| LUTY 2010 | |
|---|---|
| 7 | V NIEDZIELA ZWYKŁA Iz 6,1-2a.3-8; Ps 138,1-5.7-8; 1 Kor 15,1-11; Mt 4,19; Łk 5,1-11 |
| 8 | PONIEDZIAŁEK 1 Krl 8,1-7.9-13; Ps 132,6-7.9-10; Mt 4,23; Mk 6,53-56 |
| 9 | WTOREK 1 Krl 8,22-23.27-30; Ps 84,3-5.10-11; Ps 111,7b.8a; Mk 7,1-13 |
| 10 | ŚRODA 1 Krl 10 1-10; Ps 37,5-6.30-31.39-40; J 17,17ba; Mk 7,14-23 |
| 11 | CZWARTEK 1 Krl 11, 4-13; Ps 106,3-4.35-37.40; Mt 11,25; Mk 7,24-30 |
| 12 | PIĄTEK 1 Krl 11,29-32.12,19; Ps 81,10-15; Dz 16,14b; Mk 7, 31-37 |
| 13 | SOBOTA 1 Krl 12,26-32;13,33-34; Ps 106,6-7.19-22; Mt 4,4b; Mk 8,1-10 |
7 LUTEGO 2010
(Iz 6,1-2a.3-8)
W roku śmierci króla Ozjasza ujrzałem Pana siedzącego na wysokim i wyniosłym tronie, a tren Jego szaty wypełniał świątynię. Serafiny stały ponad Nim; każdy z nich miał po sześć skrzydeł. I wołał jeden do drugiego: Święty, Święty, Święty jest Pan Zastępów. Cała ziemia pełna jest Jego chwały. Od głosu tego, który wołał, zadrgały futryny drzwi, a świątynia napełniła się dymem. I powiedziałem: Biada mi! Jestem zgubiony! Wszak jestem mężem o nieczystych wargach i mieszkam pośród ludu o nieczystych wargach, a oczy moje oglądały Króla, Pana Zastępów! Wówczas przyleciał do mnie jeden z serafinów, trzymając w ręce węgiel, który kleszczami wziął z ołtarza. Dotknął nim ust moich i rzekł: Oto dotknęło to twoich warg: twoja wina jest zmazana, zgładzony twój grzech. I usłyszałem głos Pana mówiącego: Kogo mam posłać? Kto by Nam poszedł? Odpowiedziałem: Oto ja, poślij mnie!
(Ps 138,1-5.7-8)
REFREN: Wobec aniołów psalm zaśpiewam Panu
Będę Cię sławił, Panie, z całego serca,
bo usłyszałeś słowa ust moich.
Będę śpiewał Ci psalm wobec aniołów,
pokłon Ci oddam w Twoim świętym przybytku.
I będę sławił Twe imię za łaskę i wierność,
bo ponad wszystko wywyższyłeś Twe imię i obietnicę.
Wysłuchałeś mnie kiedy, Cię wzywałem,
pomnożyłeś pomoc mojej duszy.
Wszyscy królowie ziemi będą dziękować Tobie, Panie,
gdy usłyszą słowa ust Twoich,
i będą opiewać drogi Pana:
„Zaprawdę, chwała Pana jest wielka”.
Wybawia mnie Twoja prawica.
Pan za mnie wszystko dokona.
Panie, Twa łaska trwa na wieki;
nie porzucaj dzieła rąk Twoich.
(1 Kor 15,1-11)
Przypominam, bracia, Ewangelię, którą wam głosiłem, którąście przyjęli i w której też trwacie. Przez nią również będziecie zbawieni, jeżeli ją zachowacie tak, jak wam rozkazałem... Chyba żebyście uwierzyli na próżno. Przekazałem wam na początku to, co przejąłem; że Chrystus umarł - zgodnie z Pismem - za nasze grzechy, że został pogrzebany, że zmartwychwstał trzeciego dnia, zgodnie z Pismem; i że ukazał się Kefasowi, a potem Dwunastu, później zjawił się więcej niż pięciuset braciom równocześnie; większość z nich żyje dotąd, niektórzy zaś pomarli. Potem ukazał się Jakubowi, później wszystkim apostołom. W końcu, już po wszystkich, ukazał się także i mnie jako poronionemu płodowi. Jestem bowiem najmniejszy ze wszystkich apostołów i niegodzien zwać się apostołem, bo prześladowałem Kościół Boży. Lecz za łaską Boga jestem tym, czym jestem, a dana mi łaska Jego nie okazała się daremna; przeciwnie, pracowałem więcej od nich wszystkich, nie ja, co prawda, lecz łaska Boża ze mną. Tak więc czy to ja, czy inni, tak nauczamy i tak wyście uwierzyli.
(Mt 4,19)
Pójdźcie za Mną, a uczynię was rybakami ludzi.
(Łk 5,1-11)
Zdarzyło się raz, gdy tłum cisnął się do Niego, aby słuchać słowa Bożego, a On stał nad jeziorem Genezaret - zobaczył dwie łodzie, stojące przy brzegu; rybacy zaś wyszli z nich i płukali sieci. Wszedłszy do jednej łodzi, która należała do Szymona, poprosił go, żeby nieco odbił od brzegu. Potem usiadł i z łodzi nauczał tłumy. Gdy przestał mówić, rzekł do Szymona: Wypłyń na głębię i zarzućcie sieci na połów! A Szymon odpowiedział: Mistrzu, całą noc pracowaliśmy i niceśmy nie ułowili. Lecz na Twoje słowo zarzucę sieci. Skoro to uczynili, zagarnęli tak wielkie mnóstwo ryb, że sieci ich zaczynały się rwać. Skinęli więc na współtowarzyszy w drugiej łodzi, żeby im przyszli z pomocą. Ci podpłynęli; i napełnili obie łodzie, tak że się prawie zanurzały. Widząc to Szymon Piotr przypadł Jezusowi do kolan i rzekł: Odejdź ode mnie, Panie, bo jestem człowiek grzeszny. I jego bowiem, i wszystkich jego towarzyszy w zdumienie wprawił połów ryb, jakiego dokonali; jak również Jakuba i Jana, synów Zebedeusza, którzy byli wspólnikami Szymona. Lecz Jezus rzekł do Szymona: Nie bój się, odtąd ludzi będziesz łowił. I przyciągnąwszy łodzie do brzegu, zostawili wszystko i poszli za Nim.
Słynne wezwanie: „Wypłyń na głębię!”, Jezus kieruje do Piotra po nieudanym nocnym połowie ryb, gdy mogło się zdawać, że cały wysiłek rybaków poszedł na marne. Tymczasem połów okazuje się znacznie obfitszy, niż mogli się spodziewali. Po zmartwychwstaniu to właśnie Piotrowi ukaże Jezus potęgę Bożej chwały i ponownie wezwie go do obfitego połowu. A Piotr, który rozpozna ogrom własnego grzechu, będzie gotowy, by wypłynąć na głębię przebaczenia i miłości.
ks. Jan Konarski, „Oremus” luty 2004, s. 38
Jest to niezwykle malownicza Ewangelia, zawierająca zarazem bardzo uniwersalne treści, które jak sądzę, potrafimy rozpoznać także we własnym życiu i postawach.
Żeby odkryć to podobieństwo i wyciągnąć wnioski, trzeba wczuć się w sytuację Szymona. Był on znakomitym rybakiem, prawdziwym fachowcem, wykonującym swój zawód z gorliwością i poświęceniem. Na pewno zaimponowało mu, że Jezus wybrał właśnie jego łódź jako swoją mównicę. Pomimo zmęczenia całonocnym, a do tego nieudanym połowem, był gotów poświęcić swój czas dla Jezusa. Niewątpliwie słowa Mistrza musiały zrobić na nim duże wrażenie, skoro po skończonym kazaniu, na prośbę Jezusa, zdecydował się wypłynąć na połów jeszcze raz.
Na pewno nie wierzył w powodzenie. Doskonale znał te wody i jeśli przez całą noc nie złowił niczego, to musiał być pewien, że w tych stronach nie ma w tej chwili ani jednej ryby. Kto wie, może nawet musiał pohamować złość? Spróbujcie nad ranem zmęczonemu, zziębniętemu, głodnemu i rozeźlonemu brakiem ryb wędkarzowi zaproponować, by jeszcze raz zarzucił wędkę! Więc jeśli Szymon wypłynął zarzucić sieci, to chyba bardziej po to, aby udowodnić Jezusowi, że chociaż mówi piękne kazania, to jednak na łowieniu ryb się nie zna.
Jak wielkie musiało być jego osłupienie, gdy sieć napełniła się pięknymi rybami! Niemożliwe! A jednak: sieć jest pełna, omal nie zaczyna pękać, trzeba się spieszyć i prosić o pomoc! Szymon był pewien, że to nie był żaden zbieg okoliczności ani rybackie szczęście. Takie rzeczy się normalnie nie zdarzają! To musiał być Jezus!
Kto wie, jakie myśli przemknęły jeszcze przez głowę Szymonowi. Faktem jest, że coś się w nim zmieniło. Uświadomił sobie, że oto tuż obok niego, przy jego udziale, zadziałał sam Bóg. Najpierw przez swoje słowo, wypowiedziane przez Jezusa, potem przez myśli Szymona, wreszcie przez polecenie Jezusa i niespodziewany połów. Wszystko to musiało tworzyć jakiś logiczny i jasny dla Szymona ciąg myśli i zdarzeń. Tak przekonujący i pewny, że musiał zaowocować skruchą i nawróceniem.
Często w naszym życiu zdarza się, że jesteśmy bezpośrednimi uczestnikami takiego cudu, czy raczej znaku. Dla wszystkich innych jest to tylko co najwyżej zbieg okoliczności, szczęśliwy traf. Ale w kontekście naszych myśli, przeczuć, ulotnych wrażeń, wydarzenia nabierają głębszego sensu, stają się dla nas czytelną wskazówką nie pozostawiającą żadnych wątpliwości odnośnie działania Bożego. Często ogarnia nas wtedy niepokój, że Bóg wie o nas wszystko, lęk, jak przed Nim wypadniemy, co z nami będzie, skoro jesteśmy całkowicie w Jego ręku.
To samo musiał odczuć Szymon: przestraszył się i z pokorą i lękiem wyznał swoją grzeszność. Wymagało to na pewno wielkiej odwagi, by publicznie upaść przed Jezusem na kolana i prosić o przebaczenie. Jezus to wyznanie przyjął. Uspokoił Szymona. Boga nie trzeba się lękać. On i tak wie wszystko, ale jeśli człowiek zaufa Mu i powierzy siebie, wtedy wszelka wina zostanie przebaczona i zmazana.
Właśnie taka jest miłość Boga: nie chce człowieka upokarzać ani starszyć, lecz chce przemienić i dać szansę nowego życia. Póki człowiek liczy tylko na siebie i próbuje sam – wszystko na nic, lecz jeśli pozwoli działać Bogu, wtedy efekty przechodzą najśmielsze oczekiwania. Obyśmy także i my mogli się o tym przekonać.
Ks. Mariusz Pohl
Prorok Izajasz głęboko przeżył moment swego powołania. W świątyni stanął przed majestatem świętego Boga. Oczami serca zobaczył chwałę, jaką oddawały Mu istoty duchowe. Ze zdumieniem obserwował, jak jedna z nich ujęła w kleszcze rozżarzony węgiel i dotknęła nim jego warg mówiąc: „Twoja wina jest zmazana, zgładzony twój grzech”.
Oto symboliczne przygotowanie człowieka do podjęcia trudnej misji ratowania narodu z jego upadku moralno-religijnego. Izajasz wiedział, że jest „mężem o nieczystych wargach i mieszka wśród ludu o nieczystych wargach”. Rozumiał potrzebę chwili. Izraelitom potrzebny był człowiek, który przemówi czystymi wargami, człowiek prawdy.
Pan Bóg oczyszcza wargi i serce Izajasza. Czyni go swoim prorokiem. Odtąd Izajasz będzie mógł spokojnie rozmawiać z Bogiem i ludźmi. Towarzysząca mu świadomość grzechu, w spotkaniu ze świętym Bogiem, wydawała nań wyrok śmierci. Stąd jego okrzyk przerażenia: „Biada mi! Jestem zgubiony!”. Dopiero po oczyszczeniu mógł spokojnie stać przed Bogiem.
Oczyszczenie warg jest koniecznym warunkiem dobrej modlitwy. Tak niewielu ludzi to rozumie, dlatego niewielu się prawdziwie modli. Wargi nieczyste mogą jedynie szeptać słowa błagania o miłosierdzie: „Boże, bądź miłościw mnie grzesznemu”. Żadna inna modlitwa przez nie nie przejdzie.
Oczyszczenie warg jest również koniecznym warunkiem twórczej rozmowy z ludźmi. Słowo jest narzędziem ubogacania lub niszczenia ludzkiego serca. Jeśli przekazuję słowo prawdy, sprawiedliwości, życzliwej miłości, serce słuchacza rośnie, rozwija się. Jeśli przekazuję słowo kłamstwa, zatrute jadem zazdrości lub nienawiści, serce mego słuchacza zostanie zranione, a nawet zamordowane.
Żyjemy w świecie, który nie szanuje słowa, żyjemy pośród ludzi o nieczystych wargach. Ta nieczystość ma dwa wymiary. Jeden to brak kultury słowa. Wulgarny język słychać prawie wszędzie. Wielu posługuje się nim, nawet nie wiedząc o tym, niektórzy czynią to w formie popisywania się obrzydliwością swego słownika, radując się, gdy to robi wrażenie na słuchaczach. Swoistego rodzaju ekshibicjonizm, zboczenie polegające na odsłanianiu swego zniszczonego wnętrza przed innymi. Troska o oczyszczenie warg przez dotknięcie ich płomieniem kultury winna być dziełem całej zdrowej części społeczeństwa, która odczuwa zagrożenie ze strony wysokiej fali prymitywnej formy zła, przekleństw i wulgaryzmów, zalewającej nasz naród.
Drugi wymiar nieczystości naszych warg jest głębszy i może być pięknie zapakowany w kulturalne słowa. To wszystkie formy zniekształcania prawdy, ucieczki od prawdy. To jednostronne akcentowanie pewnych elementów życia z pominięciem innych. Serce bije rytmem szczęścia jedynie w atmosferze prawdy. Gdy jej zabraknie, rozpoczyna się jego dramat.
Tak trudno dziś znaleźć człowieka, któremu można zaufać. Tak łatwo przeżyć zawód, a nawet zdradę. Słowo ludzi wypowiedziane nawet uroczyście, pod przysięgą zostaje odrzucone jak papierek po cukierku, gdy tylko smak cukierka rozpłynie się w ustach. Małżonkowie przysięgają i łamią przysięgi. Kapłani, siostry zakonne ślubują i łamią śluby. Ludzie o nieczystych wargach. A ilu ich jest na stanowiskach państwowych. Ile obietnic, programów, które okazują się złudą?
O ile możemy się sami uporać z plagą niekulturalnego słowa, o tyle nie potrafimy oczyścić serc zdradzających prawdę. Wypada upaść na kolana i błagać Boga, by sam zechciał przysłać swego serafina z żarzącym węglem i oczyścił nasze serca jeszcze tu na ziemi, by nie musiał czynić tego, wrzucając je w żar ognia wiecznego.
Ks. Edward Staniek
Św. Łukasz szczegółowo opisuje wydarzenie, jakie poprzedziło powołanie Szymona na Apostoła. Piotr z towarzyszami spędził noc w łodzi na jeziorze. Rankiem dobił do brzegu, ale ich łodzie tym razem były puste. Do tej pustej łodzi wszedł Jezus i poprosił, zmęczonego bezowocną pracą Szymona, o jej wypożyczenie. Chciał z niej wygłosić kazanie do zebranego na brzegu tłumu. Być może, że chciał w ten sposób zatrzymać Piotra. Ten bowiem po takiej nocy bezowocnej pracy nie miał chyba większej ochoty na słuchanie kazań. Nic też nie świadczy o tym, by jakieś słowo Jezusa szczególnie głęboko zapadło w jego serce.
Po kazaniu Chrystus każe Piotrowi wypłynąć na głębię i zarzucić sieci. Szymon, dobry rybak, wie, że skoro połów nie udał się w nocy, to tym bardziej nie uda się w ciągu dnia. Gotów jest jednak spełnić życzenie Jezusa. Stwierdza jasno: „Mistrzu, całą noc pracowaliśmy i niceśmy nie ułowili. Lecz na Twoje słowo zarzucę sieci”. Odpowiedź Jezusa była natychmiastowa. „Skoro to uczynili, zagarnęli tak wielkie mnóstwo ryb, że sieci ich zaczynały się rwać”. Musieli korzystać z pomocy współtowarzyszy w drugiej łodzi. Szymon widząc łodzie wypełnione rybami, przypadł Jezusowi do kolan i rzekł: „Odejdź ode mnie, Panie, bo jestem człowiekiem grzesznym”.
Trzeba dokładnie odtworzyć to ewangeliczne wydarzenie, bo w nim jest ukazana droga dochodzenia do zawierzenia Bogu. Człowiek wpierw musi uwierzyć w siebie, poznać swoje możliwości i wiedzieć, na co go stać. Z kolei, po okresie radości z własnych sukcesów, musi przeżyć gorycz rozczarowania. Musi zwątpić w siebie odkrywając, jak jego możliwości są ograniczone. Piotr dobrze opanował sztukę połowów, ale noc bezowocnej pracy pomogła mu odkryć, jak niewiele może. Bezowocna praca jest zawsze godziną zwątpienia w siebie.
Dopiero wówczas, gdy człowiek ma za sobą te dwa etapy, pierwszy — wiary w siebie, drugi — zwątpienie w siebie, może wejść w etap trzeci — świadomego zawierzenia Bogu. Piotr na słowo Mistrza zarzuca sieci. Łowi mnóstwo ryb, lecz wie, że tym razem nie o ryby chodzi, lecz o jego wiarę. Stanął na drodze zawierzenia Bogu i odtąd uczyni wszystko, by z tej drogi nie zejść. Przeżyje momenty potknięć, ale z drogi zawierzenia nie zejdzie. Słowo Jezusa będzie dla niego rozstrzygające, nawet gdy Mistrz zapowie Jego trzykrotne zaparcie.
Ludzie najczęściej utożsamiają zawierzenie Bogu z wiarą w siebie. Sądzą, że wiara to jest środek dopingowy, a ten, kto go zażyje, staje się nie do pokonania. Tymczasem człowiek wierzący wie, na co go stać i doskonale zna granice swoich możliwości, ale równocześnie z doświadczenia zna potęgę wszechmocy Boga, dla którego nie ma rzeczy niemożliwych. To nie on dokonuje rzeczy zdumiewających, lecz Bóg. Piotr dobrze wiedział, że to nie on zagarnął mnóstwo ryb, mimo że we własnych rękach trzymał sieci. On wiedział, że jest to dzieło Jezusa.
Wiara jedynie umożliwia człowiekowi uczestniczenie w dziełach Boga. Człowiek dalej zostaje słaby, ale mimo to może z Bogiem współpracować. Wszystko zaś sprowadza się do posłuszeństwa Bogu. „Na Twoje słowo zapuszczę sieci”.
Utożsamienie zawierzenia Bogu z wiarą w siebie pociąga za sobą fatalne skutki, które ujawniają się szczególnie ostro w momencie zwątpienia w siebie. Jest ono bowiem odbierane jako zwątpienie w Boga. Bywa, że wątpiący nie dostrzegając sensownego życia sięga po samobójstwo. Tymczasem zwątpienie w siebie stanowi wezwanie do zawierzenia Bogu. Wtedy właśnie człowiek dotyka stopą drogi wiary religijnej i albo na nią wejdzie, albo wycofa się w świat swojej bezradności. Jeśli chcemy uczestniczyć w cudownych połowach, muszą być dni, w których nasze sieci będą puste. Ciągle jednak Bogu nie chodzi o pełne sieci, lecz o odkrycie potęgi wiary.
Miała dwadzieścia siedem lat, gdy mąż zostawił ją z dwójką dzieci. Po roku pojawił się bardzo atrakcyjny człowiek i zaproponował małżeństwo. Życie w samotności wydawało jej się koszmarem. Musiała dokonać wyboru. Serce mówi „szukaj przyjaciela”, a Bóg mówi „nie cudzołóż”. Na Jego słowo odrzuciła propozycję powtórnego małżeństwa. Wkrótce spotkała wspaniałą rodzinę. Ułożyli życie razem, pomogli jej wychować dzieci, stworzyli wspólnotę tak szczęśliwą, o jakiej się jej nie śniło. W dyskusji nad rozwodami odpowiedziała krótko: „Trzeba zawierzyć słowu Boga, a wtedy można oglądać cuda. Ja tego doświadczyłam”.
Ks. Edward Staniek
Liturgia słowa ukazuje dzisiaj powołanie trzech ludzi: Izajasza, Piotra i Pawła. Powołanie Boże każdego z nich poprzedziło jakieś objawienie: Bóg, zanim powierzy człowiekowi szczególną misję, objawia się mu i daje się poznać. Wspaniałego objawienia dostąpił Izajasz: „Ujrzałem Pana, siedzącego na wysokim i wyniosłym tronie” (Iz 6, 1), wokół Niego Serafini upadli na twarz w adoracji, śpiewając: „Święty, Święty, Święty jest Pan zastępów” (tamże 3). Wobec tak wielkiego majestatu i świętości Izajasz drży: czuje się bardziej niż kiedykolwiek nieczysty, niegodny, by stać w obecności Boga. Lecz kiedy słyszy głos Pana mówiącego do niego: „Kogo mam posłać? Kto by Nam poszedł?”, nie waha się ani chwili i odpowiada: „Oto ja, poślij mnie!” (tamże 8). Nikt nie może samowolnie podjąć się misji współpracy z Bogiem; lecz jeśli Bóg go wzywa, to niegodność człowieka nie może być powodem do cofnięcia się.
Całkiem inne są okoliczności ostatecznego powołania Piotra na „rybaka ludzi”. Zdarzenie nie zachodzi w świątyni jak w wypadku Izajasza, lecz nad jeziorem, w okolicznościach bardzo prostych i ludzkich, jak przystoi Bogu, który stał się człowiekiem i przyszedł dzielić życie z ludźmi. Kiedy Jezus wygłosił kazanie z lodzi Piotra, nakazuje mu zapuścić sieci. „Mistrzu, całą noc pracowaliśmy i niceśmy nie ułowili. Lecz na Twoje słowo zarzucę sieci” (Łk 5, 5). Jego uległość i ufność zostały nagrodzone. Zagarnęli takie mnóstwo ryb, że sieci się rwały, i napełnili nimi dwie łodzie, „tak, że się prawie zanurzały” (tamże 7). Nieprzewidziany cud ukazuje, kim jest Jezus, a Piotr, zmieszany jak Izajasz, rzuca się na kolana wołając: „Odejdź ode mnie, Panie, bo jestem człowiek grzeszny” (tamże 8). Wobec Boga, który się objawia, człowiek ze swej strony stwierdza własną nicość, nędzę, odczuwa głęboką potrzebę upokorzenia się. Za aktem pokory idzie wielkie wezwanie: „Nie bój się, odtąd ludzi będziesz łowił”. Również tutaj odpowiedź jest natychmiastowa, i to nie tylko odpowiedź Piotra, lecz także jego towarzyszy: „I przyciągnąwszy łodzie do brzegu, zostawili wszystko i poszli na Nim” (tamże 10–11).
W drugim czytaniu Paweł mówi o swoim powołaniu na herolda tajemnicy Chrystusowej. Również jemu Chrystus ukazał się na drodze do Damaszku, a Paweł został tym niejako unicestwiony — do tego stopnia, że przez całe życie uważał się. nie tylko za ostatniego z Apostołów, lecz za „poroniony płód” (1 Kor 15, 8). Odpowiedź jednak jego była całkowita i dzięki temu mógł stwierdzić, że łaska Boża nie pozostała w nim daremna.
Trzy różne powołania, lecz jednakowa postawa pokory i uległości, warunek wszelkiej odpowiedzi Bogu, który powołuje.
O. Gabriel od św. Marii Magdaleny, karmelita bosy
Żyć Bogiem, t. II, str. 110
8 LUTEGO 2010
(1 Krl 8,1-7.9-13)
Salomon zwołał starszyznę Izraela, wszystkich naczelników pokoleń, przywódców rodów Izraelitów, aby zgromadzili się przy królu Salomonie w Jerozolimie na przeniesienie Arki Przymierza Pańskiego z Miasta Dawidowego, czyli z Syjonu. Zebrali się więc u króla Salomona wszyscy Izraelici w miesiącu Etanim, na święto [Namiotów] przypadające w siódmym miesiącu. Kiedy przyszła cała starszyzna Izraela, kapłani wzięli Arkę i przenieśli Arkę Pańską, Namiot Spotkania i wszystkie święte sprzęty, jakie były w Namiocie. Przenieśli je kapłani oraz lewici. A król Salomon i cała społeczność Izraela, zgromadzona przy nim, przed Arką składali wraz z nim na ofiarę owce i woły, których nie rachowano i nie obliczano z powodu wielkiej ich liczby. Następnie kapłani wprowadzili Arkę Przymierza Pańskiego na jej miejsce do sanktuarium świątyni, do Miejsca Najświętszego, pod skrzydła cherubów, gdyż cheruby miały tak rozpostarte skrzydła nad miejsce Arki, że okrywały Arkę i jej drążki z wierzchu. W Arce nie było nic, oprócz dwóch kamiennych tablic, które Mojżesz tam złożył pod Horebem,
(Ps 132,6-7.9-10)
REFREN: Wyrusz, o Panie, na miejsce spocznienia
Słyszeliśmy o Arce w Efrata,
znaleźliśmy ją na polach Jaaru.
Wejdźmy do Jego mieszkania,
padnijmy przed podnóżkiem stóp Jego.
Niech Twoi kapłani odzieją się w sprawiedliwość,
a Twoi wierni niech śpiewają z radości.
Przez wzgląd na sługę Twego, Dawida,
nie odtrącaj oblicza Twojego pomazańca.
(Mt 4,23)
Jezus głosił Ewangelię o królestwie i leczył wszelkie choroby wśród ludu.
(Mk 6,53-56)
Gdy Jezus i Jego uczniowie się przeprawili, przypłynęli do ziemi Genezaret i przybili do brzegu. Skoro wysiedli z łodzi, zaraz Go poznano. Ludzie biegali po całej owej okolicy i zaczęli znosić na noszach chorych, tam gdzie, jak słyszeli, przebywa. I gdziekolwiek wchodził do wsi, do miast czy osad, kładli chorych na otwartych miejscach i prosili Go, żeby choć frędzli u Jego płaszcza mogli się dotknąć. A wszyscy, którzy się Go dotknęli, odzyskiwali zdrowie.
W Starym Testamencie kapłani nie mogli przebywać w przybytku, bo obłok chwały Pana wypełniał dom Pański; w Nowym Testamencie ludzie chorzy mogli dotknąć frędzli płaszcza Jezusa i doznać uzdrowienia. Chwała Pańska, dawniej ukryta w świątyni, objawiła się w Człowieku, który uzdrawiał i nauczał, i oddał się ludziom cały aż do śmierci krzyżowej. A w chwili Jego śmierci zasłona przybytku rozdarła się przez środek na znak, że Bóg pozostaje wierny swojej miłości do końca.
ks. Jan Konarski, „Oremus” luty 2004, s. 42
O Panie, spraw, abyśmy po wyzwoleniu z grzechu i oddaniu się na Twoją służbę zbierali jako owoc uświęcenie (Rz 6, 22)
Życie sakramentalne to przyjęcie, przyswojenie sobie i życie sakramentami tak intensywne, że pozwala wyciągnąć z nich cały owoc świętości i zjednoczenia z Bogiem, dla jakiego zostały przeznaczone.
Sakramenty, udzielone jednostkom zdatnym do ich przyjęcia, są same przez się bezwzględnie skuteczne, albowiem działa w nich sam Bóg. Jednak łaska i świętość, jakiej udzielają, nie wydają całego swojego owocu, jeśli chrześcijanin nie współpracuje z nimi. Dlatego inicjatywie Boga, który pierwszy uświęca człowieka, winna odpowiadać dobra wola człowieka, która przyswaja sobie świętość otrzymaną od Boga i nią żyje. „Oddajcie się na służbę Bogu jako ci, którzy ze śmierci przeszli do życia — pisze św. Paweł do odrodzonych przez chrzest — i członki wasze oddajcie jako broń sprawiedliwości na służbę Bogu” (Rz 6, 13).
Prawda, że niektóre sakramenty, jak pokuta i Eucharystia, mogą być powtarzane bardzo często, lecz przyjmowanie ich nie może przejść w rutynę. Zwyczaj czy rutyna są pewnym stanem niezmiennym, bezczynnym; przyjmowanie zaś sakramentów powinno być aktem żywym i coraz bardziej ożywiającym, w taki sposób, aby życie sakramentalne cechował postęp i rozwój. Rozwój niekoniecznie polegający na mnożeniu aktów sakramentalnych, lecz na intensyfikacji i wypełnianiu z coraz większą doskonałością tych aktów. A więc staranie o to, by przystępować do sakramentów z coraz lepszym usposobieniem, tak aby ludzkie ograniczenie nie zmniejszało daru laski i aby chrześcijanin coraz pełniej uczestniczył w życiu Chrystusa w Kościele.
Chrześcijanin odpowiedzialny za swe życie sakramentalne ma stale zwiększać swą zdolność do przyjmowania sakramentów, poszerzać własną zdatność, rozwijać uległość i całkowicie otwierać się na dar, jaki mu zostaje dany. Im bardziej pragnie dążyć do świętości i do zjednoczenia z Bogiem, tym więcej powinien cenić sakramenty. Życie sakramentalne jest istotną i zasadniczą rzeczywistością życia chrześcijańskiego.
O. Gabriel od św. Marii Magdaleny, karmelita bosy
Żyć Bogiem, t. II, str. 114
9 LUTEGO 2010
(1 Krl 8,22-23.27-30)
Następnie Salomon stanął przed ołtarzem Pańskim wobec całego zgromadzenia izraelskiego i wyciągnąwszy ręce do nieba, rzekł: O Panie, Boże Izraela! Nie ma takiego Boga jak Ty, ani w górze na niebie, ani w dole na ziemi, tak zachowującego przymierze i łaskę względem Twoich sług, którzy czczą Cię z całego swego serca, Czy jednak naprawdę zamieszka Bóg na ziemi? Przecież niebo i niebiosa najwyższe nie mogą Cię objąć, a tym mniej ta świątynia, którą zbudowałem. Zważ więc na modlitwę Twego sługi i jego błaganie, o Panie, Boże mój, i wysłuchaj to wołanie i tę modlitwę, w której dziś Twój sługa stara się ubłagać Cię o to, aby w nocy i w dzień Twoje oczy patrzyły na tę świątynię. Jest to miejsce, o którym powiedziałeś: Tam będzie moje Imię - tak, aby wysłuchać modlitwę, którą zanosi Twój sługa na tym miejscu. Dlatego wysłuchaj błaganie Twego sługi i Twego ludu, Izraela, ilekroć modlić się będzie na tym miejscu. Ty zaś wysłuchaj w miejscu Twego przebywania - w niebie. Nie tylko wysłuchaj, ale też i przebacz!
(Ps 84,3-5.10-11)
REFREN: Jak miła, Panie, jest świątynia Twoja
Dusza moja stęskniona pragnie przedsionków Pańskich,
Serce moje i ciało radośnie wołają do Boga żywego.
Nawet wróbel znajduje swój dom, a jaskółka gniazdo,
gdzie złoży swe pisklęta:
przy ołtarzach Twoich, Panie Zastępów, Królu mój i Boże
Szczęśliwi, którzy mieszkają w domu Twoim, Panie,
nieustannie Cię wielbiąc.
Spójrz, Boże, tarczo nasza,
wejrzyj na twarz Twego Pomazańca.
Doprawdy, dzień jeden w przybytkach Twoich
lepszy jest niż innych tysiące:
wolę stać w progu mojego Boga,
niż mieszkać w namiotach grzeszników.
(Ps 111,7b.8a)
Wierne są wszystkie przykazania Twoje, Panie, ustalone na wieki, na zawsze.
(Mk 7,1-13)
U Jezusa zebrali się faryzeusze i kilku uczonych w Piśmie, którzy przybyli z Jerozolimy. I zauważyli, że niektórzy z Jego uczniów brali posiłek nieczystymi, to znaczy nie obmytymi rękami. Faryzeusze bowiem, i w ogóle Żydzi, trzymając się tradycji starszych, nie jedzą, jeśli sobie rąk nie obmyją, rozluźniając pięść. I /gdy wrócą/ z rynku, nie jedzą, dopóki się nie obmyją. Jest jeszcze wiele innych /zwyczajów/, które przejęli i których przestrzegają, jak obmywanie kubków, dzbanków, naczyń miedzianych. Zapytali Go więc faryzeusze i uczeni w Piśmie: Dlaczego Twoi uczniowie nie postępują według tradycji starszych, lecz jedzą nieczystymi rękami? Odpowiedział im: Słusznie prorok Izajasz powiedział o was, obłudnikach, jak jest napisane: Ten lud czci Mnie wargami, lecz sercem swym daleko jest ode Mnie. Ale czci Mnie na próżno, ucząc zasad podanych przez ludzi. Uchyliliście przykazanie Boże, a trzymacie się ludzkiej tradycji, /dokonujecie obmywania dzbanków i kubków. I wiele innych podobnych rzeczy czynicie/. I mówił do nich: Umiecie dobrze uchylać przykazanie Boże, aby swoją tradycję zachować. Mojżesz tak powiedział: Czcij ojca swego i matkę swoją oraz: Kto złorzeczy ojcu lub matce, niech śmiercią zginie. A wy mówicie: Jeśli kto powie ojcu lub matce: Korban, to znaczy darem /złożonym w ofierze/ jest to, co by ode mnie miało być wsparciem dla ciebie - to już nie pozwalacie mu nic uczynić dla ojca ni dla matki. I znosicie słowo Boże przez waszą tradycję, którąście sobie przekazali. Wiele też innych tym podobnych rzeczy czynicie.
Przykazania Boże mają swój zasadniczy cel: doprowadzić ludzi do przebywania w bliskości Boga, do jedności z Nim. Do spotkania z Tym, który, choć nieogarniony, chce być blisko, chce słuchać człowieka i objawiać mu swą łaskawość. Łatwo jednak, jak uczy historia, zagubić sens przykazań, zamieniając ich wyzwalającą perspektywę na ciężkie jarzmo bezsensownie powtarzanych praktyk, które pozostawiają serce daleko od Boga i innych ludzi...
o. Wojciech Jędrzejewski OP, „Oremus” luty 2006, s. 31
„Abyś w nas łaskę chrztu ożywić raczył, Ciebie prosimy, o Panie” (RR)
Chrzest wyciska charakter dziecka Bożego, którego nawet najcięższe grzechy, jakie by wierny mógł popełnić, nie potrafią zniszczyć. Chrześcijanin jest „naznaczony” na całą wieczność.
Wyrażają to dobitnie modlitwy używane w obrzędzie chrztu. Kapłan, błogosławiąc wodę, modli się: „Przybądź nam z pomocą. Boże nasz Ojcze, i uświęć tę wodę, aby ludzie nią ochrzczeni zostali obmyci z grzechu, narodzili się do nowego życia, jako Twoje przybrane dzieci. Uświęć tę wodę, aby wszyscy nią ochrzczeni uczestniczyli w tajemnicy śmierci i zmartwychwstania Chrystusa i stali się przez to podobni do Twojego Syna”. Kościół, aby zapewnić nowo ochrzczonym życie odpowiadające charakterowi dzieci Bożych oraz braci Chrystusa, przypomina rodzicom i chrzestnym odpowiedzialność za wychowywanie ochrzczonych w wierze, miłości i posłuszeństwie Bogu, według ducha obietnic chrztu, które w tym celu się odnawia. Po udzieleniu sakramentu celebrans nakładając symboliczną białą szatę, mówi: „Niech ta biała szata będzie znakiem nowej godności. Niech wasi bliscy słowem i przykładem pomagają wam zachować godność dzieci Bożych nieskalaną, aż po życie wieczne”. Następnie wręczając zapaloną świecę mówi do rodziców: „Troszczcie się, aby wasze dzieci, oświecone przez Chrystusa, postępowały zawsze jak dzieci światłości, a trwając w wierze, mogły wyjść na spotkanie przychodzącego Pana” (Obrzędy chrztu dzieci). Obrzęd i modlitwy wyrażają treściwie, jakie ma być postępowanie nowych dzieci Bożych. Przeżycie chrztu powinno wyryć się w sposób niezatarty w umyśle i sercu każdego wiernego, aby mogło być stałą zasadą jego życia. Z biegiem lat narastają na barkach chrześcijanina troski, obowiązki, zajęcia wszelkiego rodzaju, lecz pierwszym obowiązkiem pozostanie zawsze: zachować swój chrzest nienaruszonym. Próżne byłyby praktyki pobożności, próżne przyjmowanie Eucharystii i innych sakramentów, próżne apostolstwo i poświęcenie się Bogu, a nawet sama święta posługa, gdyby nie troszczyć się zachować nienaruszalne piękno łaski chrztu oraz płonącą lampę wiary. Każdy wierzący powinien ożywiać świadomość swoich zobowiązań wypływających z chrztu, pamiętając, że przy świętym źródle został uroczyście poświęcony na chwałę Boga jako świątynia, mieszkanie Ducha Świętego oraz członek Mistycznego Ciała Chrystusa.
O. Gabriel od św. Marii Magdaleny, karmelita bosy
Żyć Bogiem, t. II, str. 117
10 LUTEGO 2010
(1 Krl 10,1-10)
Królowa Saby, usłyszawszy o Salomonie, przybyła, aby przez rozstrząsanie trudnych zagadnień osobiście się o niej przekonać. Przyjechała więc do Jerozolimy ze świetnym orszakiem i wielbłądami, dźwigającymi wonności i bardzo dużo złota oraz drogocennych kamieni. Następnie przyszła do Salomona i odbyła z nim rozmowę o wszystkim, co ją nurtowało. Salomon zaś udzielił jej wyjaśnień we wszystkich zagadnieniach przez nią poruszonych. Nie było zagadnienia, nieznanego królowi, którego by jej nie wyjaśnił. Gdy królowa Saby ujrzała całą mądrość Salomona oraz pałac, który zbudował, jak również zaopatrzenie jego stołu w potrawy i napoje, i mieszkanie jego dworu, stanowiska usługujących jemu, jego szaty, jego podczaszych, jego całopalenia, które składał w świątyni Pańskiej, wówczas wpadła w zachwyt. Dlatego przemówiła do króla: Prawdziwa była wieść, którą usłyszałam w moim kraju o twoich dziełach i o twej mądrości. Jednak nie dowierzałam tym wieściom, dopóki sama nie przyjechałam i nie zobaczyłam na własne oczy, że nawet połowy mi nie powiedziano. Przewyższyłeś mądrością i powodzeniem wszelkie pogłoski, które usłyszałam. Szczęśliwe twoje żony, szczęśliwi twoi słudzy! Oni stale znajdują się przed twoim obliczem i wsłuchują się w twoją mądrość! Niech będzie błogosławiony Pan, Bóg twój, za to, że ciebie upodobał sobie, aby cię osadzić na tronie Izraela; z miłości, jaką żywi Pan względem Izraela, ustanowił ciebie królem dla wykonywania prawa i sprawiedliwości. Następnie dała królowi sto dwadzieścia talentów złota i bardzo dużo wonności oraz drogocennych kamieni. Nigdy nie przyniesiono więcej wonności od tych, które królowa Saby dała królowi Salomonowi.
(Ps 37,5-6.30-31.39-40)
REFREN: Słowa mądrości głosi sprawiedliwy
Powierz Panu swą drogę,
zaufaj Mu, a On sam będzie działał.
On sprawi, że twa sprawiedliwość zabłyśnie jak światło,
a prawość twoja jak blask południa.
Usta sprawiedliwego głoszą mądrość,
a język jego mówi to, co słuszne.
Prawo Boże jest w jego sercu
i nie chwieją się jego kroki.
Zbawienie sprawiedliwych pochodzi od Pana,
On ich ucieczką w czasie utrapienia.
Pan ich wspomaga i wyzwala,
wybawia od występnych i zachowuje,
On bowiem jest ich ucieczką.
(J 17,17ba)
Słowo Twoje, Panie, jest prawdą. Uświęć nas w prawdzie.
(Mk 7,14-23)
Potem przywołał znowu tłum do siebie i rzekł do niego: Słuchajcie Mnie, wszyscy, i zrozumiejcie! Nic nie wchodzi z zewnątrz w człowieka, co mogłoby uczynić go nieczystym; lecz co wychodzi z człowieka, to czyni człowieka nieczystym. Kto ma uszy do słuchania, niechaj słucha! Gdy się oddalił od tłumu i wszedł do domu, uczniowie pytali Go o to przysłowie. Odpowiedział im: I wy tak niepojętni jesteście? Nie rozumiecie, że nic z tego, co z zewnątrz wchodzi do człowieka, nie może uczynić go nieczystym; bo nie wchodzi do jego serca, lecz do żołądka i na zewnątrz się wydala. Tak uznał wszystkie potrawy za czyste. I mówił dalej: Co wychodzi z człowieka, to czyni go nieczystym. Z wnętrza bowiem, z serca ludzkiego pochodzą złe myśli, nierząd, kradzieże, zabójstwa, cudzołóstwa, chciwość, przewrotność, podstęp, wyuzdanie, zazdrość, obelgi, pycha, głupota. Całe to zło z wnętrza pochodzi i czyni człowieka nieczystym.
Wspominamy dziś św. Scholastykę, siostrę św. Benedykta (V/VI w.), która w ślad za swym bratem wybrała życie poświęcone Bogu. Poznając Jezusa z przekazów Ewangelii, Scholastyka odkryła w Nim Osobę pełną Boskiej miłości. To doprowadziło ją do radykalnego opowiedzenia się za Chrystusem i oddania Mu całego życia. W odpowiedzi na Jej hojny dar Pan udzielił jej obfitości swoich łask. Każdy bowiem, kto powie „tak” miłości, otrzymuje pełnię życia. Staje się podobny do Boga, który go stworzył i wybawił z grzechu.
Małgorzata Konarska, „Oremus” luty 2003, s. 46
O Panie, udziel mi mocy Ducha Świętego, abym był Twoim świadkiem (Dz 1, 8)
Bierzmowanie, podobnie jak chrzest i kapłaństwo, wyciska na duszy charakter, o którym św. Paweł mówi: „Bóg sam jest tym, który umacnia nas... w Chrystusie i który nas namaścił. On też wycisnął na nas pieczęć i zostawił zadatek Ducha w sercach naszych” (2 Kor 1, 21–22). Charakter wyciśnięty przez bierzmowanie stanowi właśnie znamię chrześcijan walczących, żołnierzy Chrystusa; udziela on prawa otrzymywania w chwili stosownej łask potrzebnych, aby dochować wierności Bogu mimo wszelkich walk, zasadzek i podstępów zła. Można więc powiedzieć, że bierzmowanie jest — przynajmniej w założeniu — sakramentem, który konsekruje na bohaterów wiary, obowiązku, na męczenników. Perspektywa męczeństwa nie może i nie powinna być wykluczona z zakresu życia chrześcijańskiego. Sobór Watykański II mówi o tym wyraźnie: „Już od samego początku... niektórzy chrześcijanie zostali powołani, i zawsze będą. powoływani, do dania tego najwyższego świadectwa miłości wobec wszystkich, a zwłaszcza wobec prześladowców. A chociaż dane to jest nielicznym, wszyscy jednak winni być gotowi wyznawać Chrystusa wobec ludzi i iść za Nim drogą krzyża wśród prześladowań, których Kościołowi nigdy nie brakuje” (KK 42), Nabiera to szczególnej doniosłości w czasach obecnych, kiedy z powodu ciągłych walk przeciw Kościołowi trzeba niemało siły, by wytrwać w wierze i moralności katolickiej, by to zaś wykonać, nierzadko trzeba się zdecydować na ciężkie ofiary, nie wykluczając nawet ofiary z życia.
Kiedy kusi nas małoduszność, przypomnijmy sobie, że przez bierzmowanie Bóg wycisnął na naszej duszy „pieczęć” i dal nam „zadatek Ducha Świętego”, który jest w nas, aby nas podtrzymywać swoją wszechmocą. „Gdy Duch Święty zstąpi na was — powiedział Jezus do Apostołów, a przez nich do wszystkich wierzących — otrzymacie Jego moc i będziecie moimi świadkami” (Dz 1, 8). Obietnica Jezusa jest niezawodna. Wiara w skuteczność otrzymanego sakramentu, w pełnię i działanie Ducha Świętego czyni łaskę bierzmowania skuteczną i udziela chrześcijaninowi mocy, aby dawał świadectwo Chrystusowi całym swoim postępowaniem.
O. Gabriel od św. Marii Magdaleny, karmelita bosy
Żyć Bogiem, t. II, str. 120
11 LUTEGO 2010
(1 Krl 11,4-13)
Kiedy Salomon zestarzał się, żony zwróciły jego serce ku bogom obcym i wskutek tego serce jego nie pozostało tak szczere wobec Pana, Boga jego, jak serce jego ojca, Dawida. Zaczął bowiem czcić Asztartę, boginię Sydończyków, oraz Milkoma, ohydę Ammonitów. Salomon dopuścił się więc tego, co jest złe w oczach Pana, i nie okazał pełnego posłuszeństwa Panu, jak Dawid, jego ojciec. Salomon zbudował również posąg Kemoszowi, bożkowi moabskiemu, na górze na wschód od Jerozolimy, oraz Milkomowi, ohydzie Ammonitów. Tak samo uczynił wszystkim swoim żonom obcej narodowości, palącym kadzidła i składającym ofiary swoim bogom. Pan rozgniewał się więc na Salomona za to, że jego serce odwróciło się od Pana, Boga izraelskiego. Dwukrotnie mu się ukazał i zabraniał mu czcić obcych bogów, ale on nie zachował tego, co Pan mu nakazał. Wtedy Pan rzekł Salomonowi: Wobec tego, że tak postąpiłeś i nie zachowałeś mego przymierza oraz moich praw, które ci dałem, nieodwołalnie wyrwę ci królestwo i dam twojemu słudze. Choć nie uczynię tego za twego życia ze względu na twego ojca, Dawida, to wyrwę je z ręki twego syna. Jednak nie wyrwę całego królestwa. Dam twojemu synowi jedno pokolenie ze względu na Dawida, mego sługę, i ze względu na Jeruzalem, które wybrałem.
(Ps 106,3-4.35-37.40)
REFREN: Przebacz, o Panie, swojemu ludowi
Szczęśliwi, którzy strzegą przykazań
i sprawiedliwie postępują w każdym czasie.
Pamiętaj o nas Panie, gdyż upodobałeś sobie w swym ludzie,
przyjdź nam z pomocą.
Ojcowie nasi zmieszali się z poganami
i nauczyli się ich uczynków.
Poczęli czcić ich bałwany,
które stały się dla nich pułapką.
Składali w ofierze swych synów
i swoje córki złym duchom.
Gniew Pana zapłonął przeciw Jego ludowi,
aż poczuł wstręt do własnego dziedzictwa.
(Mt 11,25)
Wysławiam Cię, Ojcze, Panie nieba i ziemi, że tajemnice królestwa objawiłeś prostaczkom.
(Mk 7,24-30)
Jezus udał się w okolice Tyru i Sydonu. Wstąpił do pewnego domu i chciał, żeby nikt o tym nie wiedział, lecz nie mógł pozostać w ukryciu. Wnet bowiem usłyszała o Nim kobieta, której córeczka była opętana przez ducha nieczystego. Przyszła, upadła Mu do nóg, a była to poganka, Syrofenicjanka rodem, i prosiła Go, żeby złego ducha wyrzucił z jej córki. Odrzekł jej: Pozwól wpierw nasycić się dzieciom; bo niedobrze jest zabrać chleb dzieciom, a rzucić psom. Ona Mu odparła: Tak, Panie, lecz i szczenięta pod stołem jadają z okruszyn dzieci. On jej rzekł: Przez wzgląd na te słowa idź, zły duch opuścił twoją córkę. Gdy wróciła do domu, zastała dziecko leżące na łóżku, a zły duch wyszedł.
Dzień powszedni
Król Salomon, choć tak obficie obdarowany przez Boga, nie pozostał Mu wierny i zwrócił swe serce ku pogańskim bożkom. Z zatwardziałością jego serca kontrastuje wytrwała i pokorna postawa ubogiej kobiety kananejskiej – poganki z pochodzenia. Te dwie postacie przypominają nam po raz kolejny, że „człowiek patrzy na to, co widoczne dla oczu, Bóg zaś patrzy na serce”. On objawia swe tajemnice prostaczkom, czyli tym wszystkim, którzy zwracają się do Niego z prostotą, pokorą, zaufaniem.
ks. Jan Konarski, „Oremus” luty 2004, s. 55
Wspomnienie dowolne Najświętszej Maryi Panny z Lourdes
Maryja Niepokalanie Poczęta, „Pani w bieli” zjawiła się Bernadetcie Soubirous w 1858 roku w Lourdes we Francji. Sanktuarium nieopodal groty massabielskiej stało się celem niezliczonych pielgrzymek, miejscem wielu uzdrowień, także fizycznych. Orędzie Maryi przekazane światu nie przestaje wzywać nas do nawrócenia, modlitwy i czynienia pokuty. Każdego dnia mamy powstawać z naszych grzechów i słabości do nowego życia w Chrystusie – za wstawiennictwem Tej, która jest Matką naszego Pana, Matką Kościoła.
Anna Foltańska, “Oremus”, styczeń/luty 1997, s. 174
O Boże, który z ciemności wezwałeś nas do przedziwnego swojego światła, spraw, abyśmy mogli głosić Twoją wielmożność (1 P 2, 9)
Tajemnica zbawienia dokonuje się pionowo, kiedy jednoczy człowieka z Bogiem, i poziomo, gdy jednoczy ludzi między sobą. Aby zrozumieć jej głębokie znaczenie, nie można zapominać, że solidarność ludzka, jeśli ma być chrześcijańska, powinna opierać się na Bogu, czyli na zjednoczeniu jednostek z Bogiem i wszystkich w Bogu. Nie chodzi o to, aby stworzyć lud jedynie ziemski, chodzi o Lud Boży, uświęcony przez Jego łaskę, kierowany Jego Duchem i prawami. „Udziałem tego ludu stała się godność i wolność synów Bożych, w których sercach Duch Święty mieszka jak w świątyni. Prawem jego stało się przykazanie nowe — miłowania, jak Chrystus nas umiłował” (KK 9).
Wierni, tworząc ten lud, nie mogą nie troszczyć się jedni o drugich; dobro i uświęcenie jednostki powinno być skierowane ku dobru i uświęceniu wszystkich. Właśnie doskonałość życia chrześcijańskiego, życia sakramentalnego każdego wiernego, jest dziedzictwem wspólnoty chrześcijańskiej. Rozwijając własne zjednoczenie z Bogiem, modląc się i przystępując do sakramentów, jednostka winna to czynić ze świadomością, że tymi aktami wzbogaca i uświęca nie tylko siebie samą, lecz cały Lud Boży. Jest to potężny bodziec, zwiększający własną podatność i uległość lasce, aby wylewała się na wszystkich braci. Nie wystarcza jednak zatrzymać się na tym: są jeszcze inni ludzie, których należy dosięgnąć. Lud Boży, choć jest jeszcze „małą trzódką”, służy Chrystusowi „za narzędzie zbawienia wszystkich i posłany jest do całego świata jako światłość świata oraz sól ziemi” (tamże). To stanowi fundament powołania apostolskiego dla każdego wierzącego. Każdy wierzący już z tego prostego powodu, że jest ochrzczony, powinien uświadomić sobie, iż jest apostołem i musi żyć w taki sposób, aby całe jego życie wyrażało słowami i czynami Ewangelię Pana.
O. Gabriel od św. Marii Magdaleny, karmelita bosy
Żyć Bogiem, t. II, str. 124
12 LUTEGO 2010
(1 Krl 11,29-32.12,19)
Gdy pewnego razu Jeroboam wyszedł z Jerozolimy, spotkał go na drodze prorok Achiasz z Szilo, odziany w nowy płaszcz. Sami tylko obydwaj byli na polu. Wtedy Achiasz zdjął nowy płaszcz, który miał na sobie, porozdzierał go na dwanaście części i powiedział Jeroboamowi: Weź sobie dziesięć części, bo tak rzekł Pan, Bóg Izraela: Oto wyrwę królestwo z ręki Salomona, a tobie dam dziesięć pokoleń. Jedno tylko pokolenie będzie miał ze względu na Dawida, mego sługę, i ze względu na miasto Jeruzalem, które wybrałem ze wszystkich pokoleń Izraela. Tak więc Izrael odpadł od rodu Dawida po dziś dzień.
(Ps 81,10-15)
REFREN: Ja jestem Bogiem, Słuchaj Mnie, mój ludu
Nie będziesz miał obcego boga,
cudzemu bogu nie będziesz się kłaniał.
Jam jest Pan, Bóg twój,
który cię wywiódł z ziemi egipskiej.
Lecz mój lud nie posłuchał mego głosu:
nie był Mi posłuszny Izrael.
Zostawiłem ich przeto twardym ich sercom,
niech postępują według zamysłów swoich.
Gdyby mój lud Mnie posłuchał,
a Izrael kroczył moimi drogami:
natychmiast bym zgniótł ich wrogów
i obrócił rękę na ich przeciwników.
(Dz 16,14b)
Otwórz, Panie, nasze serca, abyśmy uważnie słuchali słów Syna Twojego.
(Mk 7,31-37)
Jezus opuścił okolice Tyru i przez Sydon przyszedł nad Jezioro Galilejskie, przemierzając posiadłości Dekapolu. Przyprowadzili Mu głuchoniemego i prosili Go, żeby położył na niego rękę. On wziął go na bok, osobno od tłumu, włożył palce w jego uszy i śliną dotknął mu języka; a spojrzawszy w niebo, westchnął i rzekł do niego: Effatha, to znaczy: Otwórz się! Zaraz otworzyły się jego uszy, więzy języka się rozwiązały i mógł prawidłowo mówić. /Jezus/ przykazał im, żeby nikomu nie mówili. Lecz im bardziej przykazywał, tym gorliwiej to rozgłaszali. I pełni zdumienia mówili: Dobrze uczynił wszystko. Nawet głuchym słuch przywraca i niemym mowę.
Słowo „Effatha”, skierowane do głuchoniemego, Jezus wypowiada także do każdego z nas: „Otwórz się!”. Duchowe otwarcie na Ewangelię polega na tym, by usłyszeć słowo Boże nie uszami, lecz sercem, czyli rozpoznać jego trafność w odniesieniu do trudnych wydarzeń naszego życia, a następnie, by na to słowo odpowiedzieć – znowu nie ustami, ale sercem – czyli by nasz sposób bycia wyrażał wiarę w słowo, które wzięliśmy sobie do serca.
ks. Jan Konarski, „Oremus” luty 2004, s. 58
O Jezu, uczyniłeś nas kapłanami Ojcu swojemu, Tobie chwała i moc na wieki wieków! (Ap 1, 6)
Wierni wykonują swoje królewskie kapłaństwo „współdziałając w ofiarowaniu Eucharystii, przez modlitwę i dziękczynienie, świadectwo świętego życia, zaparcie się siebie i czynną miłość” (KK 10). Całe życie wierzącego jest więc podporządkowane jego funkcji kapłańskiej; jednak szczególnie wyróżniają się czynności, akty sakramentalne.
Życie sakramentalne jest fundamentem kapłaństwa wiernych, a równocześnie jest jego najwyższym pełnieniem. Przede wszystkim jest fundamentem: „Wierni, przez chrzest wcieleni do Kościoła, dzięki otrzymanemu znamieniu przeznaczeni są do uczestnictwa w kulcie religii chrześcijańskiej, i odrodzeni jako synowie Boży, zobowiązani są wyznawać przed ludźmi wiarę, którą otrzymali od Boga za pośrednictwem Kościoła” (tamże 11). Chrzest jest rzeczywistą konsekracją: przezeń wierny jest poświęcony służbie i kultowi Bożemu właśnie dlatego, że Kościół przed udzieleniem sakramentu żąda całkowitego wyrzeczenia się Szatana oraz wyraźnego wyznania wiary. Wyrzeczenie i wyznanie to chrześcijanin powinien wprowadzać w swoje codzienne życie, by wszędzie dawać świadectwo Bogu. To wszystko uzupełnia i potwierdza bierzmowanie: „Przez sakrament bierzmowania [wierni] jeszcze ściślej wiążą się z Kościołem, otrzymują szczególną moc Ducha Świętego i w ten sposób jeszcze mocniej zobowiązani są, jako prawdziwi świadkowie Chrystusowi, do szerzenia wiary słowem i uczynkiem oraz do bronienia jej” (tamże). Oto więc dwa podstawowe sakramenty nie tylko życia łaski, lecz także kapłaństwa wiernych; kapłaństwo to, nie narzucone, lecz samo przez się zawarte w samym życiu łaski, trzeba w szczególny sposób sobie uświadomić. Im bardziej wierni usiłują żyć pełnią laski chrztu i bierzmowania, tym pełniej wykonują swoje kapłaństwo i stają się zdolni ofiarować siebie samych, całą swoją działalność „na ofiarę żywą, świętą, Bogu przyjemną” (Rz 12, 1), w ścisłej łączności z Chrystusem kapłanem i ofiarą na chwalę Ojca i zbawienie ludzkości.
O. Gabriel od św. Marii Magdaleny, karmelita bosy
Żyć Bogiem, t. II, str. 127
13 LUTEGO 2010
(1 Krl 12,26-32;13,33-34)
Jeroboam pomyślał sobie tak: W tych warunkach władza królewska może powrócić do rodu Dawida, bo jeżeli ten lud będzie chodził na składanie ofiar do świątyni Pańskiej, to zechce wrócić do swego pana, Roboama, króla Judy, i wskutek tego mogą mnie zabić i wrócić do króla Judy, Roboama. Dlatego po zastanowieniu się król sporządził dwa złote cielce i ogłosił ludowi: Zbyteczne jest, abyście chodzili do Jerozolimy. Izraelu, oto Bóg twój, który cię wyprowadził z ziemi egipskiej! Postawił zatem jednego w Betel, a drugiego umieścił w Dan. To oczywiście doprowadziło do grzechu, bo lud poszedł do jednego do Betel i do drugiego aż do Dan. Ponadto urządził przybytki na wyżynach oraz mianował spośród zwykłego ludu kapłanów, którzy nie byli lewitami. Następnie Jeroboam ustanowił święto w ósmym miesiącu, piętnastego dnia tego miesiąca, naśladując święto obchodzone w Judzie, oraz sam przystąpił do ołtarza. Tak uczynił w Betel, składając krwawą ofiarę cielcom, które sporządził, i ustanowił w Betel kapłanów wyżyn, które urządził. Przystąpił do ołtarza, który sporządził w Betel w piętnastym dniu ósmego miesiąca, który sobie wymyślił, aby ustanowić święto dla Izraelitów. Przystąpił więc do ołtarza, by złożyć ofiarę kadzielną. Jednak po tych wydarzeniach Jeroboam nie zawrócił ze swej złej drogi, lecz przeciwnie, mianował kapłanów wyżyn spośród zwykłego ludu. Kto tylko chciał, tego wprowadzał na urząd, tak iż stawał się kapłanem wyżyn. Takie postępowanie stało się dla rodu Jeroboama sposobnością do grzechu i powodem usunięcia go i zgładzenia z powierzchni ziemi.
(Ps 106,6-7.19-22)
REFREN: Przebacz, o Panie, swojemu ludowi
Grzeszyliśmy jak nasi ojcowie,
popełniliśmy nieprawość, żyliśmy występnie.
Ojcowie nasi w Egipcie
nie pojęli Twych cudów.
U stóp Horebu zrobili cielca
i pokłon oddawali bożkowi odlanemu ze złota.
Zamienili swą Chwałę
na podobiznę cielca jedzącego siano.
Zapomnieli o Bogu, który ich ocalił,
który wielkich rzeczy dokonał w Egipcie,
rzeczy przedziwnych w krainie Chama,
zdumiewających nad Morzem Czerwonym.
(Mt 4,4b)
Nie samym chlebem żyje człowiek, lecz każdym słowem, które pochodzi z ust Bożych.
(Mk 8,1-10)
Gdy znowu wielki tłum był z Jezusem i nie mieli co jeść, przywołał do siebie uczniów i rzekł im: żal mi tego tłumu, bo już trzy dni trwają przy Mnie, a nie mają co jeść. A jeśli ich puszczę zgłodniałych do domu, zasłabną w drodze; bo niektórzy z nich przyszli z daleka. Odpowiedzieli uczniowie: Skąd tu na pustkowiu będzie mógł ktoś nakarmić ich chlebem? Zapytał ich: Ile macie chlebów? Odpowiedzieli: Siedem. I polecił ludowi usiąść na ziemi. A wziąwszy siedem chlebów, odmówił dziękczynienie, połamał i dawał uczniom, aby je rozdzielali. I rozdali tłumowi. Mieli też kilka rybek. I nad tymi odmówił błogosławieństwo i polecił je rozdać. Jedli do sytości, a pozostałych ułomków zebrali siedem koszów. Było zaś około czterech tysięcy ludzi. Potem ich odprawił. Zaraz też wsiadł z uczniami do łodzi i przybył w okolice Dalmanuty.
Pokusa władzy sprzeciwia się duchowi służby. Jeroboam, aby utrzymać swe panowanie nad południowym królestwem Izraela, buduje ołtarze w Betel i w Dan, gdzie oddaje cześć zakazanym przez Prawo cielcom, a ponadto samowolnie mianuje siebie kapłanem. W Jezusie natomiast, który jest obiecanym Mesjaszem, prawdziwym Władcą Izraela, widzimy ducha służby. Pokusa władzy nad ludźmi jest Mu obca. Zamiast domagać się hołdów, sam troszczy się o ludzi, rozmnaża chleb, aby ci, którzy słuchają słowa Bożego, nie zasłabli w drodze do domów.
o. Wojciech Jędrzejewski OP, „Oremus” luty 2006, s. 48
„Wierni, naznaczeni już znakiem chrztu świętego i bierzmowania, włączają się całkowicie w Ciało Chrystusa przez przyjęcie Eucharystii” (DK 5). Jak chrzest i bierzmowanie, tak również Eucharystia ma wymiar kościelny: jednoczy ściśle z Chrystusem wiernego, który karmi się Nim i zasila życie laski, równocześnie udoskonala i dopełnia jego wszczepienie w Ciało Mistyczne Chrystusa. To są dwa równoczesne i nierozdzielne skutki: jeden pociąga za sobą nieuchronnie drugi. Gdy pierwszy, osobisty, dotyczy uświęcenia jednostki i jej ścisłego zjednoczenia z Chrystusem, to drugi, wypływając z pierwszego, obejmuje łączność z Kościołem i z braćmi. Łączność z Chrystusem nie może nie być łącznością z tymi, którzy są Jego członkami. Sobór Watykański II przedstawia to bardzo jasno: „Przy łamaniu chleba eucharystycznego, uczestnicząc w sposób rzeczywisty w Ciele Pańskim, wznosimy się do wspólnoty z Nim i nawzajem ze sobą. «Bo wielu nas jest jednym chlebem i jednym ciałem, wszyscy, którzy jednego chleba uczestnikami jesteśmy) (1 Kor 10, 17). Tak więc wszyscy stajemy się członkami owego Ciała” (KK 7).
Jak każdy poszczególny chrześcijanin żyje i rośnie w dziedzinie nadprzyrodzonej karmiąc się chlebem eucharystycznym, tak też z tego samego chleba „Kościół ustawicznie żywi się i wzrasta” (KK 26). Eucharystia jest pokarmem i zadatkiem dla każdego, a przez to samo jest nim też dla całego Ludu Bożego. Jak umacnia i zasila zjednoczenie z Chrystusem, tak też umacnia i zasila zjednoczenie pośród chrześcijan: „W sakramencie chleba eucharystycznego uprzytamnia się i dokonuje jedność wiernych, którzy stanowią jedno ciało w Chrystusie” (KK 3). Zjednoczenie z naszym Panem i zjednoczenie między wiernymi jest znamienną łaską Eucharystii: by otrzymać ją w pełni, każdy powinien przygotować się do jej przyjęcia, postępować w taki sposób, by ją skutecznie przemieniać we wspólnotę z Chrystusem i z braćmi.
O. Gabriel od św. Marii Magdaleny, karmelita bosy
Żyć Bogiem, t. II, str. 130
» Przypominamy o możliwości bezpłatnej elektronicznej prenumeraty „Czytań na każdy dzień” – szczegóły na stronie Prenumerata.
» Powrót na stronę główną „Czytań”
© 1996–2010 www.mateusz.pl