25 LIPCA 2010
Dzisiejsze czytania: Rdz 18,20-32; Ps 138,1-3.6-8; Kol 2,12-14; Rz 8,15; Łk 11,1-13
Rozważania i homilie: Oremus · ks. M. Pohl · ks. E. Staniek · O. Gabriel od św. Marii Magdaleny OCD
(Rdz 18,20-32)
Bóg rzekł do Abrahama: Skarga na Sodomę i Gomorę głośno się rozlega, bo występki ich [mieszkańców] są bardzo ciężkie. Chcę więc iść i zobaczyć, czy postępują tak, jak głosi oskarżenie, które do Mnie doszło, czy nie; dowiem się. Wtedy to ludzie ci odeszli w stronę Sodomy, a Abraham stał dalej przed Panem. Zbliżywszy się do Niego, Abraham rzekł: Czy zamierzasz wygubić sprawiedliwych wespół z bezbożnymi? Może w tym mieście jest pięćdziesięciu sprawiedliwych; czy także zniszczysz to miasto i nie przebaczysz mu przez wzgląd na owych pięćdziesięciu sprawiedliwych, którzy w nim mieszkają? O, nie dopuść do tego, aby zginęli sprawiedliwi z bezbożnymi, aby stało się sprawiedliwemu to samo, co bezbożnemu! O, nie dopuść do tego! Czyż Ten, który jest sędzią nad całą ziemią, mógłby postąpić niesprawiedliwie? Pan odpowiedział: Jeżeli znajdę w Sodomie pięćdziesięciu sprawiedliwych, przebaczę całemu miastu przez wzgląd na nich. Rzekł znowu Abraham: Pozwól, o Panie, że jeszcze ośmielę się mówić do Ciebie, choć jestem pyłem i prochem. Gdyby wśród tych pięćdziesięciu sprawiedliwych zabrakło pięciu, czy z braku tych pięciu zniszczysz całe miasto? Pan rzekł: Nie zniszczę, jeśli znajdę tam czterdziestu pięciu. Abraham znów odezwał się tymi słowami: A może znalazłoby się tam czterdziestu? Pan rzekł: Nie dokonam zniszczenia przez wzgląd na tych czterdziestu. Wtedy Abraham powiedział: Niech się nie gniewa Pan, jeśli rzeknę: może znalazłoby się tam trzydziestu? A na to Pan: Nie dokonam zniszczenia, jeśli znajdę tam trzydziestu. Rzekł Abraham: Pozwól, o Panie, że ośmielę się zapytać: gdyby znalazło się tam dwudziestu? Pan odpowiedział: Nie zniszczę przez wzgląd na tych dwudziestu. Na to Abraham: O, racz się nie gniewać, Panie, jeśli raz jeszcze zapytam: gdyby znalazło się tam dziesięciu? Odpowiedział Pan: Nie zniszczę przez wzgląd na tych dziesięciu.
(Ps 138,1-3.6-8)
REFREN: Pan mnie wysłuchał, kiedy Go wzywałem
Będę Cię sławił, Panie, z całego serca,
bo usłyszałeś słowa ust moich.
Będę śpiewał Ci psalm wobec aniołów,
pokłon Ci oddam w Twoim świętym przybytku.
I będę sławił Twe imię
za łaskę Twoją i wierność.
Wysłuchałeś mnie, kiedy Cię wzywałem,
pomnożyłeś moc mojej duszy.
Pan, który jest wysoko, patrzy łaskawie na pokornego,
pyszałka zaś dostrzega z daleka.
Gdy chodzę wśród utrapienia, Ty podtrzymujesz me życie,
wyciągasz swoją rękę przeciwko gniewowi mych wrogów.
Wybawia mnie Twoja prawica.
Pan za mnie wszystkiego dokona.
Panie, Twa łaska trwa na wieki,
nie porzucaj dzieła rąk Twoich.
(Kol 2,12-14)
Z Chrystusem pogrzebani jesteście w chrzcie, w Nim też razem zostaliście wskrzeszeni przez wiarę w moc Boga, który Go wskrzesił. I was, umarłych na skutek występków i nieobrzezania waszego /grzesznego/ ciała, razem z Nim przywrócił do życia. Darował nam wszystkie występki, skreślił zapis dłużny obciążający nas nakazami. To właśnie, co było naszym przeciwnikiem, usunął z drogi, przygwoździwszy do krzyża.
(Rz 8,15)
Otrzymaliście Ducha przybrania za synów, w którym wołamy: Abba, Ojcze!
(Łk 11,1-13)
Gdy Jezus przebywał w jakimś miejscu na modlitwie i skończył ją, rzekł jeden z uczniów do Niego: Panie, naucz nas się modlić, jak i Jan nauczył swoich uczniów. A On rzekł do nich: Kiedy się modlicie, mówcie: Ojcze, niech się święci Twoje imię; niech przyjdzie Twoje królestwo! Naszego chleba powszedniego dawaj nam na każdy dzień i przebacz nam nasze grzechy, bo i my przebaczamy każdemu, kto nam zawinił; i nie dopuść, byśmy ulegli pokusie. Dalej mówił do nich: Ktoś z was, mając przyjaciela, pójdzie do niego o północy i powie mu: Przyjacielu, użycz mi trzy chleby, bo mój przyjaciel przyszedł do mnie z drogi, a nie mam, co mu podać. Lecz tamten odpowie z wewnątrz: Nie naprzykrzaj mi się! Drzwi są już zamknięte i moje dzieci leżą ze mną w łóżku. Nie mogę wstać i dać tobie. Mówię wam: Chociażby nie wstał i nie dał z tego powodu, że jest jego przyjacielem, to z powodu natręctwa wstanie i da mu, ile potrzebuje. Ja wam powiadam: Proście, a będzie wam dane; szukajcie, a znajdziecie; kołaczcie, a otworzą wam. Każdy bowiem, kto prosi, otrzymuje; kto szuka, znajduje; a kołaczącemu otworzą. Jeżeli którego z was, ojców, syn poprosi o chleb, czy poda mu kamień? Albo o rybę, czy zamiast ryby poda mu węża? Lub też gdy prosi o jajko, czy poda mu skorpiona? Jeśli więc wy, choć źli jesteście, umiecie dawać dobre dary swoim dzieciom, o ileż bardziej Ojciec z nieba da Ducha Świętego tym, którzy Go proszą.
„Nie dopuść do tego, aby zginęli sprawiedliwi z bezbożnymi” – prosił Boga Abraham, wstawiając się za mieszkańcami Sodomy i Gomory. Sprawiedliwa prośba. A jednak Bóg objawia nam w Chrystusie sprawiedliwość większą: Jego Syn oddaje życie za niesprawiedliwych, aby ich ocalić, i czyni ich swoimi dziećmi, posyłając im Ducha Świętego. To daje podstawy do niezachwianej ufności, pewnej Ojcowskiego serca Boga, które w odpowiedzi na nasze prośby gotowe jest dać nam nieskończenie więcej, niż prosimy czy rozumiemy, i które nikomu nie odmawia miłosierdzia. 102
Bogna Paszkiewicz, „Oremus” lipiec 2004, s.
Chyba każdy człowiek – może nawet niewierzący też – odczuwa niekiedy nieodpartą potrzebę modlitwy. Chcielibyśmy wtedy podzielić się swoją radością, wdzięcznością, żalem czy pragnieniami z kimś, kto nas na pewno zrozumie, kto potrafi dzielić z nami nasze uczucia, kto potrafi pomóc. To wielkie szczęście, jeśli mamy kogoś zaufanego i pewnego: przyjaciela, małżonka, brata. Ale to nam jednak nie wystarcza, chcielibyśmy, żeby to nie był tylko człowiek – potrzebujemy jeszcze Boga.
Może dlatego, że pragniemy nieśmiertelności? Że chcemy utrwalić nasze uczucia wobec świadka, który się nie starzeje i nigdy nie umrze? Że chcemy je dzielić z kimś, kto potrafi współuczestniczyć w nich w całej pełni, utożsamiając się z nami do końca? Może jeszcze dlatego, że potrzebujemy miłości i akceptacji, potwierdzenia na najwyższym szczeblu swojej wartości, swojego istnienia i rzeczywistości? Dlatego pragniemy, aby ten Świadek był wszechmocny i wieczny, by był Bogiem.
Kiedyś człowiek musiał te pragnienia i tęsknoty zaspokajać sam. Był skazany na szukanie po omacku, na grę wyobraźni, na niespełnienie i lęk. Nie wiedział, czy jego postulaty mają szansę realizacji. Dzisiaj wiemy, że Bóg wyszedł ludzkim pragnieniom naprzeciw. Posłał swego Syna, by nauczył ludzi modlić się i by objawił właściwego Adresata dla naszych modlitw. Okazało się wtedy, że rzeczywistość nieskończenie przewyższa nasze postulaty i marzenia. Tym wymarzonym świadkiem jest nie tylko Bóg wszechmocny i wieczny, ale Bóg który nas rozumie i kocha, Bóg, który jest Ojcem!
To niesamowite, że możemy modlić się bez lęku, modlić się do Boga, który jest miłością, który jest troskliwy, który opiekuje się, przebacza, pomaga, wyzwala. Do Boga, który jest naszym Ojcem. Bardzo nieszczęśliwi są ludzie, którzy nie doświadczyli w dzieciństwie ojcowskiej miłości, albo doświadczyli jej wypaczenia. Właściwie są na całe życie upośledzeni. Trudno jest im zrozumieć, że mają jeszcze innego Ojca – Ojca, który jest w niebie. Poznać tego Ojca mogą przez modlitwę.
Nauczył nas jej Jego Syn. Tylko On wie kim jest Bóg i tylko On może o Nim pouczyć. Więc uczy nas, że Bóg jest święty i godzien uwielbienia, że mamy Go wysławiać i z utęsknieniem wyczekiwać przyjścia Jego królestwa. Zna też nasze codzienne potrzeby, wyrażone w symbolu powszedniego chleba i zapewnia, że Bóg jest na nie wrażliwy, że na pewno nam nie odmówi tego, co służy do życia. I chociaż bezpośrednia troska o chleb spoczywa na nas i jest zależna od naszej pracy, Bóg chce, byśmy tę pracę podejmowali razem z Nim, z Jego błogosławieństwem.
Następnie Jezus zachęca nas do modlitwy o przebaczenie i zarazem wzywa nas do przebaczenia. Jeśli nasza modlitwa jest szczera, powinniśmy zacząć od tego miejsca. Albowiem to tylko od nas zależy, czy zechcemy być w tym punkcie konsekwentni i wypełnić to, o co się modlimy, czy też nie. I jeśli mamy nieraz żal do Boga, że nie wysłuchuje naszych próśb, że dopuszcza takie skandale jak Oświęcim czy głód, to zastanówmy się najpierw, czy w naszym życiu jest obecne przebaczenie. Czy sami czynimy i przyczyniamy się do tego, o co prosimy, czy też pozostawiamy to Bogu, a sami tylko przeszkadzamy.
Na koniec Jezus na kilku przykładach pokazuje, że modlitwa jest niezawodna, gdyż niezawodny jest Bóg. Jedynie człowiek zawodzi. A ponieważ Bóg pewne rzeczy uzależnia od współpracy człowieka, dlatego najpierw powinniśmy się zatroszczyć, byśmy sami byli wierni temu, o co prosimy. Byłoby bowiem niekonsekwencją prosić o coś słowami, a zaprzeczać temu czynami. I trudno oczekiwać, by Bóg traktował te prośby serio.
Ks. Mariusz Pohl
Jednym z poważnych nieporozumień naszego pokolenia jest ciągłe narzekanie na zło istniejące obok nas. Prawie we wszystkich rozmowach, gdziekolwiek się spotykamy, dźwięczy nuta narzekania: rozkład moralny młodzieży, rozbite małżeństwa i osierocone dzieci, alkoholizm, nieuczciwość w pracy, brak odpowiedzialności. Zła moralnego obok nas jest dużo.
To narzekanie w pewnej mierze jest znakiem naszej dobrej woli i pragnienia życia w świecie dobrym. Uważamy, że wokół powinno być wielu ludzi szlachetnych, gotowych do poświęcenia, bezinteresownych, ofiarnych, wielkiego ducha. Tęsknimy za światem dobra.
A co na to odpowiada Bóg? Świat przypomina Sodomę i Gomorę, a Bóg w każdym pokoleniu szuka dziesięciu sprawiedliwych. Jeśli ich znajdzie, nie zniszczy świata ze względu na tych dziesięciu.
Gdyby rolnik zasiał pszenicę, a po pewnym czasie zobaczył, że na jego polu zamiast pszenicy wyrósł łan kąkolu, a w nim naliczyłby jedynie dziesięć kłosów pszenicy, na pewno doszedłby do wniosku, że uprawa się nie opłaci, że trzeba wszystko zaorać i siać od nowa. Ale Bóg tak nie powie. Bogu opłaci się czekać, aż dojrzeje tych dziesięć kłosów pszenicy. Kąkol może wzrastać i wydawać owoce. Bóg nie zniszczy pola dla tych dziesięciu kłosów, dlatego że one wydają wyrok na cały łan kąkolu. One dowodzą, że w Sodomie można żyć sprawiedliwie. Bóg potrzebuje dziesięciu świadków.
Narzekaniem świata nie zmienimy. Dziewięćdziesiąt dziewięć procent energii, którą wkładamy w narzekanie i słowne reformowanie świata, trzeba przeznaczyć w tym celu, by doskonalić swoją sprawiedliwość, by należeć do owych dziesięciu sprawiedliwych. To jest nasze zadanie, tego oczekuje od nas Bóg. Tak było w Starym Testamencie i tak jest w Nowym. Jezus zachował to podejście, gdy powiedział: „Wy jesteście światłością świata”. Jemu potrzeba dziesięciu kłosów pszenicy, by swoim światłem dały świadectwo prawdzie. To jest myślenie Boga.
Bóg w każdym pokoleniu szuka dziesięciu sprawiedliwych i ich dobroć decyduje o ocaleniu wielu tysięcy ludzi. W wieczności może się okazać, że człowiek od lat ciężko chory, przez swoją sprawiedliwość ratował od nieszczęść swoją rodzinę, która codziennie narzekała na to, że był dla niej ciężarem. Najczęściej nie wiemy, przez czyją sprawiedliwość Bóg ocala rodzinę, miasto, naród. Widocznie jest tak wielu sprawiedliwych, że Jemu się opłaci troska o to, by świat istniał. Myślenie Boga daleko odbiega od naszego myślenia. Ktokolwiek jednak wejdzie w to Jego myślenie i zatroszczy się o własną sprawiedliwość, nie wydając wyroków na świat, zyska pokój. Kończy się wówczas narzekanie, a jego miejsce zajmuje radość prawdziwej wolności.
Jaki jest warunek zachowania sprawiedliwości w niesprawiedliwym świecie? Chrystus zwraca uwagę na modlitwę. Człowiek, który umie się modlić, potrafi w tym świecie być sprawiedliwym. Jeżeli się nie modli, wcześniej czy później zginie zarażony jedną z chorób moralnych świata.
Ks. Edward Staniek
Targ, jaki prowadzi Abraham z Bogiem, by ocalić Sodomę i Gomorę, jest niezwykle wymownym świadectwem starotestamentalnego myślenia o sprawiedliwości. Abraham w dużej mierze zna grzechy mieszkańców miast, nad którymi zawisł wyrok zagłady. Chce je uratować, szukając w nich ludzi sprawiedliwych. Pragnie ustalić liczbę sprawiedliwych, za jaką Bóg jest w stanie cofnąć wyrok. Nie wierzy bowiem, by sprawiedliwi mogli zostać zniszczeni razem z niesprawiedliwymi. To jest tak, jakby gospodarz miał decydować, dla ilu kłosów pszenicy warto zachować pole aż do żniwa, mimo iż bujnie na nim rozkrzewiły się chwasty.
Abraham dowiaduje się, że wystarczy dziesięciu sprawiedliwych, a Sodoma i Gomora nie zostaną zniszczone. Niestety rzeczywistość okazała się gorsza, niż on przypuszczał. W Sodomie Bóg uznał za sprawiedliwych jedynie czterech ludzi: Lota, jego żonę i dwie córki. W imię sprawiedliwości wyprowadził ich z miasta tuż przed kataklizmem, w którym wszyscy mieszkańcy zginęli.
Trzeba przyznać, że nasze myślenie często wędruje drogami, jakimi chodził Abraham. Ciągle szukamy dziesięciu sprawiedliwych i ufamy, że ze względu na nich Bóg zachowa od nieszczęścia tysiące grzeszników. Tymczasem Nowy Testament zmienił to myślenie. Wprowadził bowiem pojęcie ofiary. Oto jedyny sprawiedliwy, Jezus Chrystus, sam na siebie przyjmuje wyrok, by ratować mieszkańców świata. On dobrowolnie zgadza się na śmierć, na którą zasłużyli wszyscy Jego bracia z wyjątkiem Niego. Bóg przyjmuje to rozwiązanie. Jezus jako najcenniejszy kłos zostanie starty na mąkę i stanie się Chlebem, by karmić swoich grzesznych braci i w ten sposób przynajmniej niektórych ratować od zniszczenia.
Rzecz jasna człowiek musi osobiście wziąć odpowiedzialność za swą przynależność do Boga, za swe myśli, czyny i słowa. Ratowanie więc braci ma charakter czasowy. Jezus ufa, że wielu się nawróci.
Zagłada Sodomy i Gomory jest biblijnym typem sądu nad ziemią. Nowy Testament wprowadza jednak zasadniczą korektę w porównaniu do sceny opisanej w Księdze Rodzaju. Bohaterem jest sprawiedliwy Chrystus, który dobrowolnie przyjmuje na siebie wyrok. Odtąd ma pełne prawo do wszystkich swoich braci, których odkupił swoją Krwią. Czeka jedynie na ich dobrowolne opowiedzenie się po Jego stronie. Jest w stanie zachować ich od wiecznego ognia i wiecznej śmierci, o ile zechcą się nawrócić. W rozmowie Abrahama z Bogiem nie ma mowy o nawróceniu sodomitów. Chrystus otwiera taką perspektywę. Uczynił to na podstawie własnej ofiary.
Ten sposób myślenia, w którym sprawiedliwy dobrowolnie przyjmuje karę wymierzoną grzesznikom ratując ich od śmierci, z trudem dociera do naszej świadomości. O wiele częściej myślimy tak jak Abraham i chcemy ratować sprawiedliwego od ewentualnej krzywdy. A jednak spotkanie z Chrystusem wymaga tego przestawienia. To ono dopiero otwiera przed nami często jedyną drogę ratowania naszych bliskich. Nasza ofiara może decydować o zbawieniu wielu.
Los sprawiedliwych w Nowym Testamencie jest udziałem w losie Jezusa Chrystusa, błogosławieni nie dziwią się, że Bóg ich nie ochrania, ale radują, że mogą uczestniczyć w dziele zbawienia innych. Bóg ciągle czeka na sprawiedliwych, którzy są gotowi dobrowolnie ofiarować siebie dla ratowania innych.
Ks. Edward Staniek
Modlitwa człowieka i miłosierna hojność Boga to tematy, które przeplatają się w dzisiejszych czytaniach. Na pierwszym miejscu występuje wzruszająca i śmiała modlitwa Abrahama w intencji grzesznych miast (Rdz 18, 20-32; I czytanie), przepiękny wyraz jego ufności w Bogu i troski o zbawienie innych. Bóg objawił mu swój plan zniszczenia Sodomy i Gomory, zepsutych do gruntu, patriarcha zaś usiłuje odwrócić karę w przewidywaniu sprawiedliwych,, którzy by mogli znaleźć się wśród grzeszników. Lecz z ustalonej liczby pięćdziesięciu sprawiedliwych jest zmuszony stopniowo rezygnować aż do niewielkiej liczby dziesięciu: „O racz się nie gniewać, Panie, jeśli raz jeszcze zapytam: gdyby znalazło się tam dziesięciu?” (tamże 32), Ani życzliwa łaskawość Boga, który za każdym razem godzi się na zmniejszoną liczbę, ani pełne troski błaganie Abrahama nie zdołały oszczędzić miast na skutek ogólnego zepsucia; tylko rodzina Lota będzie ocalona, aby świadczyć o miłosierdziu Bożym i potędze pośrednictwa Abrahama. Wydarzenie zostaje na zawsze dowodem straszliwych następstw zatwardziałości w złu oraz wynagradzającej siły dobra, dzięki której tylko dziesięciu sprawiedliwych — gdyby się byli znaleźli — mogło przeszkodzić zniszczeniu miast.
Lecz oto Nowy Testament otwiera nową i cudowną kartę miłosierdzia Bożego: jeden sprawiedliwy „Sługa Pański”, zapowiedziany przez proroków, wystarcza, aby zbawić nie dwa miasta, nie jeden lud, lecz całą ludzkość. W przewidywaniu męki Chrystusa, Bóg przebaczył ludziom wszystkie grzechy, „skreślił zapis dłużny obciążający nas nakazami. To, co było naszym przeciwnikiem, usunął z drogi przygwoździwszy do krzyża” (Kol 2,14; II czytanie). Dosadne zdanie św. Pawia wyraża dobrze, jak ogromny dług grzechów całego rodzaju ludzkiego został zniesiony przez śmierć Chrystusa, lecz nawet Jego przeobfita ekspiacja nie pomoże poszczególnym ludziom, jeśli nie będą współdziałać z Panem przez wyrzeczenie.
Ewangelia z dnia (Łk 11, 1-13) podejmuje temat modlitwy, Jezus na prośbę Apostołów uczy ich modlić się: „Kiedy się modlicie, mówcie: Ojcze, niech się święci Twoje imię; niech przyjdzie Twoje królestwo” (tamże 2). Abraham, przyjaciel Boga, nazywał Go: „mój Pan”; chrześcijanin, którego Jezus upoważnił, mówi do Niego: „Ojcze”, i nazwa ta nadaje jego modlitwie całkiem nowy ton, synowski. Dzięki temu może on swobodnie przelać swoje serce w serce Boga, przedkładając Mu własne potrzeby w najprostszej i spontanicznej formie, na jaką wskazuje Ojcze nasz. Ponadto, bezpośrednio po nauce Modlitwy Pańskiej podając przypowieść o natrętnym przyjacielu, Jezus naucza modlić się wytrwale i natarczywie — jak to uczynił Abraham — bez obawy natręctwa: „prościej szukajcie, kołaczcie”. Nie ma godzin nieodpowiednich dla Boga: pokorna i ufna modlitwa Jego dzieci nigdy nie jest naprzykrzaniem Mu się, owszem. On sobie w niej podoba: „Każdy, kto prosi, otrzymuje, kto szuka, znajdzie; a kołaczącemu otworzą” (tamże 10). A chociaż nie zawsze człowiek otrzymuje to czego pragnie, może być jednak pewny, że jego modlitwa nigdy nie jest daremna, ponieważ Ojciec niebieski odpowiada na nią zawsze swoją miłością i łaskami, chociaż może w sposób zakryty lub odmienny od oczekiwań człowieka. Nie jest ważne otrzymać to lub owo. Ważne jest, żeby nie brakło nigdy łaski wierności względem Boga na każdy dzień. Łaska wierności jest zapewniona każdemu, kto prosi i nie ustaje: „Jeśli wy, choć źli jesteście, umiecie dawać dobre dary swoim dzieciom, o ileż bardziej Ojciec z nieba da Ducha Świętego tym, którzy Go proszą!” (tamże 13). W darze Ducha Św. zamknięte są wszystkie dobra nadprzyrodzone, jakich Bóg pragnie udzielić swoim dzieciom.
O. Gabriel od św. Marii Magdaleny, karmelita bosy
Żyć Bogiem, t. II, str. 452
» Przypominamy o możliwości bezpłatnej elektronicznej prenumeraty „Czytań na każdy dzień” – szczegóły na stronie Prenumerata.
» Powrót na stronę główną „Czytań”
© 1996–2010 www.mateusz.pl