| MARZEC 2010 | |
|---|---|
| 14 | IV NIEDZIELA WIELKIEGO POSTU Joz 5,9-12; Ps 34,2-7; 2 Kor 5,17-21; Łk 15,18; Łk 15,1-3,11-32 |
| 15 | PONIEDZIAŁEK Iz 65,17-21; Ps 30,2.4-6.11-13; Ps 130,5.7; J 4,43-54 |
| 16 | WTOREK Ez 47,1-9.12; Ps 46,2-3.5-6.8-9; J 4,42.15; J 5,1-3a.5-16 |
| 17 | ŚRODA Iz 49,8-15; Ps 145,8-9.13cd-14.17-18; J 5,25-26; J 5,17-30 |
| 18 | CZWARTEK Wj 32,7-14; Ps 106,19-23; Ez 18,31; J 5,31-47 |
| 19 | PIĄTEK 2 Sm 7,4-5a.12-14a.16; Ps 89,2-5.27.29; Rz 4,13.16-18.22; Ps 84,5; Mt 1,16.18-21.24a (Łk 2,41-51a) |
| 20 | SOBOTA Jr 11,18-20; Ps 7,2-3.9bc-12; J 3,16; J 7,40-53 |
14 MARCA 2010
(Joz 5,9-12)
I rzekł Pan do Jozuego: Dziś zrzuciłem z was hańbę egipską. Rozłożyli się obozem Izraelici w Gilgal i tam obchodzili Paschę czternastego dnia miesiąca wieczorem, na stepach Jerycha. Następnego dnia Paschy jedli z plonu tej krainy, chleby przaśne i ziarna prażone tego samego dnia. Manna ustała następnego dnia gdy zaczęli jeść plon tej ziemi. Nie mieli już więcej Izraelici manny, lecz żywili się tego roku z plonów ziemi Kanaan.
(Ps 34,2-7)
REFREN: Skosztujcie wszyscy, jak dobry jest Pan Bóg
Będę błogosławił Pana po wieczne czasy,
Jego Chwała będzie zawsze na moich ustach.
Dusza moja chlubi się Panem,
niech słyszą to pokorni i niech się weselą.
Wysławiajcie ze mną Pana,
wspólnie wywyższajmy Jego imię.
Szukałem pomocy u Pana, a On mnie wysłuchał
i wyzwolił od wszelkiej trwogi.
Spójrzcie na Niego, a rozpromienicie się radością,
oblicza wasze nie zapłoną wstydem.
Oto zawołał biedak i Pan go usłyszał,
i uwolnił od wszelkiego ucisku.
(2 Kor 5,17-21)
Jeżeli więc ktoś pozostaje w Chrystusie, jest nowym stworzeniem. To, co dawne, minęło, a oto wszystko stało się nowe. Wszystko zaś to pochodzi od Boga, który pojednał nas z sobą przez Chrystusa i zlecił na posługę jednania. Albowiem w Chrystusie Bóg jednał z sobą świat, nie poczytując ludziom ich grzechów, nam zaś przekazując słowo jednania. Tak więc w imieniu Chrystusa spełniamy posłannictwo jakby Boga samego, który przez nas udziela napomnień. W imię Chrystusa prosimy: pojednajcie się z Bogiem. On to dla nas grzechem uczynił Tego, który nie znał grzechu, abyśmy się stali w Nim sprawiedliwością Bożą.
(Łk 15,18)
Zabiorę się i pójdę do mego ojca, i powiem: „Ojcze, zgrzeszyłem przeciw niebu i względem ciebie”.
(Łk 15,1-3.11-32)
W owym czasie zbliżali się do Jezusa wszyscy celnicy i grzesznicy, aby Go słuchać. Na to szemrali faryzeusze i uczeni w Piśmie. Ten przyjmuje grzeszników i jada z nimi. Opowiedział im wtedy następującą przypowieść: Pewien człowiek miał dwóch synów. Młodszy z nich rzekł do ojca: Ojcze, daj mi część majątku, która na mnie przypada. Podzielił więc majątek między nich. Niedługo potem młodszy syn, zabrawszy wszystko, odjechał w dalekie strony i tam roztrwonił swój majątek, żyjąc rozrzutnie. A gdy wszystko wydał, nastał ciężki głód w owej krainie i on sam zaczął cierpieć niedostatek. Poszedł i przystał do jednego z obywateli owej krainy, a ten posłał go na swoje pola żeby pasł świnie. Pragnął on napełnić swój żołądek strąkami, którymi żywiły się świnie, lecz nikt mu ich nie dawał. Wtedy zastanowił się i rzekł: Iluż to najemników mojego ojca ma pod dostatkiem chleba, a ja tu z głodu ginę. Zabiorę się i pójdę do mego ojca, i powiem mu: Ojcze, zgrzeszyłem przeciw Bogu i względem ciebie; już nie jestem godzien nazywać się twoim synem: uczyń mię choćby jednym z najemników. Wybrał się więc i poszedł do swojego ojca. A gdy był jeszcze daleko, ujrzał go jego ojciec i wzruszył się głęboko; wybiegł naprzeciw niego, rzucił mu się na szyję i ucałował go. A syn rzekł do niego: Ojcze, zgrzeszyłem przeciw Bogu i względem ciebie, już nie jestem godzien nazywać się twoim synem. Lecz ojciec rzekł do swoich sług: Przynieście szybko najlepszą szatę i ubierzcie go; dajcie mu też pierścień na rękę i sandały na nogi. Przyprowadźcie utuczone cielę i zabijcie: będziemy ucztować i bawić się, ponieważ ten mój syn był umarły, a znów ożył; zaginął, a odnalazł się. I zaczęli się bawić. Tymczasem starszy jego syn przebywał na polu. Gdy wracał i był blisko domu, usłyszał muzykę i tańce. Przywołał jednego ze sług i pytał go, co to ma znaczyć. Ten mu rzekł: Twój brat powrócił, a ojciec twój kazał zabić utuczone cielę, ponieważ odzyskał go zdrowego. Na to rozgniewał się i nie chciał wejść; wtedy ojciec jego wyszedł i tłumaczył mu. Lecz on odpowiedzał ojcu: Oto tyle lat ci służę i nigdy nie przekroczyłem twojego rozkazu; ale mnie nie dałeś nigdy koźlęcia, żebym się zabawił z przyjaciółmi. Skoro jednak wrócił ten syn twój, który roztrwonił twój majątek z nierządnicami, kazałeś zabić dla niego utuczone cielę. Lecz on mu odpowiedział: Moje dziecko, ty zawsze jesteś przy mnie i wszystko moje do ciebie należy. A trzeba się weselić i cieszyć z tego, że ten brat twój był umarły, a znów ożył, zaginął a odnalazł się.
Miłosierny ojciec nie rozlicza marnotrawnego syna z jego przeszłości, lecz przywraca mu godność – daje sandały, szaty, pierścień oraz obficie zastawiony stół zamiast strąków wykradanych świniom. To jest prawdziwa radość ojca: na nowo zasiąść do stołu wraz ze swym ocalonym synem. A starszy brat? Porządny, może wręcz nieskazitelny, nie potrafi uczestniczyć w radości ojca. Dlaczego? Może nie odkrył, że służba ojcu jest radością, może nie wpadł na to, że codzienne zasiadanie z ojcem do stołu to niewiarygodne wręcz wyróżnienie, a może po prostu zabrakło mu wdzięczności... Czy potrafię ucieszyć się z czyjegoś powrotu? Czy potrafię się ucieszyć z tego, co mam, ze stołu, który codziennie zastawia dla mnie Ojciec?
O. Przemysław Ciesielski OP & Łukasz Kubiak OP, „Oremus” Wielki Post i Triduum Paschalne 2004, s. 104
Jest to niewątpliwie jeden z najpiękniejszych fragmentów całej Biblii i w ogóle literatury. W zasadzie tekst ten nie ma żadnych precedensów w całych dziejach ludzkiej twórczości, a jeśli się nam z czymś kojarzy, to na pewno ten kojarzony tekst jest inspirowany tą przypowieścią. Tekst ten musi mieć boskie pochodzenie, gdyż żaden człowiek poza Wcielonym Bogiem nie byłby zdolny czegoś takiego wymyśleć. W miłosierdziu ojca jest bowiem zawarta wolność i miłość na miarę boskiej wszechmocy, a nie ludzkiej małoduszności. Ludzkie myślenie i odruchy reprezentuje brat syna marnotrawnego, natomiast ich ojciec to obraz Boga.
Co jest najbardziej charakterystyczne dla tej przypowieści, to całkowicie zaskakująca i nieprzewidziana reakcja ojca. Wszystkiego moglibyśmy się spodziewać, tylko nie tego! Nawet mamy wiele słusznych argumentów przeciwko takiemu postępowaniu: że rozzuchwala, że uczy nieodpowiedzialności, że jest niesprawiedliwe i krzywdzące wobec starszego, porządnego syna. Według naszych ludzkich pojęć i myślenia, są to argumenty słuszne. Ale myślenie i sposoby działania Bożego są inne.
Na szczęście inne! Albowiem wszyscy, choć może w różnym stopniu, przypominamy tego marnotrawnego syna i wszyscy, w mniejszym lub większym stopniu, potrzebujemy Bożego miłosierdzia. Niech nam się nie wydaje, że jesteśmy w sytuacji tego porządnego syna i że wszystko należy nam się samo przez się! To jest chyba największe nieporozumienie ludzkiego myślenia i pomyłka w ocenie samych siebie.
Bierze się ona chyba stąd, że próbujemy mierzyć grzech naszą ludzką, prawniczo-sądową miarą, przeliczając go na konkretne szkody, przekroczone paragrafy przykazań, zmarnowane pieniądze. Jednakże grzech to nie jest sprawa nadużyć w buchalterii, lecz zranionej miłości Boga! Co było największym bólem ojca: stracone pieniądze czy lekceważenie i zawód, jaki sprawił lekkomyślny syn? Straty materialne czy tęsknota i troska o ukochane dziecko? Do Boga trzeba zawsze przykładać miarę miłości, a nie naszych ludzkich kalkulacji i wymiernej sprawiedliwości typu: „oko za oko”. Taką postawę przyjął starszy syn.
Być może powodem, dla którego bardziej jesteśmy skłonni stanąć po jego stronie i jego rozumieć jest to, że chyba bardziej utożsamiamy się z nim, niż z tym młodszym. Uważamy, że jesteśmy w porządku, że z wszystkiego się rozliczyliśmy, nic nie zmarnowaliśmy, nikogo nie zabiliśmy, no, co najwyżej wymawia się te imiona święte czy zaklnie, ewentualnie zje kiełbasę w piątek. Jesteśmy porządni i Bóg powinien stanąć po naszej stronie, a nie zajmować się tymi wszystkimi grzesznikami. Do czarta z nimi! Kary na nich nie ma, oby z piekła nie wyszli! Przebaczyć im? Nigdy!
Czy nie za pochopnie potępiamy innych i nie za łatwo stawiamy się po stronie zbawionych? Czy nie za szybko powołujemy się na nasze rzekome zasługi i wyglądamy nagrody? Czyż nie lepiej byłoby jednak zrezygnować ze swoich wątpliwych atutów, a zdać się na miłość i miłosierdzie Boga? Co jest pewniejsze: moje skromne oszczędności czy nieskończone skarby Boga, bogatego w miłosierdzie? Co daje większe szanse na wieczność: moja „porządność” czy miłość Boga? Na czym mogę bardziej polegać: na swojej bezgrzeszności czy na przebaczeniu Ojcowskiego serca? Co rokuje większe nadzieje?
Ks. Mariusz Pohl
W literaturze polskiej posiadamy dzieło, które stanowi dobry komentarz do ewangelicznej przypowieści o miłosiernym Ojcu. Jest to dramat R. Brandstaettera, napisany w Jerozolimie w latach 1943-
„— Powiedz mi, synu, czegoś ty szukał na szerokim świecie?
— Światła szukałem, matko.
— Czy znalazłeś światło, synu?
— Tak, matko. Tutaj znalazłem, w Lejdzie.
— Więc dlaczego odszedłeś od nas, synu najukochańszy?
— Musiałem dojrzeć do tego światła, matko.
— Jak się dojrzewa do prawdziwego światła, synu?
— Trzeba bardzo cierpieć, matko.
— Bardzo cierpiałeś, synu?
— Bardzo cierpiałem, matko.
— Czy warto było cierpieć, synu?
— Warto było cierpieć, matko”.
A skoro już mowa o Brandstaetterze i nawróceniu, to trzeba jeszcze przypomnieć drugie jego dzieło <MI>Dzień Gniewu<D> dedykowane pamięci Polaków, którzy za pomoc i schronienie udzielone Żydom podczas okupacji zginęli śmiercią męczeńską z rąk hitlerowskich Kainów. Jest to wspaniałe studium odkrywania sensu tajemnicy Chrystusowego krzyża. Jeden z bohaterów dramatu, komendant SS w rozmowie ze swoim wierzącym przyjacielem wyznaje: „Nagle zrozumiałem, że dzięki twej wierze w Boga, któremu cały się oddałeś, potrafisz nawet w klęsce zachować swą godność człowieczą /.../ Wiem, kim jestem w godzinie zwycięstwa, ale nie wiem, kim jestem w godzinę klęski. A tymczasem twój Bóg rozdaje łaskę, która w porę twojego tryumfu i w porę twojej zagłady pozwala ci zachować z równym spokojem to samo oblicze i tę samą godność, i ten sam sens istnienia... Jak beznadziejne jest życie człowieka, któremu nigdy nie wolno ponieść żadnej klęski”.
Dziś próbuje się rozróżnić między wiernością a stałością. Przez wierność rozumie się trwanie przy osobie, przez stałość trwanie przy ideologii, światopoglądzie. Tym rozróżnieniem usiłuje się usprawiedliwiać tych, którzy w imię stałości zdradzają przyjaciół, i tych którzy w imię wierności porzucają dotychczasowe poglądy. Są to jednak dwie ścieżki wiodące ku przepaści i nie mają nic wspólnego z ewangeliczną drogą. W niej stałość jest wiernością, a wierność stałością. Chrystus powiedział: „Ja jestem drogą i prawdą, i życiem” /J 14, 6/. Kto jest wierny Chrystusowi, jest stały w umiłowaniu prawdy, i odwrotnie, kto nie zdradzi prawdy, jest wierny Chrystusowi.
Nawrócenie to właśnie wejście na tę jedyną drogę wierności Bogu, to moment odnalezienia swojej tożsamości. Nie jest to proces łatwy. Do światła prawdy prowadzi bowiem droga dobrowolnie przyjętej klęski i przeżytego cierpienia, droga krzyżowa.
Ks. Edward Staniek
Młodszy syn nie obraził ojca. Nie uderzył go, nie zrobił mu awantury. Odjechał z domu spokojnie. A jednak bardzo głęboko zranił ojca. Zawiódł jego zaufanie. Postawił wyżej wolność i przygodę w świecie, niż synowską miłość i kontakt z ojcem.
Ojciec kocha syna. Nie rozrywa szat, nie robi wymówek. Jak dobry pedagog szanuje wolność syna, mimo że dobrze wie, iż ten niewłaściwie ją wykorzystuje. Wierzy jednak, że to, co zainwestował w wychowanie syna, dojdzie do głosu. Syn wyciągnie wnioski ze swoich błędów.
Nie pomylił się. Syn narobił głupstw, stracił wiele, lecz wrócił do domu. Był na tyle mądry, że wiedział, w którym kierunku należy wędrować, by ocalić życie. Wiedział, że jest dom, w którym bije kochające serce ojca. To był jego skarb, którego jeszcze nie stracił, wszystko inne stracił bezpowrotnie. Wracał biedny, ale mądrzejszy. Wiedział, co można stracić poza domem. Wiedział, co to znaczy mieć kochającego ojca i co to znaczy paść cudze świnie.
Każdy nawracający się grzesznik przeżywa to samo, co marnotrawny syn. Odkrywa, że wszystkie dary otrzymane od Boga można stracić, ale nigdy nie traci się miłości, jaką Bóg nas darzy. Nigdy nie traci się prawa powrotu do Boga — nawet w kompletnej nędzy, brudzie, dźwigając na ramionach odpowiedzialność za zniszczenie całego bogactwa otrzymanego od Boga, a nierzadko zniszczenie innych ludzi. Nawrócenie jest tym gestem mądrości, która wie, w jakim kierunku trzeba wędrować, by nie zginąć w świecie; mądrości, która odkrywa niezniszczalną potęgę miłości Boga — cierpliwej i przebaczającej.
Starszy syn nie umie przebaczyć bratu. Ma do niego żal. Wstydzi się jego zachowania. Ma też żal do ojca za jego dobre serce; za to, że tak łatwo przebacza. Trzeba mieć serce wielkie, trzeba prawdziwie kochać, by przyjąć drugiego człowieka, który sam jest winien swego nieszczęścia, lecz wraca i prosi o przebaczenie. Tego wielkiego serca zabrakło bratu.
Rzecz znamienna, że młodszy brat nie liczy w ogóle na starszego. Gdyby łączyła ich miłość, mógłby liczyć na jego wstawiennictwo. On był związany więzami miłości jedynie z ojcem, a nie z bratem. Starszy brat nie jest związany miłością ani z ojcem, ani z bratem. Egoizm utrudnia mu przyjęcie brata i zrozumienie radości ojca.
Przypowieść mówi nam o przebaczającej miłości Boga, która czeka na każdego, jak czeka kochający ojciec na swego syna. Mówi również o tym, że łatwiej człowiekowi przebaczy Bóg niż ludzie, nawet najbliżsi. Umiejętność przebaczania to trudna sztuka i można ją opanować jedynie przez wejście w miłość Boga. To On może nauczyć nas przebaczać.
Czas Wielkiego Postu — to czas powrotu wielu synów marnotrawnych do Ojca. Wspomnijmy rekolekcje, spowiedź, łzy żalu i wyznanie: „Ojcze, zgrzeszyłem”. Jest to równocześnie czas przebaczenia wzajemnego, przyjmowania ludzi, którzy wracają do Boga, otwarcia dla nich własnego serca. Jeśli Bóg przebaczył twemu bratu, dlaczego ty masz mu nie przebaczyć? Nie bądź podobny do starszego syna, który z powodu pojednania grzesznego brata z ojcem, sam się z nim poróżnił. Oby czas Wielkiego Postu był czasem pojednania z Bogiem i z braćmi!
Ks. Edward Staniek
Myśl o święcie Paschy dawnym i nowym, wyrażającym pojednanie człowieka z Bogiem, uobecnia się coraz więcej w liturgii Wielkiego Postu. Pierwsze czytanie przedstawia naród wybrany, jak po długim oczyszczeniu w ciągu czterdziestoletniej wędrówki po pustyni wchodzi wreszcie do ziemi obiecanej i świętuje w radości pierwszą Paschę. Bóg przebacza mu niewierności i dotrzymuje dawnych obietnic dając Izraelowi ojczyznę, w której będzie mógł wznieść na Jego cześć świątynię.
Lecz „to, co dawne, minęło — zauważa drugie czytanie — a oto wszystko stało się nowe!” (2 Kor 5, 17). Wielką nowością jest Pascha chrześcijańska, zastępująca dawną; Pascha, w której Chrystus został ofiarowany, by pojednać ludzi z Bogiem. To już nie jest krew baranka, który zbawia ludzi, ani obrzęd obrzezania lub ofiara z owoców ziemi czyniąca ich miłymi Bogu, lecz sam Bóg osobiście sprawuje zbawienie ludzkości, oddając swojego Jednorodzonego Syna. „Albowiem w Chrystusie Bóg zjednał ze sobą świat, nie poczytując ludziom ich grzechów” (tamże 19). Tylko Bóg mógł podjąć to dzieło, tylko Jego miłość mogła je natchnąć, a miłosierdzie urzeczywistnić. Niewinny Chrystus zastąpił człowieka grzesznego. Ludzkość została uwolniona z ogromnego ciężaru win, one bowiem spadły na ramiona „Tego, który nie znał grzechu”, a którego Bóg „uczynił dla nas grzechem, abyśmy się stali w Nim sprawiedliwością Bożą” (tamże 21). Jeszcze raz Wielki Post wzywa do rozważania miłosierdzia Bożego objawionego w tajemnicy paschalnej, dzięki niej bowiem człowiek stał się w Chrystusie „nowym stworzeniem”, wolnym od grzechu, pojednanym z Bogiem, wracającym do domu Ojca.
Dwie przypowieści ewangeliczne mówią o powrocie. Jezus posługuje się nimi, by dać zrozumieć ludziom uważającym się za sprawiedliwych — uczonym w Piśmie i faryzeuszom — tajemnice miłosierdzia Bożego. Jezus przyszedł dać życie grzesznikom, ma wiec prawo ukryć się pod figurą pasterza, który zostawia trzodę i idzie szukać owcy zbłąkanej, „a znalazłszy ją, bierze z radością na ramiona” (Łk 15, 5). Chrystus szuka każdego człowieka, Jego łaska i miłość idzie za nim; jest bowiem odkupiony Jego krwią. Każdy człowiek powinien pozwolić, by Pan go dosięgnął, pochwycił i podniósł do lepszego życia.
Następną jest przypowieść o synu marnotrawnym, który opuścił dom ojca zażądawszy swojej części, by żyć w niezależności i swobodzie. Wskutek występków utracił jednak mienie i swobodę, stając się niewolnikiem namiętności i nędznym pastuchem świń. Przyczyną jego powrotu stały się wyrzuty sumienia, echo głosu Bożego. Bóg jest tym ojcem, który wyczekuje bez wytchnienia synów, co Go opuścili, i pobudza ich do powrotu cierniem doznanego zawodu i wyrzutami sumienia. A gdy zobaczy ich na drodze skruchy, wybiega naprzeciw, by przyśpieszyć pojednanie, zaofiarować im pocałunek przebaczenia i urządzić przyjęcie. W tym przyjęciu muszą uczestniczyć także synowie pozostali w domu, wierni obowiązkom więcej może ze zwyczaju niż z miłości, a więc niezdolni zrozumieć miłości ojca ku zbłąkanym braciom, jego radości z ich powrotu, i dzielić jej z nim. Zresztą wszyscy ludzie, chociaż w różny sposób i w różnej mierze, są grzesznikami. Błogosławieni ci, którzy uznając to z pokorą, odczuwają potrzebę pojednania się z Bogiem, nawracania się coraz bardziej do Jego miłości i do miłości ku braciom.
O. Gabriel od św. Marii Magdaleny, karmelita bosy
Żyć Bogiem, t. I, str. 339
15 MARCA 2010
(Iz 65,17-21)
Albowiem oto Ja stwarzam nowe niebiosa i nową ziemię; nie będzie się wspominać dawniejszych dziejów ani na myśl one nie przyjdą. Przeciwnie, będzie radość i wesele na zawsze z tego, co Ja stworzę; bo oto Ja uczynię z Jerozolimy wesele i z jej ludu - radość. Rozweselę się z Jerozolimy i rozraduję się z jej ludu. Już się nie usłyszy w niej odgłosów płaczu ni krzyku narzekania. Nie będzie już w niej niemowlęcia, mającego żyć tylko kilka dni, ani starca, który by nie dopełnił swych lat; bo najmłodszy umrze jako stuletni, a nie osiągnąć stu lat będzie znakiem klątwy. Zbudują domy i mieszkać w nich będą, zasadzą winnice i będą jedli z nich owoce.
(Ps 30,2.4-6.11-13)
REFREN: Sławię Cię, Panie, bo mnie wybawiłeś
Sławię Cię, Panie, bo mnie wybawiłeś
i nie pozwoliłeś mym wrogom naśmiewać się ze mnie.
Panie, mój Boże, z krainy umarłych wywołałeś moją duszę
i ocaliłeś mi życie spośród schodzących do grobu.
Śpiewajcie psalm wszyscy miłujący Pana
i pamiętajcie o Jego świętości.
Gniew Jego trwa tylko przez chwilę,
a Jego łaska przez całe życie.
Płacz nadchodzi z wieczora, a rankiem wesele.
Wysłuchaj mnie, Panie, zmiłuj się nade mną
Panie, bądź moją pomocą.
Zamieniłeś w taniec mój żałobny lament;
Boże mój i Panie, będę Cię sławił na wieki.
(Ps 130,5.7)
Pokładam nadzieję w Panu i w Jego słowie, u Pana jest bowiem łaska i obfite odkupienie.
(J 4,43-54)
Jezus wyszedł z Samarii i udał się do Galilei. Jezus wprawdzie sam stwierdził, że prorok nie doznaje czci we własnej ojczyźnie. Kiedy jednak przybył do Galilei, Galilejczycy przyjęli Go, ponieważ widzieli wszystko, co uczynił w Jerozolimie w czasie świąt. I oni bowiem przybyli na święto. Następnie przybył powtórnie do Kany Galilejskiej, gdzie przedtem przemienił wodę w wino. A w Kafarnaum mieszkał pewien urzędnik królewski, którego syn chorował. Usłyszawszy, że Jezus przybył z Judei do Galilei, udał się do Niego z prośbą, aby przyszedł i uzdrowił jego syna: był on bowiem już umierający. Jezus rzekł do niego: Jeżeli znaków i cudów nie zobaczycie, nie uwierzycie. Powiedział do Niego urzędnik królewski: Panie, przyjdź, zanim umrze moje dziecko. Rzekł do niego Jezus: Idź, syn twój żyje. Uwierzył człowiek słowu, które Jezus powiedział do niego, i szedł z powrotem. A kiedy był jeszcze w drodze, słudzy wyszli mu naprzeciw, mówiąc, że syn jego żyje. Zapytał ich o godzinę, o której mu się polepszyło. Rzekli mu: Wczoraj około godziny siódmej opuściła go gorączka. Poznał więc ojciec, że było to o tej godzinie, o której Jezus rzekł do niego: Syn twój żyje. I uwierzył on sam i cała jego rodzina. Ten już drugi znak uczynił Jezus od chwili przybycia z Judei do Galilei.
Jesteśmy ludźmi słabymi, grzesznymi, dlatego potrzebujemy znaków. Ale też ciągle musimy się uczyć tego, że znak jest tylko czymś, co towarzyszy słowu Boga; że to nie dla znaków Jezus przyszedł na ziemię, lecz aby nas zbawić przez swoje słowo. Jeśli otrzymujemy znaki, dowody Bożej miłości, cieszmy się i dziękujmy z całych sił. Ale przede wszystkim cieszmy się ze słowa, które codziennie Jezus kieruje do nas; słowa, które czasem karci, a czasem podnosi na duchu, ale zawsze jest słowem miłości.
O. Przemysław Ciesielski OP & Łukasz Kubiak OP, „Oremus” Wielki Post i Triduum Paschalne 2004, s. 109
„Obym, Panie, wspólnie cierpiał z Tobą po to, by wspólnie z Tobą mieć udział w chwale” (Rz 8, 17)
Człowiek musi być zbawiony zarówno od grzechu, jak i jego następstw: cierpienia i śmierci. Bez Ewangelii te gorzkie rzeczywistości są zagadką przygniatającą człowieka; tylko Chrystus może je rozjaśnić i uczynić miłymi (KDK 22). On, przyjmując na siebie odpowiedzialność za grzechy ludzkości, chciał także poddać się ich następstwom; Jego ofiara przemieniła cierpienie i śmierć — dziedzictwo grzechu — w narzędzie odkupienia, zbawienia. „Cierpiąc za nas — stwierdza Sobór Watykański II — nie tylko dał przykład, byśmy szli w Jego ślady, lecz i otworzył nam nową drogę, którą jeśli idziemy, życie i śmierć doznają uświęcenia i nabierają nowego sensu” (tamże). Chrześcijanin nie może więc uważać cierpienia za nieszczęście i na wszelki sposób starać się go uniknąć, nie może uważać go za nieubłaganą konieczność, której jest zmuszony się poddać; ani nawet nie wyłącznie za karę za grzech, lecz za środek zbawienia. Ono bowiem jest środkiem zjednoczenia z Chrystusem umarłym i zmartwychwstałym, aby odkupić grzeszną ludzkość. Cierpienie jest bramą, która wprowadza człowieka w tajemnicę paschalną Pana i pozwala mu żyć nią w jej aspekcie męki i śmierci, aby przygotować go do radości i zmartwychwstania. Niepodobna uczestniczyć w zmartwychwstaniu Chrystusa, jeśli wpierw nie cierpi się z Nim i nie umiera. Cierpienie jednak nie pociąga człowieka stworzonego dla szczęśliwości. Bóg nie gardzi jego jękami. Jezus nigdy nie odrzucił uciśnionych uciekających się do Niego. Niekiedy wystawiał na próbę ich wiarę, odnosząc się do nich z pozorną surowością, jak to miało miejsce wobec urzędnika królewskiego, błagającego o uzdrowienie syna (J 4, 46-51), lecz w końcu spieszył im z pomocą. Jakkolwiek by było, choćby Bóg nie dawał pociechy i pozwalał, aby cierpienie się nie zmniejszało, trzeba Mu nadal ufać. On sam wie najlepiej, co stanowi prawdziwe dobro człowieka. Niektóre cierpienia, jakie z punktu widzenia ludzkiego wydają się niedorzeczne i niesprawiedliwe, mają dokładnie określony cel w Jego boskich zamiarach; od ich przyjęcia może zależeć nie tylko zbawienie danego człowieka, ale też wielu jego braci. „Wiemy, że Bóg z tymi, którzy Go miłują, współdziała we wszystkim dla ich dobra” (Rz 8, 28).
O. Gabriel od św. Marii Magdaleny, karmelita bosy
Żyć Bogiem, t. I, str. 343
16 MARCA 2010
(Ez 47,1-9,12)
Podczas widzenia otrzymanego od Pana zaprowadził mnie aniał z powrotem przed wejście do świątyni, a oto wypływała woda spod progu świątyni w kierunku wschodnim, ponieważ przednia strona świątyni była skierowana ku wschodowi; a woda płynęła spod prawej strony świątyni na południe od ołtarza. I wyprowadził mnie przez bramę północną na zewnątrz i poza murami powiódł mnie od bramy zewnętrznej, skierowanej ku wschodowi. A oto woda wypływała spod prawej ściany świątyni, na południe od ołtarza. Potem poprowadził mnie ów mąż w kierunku wschodnim; miał on w ręku pręt mierniczy, odmierzył tysiąc łokci i kazał mi przejść przez wodę; woda sięgała aż do kostek. Następnie znów odmierzył tysiąc [łokci] i kazał mi przejść przez wodę: sięgała aż do kolan; i znów odmierzył tysiąc [łokci] i kazał mi przejść: sięgała aż do bioder; i znów odmierzył jeszcze tysiąc [łokci]: był tam już potok, przez który nie mogłem przejść, gdyż woda była za głęboka, była to woda do pływania, rzeka, przez którą nie można było przejść. Potem rzekł do mnie: Czy widziałeś to, synu człowieczy? I poprowadził mnie z powrotem wzdłuż rzeki. Gdy się odwróciłem, oto po obu stronach na brzegu rzeki znajdowało się wiele drzew. A On rzekł do mnie: Woda ta płynie na obszar wschodni, wzdłuż stepów, i rozlewa się w wodach słonych, i wtedy wody jego stają się zdrowe. Wszystkie też istoty żyjące, od których tam się roi, dokądkolwiek potok wpłynie, pozostają przy życiu: będą tam też niezliczone ryby, bo dokądkolwiek dotrą te wody, wszystko będzie uzdrowione. A nad brzegami potoku mają rosnąć po obu stronach różnego rodzaju drzewa owocowe, których liście nie więdną, których owoce się nie wyczerpują; każdego miesiąca będą rodzić nowe, ponieważ woda dla nich przychodzi z przybytku. Ich owoce będą służyć za pokarm, a ich liście za lekarstwo.
(Ps 46,2-3.5-6.8-9)
REFREN: Pan Bóg Zastępów jest dla nas obroną
Bóg jest dla nas ucieczką i mocą:
najpewniejszą pomocą w trudnościach.
Przeto nie będziemy się bali, choćby zatrzęsła się ziemia
i góry zapadały w otchłanie morza.
Nurty rzeki rozweselają miasto Boże,
najświętszy przybytek Najwyższego.
Bóg jest w jego wnętrzu, więc się nie zachwieje,
Bóg je wspomaga o świcie.
Pan Zastępów jest z nami,
Bóg Jakuba jest naszą obroną.
Przyjdźcie, zobaczcie dzieła Pana,
zdumiewające dzieła, których dokonał na ziemi.
(J 4,42.15)
Panie, Ty jesteś prawdziwie Zbawicielem świata, daj nam wody żywej, byśmy nie pragnęli.
(J 5,1-3a.5-16)
Było święto żydowskie i Jezus udał się do Jerozolimy. W Jerozolimie zaś znajduje się sadzawka Owcza, nazwana po hebrajsku Betesda, zaopatrzona w pięć krużganków. Wśród nich leżało mnóstwo chorych: niewidomych, chromych, sparaliżowanych. Znajdował się tam pewien człowiek, który już od lat trzydziestu ośmiu cierpiał na swoją chorobę. Gdy Jezus ujrzał go leżącego i poznał, że czeka już długi czas, rzekł do niego: Czy chcesz stać się zdrowym? Odpowiedział Mu chory: Panie, nie mam człowieka, aby mnie wprowadził do sadzawki, gdy nastąpi poruszenie wody. Gdy ja sam już dochodzę, inny wchodzi przede mną. Rzekł do niego Jezus: Wstań, weź swoje łoże i chodź! Natychmiast wyzdrowiał ów człowiek, wziął swoje łoże i chodził. Jednakże dnia tego był szabat. Rzekli więc Żydzi do uzdrowionego: Dziś jest szabat, nie wolno ci nieść twojego łoża. On im odpowiedział: Ten, który mnie uzdrowił, rzekł do mnie: Weź swoje łoże i chodź. Pytali go więc: Cóż to za człowiek ci powiedział: Weź i chodź? Lecz uzdrowiony nie wiedział, kim On jest; albowiem Jezus odsunął się od tłumu, który był w tym miejscu. Potem Jezus znalazł go w świątyni i rzekł do niego: Oto wyzdrowiałeś. Nie grzesz już więcej, aby ci się coś gorszego nie przydarzyło. Człowiek ów odszedł i doniósł Żydom, że to Jezus go uzdrowił. I dlatego Żydzi prześladowali Jezusa, że to uczynił w szabat.
„Panie, nie mam człowieka...” – skarżył się Jezusowi chory nad sadzawką Betesda. Dzisiejsza Ewangelia to naprawdę Dobra Nowina dla wszystkich, którzy nie są w stanie wziąć udziału w wyścigu po karierę i zaszczyty, dla wszystkich, którzy są jakby śmieciem tego świata, którzy marnieją w mrokach osamotnienia. To Jezus przynosi wybawienie. Zaś prawdziwe, uzdrawiające spotkanie z Nim dokonuje się w najgłębszej samotności – w przestrzeni serca, do której nikt inny, nawet najbardziej kochany człowiek nie ma dostępu.
O. Przemysław Ciesielski OP & Łukasz Kubiak OP, „Oremus” Wielki Post i Triduum Paschalne 2004, s. 112
O Panie, łaskawość Twoja nad nami potężna, a Twoja wierność trwa na wieki (Ps 117, 2)
Człowiek bez łaski trwa w bezpłodności śmierci, w niemocy paraliżu. Lecz kiedy łaska go dosięgnie, rozkwita w nim życie, a jest to życie Boże: przyjaźń, zjednoczenie z Bogiem, świętość. Sam Bóg, Jeden w trzech Osobach, udzielając człowiekowi łaski zakłada w nim swoje mieszkanie: „Jeśli Mnie kto miłuje... Ojciec mój umiłuje go, i przyjdziemy do niego i będziemy w nim przebywać” (J 14, 23). Jest to niewysłowiona rzeczywistość dokonująca się w każdym człowieku żyjącym w łasce i miłości. Bóg jednak nie odda się całkowicie człowiekowi, nie przemieni go w siebie, nie zjednoczy się z nim, dopóki ten nie uwolni się od wszystkiego, co sprzeciwia się Bożej woli. Nie tylko grzech, lecz nawet najmniejsze dobrowolne błędy, niedoskonałości i świadome niewierności są przeciwne woli i doskonałości Boga. Bóg nie może chcieć tych rzeczy ani też nie może dopuścić do doskonałego zjednoczenia z sobą człowieka, który jest nimi obciążony. Tak więc współpraca człowieka z działaniem łaski polega przede wszystkim na uwolnieniu się, przy pomocy samej łaski, od wszystkiego, co się Bogu sprzeciwia. Człowiek, uczy św. Jan od Krzyża, przygotowuje się do zjednoczenia z Bogiem „zdobywając czystość i miłość, która polega na całkowitym ogołoceniu i wyrzeczeniu się wszystkiego dla Boga” (Dr, II, 5, 8). Czystość i miłość idą w parze. Im więcej człowiek miłuje Boga, tym łatwiej może wyrzec się wszelkiego przywiązania do siebie samego i do stworzeń, walczyć i zwyciężać błędy i niedoskonałości, osiągając w ten sposób wielką wewnętrzną czystość. Ponadto, im większa czystość, tym gorętsza miłość. Człowiek oczyszczony może skupić na Bogu wszystkie swoje siły. Czystość i miłość przeplatają się i uzupełniają nawzajem, aż staną się nierozerwalne, bowiem „kochać, to znaczy starać się dla miłości Boga wyrzec i ogołocić się ze wszystkiego, co nie jest Bogiem” (tamże 7). Trudny program, lecz możliwy, ponieważ wolę chrześcijanina wspomaga uzdrawiająca i ożywiająca moc łaski, ponieważ Bóg, obecny w nim, podtrzymuje jego wysiłki, a zapraszając go do zjednoczenia z sobą ułatwia mu do siebie drogę.
O. Gabriel od św. Marii Magdaleny, karmelita bosy
Żyć Bogiem, t. I, str. 346
17 MARCA 2010
(Iz 49,8-15)
Tak mówi Pan: Gdy nadejdzie czas mej łaski, wysłucham cię, w dniu zbawienia przyjdę ci z pomocą. A ukształtowałem cię i ustanowiłem przymierzem dla ludu, aby odnowić kraj, aby rozdzielić spustoszone dziedzictwa, aby rzec więźniom: Wyjdźcie na wolność! marniejącym w ciemnościach: Ukażcie się! Oni będą się paśli przy wszystkich drogach, na każdym bezdrzewnym wzgórzu będzie ich pastwisko. Nie będą już łaknąć ni pragnąć, i nie porazi ich wiatr upalny ni słońce, bo ich poprowadzi Ten, co się lituje nad nimi, i zaprowadzi ich do tryskających zdrojów. Wszystkie me góry zamienię na drogę, i moje gościńce wzniosą się wyżej. Oto ci przychodzą z daleka, oto tamci z Północy i z Zachodu, a inni z krainy Sinitów. Zabrzmijcie weselem, niebiosa! Raduj się, ziemio! Góry, wybuchnijcie radosnym okrzykiem! Albowiem Pan pocieszył swój lud, zlitował się nad jego biednymi. Mówił Syjon: Pan mnie opuścił, Pan o mnie zapomniał. Czyż może niewiasta zapomnieć o swym niemowlęciu, ta, która kocha syna swego łona? A nawet, gdyby ona zapomniała, Ja nie zapomnę o tobie.
(Ps 145,8-9.13cd-14.17-18)
REFREN: Pan jest łaskawy, pełen miłosierdzia
Pan jest łagodny i miłosierny,
nieskory do gniewu i bardzo łaskawy.
Pan jest dobry dla wszystkich,
a Jego miłosierdzie nad wszystkim, co stworzył.
Pan jest wierny we wszystkich swoich słowach
i we wszystkich dziełach swoich święty.
Pan podtrzymuje wszystkich, którzy upadają,
i podnosi wszystkich zgnębionych.
Pan jest sprawiedliwy na wszystkich swych drogach
i łaskawy we wszystkich swoich dziełach.
Pan jest blisko wszystkich, który Go wzywają,
wszystkich wzywających Go szczerze.
(J 5,25-26)
Ja jestem zmartwychwstanie i życie, kto wierzy we Mnie, nie umrze na wieki.
(J 5,17-30)
Żydzi prześladowali Jezusa, ponieważ uzdrowił w szabat. Lecz Jezus im odpowiedział: Ojciec mój działa aż do tej chwili i Ja działam. Dlatego więc usiłowali Żydzi tym bardziej Go zabić, bo nie tylko nie zachowywał szabatu, ale nadto Boga nazywał swoim Ojcem, czyniąc się równym Bogu. W odpowiedzi na to Jezus im mówił: Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Syn nie mógłby niczego czynić sam od siebie, gdyby nie widział Ojca czyniącego. Albowiem to samo, co On czyni, podobnie i Syn czyni. Ojciec bowiem miłuje Syna i ukazuje Mu to wszystko, co On sam czyni, i jeszcze większe dzieła ukaże Mu, abyście się dziwili. Albowiem jak Ojciec wskrzesza umarłych i ożywia, tak również i Syn ożywia tych, których chce. Ojciec bowiem nie sądzi nikogo, lecz cały sąd przekazał Synowi, aby wszyscy oddawali cześć Synowi, tak jak oddają cześć Ojcu. Kto nie oddaje czci Synowi, nie oddaje czci Ojcu, który Go posłał. Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Kto słucha słowa mego i wierzy w Tego, który Mnie posłał, ma życie wieczne i nie idzie na sąd, lecz ze śmierci przeszedł do życia. Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam, że nadchodzi godzina, nawet już jest, kiedy to umarli usłyszą głos Syna Bożego, i ci, którzy usłyszą, żyć będą. Podobnie jak Ojciec ma życie w sobie, tak również dał Synowi: mieć życie w sobie samym. Przekazał Mu władzę wykonywania sądu, ponieważ jest Synem Człowieczym. Nie dziwcie się temu! Nadchodzi bowiem godzina, w której wszyscy, którzy spoczywają w grobach, usłyszą głos Jego: a ci, którzy pełnili dobre czyny, pójdą na zmartwychwstanie życia; ci, którzy pełnili złe czyny - na zmartwychwstanie potępienia. Ja sam z siebie nic czynić nie mogę. Tak, jak słyszę, sądzę, a sąd mój jest sprawiedliwy; nie szukam bowiem własnej woli, lecz woli Tego, który Mnie posłał.
Ojciec i Syn stanowią jedno w Duchu Świętym. Kto wierzy w Ojca, a odrzuca Syna, wybiera drogę, która wiedzie „na zmartwychwstanie potępienia”. Kto zaś wierzy, że Ojciec posłał Syna, kto przyjmuje całym sercem Jego słowo – ten podejmuje czyny miłości, które prowadzą go na zmartwychwstanie życia. Jeśli więc oddajemy cześć Ojcu i Synowi – już teraz jesteśmy ożywiani łaską Ducha Świętego, już teraz nasze serca „wybuchają radosnym okrzykiem” na cześć miłosiernego Boga.
O. Przemysław Ciesielski OP & Łukasz Kubiak OP, „Oremus” Wielki Post i Triduum Paschalne 2004, s. 117
Panie, cierpienie obracasz w radość; wyrzeczenie w zmartwychwstanie życia (Ps 30,12; J 5,29)
Bóg nie stworzył człowieka dla cierpienia, dla wyrzeczenia, lecz dla szczęśliwości, dla życia; nie dla szczęśliwości i życia przemijającego na ziemi, lecz dla wiecznego, nieustającego, jakie można znaleźć tylko w Nim. Zmysły ludzkie nie mogą Boga dosięgnąć, bo rzeczy ziemskie uciskają człowieka i pociągają ze wszystkich stron, skłaniając go, by w nich szukał swej szczęśliwości. Dlatego trzeba kierować i umartwiać zmysły, ujarzmiając nieuporządkowane skłonności do radowania się i do szukania przyjemności w stworzeniach. Św. Jan od Krzyża od tego, kto pragnie osiągnąć pełność życia w Bogu, wymaga, zgodnie z Ewangelią, aby przyzwyczajał się stopniowo wyrzekać się „wszelkich upodobań, jakie nasuwają się zmysłom, jeśli nie zmierzają wprost do czci i chwały Bożej... dla miłości Jezusa Chrystusa, który w tym życiu nie chciał ani nie miał innego upodobania oprócz pełnienia woli swego Ojca i to nazywał swoim pokarmem” (Dr. I, 13, 4). Należy więc pokładać swą radość i upodobanie nie w przyjemnościach zmysłowych, zadowalających egoizm, miłość własną, przywiązanie do stworzeń; trzeba ją pokładać w woli Boga i w tym, co się Jemu podoba. Człowiek duchowy winien starać się zmienić kierunek swojej radości, odwracając ją od dóbr ziemskich, a zwracając stanowczo do Boga, aby móc powtórzyć za Jezusem: „Zawsze czynię to, co się Jemu podoba” (J 8, 29). Jezus mówiąc o swoim posłannictwie stwierdzał: „Sąd mój jest sprawiedliwy; nie szukam bowiem własnej woli, lecz woli Tego, który mnie posłał” (J 5, 30). Podobne sądy chrześcijanina, jego postępowanie i wybory jakich dokonuje, są słuszne, jeśli szuka zawsze i we wszystkim woli Bożej, tego co się Bogu podoba i przynosi Mu chwalę, nawet jeśli dzieje się to kosztem jego natury i wymaga rezygnacji. I chociaż człowiek pozbawia się wielu przyjemności zmysłowych, ziemskich, to jednak zdobywa coraz większą wolność ducha, która mu pomaga tak używać rzeczy i tak kochać stworzenia, aby nie oddawać się im w niewolę ani nie zatrzymywać na nich w drodze do Boga.
O. Gabriel od św. Marii Magdaleny, karmelita bosy
Żyć Bogiem, t. I, str. 350
18 MARCA 2010
(Wj 32,7-14)
Pan rzekł do Mojżesza: Zstąp na dół, bo sprzeniewierzył się lud twój, który wyprowadziłeś z ziemi egipskiej. Bardzo szybko odwrócili się od drogi, którą im nakazałem, i utworzyli sobie posąg cielca ulanego z metalu i oddali mu pokłon, i złożyli mu ofiary, mówiąc: Izraelu, oto twój bóg, który cię wyprowadził z ziemi egipskiej. I jeszcze powiedział Pan do Mojżesza: Widzę, że lud ten jest ludem o twardym karku. Zostaw Mnie przeto w spokoju, aby rozpalił się gniew mój na nich. Chcę ich wyniszczyć, a ciebie uczynić wielkim ludem. Mojżesz jednak zaczął usilnie błagać Pana, Boga swego, i mówić: Dlaczego, Panie, płonie gniew Twój przeciw ludowi Twemu, który wyprowadziłeś z ziemi egipskiej wielką mocą i silną ręką? Czemu to mają mówić Egipcjanie: W złym zamiarze wyprowadził ich, chcąc ich wygubić w górach i wygładzić z powierzchni ziemi? Odwróć zapalczywość Twego gniewu i zaniechaj zła, jakie chcesz zesłać na Twój lud. Wspomnij na Abrahama, Izaaka i Izraela, Twoje sługi, którym przysiągłeś na samego siebie, mówiąc do nich: Uczynię potomstwo wasze tak liczne jak gwiazdy niebieskie, i całą ziemię, o której mówiłem, dam waszym potomkom, i posiądą ją na wieki. Wówczas to Pan zaniechał zła, jakie zamierzał zesłać na swój lud.
(Ps 106,19-23)
REFREN: Przebacz, o Panie, swojemu ludowi
U stóp Horebu zrobili cielca
i pokłon oddawali bożkowi odlanemu ze złota.
I zamienili swą chwałę
na podobiznę cielca jedzącego siano.
Zapomnieli Boga, który ich ocalił,
który wielkich rzeczy dokonał w Egipcie,
rzeczy przedziwnych w krainie Chama,
zdumiewających nad Morzem Czerwonym.
Postanowił ich zatem wytracić,
gdyby nie Mojżesz, Jego wybraniec;
on wstawił się do Niego,
aby odwrócił swój gniew, by ich nie niszczył.
(Ez 18,31)
Odrzućcie od siebie wszystkie grzechy i utwórzcie sobie nowe serce i nowego ducha.
(J 5,31-47)
Jezus powiedział do Zydów: Gdybym Ja wydawał świadectwo o sobie samym, sąd mój nie byłby prawdziwy. Jest przecież ktoś inny, kto wydaje sąd o Mnie; a wiem, że sąd, który o mnie wydaje, jest prawdziwy. Wysłaliście poselstwo do Jana i on dał świadectwo prawdzie. Ja nie zważam na świadectwo człowieka, ale mówię to, abyście byli zbawieni. On był lampą, co płonie i świeci, wy zaś chcieliście radować się krótki czas jego światłem. Ja mam świadectwo większe od Janowego. Są to dzieła, które Ojciec dał Mi do wykonania; dzieła, które czynię, świadczą o Mnie, że Ojciec Mnie posłał. Ojciec, który Mnie posłał, On dał o Mnie świadectwo. Nigdy nie słyszeliście ani Jego głosu, ani nie widzieliście Jego oblicza; nie macie także słowa Jego, trwającego w was, bo wyście nie uwierzyli w Tego, którego On posłał. Badacie Pisma, ponieważ sądzicie, że w nich zawarte jest życie wieczne: to one właśnie dają o Mnie świadectwo. A przecież nie chcecie przyjść do Mnie, aby mieć życie. Nie odbieram chwały od ludzi, ale wiem o was, że nie macie w sobie miłości Boga. Przyszedłem w imieniu Ojca mego, a nie przyjęliście Mnie. Gdyby jednak przybył kto inny we własnym imieniu, to byście go przyjęli. Jak możecie uwierzyć, skoro od siebie wzajemnie odbieracie chwałę, a nie szukacie chwały, która pochodzi od samego Boga? Nie mniemajcie jednak, że to Ja was oskarżę przed Ojcem. Waszym oskarżycielem jest Mojżesz, w którym wy pokładacie nadzieję. Gdybyście jednak uwierzyli Mojżeszowi, to byście i Mnie uwierzyli. O Mnie bowiem on pisał. Jeżeli jednak jego pismom nie wierzycie, jakżeż moim słowom będziecie wierzyli?
Bóg, wybierając nas, zaprasza do wyruszenia w drogę, której kresu nie znamy – możemy jedynie zaufać Jego słowu. Izraelici, choć wyruszyli, posłuszni wezwaniu, potem zrobili sobie cielca, ponieważ chcieli mieć boga bliskiego, którego można zobaczyć i dotknąć. Jednak nie zdawali sobie sprawy, że taki bóg nie zaprowadzi ich do ziemi obiecanej. Również my tworzymy sobie wyobrażenia Boga, które okazują się złudne, gdyż wymyślony przez nas bóg nie działa i nie kocha. Jedyną pewną drogą jest dla nas spojrzenie w oblicze Chrystusa.
O. Andrzej Kuśmierski OP, „Oremus” Wielki Post i Triduum Paschalne 2002, s. 120-121
„Wysławiam Cię, Ojcze... że zakryłeś te rzeczy przed mądrymi i roztropnymi, a objawiłeś je prostaczkom” (Łk 10, 21)
Faryzeusze szczycili się, że wierzą w Mojżesza, lecz w rzeczywistości nie rozumieli jego ducha ani nie naśladowali jego przykładów. Mojżesz nie chciał stać się przywódcą wielkiego narodu, mimo że chodziło o ocalenie jego ludu (Wj 32, 7-14). Faryzeusze natomiast zaniedbywali dobro narodu, starając się jedynie o własną chwalę. Nie zrozumiawszy Mojżesza, nie rozumieli również Mesjasza, którego on zapowiedział i przedstawiał swoim postępowaniem; dlatego Jezus ich upomina: „Gdybyście uwierzyli Mojżeszowi, tobyście i Mnie uwierzyli” (J 5, 46). Nie można twierdzić, że się wierzy komuś, a równocześnie odrzucać jego naukę i przykłady. Niestety, nierzadka to sprzeczność nawet wśród chrześcijan. A może ona się skończyć odrzuceniem Ewangelii, głoszącej pokorę i służbę.
Pokusa może nieraz podsuwać myśl, że na to, aby czynić dobrze, trzeba zajmować ważne i uprzywilejowane miejsce; Jezus natomiast mówił i działał całkiem przeciwnie. Swoich uczniów nauczał wybierać ostatnie miejsce i służyć innym, nawet gdyby byli powołani do wykonywania odpowiedzialnych obowiązków. Pan właśnie podczas Ostatniej Wieczerzy powiedział: „Największy między wami niech będzie jak najmłodszy, a przełożony jak sługa”, i aby ich zachęcić dodawał: „Ja jestem pośród was jak ten, kto służy” (Łk 22, 26-27). Całe życie Chrystusa było służbą Ojcu i ludziom. Lecz On chciał dać jeszcze bardziej dobitny tego przykład: Apostołowie widzą, jak klęka przed każdym, by wykonać najpokorniejszy akt służebny: „umywać nogi” (J 13, 5). Proroctwa mówiły o Mesjaszu „Sługa Pański”, lecz Jezus przedstawia się również jako sługa ludzi i żąda od swoich uczniów, aby czynili podobnie.
Wybór ostatniego miejsca dla służby braciom jest czymś stałym w Ewangelii; zapomnieć o tym znaczy odrzucić tajemnicę Chrystusa. On „istniejąc w postaci Bożej” nie chciał podkreślać swego Bóstwa, by pozyskać ludzi, „lecz ogołocił samego siebie, przyjąwszy postać sługi” (Flp 2, 7), stając się podobnym do najbiedniejszych, najbardziej wzgardzonych, zstępując do ich poziomu i równając się z nimi.
O. Gabriel od św. Marii Magdaleny, karmelita bosy
Żyć Bogiem, t. I, str. 353
19 MARCA 2010
(2 Sm 7,4-5a.12-14a.16)
Pan skierował do Natana następujące słowa: Idź i powiedz mojemu słudze, Dawidowi: To mówi Pan: Czy ty zbudujesz Kiedy wypełnią się twoje dni i spoczniesz obok swych przodków, wtedy wzbudzę po tobie potomka twojego, który wyjdzie z twoich wnętrzności, i utwierdzę jego królestwo. On zbuduje dom imieniu memu, a Ja utwierdzę tron jego królestwa na wieki. Ja będę mu ojcem, a on będzie Mi synem. Przede Mną dom twój i twoje królestwo będzie trwać na wieki. Twój tron będzie utwierdzony na wieki.
(Ps 89,2-5.27.29)
REFREN: Jego potomstwo będzie trwało wiecznie
Będę na wieki śpiewał o łasce Pana,
moimi ustami Twą wierność będę głosił przez wszystkie pokolenia.
Albowiem powiedziałeś: „Na wieki ugruntowana jest łaska”,
utrwaliłeś swą wierność w niebiosach.
Zawarłem przymierze z moim wybrańcem,
przysiągłem mojemu słudze, Dawidowi:
„Utrwalę twoje potomstwo na wieki
i tron twój umocnię na wszystkie pokolenia”.
„On będzie wołał do Mnie: "Tyś jest Ojcem moim,
moim Bogiem, Opoką mego zbawienia".
„Na wieki zachowam dla niego łaskę
i trwałe z nim będzie moje przymierze”.
(Rz 4,13.16-18.22)
Nie od [wypełnienia] Prawa została uzależniona obietnica dana Abrahamowi i jego potomstwu, że będzie dziedzicem świata, ale od usprawiedliwienia z wiary. I stąd to [dziedzictwo] zależy od wiary, by było z łaski i aby w ten sposób obietnica pozostała nienaruszona dla całego potomstwa, nie tylko dla potomstwa opierającego się na Prawie, ale i dla tego, które ma wiarę Abrahama. On to jest ojcem nas wszystkich - jak jest napisane: Uczyniłem cię ojcem wielu narodów - przed obliczem Boga. Jemu on uwierzył jako Temu, który ożywia umarłych i to, co nie istnieje, powołuje do istnienia. On to wbrew nadziei uwierzył nadziei, że stanie się ojcem wielu narodów zgodnie z tym, co było powiedziane: takie będzie twoje potomstwo. Dlatego też poczytano mu to za sprawiedliwość.
(Ps 84,5)
Szczęśliwi, którzy mieszkają w domu Twoim, Panie, będą Ciebie wychwalali na wieki.
(Mt 1,16.18-21.24a)
Jakub był ojcem Józefa, męża Maryi, z której narodził się Jezus, zwany Chrystusem. Z narodzeniem Jezusa Chrystusa było tak. Po zaślubinach Matki Jego, Maryi, z Józefem, wpierw nim zamieszkali razem, znalazła się brzemienną za sprawą Ducha Świętego. Mąż Jej, Józef, który był człowiekiem sprawiedliwym i nie chciał narazić Jej na zniesławienie, zamierzał oddalić Ją potajemnie. Gdy powziął tę myśl, oto anioł Pański ukazał mu się we śnie i rzekł: Józefie, synu Dawida, nie bój się wziąć do siebie Maryi, twej Małżonki; albowiem z Ducha Świętego jest to, co się w Niej poczęło. Porodzi Syna, któremu nadasz imię Jezus, On bowiem zbawi swój lud od jego grzechów . Zbudziwszy się ze snu, Józef uczynił tak, jak mu polecił anioł Pański.
lub
(Łk 2,41-51a)
Rodzice Jezusa chodzili co roku do Jerozolimy na Święto Paschy. Gdy miał lat dwanaście, udali się tam zwyczajem świątecznym. Kiedy wracali po skończonych uroczystościach, został Jezus w Jerozolimie, a tego nie zauważyli Jego Rodzice. Przypuszczając, że jest w towarzystwie pątników, uszli dzień drogi i szukali Go wśród krewnych i znajomych. Gdy Go nie znaleźli, wrócili do Jerozolimy szukając Go. Dopiero po trzech dniach odnaleźli Go w świątyni, gdzie siedział między nauczycielami, przysłuchiwał się im i zadawał pytania. Wszyscy zaś, którzy Go słuchali, byli zdumieni bystrością Jego umysłu i odpowiedziami. Na ten widok zdziwili się bardzo, a Jego Matka rzekła do Niego: Synu, czemuś nam to uczynił? Oto ojciec Twój i ja z bólem serca szukaliśmy Ciebie. Lecz On im odpowiedział: Czemuście Mnie szukali? Czy nie wiedzieliście, że powinienem być w tym, co należy do mego Ojca? Oni jednak nie zrozumieli tego, co im powiedział. Potem poszedł z nimi i wrócił do Nazaretu; i był im poddany.
Był młodym mężczyzną i miał cudowną narzeczoną, z którą związał swe życiowe plany, pomysły na to, jak być szczęśliwym. I nagle to wszystko się zawaliło – co gorsza, okazało się, że sprawcą tego był Bóg! Józef, który – w przeciwieństwie do Maryi – nie był niepokalanie poczęty, musiał stoczyć wewnętrzną walkę, by podjąć decyzję wiary i zaufać Bogu, który w tym momencie wydawał się jego przeciwnikiem. Wiara pozwoliła mu jednak zobaczyć, że Bóg nie tylko spełnia swe obietnice, ale jednocześnie ludzkie pragnienia, i to w sposób przekraczający naszą wyobraźnię.
O. Przemysław Ciesielski OP & Łukasz Kubiak OP, „Oremus” Wielki Post i Triduum Paschalne 2004, s. 95
Liturgia dzisiejsza ku czci św. Józefa ukazuje jasno cechy tego pokornego i cichego człowieka, który zajął pierwszoplanowe miejsce przy włączeniu Syna Bożego w historię. Potomek Dawida — „syn Dawida” jak go nazywa Ewangelia (Mt 1, 20) — łączy on Chrystusa z tym pokoleniem, z którego Izrael oczekiwał Mesjasza. Przez pokornego cieślę z Nazaretu wypełnia się w ten sposób proroctwo uczynione Dawidowi: „Przede Mną dom twój i twoje królestwo będzie trwać na wieki. Tron twój będzie utwierdzony na wieki” (2 Sm 7, 16; I czytanie). Józef nie jest naturalnym ojcem Jezusa, ponieważ nie dał Mu życia, lecz jest ojcem dziewiczym, który z polecenia Bożego wypełnia względem Jezusa misję prawną: nadaje Mu imię, włącza Go do rodu, opiekuje się Nim, stara się o Jego utrzymanie. A ta styczność, tak zażyła, z Jezusem wynika z jego zaślubin z Maryją.
Józef jest człowiekiem „sprawiedliwym” (Mt 1, 19), jemu została powierzona misja dziewiczego oblubieńca najwspanialszej istoty wśród stworzeń i misja dziewiczego ojca Syna Najwyższego. On jest „sprawiedliwy” w całym znaczeniu słowa wyrażającego doskonałą cnotę, świętość. Jest to zatem sprawiedliwość, która ogarnia całą istotę poprzez doskonałą czystość serca i życia, przez całkowite, przylgnięcie do Boga, do Jego woli. A to wszystko w ramach życia niezwykle pokornego, ukrytego, ale jaśniejącego wiarą i miłością. „Sprawiedliwy z wiary żyć będzie” (Rz 1, 17); a Józef, „sprawiedliwy” w całym tego słowa znaczeniu, żyje doskonale tą cnotą.
Drugie czytanie (Rz 4, 13. 16—18. 22) bardzo tu stosownie mówi o wierze Abrahama, ukazując ją jako typ i figurę wiary Józefa. Abraham uwierzył „wbrew nadziei” (tamże 18), że stanie się ojcem licznego potomstwa, i nie przestał w to wierzyć nawet wówczas, kiedy z posłuszeństwa rozkazowi Bożemu miał złożyć w ofierze jedynego syna. Józef wobec niepojętej tajemnicy macierzyństwa uwierzył słowu Anioła: „z Ducha Świętego jest, co się w Niej poczęło” (Mt 1, 20), i stłumiwszy wszelkie wątpliwości posłuchał jego rozkazu: „nie bój się wziąć do siebie Maryi, twej małżonki” (tamże). Jeszcze bardziej niż Abraham musiał wierzyć w to, co po ludzku mówiąc było nie do pomyślenia: macierzyństwo dziewicy, wcielenie Syna Bożego. Przez swą wiarę i posłuszeństwo zasłużył sobie, że te wielkie tajemnice dokonały się pod jego dachem.
O. Gabriel od św. Marii Magdaleny, karmelita bosy
Żyć Bogiem, t. I, str. 631
20 MARCA 2010
(Jr 11,18-20)
Pan mnie pouczył i dowiedziałem się; wtedy przejrzałem ich postępki. Ja zaś jak potulny baranek, którego prowadzą na zabicie, nie wiedziałem, że powzięli przeciw mnie zgubne plany: Zniszczmy drzewo wraz z jego mocą, zgładźmy go z ziemi żyjących, a jego imienia niech już nikt nie wspomina! Lecz Pan Zastępów jest sprawiedliwym sędzią, bada nerki i serce. Chciałbym zobaczyć Twoją zemstę nad nimi, albowiem Tobie powierzam moją sprawę.
(Ps 7,2-3.9bc-12)
REFREN: Panie, mój Boże, Tobie zaufałem
Panie, Boże mój, do Ciebie się uciekam,
wybaw mnie i uwolnij od wszystkich prześladowców,
zanim jak lew ktoś nie porwie i nie rozszarpie mej duszy,
gdy zabraknie wybawcy.
Panie, przyznaj mi słuszność według mej sprawiedliwości
i niewinności, która jest we mnie.
Niech ustanie nieprawość występnych, a sprawiedliwego umocnij
Boże sprawiedliwy, który przenikasz serca i sumienia.
Bóg jest dla mnie tarczą
co zbawia ludzi prostego serca.
Bóg sędzia sprawiedliwy,
Bóg codziennie pałający gniewem.
(J 3,16)
Tak Bóg umiłował świat, że dal swojego Syna Jednorodzonego; każdy, kto w Niego wierny, ma życie wieczne.
(J 7,40-53)
Wśród słuchających Go tłumów odezwały się głosy: Ten prawdziwie jest prorokiem. Inni mówili: To jest Mesjasz. Ale - mówili drudzy - czyż Mesjasz przyjdzie z Galilei? Czyż Pismo nie mówi, że Mesjasz będzie pochodził z potomstwa Dawidowego i z miasteczka Betlejem? I powstało w tłumie rozdwojenie z Jego powodu. Niektórzy chcieli Go nawet pojmać, lecz nikt nie odważył się podnieść na Niego ręki. Wrócili więc strażnicy do arcykapłanów i faryzeuszów, a ci rzekli do nich: Czemuście Go nie pojmali? Strażnicy odpowiedzieli: Nigdy jeszcze nikt nie przemawiał tak, jak ten człowiek przemawia. Odpowiedzieli im faryzeusze: Czyż i wy daliście się zwieść? Czy ktoś ze zwierzchników lub faryzeuszów uwierzył w Niego? A ten tłum, który nie zna Prawa, jest przeklęty. Odezwał się do nich jeden spośród nich, Nikodem, ten, który przedtem przyszedł do Niego: Czy Prawo nasze potępia człowieka, zanim go wpierw przesłucha, i zbada, co czyni? Odpowiedzieli mu: Czy i ty jesteś z Galilei? Zbadaj, zobacz, że żaden prorok nie powstaje z Galilei. I rozeszli się - każdy do swego domu.
Faryzeusze czekają na Mesjasza, studiują słowo Boże, a nie dostrzegają, że Ono stało się ciałem. Oni już wszystko wiedzą i dlatego nie słyszą, że Jezus przemawia inaczej niż wszyscy prorocy, mędrcy czy fałszywi mesjasze. Natomiast ludzie prości, którzy „nie wszystko wiedzą” – tłum, strażnicy, a także faryzeusz Nikodem (ów „nocny czciciel słowa”) – są otwarci na moc Chrystusa, pozwalają, by ziarno Jego słowa padło na glebę ich serc i wydało plon wiary.
O. Przemysław Ciesielski OP & Łukasz Kubiak OP, „Oremus” Wielki Post i Triduum Paschalne 2004, s. 131
O Chryste, Ty cierpiałeś za nas i zostawiłeś nam wzór, spraw, abym szedł Twoimi śladami (1 P 2,21)
„Cieszcie się, im bardziej jesteście uczestnikami cierpień Chrystusowych — mówi św. Piotr — abyście się cieszyli i radowali przy objawieniu się Jego chwały” (1 P 4, 13). Świadomość uczestnictwa w męce Pana czyni chrześcijanina mężnym, pogodnym, a nawet radosnym w cierpieniach. Jego cierpienie nie jest ciemne, rozpaczliwe; umacnia je i oświeca nadzieja. Te okoliczności bolesne, nierozwiązywalne od strony ludzkiej, znajdują podporę i wyjaśnienie w tajemnicy Chrystusa. On ściśle jednoczy z sobą tych wszystkich, co przechodzą przez Jego mękę. Dlatego cierpienie niewinnych nie jest już absurdem, lecz upodobnieniem do Niewinnego ukrzyżowanego.
W tej perspektywie cierpliwość chrześcijańska jest nie tyle cnotą moralną, ile raczej warunkiem uczestnictwa w tajemnicy Chrystusa. Kto nie wchodzi w tajemnicę Jego męki i śmierci, nie wchodzi również w tajemnicę Jego zmartwychwstania. Jeśli życie wieczne będzie pełnią zmartwychwstania w Chrystusie, to życie ziemskie jest tylko wstępem, ponieważ przeważa w nim zanurzenie w cierpieniu i śmierci Pana. Jednak nawet teraz, w czasie, zmartwychwstanie daje początek temu życiu Bożemu, którego Chrystus udziela wszystkim w Jego śmierci ochrzczonym i przemienionym.
Cierpliwości uczymy się zwracając spojrzenie na Boskiego Cierpliwego: „On grzechu nie popełnił, a w Jego ustach nie było podstępu. On, gdy Mu złorzeczono, nie złorzeczył, gdy cierpiał, nie groził... On sam w swoim ciele poniósł nasze grzechy na drzewo krzyża” (1 P 2, 22-24). Jeśli grzechy ludzkie umęczyły niewinnego Chrystusa, to nie jest niesprawiedliwością, gdy ten, kto jest winien Jego śmierci, odczuje ich ukłucia. Każdy człowiek patrząc na Ukrzyżowanego powinien pamiętać, że nie cierpi samotnie. Chrystus wycierpiał wszelkie gorycze, utrapienia, uciski, aby uczynić je dla niego mniej przykrymi i dodać mu otuchy w cierpieniach. Chrześcijanin, umocniony przykładem i łaską Chrystusa, podtrzymany miłością ku Niemu, nauczy się przeżywać swoje osobiste cierpienia nie upadając na duchu i składając je w ofierze za zbawienie braci, jako pokorny wkład w dzieło odkupienia. „Dopełniam w moim ciele braki udręk Chrystusa dla dobra Jego Ciała, którym jest Kościół” (Kol 1, 24).
O. Gabriel od św. Marii Magdaleny, karmelita bosy
Żyć Bogiem, t. I, str. 361
» Przypominamy o możliwości bezpłatnej elektronicznej prenumeraty „Czytań na każdy dzień” – szczegóły na stronie Prenumerata.
» Powrót na stronę główną „Czytań”
© 1996–2010 www.mateusz.pl