| MARZEC 2010 | |
|---|---|
| 21 | V NIEDZIELA WIELKIEGO POSTU Iz 43,16-21; Ps 126,1-2.4-6; Flp 3,8-14; J 12,13; J 8,1-11 |
| 22 | PONIEDZIAŁEK Dn 13,41-62; Ps 23,1-6; Ez 33,11; J 8,12-20 |
| 23 | WTOREK Lb 21,4-9; Ps 102,2-3.16-21; J 8,21-30 |
| 24 | ŚRODA Dn 3,14-20.91-92.95; Ps: Dn 3,52-56; J 3,16; J 8,31-42 |
| 25 | CZWARTEK Iz 7,10-14; Ps 40,7-11; Hbr 10,4-10; J 1,14ab; Łk 1,26-38 |
| 26 | PIĄTEK Jr 20,10-13; Ps 18,2-7; J 6,63b.68b; J 10,31-42 |
| 27 | SOBOTA Ez 37,21-28; Jr 31,10-13; Ez 18,31; J 11,45-57 |
21 MARCA 2010
(Iz 43,16-21)
Tak mówi Pan, który otworzył drogę przez morze i ścieżkę przez potężne wody; który wiódł na wyprawę wozy i konie, także i potężne wojsko; upadli, już nie powstaną, zgaśli, jak knotek zostali zdmuchnięci. Nie wspominajcie wydarzeń minionych, nie roztrząsajcie w myśli dawnych rzeczy. Oto Ja dokonuję rzeczy nowej: pojawia się właśnie. Czyż jej nie poznajecie? Otworzę też drogę na pustyni, ścieżyny na pustkowiu. Sławić Mnie będą zwierzęta polne, szakale i strusie, gdyż na pustyni dostarczę wody i rzek na pustkowiu, aby napoić mój lud wybrany. Lud ten, który sobie utworzyłem, opowiadać będzie moją chwałę.
(Ps 126,1-2,4-6)
REFREN: Pan Bóg uczynił wielkie rzeczy dla nas
Gdy Pan odmienił los Syjonu,
wydawało się nam, że śnimy
Usta nasze były pełne śmiechu,
a język śpiewał z radości.
Mówiono wtedy między poganami:
„Wielkie rzeczy im Pan uczynił”.
Odmień znowu nasz los, Panie,
jak odmieniasz strumienie na Południu.
Ci, którzy we łzach sieją,
żąć będą w radości.
Idą i płaczą niosąc ziarno na zasiew,
lecz powrócą z radości niosąc swoje snopy.
(Flp 3,8-14)
Wszystko uznaję za stratę ze względu na najwyższą wartość poznania Chrystusa Jezusa, Pana mojego. Dla Niego wyzułem się ze wszystkiego i uznaję to za śmieci, bylebym pozyskał Chrystusa i znalazł się w Nim - nie mając mojej sprawiedliwości, pochodzącej z Prawa, lecz Bożą sprawiedliwość, otrzymaną przez wiarę w Chrystusa, sprawiedliwość pochodzącą od Boga, opartą na wierze - przez poznanie Jego: zarówno mocy Jego zmartwychwstania, jak i udziału w Jego cierpieniach - w nadziei, że upodabniając się do Jego śmierci, dojdę jakoś do pełnego powstania z martwych. Nie [mówię], że już [to] osiągnąłem i już się stałem doskonałym, lecz pędzę, abym też [to] zdobył, bo i sam zostałem zdobyty przez Chrystusa Jezusa. Bracia, ja nie sądzę o sobie samym, że już zdobyłem, ale to jedno [czynię]: zapominając o tym, co za mną, a wytężając siły ku temu, co przede mną, pędzę ku wyznaczonej mecie, ku nagrodzie, do jakiej Bóg wzywa w górę w Chrystusie Jezusie.
(J 12,13)
Nawróćcie się do Boga waszego, On bowiem jest łaskawy i miłosierny.
(J 8,1-11)
Jezus udał się na Górę Oliwną, ale o brzasku zjawił się znów w świątyni. Cały lud schodził się do Niego, a On usiadłszy nauczał ich. Wówczas uczeni w Piśmie i faryzeusze przyprowadzili do Niego kobietę którą pochwycono na cudzołóstwie, a postawiwszy ją pośrodku, powiedzieli do Niego: Nauczycielu, tę kobietę dopiero pochwycono na cudzołóstwie. W Prawie Mojżesz nakazał nam takie kamienować. A Ty co mówisz? Mówili to wystawiając Go na próbę, aby mieli o co Go oskarżyć. Lecz Jezus nachyliwszy się pisał palcem po ziemi. A kiedy w dalszym ciągu Go pytali, podniósł się i rzekł do nich: Kto z was jest bez grzechu, niech pierwszy rzuci na nią kamień. I powtórnie nachyliwszy się pisał na ziemi. Kiedy to usłyszeli, wszyscy jeden po drugim zaczęli odchodzić, poczynając od starszych, aż do ostatnich. Pozostał tylko Jezus i kobieta, stojąca na środku. Wówczas Jezus podniósłszy się rzekł do niej: Kobieto, gdzież oni są? Nikt cię nie potępił? A ona odrzekła: Nikt, Panie! Rzekł do niej Jezus: I Ja ciebie nie potępiam. - Idź, a od tej chwili już nie grzesz.
Na świecie ciągle zbyt wielu jest tych, którzy potępiają, a także zbyt wielu obojętnych i pobłażliwych. I wciąż za mało jest ludzi prawdziwie miłosiernych. Jeśli zajmujesz się sądzeniem innych, to znaczy, że zapominasz o tym, iż sam jesteś grzesznikiem. Zapomniałeś, że Jezus przychodzi nie do tych, którzy potępiają, ale do tych, którzy są grzeszni. Szkoda czasu i energii na porównywanie się z innymi, na sądzenie ich. A przede wszystkim szkoda nie skorzystać z łaski przebaczenia, którą Bóg każdego dnia chce nas obdarzać.
O. Przemysław Ciesielski OP & Łukasz Kubiak OP, „Oremus” Wielki Post i Triduum Paschalne 2004, s. 134
Chyba w żadnym innym fragmencie Ewangelii, nie ma tak dobitnej i jednoznacznej konfrontacji Bożego i ludzkiego sposobu myślenia o grzechu. I chyba żaden inny fragment nie jest dla nas tak pouczający, jak ten. Zawiera on niejako podsumowanie i streszczenie całej Ewangelii, czyli Dobrej Nowiny o przebaczeniu i miłości Boga. Jest żywą i naoczną ilustracją nauki Chrystusa. A zatem jakie wnioski dla siebie powinniśmy wyciągnąć z tej lekcji?
Najprostszy wniosek, niejednokrotnie zapisany w Ewangelii, to: nie potępiaj, a nie będziesz potępiony! To zadziwiające, z jakim uporem i gorliwością lubimy zwalczać grzechy u innych. Gdybyśmy choć jeden procent tej energii wykorzystali sami dla siebie, dla usunięcia swoich wad i pracy nad swoim charakterem, dawno już bylibyśmy święci. Bo po pierwsze: nikt tak dobrze jak my sami nie zna naszych wad; po drugie: nikt inny nie ma takiego wpływu na nas, jak my sami; po trzecie: do nikogo nie mamy takiego zaufania, jak do siebie samych. A więc optymalne warunki, aby coś ze sobą zrobić!
My tymczasem zostawiamy siebie na boku, a zajmujemy się innymi. Czyżby aż tak heroiczny był nasz altruizm i szlachetność? Obawiam się, że chyba nie. To nie bezinteresowna troska o innych nami kieruje, lecz raczej bardzo sprytnie zakamuflowany mechanizm obronny, zwany popularnie obłudą, a w języku psychologii – projekcją. Polega on na tym, że przypisujemy innym swoje własne winy i przywary, aby w ten sposób odwrócić uwagę od siebie. Walczymy z cudzym grzechem, aby zdyspensować się od walki ze swoim. Potępiamy i surowo piętnujemy innych, aby samemu wydać się lepszym.
Oczywiście, cały czas jesteśmy przekonani o swych szlachetnych motywach i ani przez myśl nam nie przejdzie, że wyrządzamy komuś olbrzymią krzywdę. Zarazem czujemy się podniesieni na duchu i usatysfakcjonowani, że tak surowo potępiając cudzy grzech, zadośćczynimy tym samym za swój. Przypisujemy sobie nawet nie lada zasługę z tego powodu: wszak jesteśmy gorliwymi stróżami moralności!
Chrystus jest jednak innego zdania. Czyżby był On mniej czuły na zło, bardziej pobłażliwy i obojętny? Nie, na pewno nie! Ale Chrystus nie cierpi obłudy, bo ona najskuteczniej zamyka człowiekowi drogę do nawrócenia. A za tą rzekomą szlachetną gorliwością kryje się tylko obłuda.
Czy faktycznie faryzeuszów najbardziej bolał grzech tej kobiety? Czy to z jej powodu tak cierpieli? Rzecz jasna, że nie. W ich tonie nie ma ani jednej nutki żalu czy bólu, tylko złośliwa satysfakcja, połączona w dodatku z agresją i nienawiścią, i to nie przeciwko samemu grzechowi, lecz przeciw człowiekowi, który grzeszy. To jest ich ból, ich wyrzut sumienia, który kole niczym cierń w oku. Jedynie Chrystus umiał okazać współczucie i tylko On, z miłości, był gotów zapłacić cenę za ten grzech. Tylko On miał na celu dobro owej kobiety: innym zależało jedynie na tym, aby się popisać swoją rzekomą sprawiedliwością; Jemu, aby ją ratować.
Cóż, nic, tylko wyciągać wnioski i uczyć się! Bo i my często jesteśmy podobni do tych faryzeuszów. Uzurpujemy sobie prawo do osądzania i potępiania innych, do ferowania i wykonywania wyroków, do taniego moralizowania i pouczania, jak należy żyć. Najpierw nauczmy się kochać, potem pokutować i nawracać się ze swoich grzechów, potem pokutować i zadośćczynić za grzechy innych, a dopiero na końcu osądzajmy i pouczajmy. Będziemy to wtedy robić z pokorą i miłością. Bez tego – ani rusz!
Ks. Mariusz Pohl
Istnieją dwie formy samousprawiedliwienia. Jedna polega na zaciekłej obronie ludzi, którzy popełnili zło. Kto za wszelką cenę chce obronić i wytłumaczyć Judasza, szuka w tym usprawiedliwienia dla siebie. Rozumowanie jest takie: Jeśli można dać rozgrzeszenie Judaszowi z tak wielkiego grzechu, to i ja z moimi znacznie mniejszymi na pewno je otrzymam. Usprawiedliwianie innych jest jedną z form usprawiedliwiania siebie.
Rzecz jasna, nikt się nie przyzna, nawet przed sobą, że usprawiedliwianie ludzi złych — warunkami życia, wpływami środowiska, wrodzonymi skłonnościami — stanowi próbę usprawiedliwiania siebie. Dokładniejsza jednak obserwacja człowieka łatwo rozgrzeszającego wszystkich, ujawnia z reguły tkwiącą w nim podświadomą potrzebę samousprawiedliwienia.
Druga forma samousprawiedliwienia polega na wręcz odwrotnym zachowaniu. To kamienowanie ludzi złych, bezwzględne oskarżanie i domaganie się wielkiej kary dla tego, kto zło popełnił. Takim ludziom się wydaje, że jeśli publicznie atakują błędy czy grzechy innych, to sami są od nich wolni. Występując jako stróże porządku moralnego uchylają podejrzenie, że sami ten porządek naruszają.
Ci, którzy głośno oskarżają winnych, najczęściej sami popełniają grzechy innej kategorii. Ten, kto chce kamienować złodzieja, sam żyje w cudzołóstwie, a kto chce kamienować cudzołożnika, sam jest donosicielem. Broniąc głośno norm moralnych, stara się ukryć swoje świństwa.
Droga, którą ukazuje Chrystus, wiedzie środkiem. Ani nie chce, byśmy usprawiedliwiali grzeszników, bo to należy do Boga a nie do nas, ani nie chce, byśmy ich potępiali. Tylko bezgrzeszny człowiek mógłby wydać sprawiedliwy wyrok na grzesznika. „Kto z was jest bez grzechu, niech pierwszy rzuci na nią kamień” /J 8, 7/.
Każda forma samousprawiedliwienia jest niewłaściwa. W pierwszej człowiek stopniowo utwierdza siebie w złu. Nie szuka środków, by pomóc drugiemu. Usprawiedliwianie jego postępowania nie jest żadną pomocą, jest krzywdą. Pomoc jest wówczas, gdy człowiek porzuca grzech, wchodzi na drogę dobra. Trzeba mu podać rękę i wyciągnąć z bagna, w którym tonie, a nie usprawiedliwiać jego fałszywego kroku, pogrążając się razem z nim w grzęzawisku.
W drugim wypadku człowiek niszcząc winnego, niszczy swoje własne serce. Kamienie, które uderzają w drugiego człowieka, zawsze ranią serce tego, kto je rzuca. Prawo uderzenia w człowieka ma Bóg. Jezus przypomina oskarżycielom tę prawdę. Winni wpierw spojrzeć w swoje własne serce. On, jedyny sprawiedliwy, który mógł ukarać cudzołożnicę, nie potępia jej, lecz odsyła z upomnieniem pełnym miłości: „Idź, a od tej chwili już nie grzesz!” /J 8, 11/. Dostrzegł jej grzech, lecz podał rękę, wydobył z grzęzawiska, wyrwał z rąk uzbrojonych w kamienie i odesłał wolną.
Warto w tej ewangelicznej scenie zwrócić uwagę jeszcze na jedno. Usprawiedliwienia u Boga nie uzyskuje się przez tłumaczenie. Ludzie sądzą, że potrafią się przed Bogiem wytłumaczyć z wielu grzechów — różnymi okolicznościami, sytuacją, skłonnościami itp. To wielka pomyłka. Bóg usprawiedliwia jedynie tych, którzy mają odwagę przyznać się do winy i prosić o przebaczenie. Naszego tłumaczenia Bóg na nic nie potrzebuje. On wszystko zna doskonale. On potrzebuje uznania winy, naszego żalu. Nie ma co wybierać się do Boga z tłumaczeniem.
Kobieta się nie tłumaczyła. Stała w poczuciu winy. Oskarżali ją inni. Chrystus przyjął jej milczące wyznanie winy i przebaczył.
Ks. Edward Staniek
Ewangeliści dość szczegółowo przedstawiają dwa spotkania Chrystusa z kobietami, które przez grzech zniszczyły swą kobiecą godność. Św. Łukasz mówi o jawnogrzesznicy, czyli o kobiecie uprawiającej prostytucję. Przybyła ona do Jezusa w imię miłości. Znalazła się przy Jego stopach, które całowała, obmywała łzami, namaszczała oliwą. Była świadoma wielkości swej nędzy i zniszczonej miłości.
Zestawiła swoje serce, rozbite jak drogocenny kryształ, z Jego sercem bez skazy i czekała na gest przebaczenia. Piękny obraz kobiety nawróconej. Miała już dość grzechu, szukała życia w promieniach autentycznej miłości.
Potępiona przez otoczenie znalazła obrońcę w Jezusie. Odpuszczono jej liczne grzechy, bo wielce umiłowała. Scena wzruszająca, piękna. Jezus przebacza upadłej kobiecie i otwiera przed nią perspektywę nowego życia, wiarę w możliwość odbudowy zniszczonego serca, tak by ono mogło kochać miłością czystą zarówno Boga, jak i człowieka.
Drugi obraz przekazał św. Jan. Wspomniana przez niego kobieta nie była jawnogrzesznicą. Została pochwycona na cudzołóstwie. Czyli albo jako żona sięgnęła po innego mężczyznę, albo jako wolna zgodziła się na grzech z żonatym. Według Prawa Mojżesza czekała ją za ten czyn śmierć. Znalazła się w rękach oprawców. Ci jednak, zanim ją ukamienują, chcą znaleźć powód do oskarżenia Jezusa. Tak więc, zupełnie przypadkowo, niedobrowolnie, jako więzień stróżów Prawa, tuż przed wykonaniem wyroku śmierci kobieta ta stanęła przed Chrystusem. Oprawcom chodziło o to, by Jezus podpisał się pod wyrokiem, jaki chcieli wykonać, może nawet na Jego oczach. Dla Jezusa sprawa była trudna. Autorytet Mojżesza był niepodważalny. Sam wielokrotnie się na niego powoływał. Odmówienie podpisania wyroku wydanego przez Mojżesza było równoznaczne z naruszeniem Prawa, a więc wejściem w konflikt z Prawem, co kończyło się tak jak w wypadku kobiety pochwyconej na grzechu. Jezus nie chciał podpisać tego wyroku. A udało Mu się to tylko dlatego, że postawił wszystkich w stan oskarżenia i upoważnił do jego wykonania tylko tego, kto nigdy nie naruszył Prawa. W ten sposób nie podważył autorytetu Mojżesza, tylko udowodnił, że nie ma wykonawcy wyroku.
Oskarżona kobieta niewiele mówiła. Decydując się na grzech, ryzykowała śmierć i wiedziała, że skoro ją schwytano, już nikt jej od niej nie ocali. Zapytana przez Jezusa: „Nikt cię nie potępił?”. Odrzekła: „Nikt, Panie!”. W odpowiedzi usłyszała słowa ułaskawienia i krótkie wezwanie: „Idź, a od tej chwili już nie grzesz!”.
Ona nie przybyła do Jezusa po przebaczenie, nie odkryła jeszcze tego co jawnogrzesznica, że grzech niszczy jej godność. Stąd też Jezus nie mówi z nią o przebaczeniu. Skoro nie żałowała, to nie podjął tego tematu. Ocalił jej życie doczesne i wezwał, by zerwała z grzechem, i to natychmiast, „od tej chwili”. Z grzechem skutecznie można zerwać tylko natychmiast, nie można tego odkładać do jutra.
Dwa obrazy. Postawa mężczyzn w jednym i drugim jest daleka od zrozumienia kobiety. Na jedną patrzą jak na prostytutkę, z pogardą, na drugą jako na cel kamieni, które mają w ręce. Tylko Jezus staje w obronie miłości tej, która miłość zniszczyła oddając się w ręce wielu mężczyzn, i w obronie życia tej, która sięgając po grzeszną miłość naraziła się na śmierć.
Ciągle bardzo mało tej Chrystusowej postawy jest w naszych odniesieniach. Wychować kobiety, by umiały szanować swoją godność jako skarb cenniejszy niż życie, i wychować mężczyzn, by szanowali kobietę i bogactwo jej serca, to trudna sprawa. Jak daleko jesteśmy od właściwej postawy, świadczą najlepiej wzajemne oskarżenia. Kobiety oskarżają mężczyzn o to, że ich nie szanują, a mężczyźni oskarżają kobiety o to, że same się narzucają. Jeszcze smutniejszym jest fakt, że jedna kobieta nie umie szanować drugiej kobiety. Najprawdopodobniej naprawienie wzajemnej harmonii między mężczyzną a kobietą jest uzależnione od naprawienia wzajemnych odniesień kobiet do siebie i mężczyzn do siebie. Trzeba na nowo odkryć godność kobiety i same kobiety solidarnie muszą stanąć na jej straży. Wtedy i mężczyźni łatwiej dostrzegą wielkość tego skarbu.
Jan Paweł II niedawno opublikował bardzo ciekawy list o godności kobiety. Warto ten dokument uważnie przeczytać. Papież w duchu Chrystusa staje w obronie kobiety i miłości do niej.
Ks. Edward Staniek
Liturgia słowa zachęca nas dzisiaj do rozważania bliskiej już Paschy pod kątem uwolnienia od grzechu. Chrystus wysłużył je raz na zawsze dla wszystkich, lecz uwolnienie to musi się dokonać jeszcze dla każdego człowieka, co więcej, musi się ciągle powtarzać i odnawiać, ponieważ ludzie przez całe życie są narażeni na upadki i nikt nie może uważać się za bezgrzesznego.
Bóg uczynił kiedyś wiele cudów, by wyprowadzić naród wybrany z niewoli egipskiej, i obiecuje mu nowe, jeszcze większe, by go uwolnić z niewoli babilońskiej (I czytanie). „Oto Ja dokonuję rzeczy nowej... Otworzę drogę na pustyni, dostarczę rzek na pustkowiu, aby napoić mój lud wybrany” (Iz 43, 19-20). Proroctwo wznosząc się ponad historyczne koleje Izraela oświeca przyszłość mesjańską, kiedy Bóg dokona dla nowego Izraela — Kościoła — rzeczy całkiem nowych. Nie chodzi tu o sprawy materialne, lecz o Jego Jednorodzonego Syna, którego dał światu, aby był „drogą” zbawienia; nie o wodę orzeźwiającą spalone gardła, lecz o żywą wodę łaski płynącej z ofiary Chrystusa na oczyszczenie człowieka z grzechu i na zaspokojenie jego pragnienia nieskończoności.
Te nową perspektywy ukazuje wyraziście zdarzenie ewangeliczne z kobietą cudzołożną, którą przyprowadzono do Jezusa, aby ją osądził. „Nauczycielu, niewiastę tę dopiero pochwycono na cudzołóstwie. W prawie Mojżesz nakazał nam takie kamienować. A Ty co mówisz?” (J 8, 4). Lecz Zbawiciel czyni coś zgoła nowego, czego stare prawo nie brało pod uwagę. Nie ogłasza wyroku, ale po chwili milczenia, pełnej napięcia wskutek wyczekiwania oskarżycieli i oskarżonej, odpowiada po prostu: „Kto z was jest bez grzechu, niech pierwszy rzuci na nią kamień” (tamże 7). Wszyscy ludzie są grzesznikami, nikt przeto nie ma prawa stawać się sędzią drugich. Ma je tylko jeden, Najniewinniejszy, Pan; lecz również i On nie korzysta z niego, ale posługuje się raczej swoją władzą Zbawiciela: „Nikt cię nie potępił?... i Ja ciebie nie potępiam. — Idź, a od tej chwili już nie grzesz” (tamże 10—11). Tylko Chrystus, który przyszedł oddać życie za zbawienie grzeszników, może uwolnić niewiastę od grzechu i powiedzieć jej: „Nie grzesz już”. Słowo Jego niesie z sobą łaskę płynącą z Jego ofiary. W sakramencie pokuty ponawia się dla każdego wierzącego gest uwalniający, jakim Chrystus udziela człowiekowi łaski, aby mógł walczyć z grzechem i „nie grzeszyć już”.
Drugie czytanie pomaga pogłębić te rozważania. Św. Paweł, który poświęcił tradycje, kulturę, sposób życia wiążące go z własnym narodem, uważa te rzeczy „za śmieci, byleby pozyskał Chrystusa” (Flp 3, 8), i zachęca chrześcijan, aby dla tego samego celu wyrzekli się wszystkiego, co nie prowadzi do Pana, co Mu się sprzeciwia. Oto droga, aby uwolnić się całkowicie od grzechu i stopniowo stawać się podobnym do Chrystusa aż do „upodobnienia się do Jego śmierci, a potem także do Jego zmartwychwstania” (tamże 10, 11). Droga ta wymaga wciąż nowych zwycięstw i stałego wyzwalania się, by przylgnąć ściślej do Chrystusa. Nikt nie może myśleć, że „osiągnął metę”, lecz winien biec, „aby ją zdobyć”: by zdobyć Chrystusa, jak i sam został zdobyty przez Niego (tamże 12).
Dzięki Ci zawsze i wszędzie, Panie, Ojcze święty, wszechmogący i wieczny Boże, przez Chrystusa naszego Pana. Zbliżają się dni Jego zbawczej męki i chwalebnego Zmartwychwstania. Dni, w których obchodzimy zwycięstwo Chrystusa nad złym duchem i misterium naszego odkupienia.
O. Gabriel od św. Marii Magdaleny, karmelita bosy
Żyć Bogiem, t. I, str. 369
22 MARCA 2010
(Dn 13,41-62)
Na wygnaniu w Babilonie zgromadzenie Izraela skazało na śmierć Zuzannę, fałszywie oskarżoną przez dwóch starców. Wtedy Zuzanna zawołała donośnym głosem: Wiekuisty Boże, który poznajesz to, co jest ukryte, i wiesz wszystko, zanim się stanie. Ty wiesz, że złożyli fałszywe oskarżenie przeciw mnie. Oto umieram, chociaż nie uczyniłam nic z tego, o co mię ci złośliwie obwiniają. A Pan wysłuchał jej głosu. Gdy ją prowadzono na stracenie, wzbudził Bóg świętego ducha w młodzieńcu imieniem Daniel. Zawołał on donośnym głosem: Jestem czysty od jej krwi! Cały zaś lud zwrócił się do niego, mówiąc: Co oznacza to słowo, które wypowiedziałeś? On zaś powstawszy wśród nich powiedział: Czy tak bardzo jesteście nierozumni, synowie Izraela, że skazujecie córkę izraelską bez dochodzenia i pewności? Wróćcie do sądu, bo ci ją fałszywie obwinili. Cały lud powrócił śpiesznie. Starsi zaś powiedzieli: Usiądź tu wśród nas i wyjaśnij nam, bo tobie dał Bóg przywilej starszeństwa. Daniel powiedział do nich: Oddzielcie ich, jednego daleko od drugiego, a osądzę ich. Gdy zaś zostali oddzieleni od siebie, zawołał jednego z nich i powiedział do niego. Zestarzałeś się w przewrotności, a teraz wychodzą na jaw twe grzechy, jakie poprzednio popełniałeś, wydając niesprawiedliwe wyroki. Potępiałeś niewinnych i uwalniałeś winnych, chociaż Pan powiedział: Nie przyczynisz się do śmierci niewinnego i sprawiedliwego. Teraz więc, jeśli ją rzeczywiście widziałeś, powiedz, pod jakim drzewem widziałeś ich obcujących ze sobą? On zaś powiedział: Pod lentyszkiem. Daniel odrzekł: Dobrze! Skłamałeś na swą własną zgubę. Już bowiem anioł Boży otrzymał od Boga wyrok na ciebie, by cię rozedrzeć na dwoje. Odesławszy go rozkazał przyprowadzić drugiego i powiedział do niego: Potomku kananejski a nie judzki, piękność sprowadziła cię na bezdroża, a żądza uczyniła twe serce przewrotnym. Tak postępowaliście z córkami izraelskimi, one zaś bojąc się obcowały z wami. Córka judzka jednak nie zgodziła się na waszą nieprawość. Powiedz mi więc teraz, pod jakim drzewem spotkałeś ich obcujących ze sobą? On zaś powiedział: Pod dębem. Wtedy Daniel powiedział do niego: Dobrze! Skłamałeś i ty na swoją własną zgubę. Czeka bowiem anioł Boży z mieczem w ręku, by rozciąć cię na dwoje, by was wytępić. Całe zgromadzenie zawołało głośno i wychwalało Boga, że ocala tych, co pokładają w Nim nadzieję. Zwrócili się następnie przeciw obu starcom, ponieważ Daniel wykazał na podstawie ich własnych słów nieprawdziwość oskarżenia. Postąpiono z nimi według miary zła, wyrządzonego przez nich bliźnim, zabijając ich według Prawa Mojżeszowego. W dniu tym ocalono niewinną krew.
(Ps 23,1-6)
REFREN: Nic mnie nie trwoży, bo Ty jesteś ze mną
Pan jest moim pasterzem:
niczego mi nie braknie,
pozwała mi leżeć
na zielonych pastwiskach.
Prowadzi mnie nad wody, gdzie mogę odpocząć,
orzeźwia moją duszę.
Wiedzie mnie po właściwych ścieżkach
przez wzgląd na swoją chwałę.
Chociażbym przechodził przez ciemną dolinę,
zła się nie ulęknę, bo Ty jesteś ze mną.
Kij Twój i laska pasterska
są moją pociechą.
Stół dla mnie zastawiasz
na oczach mych wrogów;
namaszczasz mi głowę olejkiem,
kielich mój pełny po brzegi.
Dobroć i łaska pójdą w ślad za mną
przez wszystkie dni życia
i zamieszkam w domu Pana
po najdłuższe czasy.
(Ez 33,11)
Pan mówi: Nie chcę śmierci grzesznika , lecz aby się nawrócił i miał życie.
(J 8,12-20)
A oto znów przemówił do nich Jezus tymi słowami: Ja jestem światłością świata. Kto idzie za Mną, nie będzie chodził w ciemności, lecz będzie miał światło życia. Rzekli do Niego faryzeusze: Ty sam o sobie wydajesz świadectwo. Świadectwo Twoje nie jest prawdziwe. W odpowiedzi rzekł do nich Jezus: Nawet jeżeli Ja sam o sobie wydaję świadectwo, świadectwo moje jest prawdziwe, bo wiem skąd przyszedłem i dokąd idę. Wy zaś nie wiecie, ani skąd przychodzę, ani dokąd idę. Wy wydajecie sąd według zasad tylko ludzkich. Ja nie sądzę nikogo. A jeśli nawet będę sądził, to sąd mój jest prawdziwy, ponieważ Ja nie jestem sam, lecz Ja i Ten, który Mnie posłał. Także w waszym Prawie jest napisane, że świadectwo dwóch ludzi jest prawdziwe. (18) Oto Ja sam wydaję świadectwo o sobie samym oraz świadczy o Mnie Ojciec, który Mnie posłał. Na to powiedzieli Mu: Gdzie jest Twój Ojciec? Jezus odpowiedział: Nie znacie ani Mnie, ani Ojca mego. Gdybyście Mnie poznali, poznalibyście i Ojca mego. Słowa te wypowiedział przy skarbcu, kiedy uczył w świątyni. Mimo to nikt Go nie pojmał, gdyż godzina Jego jeszcze nie nadeszła.
Podobno najlepszą obroną jest atak. Dwóch starców z Księgi Daniela, chcąc się zemścić i ukryć swoje przestępstwa, oskarża dziewczynę. Faryzeusze, chcąc obronić swoją doktrynę, oskarżają Jezusa i odrzucają Jego naukę. Ani jedni, ani drudzy nie są zainteresowani prawdą. Bo spotkanie z prawdą prowokuje do nawrócenia. Natomiast kwestionowanie prawdy, oskarżanie jej, owocuje zamknięciem się na jej wyzwalającą moc. Owo zamknięcie zaś bardzo często prowadzi do potępiania niewinnych. Panie, spraw, aby to raczej mnie oskarżano, niż bym ja miał oskarżyć kogoś niewinnego.
O. Przemysław Ciesielski OP & Łukasz Kubiak OP, „Oremus” Wielki Post i Triduum Paschalne 2004, s. 138
Oczyść mnie, u Panie, a stanę się czysty, obmyj mnie, a nad śnieg wybieleje (Ps 51, 9)
Przez chrzest człowiek wszczepiony w Chrystusa żyje Jego życiem, podobnie jak latorośl żyje sokiem płynącym ze szczepu. Pokuta umacnia wszczepienie, jeśli grzech je osłabił, odsuwa przeszkody tamujące przypływ Bożego soku i zwiększa jego przypływ. Sakrament pokuty jest w ten sposób lekarstwem przeciw słabościom moralnym wszystkich wierzących i podobnie jak chrzest otrzymuje swoją moc z tajemnicy paschalnej Chrystusa.
„Częsta spowiedź sakramentalna — twierdzi Sobór — wspomaga bardzo konieczne nawrócenie serca do miłości Ojca miłosierdzia” (DK 18). Nawrócić się sercem powinien nie tylko ten, kto popełnił ciężki grzech, lecz także i ten, kto żyjąc w łasce winien stale uwalniać się od wszelkiego grzechu świadomego, by dojść do pełni życia w Chrystusie. Jeżeli spowiedź sakramentalna jest konieczna tylko w pierwszym wypadku, w drugim jest bardzo pożyteczna, aby podtrzymać wierzącego w jego wysiłku oczyszczania się i w obowiązku dążenia do świętości. Sakrament pokuty oprócz funkcji odpuszczania grzechów leczy także ich pozostałości, zabezpiecza przed nowymi upadkami, pomnaża łaskę, aby pokutujący mógł łatwiej zwyciężyć grzeszne skłonności, opierać się pokusom i praktykować cnotę. To wszystko sprawia Chrystus, który działa w sakramencie. To On przebacza, leczy, umacnia, „On, który nas miłuje i przez swą krew uwalnia nas od naszych grzechów” (Ap 1, 5). Dlatego właśnie częsta spowiedź jest tak doniosła dla tych, którzy dążą do doskonałości.
Częstość spowiedzi nie powinna jednak umniejszać powagi i doniosłości tego aktu. Sobór ostrzega, że do spowiedzi, aby była skuteczna, trzeba się przygotować „przez codzienny rachunek sumienia” i odbyć ją „z sercem skruszonym” (DK 18. 5). Codzienny przegląd własnego postępowania wewnętrznego i zewnętrznego pod kątem Ewangelii ukaże we właściwym świetle to, co w duszy sprzeciwia się nauce i przykładom Chrystusa. To jest punkt porównania, by zbadać, czy i do jakiego stopnia nasze życie jest naprawdę „chrześcijańskie”, to znaczy kierowane autentycznym duchem ewangelicznym, czy też nim nie jest, ponieważ podlega jeszcze przyciąganiu rzeczy przemijających i namiętności. Taki rachunek sumienia, dokonany pod wejrzeniem Ukrzyżowanego, zrodzi samorzutnie skruchę serca; a spowiedź, która po nim nastąpi, będzie wielką pomocą nie tylko do unikania grzechu, lecz również do postępu w życiu duchowym.
O. Gabriel od św. Marii Magdaleny, karmelita bosy
Żyć Bogiem, t. I, str. 373
23 MARCA 2010
(Lb 21,4-9)
Od góry Hor szli Izraelici w kierunku Morza Czerwonego, aby obejść ziemię Edom; podczas drogi jednak lud stracił cierpliwość. I zaczęli mówić przeciw Bogu i Mojżeszowi: Czemu wyprowadziliście nas z Egiptu, byśmy tu na pustyni pomarli? Nie ma chleba ani wody, a uprzykrzył się nam już ten pokarm mizerny. Zesłał więc Pan na lud węże o jadzie palącym, które kąsały ludzi, tak że wielka liczba Izraelitów zmarła. Przybyli więc ludzie do Mojżesza mówiąc: Zgrzeszyliśmy, szemrząc przeciw Panu i przeciwko tobie. Wstaw się za nami do Pana, aby oddalił od nas węże. I wstawił się Mojżesz za ludem. Wtedy rzekł Pan do Mojżesza: Sporządź węża i umieść go na wysokim palu; wtedy każdy ukąszony, jeśli tylko spojrzy na niego, zostanie przy życiu. Sporządził więc Mojżesz węża miedzianego i umieścił go na wysokim palu. I rzeczywiście, jeśli kogo wąż ukąsił, a ukąszony spojrzał na węża miedzianego, zostawał przy życiu.
(Ps 102,2-3.16-21)
REFREN: Wysłuchaj, Panie, mojego wołania
Panie, wysłuchaj modlitwę moją,
a wołanie moje niech do Ciebie przyjdzie.
Nie ukrywaj przede mną swojego oblicza
w dniu mego utrapienia.
Nakłoń ku mnie Twego ucha,
w dniu, w którym Cię wzywam, szybko mnie wysłuchaj!
Poganie będą się bali imienia Pana,
a Twej chwały wszyscy królowie ziemi,
bo Pan odbuduje Syjon
i ukaże się w swym majestacie,
przychyli się ku modlitwie opuszczonych
i nie odrzuci ich modłów.
Należy to spisać dla przyszłych pokoleń,
lud, który się narodzi, niech wychwala Pana,
Bo spojrzał Pan z wysokości swego przybytku,
popatrzył z nieba na ziemię,
aby usłyszeć jęki uwięzionych,
aby skazanych na śmierć uwolnić.
Ziarnem jest słowo Boże, siewcą zaś Chrystus; każdy, kto Go znajdzie, będzie trwał na wieki.
(J 8,21-30)
Jezus powiedział do faryzeuszów:
Ja odchodzę, a wy będziecie Mnie szukać i w grzechu swoim pomrzecie. Tam, gdzie Ja idę, wy pójść nie możecie. Rzekli więc do Niego Żydzi: Czyżby miał sam siebie zabić, skoro powiada: Tam, gdzie Ja idę, wy pójść nie możecie? A On rzekł do nich: Wy jesteście z niskości, a Ja jestem z wysoka. Wy jesteście z tego świata, Ja nie jestem z tego świata. Powiedziałem wam, że pomrzecie w grzechach swoich. Tak, jeżeli nie uwierzycie, że Ja jestem, pomrzecie w grzechach swoich. Powiedzieli do Niego: Kimże Ty jesteś? Odpowiedział im Jezus: Przede wszystkim po cóż jeszcze do was mówię? Wiele mam o was do powiedzenia i do sądzenia. Ale Ten, który Mnie posłał jest prawdziwy, a Ja mówię wobec świata to, co usłyszałem od Niego. A oni nie pojęli, że im mówił o Ojcu. Rzekł więc do nich Jezus: Gdy wywyższycie Syna Człowieczego, wtedy poznacie, że Ja jestem i że Ja nic od siebie nie czynię, ale że to mówię, czego Mnie Ojciec nauczył. A Ten, który Mnie posłał, jest ze Mną: nie pozostawił Mnie samego, bo Ja zawsze czynię to, co się Jemu podoba. Kiedy to mówił, wielu uwierzyło w Niego.
Pouczenie skierowane przez Jezusa do faryzeuszy, można by streścić w słowach: „Zgłębiacie słowo Boże, a nie poznajecie, że «Ja jestem». Jesteście tak zatwardziali w swojej przewrotności, że dopiero gdy Mnie zabijecie, otworzą się wasze oczy i zobaczycie, że mówiłem prawdę, że jestem Prawdą”. Co jeszcze musi się zdarzyć, żebyśmy uwierzyli Jezusowi? Jakich potworności musimy się jeszcze dopuścić, by otworzyły się nasze oczy – byśmy dostrzegli własną przewrotność oraz Miłość, która jest przez nas niekochana?
O. Przemysław Ciesielski OP & Łukasz Kubiak OP, „Oremus” Wielki Post i Triduum Paschalne 2004, s. 143
Wszechmogący wieczny Boże, Ty postanowiłeś dokonać zbawienia człowieka na drzewie Krzyża, aby skąd śmierć wzięła początek, tam też powstało nowe życie (MP: prefacja o Krzyżu świętym).
Rozważania o krzyżu nie należy nigdy oddzielać od rozważania o zmartwychwstaniu, ponieważ jest ono jego następstwem i najwyższym epilogiem. Chrześcijanina nie odkupił umarły, lecz Zmartwychwstały ze śmierci krzyżowej, dlatego to niesienie krzyża powinno się zawsze umacniać myślą zarówno o Chrystusie ukrzyżowanym jak i zmartwychwstałym. „Chrześcijanina — twierdzi Sobór — przynagla z pewnością potrzeba i obowiązek walki ze złem wśród wielu utrapień, nie wyłączając śmierci, lecz włączony w tajemnicę paschalną, upodobniony do śmierci Chrystusa, podąży umocniony nadzieją ku zmartwychwstaniu” (KDK 22). W tej perspektywie krzyż codzienny staje się bardziej niż kiedykolwiek znakiem, jakby sakramentem zbawienia, odkupienia.
Ewangelista Łukasz, przytaczając słowa Jezusa o potrzebie niesienia krzyża, zaznacza, że należy to czynić każdego dnia. „Jeśli kto chce iść za Mną... niech co dnia weźmie krzyż swój” (Łk 9, 23). Jest jasne, że Jezus mówił nie tylko o wielkich cierpieniach, lecz także o małych, codziennych. Może łatwiej jest przyjąć w porywie wielkoduszności wielkie cierpienia, jakie zdarzają się tylko raz, niż te drobne, codzienne, nieodłączne od stanu życia i wypełniania obowiązków; cierpienia wracają każdego dnia, zawsze z tym samym obliczem, zawsze z jednakową siłą i dolegliwością, w okolicznościach nieuniknionych, i trwają bez zmian przez długi czas. To wszystko stanowi konkretny krzyż, jaki Pan ukazuje chrześcijaninowi każdego dnia, zapraszając do niesienia go za swoim przykładem. Skromny, codzienny krzyż nie wymaga wielkich, heroicznych aktów, lecz trzeba wobec niego, dzień po dniu, powtarzać swoje „tak”, pochylając ulegle ramiona, i trzeba nieść go z miłością. Ewangelia nadaje utrapieniom chrześcijanina symboliczną nazwę krzyża, zaznaczając niejako, że łączą one człowieka z krzyżem — nie symbolicznym, lecz rzeczywistym — Jezusa i że połączone z Jego cierpieniami stają się środkiem odkupienia, tak jak jest nim krzyż Pana. Każde cierpienie niesie z sobą łaskę odkupienia, której chrześcijanin staje się uczestnikiem, gdy przyjmuje cierpienie w łączności z Chrystusem ukrzyżowanym.
O. Gabriel od św. Marii Magdaleny, karmelita bosy
Żyć Bogiem, t. I, str. 377
24 MARCA 2010
(Dn 3,14-20.91-92.95)
Król Nabuchodonozor powiedział: Czy jest prawdą, Szadraku, Meszaku i Abed-Nego, że nie czcicie mojego boga ani nie oddajecie pokłonu złotemu posągowi, który wzniosłem? Czy teraz jesteście gotowi - w chwili gdy usłyszycie dźwięk rogu, fletu, lutni, harfy, psalterium, dud i wszelkiego rodzaju instrumentów muzycznych - upaść na twarz i oddać pokłon posągowi, który uczyniłem? Jeżeli zaś nie oddacie pokłonu, zostaniecie natychmiast wrzuceni do rozpalonego pieca. Który zaś bóg mógłby was wyrwać z moich rąk? Szadrak, Meszak i Abed-Nego odpowiedzieli, zwracając się do króla Nabuchodonozora: Nie musimy tobie, królu, odpowiadać w tej sprawie. Jeżeli nasz Bóg, któremu służymy, zechce nas wybawić z rozpalonego pieca, może nas wyratować z twej ręki, królu! Jeśli zaś nie, wiedz, królu, że nie będziemy czcić twego boga, ani oddawać pokłonu złotemu posągowi, który wzniosłeś. Na to wpadł Nabuchodonozor w gniew, a wyraz jego twarzy zmienił się w stosunku do Szadraka, Meszaka i Abed-Nega. Wydał rozkaz, by rozpalono piec siedem razy bardziej, niż było trzeba. Mężom zaś najsilniejszym spośród swego wojska polecił związać Szadraka, Meszaka i Abed-Nega i wrzucić ich do rozpalonego pieca. Król Nabuchodonozor popadł w zdumienie i powstał spiesznie. Zwrócił się do swych doradców, mówiąc: Czy nie wrzuciliśmy trzech związanych mężów do ognia? Oni zaś odpowiedzieli królowi: Rzeczywiście, królu. On zaś w odpowiedzi rzekł: lecz widzę czterech mężów rozwiązanych, przechadzających się pośród ognia i nie dzieje się im nic złego; wygląd czwartego przypomina anioła. Nabuchodonozor powiedział na to: Niech będzie błogosławiony Bóg Szadraka, Meszaka i Abed-Nega, który posłał swego anioła, by uratował swoje sługi. W Nim pokładali swą ufność i przekroczyli nakaz królewski, oddając swe ciała, aby nie oddawać czci ani pokłonu innemu bogu poza Nim.
(Ps: Dn 3,52-56)
REFREN: Chwalebny jesteś, wiekuisty Boże
Błogosławiony jesteś, Panie, Boże naszych ojców,
pełen chwały i wywyższony na wieki.
Błogosławione niech będzie Twoje imię
pełne chwały i świętości,
chwalebne i wywyższone na wieki.
Błogosławiony jesteś w przybytku świętej Twojej chwały,
bardzo chwalebny i sławny na wieki.
Błogosławiony jesteś na tronie Twego królestwa,
bardzo chwalebny i sławny na wieki.
Błogosławiony jesteś Ty, co spoglądasz w otchłanie,
co na Cherubach zasiadasz,
pełen chwały i wywyższony na wieki.
Błogosławiony jesteś na sklepieniu nieba,
pełen chwały i sławny na wieki.
(J 3,16)
Tak Bóg umiłował świat, że dał swojego Syna Jednorodzonego; każdy, kto w Niego wierzy, ma życie wieczne.
(J 8,31-42)
Jezus powiedział do Żydów, którzy Mu uwierzyli: Jeżeli będziesz trwać w nauce mojej, będziecie prawdziwie moimi uczniami i poznacie prawdę, a prawda was wyzwoli. Odpowiedzieli Mu: Jesteśmy potomstwem Abrahama i nigdy nie byliśmy poddani w niczyją niewolę. Jakżeż Ty możesz mówić: Wolni będziecie? Odpowiedział im Jezus: Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Każdy, kto popełnia grzech, jest niewolnikiem grzechu. A niewolnik nie przebywa w domu na zawsze, lecz Syn przebywa na zawsze. Jeżeli więc Syn was wyzwoli, wówczas będziecie rzeczywiście wolni. Wiem, że jesteście potomstwem Abrahama, ale wy usiłujecie Mnie zabić, bo nie przyjmujecie mojej nauki. Głoszę to, co widziałem u mego Ojca, wy czynicie to, coście słyszeli od waszego ojca. W odpowiedzi rzekli do Niego: Ojcem naszym jest Abraham. Rzekł do nich Jezus: Gdybyście byli dziećmi Abrahama, to byście pełnili czyny Abrahama. Teraz usiłujecie Mnie zabić, człowieka, który wam powiedział prawdę usłyszaną u Boga. Tego Abraham nie czynił. Wy pełnicie czyny ojca waszego. Rzekli do Niego: Myśmy się nie urodzili z nierządu, jednego mamy Ojca - Boga. Rzekł do nich Jezus: Gdyby Bóg był waszym ojcem, to i Mnie byście miłowali. Ja bowiem od Boga wyszedłem i przychodzę. Nie wyszedłem od siebie, lecz On Mnie posłał.
Straszna to niewola, w której człowiekowi wydaje się, że jest wolny. Straszna to niewola, w której Wybawca uznany jest za wroga, a ciemiężyciel za dobroczyńcę. „Ludu, mój ludu, cóżem ci uczynił, że ciągle traktujesz Mnie jak uzurpatora chcącego cię wywieść w pole?! Cóż mam jeszcze uczynić, byś poznał i uwierzył, że jestem Prawdą, która cię wyzwala?!”
O. Przemysław Ciesielski OP & Łukasz Kubiak OP, „Oremus” Wielki Post i Triduum Paschalne 2004, s. 146
W Tobie, o Chryste, mamy odkupienie, odpuszczenie grzechów (Kol 1, 14)
Wolność nie jest udziałem niewolników, lecz dzieci, „jeżeli więc Syn was wyzwoli, wówczas będziecie rzeczywiście wolni” (J 8, 35), Człowiek współczesny spragniony wolności musi zrozumieć, że prawdziwa wolność jest tylko w Chrystusie.
„Wolność prawdziwa — poucza Sobór — to wzniosły znak obrazu Bożego w człowieku” (KDK 17). Wolność człowieka jest odblaskiem nieskończonej wolności Boga. Bóg jest wolny bezwzględnie, człowiek zaś w sposób względny. Wolność Boga polega na tym, że może czynić dowolnie wszelkie dobro, jakie chce, wolność człowieka polega „na wolnym wyborze dobra” (tamże). Człowiek jest tym bardziej wolny, im bardziej jest zdolny wybierać i czynić dobro. Lecz grzech zranił człowieka w jego wolności, zaciemnił umysł, utrudnił poznanie prawdy, szybkie rozeznanie dobra od zła; stąd też pochodzi skłonność woli wybierająca często zło zamiast dobra. „Nieszczęsny ja człowiek! Któż mnie wyzwoli z ciała, co wiedzie ku śmierci?” — woła św. Paweł, rozważając, jak trudno człowiekowi czynić dobro, choćby bardzo tego chciał, lecz zaraz pełen nadziei dodaje: „Dzięki niech będą Bogu przez Jezusa Chrystusa, naszego Pana!” (Rz 7, 24–25). Tylko Chrystus może uwolnić człowieka z tego smutnego stanu niewoli, która jest owocem grzechu. On bowiem „umierając zniszczył śmierć”, jaką sprowadził grzech (MP).
Człowiek, chcąc zakosztować pełni wolności, jaką daje Chrystus, powinien powierzyć się Panu i pozwolić, aby oświecała go Prawda wcielona. Powinien wprowadzać w życie i w czyny Chrystusowe słowo. Uwolniony od grzechu ma posługiwać się wolnością, jaką Bóg mu dał, a Chrystus przywrócił, by służyć Bogu i Chrystusowi w miłości. Bóg, wolność „nieskończona, jest miłością. Człowiek jest wolny, w miarę jak staje się miłością, czyli jak staje się zdolnym miłować Boga i bliźniego. „Wy zatem, bracia, powołani zostaliście do wolności — pisze św. Paweł do Galatów. — Tylko nie bierzcie tej wolności jako zachęty do hołdowania ciału, wręcz przeciwnie, miłością ożywieni służcie sobie wzajemnie” (5, 13). Wolność ma służyć miłości, a miłość prawdziwa ze swej strony jest ofiarną i bezinteresowną służbą Bogu i braciom.
O. Gabriel od św. Marii Magdaleny, karmelita bosy
Żyć Bogiem, t. I, str. 380
25 MARCA 2010
(Iz 7,10-14)
Pan przemówił do Achaza tymi słowami: Proś dla siebie o znak od Pana, Boga twego, czy to głęboko w Szeolu, czy to wysoko w górze! Lecz Achaz odpowiedział: Nie będę prosił i nie będę wystawiał Pana na próbę. Wtedy rzekł [Izajasz]: Słuchajcie więc, domu Dawidowy: Czyż mało wam naprzykrzać się ludziom, iż naprzykrzacie się także mojemu Bogu? Dlatego Pan sam da wam znak: Oto Panna pocznie i porodzi Syna, i nazwie Go imieniem Emmanuel, albowiem Bóg z nami.
(Ps 40,7-11)
REFREN: Przychodzę, Boże, pełnić Twoją wolę
Nie chciałeś ofiary krwawej ani płodów ziemi,
lecz otwarłeś mi uszy;
nie żądałeś całopalenia i ofiary za grzechy.
Wtedy powiedziałem: „Oto przychodzę.
W zwoju księgi jest o mnie napisane:
Radością jest dla mnie pełnić Twoją wolę, mój Boże,
a Twoje prawo mieszka w moim sercu”.
Głosiłem Twą sprawiedliwość w wielkim zgromadzeniu
i nie powściągałem warg moich, o czym Ty wiesz, Panie.
Sprawiedliwości Twojej nie kryłem w głębi serca,
głosiłem Twoją wierność i pomoc.
Nie taiłem Twojej łaski ani Twojej wierności
przed wielkim zgromadzeniem.
(Hbr 10,4-10)
Niemożliwe jest bowiem, aby krew cielców i kozłów usuwała grzechy. Przeto przychodząc na świat, mówi: Ofiary ani daru nie chciałeś, aleś Mi utworzył ciało; całopalenia i ofiary za grzech nie podobały się Tobie. Wtedy rzekłem: Oto idę - w zwoju księgi napisano o Mnie - abym spełniał wolę Twoją, Boże. Wyżej powiedział: ofiar, darów, całopaleń i ofiar za grzech nie chciałeś i nie podobały się Tobie, choć składa się je na podstawie Prawa. Następnie powiedział: Oto idę, abym spełniał wolę Twoją. Usuwa jedną [ofiarę], aby ustanowić inną. Na mocy tej woli uświęceni jesteśmy przez ofiarę ciała Jezusa Chrystusa raz na zawsze.
(J 1,14ab)
Słowo stało się ciałem i zamieszkało między nami, i widzieliśmy jego chwałę.
(Łk 1,26-38)
Bóg posłał anioła Gabriela do miasta w Galilei, zwanego Nazaret, do Dziewicy poślubionej mężowi, imieniem Józef, z rodu Dawida; a Dziewicy było na imię Maryja. Anioł wszedł do Niej i rzekł: Bądź pozdrowiona, pełna łaski, Pan z Tobą, . Ona zmieszała się na te słowa i rozważała, co miałoby znaczyć to pozdrowienie. Lecz anioł rzekł do Niej: Nie bój się, Maryjo, znalazłaś bowiem łaskę u Boga. Oto poczniesz i porodzisz Syna, któremu nadasz imię Jezus. Będzie On wielki i będzie nazwany Synem Najwyższego, a Pan Bóg da Mu tron Jego praojca, Dawida. Będzie panował nad domem Jakuba na wieki, a Jego panowaniu nie będzie końca. Na to Maryja rzekła do anioła: Jakże się to stanie, skoro nie znam męża? Anioł Jej odpowiedział: Duch Święty zstąpi na Ciebie i moc Najwyższego osłoni Cię. Dlatego też Święte, które się narodzi, będzie nazwane Synem Bożym. A oto również krewna Twoja, Elżbieta, poczęła w swej starości syna i jest już w szóstym miesiącu ta, która uchodzi za niepłodną. Dla Boga bowiem nie ma nic niemożliwego. Na to rzekła Maryja: Oto Ja służebnica Pańska, niech Mi się stanie według twego słowa! Wtedy odszedł od Niej anioł.
Tajemnica Wcielenia – Bóg staje się człowiekiem. Jeszcze tego nie widać, bo dzieje się to w tajemniczy sposób w łonie Maryi. Nasze codzienne zabieganie zbyt często nie pozwala nam dostrzec tej Tajemnicy. Nawet jeśli stajemy do modlitwy, to i tak jesteśmy uwięzieni w sobie, zajęci swoimi sprawami. To rodzi frustrację: „Bóg mnie nie wysłuchuje”. A jakie jest lekarstwo? Bezinteresowna adoracja – zasłuchanie w słowo Boga i rozważanie Go. Bóg przez Maryję mówi nam dziś: „Narzekasz, że cię nie słucham. Ale czy ty słuchasz Mnie? Może umówimy się, że ty zajmiesz się Mną i moim słowem, a ja zajmę się tobą i twoimi problemami”. Postawa adoracji umożliwia nam podjęcie decyzji wiary: „Prowadź mnie Panie, niech mi się stanie według Twego słowa”.
O. Przemysław Ciesielski OP & Łukasz Kubiak OP, „Oremus” Wielki Post i Triduum Paschalne 2004, s. 121
„Przychodzę, Boże, pełnić Twoją wole” (Psalm resp.)
2. W uroczystość Zwiastowania Jezus zostaje bardziej niż kiedykolwiek złączony z Maryją nie tylko w opowiadaniu ewangelicznym, lecz także w proroctwie Izajasza, czytanym dzisiaj w pierwszej lekcji (7, 10—14). W krytycznej chwili dziejów Izraela Prorok zapowiada królowi Achazowi nadzwyczajnego zbawiciela; pośle Go Bóg, a narodzi się z dziewicy: „Oto Panna pocznie i porodzi Syna, i nazwie Go imieniem Emanuel” (tamże 14). Chociaż to proroctwo zostało wypowiedziane w konkretnych okolicznościach historycznych owych czasów, jest zbyt wyraziste, by nie uznać w nim pierwszej tajemniczej zapowiedzi Wcielenia Syna Bożego w łonie Dziewicy z Nazaretu. Tak tłumaczył je Mateusz, przytaczając je dosłownie na zakończenie swego opowiadania o narodzeniu Jezusa: „A stało się to wszystko, aby się wypełniło słowo Pańskie powiedziane przez Proroka: Oto Dziewica pocznie i porodzi Syna, któremu nadadzą imię Emanuel, to znaczy Bóg z nami” (/, 22—23). Tylko Jezus narodził się z dziewicy, tylko On jest rzeczywiście „Bogiem z nami”.
W Ewangelii dzisiejszej Łukasz przytacza historyczny fakt narodzin Jezusa (1, 26—38). Opowiadanie jest wybitnie maryjne zarówno dlatego, że tylko Maryja mogła je opowiedzieć, jak i dlatego, że Ona sama jest w nim główną osobą. Wszystko jednak odnosi się do Tego, który ma przyjść: do Jezusa. On jako „Syn Najwyższego” otrzyma „tron Dawida... a Jego panowaniu nie będzie końca” (tamże 32—33). Jego poczęcie dokona się w łonie Maryi bez współudziału mężczyzny, dzięki szczególnemu działaniu Bożemu: „Duch Święty zstąpi na Ciebie i moc Najwyższego osłoni Cię” (tamże 35). Wobec niesłychanej wielkości takiej zapowiedzi sama Maryja znika niejako przez akt niezrównanej wiary i pokory. Właśnie dlatego, że jest pokorna, wierzy w rzeczy po ludzku mówiąc niemożliwe. Najświętsza Dziewica pierwsza ze wszystkich stworzeń wierzy w Chrystusa, Syna Bożego, który niepojętą tajemnicą stanie się w niej prawdziwym człowiekiem. Wierząc przyjmuje, lecz pokora skłania ją, by ofiarowała się Bogu tylko jako służebnica, niewolnica; Bóg zaś odpowiada natychmiast, czyniąc ją matką nienaruszoną swojego Jednorodzonego. Jest to ze strony Najwyższego tajemnica nieskończonego miłosierdzia, a ze strony Maryi akt wiary i pokory. „Dziewica słucha, wierzy i poczyna”, mówi św. Augustyn.
O. Gabriel od św. Marii Magdaleny, karmelita bosy
Żyć Bogiem, t. I, str. 636
26 MARCA 2010
(Jr 20,10-13)
Tak, słyszałem oszczerstwo wielu: Trwoga dokoła! Donieście, donieśmy na niego! Wszyscy zaprzyjaźnieni ze mną wypatrują mojego upadku: Może on da się zwieść, tak że go zwyciężymy i wywrzemy swą pomstę na nim! Ale Pan jest przy mnie jako potężny mocarz; dlatego moi prześladowcy ustaną i nie zwyciężą. Będą bardzo zawstydzeni swoją porażką, okryci wieczną i niezapomnianą hańbą. Panie Zastępów, Ty, który doświadczasz sprawiedliwego, patrzysz na nerki i serce, dozwól, bym zobaczył Twoją pomstę nad nimi. Tobie bowiem powierzyłem swą sprawę. Śpiewajcie Panu, wysławiajcie Pana! Uratował bowiem życie ubogiego z ręki złoczyńców.
(Ps 18,2-7)
REFREN: Pana wzywałem i On mnie wysłuchał
Miłuję Cię, Panie, mocy moja,
Panie, opoko moja i twierdzo, mój wybawicielu.
Boże, skalo moja, na którą się chronię,
tarczo moja, mocy zbawienia mego i moja obrono.
Wzywam Pana, godnego chwały,
i wyzwolony będę od moich nieprzyjaciół.
Ogarnęły mnie fale śmierci
i zatrwożyły odmęty niosące zagładę,
opętały mnie pęta otchłani, schwyciły mnie sidła śmierci.
Wzywałem Pana w moim utrapieniu,
wołałem do mojego Boga
i głos mój usłyszał ze świątyni swojej,
dotarł mój krzyk do Jego uszu.
(J 6,63b.68b)
Słowa Twoje, Panie, są duchem i życiem, Ty masz słowa życia wiecznego.
(J 10,31-42)
Żydzi porwali kamienie, aby Jezusa ukamienować. Odpowiedział im Jezus: Ukazałem wam wiele dobrych czynów pochodzących od Ojca. Za który z tych czynów chcecie Mnie ukamienować? Odpowiedzieli Mu Żydzi: Nie chcemy Cię kamienować za dobry czyn, ale za bluźnierstwo, za to, że Ty będąc człowiekiem uważasz siebie za Boga. Odpowiedział im Jezus: Czyż nie napisano w waszym Prawie: Ja rzekłem: Bogami jesteście? Jeżeli /Pismo/ nazywa bogami tych, do których skierowano słowo Boże - a Pisma nie można odrzucić to jakżeż wy o Tym, którego Ojciec poświęcił i posłał na świat, mówicie: Bluźnisz, dlatego że powiedziałem: Jestem Synem Bożym? Jeżeli nie dokonuję dzieł mojego Ojca, to Mi nie wierzcie. Jeżeli jednak dokonuję, to choćbyście Mnie nie wierzyli, wierzcie moim dziełom, abyście poznali i wiedzieli, że Ojciec jest we Mnie, a Ja w Ojcu. I znowu starali się Go pojmać, ale On uszedł z ich rąk. I powtórnie udał się za Jordan, na miejsce, gdzie Jan poprzednio udzielał chrztu, i tam przebywał. Wielu przybyło do Niego, mówiąc, iż Jan wprawdzie nie uczynił żadnego znaku, ale że wszystko, co Jan o Nim powiedział, było prawdą. I wielu tam w Niego uwierzyło.
Bóg ochrania swojego Syna, którego posłał, i dlatego prześladowcy nie zwyciężają. Ale do czasu. Bo już za chwilę wezmą górę ci, którzy lekceważą dzieła dokonywane przez Jezusa; ci, którzy cieszą się, iż pochwycili Go na bluźnierstwie i mają Go o co oskarżyć; ci, którzy zamknęli się w ciasnych ramach teologicznej szermierki. Ale zanim to nastąpi, Jezus wraca nad Jordan, do miejsca, gdzie Jan udzielał chrztu, gdzie rozpoczął głoszenie Dobrej Nowiny, gdzie jeszcze brzmi echo świadectwa Ojca: „To jest mój Syn umiłowany, w którym mam upodobanie”. Tu właśnie ludzie o sercach złaknionych prawdy uwierzyli Jezusowi, tak jak trzy lata wcześniej uwierzyli Janowi.
O. Przemysław Ciesielski OP & Łukasz Kubiak OP, „Oremus” Wielki Post i Triduum Paschalne 2004, s. 156
Tobie, o Panie, powierzam moją troskę, Ty mię podtrzymasz (Ps 55, 23)
„Wszystkie troski wasze przerzućcie na Boga, gdyż Jemu zależy na was” (1 P 5, 7). Kto ugina się pod ciężarem osobistego cierpienia, popadnie w rozgoryczenie i pogrąży się w nim tłumiąc w sobie każdy wielkoduszny zryw. Kto natomiast zdaje się na Boga, ten zachowa równowagę i zdolny będzie myśleć więcej o innych niż o sobie samym, zawsze gotów do oddania. „Mocni w wierze — pisze św. Piotr do chrześcijan prześladowanych. — Wiecie, że te same cierpienia ponoszą wasi bracia na świecie” (tamże 9). Myśl o cierpieniach bliźniego, większych pewnie niż nasze, pomaga zapomnieć o sobie samym, wznosić się ponad osobiste cierpienia i poświęcać się, by nieść ulgę cierpieniom innych, dźwigając własny krzyż solidarnie z cierpiącymi braćmi, przede wszystkim zaś w zgodności z Chrystusem ukrzyżowanym.
Nieraz jednak utrapienie może stać się tak ciężkie, że zdaje się nas przygniatać. Wówczas pomoże nam myśl, że Jezus w Gctsemani również był tak przygnieciony cierpieniem, iż pocił się krwią i jęczał: „Smutna jest moja dusza aż do śmierci” (Mt 26, 38). Syn Boga i Bóg sam chciał doświadczyć strachu, trwogi, odrazy swojej natury w obliczu cierpienia. Każdy człowiek w śmiertelnym smutku Chrystusa widzi uświęcone własne utrapienia i smutki, a zarazem znajduje siłę, by nie upaść. Chrześcijanin chroniąc się z Jezusem w modlitwie do Ojca: „nie jak Ja chcę, ale jak Ty” (tamże 39), opiera się atakom bólu, nie daje im się pochłonąć, nie popada w rozgoryczenie. Synowskie i ufne zdanie się na wolę Boga sprawia, że może stawić czoła z prostota, a nawet z radością, okolicznościom najbardziej nawet tragicznym, ponieważ wie, że „ci, którzy pokładają ufność w Bogu, nic zaznają wstydu” (Dn 3, 40).
,,A Bóg wszelkiej łaski, Ten, który was powołał do wiecznej swojej chwały w Chrystusie Jezusie, gdy trochę pocierpicie, sam was udoskonali, utwierdzi, umocni i ugruntuje” (1 P 5, 10). Utrapienia tego życia są zawsze „krótkim cierpieniem” w porównaniu ze szczęśliwą wiecznością, do której wiedzie nas krzyż.
O. Gabriel od św. Marii Magdaleny, karmelita bosy
Żyć Bogiem, t. I, str. 387
27 MARCA 2010
(Ez 37,21-28)
Tak mówi Pan Bóg: Oto wybieram Izraelitów spośród ludów, do których pociągnęli, i zbieram ich ze wszystkich stron, i prowadzę ich do ich kraju. I uczynię ich jednym ludem w kraju, na górach Izraela, i jeden król będzie nimi wszystkimi rządził, i już nie będą tworzyć dwóch narodów, i już nie będą podzieleni na dwa królestwa. I już nie będą się kalać swymi bożkami i wstrętnymi kultami, i wszelkimi odstępstwami. Uwolnię ich od wszystkich ich wiarołomstw, którymi zgrzeszyli, oczyszczę ich i będą moim ludem, Ja zaś będę ich Bogiem. Sługa mój, Dawid, będzie królem nad nimi i wszyscy oni będą mieć jedynego Pasterza, i żyć będą według moich praw, i moje przykazania zachowywać będą i wypełniać. Będą mieszkali w kraju, który dałem słudze mojemu, Jakubowi, w którym mieszkali wasi przodkowie. Mieszkać w nim będą, oni i synowie, i wnuki ich na zawsze, a mój sługa, Dawid, będzie na zawsze ich władcą. I zawrę z nimi przymierze pokoju: będzie to wiekuiste przymierze z nimi. Założę ich i rozmnożę, a mój przybytek pośród nich umieszczę na stałe. Mieszkanie moje będzie pośród nich, a Ja będę ich Bogiem, oni zaś będą moim ludem. Ludy zaś pogańskie poznają, że Ja jestem Pan, który uświęca Izraela, gdy mój przybytek będzie wśród nich na zawsze.
(Jr 31,10-13)
REFREN: Pan nas obroni, tak jak pasterz owce
Słuchajcie, narody, słowa Pana,
głoście na dalekich wyspach i mówcie:
„Ten, co rozproszył, zgromadzi Izraela
i będzie czuwał nad nim jak pasterz nad swą trzodą”.
Pan bowiem uwolni Jakuba,
wybawi go z ręki silniejszego od niego.
Przyjdą i będą wykrzykiwać radośnie na wyżynie Syjonu
i rozradują się Błogosławieństwem Pana.
Wtedy ogarnie dziewicę radość wśród tańca
i młodzieńcy cieszyć się będą ze starcami.
Zamienię bowiem ich smutek w radość,
pocieszę ich i rozweselę po ich troskach.
(Ez 18,31)
Odrzućcie od siebie wszystkie grzechy i utwórzcie sobie nowe serca i nowego ducha.
(J 11,45-57)
Wielu spośród Żydów przybyłych do Marii ujrzawszy to, czego Jezus dokonał, uwierzyło w Niego. Niektórzy z nich udali się do faryzeuszów i donieśli im, co Jezus uczynił. Wobec tego arcykapłani i faryzeusze zwołali Wysoką Radę i rzekli: Cóż my robimy wobec tego, że ten człowiek czyni wiele znaków? Jeżeli Go tak pozostawimy, to wszyscy uwierzą w Niego, i przyjdą Rzymianie, i zniszczą nasze miejsce święte i nasz naród. Wówczas jeden z nich, Kajfasz, który w owym roku był najwyższym kapłanem, rzekł do nich: Wy nic nie rozumiecie i nie bierzecie tego pod uwagę, że lepiej jest dla was, gdy jeden człowiek umrze za lud, niż miałby zginąć cały naród. Tego jednak nie powiedział sam od siebie, ale jako najwyższy kapłan w owym roku wypowiedział proroctwo, że Jezus miał umrzeć za naród, a nie tylko za naród, ale także, by rozproszone dzieci Boże zgromadzić w jedno. Tego więc dnia postanowili Go zabić. Odtąd Jezus już nie występował wśród Żydów publicznie, tylko odszedł stamtąd do krainy w pobliżu pustyni, do miasteczka, zwanego Efraim, i tam przebywał ze swymi uczniami. A była blisko Pascha żydowska. Wielu przed Paschą udawało się z tej okolicy do Jerozolimy, aby się oczyścić. Oni więc szukali Jezusa i gdy stanęli w świątyni, mówili jeden do drugiego: Cóż wam się zdaje? Czyżby nie miał przyjść na święto? Arcykapłani zaś i faryzeusze wydali polecenie, aby każdy, ktokolwiek będzie wiedział o miejscu Jego pobytu, doniósł o tym, aby Go można było pojmać.
„Cóż my robimy wobec tego, że ten człowiek czyni wiele znaków?” Można być obojętnym, można Mu uwierzyć, można Go odrzucić. Można ani na moment nie dopuścić do siebie choćby małej niepewności: „A może coś w tym jest?”. Tak postępują ci, którzy „już wszystko wiedzą” i postanawiają działać. Tak, trzeba działać, bo rzeczywiście cały naród zmierza ku zagładzie. Ale nieprawość ludzi, zwłaszcza tych, którzy podejmują decyzje dotyczące całej wspólnoty, sięgnęła zenitu. I tylko śmierć i zmartwychwstanie Syna Bożego może odmienić kolej rzeczy.
O. Przemysław Ciesielski OP & Łukasz Kubiak OP, „Oremus” Wielki Post i Triduum Paschalne 2004, s. 160
Co do mnie, nie daj Boże, bym się miał chlubić z czego innego, jak tylko z krzyża Twojego, o Chryste Panie (Ga 6, 14)
Nauka krzyża jest głupstwem dla tych, co idą na zatracenie, mocą Bożą zaś dla nas, którzy dostępujemy zbawienia” (I Kor 1, 18). Dla tego, kto nie wierzy w Chrystusa, krzyż jest głupstwem nie do przyjęcia; lecz dla tych, którzy naśladują go i kochają, „jest mocą Bożą”, mocą, która odkupuje, zbawia, uświęca. Im więcej ktoś pragnie świętości, tym bardziej powinien kochać krzyż, i to nie tylko Krzyż, przez który został odkupiony, ale też osobisty, przez który włącza się w tajemnicę śmierci Chrystusa i staje się uczestnikiem tajemnicy Jego życia. „O dusze, które chcecie chodzić pełne spokoju i pociechy w rzeczach duchowych — woła św, Jan od Krzyża — gdybyście wiedziały, ile wam trzeba znieść cierpień, aby dojść do tej pewności i pociechy!” (Ż.pł. 2, 28). Człowiek jest tak zarażony egoizmem i pychą, że chcąc osiągnąć zjednoczenie z Bogiem musi być oczyszczony i przekształcony w samym centrum swojego jestestwa. Tylko Bóg może dokonać w nim tego dzieła, czyni to zaś przez krzyż. Dlatego, kiedy On wkracza w życie człowieka przez zewnętrzne i wewnętrzne doświadczenia, nie szczędząc utrapień jego ciału i duszy, czyni mu największą łaskę, będącą zadatkiem Jego zamiarów miłości i uświęcenia.
Chrystus dokonał dzieła pojednania rodzaju ludzkiego z Bogiem, gdy „wyniszczony był we wszystkim. Opuścili Go ludzie, bo w chwili śmierci zamiast uszanowania naigrawali się z Niego, opuszczały Go siły przyrodzone, dla których śmierć była ostatecznym wyniszczeniem. Opuścił Go i Ojciec, bo nie miał wtedy żadnej opieki i pociechy od Niego”. Z tego przykładu człowiek duchowy „niech zrozumie tajemnicę bramy i drogi Chrystusowej i niech pamięta, że im więcej się ktoś wyniszczy dla Boga... tym więcej się z Nim zjednoczy i tym większego dzieła dokona (J. K.: Dr. II, 7, 11). Kiedy człowiek przekona się głęboko o tej prawdzie, nie będzie uważał za przesadne śmiałych wypowiedzi św. Pawła o krzyżu swego Pana, lecz uczyni je programem własnego życia: „Co do mnie, nie daj Boże, bym się miał chlubić z czego innego, jak tylko z krzyża Pana naszego Jezusa Chrystusa, dzięki któremu świat stał się ukrzyżowany dla mnie, a ja dla świata” (Ga 6, 14).
O. Gabriel od św. Marii Magdaleny, karmelita bosy
Żyć Bogiem, t. I, str. 391
» Przypominamy o możliwości bezpłatnej elektronicznej prenumeraty „Czytań na każdy dzień” – szczegóły na stronie Prenumerata.
» Powrót na stronę główną „Czytań”
© 1996–2010 www.mateusz.pl