| LIPIEC 2010 | |
|---|---|
| 25 | XVII NIEDZIELA ZWYKŁA Rdz 18,20-32; Ps 138,1-3.6-8; Kol 2,12-14; Rz 8,15; Łk 11,1-13 |
| 26 | PONIEDZIAŁEK Jr 13,1-11; Ps: Pwt 32,18-21; Jk 1,18; Mt 13,31-35 |
| 27 | WTOREK Jr 14,17-22; Ps 79,8-9.11.13; Mt 13,36-43 |
| 28 | ŚRODA Jr 15,10.16-21; Ps 59,2-5.10-11.17; J 6,63b.68b; Mt 13,44-46 |
| 29 | CZWARTEK 1 J 4,7-16; Ps 34,2-11; J 8,12b; J 11,19-27 lub Łk 10,38-42 |
| 30 | PIĄTEK Jr 26,1-9; Ps 69,5.8-10.14; 1 P 1,25; Mt 13,54-58 |
| 31 | SOBOTA Jr 26,11-16.24; Ps 69,15-16.30-31.33-34; Mt 5,10; Mt 14,1-12 |
25 LIPCA 2010
(Rdz 18,20-32)
Bóg rzekł do Abrahama: Skarga na Sodomę i Gomorę głośno się rozlega, bo występki ich [mieszkańców] są bardzo ciężkie. Chcę więc iść i zobaczyć, czy postępują tak, jak głosi oskarżenie, które do Mnie doszło, czy nie; dowiem się. Wtedy to ludzie ci odeszli w stronę Sodomy, a Abraham stał dalej przed Panem. Zbliżywszy się do Niego, Abraham rzekł: Czy zamierzasz wygubić sprawiedliwych wespół z bezbożnymi? Może w tym mieście jest pięćdziesięciu sprawiedliwych; czy także zniszczysz to miasto i nie przebaczysz mu przez wzgląd na owych pięćdziesięciu sprawiedliwych, którzy w nim mieszkają? O, nie dopuść do tego, aby zginęli sprawiedliwi z bezbożnymi, aby stało się sprawiedliwemu to samo, co bezbożnemu! O, nie dopuść do tego! Czyż Ten, który jest sędzią nad całą ziemią, mógłby postąpić niesprawiedliwie? Pan odpowiedział: Jeżeli znajdę w Sodomie pięćdziesięciu sprawiedliwych, przebaczę całemu miastu przez wzgląd na nich. Rzekł znowu Abraham: Pozwól, o Panie, że jeszcze ośmielę się mówić do Ciebie, choć jestem pyłem i prochem. Gdyby wśród tych pięćdziesięciu sprawiedliwych zabrakło pięciu, czy z braku tych pięciu zniszczysz całe miasto? Pan rzekł: Nie zniszczę, jeśli znajdę tam czterdziestu pięciu. Abraham znów odezwał się tymi słowami: A może znalazłoby się tam czterdziestu? Pan rzekł: Nie dokonam zniszczenia przez wzgląd na tych czterdziestu. Wtedy Abraham powiedział: Niech się nie gniewa Pan, jeśli rzeknę: może znalazłoby się tam trzydziestu? A na to Pan: Nie dokonam zniszczenia, jeśli znajdę tam trzydziestu. Rzekł Abraham: Pozwól, o Panie, że ośmielę się zapytać: gdyby znalazło się tam dwudziestu? Pan odpowiedział: Nie zniszczę przez wzgląd na tych dwudziestu. Na to Abraham: O, racz się nie gniewać, Panie, jeśli raz jeszcze zapytam: gdyby znalazło się tam dziesięciu? Odpowiedział Pan: Nie zniszczę przez wzgląd na tych dziesięciu.
(Ps 138,1-3.6-8)
REFREN: Pan mnie wysłuchał, kiedy Go wzywałem
Będę Cię sławił, Panie, z całego serca,
bo usłyszałeś słowa ust moich.
Będę śpiewał Ci psalm wobec aniołów,
pokłon Ci oddam w Twoim świętym przybytku.
I będę sławił Twe imię
za łaskę Twoją i wierność.
Wysłuchałeś mnie, kiedy Cię wzywałem,
pomnożyłeś moc mojej duszy.
Pan, który jest wysoko, patrzy łaskawie na pokornego,
pyszałka zaś dostrzega z daleka.
Gdy chodzę wśród utrapienia, Ty podtrzymujesz me życie,
wyciągasz swoją rękę przeciwko gniewowi mych wrogów.
Wybawia mnie Twoja prawica.
Pan za mnie wszystkiego dokona.
Panie, Twa łaska trwa na wieki,
nie porzucaj dzieła rąk Twoich.
(Kol 2,12-14)
Z Chrystusem pogrzebani jesteście w chrzcie, w Nim też razem zostaliście wskrzeszeni przez wiarę w moc Boga, który Go wskrzesił. I was, umarłych na skutek występków i nieobrzezania waszego /grzesznego/ ciała, razem z Nim przywrócił do życia. Darował nam wszystkie występki, skreślił zapis dłużny obciążający nas nakazami. To właśnie, co było naszym przeciwnikiem, usunął z drogi, przygwoździwszy do krzyża.
(Rz 8,15)
Otrzymaliście Ducha przybrania za synów, w którym wołamy: Abba, Ojcze!
(Łk 11,1-13)
Gdy Jezus przebywał w jakimś miejscu na modlitwie i skończył ją, rzekł jeden z uczniów do Niego: Panie, naucz nas się modlić, jak i Jan nauczył swoich uczniów. A On rzekł do nich: Kiedy się modlicie, mówcie: Ojcze, niech się święci Twoje imię; niech przyjdzie Twoje królestwo! Naszego chleba powszedniego dawaj nam na każdy dzień i przebacz nam nasze grzechy, bo i my przebaczamy każdemu, kto nam zawinił; i nie dopuść, byśmy ulegli pokusie. Dalej mówił do nich: Ktoś z was, mając przyjaciela, pójdzie do niego o północy i powie mu: Przyjacielu, użycz mi trzy chleby, bo mój przyjaciel przyszedł do mnie z drogi, a nie mam, co mu podać. Lecz tamten odpowie z wewnątrz: Nie naprzykrzaj mi się! Drzwi są już zamknięte i moje dzieci leżą ze mną w łóżku. Nie mogę wstać i dać tobie. Mówię wam: Chociażby nie wstał i nie dał z tego powodu, że jest jego przyjacielem, to z powodu natręctwa wstanie i da mu, ile potrzebuje. Ja wam powiadam: Proście, a będzie wam dane; szukajcie, a znajdziecie; kołaczcie, a otworzą wam. Każdy bowiem, kto prosi, otrzymuje; kto szuka, znajduje; a kołaczącemu otworzą. Jeżeli którego z was, ojców, syn poprosi o chleb, czy poda mu kamień? Albo o rybę, czy zamiast ryby poda mu węża? Lub też gdy prosi o jajko, czy poda mu skorpiona? Jeśli więc wy, choć źli jesteście, umiecie dawać dobre dary swoim dzieciom, o ileż bardziej Ojciec z nieba da Ducha Świętego tym, którzy Go proszą.
„Nie dopuść do tego, aby zginęli sprawiedliwi z bezbożnymi” – prosił Boga Abraham, wstawiając się za mieszkańcami Sodomy i Gomory. Sprawiedliwa prośba. A jednak Bóg objawia nam w Chrystusie sprawiedliwość większą: Jego Syn oddaje życie za niesprawiedliwych, aby ich ocalić, i czyni ich swoimi dziećmi, posyłając im Ducha Świętego. To daje podstawy do niezachwianej ufności, pewnej Ojcowskiego serca Boga, które w odpowiedzi na nasze prośby gotowe jest dać nam nieskończenie więcej, niż prosimy czy rozumiemy, i które nikomu nie odmawia miłosierdzia. 102
Bogna Paszkiewicz, „Oremus” lipiec 2004, s.
Chyba każdy człowiek – może nawet niewierzący też – odczuwa niekiedy nieodpartą potrzebę modlitwy. Chcielibyśmy wtedy podzielić się swoją radością, wdzięcznością, żalem czy pragnieniami z kimś, kto nas na pewno zrozumie, kto potrafi dzielić z nami nasze uczucia, kto potrafi pomóc. To wielkie szczęście, jeśli mamy kogoś zaufanego i pewnego: przyjaciela, małżonka, brata. Ale to nam jednak nie wystarcza, chcielibyśmy, żeby to nie był tylko człowiek – potrzebujemy jeszcze Boga.
Może dlatego, że pragniemy nieśmiertelności? Że chcemy utrwalić nasze uczucia wobec świadka, który się nie starzeje i nigdy nie umrze? Że chcemy je dzielić z kimś, kto potrafi współuczestniczyć w nich w całej pełni, utożsamiając się z nami do końca? Może jeszcze dlatego, że potrzebujemy miłości i akceptacji, potwierdzenia na najwyższym szczeblu swojej wartości, swojego istnienia i rzeczywistości? Dlatego pragniemy, aby ten Świadek był wszechmocny i wieczny, by był Bogiem.
Kiedyś człowiek musiał te pragnienia i tęsknoty zaspokajać sam. Był skazany na szukanie po omacku, na grę wyobraźni, na niespełnienie i lęk. Nie wiedział, czy jego postulaty mają szansę realizacji. Dzisiaj wiemy, że Bóg wyszedł ludzkim pragnieniom naprzeciw. Posłał swego Syna, by nauczył ludzi modlić się i by objawił właściwego Adresata dla naszych modlitw. Okazało się wtedy, że rzeczywistość nieskończenie przewyższa nasze postulaty i marzenia. Tym wymarzonym świadkiem jest nie tylko Bóg wszechmocny i wieczny, ale Bóg który nas rozumie i kocha, Bóg, który jest Ojcem!
To niesamowite, że możemy modlić się bez lęku, modlić się do Boga, który jest miłością, który jest troskliwy, który opiekuje się, przebacza, pomaga, wyzwala. Do Boga, który jest naszym Ojcem. Bardzo nieszczęśliwi są ludzie, którzy nie doświadczyli w dzieciństwie ojcowskiej miłości, albo doświadczyli jej wypaczenia. Właściwie są na całe życie upośledzeni. Trudno jest im zrozumieć, że mają jeszcze innego Ojca – Ojca, który jest w niebie. Poznać tego Ojca mogą przez modlitwę.
Nauczył nas jej Jego Syn. Tylko On wie kim jest Bóg i tylko On może o Nim pouczyć. Więc uczy nas, że Bóg jest święty i godzien uwielbienia, że mamy Go wysławiać i z utęsknieniem wyczekiwać przyjścia Jego królestwa. Zna też nasze codzienne potrzeby, wyrażone w symbolu powszedniego chleba i zapewnia, że Bóg jest na nie wrażliwy, że na pewno nam nie odmówi tego, co służy do życia. I chociaż bezpośrednia troska o chleb spoczywa na nas i jest zależna od naszej pracy, Bóg chce, byśmy tę pracę podejmowali razem z Nim, z Jego błogosławieństwem.
Następnie Jezus zachęca nas do modlitwy o przebaczenie i zarazem wzywa nas do przebaczenia. Jeśli nasza modlitwa jest szczera, powinniśmy zacząć od tego miejsca. Albowiem to tylko od nas zależy, czy zechcemy być w tym punkcie konsekwentni i wypełnić to, o co się modlimy, czy też nie. I jeśli mamy nieraz żal do Boga, że nie wysłuchuje naszych próśb, że dopuszcza takie skandale jak Oświęcim czy głód, to zastanówmy się najpierw, czy w naszym życiu jest obecne przebaczenie. Czy sami czynimy i przyczyniamy się do tego, o co prosimy, czy też pozostawiamy to Bogu, a sami tylko przeszkadzamy.
Na koniec Jezus na kilku przykładach pokazuje, że modlitwa jest niezawodna, gdyż niezawodny jest Bóg. Jedynie człowiek zawodzi. A ponieważ Bóg pewne rzeczy uzależnia od współpracy człowieka, dlatego najpierw powinniśmy się zatroszczyć, byśmy sami byli wierni temu, o co prosimy. Byłoby bowiem niekonsekwencją prosić o coś słowami, a zaprzeczać temu czynami. I trudno oczekiwać, by Bóg traktował te prośby serio.
Ks. Mariusz Pohl
Jednym z poważnych nieporozumień naszego pokolenia jest ciągłe narzekanie na zło istniejące obok nas. Prawie we wszystkich rozmowach, gdziekolwiek się spotykamy, dźwięczy nuta narzekania: rozkład moralny młodzieży, rozbite małżeństwa i osierocone dzieci, alkoholizm, nieuczciwość w pracy, brak odpowiedzialności. Zła moralnego obok nas jest dużo.
To narzekanie w pewnej mierze jest znakiem naszej dobrej woli i pragnienia życia w świecie dobrym. Uważamy, że wokół powinno być wielu ludzi szlachetnych, gotowych do poświęcenia, bezinteresownych, ofiarnych, wielkiego ducha. Tęsknimy za światem dobra.
A co na to odpowiada Bóg? Świat przypomina Sodomę i Gomorę, a Bóg w każdym pokoleniu szuka dziesięciu sprawiedliwych. Jeśli ich znajdzie, nie zniszczy świata ze względu na tych dziesięciu.
Gdyby rolnik zasiał pszenicę, a po pewnym czasie zobaczył, że na jego polu zamiast pszenicy wyrósł łan kąkolu, a w nim naliczyłby jedynie dziesięć kłosów pszenicy, na pewno doszedłby do wniosku, że uprawa się nie opłaci, że trzeba wszystko zaorać i siać od nowa. Ale Bóg tak nie powie. Bogu opłaci się czekać, aż dojrzeje tych dziesięć kłosów pszenicy. Kąkol może wzrastać i wydawać owoce. Bóg nie zniszczy pola dla tych dziesięciu kłosów, dlatego że one wydają wyrok na cały łan kąkolu. One dowodzą, że w Sodomie można żyć sprawiedliwie. Bóg potrzebuje dziesięciu świadków.
Narzekaniem świata nie zmienimy. Dziewięćdziesiąt dziewięć procent energii, którą wkładamy w narzekanie i słowne reformowanie świata, trzeba przeznaczyć w tym celu, by doskonalić swoją sprawiedliwość, by należeć do owych dziesięciu sprawiedliwych. To jest nasze zadanie, tego oczekuje od nas Bóg. Tak było w Starym Testamencie i tak jest w Nowym. Jezus zachował to podejście, gdy powiedział: „Wy jesteście światłością świata”. Jemu potrzeba dziesięciu kłosów pszenicy, by swoim światłem dały świadectwo prawdzie. To jest myślenie Boga.
Bóg w każdym pokoleniu szuka dziesięciu sprawiedliwych i ich dobroć decyduje o ocaleniu wielu tysięcy ludzi. W wieczności może się okazać, że człowiek od lat ciężko chory, przez swoją sprawiedliwość ratował od nieszczęść swoją rodzinę, która codziennie narzekała na to, że był dla niej ciężarem. Najczęściej nie wiemy, przez czyją sprawiedliwość Bóg ocala rodzinę, miasto, naród. Widocznie jest tak wielu sprawiedliwych, że Jemu się opłaci troska o to, by świat istniał. Myślenie Boga daleko odbiega od naszego myślenia. Ktokolwiek jednak wejdzie w to Jego myślenie i zatroszczy się o własną sprawiedliwość, nie wydając wyroków na świat, zyska pokój. Kończy się wówczas narzekanie, a jego miejsce zajmuje radość prawdziwej wolności.
Jaki jest warunek zachowania sprawiedliwości w niesprawiedliwym świecie? Chrystus zwraca uwagę na modlitwę. Człowiek, który umie się modlić, potrafi w tym świecie być sprawiedliwym. Jeżeli się nie modli, wcześniej czy później zginie zarażony jedną z chorób moralnych świata.
Ks. Edward Staniek
Targ, jaki prowadzi Abraham z Bogiem, by ocalić Sodomę i Gomorę, jest niezwykle wymownym świadectwem starotestamentalnego myślenia o sprawiedliwości. Abraham w dużej mierze zna grzechy mieszkańców miast, nad którymi zawisł wyrok zagłady. Chce je uratować, szukając w nich ludzi sprawiedliwych. Pragnie ustalić liczbę sprawiedliwych, za jaką Bóg jest w stanie cofnąć wyrok. Nie wierzy bowiem, by sprawiedliwi mogli zostać zniszczeni razem z niesprawiedliwymi. To jest tak, jakby gospodarz miał decydować, dla ilu kłosów pszenicy warto zachować pole aż do żniwa, mimo iż bujnie na nim rozkrzewiły się chwasty.
Abraham dowiaduje się, że wystarczy dziesięciu sprawiedliwych, a Sodoma i Gomora nie zostaną zniszczone. Niestety rzeczywistość okazała się gorsza, niż on przypuszczał. W Sodomie Bóg uznał za sprawiedliwych jedynie czterech ludzi: Lota, jego żonę i dwie córki. W imię sprawiedliwości wyprowadził ich z miasta tuż przed kataklizmem, w którym wszyscy mieszkańcy zginęli.
Trzeba przyznać, że nasze myślenie często wędruje drogami, jakimi chodził Abraham. Ciągle szukamy dziesięciu sprawiedliwych i ufamy, że ze względu na nich Bóg zachowa od nieszczęścia tysiące grzeszników. Tymczasem Nowy Testament zmienił to myślenie. Wprowadził bowiem pojęcie ofiary. Oto jedyny sprawiedliwy, Jezus Chrystus, sam na siebie przyjmuje wyrok, by ratować mieszkańców świata. On dobrowolnie zgadza się na śmierć, na którą zasłużyli wszyscy Jego bracia z wyjątkiem Niego. Bóg przyjmuje to rozwiązanie. Jezus jako najcenniejszy kłos zostanie starty na mąkę i stanie się Chlebem, by karmić swoich grzesznych braci i w ten sposób przynajmniej niektórych ratować od zniszczenia.
Rzecz jasna człowiek musi osobiście wziąć odpowiedzialność za swą przynależność do Boga, za swe myśli, czyny i słowa. Ratowanie więc braci ma charakter czasowy. Jezus ufa, że wielu się nawróci.
Zagłada Sodomy i Gomory jest biblijnym typem sądu nad ziemią. Nowy Testament wprowadza jednak zasadniczą korektę w porównaniu do sceny opisanej w Księdze Rodzaju. Bohaterem jest sprawiedliwy Chrystus, który dobrowolnie przyjmuje na siebie wyrok. Odtąd ma pełne prawo do wszystkich swoich braci, których odkupił swoją Krwią. Czeka jedynie na ich dobrowolne opowiedzenie się po Jego stronie. Jest w stanie zachować ich od wiecznego ognia i wiecznej śmierci, o ile zechcą się nawrócić. W rozmowie Abrahama z Bogiem nie ma mowy o nawróceniu sodomitów. Chrystus otwiera taką perspektywę. Uczynił to na podstawie własnej ofiary.
Ten sposób myślenia, w którym sprawiedliwy dobrowolnie przyjmuje karę wymierzoną grzesznikom ratując ich od śmierci, z trudem dociera do naszej świadomości. O wiele częściej myślimy tak jak Abraham i chcemy ratować sprawiedliwego od ewentualnej krzywdy. A jednak spotkanie z Chrystusem wymaga tego przestawienia. To ono dopiero otwiera przed nami często jedyną drogę ratowania naszych bliskich. Nasza ofiara może decydować o zbawieniu wielu.
Los sprawiedliwych w Nowym Testamencie jest udziałem w losie Jezusa Chrystusa, błogosławieni nie dziwią się, że Bóg ich nie ochrania, ale radują, że mogą uczestniczyć w dziele zbawienia innych. Bóg ciągle czeka na sprawiedliwych, którzy są gotowi dobrowolnie ofiarować siebie dla ratowania innych.
Ks. Edward Staniek
Modlitwa człowieka i miłosierna hojność Boga to tematy, które przeplatają się w dzisiejszych czytaniach. Na pierwszym miejscu występuje wzruszająca i śmiała modlitwa Abrahama w intencji grzesznych miast (Rdz 18, 20-32; I czytanie), przepiękny wyraz jego ufności w Bogu i troski o zbawienie innych. Bóg objawił mu swój plan zniszczenia Sodomy i Gomory, zepsutych do gruntu, patriarcha zaś usiłuje odwrócić karę w przewidywaniu sprawiedliwych,, którzy by mogli znaleźć się wśród grzeszników. Lecz z ustalonej liczby pięćdziesięciu sprawiedliwych jest zmuszony stopniowo rezygnować aż do niewielkiej liczby dziesięciu: „O racz się nie gniewać, Panie, jeśli raz jeszcze zapytam: gdyby znalazło się tam dziesięciu?” (tamże 32), Ani życzliwa łaskawość Boga, który za każdym razem godzi się na zmniejszoną liczbę, ani pełne troski błaganie Abrahama nie zdołały oszczędzić miast na skutek ogólnego zepsucia; tylko rodzina Lota będzie ocalona, aby świadczyć o miłosierdziu Bożym i potędze pośrednictwa Abrahama. Wydarzenie zostaje na zawsze dowodem straszliwych następstw zatwardziałości w złu oraz wynagradzającej siły dobra, dzięki której tylko dziesięciu sprawiedliwych — gdyby się byli znaleźli — mogło przeszkodzić zniszczeniu miast.
Lecz oto Nowy Testament otwiera nową i cudowną kartę miłosierdzia Bożego: jeden sprawiedliwy „Sługa Pański”, zapowiedziany przez proroków, wystarcza, aby zbawić nie dwa miasta, nie jeden lud, lecz całą ludzkość. W przewidywaniu męki Chrystusa, Bóg przebaczył ludziom wszystkie grzechy, „skreślił zapis dłużny obciążający nas nakazami. To, co było naszym przeciwnikiem, usunął z drogi przygwoździwszy do krzyża” (Kol 2,14; II czytanie). Dosadne zdanie św. Pawia wyraża dobrze, jak ogromny dług grzechów całego rodzaju ludzkiego został zniesiony przez śmierć Chrystusa, lecz nawet Jego przeobfita ekspiacja nie pomoże poszczególnym ludziom, jeśli nie będą współdziałać z Panem przez wyrzeczenie.
Ewangelia z dnia (Łk 11, 1-13) podejmuje temat modlitwy, Jezus na prośbę Apostołów uczy ich modlić się: „Kiedy się modlicie, mówcie: Ojcze, niech się święci Twoje imię; niech przyjdzie Twoje królestwo” (tamże 2). Abraham, przyjaciel Boga, nazywał Go: „mój Pan”; chrześcijanin, którego Jezus upoważnił, mówi do Niego: „Ojcze”, i nazwa ta nadaje jego modlitwie całkiem nowy ton, synowski. Dzięki temu może on swobodnie przelać swoje serce w serce Boga, przedkładając Mu własne potrzeby w najprostszej i spontanicznej formie, na jaką wskazuje Ojcze nasz. Ponadto, bezpośrednio po nauce Modlitwy Pańskiej podając przypowieść o natrętnym przyjacielu, Jezus naucza modlić się wytrwale i natarczywie — jak to uczynił Abraham — bez obawy natręctwa: „prościej szukajcie, kołaczcie”. Nie ma godzin nieodpowiednich dla Boga: pokorna i ufna modlitwa Jego dzieci nigdy nie jest naprzykrzaniem Mu się, owszem. On sobie w niej podoba: „Każdy, kto prosi, otrzymuje, kto szuka, znajdzie; a kołaczącemu otworzą” (tamże 10). A chociaż nie zawsze człowiek otrzymuje to czego pragnie, może być jednak pewny, że jego modlitwa nigdy nie jest daremna, ponieważ Ojciec niebieski odpowiada na nią zawsze swoją miłością i łaskami, chociaż może w sposób zakryty lub odmienny od oczekiwań człowieka. Nie jest ważne otrzymać to lub owo. Ważne jest, żeby nie brakło nigdy łaski wierności względem Boga na każdy dzień. Łaska wierności jest zapewniona każdemu, kto prosi i nie ustaje: „Jeśli wy, choć źli jesteście, umiecie dawać dobre dary swoim dzieciom, o ileż bardziej Ojciec z nieba da Ducha Świętego tym, którzy Go proszą!” (tamże 13). W darze Ducha Św. zamknięte są wszystkie dobra nadprzyrodzone, jakich Bóg pragnie udzielić swoim dzieciom.
O. Gabriel od św. Marii Magdaleny, karmelita bosy
Żyć Bogiem, t. II, str. 452
26 LIPCA 2010
(Jr 13,1-11)
To powiedział mi Pan: Idź i kup sobie lniany pas i włóż go sobie na biodra, ale nie kładź go do wody! I kupiłem pas zgodnie z rozkazem Pańskim i włożyłem go sobie na biodra. Po raz drugi otrzymałem polecenie Pańskie: Weź pas, który kupiłeś, a który nosisz na swych biodrach, wstań i idź nad Eufrat i schowaj go tam w rozpadlinie skały! Poszedłem i ukryłem go nad Eufratem, jak mi rozkazał Pan. Po upływie wielu dni rzekł do mnie Pan: Wstań i idź nad Eufrat i zabierz stamtąd pas, który ci kazałem ukryć. I poszedłem nad Eufrat, odszukałem i wyciągnąłem pas z miejsca, w którym go ukryłem, a oto pas zbutwiał i nie nadał się do niczego. I skierował Pan do mnie następujące słowo: To mówi Pan: Tak oto zniszczę pychę Judy i bezgraniczną pychę Jerozolimy. Przewrotny ten naród odmawia posłuszeństwa moim słowom, postępując według swego zatwardziałego serca; ugania się za obcymi bogami, by im służyć i oddawać cześć - niech więc się stanie jak ten pas, który nie nadaje się do niczego. Albowiem jak przylega pas do bioder mężczyzny, tak przygarnąłem do siebie cały dom Izraela i cały dom Judy - wyrocznia Pana - by były dla Mnie narodem, moją sławą, moim zaszczytem i moją dumą.
(Ps: Pwt 32,18-21)
REFREN: Wspomnij na Boga, który stworzył ciebie
Gardzisz Skałą, co ciebie zrodziła,
zapomniałeś o Bogu, który cię stworzył.
Zobaczył to Pan i wzgardził,
oburzony na własnych synów i córki.
I rzekł: „Odwrócę od nich oblicze,
zobaczę ich koniec.
Gdyż są narodem niestałym,
dziećmi, co nie mają wierności.
Mnie do zazdrości pobudzili nie-bogiem,
rozjątrzyli Mnie swymi czczymi bożkami;
i Ją do zazdrości pobudzę nie-ludem,
rozjątrzę ich głupim narodem”.
(Jk 1,18)
Ze swej woli zrodził nas Ojciec przez słowo prawdy, abyśmy byli pierwocinami Jego stworzeń.
(Mt 13,31-35)
Jezus opowiedział tłumom tę przypowieść: Królestwo niebieskie podobne jest do ziarnka gorczycy, które ktoś wziął i posiał na swej roli. Jest ono najmniejsze ze wszystkich nasion, lecz gdy wyrośnie, jest większe od innych jarzyn i staje się drzewem, tak że ptaki przylatują z powietrza i gnieżdżą się na jego gałęziach. Powiedział im inną przypowieść: Królestwo niebieskie podobne jest do zaczynu, który pewna kobieta wzięła i włożyła w trzy miary mąki, aż się wszystko zakwasiło. To wszystko mówił Jezus tłumom w przypowieściach, a bez przypowieści nic im nie mówił. Tak miało się spełnić słowo Proroka: Otworzę usta w przypowieściach, wypowiem rzeczy ukryte od założenia świata.
Wraz z całym Kościołem wspominamy dziś rodziców Maryi – Annę i Joachima. Bóg im pobłogosławił, czyli uczynił ich szczęśliwymi. Ich córka stała się Matką Syna Bożego. Każdemu człowiekowi Bóg chce błogosławić, tak jak Annie, Joachimowi, Maryi... On zapewnia nas przez usta proroka Jeremiasza, że przygarnia cały dom Izraela, dom Judy – dom każdego człowieka – tak mocno, jak przylega pas do bioder mężczyzny. Zaufanie Bogu otwiera nasze serca coraz szerzej na bezmiar Jego błogosławieństwa i sprawia, że stajemy się Jego „zaszczytem i dumą”, jak była nią Maryja i jej rodzice.
Małgorzata Konarska, „Oremus” lipiec 2004, s. 107
Ty jesteś dobry, o Panie, dla ufających Tobie, dla duszy, która Cię szuka (Lm 3, 25)
„Człowiek nigdy nie potrafi ani miłować Boga tyle, ile jest obowiązany Go miłować, ani wierzyć lub pokładać w Nim nadzieje, tyle ile potrzeba” (św. Tomasz: I-a II-ae 64, 4 co). Można prawdziwie powiedzieć, że miarą nadziei w Bogu jest pokładać nadzieję bez miary. Kiedy człowiek szczerze stara się uczynić ze swej strony wszystko, co może, aby podobać się Bogu, nie powinien się obawiać, że przebiera miarę w nadziei. Ufność ślepa, bezgraniczna, jest niezwykle miła Panu. On bowiem, im więcej stworzenie Mu ufa, tym chętniej spieszy mu z pomocą i napełnia je swoimi dobrami. „Im więcej dusza spodziewa się, tym więcej osiąga”, powiedział św. Jan od Krzyża (Dr. III, 7, 2), a św. Teresa od Dzieciątka Jezus, przyswajając sobie tę myśl, pisze: „Ufność w Bogu tak potężnym i miłosiernym nigdy nie jest zbyt wielka! Tyle od Niego otrzymujemy, ile się spodziewamy” (Dz. r. 12).
Niekiedy wspomnienie popełnionych grzechów, niewierności, niepowodzeń w praktyce cnoty może zniechęcić, podciąć skrzydła nadziei. Wówczas trzeba pamiętać, że Bóg nie miłuje nas dlatego, że nie mamy grzechów, lecz dlatego, że rozlał na nas swoją łaskę i uczynił nas swoimi dziećmi. On pragnie bardziej niż my sami naszego zbawienia i uświęcenia. Jeśli jakaś dusza szuka Go całym sercem i ufa Mu ze wszystkich swoich sił, On sam uświęci ją mimo przeszłych upadków, mimo obecnych nędz i słabości.
Prawdziwy chrześcijanin jest człowiekiem niezłomnej nadziei i jest także siewcą nadziei. Współczesny świat pogrążony w religijnej obojętności, skrępowany materializmem i nierzadko nagabywany pokusą rozpaczy, odczuwa ostateczną potrzebę otwarcia się na dobroczynny wpływ nadziei chrześcijańskiej. Trzeba więc koniecznie budzić „u wszystkich ludzi na całym świecie żywą nadzieję, która jest darem Ducha Świętego, że wreszcie kiedyś w pokoju i najwyższym szczęściu doznają przyjęcia” (KDK 93). Takie też życzenie św. Paweł skierował do Rzymian: „Bóg, dawca nadziei, niech wam udzieli pełni radości i pokoju w wierze, abyście przez moc Ducha Świętego byli bogaci w nadzieję” (Rz 15, 13). Chrześcijanin powinien być jej siewcą na całym świecie.
O. Gabriel od św. Marii Magdaleny, karmelita bosy
Żyć Bogiem, t. II, str. 455
27 LIPCA 2010
(Jr 14,17-22)
Oczy moje wylewają łzy dzień i noc bez przerwy, bo wielki upadek dotknie Dziewicę, Córę mojego ludu, klęska bardzo wielka. Gdy wyjdę na pole - oto pobici mieczem! - Jeśli pójdę do miasta - oto męki głodu! Nawet prorok i kapłan błądzą po kraju nic nie rozumiejąc. Czy nieodwołalnie odrzuciłeś Judę albo czy odczuwasz wstręt do Syjonu? Dlaczego nas dotknąłeś klęską bez możliwości uleczenia nas? Spodziewaliśmy się pokoju, ale nie ma nic dobrego; czasu uleczenia - a tu przerażenie! Uznajemy, Panie, naszą niegodziwość, przewrotność naszych przodków, bo zgrzeszyliśmy przeciw Tobie. Nie odrzucaj nas przez wzgląd na Twoje imię, od czci nie odsądzaj tronu Twojej chwały! Pamiętaj, nie zrywaj swego przymierza z nami! Czy są wśród bożków pogańskich tacy, którzy by zesłali deszcz? Czy może niebo zsyła krople deszczu? Czy raczej nie Ty, Panie, nasz Boże? W Tobie pokładamy nadzieję, bo Ty uczyniłeś to wszystko.
(Ps 79,8-9.11.13)
REFREN: Wyzwól nas, Boże, dla imienia Twego
Nie pamiętaj nam win przodków naszych,
niech szybko nas spotka Twoje miłosierdzie,
bo bardzo jesteśmy słabi.
Wspomóż nas, Boże nasz, Zbawco,
dla chwały Twojego imienia,
wyzwól nas i odpuść nam grzechy przez wzgląd na swoje imię.
Niech jęk pojmanych dojdzie do Ciebie
i mocą Twojego ramienia ocal na śmierć skazanych.
My zaś, lud Twój i owce Twojej trzody,
będziemy wielbić Ciebie na wieki
i przez pokolenia głosić Twoją chwałę.
Ziarnem jest słowo Boże, a siewcą jest Chrystus, każdy, kto Go znajdzie będzie żył na wieki.
(Mt 13,36-43)
Jezus odprawił tłumy i wrócił do domu. Tam przystąpili do Niego uczniowie i prosili Go: Wyjaśnij nam przypowieść o chwaście! On odpowiedział: Tym, który sieje dobre nasienie, jest Syn Człowieczy. Rolą jest świat, dobrym nasieniem są synowie królestwa, chwastem zaś synowie Złego. Nieprzyjacielem, który posiał chwast, jest diabeł; żniwem jest koniec świata, a żeńcami są aniołowie. Jak więc zbiera się chwast i spala ogniem, tak będzie przy końcu świata. Syn Człowieczy pośle aniołów swoich: ci zbiorą z Jego królestwa wszystkie zgorszenia i tych, którzy dopuszczają się nieprawości, i wrzucą ich w piec rozpalony; tam będzie płacz i zgrzytanie zębów. Wtedy sprawiedliwi jaśnieć będą jak słońce w królestwie Ojca swego. Kto ma uszy, niechaj słucha!
„Pamiętaj, nie zrywaj swojego Przymierza z nami” – wołał do Boga prorok Jeremiasz. Kiedy doświadczamy niepokoju, porażki, lęku, przypominamy sobie o Bogu, bez którego nic nie jest mocne ani święte. Wówczas uznajemy naszą słabość i grzech. Takie chwile są dla nas szansą, abyśmy nawracając się, mogli okazać się przy końcu czasów, w porze żniw, dobrym nasieniem, synami królestwa niebieskiego, a nie chwastem posianym przez diabła. Abyśmy jako sprawiedliwi zajaśnieli „jak słońce w królestwie Ojca swego”.
O. Marek Blaza SJ, „Oremus” lipiec 2002, s. 111
Bądź błogosławiony, o Boże, który z miłości przeznaczyłeś nas dla siebie jako przybranych synów (Ef 1, 3-5)
„«Bóg jest miłością: kto trwa w miłości, trwa w Bogu, a Bóg trwa w nim» (1 J 4, 16). Bóg obficie rozlał w naszych sercach swoją miłość przez Ducha Świętego, który nam został dany; dlatego też darem pierwszym i najbardziej potrzebnym jest miłość, którą miłujemy Boga nade wszystko, a bliźniego ze względu na Boga” (KK 42). Cnota miłości jest stworzonym udziałem w nieskończonej miłości, jaką Bóg miłuje siebie samego, czyli miłości, jaką Ojciec miłuje Syna, Syn miłuje Ojca, a jeden i drugi miłują się w Duchu Świętym. Z miłości chrześcijanin został powołany, aby „trwać w Bogu” (1 J 4, 16) i wejść w obręb miłości wiecznej łączącej trzy Osoby Trójcy Przenajświętszej między sobą. Już wiara czyniąc człowieka uczestnikiem poznania, jakie Bóg ma o sobie samym, wprowadza go w wewnętrzne życie Boże, nadzieja zaś napełnia go ufnością, że kiedyś będzie z Nim dzielił szczęśliwość wieczną; lecz miłość prowadzi go jeszcze dalej włączając go, już tutaj na ziemi, w ten bieg miłości niewysłowionej, która jest życiem Trójcy Przenajświętszej. Chrześcijanin przez miłość trwa w Bogu do tego stopnia, że jest włączony w miłość Ojca ku Synowi, a Syna ku Ojcu, miłując Ojca i Syna w miłości Ducha Świętego.
A ponieważ miłość Boża nie pozostaje zamknięta w łonie Trójcy, lecz z Trójcy rozlewa się na ludzi, więc miłość w chrześcijaninie budzi podobny odruch otwierając jego serce do miłowania wszystkich braci. Tylko dzięki miłości, która czyni go uczestnikiem miłości Boga, chrześcijanin staje się zdolny „miłować Boga nade wszystko, a bliźniego ze względu na Boga”. Miłość jest doskonała tylko wtedy, gdy wznosi się do Boga, obejmując razem z Nim, w Nim i dla Niego wszystkie stworzenia. Jedna jest miłość w Bogu: w Jego życiu wewnętrznym i w obcowaniu z ludźmi; jedna niepodzielna jest miłość chrześcijanina: w swoim zrywie ku Bogu i w swoim odruchu do braci. „Takie mamy od Niego przykazanie, aby ten, kto miłuje Boga, miłował też i brata swego” (1 J 4, 21).
O. Gabriel od św. Marii Magdaleny, karmelita bosy
Żyć Bogiem, t. II, str. 459
28 LIPCA 2010
(Jr 15,10.16-21)
Biada mi, matko moja, żeś mnie porodziła, męża skargi i niezgody dla całego kraju. Nie pożyczam ani nie daję pożyczki, a wszyscy mi złorzeczą. Ilekroć otrzymywałem Twoje słowa, pochłaniałem je, a Twoje słowo stawało się dla mnie rozkoszą i radością serca mego. Bo imię Twoje zostało wezwane nade mną, Panie, Boże Zastępów! Nigdy nie zasiadałem w wesołym gronie, by się bawić; pod Twoją ręką siadałem samotny, bo napełniłeś mnie gniewem. Dlaczego mój ból nie ma granic, a moja rana jest nieuleczalna, niemożliwa do uzdrowienia? Czy będziesz więc dla mnie jakby zwodniczym strumieniem, zwodniczą wodą? Dlatego to mówi Pan: Jeśli się nawrócisz, dozwolę, byś znów stanął przede Mną. Jeśli zaś będziesz wykonywać to, co szlachetne, bez jakiejkolwiek podłości, będziesz jakby moimi ustami. Wtedy oni się zwrócą ku tobie, ty się jednak nie będziesz ku nim zwra Uczynię z ciebie dla tego narodu niezdobyty mur ze spiżu. Będą walczyć z tobą, lecz cię nie zwyciężą, bo Ja jestem z tobą, by cię wspomagać i uwolnić - wyrocznia Pana. Wybawię cię z rąk złoczyńców i uwolnię cię z mocy gwałtowników.
(Ps 59,2-5.10-11.17)
REFREN: Bóg jest ucieczką w dniu mego ucisku
Od nieprzyjaciół moich wyzwól mnie, mój Boże,
broń mnie od tych, co na mnie powstają.
Wybaw mnie od złoczyńców
i od mężów krwawych.
Bo oto czyhają na moje życie,
spiskują przeciw mnie mocarze,
a we mnie nie ma zbrodni ani grzechu, Panie,
bez mojej winy tu biegną, by mnie napastować.
Na Ciebie będę baczył, Mocy moja,
bo Ty, o Boże, jesteś moją warownią.
Wychodzi mi naprzeciw Bóg w swej łaskawości,
Bóg sprawia, że mogę patrzeć na klęskę swych wrogów.
A ja opiewać będę Twoją potęgę
i rankiem będę się weselić z Twojej łaskawości.
bo stałeś się dla mnie warownią
i ucieczką w dniu mego ucisku.
(J 6,63b.68b)
Słowa Twoje, Panie, są duchem i są życiem. Ty masz słowa życia wiecznego
(Mt 13,44-46)
Królestwo niebieskie podobne jest do skarbu ukrytego w roli. Znalazł go pewien człowiek i ukrył ponownie. Z radości poszedł, sprzedał wszystko, co miał, i kupił tę rolę. Dalej, podobne jest królestwo niebieskie do kupca, poszukującego pięknych pereł. Gdy znalazł jedną drogocenną perłę, poszedł, sprzedał wszystko, co miał, i kupił ją.
Boży prorocy od wieków wzbudzali sprzeciw – od Starego Testamentu aż po czasy obecne – ponieważ ich misją jest przekazywanie prawdy. Odsłaniają oni oblicze Boga, często nieznane, różne od ludzkich wyobrażeń. My natomiast łatwo zadowalamy się tym, co znane i do czego już się przyzwyczailiśmy. Aby przyjąć Boże orędzie, trzeba czasem zostawić wcześniejsze przyzwyczajenia i wyobrażenia. Za każdym razem warto, bo czeka na nas On sam i Jego królestwo – skarb ukryty w roli, drogocenna perła, dla której warto oddać wszystko.
Małgorzata Konarska, „Oremus” lipiec 2004, s. 114
Ukochałeś mnie odwieczną miłością, Panie (Jr 31, 3)
Uprzedzająca miłość Boga jest całkowicie darmowa i szczodra. Człowiek nic nie uczynił ani nie mógłby nic uczynić, aby zasłużyć na nią. Owszem, ze swej strony sprzeciwił się jej nie tylko przez grzech pierwszych rodziców, lecz także przez grzechy osobiste. Miłość Boga zwraca się nie do ludzi niewinnych, sprawiedliwych, lecz do grzeszników: „Jeśli mówimy, że nie mamy grzechów, to samych siebie oszukujemy” (1 J 1, 8). A jednak miłość Boga trwa nieprzerwanie. Powiedział to już przez usta Ozeasza do narodu wybranego: „Miłowałem Izraela, gdy jeszcze był dzieckiem, i Syna swego wezwałem z Egiptu. Im więcej ich wzywałem, tym dalej odchodzili ode Mnie... a przecież Ja uczyłem chodzić Efraima, na swe ramiona ich brałem; oni zaś nie rozumieli, że troszczyłem się o nich... moje serce na to się wzdraga i rozpalają się moje wnętrzności... Efraima już więcej nie zniszczę, albowiem Bogiem jestem, nie człowiekiem” (Oz 11, 1-3; 8-9). Historia Izraela staje się historią każdego człowieka. Bóg uprzedza go swoją miłością, a człowiek nie rozumie tego: zamiast przyjąć dar Boga, odwraca się od Niego i szuka miłości ziemskiej; staje się niewolnikiem własnych namiętności i namiętności innych ludzi. Lecz Bóg dosięga go nie dlatego, by go zniszczyć, zbyt bowiem lituje się nad nim; jest przecież Bogiem, „nie człowiekiem”, jest Miłością i chce zwyciężyć miłością. „Bóg, będąc bogaty w miłosierdzie — mówi św. Paweł — przez wielką swą miłość, jaką nas umiłował, i to nas, umarłych na skutek występków, razem z Chrystusem przywrócił do życia... aby w nadchodzących wiekach bogactwa Jego łaski wykazać na przykładzie dobroci względem nas w Chrystusie Jezusie” (Ef 2, 4-7). Bóg przez umiłowanego Syna swojego dosięga człowieka grzesznego, odkupuje go, wylewa na niego swoją miłość. Rozważywszy to głębiej, można by powiedzieć, że Bóg raczył postawić człowieka nie tylko w takich warunkach, aby Go kochał, lecz także w takich, aby Go nie mógł nie kochać. A jednak człowiek nie zrozumiał jeszcze tajemnicy „wielkiej miłości”, jaką Bóg go umiłował, i jak Izrael szuka obcych bogów, pieniędzy, wygodnego życia, miejsc zaszczytnych, ziemskich przyjemności. Gdyby znał dar Boży i Tego, kto go miłuje, nie przestałby wzywać Jego miłości.
O. Gabriel od św. Marii Magdaleny, karmelita bosy
Żyć Bogiem, t. II, str. 462
29 LIPCA 2010
(1 J 4,7-16)
Umiłowani, miłujmy się wzajemnie, ponieważ miłość jest z Boga, a każdy, kto miłuje, narodził się z Boga i zna Boga. Kto nie miłuje, nie zna Boga, bo Bóg jest miłością. W tym objawiła się miłość Boga ku nam, że zesłał Syna swego Jednorodzonego na świat3, abyśmy życie mieli dzięki Niemu. W tym przejawia się miłość, że nie my umiłowaliśmy Boga, ale że On sam nas umiłował i posłał Syna swojego jako ofiarę przebłagalną za nasze grzechy4. Umiłowani, jeśli Bóg tak nas umiłował, to i my winniśmy się wzajemnie miłować. Nikt nigdy Boga nie oglądał. Jeżeli miłujemy się wzajemnie, Bóg trwa w nas i miłość ku Niemu jest w nas doskonała. Poznajemy, że my trwamy w Nim, a On w nas, bo udzielił nam ze swego Ducha5. My także widzieliśmy i świadczymy, że Ojciec zesłał Syna jako Zbawiciela świata. Jeśli kto wyznaje, że Jezus jest Synem Bożym, to Bóg trwa w nim, a on w Bogu. Myśmy poznali i uwierzyli miłości, jaką Bóg ma ku nam. Bóg jest miłością: kto trwa w miłości, trwa w Bogu, a Bóg trwa w nim.
(Ps 34,2-11)
REFREN: Wszyscy zobaczcie, jak nasz Pan jest dobry.
Będę błogosławił Pana po wieczne czasy,
Jego chwała będzie zawsze na moich ustach.
Dusza moja chlubi się Panem,
niech słyszą to pokorni i niech się weselą.
Wysławiajcie razem ze mną Pana,
wspólnie wywyższajmy Jego imię.
Szukałem pomocy u Pana, a On mnie wysłuchał
i wyzwolił od wszelkiej trwogi.
Spójrzcie na Niego, a rozpromienicie się radością,
oblicza wasze nie zapłoną wstydem.
Oto biedak zawołał i Pan go usłyszał,
i uwolnił od wszelkiego ucisku.
Anioł Pański otacza szańcem bogobojnych,
aby ich ocalić.
Skosztujcie i zobaczcie, jak Pan jest dobry,
szczęśliwy człowiek, który znajduje w Nim ucieczkę.
Bójcie sie Pana, wszyscy Jego święci,
ci, co sie Go boją, nie zaznają biedy.
Bogacze zubożeli i zaznali głodu,
szukającym Pana niczego nie zbraknie.
(J 8,12b)
Ja jestem światłością świata, Kto idzie za Mną, będzie miał światło życia.
(J 11,19-27)
Wielu Żydów przybyło przedtem do Marty i Marii, aby je pocieszyć po bracie. Kiedy zaś Marta dowiedziała się, że Jezus nadchodzi, wyszła Mu na spotkanie. Maria zaś siedziała w domu. Marta rzekła do Jezusa: Panie, gdybyś tu był, mój brat by nie umarł. Lecz i teraz wiem, że Bóg da Ci wszystko, o cokolwiek byś prosił Boga. Rzekł do niej Jezus: Brat twój zmartwychwstanie. Rzekła Marta do Niego: Wiem, że zmartwychwstanie w czasie zmartwychwstania w dniu ostatecznym. Rzekł do niej Jezus: Ja jestem zmartwychwstaniem i życiem. Kto we Mnie wierzy, choćby i umarł, żyć będzie. Każdy, kto żyje i wierzy we Mnie, nie umrze na wieki. Wierzysz w to? Odpowiedziała Mu: Tak, Panie! Ja wciąż wierzę, żeś Ty jest Mesjasz, Syn Boży, który miał przyjść na świat.
lub
(Łk 10,38-42)
W dalszej ich podróży przyszedł do jednej wsi. Tam pewna niewiasta, imieniem Marta, przyjęła Go do swego domu. Miała ona siostrę, imieniem Maria, która siadła u nóg Pana i przysłuchiwała się Jego mowie. Natomiast Marta uwijała się koło rozmaitych posług. Przystąpiła więc do Niego i rzekła: Panie, czy Ci to obojętne, że moja siostra zostawiła mnie samą przy usługiwaniu? Powiedz jej, żeby mi pomogła. A Pan jej odpowiedział: Marto, Marto, troszczysz się i niepokoisz o wiele, a potrzeba
Jezus objawił św. Marcie, dzisiejszej patronce, że jest zmartwychwstaniem i życiem. jest to również przesłanie do nas skierowane. Jak je przyjmujemy? Co zmienia ono w naszym życiu? Oto Bóg staje się człowiekiem i przechodzi przez śmierć, aby uwolnić od niej każdego z nas. Kto chociaż raz dotknął otchłani śmierci i lęku przed nią, wie, co to znaczy. Jeśli w Chrystusie rzeczywiście śmierć została zwyciężona, możemy być prawdziwie wolni. Jeśli Chrystus na krzyżu pokonał szatana i grzech, to naprawdę jest przed nami perspektywa nowego życia, ożywianego miłością.
Małgorzata Konarska, „Oremus” lipiec 2004, s. 117
Chwała Tobie, Boże miłosierdzia, za wielką Twą miłość, jaką nas umiłowałeś (Ef 2, 4)
Tajemnica przyjaźni między Bogiem a ludźmi cała opiera się na naturze miłości, ta zaś nie jest miłością ludzką, lecz Bożą, dzięki której człowiek staje się zdolny. miłować na sposób boski. Jezus nieraz mówił o tej miłości Bożej udzielonej ludziom, w szczególny zaś sposób w czasie Ostatniej Wieczerzy. „Jak Mnie umiłował Ojciec, tak i Ja was umiłowałem. Trwajcie w miłości mojej!” (J 15, 9). A zwracając się do Ojca: „miłość, którą Ty Mnie umiłowałeś, niech będzie w nich, i Ja w nich” (J 17, 26). Taka jest droga miłości Bożej: od Ojca do Syna, od Syna do ludzi. Ludzie zostali pobudzeni, aby „trwali”, to jest żyli w tej miłości i uczestniczyli w życiu miłości nieskończonej, jaką jest Bóg, i aby miłowali Boga miłością godną Jego, a więc Jego miłością. To jest wspólnota przyjaźni. Jaki będzie udział człowieka w odwzajemnieniu przyjaźni Bożej? Powiedział to Jezus: „Wy jesteście przyjaciółmi moimi, jeżeli czynicie to, co wam przykazuję. — Jeśli będziecie zachowywać moje przykazania, będziecie trwać w miłości mojej” (J 15, 14. 10). Wspólnota przyjaźni wymaga jedności uczuć, pragnień, woli. Przyjaciel chce tego, czego pragnie przyjaciel. Człowiek jest przyjacielem Boga, jeżeli chce i czyni to, czego chce Bóg. Jeśli zachowuje Jego przykazania, jeśli we wszystkim szuka nie własnej woli, lecz woli Boga. Zrozumiałe więc, dlaczego Abraham, gotowy spełniać wolę Bożą do tego stopnia, że opuścił swój kraj, swój dom, swój naród, że sięgnął po miecz, by ofiarować syna, został nazwany przyjacielem Boga.
Miłość Boga darmo dana, uprzedzająca człowieka, żąda odwzajemnienia taką miłością przyjaźni, dzięki której człowiek oddaje się całkowicie Bogu, pragnąc tylko tego; czego Bóg chce. Ta odpowiedź człowieka ściąga nowe łaski miłości Boga: „Kto Mnie miłuje, ten będzie umiłowany przez Ojca mego, a również Ja będę go miłował. — Ojciec sam was miłuje, bo wyście Mnie umiłowali” (J 14, 21; 16, 27). W ten sposób miłość. wzrasta w sercu człowieka, sprawiając, że ten staje się coraz zdolniejszy do miłowania; jego przyjaźń z Bogiem staje się głębsza i przygotowuje go do przyjaźni wiekuistej.
O. Gabriel od św. Marii Magdaleny, karmelita bosy
Żyć Bogiem, t. II, str. 466
30 LIPCA 2010
(Jr 26,1-9)
Na początku panowania Jojakima, syna Jozjasza, króla judzkiego, Pan skierował następujące słowo do Jeremiasza: To mówi Pan: Stań na dziedzińcu domu Pańskiego i mów do [mieszkańców] wszystkich miast judzkich, którzy przychodzą do domu Pańskiego oddać pokłon, wszystkie słowa, jakie poleciłem ci im oznajmić; nie ujmuj ani słowa! Może posłuchają i zawróci każdy ze swej złej drogi, wtenczas Ja powstrzymam nieszczęście, jakie zamyślam przeciw nim za ich przewrotne postępki. Powiesz im: To mówi Pan: Jeżeli nie będziecie Mi posłuszni, postępując według mojego Prawa, które wam ustanowiłem, [i jeśli nie] będziecie słuchać słów moich sług, proroków, których nieustannie do was posyłam, mimo że jesteście nieposłuszni, zrobię z tym domem podobnie jak z Szilo, a z miasta tego uczynię przekleństwo dla wszystkich narodów ziemi. Kapłani, prorocy i cały lud słyszeli Jeremiasza mówiącego te słowa w domu Pańskim. Gdy zaś Jeremiasz skończył mówić wszystko to, co mu Pan nakazał głosić całemu ludowi, prorocy i cały lud pochwycili go, mówiąc: Musisz umrzeć! Dlaczego prorokowałeś w imię Pana, że się z tym domem stanie to, co z Szilo, a miasto to ulegnie zniszczeniu i pozostanie niezamieszkałe? Cały lud zgromadził się dokoła Jeremiasza w domu Pańskim.
(Ps 69,5.8-10.14)
REFREN: W Twojej dobroci wysłuchaj mnie, Panie
Liczniejsi od włosów na mej głowie
są ci, którzy mnie nienawidzą bez powodu.
Silni są moi prześladowcy, wrogowie zakłamani,
czy mam oddać to, czego nie zabrałem?
Dla Ciebie bowiem znoszę urąganie, hańba twarz mi okrywa.
Dla braci moich stałem się obcym
cudzoziemcem dla synów mej matki.
Bo gorliwość o dom Twój mnie pożera
spadły na mnie obelgi złorzeczących Tobie.
Lecz ja, o Panie, modlę się do Ciebie,
w czas łaski, o Boże;
wysłuchaj mnie w Twojej wielkiej dobroci,
w Twojej zbawczej wierności.
(1 P 1,25)
Słowo Pana trwa na wieki, to słowo ogłoszono wam jako Dobrą Nowinę.
(Mt 13,54-58)
Jezus przyszedłszy do swego rodzinnego miasta, nauczał ich w synagodze, tak że byli zdumieni i pytali: Skąd u Niego ta mądrość i cuda? Czyż nie jest On synem cieśli? Czy Jego Matce nie jest na imię Mariam, a Jego braciom Jakub, Józef, Szymon i Juda? Także Jego siostry czy nie żyją wszystkie u nas? Skądże więc ma to wszystko? I powątpiewali o Nim. A Jezus rzekł do nich: Tylko w swojej ojczyźnie i w swoim domu może być prorok lekceważony. I niewiele zdziałał tam cudów, z powodu ich niedowiarstwa.
Będąc w Nazarecie, wśród swoich, Jezus „niewiele zdziałał tam cudów z powodu ich niedowiarstwa”. Być może także nam trudno sobie wyobrazić, że On, Syn Boga żywego, na którym spoczęła Boża moc i namaszczenie, przychodzi do z nas – do każdego osobiście – i chce z nami przebywać, chce nas uzdrawiać i przemieniać. A jednak to prawda – On rzeczywiście jest naszym Wybawicielem, lecz aby obdarzyć nas szczęściem, potrzebuje naszej zgody, naszej współpracy z łaską.
Małgorzata Konarska, „Oremus” lipiec 2004, s. 121
Skieruj, Panie, serce moje ku miłości Bożej (2 Ts 3, 5)
Wiara i nadzieja nie są cnotami pełnymi, bez miłości bowiem nie mogą zjednoczyć człowieka z Bogiem ani rodzić uczynków na życie wieczne. Wiara i nadzieja grzesznika, który utracił miłość, są bezczynne, nie działają; trwają w nim, lecz są martwe. „Wiara bez uczynków jest martwa” (Jk 2, 26), a wartość ma tylko „wiara, która działa przez miłość” (Ga 5, 6). Św. Paweł oświadcza nawet: „Gdybym też... posiadał wszelką możliwą wiarę, tak iżbym góry przenosił, a miłości bym nie miał, byłbym niczym” (1 Kor 13, 2). Moc pełnienia cudów w imię Boga jest niczym w porównaniu z najmniejszym nawet stopniem miłości. To miłość daje żar i siłę życia wiecznego wierze i nadziei; to miłość właśnie doskonali te cnoty. Tylko ten, kto miłuje, jest zdolny wierzyć i ufać Bogu bez zastrzeżeń i bezgranicznie.
To samo dotyczy cnót moralnych, które mogą uczynić człowieka szlachetnym, cnotliwym, ale nie mogą doprowadzić go do przyjaźni z Bogiem ani udzielić mu możności zasługiwania na życie wieczne. -Bez ożywczego tchnienia miłości wszystko pozostaje martwe, bezpłodne, zimne. Człowiek bez miłości zostaje zamknięty na poziomie przyrodzonym, nie może być dzieckiem Boga, nie może być Jego przyjacielem, nie może żyć w towarzystwie trzech Osób Boskich. Rzecz zdumiewająca: nawet największe dokonania, jak wyrzeczenie się wszelkich własnych dóbr i ofiara z życia, nic nie znaczą bez miłości. „I gdybym rozdał na jałmużnę całą majętność moją, a ciało moje wystawił na spalenie, lecz miłości bym nie miał, nic bym nie zyskał” (1 Kor 13, 3). Lecz kiedy przychodzi miłość, wszystko zmienia się całkowicie: nawet najskromniejsze uczynki, akty cnoty najbardziej ukryte, a wykonane z miłością ku Bogu, nabywają wartości na życie wieczne. To jest cud, jakiego dokonuje miłość, którą św. Tomasz nazywa „duszą i matką” innych cnót. Duszą, ponieważ kieruje ich akty do celu ostatecznego, matką, bo rodzi je pod wpływem pragnienia ostatecznego celu (II-a II-ae 23, 8). Potwierdza to Sobór Watykański II ucząc, że „miłość kieruje wszystkimi środkami uświęcenia, formuje je i prowadzi do celu” (KK 42).
„Tylko miłość nadaje wartość wszystkiemu, i to jest owo jedno, czego potrzeba, by tak mocną była, by nic nie zdołało jej stłumić” (T.J.: W. 5, 2).
O. Gabriel od św. Marii Magdaleny, karmelita bosy
Żyć Bogiem, t. II, str. 469
31 LIPCA 2010
(Jr 26,11-16.24)
Kapłani i prorocy zwrócili się do przywódców i do całego ludu tymi słowami: Człowiek ten zasługuje na wyrok śmierci, gdyż prorokował przeciw temu miastu, jak to słyszeliście na własne uszy. Jeremiasz zaś rzekł do wszystkich przywódców i do całego ludu: Pan posłał mnie, bym głosił przeciw temu domowi i przeciw temu miastu wszystkie słowa, które słyszeliście. Teraz więc zmieńcie swoje postępowanie i swoje uczynki, słuchajcie głosu Pana, Boga waszego; wtedy ogarnie Pana żal nad nieszczęściem, jakie postanowił przeciw wam. Ja zaś jestem w waszych rękach. Uczyńcie ze mną, co wam się wyda dobre i sprawiedliwe. Wiedzcie jednak dobrze, że jeżeli mnie zabijecie, krew niewinnego spadnie na was, na to miasto i na jego mieszkańców. Naprawdę bowiem posłał mnie Pan do was, by głosić do waszych uszu wszystkie te słowa. Wtedy powiedzieli przywódcy i cały lud do kapłanów i proroków: Człowiek ten nie zasługuje na wyrok śmierci, gdyż przemawiał do nas w imię Pana, Boga naszego. Achikam jednak, syn Szafana, ochraniał Jeremiasza, by nie został wydany w ręce ludu na śmierć.
(Ps 69,15-16.30-31.33-34)
REFREN: W Twojej dobroci wysłuchaj mnie, Panie
Wyrwij mnie z bagna, abym nie utonął,
wybaw mnie od tych, co mnie nienawidzą,
ratuj mnie z wodnej głębiny.
Niech mnie nie porwie nurt wody,
niech nie pochłonie mnie głębia,
niech się nie zamknie nade mną paszcza otchłani.
Ja zaś jestem nędzny i pełen cierpienia,
niech pomoc Twa, Boże, mnie strzeże.
Pieśnią chcę chwalić imię Boga
i wielbić Go z dziękczynieniem.
Patrzcie i cieszcie się, ubodzy,
niech ożyje serce szukających Boga.
Bo Pan wysłuchuje biednych
i swoimi więźniami nie gardzi.
(Mt 5,10)
Błogosławieni, którzy cierpią prześladowanie dla sprawiedliwości, albowiem oni będą nazwani synami Bożymi.
(Mt 14,1-12)
W owym czasie doszła do uszu tetrarchy Heroda wieść o Jezusie. I rzekł do swych dworzan: To Jan Chrzciciel. On powstał z martwych i dlatego moce cudotwórcze w nim działają. Herod bowiem kazał pochwycić Jana i związanego wrzucić do więzienia. Powodem była Herodiada. żona brata jego, Filipa. Jan bowiem upomniał go: Nie wolno ci jej trzymać. Chętnie też byłby go zgładził, bał się jednak ludu, ponieważ miano go za proroka. Otóż, kiedy obchodzono urodziny Heroda, tańczyła córka Herodiady wobec gości i spodobała się Herodowi. Zatem pod przysięgą obiecał jej dać wszystko, o cokolwiek poprosi. A ona przedtem już podmówiona przez swą matkę: Daj mi - rzekła - tu na misie głowę Jana Chrzciciela! Zasmucił się król. Lecz przez wzgląd na przysięgę i na współbiesiadników kazał jej dać. Posłał więc [kata] i kazał ściąć Jana w więzieniu. Przyniesiono głowę jego na misie i dano dziewczęciu, a ono zaniosło ją swojej matce. Uczniowie zaś Jana przyszli, zabrali jego ciało i pogrzebali je; potem poszli i donieśli o tym Jezusowi.
Św. Ignacy Loyola, rycerz oddający się marnościom tego świata, pod wpływem łaski Bożej został powołany do walki dla Boga pod sztandarem krzyża. Przez św. Ignacego Bóg powołał w Kościele Towarzystwo Jezusowe, jezuitów, aby „rzucili ogień na ziemię”. Jeśli jako chrześcijanie chcemy szerzyć większą chwałę Bożą, nie możemy ulec złudnej potędze Złego. Naszą mocą jest wiara w Jezusa, na którego imię zegnie się każde kolano istot niebieskich, ziemskich i podziemnych.
O. Marek Blaza SJ, „Oremus” lipiec 2002, s. 115-116
O Panie, spraw, aby moje serce było wkorzenione i ugruntowane w miłości (Ef 3, 18)
Jak wiara ogarnia rozum człowieka i usprawnia go do nadprzyrodzonego poznania Boga, tak miłość ogarnia jego wolę i usprawnia ją do miłowania Boga, nieskończonego Dobra. Nawet w dziedzinie afektów ludzkich miłość polega w istocie na akcie woli, którym chce dobra dla kogoś; lecz biorąc pod uwagę psychologię człowieka, akt ten zakłada również działanie uczucia. To sarno zachodzi w dziedzinie miłości teologicznej, przekształcającej uczucia ludzkie, lecz nie zmieniającej ich dynamizmu. Miłość teologiczna jednak nie opiera się na uczuciu, lecz na woli; dlatego nie można mieszać wzruszenia zmysłowego z miłością, a tym bardziej nie można jej nim zastąpić.
Bóg zażądał od człowieka, aby Go miłował ze wszystkich swoich sił, a więc także „całym swoim sercem” (Mk 12, 30). On nie gardzi afektem uczuciowym swojego stworzenia, owszem, pragnie go, a niekiedy nawet go wzbudza, by uczynić łatwiejszą praktykę miłości temu, kto odczuwa potrzebę zachęty poprzez odrobinę doznania uczuciowego. Lecz wszystko to jest tylko oddźwiękiem miłości, a nie samą miłością. Św. Jan od Krzyża pisze: „Żadne z uczuć rozkosznych nie może być środkiem odpowiednim do zjednoczenia woli z Bogiem, jedynie działanie woli”; tylko przez takie „działanie” wola „łączy się z Bogiem i pozostaje w Nim, co właśnie jest miłością” (Lt 13). Sam Jezus powiedział: „Nie każdy, który Mi mówi: Panie, Panie — wyraz uczucia — wejdzie do królestwa niebieskiego, lecz ten, kto spełnia wolę mojego Ojca” (Mt 7, 21), i to jest właśnie akt miłości. Boga, który jest najczystszym duchem, nie można dosięgnąć uczuciem, lecz jedynie wolą przekształconą przez miłość. Można posiadać wielką miłość Bożą bez żadnego oddźwięku uczuciowego. Często Bóg prowadzi swoich przyjaciół tą drogą twardą i pozbawioną słodyczy właśnie w tym celu, aby ich miłość uczynić czystszą i bardziej nadprzyrodzoną, bardziej podobną do Jego miłości, a więc bardziej uświęcającą. Bóg wybrał nas, „abyśmy byli święci w miłości”: w Jego miłości, która jest nieskończonym i wiecznym aktem Jego woli, a któremu winien odpowiadać pełny i wielkoduszny akt naszej woli.
O. Gabriel od św. Marii Magdaleny, karmelita bosy
Żyć Bogiem, t. II, str.473
» Przypominamy o możliwości bezpłatnej elektronicznej prenumeraty „Czytań na każdy dzień” – szczegóły na stronie Prenumerata.
» Powrót na stronę główną „Czytań”
© 1996–2010 www.mateusz.pl