www.mateusz.pl/czytania

6 CZERWCA 2010

X niedziela zwykła

 

Dzisiejsze czytania: 1 Krl 17,17-24; Ps 30,2-6b.11-12a.13b; Ga 1,11-19; Łk 7,11-17

Rozważania i homilie: Oremus · ks. E. Staniek · O. Gabriel od św. Marii Magdaleny OCD

 

(1 Krl 17,17-24)
Po tych wydarzeniach zachorował syn tej kobiety, będącej głową rodziny. Niebawem jego choroba tak bardzo się wzmogła, że przestał oddychać. Wówczas powiedziała ona Eliaszowi: Czego ty, mężu Boży, chcesz ode mnie? Czy po to przyszedłeś do mnie, aby mi przypomnieć moją winę i przyprawić o śmierć mego syna? Na to Eliasz jej odpowiedział: Daj mi twego syna! Następnie, wziąwszy go z jej łona, zaniósł go do górnej izby, gdzie sam mieszkał, i położył go na swoim łóżku. Potem wzywając Pana, rzekł: O Panie, Boże mój! Czy nawet na wdowę, u której zamieszkałem, sprowadzasz nieszczęście, dopuszczając śmierć jej syna? Później trzykrotnie rozciągnął się nad dzieckiem i znów wzywając Pana rzekł: O Panie, Boże mój! Błagam cię, niech dusza tego dziecka wróci do niego! Pan zaś wysłuchał wołania Eliasza, gdyż dusza dziecka powróciła do niego, a ono ożyło. Wówczas Eliasz wziął dziecko i zniósł z górnej izby tego domu, i zaraz oddał je matce. Następnie Eliasz rzekł: Patrz, syn twój żyje! A wtedy ta kobieta powiedziała do Eliasza: Teraz już wiem, że naprawdę jesteś mężem Bożym i słowo Pańskie w twoich ustach jest prawdą.

(Ps 30,2-6b.11-12a.13b)
REFREN: Sławię Cię, Panie, bo mnie wybawiłeś

Sławię Cię, Panie, bo mnie wybawiłeś
i nie pozwoliłeś mym wrogom naśmiewać się ze mnie.
Panie, Boże mój, do Ciebie wołałem, a Tyś mnie uzdrowił,
Panie, mój Boże, z krainy umarłych wywołałeś moją duszę
i ocaliłeś mi życie spośród schodzących do grobu.

Śpiewajcie psalm wszyscy miłujący Pana
i pamiętajcie o Jego świętości!
Gniew Jego bowiem trwa tylko przez chwilę,
a Jego łaska przez całe życie.

Wysłuchaj mnie, Panie, zmiłuj się nade mną,
Panie, bądź moją pomocą.
Zamieniłeś w taniec mój żałobny lament.
Boże mój i Panie, będę Cię sławił na wieki.

(Ga 1,11-19)
Oświadczam więc wam, bracia, że głoszona przeze mnie Ewangelią nie jest wymysłem ludzkim. Nie otrzymałem jej bowiem ani nie nauczyłem się od jakiegoś człowieka, lecz objawił mi ją Jezus Chrystus. Słyszeliście przecież o moim postępowaniu ongiś, gdy jeszcze wyznawałem judaizm, jak z niezwykłą gorliwością zwalczałem Kościół Boży i usiłowałem go zniszczyć, jak w żarliwości o judaizm przewyższałem wielu moich rówieśników z mego narodu, jak byłem szczególnie wielkim zapaleńcem w zachowywaniu tradycji moich przodków. Gdy jednak spodobało się Temu, który wybrał mnie jeszcze w łonie matki mojej i powołał łaską swoją, aby objawić Syna swego we mnie, bym Ewangelię o Nim głosił poganom, natychmiast, nie radząc się ciała i krwi ani nie udając się do Jerozolimy, do tych, którzy apostołami stali się pierwej niż ja, skierowałem się do Arabii, a później znowu wróciłem do Damaszku. Następnie, trzy lata później, udałem się do Jerozolimy dla zapoznania się z Kefasem, zatrzymując się u niego /tylko/ piętnaście dni. Spośród zaś innych, którzy należą do grona Apostołów, widziałem jedynie Jakuba, brata Pańskiego.

Wielki prorok powstał między nami i Bóg nawiedził lud swój.

(Łk 7,11-17)
Jezus udał się do pewnego miasta, zwanego Nain; a szli z Nim Jego uczniowie i tłum wielki. Gdy zbliżył się do bramy miejskiej, właśnie wynoszono umarłego - jedynego syna matki, a ta była wdową. Towarzyszył jej spory tłum z miasta. Na jej widok Pan użalił się nad nią i rzekł do niej: Nie płacz! Potem przystąpił, dotknął się mar - a ci, którzy je nieśli, stanęli - i rzekł: Młodzieńcze, tobie mówię wstań! Zmarły usiadł i zaczął mówić; i oddał go jego matce. A wszystkich ogarnął strach; wielbili Boga i mówili: Wielki prorok powstał wśród nas, i Bóg łaskawie nawiedził lud swój. I rozeszła się ta wieść o Nim po całej Judei i po całej okolicznej krainie.

 

 

By być uznanym za proroka, potrzeba czegoś więcej niż pięknych i porywających słów. Eliasz przekonał o swym prorockim powołaniu wdowę z pogańskiej Sarepty, wskrzeszając jej syna; Jezusa nazwano „wielkim prorokiem”, również po wskrzeszeniu – gdy przywrócił do życia młodzieńca z Nain. W momencie chrztu także my otrzymaliśmy udział w prorockiej misji. Aby ją wypełnić, nie musimy dokonywać wielkich cudów – wystarczy, że będziemy świadczyć o Bogu i Jego obecności w naszym życiu. Tam gdzie jest prawdziwy prorok, z pewnością zrodzi się wiara w Boga żywego.

Ks. Wojciech Skóra MIC, „Oremus” czerwiec 2007, s. 45

 

Potrzeba zaangażowania

Prorok Eliasz to jedna z pięknych postaci Starego Przymierza. Niewielu jest ludzi od czasów Abrahama do Chrystusa, którzy w sposób tak bezkompromisowy służyliby Bogu. Obdarzony wyjątkowym autorytetem moralnym i religijnym, stanął on w obronie czystości wiary, cierpiąc prześladowanie zarówno ze strony fałszywych proroków, jak i zdemoralizowanej władzy. Wyjątkowa moc cudotwórcza wspomagała go w chwilach krytycznych. Wytrwał w pełnieniu woli Boga do końca i w tajemniczych okolicznościach rozstał się z ziemią. Nic więc dziwnego, że Żydzi współcześni Chrystusowi dostrzegali w Nim przybyłego powtórnie na ziemię Eliasza.

Dzieje tego wielkiego proroka mówią o wartości zaangażowania człowieka w dzieje zbawienia. Bóg potrzebuje ludzi, którzy całkowicie oddadzą się do Jego dyspozycji. Szuka takich, którzy potrafią zaangażować wszystkie siły ducha i ciała w dzieło zbawienia. Pod tym kątem spojrzał również na Szawła, niezwykle gorliwego prześladowcę młodego Kościoła. Szaweł postawił sobie za cel zniszczyć wspólnotę chrześcijan, i to nie tylko na terenie Jerozolimy, lecz i w diasporze. Tymczasem tak zaangażowanego człowieka potrzebował Chrystus do rozbudowy swojego Kościoła. Stanął więc przed Szawłem zmierzającym do Damaszku i całą jego niszczycielską energię zamienił w siłę twórczą i ukierunkował do rozbudowy chrześcijańskiej wspólnoty. Dzięki Pawłowi Kościół zapuścił korzenie nie tylko w Antiochii, Koryncie, Rzymie, ale i na terenie Hiszpanii.

Paweł znał siebie i pamiętał o swoim zaangażowaniu w walce z chrześcijaństwem. Pisze o tym jasno w Liście do Galatów. „Słyszeliście przecież o moim postępowaniu ongiś, gdy jeszcze wyznawałem judaizm, jak z niezwykłą gorliwością zwalczałem Kościół Boży i usiłowałem go zniszczyć, jak w żarliwości o judaizm przewyższałem wielu moich rówieśników”. Kiedy jednak spodobało się Bogu, natychmiast rozpoczął głoszenie Dobrej Nowiny o Chrystusie.

Pan Bóg wysoko ceni ludzi z przekonania zaangażowanych w jakieś dzieło. Są oni bowiem gotowi na poświęcenie. Dzieło jest dla nich ważniejsze niż oni. Wszystko, czym dysponują — siły, zdrowie, czas, pieniądze, nawet życie, wszystko jest przeznaczone dla dzieła ważniejszego od nich. Ta zdolność do poświęcenia stanowi niezwykle cenny rys osobowości człowieka. Co więcej, jeśli człowiek zaangażuje się w wielką sprawę i sięga po wartości ponadczasowe, to w zmaganiu o nie rośnie. Dopiero w pełnym zaangażowaniu mogą być wykorzystne wszystkie talenty i krystalizuje się osobowość dużego formatu. Jeśli człowiek nie chce w stu procentach zaangażować się w zmaganie o wielkie wartości, nigdy nie urośnie. Może to być zaangażowanie w wychowanie własnych dzieci, ale ono musi być. Zawsze bowiem w takim zmaganiu człowiek odkrywa swoją słabość i szuka pomocy u Boga. Każde zaangażowanie w wielką sprawę zbliża do Boga, i ostatecznie decyduje o kształcie osobowości człowieka.

Co dziś najczęściej utrudnia pełne zaangażowanie w wielkie wartości? W grę wchodzą trzy słabości. Pierwszą z nich jest wygodnictwo. Ten, kto szuka łatwego życia, nigdy nie zaangażuje się w zdobywanie wysokich szczytów. Pasja wysokogórskiej wspinaczki wymaga wyrzeczenia, na które ludzi wygodnych po prostu nie stać. Drugą przeszkodę stanowi brak odwagi. Każde wielkie zaangażowanie jest ryzykiem. W tym zmaganiu można stracić wszystko, łącznie z życiem. Takie ryzyko podejmie jedynie człowiek odważny. Trzecią przeszkodą uniemożliwiającą pełne zaangażowanie jest niewystarczająca znajmość prawdy o wielkich wartościach, dla których można poświęcić życie. Im jaśniej człowiek zna wartość skarbu, dla którego żyje, tym łatwiej mu dla niego trudzić się, cierpieć, a nawet umierać.

Możliwość pełnego zaangażowania w ewangeliczne wartości istnieje zawsze, bez względu na sytuację zewnętrzną, w jakiej chrześcijanin się znajduje. Znakiem żywotności Kościoła są wychowani przez niego ludzie zdolni i gotowi do pełnego zaangażowania w obronę sprawiedliwości, prawdy, miłości. Jeśli Kościół takich ludzi nie wychowuje, powinien poważnie zastanowić się nad skutecznością metod swego działania.

Ks. Edward Staniek

 

Czy wskrzeszać umarłych?

Kondukt pogrzebowy spotkał się z przechodzącym Chrystusem. Odprowadzano do grobu jedynego syna wdowy. Bolesne rozstanie dla samotnej matki. Jezus kierując się współczuciem wobec niej, postanawia otrzeć jej łzy. Naruszając odwieczne prawo, według którego żywi wchodzą w świat umarłych, Mistrz z Nazaretu decyduje się na odwołanie zmarłego z krainy śmierci i przywrócenie go żywym.

Był to głośny cud Jezusa. Przeskok z bólu żałoby w radość odzyskania żywego syna musiał być głębokim przeżyciem nie tylko dla matki. Pogrzeb, który nie odbył się do końca, nie dotarł do grobu, przerwany w połowie obrzędu, niedokończony, zrobił wielkie wrażenie zarówno na uczestnikach, jak i na świadkach.

Jezusowi chodziło o zamanifestowanie swojej władzy nad śmiercią, władzy nawiązywania przerwanych przez nią więzów miłości i przyjaźni. Tej władzy, którą nie dysponuje nikt z ludzi, która jest poza naszymi możliwościami. Nożyce śmierci tną w sposób nieodwracalny. Nikt nie może złączyć tego, co one przecięły. One też boleśnie ranią tego, kto odchodzi, i jeszcze boleśniej tych, którzy zostają.

W Ewangelii są przedstawione trzy cuda Jezusa ukazujące Jego moc nad śmiercią, moc łączenia zmarłego z żywymi, moc leczenia bolesnych ran rozdarcia spowodowanych przez śmierć. Wskrzeszenie córki Jaira miało miejsce tuż po jej śmierci; wskrzeszenie młodzieńca z Naim — w drodze na cmentarz; wskrzeszenie Łazarza, od czterech dni przebywającego w grobie. Pierwszego z tych cudów dokonał Jezus dla cierpiącego ojca, drugiego dla płaczącej matki, trzeciego dla otarcia łez Marii i Marty. Wszystkie te cuda miały przygotować Apostołów do czwartego cudu — przezwyciężenia śmierci przez Jezusa w dniu Jego zmartwychwstania. Wskrzeszeni wracali do żywych. Zmartwychwstały już do nich nie wrócił, zjawił się jedynie po to, by zapewnić tych, którzy w Niego uwierzą, że może ich przeprowadzić w świat życia wiecznego.

Jezusowi chodziło o przekonanie uczniów, że połączenie umarłych z żywymi, czyli wyprowadzenie ludzi z krainy śmierci i wracanie ich do ziemskiego życia, nie jest żadnym rozwiązaniem. W tym świecie prawa śmierci nie da się usunąć. Wskrzeszeni wcześniej czy później i tak muszą umrzeć. Córka Jaira, młodzieniec z Naim, Łazarz musieli umrzeć po raz drugi. A więc nie ma sensu sprowadzać umarłych z krainy śmierci w świat żywych. Istnieje natomiast sens łączenia żywych z umarłymi w świecie zmartwychwstałego Chrystusa. I w tym pragnie pomóc Jezus. On przyszedł na ziemię, przeszedł przez grób i zmartwychwstał, by nas przekonać o sensowności tego rozwiązania.

Chrystus sprawił, że śmierć nie niszczy więzów miłości i przyjaźni. Połączenie z tymi, których kochamy, jest możliwe. Trzeba jedynie nieco zaczekać i przygotować się do przejścia w świat, w którym przebywają. Chrześcijańska wiara wzywa do pielęgnowania miłości i przyjaźni z tymi, którzy przekroczyli próg śmierci.

Świat robi wszystko, by człowieka zatrzymać na ziemi. Chrystus robi wszystko, by pomóc w pokoju, bez lęku, przejść do nowego, wiecznego życia. Cudami wskrzeszenia udowodnił, że ma moc przywracania zmarłych ludziom żyjącym na ziemi, a nie korzysta z niej, bo nie jest to właściwe rozwiązanie. Doświadczenie potwierdza to w całej rozciągłości. Spotkanie z ludźmi, którzy przekroczyli sto lat życia, dowodzi, że zatrzymywanie człowieka na ziemi nie jest żadnym sensownym rozwiązaniem. Trzeba spojrzeć w przyszłość ujawnioną przez Jezusa zmartwychwstałego i nastawić się na połączenie z tymi, którzy już odeszli. Odwaga w takim ustawieniu życia swojego i bliskich świadczy o mądrości człowieka i jest znakiem autentycznie przeżywanej wiary w zmartwychwstałego Jezusa.

Ks. Edward Staniek

 

„Panie mój Boże, do Ciebie wołałem, a Tyś mnie uzdrowił” (Ps 30, 3)

W Jezusie znajdujemy wszystkie znaki mesjańskie zawarte w proroctwach: „Wtedy przejrzą oczy niewidomych i uszy głuchych się otworzą. Wtedy chromy jak jeleń wyskoczy i język niemych wesoło wykrzyknie” (Iz 35, 5-6). Jezus sam na świadectwo własnego mesjańskiego posłannictwa nakazał, by oświadczono Janowi Chrzcicielowi: „niewidomi wzrok odzyskują, chromi chodzą, trędowaci doznają oczyszczenia i głusi słyszą, umarli zmartwychwstają” (Łk 7, 22), Tak zdarzało się wszędzie kędy przechodził; nawet śmierć była Mu uległa.

W pobliżu Naim Zbawiciel napotyka orszak pogrzebowy; biedna wdowa opłakuje śmierć jedynaka. „Na jej widok Pan użalił się nad nią i rzekł do niej: <Nie płacz>” (tamże 13). Możliwe, że ta niewiasta płacząca przypomniała mu inną, Jego Matkę, która kiedyś miała Go zobaczyć umierającego na krzyżu, ale potem oglądać także zmartwychwstałego. Pragnie przywrócić wdowie jedynego syna. Nie czeka, aż Go poproszą, nie wymaga wyznania wiary — jak to zwykle miało miejsce przed dokonaniem cudu — zdjęty litością mówi: „Młodzieńcze, tobie mówię, wstań!” (tamże 14). Jak matce powiedział: „nie płacz”, tak umarłemu synowi rozkazuje wstać. Tylko ten, kto jest panem życia i śmierci może tak mówić, używając słów, które sprawiają to, co oznaczają. „Zmarły usiadł i zaczął mówić; i oddał go jego matce” (tamże 15).

Stary Testament zapisał również zmartwychwstanie dziecka — syna wdowy ze Sarepty — za przyczyną Eliasza. Lecz co za różnica! Prorok zwrócił swe błaganie do Boga, następnie trzykrotnie rozciągnął się nad zwłokami dziecka modląc się: „O Panie, Boże mój! Błagam Cię, niech dusza tego dziecka wróci do niego” (1 Krl 17, 21). Jezus zaś nie potrzebuje posługiwać się gestami czy modlitwami, lecz posiadając władzę działa jak ten, kto własną mocą wydaje prosty rozkaz: wstań.

Św. Augustyn wyjaśniając owo zdarzenie mówi: „Ewangelia opowiada, że Pan wskrzesił widzialnie trzech umarłych, lecz wskrzesił tysiące umarłych niewidzialnie”. Święty był jednym z nich, powstał ze straszliwej śmierci grzechu, dzięki łasce Chrystusa. A podobnie jak on, powstali również inni niezliczeni. Właśnie dzisiaj drugie czytanie wspomina wielkie nawrócenie Pawła. On sam opisuje je w liście do Galatów z nadzwyczajną odwagą: „Słyszeliście przecież o moim postępowaniu ongiś... jak z niezwykłą gorliwością zwalczałem Kościół Boży i usiłowałem go zniszczyć” (1, 13). Lecz kiedy łaska powaliła go na ziemię na drodze do Damaszku, „natychmiast, nie radząc się ciała i krwi” (tamże 16), zmienił życie i poświęcił się całkowicie Ewangelii Chrystusowej. To są te cuda, jakich Pan nie przestaje działać, wskrzeszając do nowego życia tyle istot opanowanych grzechem. Lecz trzeba, aby ktoś płakał i cierpiał, by wyjednać takie zmartwychwstanie. „Niechaj płacze za tobą — mówi św. Ambroży zwracając się do grzesznika — matka Kościół, który wstawia się za każdym ze swoich synów, jak wstawiała się matka wdowa za swoim jedynym synem... a lud niezliczony [lud wierzących] niechaj uczestniczy w bólu dobrej matki”.

O. Gabriel od św. Marii Magdaleny, karmelita bosy
Żyć Bogiem, t. II, str. 247

 

 

» Przypominamy o możliwości bezpłatnej elektronicznej prenumeraty „Czytań na każdy dzień” – szczegóły na stronie Prenumerata.

» Powrót na stronę główną „Czytań”

 

 

© 1996–2010 www.mateusz.pl