego i ludzie jego ducha z łatwością się w niej odnajdują. Wystarczy wspomnieć, że właśnie on pisze o pasterzach poszukujących Jezusa w żłobie, o Matce i Józefie szukających Go w świątyni, o spotkaniu z Jezusem Marii, siostry Łazarza, i uczniów z Emaus. On przytacza przypowieść o Dobrym Pasterzu szukającym zagubionej owcy, o kobiecie poszukującej drachmy i o synu marnotrawnym poszukującym szczęścia na drogach złudzenia.

Przez cały rok w niedziele słuchać będziemy, w czasie sprawowania Eucharystii, słowa Ewangelii napisanej przez św. Łukasza. Warto pamiętać o jego podejściu. Warto rozpalić w sobie pasję poszukiwania coraz bogatszych i piękniejszych serc. Ta pasja pomaga w spotkaniu z tym jednym, jedynym sercem Syna Człowieczego, które jest sercem Syna Bożego.

Ks. Edward Staniek

 

„Słowa Twoje, Panie, są duchem i życiem” (J 6, 63)

Liturgia dzisiejsza uwydatnia szczególniej celebrację słowa Bożego. Pierwsze czytanie przedstawia uroczyste ogłoszenie Prawa Bożego w Jerozolimie po powrocie z Babilonu, wobec całego ludu zebranego na placu. Czytanie rozpoczyna się „błogosławieństwem” kapłana, któremu lud odpowiada „padając na kolana twarzą ku ziemi” (Ne 8, 6) i trwa „od rana aż do południa”, a wszyscy słuchają stojąc, w milczeniu: „uszy całego ludu były zwrócone ku słuchaniu” (tamże 3). Szczególnie ciekawy jest płacz ludu, wyraz żalu za własne winy, które poznali jasno słuchając uważnie Prawa; na koniec radosne oświadczenie: „Ten dzień jest poświęcony Bogu naszemu. Nie bądźcie przygnębieni, gdyż radość w Panu jest ostoją naszą” (tamże 10). Krótko mówiąc, oto całe usposobienie, z jakim należy słuchać słowa Bożego: uszanowanie, uwaga, porównanie własnego postępowania ze świętym tekstem, żal za grzechy, radość z poznania raz jeszcze woli Bożej, wyrażonej w Jego prawie.

Ewangelia podaje inne ogłoszenie Słowa, mniej okazałe zewnętrznie, ale w rzeczywistości nieskończenie uroczyste. Jezus w synagodze nazaretańskiej otwiera księgę Izajasza i czyta — a niewątpliwie nie jest to przypadek — rozdział dotyczący Jego misji: „Duch Pański spoczywa na Mnie, ponieważ Mnie namaścił i posłał Mnie, abym ubogim niósł dobrą nowinę” (Łk 4, 18) Tylko On może czytać to proroctwo w pierwszej osobie, stosując je wprost do siebie. Dotychczas odczytywano je zwracając myśl ku zapowiedzianej tajemniczej osobistości. Tylko On, ukończywszy czytanie, mógł powiedzieć: „Dziś spełniły się te słowa Pisma, któreście słyszeli” (tamże 21). Tego zestawienia nie czyni Ewangelista — Łukasz przytacza je tylko — lecz sam Chrystus; On jest przedmiotem proroctwa, jest obecny we własnej osobie, pełen Ducha Świętego przyszedł głosić zbawienie ubogim, nic nie znaczącym, pokornym. On jest „wypełnieniem” odczytanego słowa, On Słowo odwieczne Ojca.

Chrystus jest zawsze obecny w Piśmie świętym, chociaż różnorako. Stary Testament zapowiada i przygotowuje Jego przyjście, Nowy zaś stwierdza je i głosi Jego posłannictwo. Kto słucha w duchu wiary słów Bożych, spotyka zawsze Jezusa z Nazaretu, a każde spotkanie wyznacza nowy etap zbawienia.

O. Gabriel od św. Marii Magdaleny, karmelita bosy
Żyć Bogiem, t. II, str. 57

 

 

» Przypominamy o możliwości bezpłatnej elektronicznej prenumeraty „Czytań na każdy dzień” – szczegóły na stronie Prenumerata.

» Powrót na stronę główną „Czytań”

 

 

© 1996–2010 www.mateusz.pl