www.mateusz.pl/czytania

14 LUTEGO 2010

Niedziela

VI niedziela zwykła

 

Dzisiejsze czytania: Jr 17,5-8; Ps 1,1-4.6; Kor 15,12.16-20; Łk 6,23; Łk 6,17.20-26

Rozważania i homilie: Oremus · ks. M. Pohl · ks. E. Staniek · O. Gabriel od św. Marii Magdaleny OCD

 

(Jr 17,5-8)
To mówi Pan: Przeklęty mąż, który pokłada nadzieję w człowieku i który w ciele upatruje swą siłę, a od Pana odwraca swe serce. Jest on podobny do dzikiego krzaka na stepie, nie dostrzega, gdy przychodzi szczęście; wybiera miejsca spalone na pustyni, ziemię słoną i bezludną. Błogosławiony mąż, który pokłada ufność w Panu, i Pan jest jego nadzieją. Jest on podobny do drzewa zasadzonego nad wodą, co swe korzenie puszcza ku strumieniowi; nie obawia się, skoro przyjdzie upał, bo utrzyma zielone liście; także w roku posuchy nie doznaje niepokoju i nie przestaje wydawać owoców.

(Ps 1,1-4.6)
REFREN: Błogosławiony, kto zaufał Panu

Błogosławiony człowiek, który nie idzie za radą występnych,
nie wchodzi na drogę grzeszników
i nie zasiada w gronie szyderców,
lecz w Prawie Pańskim upodobał sobie
i rozmyśla nad nim dniem i nocą.

On jest jak drzewo zasadzone nad płynącą wodą,
które wydaje owoc w swoim czasie,
liście jego nie więdną,
a wszystko, co czyni, jest udane.

Co innego grzesznicy:
są jak plewa, którą wiatr rozmiata.
Albowiem znana jest Panu droga sprawiedliwych,
a droga występnych zaginie.

(1 Kor 15,12.16-20)
Jeżeli głosi się, że Chrystus zmartwychwstał, to dlaczego twierdzą niektórzy spośród was, że nie ma zmartwychwstania? Skoro umarli nie zmartwychwstają, to i Chrystus nie zmartwychwstał. A jeżeli Chrystus nie zmartwychwstał, daremna jest wasza wiara i aż dotąd pozostajecie w swoich grzechach. Tak więc i ci, co pomarli w Chrystusie, poszli na zatracenie. Jeżeli tylko w tym życiu w Chrystusie nadzieję pokładamy, jesteśmy bardziej od wszystkich ludzi godni politowania. Tymczasem jednak Chrystus zmartwychwstał jako pierwszy spośród tych, co pomarli.

(Łk 6,23)
Cieszcie się i radujcie, bo wielka jest wasza nagroda w niebie.

(Łk 6,17.20-26)
Jezus zeszedł z nimi na dół i zatrzymał się na równinie. Był tam duży poczet Jego uczniów i wielkie mnóstwo ludu z całej Judei i Jerozolimy oraz z wybrzeża Tyru i Sydonu; A On podniósł oczy na swoich uczniów i mówił: Błogosławieni jesteście wy, ubodzy, albowiem do was należy królestwo Boże. Błogosławieni wy, którzy teraz głodujecie, albowiem będziecie nasyceni. Błogosławieni wy, którzy teraz płaczecie, albowiem śmiać się będziecie. Błogosławieni będziecie, gdy ludzie was znienawidzą, i gdy was wyłączą spośród siebie, gdy zelżą was i z powodu Syna Człowieczego podadzą w pogardę wasze imię jako niecne: cieszcie się i radujcie w owym dniu, bo wielka jest wasza nagroda w niebie. Tak samo bowiem przodkowie ich czynili prorokom. Natomiast biada wam, bogaczom, bo odebraliście już pociechę waszą. Biada wam, którzy teraz jesteście syci, albowiem głód cierpieć będziecie. Biada wam, którzy się teraz śmiejecie, albowiem smucić się i płakać będziecie. Biada wam, gdy wszyscy ludzie chwalić was będą. Tak samo bowiem przodkowie ich czynili fałszywym prorokom.

 

 

Jezusowe błogosławieństwa skierowane do ubogich, głodnych, płaczących i odrzuconych, a zwłaszcza następujące po nich cztery „biada” stoją w ostrej sprzeczności z dominującym współcześnie modelem szczęścia. Ewangelia staje się wyrzutem sumienia dla ludzi sytych, a zarazem daje nadzieję ubogim, którzy mogą liczyć tylko na Boga. Otwiera przed nimi perspektywę osiągnięcia niezwykłej głębi i dojrzałości ludzkiej, czyli mówiąc innymi słowy: świętości.

ks. Jan Konarski, „Oremus” luty 2004, s. 65

 

„Biada wam, którzy...”

Jest to jeden z tych fragmentów Ewangelii i nauki Chrystusa, które budzą w nas naturalny sprzeciw, lęk, a przynajmniej wątpliwości. Jezus obiecuje nam prawdziwe szczęście, a my Go nie chcemy, nieszczęśliwym daje nadzieję, a my nią gardzimy. Co prawda doświadczenie uczy nas, że nieraz człowiek do końca życia nie doczekuje się zdrowia, bogactwa, uznania i nie zaznaje polepszenia swojej sytuacji. Ale czy wobec tego słowa Chrystusa są tylko czczą pociechą, obietnicami bez pokrycia, którym nie warto wierzyć? Zastanówmy się nad tym.

Najpierw warto zauważyć, że niekiedy, w pewnych dziedzinach, ludzie potrafią być bardzo łatwowierni, wręcz naiwni do granic głupoty. Wierzą obietnicom rozmaitych toto-lotków, loterii, konkursów, kolorowych ofert na łatwe i duże pieniądze. Wysyłają wytrwale kupony, rozwiązane krzyżówki, zgłoszenia, zdrapują cyferki, ufając, że któregoś dnia uśmiechnie się do nich szczęście. Nie zastanawiają się wiele nad tym, czy losowania są uczciwe, czy autorzy ofert są wiarygodni, a wygrane pewne. Zadowalają się jedną informacją o terminie losowania czy ogłoszeniem anonimowego nazwiska zwycięzcy.

Jeszcze mniej zastanawiają się nad szansą wygranej. Rachunek prawdopodobieństwa uczy, że szansa ta jest niekiedy tak nikła, że nawet gdyby wszyscy ludzie na całej ziemi (parę miliardów!) wysłali po kilka różnych kuponów, i tak jeszcze nie wyczerpaliby wszystkich możliwości! A jednak takim mglistym i wątpliwym obietnicom ufają bez zastrzeżeń, a nawet potrafią wydawać spore pieniądze, aby tylko zakosztować nadziei wygranej.

Zupełnie podobnie ma się sprawa reklamy: wystarczy obejrzeć w TV kolorową i atrakcyjną migawkę o cudownych właściwościach szamponu czy proszku, a już biegniemy do sklepu po wygórowany w cenie towar. To nic, że baśniowe wręcz działanie reklamowanego produktu jest trochę podejrzane, to nic, że nacięliśmy się już tyle razy – próbujemy bez wahania jeszcze raz, i jeszcze raz... Nie tracimy zapału i wiary w reklamę. Prasa demaskuje rozmaitych aferzystów, a mimo to w nadziei szybkiego zysku, wciąż inwestujemy swoje oszczędności w podejrzane przedsięwzięcia.

A zwodnicze obietnice hazardu, miłosnych powieścideł, kolorowych czasopism, filmów, pornografii, łatwego seksu, alkoholu, narkotyków? Tu w zasadzie nikt nie powinien mieć już żadnych wątpliwości, bo przecież widzimy na przykładzie innych do czego to prowadzi, jakie są ostateczne skutki nieodpowiedzialnego używania w tych dziedzinach. A jednak, wciąż znajdują się ludzie, którzy nie boją się spróbować i później słono za to płacą.

A więc ludzie bezkrytycznie ufają tylu podejrzanym obietnicom, bezmyślnie powtarzają stare błędy, dają się mamić tymi samymi kłamstwami i złudzeniami, łapią się tak niepewnych i ulotnych miraży szczęścia, słuchają tylu cwaniaków, naciągaczy, fałszywych proroków – a Chrystusa nie? Innym wierzą bez zastrzeżeń, ale każde Jego słowo podają w wątpliwość i wyśmiewają? Tworzą sobie zwodnicze autorytety, ale Jego naukę nazywają głupotą? Poddają się szaleńcom, ale przeciw Niemu buntują? Dlaczego?!

Dlaczego nie wierzymy Chrystusowi? Dlaczego nie słuchamy Jego przestróg? Dlaczego nie używamy rozumu, który Bóg nam dał, abyśmy się nim kierowali? Dlaczego swoją podejrzliwość kierujemy przede wszystkim przeciwko Niemu? Czy zawiódł nas kiedyś? Oszukał? A może boimy się i nie chcemy przyjąć prawdy? Może dobrze wiemy i przeczuwamy, kto ma rację, ale wolimy żyć w świecie ułudy, fałszywych przepowiedni i pseudoproroctw? Ale wtedy biada nam...

Ks. Mariusz Pohl

 

Ciągły wybór

Człowiek wędrując drogą prawdy, sprawiedliwości i dobroci nieustannie mija różne drogi boczne. Są piękne, gwarne, wygodne. Psalmista dostrzegał tę prawdę i na początku „Psałterza”, pięknego modlitewnika dla Żydów, przypomniał ją wszystkim, którzy chcą słowami pieśni religijnych sławić Boga.

Psalmy to najpiękniejszy modlitewnik, jaki jest na ziemi, dlatego Kościół złożył go w ręce swoich wiernych i posługuje się nim częściej nawet niż samą Ewangelią. Jest w tej modlitwie wszystko, co składa się na życie. Jest radość wędrowania drogą sprawiedliwości i przestroga przed błędnym postawieniem stopy.

Już w psalmie pierwszym autor przestrzega przed uleganiem opinii publicznej. Człowiek wierzący „nie idzie za radą występnych” — to jest ta ścieżka, na której dochodzi do utraty życia duchowego. Ileż to rad dziś obija się o nasze uszy. Cała reklama to nic innego jak „rada” mająca jednak na celu rzadko kiedy dobro klienta a zawsze zysk producenta.

Druga przestroga podana przez psalmistę człowiekowi wierzącemu „nie wchodzić na drogę grzeszników” — ma na uwadze współpracę z ludźmi, którzy nie szanują Bożego prawa. Trzeba współpracować, bo dziś jedynie wspólnymi siłami można tworzyć dobro o dużym zasięgu społecznym, lecz nie wolno w tej współpracy naruszać Bożego prawa. Iluż to ludzi stanęło dziś na granicy bankructwa i rozpaczy, ponieważ przez współpracę weszli „na drogę grzeszników”. Grzesznicy zrobili na tej współpracy swój interes ich kosztem.

Trzecia przestroga dotyczy towarzystwa ludzi krytykujących wartości duchowe. Człowiek wierzący „nie zasiada w gronie szyderców”. To grono powiększa się niebezpiecznie, zagrażając podstawowym wartościom narodu, Kościoła i ludzkości. Ma dostęp do środków masowego przekazu. Można „zasiąść” w ich gronie spoglądając na pewne programy telewizyjne. To dziś najbardziej niebezpieczna ścieżka, która kusi do zejścia z drogi sprawiedliwości.

Psalmista a razem z nim Jeremiasz nie poprzestają na upomnieniach, lecz ukazują, na czym polega mądrość wędrowania drogą sprawiedliwości. Na „upodobaniu w prawie Pana, na rozmyślaniu dniem i nocą nad Jego prawem”. Psałterz ma pomóc w tym rozmyślaniu.

To pozytywne ujęcie życia autorzy natchnieni porównują do wzrostu drzewa zasadzonego nad płynącą wodą, które wydaje owoc w swoim czasie. Innymi słowy, troska o doskonalenie mądrości, i to dniem i nocą, czyli nieustannie, jest jedyną gwarancją oparcia się pokusie zejścia na ścieżki tego świata.

W tym zaś pomaga przede wszystkim studium Pisma Świętego. Gdyby katolicy potrafili przeznaczyć jedną czwartą czasu spędzonego przed telewizorami na lekturę Biblii i rozmyślania nad Bożym prawem, życie nasze w krótkim czasie uległoby zasadniczej zmianie. Coraz częściej spotykalibyśmy się na drodze sprawiedliwości, życzliwości i zaufania. Życie oparte o Boga i Jego prawo nie jest tak łatwe jak to, które zachwala krzykliwa i kolorowa reklama, ale jest niezawodne. Prawdziwych wartości nie trzeba reklamować, nie można też do nich dotrzeć z pominięciem Bożego prawa, nie niszczy ich szyderstwo, kpina ani krytyka. One trwają i wydają owoc wieczny, bo na ich straży stoi sam Bóg.

Nie znamy z całą pewnością autora psalmu pierwszego, znamy natomiast dobrze losy Jeremiasza. Jego życie, zawsze sprawiedliwe, było pełne cierpienia, walki, zdrad ze strony najbliższych, ale to on, jak drzewo zasadzone nad płynącą wodą, po tysiącach lat wciąż wydaje owoc, za który i my winniśmy mu wdzięczność. Tajemnica uczciwości tu na ziemi to tajemnica wiecznego szczęścia.

Ks. Edward Staniek

 

Błogosławieństwa

Ewangelia jest konstytucją Kościoła. Esencją tej konstytucji jest karta z ośmiu błogosławieństwami. Krótkie zdania mówiące wszystko. Św. Łukasz z ośmiu błogosławieństw wybrał tylko cztery i przeciwstawił im cztery przekleństwa. Popatrzmy, komu Ewangelia przepowiada szczęście, a komu nieszczęście.

Szczęście:

ubogim — zdanym we wszystkim wyłącznie na Boga,

głodnym — którzy ciągle pragną czegoś większego, wiecznego,

nieszczęśliwym — kalekom, chorym, sierotom, samotnym...,

wytrwałym w czasie prześladowania.

Nieszczęście:

bogaczom — którzy całą ufność położyli w dobrach doczesnych i na ziemi chcieli zbudować sobie mieszkanie trwałe. Stracą oni wszystko i nic nie otrzymają,

sytym — którzy zadowolili się tym, co na ziemi, i nie pomyśleli o dobrach wiecznych,

żyjącym beztrosko — którzy nigdy poważnie nie pomyśleli o skarbach, których złodziej nie ukradnie, ogień nie zniszczy, rdza nie zgryzie,

zabiegającym o ludzką chwałę, a nie liczącym się z tym, co myśli o nich Bóg.

Z zestawienia błogosławieństw i przekleństw podanego przez św. Łukasza wynika, że szczęście jest dostępne dla człowieka jedynie na trudnej drodze. Łatwa droga, na pierwszym etapie kusząca, wiedzie do dramatu. Jezus powiedział to jasno: „Wchodźcie przez ciasną bramę! Bo szeroka jest brama i przestronna ta droga, która prowadzi do zguby, a wielu jest takich, którzy przez nią wchodzą. Jakże ciasna jest brama i wąska droga, która prowadzi do życia, a mało jest takich, którzy ją znajdują!” /Mt 7, 13/.

Błogosławieństwa w zestawieniu z przekleństwami stanowią wezwanie dla wszystkich wędrujących wąską drogą, by wytrwali i nie dali się skusić wygodną drogą. Trud drogi jest przez Boga traktowany jako sprawdzian wiary i miłości.

Ks. Edward Staniek

 

„Błogosławiony mąż, który pokłada ufność w Panu” (Jr 17, 7)

Chrześcijanin nie opiera swojej nadziei ani na sobie samym, ani na innych ludziach, ani na dobrach doczesnych. Jego nadzieja zakorzeniona jest w Chrystusie, umarłym i zmartwychwstałym dla niego. „Jeżeli tylko w tym życiu w Chrystusie nadzieję pokładamy — mówi św. Paweł — jesteśmy bardziej od wszystkich ludzi godni politowania” (1 Kor 15, 19). Lecz nadzieja chrześcijańska wychodzi poza granice życia ziemskiego, dosięga wiecznego właśnie dzięki Chrystusowi, który zmartwychwstając dał człowiekowi prawo stać się kiedyś uczestnikiem Jego zmartwychwstania.

W tym duchu należy rozumieć błogosławieństwa, jakie Pan ogłosił. Przewyższają one wszelkie perspektywy pewności i szczęścia doczesnego, by zakotwiczyć się w wieczności. Przez swoje błogosławieństwa Jezus odwrócił ocenę wartości rzeczy; nie należy na nie patrzyć według cierpienia lub według bezpośredniej chwilowej radości, jaką dają, lecz według radości przyszłej i wiecznej. Tylko ten, kto wierzy w Chrystusa, a żyje ufając Mu i oczekując królestwa Bożego, może zrozumieć tę prostą i zasadniczą logikę: „Błogosławieni jesteście wy, ubodzy... błogosławieni wy, którzy głodujecie... błogosławieni wy, którzy teraz płaczecie... błogosławieni będziecie, gdy ludzie was znienawidzą” (Łk 6, 20–22). Oczywiście, nie ubóstwo, głód, cierpienie, prześladowanie jako takie czynią ludzi błogosławionymi czy dają prawa do królestwa Bożego, lecz przyjęcie tych braków i cierpień, podtrzymywane ufnością względem Ojca niebieskiego. Im szerzej człowiek pozbawiony bezpieczeństwa i szczęścia doczesnego otworzy się na ufność względem Boga, tym więcej znajdzie w Nim pomocy i zbawienia: „Błogosławiony mąż, który pokłada ufność w Panu i Pan jest jego nadzieją”, mówi Jeremiasz (17, 7). Przeciwnie, bogaci, syci, weseli słyszą twarde „biada” (Łk 6, 24—26) nie tyle z powodu dobrobytu, jaki posiadają, lecz dlatego, że byli do niego bardzo przywiązani, że złożyli w nim całe swoje serce i nadzieje. Człowiekowi zadowolonemu ze swoich ziemskich osiągnięć zagraża to największe niebezpieczeństwo, że zaniknie się we własnej samowystarczalności, nie zwracając uwagi na niestałość rzeczy ziemskich i nie odczuwając palącej potrzeby, by ustrzec się niebezpieczeństw z nimi związanych. Wystarcza mu królestwo ziemskie do tego stopnia, że królestwo Boże nie ma dla niego żadnego znaczenia. Dlatego Prorok powiada o nim: „Przeklęty mąż, który posiada nadzieję w człowieku i który w ciele upatruje swą siłę, a od Pana odwraca swe serce” (Jr 17, 5). Błogosławieństwa Pan skierował do wszystkich, lecz tylko ludzie oderwani od siebie samych i dóbr doczesnych je osiągną.

O. Gabriel od św. Marii Magdaleny, karmelita bosy
Żyć Bogiem, t. II, str. 137

 

 

» Przypominamy o możliwości bezpłatnej elektronicznej prenumeraty „Czytań na każdy dzień” – szczegóły na stronie Prenumerata.

» Powrót na stronę główną „Czytań”

 

 

© 1996–2010 www.mateusz.pl