31 STYCZNIA 2010
Dzisiejsze czytania: Jr 1,4-5.17-19; Ps 71,1-6.15.17; 1 Kor 12,31-13,13 (1 Kor 13,4-13); Łk 4, 18; Łk 4, 21-30
Rozważania i homilie: Oremus · ks. M. Pohl · ks. E. Staniek · O. Gabriel od św. Marii Magdaleny OCD
(Jr 1,4-5.17-19)
Pan skierował do mnie następujące słowo: Zanim ukształtowałem cię w łonie matki, znałem cię, nim przyszedłeś na świat, poświęciłem cię, prorokiem dla narodów ustanowiłem cię. Ty zaś przepasz swoje biodra, wstań i mów wszystko, co ci rozkażę. Nie lękaj się ich, bym cię czasem nie napełnił lękiem przed nimi. A oto Ja czynię cię dzisiaj twierdzą warowną, kolumną żelazną i murem spiżowym przeciw całej ziemi, przeciw królom judzkim i ich przywódcom, ich kapłanom i ludowi tej ziemi. Będą walczyć przeciw tobie, ale nie zdołają cię [zwyciężyć], gdyż Ja jestem z tobą - wyrocznia Pana - by cię ochraniać.
(Ps 71,1-6.15.17)
REFREN: Będę wysławiał pomoc Twoją, Panie
W Tobie, Panie, ucieczka moja,
niech wstydu nie zaznam na wieki.
Wyzwól mnie i ratuj w Twej sprawiedliwości,
nakłoń ku mnie ucho i ześlij ocalenie.
Bądź dla mnie skałą schronienia,
i zamkiem warownym, aby mnie ocalić,
bo Ty jesteś moją opoką i twierdzą.
Boże mój, wyrwij mnie z rąk niegodziwca.
Bo Ty, mój Boże, jesteś moją nadzieją,
Panie, Tobie ufam od młodości.
Ty byłeś moją podporą od dnia narodzin,
Od łona matki moim opiekunem.
Moje usta będą głosiły Twoją sprawiedliwość
i przez cały dzień Twoją pomoc.
Boże, Ty mnie uczyłeś od mojej młodości
i do tej chwili głoszę Twoje cuda.
(1 Kor 12,31-13,13)
Starajcie się o większe dary: a ja wam wskażę drogę jeszcze doskonalszą. Gdybym mówił językami ludzi i aniołów, a miłości bym nie miał, stałbym się jak miedź brzęcząca albo cymbał brzmiący. Gdybym też miał dar prorokowania i znał wszystkie tajemnice, i posiadał wszelką wiedzę, i wszelką [możliwą] wiarę, tak iżbym góry przenosił, a miłości bym nie miał, byłbym niczym. I gdybym rozdał na jałmużnę całą majętność moją, a ciało wystawił na spalenie, lecz miłości bym nie miał, nic bym nie zyskał. Miłość cierpliwa jest, łaskawa jest. Miłość nie zazdrości, nie szuka poklasku, nie unosi się pychą; nie dopuszcza się bezwstydu, nie szuka swego, nie unosi się gniewem, nie pamięta złego; nie cieszy się z niesprawiedliwości, lecz współweseli się z prawdą. Wszystko znosi, wszystkiemu wierzy, we wszystkim pokłada nadzieję, wszystko przetrzyma. Miłość nigdy nie ustaje, [nie jest] jak proroctwa, które się skończą, albo jak dar języków, który zniknie, lub jak wiedza, której zabraknie. Po części bowiem tylko poznajemy, po części prorokujemy. Gdy zaś przyjdzie to, co jest doskonałe, zniknie to, co jest tylko częściowe. Gdy byłem dzieckiem, mówiłem jak dziecko, czułem jak dziecko, myślałem jak dziecko. Kiedy zaś stałem się mężem, wyzbyłem się tego, co dziecięce. Teraz widzimy jakby w zwierciadle, niejasno; wtedy zaś [zobaczymy] twarzą w twarz: Teraz poznaję po części, wtedy zaś poznam tak, jak i zostałem poznany. Tak więc trwają wiara, nadzieja, miłość - te trzy: z nich zaś największa jest miłość.
(Łk 4, 18)
Pan posłał mnie, abym ubogim niósł dobrą nowinę, więźniom głosił wolność.
(Łk 4,21-30)
Począł więc mówić do nich: Dziś spełniły się te słowa Pisma, któreście słyszeli. A wszyscy przyświadczali Mu i dziwili się pełnym wdzięku słowom, które płynęły z ust Jego. I mówili: Czy nie jest to syn Józefa? Wtedy rzekł do nich: Z pewnością powiecie Mi to przysłowie: Lekarzu, ulecz samego siebie; dokonajże i tu w swojej ojczyźnie tego, co wydarzyło się, jak słyszeliśmy, w Kafarnaum. I dodał: Zaprawdę, powiadam wam: żaden prorok nie jest mile widziany w swojej ojczyźnie. Naprawdę, mówię wam: Wiele wdów było w Izraelu za czasów Eliasza, kiedy niebo pozostawało zamknięte przez trzy lata i sześć miesięcy, tak że wielki głód panował w całym kraju; a Eliasz do żadnej z nich nie został posłany, tylko do owej wdowy w Sarepcie Sydońskiej. I wielu trędowatych było w Izraelu za proroka Elizeusza, a żaden z nich nie został oczyszczony, tylko Syryjczyk Naaman. Na te słowa wszyscy w synagodze unieśli się gniewem. Porwali Go z miejsca, wyrzucili Go z miasta i wyprowadzili aż na stok góry, na której ich miasto było zbudowane, aby Go strącić. On jednak przeszedłszy pośród nich oddalił się.
W dzisiejszej liturgii słowa, chwilę po Pawłowym Hymnie o miłości, usłyszymy Jezusa przemawiającego do mieszkańców Nazaretu. Początkowo „dziwili się [oni] pełnym wdzięku słowom, które płynęły z ust Jego”, lecz później zaczęli o Nim powątpiewać, a nawet unieśli się gniewem i chcieli Go strącić ze skały... Można być tak blisko Boga, słyszeć Jego słowo, a jednak nie wierzyć. Wierzyć w Jezusa to rozpoznać w Nim Syna Bożego, wcielenie Bożej miłości. Niestety, właśnie prawdziwa miłość bywa często nierozpoznana, pogardzana i odrzucana...
ks. Jan Konarski, „Oremus” luty 2004, s. 4
Jest to jedna z najbardziej dramatycznych scen Ewangelii i tragicznych momentów w życiu Jezusa: został On odrzucony przez swoich najbliższych: rówieśników i ziomków. Po nieprzychylnym Betlejem i rzezi Niewiniątek, stanowiło to kolejną zapowiedź tego, co później dopełni się pod pałacem Piłata i na Kalwarii, i w tylu jeszcze miejscach i momentach ludzkich dziejów. Człowiek nie chce Boga! Bóg umiłował człowieka i oddał swego Syna z miłości, a człowiek nie chce tego daru, nie chce Bożej miłości, nie chce Boga! Czy to możliwe?
Ano możliwe i chyba sami niejednokrotnie byliśmy świadkami czy wręcz uczestnikami takiego buntu przeciw Bogu. Z czego to wynika? Co pcha człowieka do takiej rozpaczliwej i tragicznej decyzji? Warto chyba się nad tym zastanowić.
Wszystko rozpoczęło się w raju, kiedy to człowiek skuszony przez szatana po raz pierwszy sprzeciwił się Bogu. Grzech raz posiany, rozkrzewił się wszędzie i wszystko przerósł swymi śmiercionośnymi kłączami. Nieufność człowieka wobec Boga i związany z tym lęk, przeszły na wszystkich ludzi, rodząc nienawiść i agresję. Grzech pierworodny: nie potrzebuję Ciebie, nie chcę! Sam będę o sobie decydował! Czyż i dziś nie rozpoznajemy wokół siebie i w sobie takiej postawy?
Ale Bóg sie nie zniechęca, Jego miłość jest cierpliwa i gotowa na wszystko. Najpierw posyła patriarchów, potem proroków, wreszcie swego Syna, w nadziei, że Jego uszanują. Nic z tego, a nawet wręcz przeciwnie: to dopiero doprowadza człowieka do wściekłości! Ta wściekłość ma swoje wyraźne i jednoznaczne źródło właśnie w nienawiści do Boga. Dlatego właśnie Jezus musiał umrzeć, bo był Synem Bożym i głośno to wyznał. A człowiek nie chce Boga tak blisko siebie. No, w niebie niech już sobie ten Bóg będzie, ale tu, u nas, na ziemi? Przenigdy! Niech wraca skąd przyszedł!
Czyż nie echo takiej postawy słyszymy w dzisiejszej Ewangelii? Zrazu chętnie Go słuchali, bo schlebiała im Jego mądrość, pewnie przypisali ją także swojemu wpływowi i zasługom. Ale gdy tylko Jezus przytoczył mesjańskie proroctwo Izajasza, natychmiast zmienił sie nastrój. Oni chcieli mieć Jezusa na swoją małą, ludzką miarę. Chcieli mieć Jezusa do spełniania życzeń i zaspokajania codziennych potrzeb. Chcieli mieć Jezusa na posyłki, na każde zawołanie. A gdy Jezus nie chciał się do nich dostosować, gdy najpierw chciał ich wiary, wtedy Go odrzucili.
Chyba dobrze wiedzieli i przeczuwali, dlaczego Go nie chcą. Albowiem wiara jest rzeczą trudną, jeśli ktoś siebie uznaje za pępek świata. A tak myśleli Żydzi. Pogańska wdowa i Syryjczyk Naaman, byli dla nich wielkim zgorszeniem i kamieniem obrazy: jak Bóg mógł przedłożyć pogan ponad swój Naród? Jak Jezus może obcych cenić wyżej niż swoich współziomków? Jak Bóg śmie kazać im czekać i wierzyć? To my sami będziemy decydować, co Bóg ma zrobić i kiedy! A jak nie, to wynocha!
Taki jest człowiek: chce, by jego wola liczyła się najbardziej, chce być panem samego siebie. Czy my jesteśmy lepsi? Każdy sam musi sobie na to pytanie odpowiedzieć. Jeśli potrafimy odpowiedzieć szczerze, mamy otwartą drogę do przebaczenia i wiary; jeśli uniesiemy się pychą i buntem, dołączymy do nazaretańczyków i tych spod krzyża.
A Bóg pomimo to nie traci cierpliwości. Czeka na każdego z nas, aż zrozumiemy i zechcemy Go z zaufaniem przyjąć. Czy przyjmiemy?
Ks. Mariusz Pohl
Prorok zostaje przez Boga stworzony dwukrotnie. Raz, podobnie jak każdy człowiek, w łonie matki. Drugi raz, gdy Bóg wylewa nań swego Ducha i czyni go narzędziem swego działania. Perspektywa takiego działania jest tak trudna, że większość proroków, mimo wyraźnego oświadczenia samego Boga, nie chce się na to zgodzić.
Misja proroka z reguły bowiem uderza w opinię publiczną, przez co budzi agresję otoczenia. Prorok bowiem interesuje się głównie odnową ludzkiego serca, a tego twórcy opinii publicznej nie biorą pod uwagę.
Bóg w obliczu powszechnego zapomnienia o Jego prawie, gdy ludzie tracą poczucie dobra i zła, prawdy i fałszu, usiłuje wezwać ich do opamiętania, a czyni to na dwa sposoby.
Najpierw wysyła proroków z ostrzeżeniem i upomnieniem. Rola proroków bynajmniej nie skończyła się ze śmiercią Apostołów. Prorocy są w Kościele wciąż obecni. Zarówno prawdziwi, jak i fałszywi. Tak jest przez całą historię zbawienia. Jeśli tysiące wiernych otworzą serca i gestem nawrócenia odpowiedzą na wołanie proroka, Kościół wchodzi w etap odnowy, a przez Kościół na drogę duchowej odbudowy wstępują narody, które do niego należą. Tak było w średniowieczu, gdy działał św. Franciszek z Asyżu i św. Dominik, tak było w XVI wieku, gdy działał św. Ignacy Loyola. Tak było w Polsce w drugiej połowie wieku XIX, gdy działali św. Brat Albert, św. Rafał Kalinowski, bł. Honorat Koźmiński i wielu innych. Odnowione pod ich wezwaniem serca wnosiły swój wkład w życie społeczne, polityczne, kulturalne, gospodarcze i przyczyniały się wydatnie do odnowy duchowej społeczeństw, w których żyli.
Dramat ma miejsce wówczas, gdy słowo proroka nie trafia do ludzi. Nic bowiem nie ma tak opornego na działanie słowa Bożego, jak ludzkie serce. Ono nie tylko potrafi się zamknąć, lecz wypełnione nienawiścią potrafi niszczyć każdego, kto je wzywa do odnowy.
Ten właśnie dramat można obserwować w życiu św. Jeremiasza, proroka Starego Testamentu. Został on wierny Bogu, ale były dni, w których miał pretensje do Niego, nie tylko za to, że go powołał, ale i za to, że go stworzył. Współcześni mu Judejczycy odrzucili go, a nawet chcieli zabić.
Dramat powtórzy się w życiu św. Jana Chrzciciela i jeszcze pełniej w życiu samego Chrystusa. Większość Apostołów, czyli proroków Nowego Testamentu, poniosła śmierć męczeńską.
Tragedia proroka jest równocześnie i tragedią jego słuchaczy. Ta druga jest sto razy cięższa. Mordowany prorok odchodzi po nagrodę do Pana za dobre wykonanie zadania. Zamknięci na słowo Boga słuchacze, dyszący gniewem i nienawiścią, zasługują jedynie na karę.
Jeśli Bóg nie trafi do ludzi przez proroków, to zostaje Mu tylko jeszcze jedno słowo — apokalipsy. Wody potopu, ogień Sodomy i Gomory, niewola, epidemie kończące się śmiercią tysięcy chorych, kataklizmy, wojny. W skali indywidualnej — choroby, wypadki, nagłe śmierci, różnego typu doświadczenia.
Historia się powtarza. Upomnienia proroków naszego wieku nie mają większego wpływu na zmianę ludzkich serc. Ludzkość pochłonięta pogonią za doczesnością nie słucha wezwań do nawrócenia. Czy w tej sytuacji należy się dziwić, że Bóg sięgnie po apokaliptyczne znaki?
Jeżeli na ziemi nie zwycięży mądrość i miłość, to zwycięży głupota i nienawiść. Na szczęście ci, którzy otworzą serca na głos proroków i wypełnią je miłością, nie muszą się obawiać apokaliptycznych wydarzeń. Ich serca nie ulegną zniszczeniu. Dzieląc los prześladowanych proroków, podzielą również ich tryumf i będą mieli udział w nagrodzie wiecznej.
Ten kierunek duchowej odnowy ukazuje bardzo jasno św. Paweł w swym hymnie o miłości.
Ks. Edward Staniek
Rodzinne miasto Nazaret nie przyjęło Jezusa. Rodacy pierwsi odrzucili skierowane do nich słowa o zbawieniu. Jezus musiał ratować się ucieczką, groziła Mu w Nazarecie śmierć. Wówczas to Chrystus wypowiedział znamienne słowa: „Żaden prorok nie jest mile widziany w swojej ojczyźnie”, i jako dowód wskazał los Eliasza i Elizeusza.
Jest to jedna z tajemnic dziejów zbawienia. Ludzie nie lubią, gdy Bóg przemawia do nich przez rodaków. Odrzucają wówczas orędzie Boga i tego, który je przekazuje. Nie są w stanie zatrzymać się nad mądrością przekazanego słowa, lecz oceniają je według posłańca. Powtarza się to zarówno w Starym, jak i Nowym Testamencie, a obecnie trwa nadal w Kościele.
Jaki jest mechanizm tego działania? Na pewno ma tu do powiedzenia coś psychologia. Słowa ludzi mierzymy tą skalą, jaka obowiązuje w środowisku, z którego pochodzą. Tak zareagowali mieszkańcy Nazaretu, mierząc Jezusa miarą znanego im Józefa: „Czy nie jest to syn Józefa?”. Przywiązani do własnej skali oceny, nie byli w stanie zrozumieć, że mają do czynienia z Synem Boga.
Równie często do głosu dochodzi pragnienie korzystania z przywilejów. Tę motywację swych rodaków ujawnia Jezus, gdy głośno wypowiada ich ciche żądanie: „dokonajże i tu w swojej ojczyźnie tego, co wydarzyło się, jak słyszeliśmy, w Kafarnaum”. Walka o przywileje to część walki o byt i znacznie częściej dochodzi do głosu niż sądzimy. Ona też uruchamia w ludziach motor wielu dramatów — zwykłą zazdrość.
Trudno też uwierzyć, że ktoś, kogo się dobrze znało, nagle zaczyna przemawiać w imieniu Boga i jego słowa należy traktować jako Boże wezwanie. Jaskrawo jest to widoczne w rodzinach, które wydają kapłana. Ksiądz z reguły nie ma większego wpływu na życie religijne swoich najbliższych, bo oni odbierają go nie jako kapłana, lecz jako syna czy brata. Zdarza się, że gorszący sposób życia bliskich jest krzyżem dla kapłana, a on sam nie jest w stanie tego zmienić.
Wszystko jednak wskazuje na to, że powód odrzucenia proroka przez najbliższych jest znacznie głębszy. Prorok musi mówić prawdę i z tej racji zawsze wzywa do rachunku sumienia. Nie ma bowiem żadnej odnowy, żadnego wyjścia z kryzysu bez dobrze zrobionego rozliczenia. Rzecz w tym, że rozliczenie musi być pełne, a najbliżsi nigdy na to nie chcą się zgodzić.
W rozliczeniach najczęściej dochodzi do głosu żądanie tłumu. Ten zaś szuka kozła ofiarnego, czyniąc go odpowiedzialnym za wszelkie dotychczasowe niepowodzenia i nadużycia. Wystarczy zabić tego kozła, by rozrachunek był dokonany. Ktokolwiek rzuci weń kamień, zrzuca z siebie odpowiedzialność za swoje dotychczasowe czyny.
Prorok występujący w imieniu Boga na takie rozwiązanie nie pozwala. Wzywa do rachunku sumienia i pełnej odpowiedzialności osobistej. To z kolei nie podoba się tłumom, a ponieważ prorok, jako rodak, dobrze ich zna i nie da się przed nim nic ukryć, wolą go zniszczyć, niż bić się w piersi z powodu popełnionych grzechów.
Ten mechanizm trzeba dobrze poznać. Wielu ludzi cierpi z powodu odrzucenia przez środowisko tylko dlatego, że chcieli podnieść jego życie religijno-moralne na wyższy poziom. Tak na przykład rodzice bywają znienawidzeni przez dorastające dziecko tylko dlatego, że domagają się od niego odpowiedzialności za swoje czyny. Pracownik może zostać uznany za czarną owcę dlatego, że stanął w obronie krzywdzonego kolegi. Działacz społeczny może stracić wszystkich sympatyków tylko dlatego, że stanął w obronie życia dziecka nienarodzonego.
Warto z tego punktu widzenia prześledzić dzieje proroków przedstawione w Biblii, i warto sięgnąć do historii naszego narodu. Ileż to wspaniałych idei pogrzebano rzucając kłody pod nogi tych, którzy je głosili. Warto wreszcie obserwować, jak w naszych środowiskach każdy mądry głos jest prawie natychmiast gaszony przez szukanie słabych punktów w życiu tego, który prawdę przekazuje. Jeśli tych punktów nie ma, to się je na poczekaniu dorabia, byle tylko proroka zniszczyć.
Prorok ukazuje drogę wyjścia z trudnej sytuacji, drogę niełatwą, lecz pewną, bo zawsze opartą na prawdzie. Złu zaś bardzo zależy na tym, by mądrość nie dochodziła do głosu. Św. Łukasz ukazując Jezusa jako Zbawiciela świata, poświęca wiele uwagi rozmontowaniu mechanizmów, które uniemożliwiają dotarcie z łaską zbawienia do człowieka. W Nazarecie zmusza do głębszej refleksji nad gorzkim wyznaniem Chrystusa: „Żaden prorok nie jest mile widziany w swojej ojczyźnie”.
Ks. Edward Staniek
Pierwsze przemówienie, jakie Jezus wygłosił w synagodze w Nazarecie, miało podobny przebieg jak to, które nastąpiło w synagodze w Kafarnaum (Mk 1, 22. 27). „Wszyscy przyświadczyli Mu i dziwili się pełnym wdzięku słowom, które płynęły z ust Jego” (Łk 4, 22). Lecz Nazaretańczycy wkrótce poddali się myślom zbyt ludzkim; czyż Chrystus nie był człowiekiem jak oni, synem Józefa? A jeśli naprawdę by! Mesjaszem, dlaczego nie czynił cudów w swojej ojczyźnie, tak jak gdzie indziej? Czy nie mieli do tego szczególniejszego prawa jako Jego współziomkowie?
Jezus przeniknął te roszczenia i odpowiada: „Żaden prorok nie jest mile widziany w swojej ojczyźnie” (tamże 24). I nie przerywając toku myśli, co więcej, by wskazać, że nie można Bogu praw dyktować i że jest On wolny w rozdzielaniu swoich darów, przypomina, co wydarzyło się wybranej spośród wszystkich wdów w Izraelu, wdowie z Sarepty, do której został posłany prorok Eliasz, oraz obcokrajowcowi Naamanowi, jedynemu trędowatemu, którego uzdrowił Elizeusz. Jezus chce dać do zrozumienia swoim współczesnym, że przyszedł, aby przynieść zbawienie nie tylko jednemu miastu lub narodowi, lecz wszystkim ludziom, i że łaska Boża nie jest związana ani z ojczyzną, ani z rasą lub z zasługami osobistymi, ale jest całkowicie darmo dana. Odruch Nazaretańczyków był gwałtowny; zaślepieni duchem ludzkim, że nie osiągnęli tego, co zamierzali, „wyrzucili Go z miasta i wyprowadzili aż na stok góry... aby Go strącić” (tamże 29).
Taki los świat gotuje tym, którzy jak Chrystus mają za zadanie głosić prawdę. Przypomina to opowieść biblijna o powołaniu Jeremiasza, która bardzo dobrze wiąże się z dziś rozważanym opowiadaniem Łukasza. Bóg wybrał Jeremiasza na proroka jeszcze przed jego narodzeniem, lecz kiedy młodzieniec zaczyna uświadamiać sobie ten wybór, lęka się przewidując pełne niebezpieczeństw życie, jakie go oczekuje, więc chciałby odmówić. Lecz Bóg dodaje mu odwagi: „Nie lękaj się... bo jestem z tobą, by cię chronić” (Jr 1, 8). Człowiek wybrany przez Boga jako herold jego słowa, może liczyć na łaskę Bożą, która go uprzedziła i będzie mu towarzyszyła we wszystkich okolicznościach. Nie braknie mu przeciwności, niebezpieczeństw i ryzyka, jak nie brakło ich prorokom i samemu Jezusowi, lecz także Jemu, jak Jeremiaszowi, Bóg powtarza: „Będą walczyć przeciw Tobie, ale nie zdołają Cię zwyciężyć, gdyż Ja jestem z Tobą, by cię ochraniać” (tamże 19).
Prorocy, apostołowie mieli obowiązek podjąć odważnie wszelkie ryzyko, wierni natomiast mają obowiązek słuchać ich i iść za nimi w duchu wiary, nie pozwalając się wprowadzić w błąd przez czysto ludzkie poglądy.
O. Gabriel od św. Marii Magdaleny, karmelita bosy
Żyć Bogiem, t. II, str. 84
» Przypominamy o możliwości bezpłatnej elektronicznej prenumeraty „Czytań na każdy dzień” – szczegóły na stronie Prenumerata.
» Powrót na stronę główną „Czytań”
© 1996–2010 www.mateusz.pl