30 LIPCA 2010
Dzisiejsze czytania: Jr 26,1-9; Ps 69,5.8-10.14; 1 P 1,25; Mt 13,54-58
Rozważania: Oremus · O. Gabriel od św. Marii Magdaleny OCD
(Jr 26,1-9)
Na początku panowania Jojakima, syna Jozjasza, króla judzkiego, Pan skierował następujące słowo do Jeremiasza: To mówi Pan: Stań na dziedzińcu domu Pańskiego i mów do [mieszkańców] wszystkich miast judzkich, którzy przychodzą do domu Pańskiego oddać pokłon, wszystkie słowa, jakie poleciłem ci im oznajmić; nie ujmuj ani słowa! Może posłuchają i zawróci każdy ze swej złej drogi, wtenczas Ja powstrzymam nieszczęście, jakie zamyślam przeciw nim za ich przewrotne postępki. Powiesz im: To mówi Pan: Jeżeli nie będziecie Mi posłuszni, postępując według mojego Prawa, które wam ustanowiłem, [i jeśli nie] będziecie słuchać słów moich sług, proroków, których nieustannie do was posyłam, mimo że jesteście nieposłuszni, zrobię z tym domem podobnie jak z Szilo, a z miasta tego uczynię przekleństwo dla wszystkich narodów ziemi. Kapłani, prorocy i cały lud słyszeli Jeremiasza mówiącego te słowa w domu Pańskim. Gdy zaś Jeremiasz skończył mówić wszystko to, co mu Pan nakazał głosić całemu ludowi, prorocy i cały lud pochwycili go, mówiąc: Musisz umrzeć! Dlaczego prorokowałeś w imię Pana, że się z tym domem stanie to, co z Szilo, a miasto to ulegnie zniszczeniu i pozostanie niezamieszkałe? Cały lud zgromadził się dokoła Jeremiasza w domu Pańskim.
(Ps 69,5.8-10.14)
REFREN: W Twojej dobroci wysłuchaj mnie, Panie
Liczniejsi od włosów na mej głowie
są ci, którzy mnie nienawidzą bez powodu.
Silni są moi prześladowcy, wrogowie zakłamani,
czy mam oddać to, czego nie zabrałem?
Dla Ciebie bowiem znoszę urąganie, hańba twarz mi okrywa.
Dla braci moich stałem się obcym
cudzoziemcem dla synów mej matki.
Bo gorliwość o dom Twój mnie pożera
spadły na mnie obelgi złorzeczących Tobie.
Lecz ja, o Panie, modlę się do Ciebie,
w czas łaski, o Boże;
wysłuchaj mnie w Twojej wielkiej dobroci,
w Twojej zbawczej wierności.
(1 P 1,25)
Słowo Pana trwa na wieki, to słowo ogłoszono wam jako Dobrą Nowinę.
(Mt 13,54-58)
Jezus przyszedłszy do swego rodzinnego miasta, nauczał ich w synagodze, tak że byli zdumieni i pytali: Skąd u Niego ta mądrość i cuda? Czyż nie jest On synem cieśli? Czy Jego Matce nie jest na imię Mariam, a Jego braciom Jakub, Józef, Szymon i Juda? Także Jego siostry czy nie żyją wszystkie u nas? Skądże więc ma to wszystko? I powątpiewali o Nim. A Jezus rzekł do nich: Tylko w swojej ojczyźnie i w swoim domu może być prorok lekceważony. I niewiele zdziałał tam cudów, z powodu ich niedowiarstwa.
Będąc w Nazarecie, wśród swoich, Jezus „niewiele zdziałał tam cudów z powodu ich niedowiarstwa”. Być może także nam trudno sobie wyobrazić, że On, Syn Boga żywego, na którym spoczęła Boża moc i namaszczenie, przychodzi do z nas – do każdego osobiście – i chce z nami przebywać, chce nas uzdrawiać i przemieniać. A jednak to prawda – On rzeczywiście jest naszym Wybawicielem, lecz aby obdarzyć nas szczęściem, potrzebuje naszej zgody, naszej współpracy z łaską.
Małgorzata Konarska, „Oremus” lipiec 2004, s. 121
Skieruj, Panie, serce moje ku miłości Bożej (2 Ts 3, 5)
Wiara i nadzieja nie są cnotami pełnymi, bez miłości bowiem nie mogą zjednoczyć człowieka z Bogiem ani rodzić uczynków na życie wieczne. Wiara i nadzieja grzesznika, który utracił miłość, są bezczynne, nie działają; trwają w nim, lecz są martwe. „Wiara bez uczynków jest martwa” (Jk 2, 26), a wartość ma tylko „wiara, która działa przez miłość” (Ga 5, 6). Św. Paweł oświadcza nawet: „Gdybym też... posiadał wszelką możliwą wiarę, tak iżbym góry przenosił, a miłości bym nie miał, byłbym niczym” (1 Kor 13, 2). Moc pełnienia cudów w imię Boga jest niczym w porównaniu z najmniejszym nawet stopniem miłości. To miłość daje żar i siłę życia wiecznego wierze i nadziei; to miłość właśnie doskonali te cnoty. Tylko ten, kto miłuje, jest zdolny wierzyć i ufać Bogu bez zastrzeżeń i bezgranicznie.
To samo dotyczy cnót moralnych, które mogą uczynić człowieka szlachetnym, cnotliwym, ale nie mogą doprowadzić go do przyjaźni z Bogiem ani udzielić mu możności zasługiwania na życie wieczne. -Bez ożywczego tchnienia miłości wszystko pozostaje martwe, bezpłodne, zimne. Człowiek bez miłości zostaje zamknięty na poziomie przyrodzonym, nie może być dzieckiem Boga, nie może być Jego przyjacielem, nie może żyć w towarzystwie trzech Osób Boskich. Rzecz zdumiewająca: nawet największe dokonania, jak wyrzeczenie się wszelkich własnych dóbr i ofiara z życia, nic nie znaczą bez miłości. „I gdybym rozdał na jałmużnę całą majętność moją, a ciało moje wystawił na spalenie, lecz miłości bym nie miał, nic bym nie zyskał” (1 Kor 13, 3). Lecz kiedy przychodzi miłość, wszystko zmienia się całkowicie: nawet najskromniejsze uczynki, akty cnoty najbardziej ukryte, a wykonane z miłością ku Bogu, nabywają wartości na życie wieczne. To jest cud, jakiego dokonuje miłość, którą św. Tomasz nazywa „duszą i matką” innych cnót. Duszą, ponieważ kieruje ich akty do celu ostatecznego, matką, bo rodzi je pod wpływem pragnienia ostatecznego celu (II-a II-ae 23, 8). Potwierdza to Sobór Watykański II ucząc, że „miłość kieruje wszystkimi środkami uświęcenia, formuje je i prowadzi do celu” (KK 42).
„Tylko miłość nadaje wartość wszystkiemu, i to jest owo jedno, czego potrzeba, by tak mocną była, by nic nie zdołało jej stłumić” (T.J.: W. 5, 2).
O. Gabriel od św. Marii Magdaleny, karmelita bosy
Żyć Bogiem, t. II, str. 469
» Przypominamy o możliwości bezpłatnej elektronicznej prenumeraty „Czytań na każdy dzień” – szczegóły na stronie Prenumerata.
» Powrót na stronę główną „Czytań”
© 1996–2010 www.mateusz.pl