www.mateusz.pl/czytania

 

SIERPIEŃ 2010
1 XVIII NIEDZIELA ZWYKŁA
Koh 1,2;2,21-23; Ps 95,1-2.6-9; Kol 3,1-5.9-11; Mt 5,3; Łk 12,13-21
2 PONIEDZIAŁEK
Jr 28,1-17; Ps 119,29.43.79-80.95.102; Mt 4,4b; Mt 14,13-21
3 WTOREK
Jr 30,1-2.12-15.18-22; Ps 102,16-23.29; Ps 130,5; Mt 14,22-36
4 ŚRODA
Jr 31,1-7; Ps: Jr 31,10-13; Łk 7,16; Mt 15,21-28
5 CZWARTEK
Jr 31,31-34; Ps 51,12-15.18-19; Mt 16,18; Mt 16,13-23
6 PIĄTEK
Dn 7,9-10.13-14 lub 2 P 1,16-19; Ps 97,1-2.5-6.9; 2 P 1,16-19; Mt 17,5c; Mt 17,1-9
7 SOBOTA
Ha 1,12-2,4; Ps 9,8-13; 2 Tm 1,10b; Mt 17,14-20

 

1 SIERPNIA 2010

XVIII niedziela zwykła

 

(Koh 1,2;2,21-23)
Marność nad marnościami, powiada Kohelet, marność nad marnościami - wszystko marność. Jest nieraz człowiek, który w swej pracy odznacza się mądrością, wiedzą i dzielnością, a udział swój musi on oddać człowiekowi, który nie włożył w nią trudu. To także jest marność i wielkie zło. Cóż bowiem ma człowiek z wszelkiego swego trudu i z pracy ducha swego, którą mozoli się pod słońcem? Bo wszystkie dni jego są cierpieniem, a zajęcia jego utrapieniem. Nawet w nocy serce jego nie zazna spokoju. To także jest marność.

(Ps 95,1-2.6-9)
REFREN: Słysząc głos Pana, serc nie zatwardzajcie

Przyjdźcie, radośnie śpiewajmy Panu,
wznosimy okrzyki ku chwale Opoki naszego zbawienia,
stańmy przed obliczem Jego z uwielbieniem,
radośnie śpiewajmy Mu pieśni.

Przyjdźcie, uwielbiajmy Go padając na twarze,
zegnijmy kolana przed Panem, który nas stworzył.
Albowiem On jest naszym Bogiem,
a my ludem Jego pastwiska i owcami w Jego ręku.

Obyście dzisiaj usłyszeli głos Jego:
„Niech nie twardnieją wasze serca jak w Meriba,
jak na pustyni w dniu Massa,
gdzie Mnie kusili wasi ojcowie,
doświadczali Mnie, choć widzieli moje dzieła”.

(Kol 3,1-5.9-11)
Jeśliście więc razem z Chrystusem powstali z martwych, szukajcie tego, co w górze, gdzie przebywa Chrystus zasiadając po prawicy Boga. Dążcie do tego, co w górze, nie do tego, co na ziemi. Umarliście bowiem i wasze życie jest ukryte z Chrystusem w Bogu. Gdy się ukaże Chrystus, nasze życie, wtedy i wy razem z Nim ukażecie się w chwale. Zadajcie więc śmierć temu, co jest przyziemne w /waszych/ członkach: rozpuście, nieczystości, lubieżności, złej żądzy i chciwości, bo ona jest bałwochwalstwem. Nie okłamujcie się nawzajem, boście zwlekli z siebie dawnego człowieka z jego uczynkami, a przyoblekli nowego, który wciąż się odnawia ku głębszemu poznaniu /Boga/, według obrazu Tego, który go stworzył. A tu już nie ma Greka ani Żyda, obrzezania ani nieobrzezania, barbarzyńcy, Scyty, niewolnika, wolnego, lecz wszystkim we wszystkich /jest/ Chrystus.

(Mt 5,3)
Błogosławieni ubodzy w duchu, albowiem do nich należy królestwo niebieskie.

(Łk 12,13-21)
Ktoś z tłumu rzekł do Jezusa: Nauczycielu, powiedz mojemu bratu, żeby się podzielił ze mną spadkiem. Lecz On mu odpowiedział: Człowieku, któż Mię ustanowił sędzią albo rozjemcą nad wami? Powiedział też do nich: Uważajcie i strzeżcie się wszelkiej chciwości, bo nawet gdy ktoś opływa [we wszystko], życie jego nie jest zależne od jego mienia. I opowiedział im przypowieść: Pewnemu zamożnemu człowiekowi dobrze obrodziło pole. I rozważał sam w sobie: Co tu począć? Nie mam gdzie pomieścić moich zbiorów. I rzekł: Tak zrobię: zburzę moje spichlerze, a pobuduję większe i tam zgromadzę całe zboże i moje dobra. I powiem sobie: Masz wielkie zasoby dóbr, na długie lata złożone; odpoczywaj, jedz, pij i używaj! Lecz Bóg rzekł do niego: Głupcze, jeszcze tej nocy zażądają twojej duszy od ciebie; komu więc przypadnie to, coś przygotował? Tak dzieje się z każdym, kto skarby gromadzi dla siebie, a nie jest bogaty przed Bogiem.

 

 

Człowiek potrzebuje święta, aby wznieść się ponad tzw. szarą rzeczywistość. Świętując niedzielę przez uczestnictwo we Mszy świętej, będącej osobistym spotkaniem ze zmartwychwstałym Chrystusem, wchodzimy w rzeczywistość nową, do której jesteśmy powołani przez chrzest. Nasze życie ma być skierowane ku wartościom nieprzemijającym, ku wieczności. Sprawy ziemskie, skierowane na zaspokojenie żądzy posiadania, stanowią marność, której nie warto poświęcać swojego czasu. Słysząc głos Pana, nie zatwardzajmy dziś naszych serc. Niech uczestnictwo w Eucharystii obudzi w nas pragnienie wieczności.

ks. Dariusz Kwiatkowski, „Oremus” sierpień 2004, s. 4

 

Zażądają twoich spichlerzy

Poproszono mnie o podanie Komunii św. starszej, liczącej ponad osiemdziesiąt lat kobiecie, która od dłuższego czasu nie wychodziła z domu. Mieszkanie było czyste, schludne, ale bardzo ubogie. Rzadko się spotyka dom, w którym jest wyłącznie to, co konieczne do życia. Po spowiedzi i Komunii świętej chwila spokojnej rozmowy. W niej proste wyznanie kobiety: „Proszę się nie dziwić ubóstwu mego mieszkania. Trzykrotnie w życiu traciłam wszystko. W 1917 roku zostałam tylko z walizką, do której zdążyłam w ciągu pięciu minut wrzucić to, co najpotrzebniejsze. W roku 1939 straciłam nie tylko mieszkanie, lecz męża i dzieci. A po raz trzeci w Powstaniu Warszawskim straciłam wszystko, łącznie ze zdrowiem. Wydobyto mnie nieprzytomną i ciężko ranną spod gruzów. Od tego momentu już nic nie gromadzę. Tak Bóg uczył mnie ewangelicznego ubóstwa”. Przypomina mi się to wyznanie w zestawieniu z przypowieścią Jezusa o bogaczu budującym spichlerze.

Zasadniczo istnieją dwie drogi, na których ludzie odkrywają, jak ma wyglądać mądra postawa wobec dóbr tego świata. Jedna jest krótka, czasami bardzo krótka, trwa ułamki sekund. To świadomość zbliżającej się śmierci. Bóg odbiera życie, a człowiek odkrywa swoją pomyłkę. Zapomniał, że nie wystarczy dużo zgromadzić, lecz trzeba mieć zdrowie i silne ręce, by to utrzymać. Zapomniał o słabości i kruchości swoich rąk. Konające ręce już nic nie utrzymają. Dla nich dobra tego świata nie przedstawiają żadnych wartości.

Człowieka, który popełnia ten błąd, Jezus nie waha się nazwać głupcem. I nie należy się dziwić. Liczenie się ze sprawnością swoich rąk jest podstawowym elementem mądrości. Ich słabość, kruchość życia, przemijalność tego, co doczesne, to fakty, których nie można zlekceważyć. „Głupcze, jeszcze tej nocy zażądają twojej duszy od ciebie; komu więc przypadnie to, coś przygotował? Tak dzieje się z każdym, kto skarby gromadzi dla siebie, a nie jest bogaty przed Bogiem”.

Kto nie chce tego błędu popełnić, winien przygotować się do wędrówki drugą drogą. Polega ona również na przeżywaniu utraty, ale nie życia, lecz naszych spichlerzy. Może to mieć miejsce w jednym momencie — pożar, wojna, trzęsienie ziemi, kataklizm — gdy człowiek traci wszystko, a może dokonywać się stopniowo przez częściową utratę posiadanych dóbr. Chodzi przy tym nie tylko o dobra materialne, lecz o wszelkie skarby doczesne, takie jak: zdrowie, przyjaciel, rodzice, dziecko, współmałżonek, praca, dobra opinia itp. Jest to za każdym razem trudne przeżycie. Bóg zsyła je na nas jako bolesną lekcję zdobywania mądrości. Odbierając, pragnie ubogacić. Jako dobry Ojciec, chce zwrócić nasze serce ku skarbom, które w Jego oczach są wielkie. Nie przychodzi Mu to łatwo. Czasami musi wielokrotnie zabierać człowiekowi wszystko, by zrozumiał, że sens życia nie polega na tym, by wiele mieć, lecz na tym, by być człowiekiem prawdziwie mądrym. Tym skarbem, który czyni człowieka bogatym w oczach Boga, jest bowiem prawdziwa mądrość.

Te dwie drogi jasno ukazują prawdę ludzkiego życia. Jedna łatwa i wygodna, jak długo człowiek dysponuje siłą, zdrowiem i przeżywa radość gromadzenia. Droga ta wiedzie jednak nieuchronnie do katastrofy. Ostatecznie obnaża głupotę tego, kto zgodził się nią wędrować. Druga jest pełna bolesnych przeżyć związanych z utratą, z ubóstwem, lecz kończy się radosnym odkryciem wartości nabytej przez to wyrzeczenie — prawdziwej mądrości.

Umiejmy podziękować Bogu za to, że zażądał od nas spichlerzy a nie życia, bo jest to jeszcze jeden gest Jego troski o naszą mądrość i nasze szczęście.

Ks. Edward Staniek

 

To nie pesymizm

Dziwna to Księga. Przez jednych nazywana podręcznikiem pesymistów: „Marność nad marnościami — wszystko marność”, przez innych fundamentem biblijnego realizmu. Księga Koheleta. Jej autorem jest mędrzec, który doświadczył w życiu wiele. Zakosztował po trochu wielu przyjemności, zażył sporo goryczy. Dysponując olbrzymim doświadczeniem pisze księgę, pragnąc podzielić się z innymi swoim bogactwem.

Na pierwszy rzut oka może się wydać, że jest to księga kreślona ręką pesymisty. W rzeczywistości jednak autor mówi o swoich poszukiwaniach, o drodze wiodącej do zdobycia mądrości. Posiadanie zaś mądrości nie jest źródłem pesymizmu, lecz wielkiego szczęścia. Kohelet podaje komentarz do słów Boga skierowanych do pierwszego człowieka: „Pamiętaj, żeś powstał z prochu i w proch się obrócisz” /Rdz. 3, 19/. Autor bierze po kolei wszystkie wartości doczesne, łącznie z genialnymi zdolnościami, i w jego ręku wszystkie one rozsypują się w proch. „Marność nad marnościami — wszystko marność”.

Nie chodzi mu jednak o zlekceważenie doczesności. Chodzi o jej obiektywną ocenę. Człowiek ma prawo, a nawet powinien, sięgać po wszystkie wartości, które są w zasięgu jego ręki, ale musi pamiętać, czym one są. I na tym polega według Koheleta mądrość.

Jest tylko jeden skarb, który nie rozpada się w ręce Koheleta. To zawierzenie Bogu. Właśnie ta wiara czyni Księgę Koheleta fundamentem biblijnego realizmu. Wszystkie dobra doczesne są darem Boga, ale wszystkie są przemijające i wzywają do szukania oparcia w Nim.

Mądrość Księgi Koheleta została potraktowana przez Jezusa jako przygotowanie do przyjęcia głoszonego przez Niego ideału ewangelicznego ubóstwa. Ten, kto wie, że wszelkie dobra doczesne to tylko „marność nad marnościami”, nigdy nie będzie ich gromadził. Swoje magazyny wypełni bogactwem cennym w oczach Boga. Trafnie ukazuje tę prawdę przypowieść o bogaczu. Ten nie znał Księgi Koheleta i dlatego zapomniał o przemijalności ziemskiego życia. Do niego Bóg kieruje twarde słowa: „Głupcze, jeszcze tej nocy zażądają twojej duszy od ciebie; komu więc przypadnie to, coś przygotował?”.

Księga Koheleta winna być lekturą obowiązkową w katechezie młodzieży i jednym z podręczników katechezy dorosłych. Nie chodzi o jej przeczytanie. Wprawdzie młodzi nie zrozumieją wszystkiego, ponieważ do pełnego spotkania z Koheletem jest potrzebne bogate doświadczenie życiowe, ale warto już na progu życia poznać mędrca, z którym można rozmawiać o wartości ludzkiego życia.

Szkoda, że tak rzadko w niedzielnych spotkaniach liturgicznych Kościół czyta Księgę Koheleta. Jej autor to biblijny egzystencjalista, a dzisiaj egzystencjalizm trafia do człowieka.

Księga zdumiewa odwagą nazwania rzeczy po imieniu i mądrym dystansem wobec wszystkich wydarzeń, jakie składają się na życie. Zbyt często uciekamy od realnych wymiarów życia, a przecież Bóg spotyka się z nami nie w marzeniach o ideałach, lecz w konkretnych wydarzeniach, które decydują o bogactwie życiowego doświadczenia. Warto znaleźć chwilę czasu, by spokojnie porozmawiać z Koheletem. Dla poszukujących mądrości są to spotkania niezwykle twórcze.

Ks. Edward Staniek

 

„Przyjdźcie... wznośmy okrzyki na cześć Pana, Skały naszego zbawienia” (Ps 95, 1)

Temat, jaki podają czytania dzisiejszej niedzieli, dotyczy wartości rzeczywistości ziemskich — życia, pracy, mienia itd. — i zachowania się chrześcijanina wobec nich. Pierwsze czytanie (Koh 1, 2; 2, 21-23) podkreśla marność, to znaczy niestałość rzeczy ziemskich, przemijających z szybkością wiatru: „Marność nad marnościami — wszystko marność”. Życie człowieka jest krótkie, przemija; jego praca i mądrość mogą najwyżej zapewnić mu duże dziedzictwo, lecz kiedyś będzie zmuszony opuścić je. Dlaczego więc tak bardzo się trapić? „Cóż bowiem ma człowiek z wszelkiego swego trudu?” (tamże 2, 22). Cóż znaczą jego dni obciążone cierpieniem, troskami i noce bezsenne? Czytany dziś fragment nie daje na to odpowiedzi, lecz akcentuje, że życie człowieka przeżyte tylko dla siebie samego, w oderwaniu od Boga i od wyższego celu, ma zupełnie znikomą wartość. Już w Starym Testamencie, a szczególnie w Księdze Mądrości, która mówi o nieśmiertelności człowieka, znajduje się rozwiązanie tego trapiącego problemu. Lecz dopiero Nowy Testament daje ostateczną odpowiedź: wszystkie rzeczywistości ziemskie mają wartość jedynie w odniesieniu do Boga, a więc wtedy, kiedy są używane według takiego porządku, jakiego On sobie życzy.

Wspomina o tym drugie czytanie (Kol 3, 1-5. 9-11) w znanych słowach św. Pawła: „Jeśliście razem z Chrystusem powstali z martwych, szukajcie tego, co w górze... dążcie do tego, co w górze, nie do tego, co na ziemi” (tamże 1-2). Chrześcijanin odrodzony przez chrzest do nowego życia w Chrystusie wie, że jego przeznaczenie nie zamyka się w kręgu doczesności i że chociaż ma się zajmować obowiązkami obecnego życia, jego serce powinno być zwrócone do celu ostatecznego: życia wiecznego w wiecznej łączności z Bogiem. Nie oczekuje wiec od życia ziemskiego tej szczęśliwości, jakiej ono nie może mu dać, a jaką może znaleźć w Bogu. A zatem będzie umiarkowanie używał dóbr doczesnych i potrafi umartwiać namiętności, pragnienia przewrotne, pożądliwość (tamże 5), by umrzeć grzechowi, który odrywa go od Boga, żyć „z Chrystusem w Bogu” (tamże 3).

Lecz bezpośrednia odpowiedź na pierwsze czytanie znajduje się w Ewangelii z dnia (Łk 12, 13-21), a jest nią stanowcza odmowa Jezusa, wezwanego by wziął udział w podziale dziedzictwa. On przyszedł dać życie wieczne, a nie zajmować się dobrami przemijającymi, które nie zapewniają żadnej trwałości istnieniu człowieka. „Uważajcie i strzeżcie się wszelkiej chciwości — mówi Pan — bo nawet gdy ktoś opływa we wszystko, życie jego nie jest zależne od jego mienia” (tamże 15). I dołącza zaraz przypowieść o nierozumnym bogaczu, by na konkretnym przykładzie okazać mądrość udzielonej przestrogi. Człowiek zebrał z pola zbiory tak obfite, że nie miał gdzie ich złożyć. Lecz kiedy zastanawia się nad budową nowych spichlerzy i postanawia używać długo tych dóbr, Bóg wzywa go do zdania sprawy i mówi do niego: „Komu przypadnie to, coś przygotował?” (tamże 20). Nierozum i grzech tego człowieka polegają na zgromadzeniu bogactw w tym jedynie celu, by samolubnie ich używać: „Duszo moja... odpoczywaj, jedz, pij i używaj” (tamże 19), bez jakiejkolwiek myśli o potrzebach bliźniego i obowiązkach względem Boga. Bóg jest całkowicie nieobecny w tych planach, tak jakby życie tego człowieka nie zależało od Pana, lecz jedynie od jego własnych dóbr: „Masz wielkie zasoby dóbr, na długie łata złożone (tamże). Lecz tejże nocy nić jego życia została zerwana, a on znalazł się z próżnymi rękami wobec Boga, pozbawiony dobrych uczynków, mających wartość na wieczność. Przypowieść kończy zdanie: „Tak dzieje się z każdym, kto skarby gromadzi dla siebie, a nie jest bogaty przed Bogiem” (tamże 21).

O. Gabriel od św. Marii Magdaleny, karmelita bosy
Żyć Bogiem, t. III, str. 13

 

2 SIERPNIA 2010

Poniedziałek

 

(Jr 28,1-17)
W czwartym roku Sedecjasza, króla judzkiego, w piątym miesiącu rzekł do mnie Chananiasz, syn Azzura, prorok z Gibeon, w domu Pańskim wobec kapłanów i całego ludu: To mówi Pan Zastępów, Bóg Izraela: Złamię jarzmo króla babilońskiego. W ciągu dwóch lat przywrócę na to miejsce wszystkie naczynia domu Pańskiego, które zabrał Nabuchodonozor, król babiloński, z tego miejsca, wywożąc do Babilonu. Jechoniasza, syna Jojakima, króla judzkiego, i wszystkich uprowadzonych z Judy do Babilonu sprowadzę na to miejsce - wyrocznia Pana - skruszę bowiem jarzmo króla babilońskiego. Prorok zaś Jeremiasz przemówił do proroka Chananiasza wobec kapłanów i całego ludu stojącego w domu Pańskim. Prorok Jeremiasz powiedział: Niech się stanie! Niech tak Pan uczyni! Niech Pan wypełni twoje słowa, które prorokowałeś, sprowadzając naczynia z domu Pańskiego i wszystkich uprowadzonych w niewolę z Babilonu na to miejsce. Posłuchaj jednak tego słowa, które powiem do twoich uszu i do całego ludu. Prorocy, którzy byli przede mną i przed tobą od najdawniejszych czasów, prorokowali przeciw licznym krajom i przeciw wielkim królestwom o wojnie, nieszczęściu i zarazie. Prorok, który przepowiada pomyślność, będzie uznany za proroka prawdziwie posłanego przez Pana, gdy się spełni przepowiednia prorocka. Wtedy prorok Chananiasz wziął jarzmo z szyi Jeremiasza proroka i połamał je. I powiedział Chananiasz wobec całego ludu: To mówi Pan: Tak samo skruszę jarzmo Nabuchodonozora, króla babilońskiego, znad szyi wszystkich narodów w ciągu dwóch lat. Jeremiasz zaś odszedł swoją drogą. Po połamaniu jarzma, [wziętego] z szyi proroka Jeremiasza przez proroka Chananiasza, skierował Pan do Jeremiasza następujące słowo: Idź i powiedz Chananiaszowi: To mówi Pan: Połamałeś jarzmo drewniane, lecz przygotowałeś zamiast niego jarzmo żelazne. To bowiem mówi Pan Zastępów, Bóg Izraela: Wkładam jarzmo żelazne na szyję wszystkich tych narodów, aby służyły Nabuchodonozorowi, królowi babilońskiemu, i były mu poddane; także zwierzęta polne mu poddaję. I rzekł prorok Jeremiasz do proroka Chananiasza: Słuchaj, Chananiaszu! Pan cię nie posłał, ty zaś pozwoliłeś żywić temu narodowi zwodniczą nadzieję. Dlatego to mówi Pan: Oto usunę ciebie z powierzchni ziemi. Umrzesz w tym roku, bo głosiłeś bunt przeciw Panu. I zmarł Chananiasz prorok w tym roku, w siódmym miesiącu.

(Ps 119,29.43.79-80.95.102)
REFREN: Naucz mnie, Panie, mądrych ustaw Twoich

Powstrzymaj mnie od drogi kłamstwa,
obdarz mnie łaską Twego Prawa.
Nie odbieraj moim ustom słowa Prawdy,
bo ufam Twoim wyrokom.

Niech zwrócą się ku mnie Twoi wyznawcy
i ci, którzy uznają Twoje napomnienia.
Niech się moje serce doskonali w Twych ustawach,
abym nie doznał wstydu.

Czyhają na mnie grzesznicy, ażeby mnie zgubić,
ja zaś przestrzegam Twoich napomnień.
Nie odstępuję od Twoich wyroków,
albowiem Ty mnie pouczasz.

(Mt 4,4b)
Nie samym chlebem żyje człowiek, lecz każdym słowem, które pochodzi z ust Bożych.

(Mt 14,13-21)
Gdy Jezus usłyszał o śmierci Jana Chrzciciela, oddalił się stamtąd w łodzi na miejsce pustynne, osobno. Lecz tłumy zwiedziały się o tym i z miast poszły za Nim pieszo. Gdy wysiadł, ujrzał wielki tłum. Zlitował się nad nimi i uzdrowił ich chorych. A gdy nastał wieczór, przystąpili do Niego uczniowie i rzekli: Miejsce to jest puste i pora już spóźniona. Każ więc rozejść się tłumom: niech idą do wsi i zakupią sobie żywności! Lecz Jezus im odpowiedział: Nie potrzebują odchodzić; wy dajcie im jeść! Odpowiedzieli Mu: Nie mamy tu nic prócz pięciu chlebów i dwóch ryb. On rzekł: Przynieście Mi je tutaj! Kazał tłumom usiąść na trawie, następnie wziąwszy pięć chlebów i dwie ryby, spojrzał w niebo, odmówił błogosławieństwo i połamawszy chleby dał je uczniom, uczniowie zaś tłumom. Jedli wszyscy do sytości, i zebrano z tego, co pozostało, dwanaście pełnych koszy ułomków. Tych zaś, którzy jedli, było około pięciu tysięcy mężczyzn, nie licząc kobiet i dzieci.

 

 

Współczesny świat mami człowieka licznymi obietnicami dobrobytu i zadowolenia. Głosiciele szczęścia bez Chrystusa i Jego krzyża są fałszywymi prorokami, sprowadzającymi człowieka na manowce. Tylko Chrystus jest Dobrym Pasterzem, który potrafi zaradzić potrzebom człowieka i ulitować się nad jego cierpieniem. On jest Tym, który leczy chorych, głosi Dobrą Nowinę i karmi do syta chlebem. Również w czasie tej Eucharystii przychodzi do nas jako Zbawiciel, pragnący odnowić nasze życie.

ks. Dariusz Kwiatkowski, „Oremus” sierpień 2004, s. 8-9

 

NAJWIĘKSZE I PIERWSZE PRZYKAZANIE

Panie, „Twoje przykazanie jest nieskończone. Jakże miłuje Prawo Twoje!” (Ps 119, 96-97)

Sobór Watykański II, omawiając powołanie wszystkich do świętości, wyjaśnia: „Wszyscy chrześcijanie jakiegokolwiek stanu i zawodu powołani są do pełni życia chrześcijańskiego i do doskonałości miłości” (KK 40). Istotnie, nie ma pełni życia chrześcijańskiego bez pełni miłości, ponieważ postęp w łasce jest równoczesny i równoległy z postępem w miłości. Miłość mocniejsza i bardziej wielkoduszna wymaga większej i obfitszej łaski.

Ponadto miłość nie jest radą, jest przykazaniem skierowanym do wszystkich bez różnicy i bezwzględnie koniecznym do zbawienia wiecznego: „Kto nie miłuje, nie zna Boga”(1 J 4, 8). Lecz do jakiego stopnia trzeba miłować Boga? Odpowiada św. Bernard: „Przyczyną, dla której miłujemy Boga, jest Bóg sam; miarą miłowania Boga jest miłować Go bez miary”. Choćby człowiek nie wiadomo jak miłował Boga, nie potrafi nigdy umiłować Go tak, jak tego wymaga Jego nieskończona miłość, dlatego przykazanie miłości wyklucza z natury swojej jakąkolwiek granicę. Życie chrześcijanina jest ciągłym dążeniem do Boga, jego celu ostatecznego. Na tej drodze, uczy św. Tomasz, „tym więcej postępujemy, im bardziej zbliżamy się do Boga, a człowiek zbliża się do Niego nie krokami ciała, lecz afektami duszy” (II-a II-ae 24, 4). Są to kroki miłości prowadzące do Boga, jest to miłość jednocząca. Jeśli te kroki ustaną, miłość nie wzrasta i chrześcijanin nie może dojść do mety. Św. Paweł pisał do Filipian: „modlę się o to, aby miłość wasza doskonaliła się coraz bardziej” (Flp 1, 9), a mówiąc o sobie samym dodawał: „Nie mówię, że ja już metę osiągnąłem i już się stałem doskonałym, lecz pędzę, abym też to zdobył” (tamże 3, 12). Przykazanie miłości wymaga ciągłego zrywu, ciągłego dążenia do Boga, Dobra nieskończonego. Tak samo brzmi przykazanie: „Będziesz miłował całym sercem, cala duszą, całą mocą”. Oznacza to całkowitość, wielkoduszność, nieustanność i brak jakichkolwiek zastrzeżeń. Ponieważ jednak miłość pochodzi tylko od Boga, więc tylko Bóg może ją pomnożyć. A Bóg, moc nieskończona, może ją mnożyć bez granic; aby móc to uczynić, żąda jedynie woli uległej, posłusznej, wielkodusznej.

O. Gabriel od św. Marii Magdaleny, karmelita bosy
Żyć Bogiem, t. III, str. 17

 

3 SIERPNIA 2010

Wtorek

 

(Jr 30,1-2.12-15.18-22)
Słowo, które Pan skierował do Jeremiasza: To mówi Pan, Bóg Izraela: Napisz w księdze wszystkie słowa, jakie powiedziałem do ciebie. To bowiem mówi Pan: Dotkliwa jest twoja klęska, nieuleczalna twoja rana. Nikt się nie troszczy o twoją sprawę, nie ma lekarstwa, by cię uzdrowić. Wszyscy, co cię kochali, zapomnieli o tobie, nie szukają już ciebie, gdyż dotknąłem ciebie, tak jak się rani wroga, surową karą. Przez wielką twą nieprawość pomnożyły się twoje grzechy. Dlaczego krzyczysz z powodu twej rany, że ból twój nie da się uśmierzyć? Przez wielką twoją nieprawość i liczne twoje grzechy to ci uczyniłem. To mówi Pan: Oto przywrócę do poprzedniego stanu namioty Jakuba i okażę miłosierdzie nad jego siedzibami. Miasto zostanie wzniesione na swych ruinach, a pałace staną na swoim miejscu. Rozlegną się stamtąd hymny pochwalne i głosy pełne radości. Pomnożę ich, i nie zmaleje ich liczba, przysporzę im chwały, by nimi nikt nie pogardzał. Jego synowie będą tak jak dawniej i jego zgromadzenie powstanie wobec Mnie; ukarzę natomiast wszystkich jego ciemięzców. A jego władca będzie spośród niego, panujący jego będzie od niego pochodził. Zapewnię mu dostęp do Siebie, tak że się zbliży do Mnie. Bo kto inaczej miałby odwagę zbliżyć się do Mnie? - wyrocznia Pana. Wy będziecie moim narodem, a Ja będę waszym Bogiem.

(Ps 102,16-23.29)
REFREN: Lud wyzwolony niech wychwala Pana

Poganie będą się bali imienia Pana,
a Twej chwały wszyscy królowie ziemi.
Bo Pan odbuduje Syjon i ukaże się w swym majestacie,
przychyli się ku modlitwie opuszczonych
i nie odrzuci ich modłów.

Należy to spisać dla przyszłych pokoleń,
lud, który się narodzi, niech wychwala Pana.
Bo spojrzał Pan z wysokości swego przybytku,
aby usłyszeć jęki uwięzionych,
aby skazanych na śmierć uwolnić.

Synowie sług Twoich bezpiecznie mieszkać będą,
a ich potomstwo będzie trwało w Twej obecności.
By imię Pana głoszono na Syjonie i Jego chwałę w Jeruzalem,
kiedy zgromadzą się razem narody i królestwa, by służyć Panu.

(Ps 130,5)
Pokładam nadzieję w Panu, ufam jego słowu.

(Mt 14,22-36)
Skoro tłum został nakarmiony, Jezus zaraz przynaglił uczniów, żeby wsiedli do łodzi i wyprzedzili Go na drugi brzeg, zanim odprawi tłumy. Gdy to uczynił, wyszedł sam jeden na górę, aby się modlić. Wieczór zapadł, a On sam tam przebywał. Łódź zaś była już sporo stadiów oddalona od brzegu, miotana falami, bo wiatr był przeciwny. Lecz o czwartej straży nocnej przyszedł do nich, krocząc po jeziorze. Uczniowie, zobaczywszy Go kroczącego po jeziorze, zlękli się myśląc, że to zjawa, i ze strachu krzyknęli. Jezus zaraz przemówił do nich: Odwagi! Ja jestem, nie bójcie się! Na to odezwał się Piotr: Panie, jeśli to Ty jesteś, każ mi przyjść do siebie po wodzie! A On rzekł: Przyjdź! Piotr wyszedł z łodzi, i krocząc po wodzie, przyszedł do Jezusa. Lecz na widok silnego wiatru uląkł się i gdy zaczął tonąć, krzyknął: Panie, ratuj mnie! Jezus natychmiast wyciągnął rękę i chwycił go, mówiąc: Czemu zwątpiłeś, małej wiary? Gdy wsiedli do łodzi, wiatr się uciszył. Ci zaś, którzy byli w łodzi, upadli przed Nim, mówiąc: Prawdziwie jesteś Synem Bożym. Gdy się przeprawiali, przyszli do ziemi Genezaret. Ludzie miejscowi, poznawszy Go, rozesłali [posłańców] po całej tamtejszej okolicy, znieśli do Niego wszystkich chorych i prosili, żeby przynajmniej frędzli Jego płaszcza mogli się dotknąć; a wszyscy, którzy się Go dotknęli, zostali uzdrowieni.

 

 

Każdego dnia zmagamy się z różnymi przeciwnościami i doświadczamy rozmaitych obaw i lęków. Są sytuacje, które czynią nas bezradnymi i bezbronnymi. Brakuje nam sił i wiary, aby zawołać: „Panie, ratuj mnie!”. W czasie tej Eucharystii Chrystus przychodzi do nas ze słowami: „Odwagi, Ja jestem, nie bójcie się”. To słowa nadziei i zbawienia. Oddajmy dziś cześć Chrystusowi, który jest pośród nas jako Syn Boży, i zaufajmy Jego słowu.

ks. Dariusz Kwiatkowski, „Oremus” sierpień 2004, s. 14

 

DRUGIE JEST PODOBNE PIERWSZEMU

O Boże, spraw, abym jak prawdziwe dziecko był Twoim naśladowcą, żyjąc w miłości (Ef 5,1)

Przykazanie miłości bliźniego ma swoje głębokie uzasadnienie w Bogu, a bardziej bezpośrednio w Jego miłości ku ludziom. „On sam nas umiłował — powtarza św. Jan — i posłał Syna swojego jako ofiarę przebłagalną za nasze grzechy. Umiłowani, jeśli Bóg tak nas umiłował, to i my winniśmy się wzajemnie miłować” (1 J 4, 10-11). Rozumowanie jest bardzo proste i przejrzyste. Jeśli Bóg umiłował ludzi tak, że ofiarował swojego Jednorodzonego dla ich zbawienia, to i ludzie są obowiązani miłować się wzajemnie. Gdy chrześcijanin wzrusza się wspominając, że Bóg umiłował go od wieków, wybrał i odkupił w Chrystusie, uczynił swoim dzieckiem przybranym, powinien pamiętać, że ta miłość i te szczególne łaski nie są wyłączną jego własnością czy też zastrzeżone dla tak zwanych „praktykujących”, lecz są przeznaczone dla wszystkich ludzi. Ojciec niebieski ogarnia wszystkich ludzi jednakową miłością. To właśnie Jego miłość czyni ludzi braćmi, stwarzając między nimi święte więzy miłości i solidarności. „Bóg troszczący się po ojcowsku o wszystko — naucza Sobór Watykański II — chciał, by wszyscy ludzie tworzyli jedną rodzinę i odnosili się wzajemnie do siebie w duchu braterskim. Wszyscy bowiem, stworzeni na obraz Boga... powołani są do jednego i tego samego celu, to jest do Boga samego. Dlatego to miłość Boga i bliźniego jest pierwszym i największym przykazaniem. Pismo święte zaś poucza nas, że miłości Boga nie można odłączyć od miłości bliźniego” (KDK 24). Jeśli „Bóg nie ma względu na osoby” (Dz 10, 34) i powołuje wszystkich, aby byli Jego dziećmi, ofiaruje wszystkim swoje zbawienie, swoją miłość, przebaczenie, otwiera wszystkim swoje serce i swój dom, to jak mógłby chrześcijanin, dziecko Boga, ograniczać swoją miłość do określonej kategorii osób? Jak ojciec cierpi, kiedy dzieci żyją w niezgodzie między sobą, tak Bóg czuje się zraniony w swojej miłości, kiedy ludzie nie kochają się wzajemnie, kiedy choćby jeden jest wyłączony z braterstwa.

Św. Paweł chwali Tesaloniczan mówiąc: „Nie jest rzeczą konieczną, abyśmy wam pisali o miłości braterskiej, albowiem Bóg was samych naucza, abyście się wzajemnie miłowali” (1 Tes 4, 9). Bóg, ogarniając swoim ojcostwem wszystkich ludzi, uczy ich miłowania. Bóg, rozlewając w nich swoją miłość, czyni ich zdolnymi do powszechnej miłości braterskiej.

O. Gabriel od św. Marii Magdaleny, karmelita bosy
Żyć Bogiem, t. III, str. 21

 

4 SIERPNIA 2010

Środa

Św. Jana Marii Vianneya, kapłana

 

(Jr 31,1-7)
W tamtych czasach, mówi Pan, będę Bogiem dla wszystkich pokoleń Izraela, one zaś będą moim narodem. To mówi Pan: Znajdzie łaskę na pustyni naród ocalały od miecza; Izrael pójdzie do miejsca swego odpoczynku. Pan się mu ukaże z daleka: Ukochałem cię odwieczną miłością, dlatego też zachowałem dla ciebie łaskawość. Znowu cię zbuduję i będziesz odbudowana, Dziewico-Izraelu! Przyozdobisz się znów swymi bębenkami i wyjdziesz wśród tańców pełnych wesela. Będziesz znów sadzić winnice na wzgórzach Samarii; uprawiający będą sadzić i zbierać. Nadejdzie bowiem dzień, kiedy strażnicy znów zawołają na wzgórzach Efraima: Wstańcie, wstąpmy na Syjon, do Pana, Boga naszego! To bowiem mówi Pan: Wykrzykujcie radośnie na cześć Jakuba, weselcie się pierwszym wśród narodów! Głoście, wychwalajcie i mówcie: Pan wybawił swój lud, Resztę Izraela!

(Ps: Jr 31,10-13)
REFREN: Pan nas obroni, tak jak pasterz owce

Słuchajcie, narody, słowa Pana,
głoście na dalekich wyspach, mówiąc:
„Ten, co rozproszył Izraela, znów go zgromadzi
i będzie czuwał nad nim, jak pasterz nad swą trzodą”.

Pan bowiem uwolni Jakuba,
wybawi go z ręki silniejszego od niego.
Przyjdą i będą wykrzykiwać radośnie na wyżynie Syjonu
i rozradują się błogosławieństwem Pana.

Wtedy ogarnie dziewicę radość wśród tańca
i młodzieńcy cieszyć się będą ze starcami.
Zamienię bowiem ich smutek w radość,
pocieszę ich i rozweselę po ich troskach.

(Łk 7,16)
Wielki prorok powstał między nami, i Bóg nawiedził lud swój.

(Mt 15,21-28)
Jezus podążył w stronę Tyru i Sydonu. A oto kobieta kananejska, wyszedłszy z tamtych okolic, wołała: Ulituj się nade mną, Panie, Synu Dawida! Moja córka jest ciężko dręczona przez złego ducha. Lecz On nie odezwał się do niej ani słowem. Na to podeszli Jego uczniowie i prosili Go: Odpraw ją, bo krzyczy za nami! Lecz On odpowiedział: Jestem posłany tylko do owiec, które poginęły z domu Izraela. A ona przyszła, upadła przed Nim i prosiła: Panie, dopomóż mi! On jednak odparł: Niedobrze jest zabrać chleb dzieciom a rzucić psom. A ona odrzekła: Tak, Panie, lecz i szczenięta jedzą z okruszyn, które spadają ze stołów ich panów. Wtedy Jezus jej odpowiedział: O niewiasto wielka jest twoja wiara; niech ci się stanie, jak chcesz! Od tej chwili jej córka została uzdrowiona.

 

 

„Wielki prorok powstał między nami i Bóg nawiedził swój lud”. Słowa śpiewu przed Ewangelią można odnieść do patrona dzisiejszego dnia, św. Jana Vianneya (1786-1859), kapłana. Kobieta kananejska wyprosiła uzdrowienie swojej chorej córki wielką wiarą i nieustępliwą prośbą. Św. Jan Vianney miłością, surową pokutą, wytrwałą modlitwą dokonał cudu nawrócenia swojej parafii w Ars. Przez gorliwie sprawowany sakrament pokuty i pojednania prowadził ludzi do Boga i otwierał im drogę do zbawienia. Niech jego wstawiennictwo wyprasza nam dar świętego życia.

ks. Dariusz Kwiatkowski, „Oremus” sierpień 2004, s. 18

 

PODSTAWA PRAWA

Panie, uczyń szerokim moje serce, abym mógł biec drogą Twoich przykazań (Ps 119, 32)

„Nikomu nie bądźcie nic dłużni poza wzajemną miłością. Kto bowiem miłuje bliźniego, wypełnił Prawo. Albowiem przykazania: nie cudzołóż, nie zabijaj, nie kradnij, nie pożądaj, i wszystkie inne, streszczają się w tym nakazie: miłuj bliźniego swego jak siebie samego... Miłość jest doskonałym wypełnieniem Prawa” (Rz 13, 8-10). Wydaje się, jakby św. Paweł pomijał miłość Boga i zasadzał wypełnienie Prawa jedynie na miłości braterskiej. W istocie, gdy chrześcijanin miłuje bliźniego tak, jak naucza Ewangelia, i tak, jak to Chrystus czynił, wtedy nie można wątpić o jego miłości do Boga. To jest tak prawdziwe i miłość braterska jest tak miła Bogu, że Jezus, mówiąc o sądzie ostatecznym, nie podał innego powodu do usprawiedliwienia czy też potępienia, jak tylko miłość praktykowaną lub nie praktykowaną względem bliźniego. „Pójdźcie, błogosławieni Ojca mojego, weźcie w posiadanie królestwo, przygotowane wam od założenia świata. Bo byłem głodny, a daliście Mi jeść... byłem przybyszem, a przyjęliście Mnie; byłem nagi, a przyodzialiście Mnie...” (Mt 25, 34-36). Chrystus nie tylko uważa ludzi za swoich braci, lecz jakby utożsamia się z nimi, przede wszystkim z najbiedniejszymi, najnędzniejszymi, najbardziej potrzebującymi pomocy, i mówi: „Wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili” (tamże 40). Prawda niezwykle pocieszająca; przeciwstawia się jej tutaj jednak inną, bardzo poważną. Jezus, dobroć i miłosierdzie nieskończone, nie waha się ogłosić wyroku potępienia wiecznego na tych, którzy odmówili bliźniemu pomocy płynącej z miłości braterskiej, odmówili jej jakby Jemu samemu. „Idźcie precz ode Mnie, przeklęci, w ogień wieczny... Bo byłem głodny, a nie daliście Mi jeść, bo byłem spragniony, a nie daliście Mi pić...” (tamże 41-42). Ludzie należą do Chrystusa: są Jego własnością. On ich nabył za cenę swojej krwi, wszczepił ich w siebie jako członki swojego Ciała Mistycznego; kto uderza człowieka, uderza Jego, kto nie miłuje człowieka, Jego nie miłuje. Kiedy św. Paweł pisał: „miłość jest wypełnieniem Prawa”, miał bez wątpienia na myśli naukę Pana i tajemnicę Jego Ciała Mistycznego, której stał się głosicielem.

O. Gabriel od św. Marii Magdaleny, karmelita bosy
Żyć Bogiem, t. III, str. 24

 

5 SIERPNIA 2010

Czwartek

 

(Jr 31,31-34)
Pan mówi: Oto nadchodzą dni, kiedy zawrę z domem Izraela i z domem judzkim nowe przymierze. Nie jak przymierze, które zawarłem z ich przodkami, kiedy ująłem ich za rękę, by wyprowadzić z ziemi egipskiej. To moje przymierze złamali, mimo że byłem ich Władcą, mówi Pan. Lecz takie będzie przymierze, jakie zawrę z domem Izraela po tych dniach, mówi Pan: Umieszczę swe prawo w głębi ich jestestwa i wypiszę na ich sercu. Będę im Bogiem, oni zaś będą Mi narodem. I nie będą się musieli wzajemnie pouczać jeden mówiąc do drugiego: Poznajcie Pana! Wszyscy bowiem od najmniejszego do największego poznają Mnie, mówi Pan, ponieważ odpuszczę im występki, a o grzechach ich nie będę już wspominał.

(Ps 51,12-15.18-19)
REFREN: Stwórz, o mój Boże, we mnie serce czyste

Stwórz, o Boże, we mnie serce czyste
i odnów we mnie moc ducha.
Nie odrzucaj mnie od swego oblicza
i nie odbieraj mi świętego ducha swego.

Przywróć mi radość z Twojego zbawienia
i wzmocnij mnie duchem ofiarnym.
Będę nieprawych nauczał dróg Twoich
i wrócą do Ciebie grzesznicy.

Ofiarą bowiem Ty się nie radujesz,
a całopalenia, choćbym dal, nie przyjmiesz.
Boże, moją ofiarą jest duch skruszony,
pokornym i skruszonym sercem, Ty, Boże, nie gardzisz.

(Mt 16,18)
Ty jesteś Piotr-Opoka i na tej opoce zbuduję mój Kościół, a bramy piekielne go nie przemogą.

(Mt 16,13-23)
Gdy Jezus przyszedł w okolice Cezarei Filipowej, pytał swych uczniów: Za kogo ludzie uważają Syna Człowieczego? A oni odpowiedzieli: Jedni za Jana Chrzciciela, inni za Eliasza, jeszcze inni za Jeremiasza albo za jednego z proroków. Jezus zapytał ich: A wy za kogo Mnie uważacie? Odpowiedział Szymon Piotr: Ty jesteś Mesjasz, Syn Boga żywego. Na to Jezus mu rzekł: Błogosławiony jesteś, Szymonie, synu Jony. Albowiem nie objawiły ci tego ciało i krew, lecz Ojciec mój, który jest w niebie. Otóż i Ja tobie powiadam: Ty jesteś Piotr [czyli Skała], i na tej Skale zbuduję Kościół mój, a bramy piekielne go nie przemogą. I tobie dam klucze królestwa niebieskiego; cokolwiek zwiążesz na ziemi, będzie związane w niebie, a co rozwiążesz na ziemi, będzie rozwiązane w niebie. Wtedy surowo zabronił uczniom, aby nikomu nie mówili, że On jest Mesjaszem. Odtąd zaczął Jezus wskazywać swoim uczniom na to, że musi iść do Jerozolimy i wiele cierpieć od starszych i arcykapłanów, i uczonych w Piśmie; że będzie zabity i trzeciego dnia zmartwychwstanie. A Piotr wziął Go na bok i począł robić Mu wyrzuty: Panie, niech Cię Bóg broni! Nie przyjdzie to nigdy na Ciebie. Lecz On odwrócił się i rzekł do Piotra: Zejdź Mi z oczu, szatanie! Jesteś Mi zawadą, bo nie myślisz o tym, co Boże, ale o tym, co ludzkie.

 

 

Istnieją pytania, które nie mogą pozostać bez odpowiedzi. Kim jest Jezus Chrystus? – to jedno z najważniejszych pytań, które wcześniej czy później stawia sobie każdy człowiek. Piotr wyznał, że jest On obiecanym Mesjaszem, Synem Boga żywego. W Jezusie zrealizowała się starotestamentalna obietnica Nowego Przymierza, którego znakiem jest każda Eucharystia, uobecniająca śmierć i zmartwychwstanie Chrystusa. Wyznajmy dziś naszą wiarę w Jezusa-Mesjasza i dziękujmy Mu za Jego obecność wśród nas.

ks. Dariusz Kwiatkowski, „Oremus” sierpień 2004, s. 21

 

KTO JEST MOIM BLIŹNIM?

Panie, daj, abym wzrastał i obfitował w miłości dla wszystkich (1 Tes 3, 12)

„Uzasadnieniem miłości bliźniego jest Bóg — mówi św. Tomasz; istotnie, powinniśmy miłować bliźniego ze względu na jego wszczepienie w Boga” (II-a II-ae 25, 1). Znaczy to, że mamy miłować bliźniego ze względu na jego przynależności do Boga, którego jest stworzeniem, dzieckiem; to znaczy też uznawać i miłować Jego prawo do uczestnictwa w odkupieniu, w przynależności do Ciała Mistycznego Chrystusa, prawo do posiadania życia i szczęśliwości wiecznej. Ze względu na ten prosty fakt, że każdy człowiek jest stworzeniem Boga, każdy jest wezwany do posiadania tych dóbr, a jeśli jeszcze ich nie posiada, to miłość teologiczna miłuje Go ze względu na nie, pomagając mu je osiągnąć. Miłość nie jest nigdy tylko sympatią lub afektem ludzkim albo czystą filantropią, lecz jest miłowaniem ze względu na Boga, w odniesieniu do Boga. Tylko tak może być powszechną i obejmować również tych, którzy na nią nie zasługują ani nie są mili, czy tych, którzy są powodem cierpienia, są niewdzięczni, a nawet niekiedy stają się zdrajcami. Czy nie tak właśnie Bóg umiłował ludzi? „Bóg okazuje nam swoją miłość właśnie przez to, że Chrystus umarł za nas, gdyśmy byli jeszcze grzesznikami” (Rz 5, 8). Bóg nie ociągał się, aby nas umiłować, a Chrystus nie odkładał śmierci za nas, dopóki nie będziemy bez grzechu i nie staniemy się godnymi Jego miłości.

Chrześcijanin, choćby ochrzczony, nie jest dzieckiem Ojca niebieskiego ani bratem Chrystusa, jeśli nie żyje miłością Ojca i Syna. Ta jest miłość Boga, że „On sam pierwszy nas umiłował” (1 J 4, 19), Dlatego miłość chrześcijańska zawsze pierwsza uczyni krok; nie czeka na to, by uprzedzono ją grzecznością czy pobudzono dowodami uszanowania albo też postawą czci lub sympatii. Ta jest miłość Chrystusowa, „że On oddał za nas życie swoje, więc i my także winniśmy oddać życie za braci” (tamże 3,16). Czy to za wiele świadczyć dobrodziejstwa, spieszyć z pomocą, służyć tym, którzy nas nie kochają, i poświęcać się aż do oddania — nie należy tego wykluczać — życia za nich, skoro Chrystus oddał życie za nas, gdy byliśmy umarłymi wskutek grzechu, a może nie byliśmy nigdy Jego prawdziwymi przyjaciółmi?

O. Gabriel od św. Marii Magdaleny, karmelita bosy
Żyć Bogiem, t. III, str. 28

 

6 SIERPNIA 2010

Piątek

Święto Przemienienia Pańskiego

 

(Dn 7,9-10.13-14)
Patrzałem, aż postawiono trony, a Przedwieczny zajął miejsce. Szata Jego była biała jak śnieg, a włosy Jego głowy jakby z czystej wełny. Tron Jego był z ognistych płomieni, jego koła - płonący ogień. Strumień ognia się rozlewał i wypływał od Niego. Tysiąc tysięcy służyło Mu, a dziesięć tysięcy po dziesięć tysięcy stało przed Nim. Sąd zasiadł i otwarto księgi. Patrzałem w nocnych widzeniach: a oto na obłokach nieba przybywa jakby Syn Człowieczy. Podchodzi do Przedwiecznego i wprowadzają Go przed Niego. Powierzono Mu panowanie, chwałę i władzę królewską, a służyły Mu wszystkie narody, ludy i języki. Panowanie Jego jest wiecznym panowaniem, które nie przeminie, a Jego królestwo nie ulegnie zagładzie.

(Ps 97,1-2.5-6.9)
REFREN: Pan wywyższony króluje nad ziemią

Pan króluje, wesel się, ziemio,
radujcie się, liczne wyspy!
Obłok i ciemność wokół Niego,
prawo i sprawiedliwość podstawą Jego tronu.

Góry jak wosk topnieją przed obliczem Pana,
przed obliczem władcy całej ziemi.
Jego sprawiedliwość rozgłaszają niebiosa,
a wszystkie ludy widzą Jego chwałę.

Ponad całą ziemię
Tyś bowiem wywyższony
i nieskończenie wyższy
ponad wszystkich bogów.

(2 P 1,16-19)
Nie za wymyślonymi bowiem mitami postępowaliśmy wtedy, gdy daliśmy wam poznać moc i przyjście Pana naszego Jezusa Chrystusa, ale /nauczaliśmy/ jako naoczni świadkowie Jego wielkości. Otrzymał bowiem od Boga Ojca cześć i chwałę, gdy taki oto głos Go doszedł od wspaniałego Majestatu: To jest mój Syn umiłowany, w którym mam upodobanie. I słyszeliśmy, jak ten głos doszedł z nieba, kiedy z Nim razem byliśmy na górze świętej. Mamy jednak mocniejszą, prorocką mowę, a dobrze zrobicie, jeżeli będziecie przy niej trwali jak przy lampie, która świeci w ciemnym miejscu, aż dzień zaświta, a gwiazda poranna wzejdzie w waszych sercach.

(Mt 17,5c)
To jest mój Syn umiłowany, w którym mam upodobanie, Jego sluchajcie!

(Mt 17,1-9)
Jezus wziął z sobą Piotra, Jakuba i brata jego Jana i zaprowadził ich na górę wysoką, osobno. Tam przemienił się wobec nich: twarz Jego zajaśniała jak słońce, odzienie zaś stało się białe jak światło. A oto im się ukazali Mojżesz i Eliasz, którzy rozmawiali z Nim. Wtedy Piotr rzekł do Jezusa: Panie, dobrze, że tu jesteśmy; jeśli chcesz, postawię tu trzy namioty: jeden dla Ciebie, jeden dla Mojżesza i jeden dla Eliasza. Gdy on jeszcze mówił, oto obłok świetlany osłonił ich, a z obłoku odezwał się głos: To jest mój Syn umiłowany, w którym mam upodobanie, Jego słuchajcie! Uczniowie, słysząc to, upadli na twarz i bardzo się zlękli. A Jezus zbliżył się do nich, dotknął ich i rzekł: Wstańcie, nie lękajcie się! Gdy podnieśli oczy, nikogo nie widzieli, tylko samego Jezusa. A gdy schodzili z góry, Jezus przykazał im mówiąc: Nie opowiadajcie nikomu o tym widzeniu, aż Syn Człowieczy zmartwychwstanie.

 

 

Przeżywane dziś w liturgii święto Przemienienia Pańskiego obchodzone było już w V wieku w Syrii, Bizancjum i Armenii. Do kalendarza liturgicznego Kościoła rzymskiego zostało wprowadzone przez papieża Kaliksta II w roku 1457. Cudowna przemiana Jezusa na górze Tabor miała utwierdzić wiarę Apostołów oraz ukazać im chwałę przeznaczoną także dla Jego wyznawców. We Mszy świętej tajemnica przemienienia oraz obietnice i nadzieje z nim związane uobecniają się dla wszystkich wierzących. Otwórzmy nasze serca dla obecnego pośród nas Chrystusa, aby mógł nas przemienić.

ks. Dariusz Kwiatkowski, „Oremus” sierpień 2004, s. 28

 

JESZCZE BLIŹNI

Naucz mnie, o Panie, postępować ciągle w miłości (1 Tes 4, 9)

Jezus kładzie nacisk na pozytywną stronę miłości bliźniego: „dobrze czyńcie rym, którzy was nienawidzą; błogosławcie tym, którzy was przeklinają, i módlcie się za tych, którzy was oczerniają... Jeśli bierze ci ktoś płaszcz, nie broń mu i szaty. Daj każdemu, kto cię prosi...” (Łk 6, 27-30). Niemal chciałoby się powiedzieć, że to za wiele! Lecz zarazem kto nie chciałby, aby w ten właśnie sposób odnoszono się do niego, nawet gdy źle postąpił, obraził kogoś lub znalazł się w potrzebie? Istotnie, gdy inni są względem nas dobrzy i wielkoduszni, nie wydaje się to nam za wiele; lecz wydaje się nam za wiele, kiedy trzeba, abyśmy sami tak czynili. Egoizm to wielki nieprzyjaciel miłości ewangelicznej; pod jego wpływem często nawet chrześcijanin zniekształca przykazanie Pańskie: dla siebie chce bardzo wielkiej miary miłości, względem innych zaś zadowala się bardzo szczupłą miarą, a choć niedbały i skąpy w udzielaniu miłości, sądzi, że i tak czyni zbyt wiele. Dzieje się to jakby podświadomie i łatwo może stać się przyzwyczajeniem, tak że już nie zauważamy ogromnej różnicy między własnym postępowaniem a przykazaniem miłowania bliźniego jak siebie samego. Roztropność i słuszna miara służy za pretekst lub usprawiedliwienie. Mówi się, że niekoniecznie trzeba stosować Ewangelię dosłownie, lecz wystarcza zrozumieć jej ducha, A jednak duch ewangeliczny wymaga właśnie, aby czynić dobrze wszystkim, płacąc własną osobą, oddając ze swego, nawet gdyby nas uznano za niemądrych. Duch Ewangelii jest rewolucyjny: nie daje pokoju egoizmowi, chciałby go wyrwać z korzeniami; jest jawnym nieprzyjacielem życia tzw. chrześcijańskiego a wygodnego, przeciętnego; wymaga miłości wielkodusznej, ochotnej i skutecznej.

Sobór Watykański II idzie w pełni po tej linii „kładąc nacisk na szacunek dla człowieka: poszczególni ludzie winni uważać bliźniego bez żadnego wyjątku za drugiego samego siebie... Szczególnie w naszych czasach nagli obowiązek, abyśmy stawali się bliźnimi każdego bez wyjątku człowieka i służyli czynnie spotkanemu, czy byłby to starzec opuszczony przez wszystkich, czy robotnik, bezpodstawnie pogardzany cudzoziemiec, czy wygnaniec, czy dziecko z nieprawego związku. ..czy głodny, który apeluje do naszego sumienia, przypominając słowo Pańskie: <Coście uczynili jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili> (Mt 25, 40)” (KDK 27). To jest prawdziwa Ewangelia.

O. Gabriel od św. Marii Magdaleny, karmelita bosy
Żyć Bogiem, t. III, str. 32

 

7 SIERPNIA 2010

Sobota

 

(Ha 1,12--2,4)
Czyż nie jesteś odwieczny, o Panie, Boże mój Święty, który nie umierasz? Na sąd go przeznaczyłeś, o Panie, Skało moja, zachowałeś dla wymiaru kary. Zbyt czyste oczy Twoje, by na zło patrzyły, a nieprawości pochwalać nie możesz. Czemu jednak spoglądasz na ludzi zdradliwych i milczysz, gdy bezbożny połyka uczciwszego (od siebie)? Obchodzi się on z ludźmi jak z rybami morskimi, jak z pełzającymi zwierzętami, którymi nikt nie rządzi. Wszystkich łowi na wędkę, zagarnia swoim niewodem albo w sieci gromadzi - krzycząc przy tym z radości. Przeto ofiarę składa swojej sieci, pali kadzidło niewodowi swemu, bo przez nie zdobył sobie łup bogaty, a pożywienie jego stało się obfite. Ciągle na nowo zarzuca swe sieci, mordując ludy bez litości. Na moich czatach stać będę, udam się na miejsce czuwania, śledząc pilnie, by poznać, co On powie do mnie, jaką odpowiedź da na moją skargę. I odpowiedział Pan tymi słowami: Zapisz widzenie, na tablicach wyryj, by można było łatwo je odczytać. Jest to widzenie na czas oznaczony, lecz wypełnienie jego niechybnie nastąpi; a jeśli się opóźnia, ty go oczekuj, bo w krótkim czasie przyjdzie niezawodnie. Oto zginie ten, co jest ducha nieprawego, a sprawiedliwy żyć będzie dzięki swej wierności.

(Ps 9,8-13)
REFREN: Pan nie opuszcza tych, co Go szukają

A Pan zasiada na wieki,
przygotował swój tron, by sądzić.
Sam będzie sądził świat sprawiedliwie,
rozstrzygał bezstronnie sprawy narodów.

Pan jest schronieniem dla uciśnionego,
schronieniem w czas utrapienia.
Ufają Tobie znający Twe imię,
bo nie opuszczasz, Panie, tych, co Cię szukają.

Psalm śpiewajcie Panu, co mieszka na Syjonie,
głoście Jego dzieła wśród narodów,
bo Mściciel krwi pamięta o nich,
nie zapomniał wołania ubogich.

(2 Tm 1,10b)
Nasz Zbawiciel, Jezus Chrystus śmierć zwyciężył, a na życie rzucił światło przez Ewangelię,

(Mt 17,14-20)
Pewien człowiek zbliżył się do Jezusa i padając przed Nim na kolana, prosił: Panie, zlituj się nad moim synem! Jest epileptykiem i bardzo cierpi; bo często wpada w ogień, a często w wodę. Przyprowadziłem go do Twoich uczniów, lecz nie mogli go uzdrowić. Na to Jezus odrzekł: O, plemię niewierne i przewrotne! Jak długo jeszcze mam być z wami; jak długo mam was cierpieć? Przyprowadźcie Mi go tutaj! Jezus rozkazał mu surowo, i zły duch opuścił go. Od owej pory chłopiec odzyskał zdrowie. Wtedy uczniowie zbliżyli się do Jezusa na osobności i pytali: Dlaczego my nie mogliśmy go wypędzić? On zaś im rzekł: Z powodu małej wiary waszej. Bo zaprawdę, powiadam wam: Jeśli będziecie mieć wiarę jak ziarnko gorczycy, powiecie tej górze: Przesuń się stąd tam!, a przesunie się. I nic niemożliwego nie będzie dla was.

 

 

„Dlaczego my nie mogliśmy go wypędzić?” – pytają zdziwieni uczniowie, gdy po wielu próbach nie udało im się uwolnić człowieka od złego ducha. Ich bezsilność, wypływająca z braku wiary i ufności, pokazuje, że tylko Jezus może odmienić sytuację człowieka. Niech nasze spotkanie z Chrystusem w tej Eucharystii będzie przeniknięte pokornym wołaniem: „Racz mnie wybawić, Boże; Panie, pospiesz mi z pomocą. Tyś wspomożycielem moim i wybawcą”.

ks. Dariusz Kwiatkowski, „Oremus” sierpień 2004, s. 32

 

JAK JA WAS UMIŁOWAŁEM

Panie Jezu, obyśmy mogli miłować się wzajemnie, tak jak Ty nas umiłowałeś (J 15,12)

Nowy Lud Boży „ma za prawo przykazanie nowe — miłowania, jak Chrystus nas umiłował” (KK 9). Aby to mogło się dokonać, „chrześcijanin, stawszy się podobnym do obrazu Syna, który jest Pierworodnym między wielu braćmi, otrzymuje <pierwsze dary Ducha> (Rz 8, 23), które czynią go zdolnym do wypełnienia nowego prawa miłości” (KDK 22). Sobór Watykański II wiele razy podkreśla z naciskiem obowiązek, jaki spoczywa na każdym wierzącym: miłować tak, jak Chrystus umiłował. Droga jest jedna; otworzyć się na działanie Ducha Świętego, który upodabniając ochrzczonego do Chrystusa, rozlewa w nim swoją miłość. Bez tego daru Bożego niemożliwe byłoby wypełnienie nowego przykazania, Jezus zaś nie mógłby go nam pozostawić. Lecz dar został dany, droga jest otwarta: każdy chrześcijanin może i powinien starać się o miłość Zbawiciela.

Zastanawiając się nad tym przykazaniem, św. Teresa od Dzieciątka Jezus pisała: „O, jakże jest mi ono drogie, ponieważ daje mi pewność, że chcesz kochać we mnie tych wszystkich, których rozkazałeś mi miłować” (Dz. 10; Rps C, fo 12v). Istotnie, chrześcijanin, który „trwa w miłości Chrystusa”, wie, że Chrystus miłuje w nim, przebacza w nim, zbawia w nim. I to jest tajemnica Jego Ciała Mistycznego, w którym On, boska i uwielbiona Głowa, nie przestaje działać przez swoje członki. A więc należy zrobić Mu miejsce, pozostawić wolną przestrzeń, oddać się całkowicie na Jego usługi, aby poprzez serce uczniów Chrystus mógł dalej objawiać światu swoją miłość.

„Nikt nie ma większej miłości od tej, gdy ktoś życie swoje oddaje za przyjaciół swoich” (J 15, 13). Jezus wyjaśnia swoje przykazanie tym, co On sam ma uczynić dla wszystkich ludzi. Należy Go w tym naśladować. „On oddał za nas życie swoje — mówi św. Jan; — my także winniśmy oddać życie za braci” (1 J 3, 16). Jest to wielka rzeczywistość wynikająca z nowego prawa miłości, rzeczywistość, którą tylu chrześcijan prawdziwych — świętych — żyło dosłownie. Nowe prawo miłości zostało przypieczętowane krwią Chrystusa i powinno nosić także pieczęć krwi Jego uczniów. Nie od wszystkich zażąda tak wiele, lecz od wszystkich wymaga, aby oddali swoje życie na służbę miłości braterskiej, tak by stała się żywym świadectwem miłości Chrystusa.

O. Gabriel od św. Marii Magdaleny, karmelita bosy
Żyć Bogiem, t. III, str. 35

 

 

» Przypominamy o możliwości bezpłatnej elektronicznej prenumeraty „Czytań na każdy dzień” – szczegóły na stronie Prenumerata.

» Powrót na stronę główną „Czytań”

 

 

© 1996–2010 www.mateusz.pl