www.mateusz.pl/czytania

 

SIERPIEŃ/WRZESIEŃ 2010
29 XXII NIEDZIELA ZWYKŁA
Syr 3,17-18.20.28-29; Ps 68,4-7.10-11; Hbr 12,18-19.22-24a; Mt 11,29ab; Łk 14,1.7-14
30 PONIEDZIAŁEK
1 Kor 2,1-5; Ps 119,97-102; Łk 4,18; Łk 4,16-30
31 WTOREK
1 Kor 2,10b-16; Ps 145,8-14; Łk 7,16; Łk 4,31-37
1 ŚRODA
1 Kor 3,1-9; Ps 33,12-15.20-21; Łk 4,18; Łk 4,38-44
2 CZWARTEK
1 Kor 3,18-23; Ps 24,1-4ab.5-6; Mt 4,19; Łk 5,1-11
3 PIĄTEK
1 Kor 4,1-5; Ps 37,3-6.27-28ab.39-40; J 8,12; Łk 5,33-39
4 SOBOTA
1 Kor 4,6-15; Ps 145,17-21; J 14,6; Łk 6,1-5

 

29 SIERPNIA 2010

XXII niedziela zwykła

 

(Syr 3,17-18.20.28-29)
Synu, z łagodnością wykonuj swe sprawy, a każdy, kto jest prawy, będzie cię miłował. O ile wielki jesteś, o tyle się uniżaj, a znajdziesz łaskę u Pana. Wielka jest bowiem potęga Pana i przez pokornych bywa chwalony. Na chorobę pyszałka nie ma lekarstwa, albowiem nasienie zła w nim zapuściło korzenie. Serce rozumnego rozważa przypowieści, a ucho słuchacza jest pragnieniem mędrca.

(Ps 68,4-7.10-11)
REFREN: Ty, dobry Boże, biednego ochraniasz

Sprawiedliwi cieszą się i weselą przed Bogiem,
i rozkoszują radością.
Śpiewajcie Bogu, grajcie Jego imieniu,
cieszcie się Panem, przed Nim się weselcie.

Ojcem sierot i wdów opiekunem
jest Bóg w swym świętym mieszkaniu.
Bóg dom gotuje dla opuszczonych,
jeńców prowadzi ku lepszemu życiu.

Deszcz obfity zesłałeś, Boże,
Tyś orzeźwił swoje znużone dziedzictwo.
Twoja rodzina, Boże, znalazła to mieszkanie,
które w swej dobroci dałeś ubogiemu.

(Hbr 12,18-19.22-24a)
Nie przystąpiliście do dotykalnego i płonącego ognia, do mgły, do ciemności i burzy ani też do grzmiących trąb i do takiego dźwięku słów, iż wszyscy, którzy go słyszeli, prosili, aby do nich nie mówił. Wy natomiast przystąpiliście do góry Syjon, do miasta Boga żyjącego, Jeruzalem niebieskiego, do niezliczonej liczby aniołów, na uroczyste zebranie, do Kościoła pierworodnych, którzy są zapisani w niebiosach, do Boga, który sądzi wszystkich, do duchów sprawiedliwych, które już doszły do celu, do Pośrednika Nowego Testamentu - Jezusa.

(Mt 11,29ab)
Weźcie moje jarzmo na siebie i uczcie się ode Mnie, bo jestem cichy i pokorny sercem.

(Łk 14,1.7-14)
Gdy Jezus przyszedł do domu pewnego przywódcy faryzeuszów, aby w szabat spożyć posiłek, oni Go śledzili. I opowiedział zaproszonym przypowieść, gdy zauważył, jak sobie pierwsze miejsca wybierali. Tak mówił do nich: Jeśli cię kto zaprosi na ucztę, nie zajmuj pierwszego miejsca, by czasem ktoś znakomitszy od ciebie nie był zaproszony przez niego. Wówczas przyjdzie ten, kto was obu zaprosił, i powie ci: Ustąp temu miejsca; i musiałbyś ze wstydem zająć ostatnie miejsce. Lecz gdy będziesz zaproszony, idź i usiądź na ostatnim miejscu. Wtedy przyjdzie gospodarz i powie ci: Przyjacielu, przesiądź się wyżej; i spotka cię zaszczyt wobec wszystkich współbiesiadników. Każdy bowiem, kto się wywyższa, będzie poniżony, a kto się poniża, będzie wywyższony. Do tego zaś, który Go zaprosił, rzekł: Gdy wydajesz obiad albo wieczerzę, nie zapraszaj swoich przyjaciół ani braci, ani krewnych, ani zamożnych sąsiadów, aby cię i oni nawzajem nie zaprosili, i miałbyś odpłatę. Lecz kiedy urządzasz przyjęcie, zaproś ubogich, ułomnych, chromych i niewidomych. A będziesz szczęśliwy, ponieważ nie mają czym tobie się odwdzięczyć; odpłatę bowiem otrzymasz przy zmartwychwstaniu sprawiedliwych.

 

 

Każdy człowiek pragnie być zauważony i doceniony i pewnie dlatego tak chętnie szukamy pierwszych miejsc. Dziś gromadzimy się na Eucharystii, która jest uroczystym zgromadzeniem wspólnoty Kościoła, czyli tych, którzy są wybrani przez Boga. On przygotował dla nas Ucztę wokół stołu, przy którym wszystkie miejsca są pierwsze. Wszyscy bowiem jesteśmy powołani do karmienia się Jego słowem i Ciałem Jezusa Chrystusa. Niech uczestnictwo w tej Uczcie miłości otwiera nas na potrzeby ubogich i cierpiących.

ks. Dariusz Kwiatkowski, „Oremus” sierpień 2004, s. 132

 

„Przyjacielu, przesiądź się wyżej”

Na pierwszy rzut oka wydaje się, że w dzisiejszej Ewangelii Chrystus daje nam pewną towarzyską poradę z zakresu savoir vivre’u, i to poradę dosyć dwuznaczną: jak przy pomocy cwanego chwytu osiągnąć prestiżową korzyść. Oczywiście, domyślamy się, że nie o to Chrystusowi chodziło! Wręcz przeciwnie, jest to lekcja pokory.

Pojęcie pokory jest nam chyba dość obce i nieznane. Często uważamy, że pokora polega na tym, że nie wolno być z siebie zadowolonym ani też bronić swojego zdania, że trzeba zawsze robić krok do tyłu z uniżonym ukłonem i pozwalać sobie skakać po głowie, a na dodatek „dwie matki ssać”. Oczywiście, to tylko karykatura pokory, tak jak karykaturą pychy jest przekonanie, że polega ona na zadzieraniu nosa.

W istocie pokora i pycha to postawa i zajęcie stanowiska człowieka względem Boga. Pokora polega na oddaniu pierwszeństwa Bogu, a pycha na zajęciu pierwszego miejsca dla siebie. Człowiek pyszny uważa, że nie potrzebuje Boga, że sam potrafi stanowić o sobie i sam decydować, co jest dla niego dobre, a co złe. Uważa też, że zbawienie jest jego osobistym osiągnięciem i zasługą, że zbawia się sam, dzięki swemu postępowaniu. Wynika z tego, że Bóg jest w zasadzie niepotrzebny, że jest jakby arbitrem albo kibicem, który jedynie przypatruje się z boku, jak nam idzie.

Człowiek pokorny natomiast zdaje sobie sprawę, że sam nic nie może, że zbawienie jest darem darmo danym przez Boga, i tylko przez Boga. Nie przypisuje sobie żadnej zasługi, nie rości sobie żadnych pretensji ani praw, bo wie, że miłość i miłosierdzie Boga są o wiele lepszą gwarancją zbawienia, niż własne zasługi, zabiegi i żądania. Dlatego też siebie samego, swoje życie i zbawienie, z zaufaniem powierza Bogu. A ponieważ dzięki wierze ma pewność zbawienia, wie już, ile zawdzięcza Bogu. Więc potrafi być wdzięczny, potrafi Boga uwielbiać, próbuje Go naśladować i żyć na co dzień Jego słowem i wolą, jak powszednim pokarmem. Na tym polega prawdziwa pokora.

Jej ilustracją są dalsze słowa Jezusa: Chcesz wyprawić przyjęcie? Nie zapraszaj tych, którzy potrafią sobie sami dobrze radzić i w życiu nie zginą. Zaproś tych, którzy sami nic nie mogą, nie mają możliwości, nie potrafią ci się odwdzięczyć, nie potrafią sobie „załatwić”. Będziesz wtedy podobny do Boga, który potrafi darmo i wielkodusznie dawać, nie dlatego, że liczy na rewanż czy własny interes, ale dlatego że jest miłosierny dla pokornych.

Właśnie taka jest metoda Pana Boga i ekonomia zbawienia: jeśli Mi zaufasz i okażesz pokorę, możesz otrzymać wszystko, co chcesz, a nawet więcej, niż potrafisz sobie wyobrazić. Jeśli natomiast spróbujesz obyć się beze Mnie i zechcesz sam zdobywać sobie życie wieczne, będziesz podobny do owego zarozumiałego faryzeusza, który ze wstydem musiał ustąpić pierwszego miejsca, które samowolnie sobie zajął.

Być może trochę się nam to nie podoba. Bardziej przypada nam do gustu mit o Prometeuszu, który zbuntował się przeciwko bogom i wykradł im ogień życia. Jednakże Bóg chrześcijan, Bóg objawiony w Jezusie Chrystusie, jest Bogiem miłości, a nie zazdrosnym o swoje wpływy tyranem. Nie chce nikogo upokarzać, lecz uszczęśliwić. Ale musimy Mu to umożliwić – bez naszej zgody i współpracy, bez gotowości i pragnienia przyjęcia daru zbawienia, dar ten będzie się tylko marnował. A my pozostaniemy na lodzie, sami ze sobą i swoją pychą.

Ks. Mariusz Pohl

 

„Na chorobę pyszałka nie ma lekarstwa”

W świecie przyrody trwa zacięta walka o byt. Podobne zmaganie można obserwować wśród ludzi. Różnica jednak polega na tym, że w przyrodzie silniejszy wygrywa, a słabszy uznaje się za pokonanego, tymczasem wśród ludzi słabszy rzadko kiedy rezygnuje z dalszej walki i umie się pogodzić ze swoim miejscem. Pokonany potrafi sięgać po bardzo nieuczciwe środki, byle wypłynąć na wierzch i zająć pierwsze miejsce. A jeśli mu się to już nie może udać, swoje wysiłki koncentruje na tym, by pomniejszać sukces zwycięzcy. Można nawet obserwować sytuacje, w których pewne jednostki tym usilniej walczą o pierwsze miejsce, im mniej się do tego nadają.

Źródłem tej dążności jest pycha, czyli chorobliwie ustawiona ambicja. Ludziom się wydaje, że są o tyle ważni, o ile mają przewagę nad innymi. Stąd ciągle zestawiają się z innymi, przeżywając bolesne kompleksy, gdy spotykają silniejszych, zdolniejszych, bogatszych od siebie, i zadzierają nosa, gdy mogą udowodnić nad kimś przewagę. Dla zewnętrznego obserwatora takie postępowanie jest niezrozumiałe, często niemądre, ale pycha zaślepia zarozumialca i nie pozwala mu dostrzec prawdy o sobie.

Pycha to groźna choroba ludzkiego ducha. Niszczy tego, kto na nią choruje, i boleśnie rani wszystkich, którzy mają z nim do czynienia. Większość ludzkiego cierpienia i nieszczęścia płynie z niezaspokojonej ambicji. Niewielu też ludzi jest wolnych od tej choroby. Jej objawy możemy obserwować w przedszkolu i w domu starców, w kolejce przed sklepem i w salce katechetycznej. Grozę tej choroby powiększa fakt, że żadna apteka świata nie posiada na nią lekarstwa. Autor Księgi Mądrości stwierdził krótko: „Na chorobę pyszałka nie ma lekarstwa”.

Jedyna bowiem szansa wyrwania się z tej choroby jest zawarta w odkryciu i umiłowaniu prawdy o sobie. Aby to jednak mogło nastąpić, człowiek musi zrezygnować z porównywania siebie z innymi i zmierzyć się wprost i bezpośrednio z Bogiem. Dopiero w spotkaniu z Nim jest w stanie odkryć swoją prawdziwą i niepowtarzalną wielkość i swoją prawdziwą małość, a przez to odnaleźć swoje własne miejsce w stworzonym przez Boga świecie.

Ktoś słusznie powiedział, że każdy człowiek winien mieć coś z Kopernika. Każdy bowiem winien odkryć, że on nie jest Ziemią, centrum świata, wokół którego wszystko się kręci, lecz planetą, jedną z miliardów, która razem z innymi, i zgodnie z nimi, kręci się wokół Wiecznego Słońca, którym jest Bóg.

Kopernik długo odkrywał prawdę o ziemi i słońcu, a ukończone dzieło trzymał w ręku dopiero na łożu śmierci. Szczęśliwy człowiek, który przynajmniej w godzinie śmierci dokona tego odkrycia w swoim życiu. Znak, że wyzwolił się z owej groźnej choroby, która uniemożliwia dostanie się do królestwa Bożego. W niebie nie ma miejsca dla ludzi pysznych.

Ks. Edward Staniek

 

Jak to było możliwe?

Pan Bóg jest energią miłości o niesamowicie wielkim napięciu. Nasze ludzkie serca są zbyt słabe, by mogły się podłączyć do Niego bezpośrednio. Doświadczają tego wszyscy mistycy. Stojąc przed perspektywą spotkania z Bogiem, przeżywają to jako niebezpieczeństwo swojego unicestwienia, jako godzinę śmierci.

Skoro jednak Bóg postanowił podłączyć nas do swego życia, potrzebny był „transformator”, w którym owo wielkie napięcie energii miłości zostałoby przemienione tak, iż mogłoby wypełnić nasze serca. Takim właśnie „transformatorem” jest Jezus Chrystus. To w Nim energia Bożej miłości stała się dostępna dla człowieka i wszelkiego stworzenia. Tę myśl usiłowali wyrazić autorzy natchnieni: św. Paweł, św. Jan i autor Listu do Hebrajczyków, gdy mówiąc o Chrystusie nazywali Go Pośrednikiem Nowego Testamentu.

Od dwudziestu wieków ludzie na ziemi mają szansę podłączyć się do Boga przez Chrystusa. W sposób oficjalny uczyniły to na przestrzeni wieków miliony ludzi. Każdy chrzest to właśnie podłączenie do Bożej energii miłości dostępnej dla nas w Jezusie. W samym dwudziestym wieku w sposób oficjalny zostało do Boga podłączonych ponad miliard ludzkich serc. Gdziekolwiek jest chrześcijaństwo, tam mamy do czynienia z możliwością korzystania z tego Bożego „transformatora”. Imponujące dzieło. Według statystycznych obliczeń w krótkim czasie należałoby się spodziewać oświecenia energią ewangelicznej miłości całego naszego globu. A tymczasem rzeczywistość jest inna. Po świecie zamiast miłości rozlewa się często nienawiść.

W tym kontekście wszystkie wspomnienia w pięćdziesiątą rocznicę drugiej wojny światowej są głośnym krzykiem mówiącym o słabości europejskiego chrześcijaństwa pierwszej połowy naszego wieku. Czy ludzie faktycznie podłączeni do Boga i żyjący Jego miłością dopuściliby do tak strasznej tragedii całych narodów? Przecież miłość nie potrafi przygotować wojny, miłość daje życie, a nie zabija; jednoczy ludzi, a nie dzieli; uszczęśliwia, a nie zadaje cierpienie.

Na dramat ostatniej wojny można spojrzeć z wielu punktów widzenia, ale dla chrześcijanina jedno spojrzenie jest najważniejsze: Jak to możliwe, by we wspólnocie chrześcijańskiej, której prawem jest miłość, w której przebywa sam Bóg, zrodziła się tak potworna nienawiść? Jak to się stało, że owa wszechmocna energia Bożej miłości nie została wykorzystana, a jej miejsce zajęła potężna siła niszcząca miliony ludzi?

Chrześcijanin nie może spoglądać na wydarzenia lat wojny tylko w kategoriach polityczno-narodowościowych. Przecież Niemcy, Polacy, Rosjanie to w przeważającej części chrześcijanie. Autentyczne spotkanie z Chrystusem wynosi człowieka ponad uwarunkowania polityczne. W Chrystusie szlachetnieją podziały czysto ludzkie. W Nim spotykamy się jak bracia.

Druga wojna światowa to wielka kompromitacja żyjących wówczas chrześcijan, a przez nich i Ewangelii w ich wydaniu. Nie należy się dziwić, że chrześcijaństwo przeżywa głęboki kryzys życia religijnego. Trzeba na nowo przemyśleć konkretne wymiary ewangelicznego życia i tak je ustawić, by Kościoły żyjące Chrystusem roznosiły po świecie pokój, a nie wojnę. Autor Listu do Hebrajczyków przypomina, że „przystąpiliście /.../ do miasta Boga żyjącego, Jeruzalem niebieskiego, /.../do Pośrednika Nowego Testamentu — Jezusa”. Mamy promieniować ewangelicznymi wartościami — umiłowaniem prawdy, sprawiedliwości, przebaczenia, miłości. Wspomnienie drugiej wojny światowej to wezwanie skierowane do wszystkich chrześcijan: katolików, protestantów, prawosławnych, by jaśniej dostrzec moc Ewangelii i słabość jej realizacji. Ludzi na miarę Ojca Maksymiliana Kolbe, Edyty Stein, Michała Kozala musi być znacznie więcej, jeśli widmo wojny światowej ma być skutecznie usunięte z horyzontu rozwoju ludzkości.

Dotykamy trudnego problemu. Nie wystarczy jednak modlitwa za ofiary wojny i wspomnienie jej bohaterów. Potrzebna jest refleksja nad niewiernością ludzkiego serca Bogu i Jego Ewangelii. Trzeba nam na nowo i znacznie doskonalej podłączyć się do Chrystusa, z którego można by czerpać energię Bożej miłości.

Ks. Edward Staniek

 

O Panie, pokorni Cię chwalą (Syr 3, 20)

Dzisiejsze czytania podają nam rozważanie o pokorze, tym bardziej potrzebnej, im mniej ta cnota jest rozumiana i praktykowana. Stary Testament (I czytanie: Syr 3, 17-18. 20. 28-29) również mówi o jej konieczności — tak w obcowaniu z Bogiem jak i z bliźnim: „O ile wielki jesteś, o tyle się uniżaj, a znajdziesz łaskę u Pana” (tamże 18). Pokora człowieka nie polega na zaprzeczaniu własnym zaletom, lecz na uznaniu, że one są wyłącznym darem Boga; stąd wynika, że im ktoś jest „większy”, czyli bogatszy w zalety, tym bardziej winien upokarzać się uznając, że wszystko dał mu Bóg. Są też „wielkości” czysto przypadkowe, wynikające ze stopnia społecznego lub z obowiązku, jaki się pełni; chociaż nie dodają one nic do wewnętrznej wartości osoby, człowiek jest skłonny chwalić się nimi, czynić sobie z nich podnóżek, by wywyższyć się ponad innych: „Synu — upomina Pismo święte — wykonuj swe sprawy z łagodnością, a każdy będzie cię miłował” (tamże 17). Jak pokora przyciąga miłość, tak pycha ją odrzuca; pysznych nikt nie lubi. Jeśli zaś człowiek pozwala zakorzenić się w sobie pysze, staje się ona drugą jego naturą, nie spostrzega bowiem jej zła i jest niezdolny do opamiętania.

Dlatego Jezus napiętnował wszystkie formy próżności, stawiając we właściwym świetle ich prawdziwą marność. Tak było, kiedy faryzeusz zaprosił Go na obiad. Widział, jak zaproszeni z pośpiechem zajmowali pierwsze miejsca (Łk 14, 1. 7-14). Scena śmieszna., niesmaczna, a jednak zawsze aktualna. Czyż może jakieś miejsce uczynić człowieka większym lub lepszym, niż jest? To właśnie jego nędza skłania go, aby pokrywał własne braki za pomocą godnego miejsca. A przecież to właśnie wystawia go łatwiej na upokorzenia, bo wcześniej czy później zawsze się znajdzie ktoś, kto mu wytknie, że rościł sobie za duże pretensje. Tego właśnie naucza Jezus mówiąc: „Gdy będziesz zaproszonym, idź i usiądź na ostatnim miejscu... Każdy bowiem, kto się wywyższa, będzie poniżony, a kto się poniża, będzie wywyższony” (tamże 10-11). Może się to wydawać rzeczą bardzo prostą, a jednak życie wielu ludzi, nawet i chrześcijan, sprowadza się mniej lub więcej do wyścigu o pierwsze miejsce. A nie brak powodu, by się usprawiedliwiać, bądź to w imię dobra, apostolstwa, a nawet chwały Bożej. Lecz jeśli ktoś ma odwagę szczerze zbadać siebie, odkryje, że chodzi tutaj tylko o próżność.

Drugą naukę Jezus kieruje do zapraszającego: „Gdy wydajesz obiad albo wieczerzę, nie zapraszaj swoich przyjaciół ani braci, ani krewnych, ani zamożnych sąsiadów, aby cię i oni nawzajem nie zaprosili i miałbyś odpłatę” (tamże 12). Jezus czyni całkowity przewrót w mentalności ówczesnej. Świat zachowuje swoje zaproszenia dla osób, które mu przynoszą zaszczyt swoją godnością lub od których może się spodziewać jakichś korzyści; postępowanie podyktowane egoizmem i próżnością. Lecz uczeń Chrystusa winien postępować przeciwnie: zapraszać „ubogich, ułomnych, chromych i niewidomych”, czyli ludzi potrzebujących pomocy, niezdolnych dać „odpłatę”, W ten sposób może uważać się nie tylko za uczczonego, lecz „szczęśliwego”, ponieważ otrzyma „odpłatę przy zmartwychwstaniu sprawiedliwych” (tamże 13-14). Jednak nie można zmienić mentalności, jeśli się nie jest głęboko przekonanym, że tylko te wartości są prawdziwe, które mogą być skierowane do wartości wiecznych, i że życie ziemskie jest tylko pielgrzymką „do miasta Boga żyjącego, Jeruzalem niebieskiego”, gdzie sprawiedliwi — pokorni i pełni miłości — „są zapisani w niebiosach” (Hbr 12, 22-23; II czytanie”).

O. Gabriel od św. Marii Magdaleny, karmelita bosy
Żyć Bogiem, t. III, str. 133

 

30 SIERPNIA 2010

Poniedziałek

 

(1 Kor 2,1-5)
Przyszedłszy do was, bracia, nie przybyłem, by błyszcząc słowem i mądrością głosić wam świadectwo Boże. Postanowiłem bowiem, będąc wśród was, nie znać niczego więcej, jak tylko Jezusa Chrystusa, i to ukrzyżowanego. I stanąłem przed wami w słabości i w bojaźni, i z wielkim drżeniem. A mowa moja i moje głoszenie nauki nie miały nic z uwodzących przekonywaniem słów mądrości, lecz były ukazywaniem ducha i mocy, aby wiara wasza opierała się nie na mądrości ludzkiej, lecz na mocy Bożej.

(Ps 119,97-102)
REFREN: Jakże miłuję Prawo Twoje, Panie

Jakże miłuję Prawo Twoje:
przez cały dzień nad nim rozmyślam.
Przez Twoje przykazanie stałem się mądrzejszy od wrogów,
bo jest ono moim na wieki.

Jestem roztropniejszy od wszystkich, którzy mnie uczą,
bo rozmyślam o Twoich napomnieniach.
Jestem rozważniejszy od starców,
bo zachowuję Twoje postanowienia.

Powstrzymuję nogi od każdej złej ścieżki,
aby słów Twoich przestrzegać.
Nie odstępuję od Twoich wyroków,
albowiem Ty mnie pouczasz.

(Łk 4,18)
Duch Pański spoczywa na Mnie, posłał Mnie, abym ubogim niósł dobrą nowinę.

(Łk 4,16-30)
Przyszedł również do Nazaretu, gdzie się wychował. W dzień szabatu udał się swoim zwyczajem do synagogi i powstał, aby czytać. Podano Mu księgę proroka Izajasza. Rozwinąwszy księgę, natrafił na miejsce, gdzie było napisane: Duch Pański spoczywa na Mnie, ponieważ Mnie namaścił i posłał Mnie, abym ubogim niósł dobrą nowinę, więźniom głosił wolność, a niewidomym przejrzenie; abym uciśnionych odsyłał wolnymi, abym obwoływał rok łaski od Pana. Zwinąwszy księgę oddał słudze i usiadł; a oczy wszystkich w synagodze były w Nim utkwione. Począł więc mówić do nich: Dziś spełniły się te słowa Pisma, któreście słyszeli. A wszyscy przyświadczali Mu i dziwili się pełnym wdzięku słowom, które płynęły z ust Jego. I mówili: Czy nie jest to syn Józefa? Wtedy rzekł do nich: Z pewnością powiecie Mi to przysłowie: Lekarzu, ulecz samego siebie; dokonajże i tu w swojej ojczyźnie tego, co wydarzyło się, jak słyszeliśmy, w Kafarnaum. I dodał: Zaprawdę, powiadam wam: żaden prorok nie jest mile widziany w swojej ojczyźnie. Naprawdę, mówię wam: Wiele wdów było w Izraelu za czasów Eliasza, kiedy niebo pozostawało zamknięte przez trzy lata i sześć miesięcy, tak że wielki głód panował w całym kraju; a Eliasz do żadnej z nich nie został posłany, tylko do owej wdowy w Sarepcie Sydońskiej. I wielu trędowatych było w Izraelu za proroka Elizeusza, a żaden z nich nie został oczyszczony, tylko Syryjczyk Naaman. Na te słowa wszyscy w synagodze unieśli się gniewem. Porwali Go z miejsca, wyrzucili Go z miasta i wyprowadzili aż na stok góry, na której ich miasto było zbudowane, aby Go strącić. On jednak przeszedłszy pośród nich oddalił się.

 

 

„Żaden prorok nie jest mile widziany w swojej ojczyźnie.” Doskonale znamy te słowa i doświadczamy ich prawdziwości w codziennym życiu. Nie lubimy słuchać pouczeń i napomnień od osób, które znamy. Pan Bóg przemawia do nas na różne sposoby, także posługując się ludźmi. Postawa mieszkańców Nazaretu jest dla nas przestrogą, abyśmy nie przegapili czasu swojego nawiedzenia i nie odrzucili Zbawiciela przychodzącego do nas w drugim człowieku.

ks. Dariusz Kwiatkowski, „Oremus” sierpień 2004, s. 136

 

PANOWAĆ NAD SOBĄ

Udziel mi, Panie, opanowania i łagodności, owoców Ducha (Ga 5, 22)

Mówiąc o zaletach potrzebnych temu, kto ma przewodzić wspólnotom chrześcijańskim, św. Paweł uczy, że powinien być „nieskłonnym do gniewu, nieskorym do pijaństwa i awantur, rozsądnym” (Tt 1, 7-8), „gościnnym, niekłótliwym” (1 Tm 3, 3). Panowanie nad sobą jest owocem umiarkowania poskramiającego gniew, wzburzenie, gwałtowność. Chrześcijaństwo nie chce kształtować charakterów słabych, lękliwych, w których zanikła wszelka żywa reakcja i został zniszczony wszelki męski odruch; pragnie kształtować ludzi mężnych, zdolnych opanować wszelkie wybuchy gniewu. Umiarkowanie i męstwo nie wykluczają się wzajemnie, lecz współdziałają w ukształtowaniu chrześcijanina, aby stał się „panem siebie”: łagodnym, cichym w stosunku do bliźniego, a gotowym zadawać gwałt sobie samemu, by opanować własne namiętności i kaprysy złego humoru. A więc wprost przeciwnie niż zarozumialcy i gwałtownicy narzucający się z pasją innym, lecz wewnętrznie słabi i nie mający zapału, by ujarzmić siebie samych i nagiąć się do łagodności ewangelicznej.

„Nie czyń nic, co jest dziełem zuchwalstwa” (Syr 10, 6), ponieważ „porywczy ujawnia głupotę” (Prz 14, 29). A głupotą jest pozwolić, by przez gniew zaciemnił się nasz umysł i popchnął nas do czynów nierozważnych. Istotnie, „gniew męża nie wykonuje sprawiedliwości Bożej” (Jk 1, 20). Kiedy serce jest wzburzone gniewem, nie można rozróżnić prawdy i dobra, nie można zrozumieć, jaka jest wola Boga. Tylko w ciszy i pokoju wewnętrznym człowiek może pojąć wezwania Ducha Świętego i być gotowym na Jego działanie.

Jan XXIII pisał w swoim dzienniku: „Muszę zachować pokój wewnętrzny, a zarazem wielką gorliwość; nie odstępować nigdy od zasady, która zaleca we wszystkim pokorę i łagodność, choćby odruchy i pokusy były temu przeciwne. Łagodność ta nie może być w żadnym razie bojaźliwa” (Dziennik duszy, 1939, s. 260). Brzmi tu echo częstych wezwań św. Pawła, by postępować „z całą pokorą i cichością” (Ef 4, 2) i „odznaczać się uprzejmością, okazywać każdemu człowiekowi wszelką łagodność” (Tt 3, 2). Zresztą umiarkowanie i łagodność zaliczają się do owoców Ducha (Ga 5, 22).

O. Gabriel od św. Marii Magdaleny, karmelita bosy
Żyć Bogiem, t. III, str. 137

 

31 SIERPNIA 2010

Wtorek

 

(1 Kor 2,10b-16)
Duch przenika wszystko, nawet głębokości Boga samego. Kto zaś z ludzi zna to, co ludzkie, jeżeli nie duch, który jest w człowieku? Podobnie i tego, co Boskie, nie zna nikt, tylko Duch Boży. Otóż myśmy nie otrzymali ducha świata, lecz Ducha, który jest z Boga, dla poznania darów Bożych. A głosimy to nie uczonymi słowami ludzkiej mądrości, lecz pouczeni przez Ducha, przedkładając duchowe sprawy tym, którzy są z Ducha. Człowiek zmysłowy bowiem nie pojmuje tego, co jest z Bożego Ducha. Głupstwem mu się to wydaje i nie może tego poznać, bo tylko duchem można to rozsądzić. Człowiek zaś duchowy rozsądza wszystko, lecz sam przez nikogo nie jest sądzony. Któż więc poznał zamysł Pana tak, by Go mógł pouczać? My właśnie znamy zamysł Chrystusowy.

(Ps 145,8-14)
REFREN: Pan sprawiedliwy na wszystkich swych drogach

Pan jest łagodny i miłosierny,
nieskory do gniewu i bardzo łaskawy.
Pan jest dobry dla wszystkich,
a Jego miłosierdzie nad wszystkim, co stworzył.

Niech Cię wielbią, Panie, wszystkie Twoje dzieła
i niech Cię błogosławią Twoi święci.
Niech mówią o chwale Twojego królestwa
i niech głoszą Twoją potęgę.

Aby synom ludzkim oznajmić Twoją potęgę
i wspaniałość chwały Twojego królestwa.
Królestwo Twoje królestwem wszystkich wieków,
przez wszystkie pokolenia Twoje panowanie.

Pan jest wierny we wszystkich swoich słowach
i we wszystkich dziełach swoich święty.
Pan podtrzymuje wszystkich, którzy upadają,
i podnosi wszystkich zgnębionych.

(Łk 7,16)
Wielki prorok powstał między nami, i Bóg nawiedził lud swój.

(Łk 4,31-37)
Jezus udał się do Kafarnaum, miasta w Galilei, i tam nauczał w szabat. Zdumiewali się Jego nauką, gdyż słowo Jego było pełne mocy. A był w synagodze człowiek, który miał w sobie ducha nieczystego. Zaczął on krzyczeć wniebogłosy; Och, czego chcesz od nas, Jezusie Nazarejczyku? Przyszedłeś nas zgubić? Wiem, kto jesteś: Święty Boży. Lecz Jezus rozkazał mu surowo: Milcz i wyjdź z niego! Wtedy zły duch rzucił go na środek i wyszedł z niego nie wyrządzając mu żadnej szkody. Wprawiło to wszystkich w zdumienie i mówili między sobą: Cóż to za słowo? Z władzą i mocą rozkazuje nawet duchom nieczystym, i wychodzą. I wieść o Nim rozchodziła się wszędzie po okolicy.

 

 

Codziennie zalewa nas potok słów. Dziś wszyscy przekonują do swoich racji. Jedni zaprzeczają drugim. Słowo straciło swoją wartość. Gdzie zatem szukać prawdy? Gdy Jezus wyrzucił z opętanego złego ducha, ludzie ze zdziwieniem pytali: „Cóż to za słowo? Z władzą i mocą rozkazuje nawet duchom nieczystym, i wychodzą”. Słowo prawdy, pochodzące od Boga i posiadające moc przemienić nasze życie, słyszymy podczas każdej Eucharystii. Z radością i ufnością słuchajmy Chrystusa, który dziś do nas mówi.

ks. Dariusz Kwiatkowski, „Oremus” sierpień 2004, s. 139

 

DLA ZDOBYCIA KRÓLESTWA

Ty, Panie, przepasujesz mnie mocą i nienaganną czynisz moją drogę (Ps 18, 33)

Ewangelia przedstawia życie chrześcijańskie pod kątem zdobywczości, która wymaga męstwa, odwagi, śmiałości. „Królestwo niebieskie doznaje gwałtu i ludzie gwałtowni zdobywają je” (Mt 11, 12). Nawet jeśli widzimy w tym zdaniu wzmiankę o sprzeciwach diabelskich, jakie powstają przeciwko królestwu Bożemu, pozostaje prawdą, że ci wszyscy, którzy chcą zdobyć Królestwo, muszą dzielnie walczyć, by zwyciężyć siły nieprzyjacielskie i pokonać wszystkie przeszkody, jakie się im nasuwają.

Albowiem słodkie jarzmo i lekkie brzemię, o którym mówi Jezus (tamże 30), nie upoważnia do przedstawiania chrześcijaństwa jako czegoś słodkawego i zniewieściałego, co zwalniałoby od wszelkiej walki i sprowadzałoby się do bezużytecznych westchnień. Jarzmo Pańskie jest prawdziwie słodkie i lekkie, lecz tylko przy miłości prawdziwej, a więc mężnej, ożywiającej chrześcijanina; jest bowiem właściwością miłości, ze nawet rzeczy trudne i przykre czyni łatwymi i słodkimi. Nie na próżno Jezus powiedział, nie starając się łagodzić prawdy: „Wchodźcie przez ciasną bramę. Bo szeroka jest brama i przestronna ta droga, która prowadzi do zguby... Jakże ciasna jest brama i wąska droga, która prowadzi do życia, a mało jest takich., którzy ją znajdują” (Mt 7, 13-14), Chrześcijaństwo wymaga łudzi odważnych, mężnych, którzy nie lękają się i nie poddają się trudnościom drogi. Cała tradycja chrześcijańska przedstawiała naśladowanie Chrystusa jako walkę, bojowanie. Św. Paweł mówił wprost o zbroi, jaką chrześcijanin powinien nałożyć, by odnieść zwycięstwo: „...weźcie na siebie pełną zbroję Bożą, abyście w dzień zły zdołali się przeciwstawić i ostać, zwalczywszy wszystko” (Ef 6, 13). A oto broń: pas prawdy, pancerz sprawiedliwości, obuwie gorliwości, tarcza wiary, hełm zbawienia, a w końcu „miecz Ducha, to jest słowo Boże” (tamże 14-17). Tak uzbrojony chrześcijanin może mężnie walczyć, nie zaniedbując jednak modlitwy, ponieważ tylko Bóg może dać mu zwycięstwo. „Przy każdej sposobności módlcie się w Duchu. Nad tym właśnie czuwajcie z całą usilnością i proście” (tamże 18).

O. Gabriel od św. Marii Magdaleny, karmelita bosy
Żyć Bogiem, t. III, str. 140

 

1 WRZEŚNIA 2010

Środa

Wspomnienie bł. Bronisławy, dziewicy

 

(1 Kor 3,1-9)
Nie mogłem, bracia, przemawiać do was jako do ludzi duchowych, lecz jako do cielesnych, jako do niemowląt w Chrystusie. Mleko wam dałem, a nie pokarm stały, boście byli niemocni; zresztą i nadal nie jesteście mocni. Ciągle przecież jeszcze jesteście cieleśni. Jeżeli bowiem jest między wami zawiść i niezgoda, to czyż nie jesteście cieleśni i nie postępujecie tylko po ludzku? Skoro jeden mówi: Ja jestem Pawła, a drugi: Ja jestem Apollosa, to czyż nie postępujecie tylko po ludzku? Kimże jest Apollos? Albo kim jest Paweł? Sługami, przez których uwierzyliście według tego, co każdemu dał Pan. Ja siałem, Apollos podlewał, lecz Bóg dał wzrost. Otóż nic nie znaczy ten, który sieje, ani ten, który podlewa, tylko Ten, który daje wzrost - Bóg. Ten, który sieje, i ten, który podlewa, stanowią jedno; każdy według własnego trudu otrzyma należną mu zapłatę. My bowiem jesteśmy pomocnikami Boga, wy zaś jesteście uprawną rolą Bożą i Bożą budowlą.

(Ps 33,12-15.20-21)
REFREN: Szczęśliwy naród wybrany przez Pana

Błogosławiony lud, którego Pan jest Bogiem,
naród, który On wybrał na dziedzictwo dla siebie.
Pan spogląda z nieba,
widzi wszystkich ludzi.

Patrzy z miejsca, gdzie przebywa,
na wszystkich mieszkańców ziemi.
On, który serca wszystkich ukształtował,
który zważa na wszystkie ich czyny.

Dusza nasza oczekuje Pana,
On jest naszą pomocą i tarczą.
Raduje się w Nim nasze serce,
ufamy Jego świętemu imieniu.

(Łk 4,18)
Pan posłał Mnie, abym ubogim niósł dobrą nowinę, więźniom głosił wolność.

(Łk 4,38-44)
Po opuszczeniu synagogi w Kafarnaum Jezus przyszedł do domu Szymona. A wysoka gorączka trawiła teściową Szymona. I prosili Go za nią. On stanąwszy nad nią rozkazał gorączce, i opuściła ją. Zaraz też wstała i usługiwała im. O zachodzie słońca wszyscy, którzy mieli cierpiących na rozmaite choroby, przynosili ich do Niego. On zaś na każdego z nich kładł ręce i uzdrawiał ich. Także złe duchy wychodziły z wielu, wołając: Ty jesteś Syn Boży! Lecz On je gromił i nie pozwalał im mówić, ponieważ wiedziały, że On jest Mesjaszem. Z nastaniem dnia wyszedł i udał się na miejsce pustynne. A tłumy szukały Go i przyszły aż do Niego; chciały Go zatrzymać, żeby nie odchodził od nich. Lecz On rzekł do nich: Także innym miastom muszę głosić Dobrą Nowinę o królestwie Bożym, bo na to zostałem posłany. I głosił słowo w synagogach Judei.

 

 

Wszyscy, którzy mieli cierpiących, przynosili ich do Jezusa, a On ich uzdrawiał i uwalniał od złego ducha. Jezus był dla nich prawdziwym szabatem, świętem miłości Bożej objawionej w Nim. Także dla bł. Bronisławy (ok. 1200-1259), norbertanki, spotkanie z Jezusem stało się prawdziwym świętem jej życia. Chrystus miał powiedzieć do niej w widzeniu: „Bronisławo, krzyż mój jest twoim krzyżem, ale też i chwała moja będzie chwałą twoją”. Bóg dał bł. Bronisławie wzrost przez liczne doświadczenia krzyża, a ona stała się żyzną rolą Bożą i Bożą budowlą dla chwały całego Kościoła. Niech jej modlitwa za nas, uczestniczących w tej Mszy, pozwoli nam wydać owoce godne naszego powołania.

Ks. Jakub Szcześniak, „Oremus” wrzesień 2004, s. 4

 

BÓG TYLKO JEST MOCNY

Panie, moja mocy i tarczo, Tobie ufa moje serce (Ps 28, 7)

Główne idee o mocy Boga i słabości człowieka podejmuje i rozwija Nowy Testament. Jezus wciela w sobie moc Bożą i jest jej pośrednikiem względem ludzi. On „był potężnym w czynie i słowie wobec Boga i całego ludu” (Łk 24, 19) i oświadczył: „Beze Mnie nic nie możecie uczynić” (J 15, 5). Otrzymawszy od Ojca moc, jest gotowy udzielać jej tym, którzy wierzą w Niego i zwracają się do Niego z ufnością, szczególnie zaś tym, których powołuje do apostolstwa. Kiedy wybrał Dwunastu, „dał im moc i władzę nad wszystkimi złymi duchami i władzę leczenia chorych” (Łk 9, 1). Im również, zanim wstąpił do nieba, obiecał, że zostaną „uzbrojeni mocą z wysoka” (Łk 24, 29), a jeszcze wyraźniej: „gdy Duch Święty zstąpi na was, otrzymacie Jego moc i będziecie moimi świadkami” (Dz l, 8). Początek posługi Apostołów od zarania nosi znamię mocy Bożej, którą zostali uzbrojeni. Piotr, który z obawy przed niewiastą zaparł się mistrza, po zesłaniu Ducha Świętego odważnie i śmiało mówi do ludu, zarzucając mu niesprawiedliwy wyrok wydany na Jezusa (2, 36). Słabość rybaka Duch Święty przemienił w męstwo Apostoła.

Męstwo jest cnotą chrześcijańską, nie w tym znaczeniu, że natura obdarzyła człowieka charakterem mniej lub więcej odważnym, lecz że Bóg, na chrzcie świętym, udzielił mu uczestnictwa swojej boskiej mocy. Tylko to męstwo nadprzyrodzone zdolne jest pokonywać trudności związane z życiem chrześcijańskim. Męstwo wlane mogą i powinny wspierać zalety naturalne, lecz nie należy go z nimi mieszać. Często człowiek mężny z natury, zdolny na płaszczyźnie ludzkiej do czynów odważnych, staje się słaby, gdy chodzi o dotrzymanie wierności Bogu i swoim obowiązkom. A nierzadko ten, kto jest bojaźliwy z natury, staje się mężnym, gdy pozwala działać w sobie mocy Bożej. „Bóg wybrał właśnie to, co niemocne, aby mocnych poniżyć... tak by się żadne stworzenie nie chełpiło wobec Boga” (1 Kor 1, 27. 29).

O. Gabriel od św. Marii Magdaleny, karmelita bosy
Żyć Bogiem, t. III, str. 143

 

2 WRZEŚNIA 2010

Czwartek

 

(1 Kor 3,18-23)
Niechaj się nikt nie łudzi. Jeśli ktoś spośród was mniema, że jest mądry na tym świecie, niech się stanie głupim, by posiadł mądrość. Mądrość bowiem tego świata jest głupstwem u Boga. Zresztą jest napisane: On udaremnia zamysły przebiegłych lub także: Wie Pan, że próżne są zamysły mędrców. Niech się przeto nie chełpi nikt z powodu ludzi. Wszystko bowiem jest wasze: czy to Paweł, czy Apollos, czy Kefas; czy to świat, czy życie, czy śmierć, czy to rzeczy teraźniejsze, czy przyszłe; wszystko jest wasze, wy zaś Chrystusa, a Chrystus - Boga.

(Ps 24,1-4ab.5-6)
REFREN: Pańska jest ziemia i co ją napełnia

Do Pana należy ziemia wszystko, co ją napełnia,
świat i jego mieszkańcy.
Albowiem On go na morzach osadził
i utwierdził ponad rzekami.

Kto wstąpi na górę Pana,
kto stanie w Jego świętym miejscu?
Człowiek rąk nieskalanych i czystego serca,
który nie skłonił swej duszy ku marnościom.

On otrzyma błogosławieństwo od Pana
i zapłatę od Boga, swego Zbawcy.
Oto pokolenie tych, którzy Go szukają,
którzy szukają oblicza Boga Jakuba.

(Mt 4,19)
Pójdźcie za Mną, a uczynię was rybakami ludzi.

(Łk 5,1-11)
Gdy tłum cisnął się do Jezusa, aby słuchać słowa Bożego, a On stał nad jeziorem Genezaret - zobaczył dwie łodzie, stojące przy brzegu; rybacy zaś wyszli z nich i płukali sieci. Wszedłszy do jednej łodzi, która należała do Szymona, poprosił go, żeby nieco odbił od brzegu. Potem usiadł i z łodzi nauczał tłumy. Gdy przestał mówić, rzekł do Szymona: Wypłyń na głębię i zarzućcie sieci na połów! A Szymon odpowiedział: Mistrzu, całą noc pracowaliśmy i niceśmy nie ułowili. Lecz na Twoje słowo zarzucę sieci. Skoro to uczynili, zagarnęli tak wielkie mnóstwo ryb, że sieci ich zaczynały się rwać. Skinęli więc na współtowarzyszy w drugiej łodzi, żeby im przyszli z pomocą. Ci podpłynęli; i napełnili obie łodzie, tak że się prawie zanurzały. Widząc to Szymon Piotr przypadł Jezusowi do kolan i rzekł: Odejdź ode mnie, Panie, bo jestem człowiek grzeszny. I jego bowiem, i wszystkich jego towarzyszy w zdumienie wprawił połów ryb, jakiego dokonali; jak również Jakuba i Jana, synów Zebedeusza, którzy byli wspólnikami Szymona. Lecz Jezus rzekł do Szymona: Nie bój się, odtąd ludzi będziesz łowił. I przyciągnąwszy łodzie do brzegu, zostawili wszystko i poszli za Nim.

 

 

Mądrość tego świata mówi, by nie podejmować ryzyka ponownego połowu po pierwszym, nieudanym. Mądrość Boża każe zaufać słowu Jezusa, które zawsze przynosi obfitość. Jezus nie oczekuje od nas wielkich czynów, prosi tylko, abyśmy „nieco odbili od brzegu”. W tej Eucharystii możemy „wypłynąć na głębię” i spotkać się z miłością Jezusa. Możemy ją z pokorą przyjąć, odpowiadając Panu tak jak niegdyś bł. Karol de Foucauld: „Panie, zostań ze mną, bo jestem człowiek grzeszny”.

Ks. Jakub Szcześniak, „Oremus” wrzesień 2004, s. 7-8

 

NIE LĘKAJCIE SIĘ!

„Chociażby stanął naprzeciw mnie obóz, moje serce bać się nie będzie... nawet wtedy będę pełen ufności” (Ps 27, 3)

Męstwo chrześcijańskie jest jedną z cnót najbardziej zalecanych przez Sobór Watykański II. Alumni „niech wyrabiają w sobie siłę ducha” (DFK 11); zakonnicy niech pielęgnują tę cnotę w szczególny sposób (DZ 5); misjonarz powinien mieć „odwagę mówić tak, jak powinien, nie wstydząc się zgorszenia krzyża” i dlatego prosić Boga o „siłę i męstwo” (DM 24). Na koniec Sobór „składa dzięki Bogu, który również w naszych czasach nie przestaje wzbudzać ludzi świeckich, heroicznie mężnych wśród prześladowań” (DA 17). Istotnie, jest ich niemało — kapłanów i wiernych — którzy dzisiaj, niemal wszędzie, cierpią za wiarę. Pamiętając o tym położeniu, Kościół nie wahał się włączyć perspektywy męczeństwa w całokształt powszechnej świętości, do jakiej wezwał wszystkich wierzących: „Męczeństwo, przez które uczeń upodabnia się do mistrza... i naśladuje Go w przelaniu krwi, uważa Kościół za dar szczególny i najwyższą próbę miłości” (KK 42). Męczeństwo jest najwyższym wyrazem męstwa chrześcijańskiego ożywionego miłością, i chociaż nie od wszystkich wymaga się go, to jednak powinno być ideałem każdego wierzącego. Chrześcijanin jest męczennikiem w założeniu, poświęcony bowiem został jako taki przez chrzest i bierzmowanie, które udzielając mu cnoty męstwa, uzdolniły go, by w razie konieczności oddał życie za wiarę. Jest to znamienne, że Sobór, zanim ukazał męczeństwo jako akt chrześcijański, przedstawił go jako „szczególny dar” Boga. Dar, ponieważ jedynie Bóg sam może udzielić siły, by je podjąć, lecz dar również z tego powodu, że powołanie, aby spłacić dług śmierci nie z konieczności naturalnej, lecz za sprawę Bożą, by dowieść Panu swej wierności, to największy przywilej.

To nie przeszkadza, że kiedy prześladowanie się sroży i grozi niebezpieczeństwo, człowiek ulega przerażeniu i smutkowi. Męstwo chrześcijańskie nie zwalnia od tego bolesnego doświadczenia, lecz czyni nas zdolnymi pokonać je, gdy patrzymy na przykład Chrystusa. Chrześcijanin złączony z Nim znajduje siłę „iść za Nim drogą krzyża wśród prześladowań, których Kościołowi nigdy nie brakuje” (KK 42). Mistrz swoim uczniom prześladowanym powtarza: „Miejcie odwagę: Jam zwyciężył świat” (J 16,33).

O. Gabriel od św. Marii Magdaleny, karmelita bosy
Żyć Bogiem, t. III, str. 147

 

3 WRZEŚNIA 2010

Piątek

Wspomnienie św. Grzegorza Wielkiego, papieża i doktora Kościoła

 

(1 Kor 4,1-5)
Niech uważają nas ludzie za sługi Chrystusa i za szafarzy tajemnic Bożych. A od szafarzy już tutaj się żąda, aby każdy z nich był wierny. Mnie zaś najmniej zależy na tym, czy będąc osądzony przez was, czy przez jakikolwiek trybunał ludzki Co więcej, nawet sam siebie nie sądzę. Sumienie nie wyrzuca mi wprawdzie niczego, ale to mnie jeszcze nie usprawiedliwia. Pan jest moim sędzią. Przeto nie sądźcie przedwcześnie, dopóki nie przyjdzie Pan, który rozjaśni to, co w ciemnościach ukryte, i ujawni zamiary serc. Wtedy każdy otrzyma od Boga pochwałę.

(Ps 37,3-6.27-28ab.39-40)
REFREN: Zbawienie prawych pochodzi od Pana

Miej ufność w Panu i czyń to, co dobre,
a będziesz mieszkał na ziemi i żył bezpiecznie.
Raduj się w Panu,*
a On spełni pragnienia twego serca.

Powierz Panu swą drogę,
zaufaj mu, a On sam będzie działał.
On sprawi, że twoja sprawiedliwość zabłyśnie jak światło,
a prawość twoja jak blask południa.

Odstąp od złego, czyń dobrze,
abyś mógł przetrwać na wieki.
Gdyż Pan miłuje sprawiedliwość
i nie opuszcza swych świętych.

Zbawienie sprawiedliwych pochodzi od Pana,
On ich ucieczką w czasie utrapienia.
Pan ich wspomaga i wyzwala,
wyzwala od występnych i zachowuje,*
On bowiem jest ich ucieczką.

(J 8,12)
Ja jestem światłością świata. Kto idzie za Mną, będzie miał światło życia.

(Łk 5,33-39)
Faryzeusze i uczeni w piśmie rzekli do Jezusa: Uczniowie Jana dużo poszczą i modły odprawiają, tak samo uczniowie faryzeuszów; Twoi zaś jedzą i piją. Jezus rzekł do nich: Czy możecie gości weselnych nakłonić do postu, dopóki pan młody jest z nimi? Lecz przyjdzie czas kiedy zabiorą im pana młodego, i wtedy, w owe dni, będą pościli. Opowiedział im też przypowieść: Nikt nie przyszywa do starego ubrania jako łaty tego, co oderwie od nowego; w przeciwnym razie i nowe podrze, i łata z nowego nie nada się do starego. Nikt też młodego wina nie wlewa do starych bukłaków; w przeciwnym razie młode wino rozerwie bukłaki i samo wycieknie, i bukłaki się zepsują. Lecz młode wino należy wlewać do nowych bukłaków. Kto się napił starego wina, nie chce potem młodego - mówi bowiem: Stare jest lepsze.

 

 

„Przyjdzie czas, kiedy zabiorą im pana młodego, i wtedy, w owe dni, będą pościli.” Dla św. Grzegorza Wielkiego (549-604), mnicha benedyktyńskiego, a później papieża, czasem postu stała się tęsknota za Jezusem, którego wcześniej znajdował w ciszy zakonnego życia. Jak pisał: „Odkąd wziąłem na siebie brzemię troski pasterskiej, rozrywany różnymi sprawami, nie potrafię skupić się należycie.” A jednak właśnie ten okres jego życia okazał się szczególnie płodny – zajaśniała wówczas świętość Grzegorza, wyrażająca się w jego pasterskiej trosce o wiernych, i niespotykana mądrość, która zawarł w dziełach teologicznych.

Ks. Jakub Szcześniak, „Oremus” wrzesień 2004, s. 13

 

MĘŻNI I WIELKODUSZNI

Ufam Tobie, Panie! Niech mężnym będzie serce moje; ufam Tobie (Ps 27, 14)

„Do wszystkich warunków jestem zaprawiony: i być sytym, i głód cierpieć, obfitować i doznawać niedostatku. Wszystko mogę w Tym, który mnie umacnia” (Flp 4, 12-13). Oto postawa wielkoduszności: nie wykluczać niczego z własnego życia, przyjąć każdą okoliczność, poddać się każdej niewygodzie, usiłować wszystko czynić na chwalę Boga licząc na Jego pomoc.

Św. Teresa od Jezusa zachęca, by pielęgnować wielkoduszne pragnienia i podejmować dla Pana nawet rzeczy wielkie, jeśli widzimy, że taka jest Jego wola. „Bóg chce — pisze — byśmy mieli serce odważne i dusze mężne miłuje, jeśli tylko chodzą przed Nim w pokorze, w niczym nie polegając na samych sobie; nie widziałam nigdy takiej duszy wspaniałomyślnej, by pozostała w tyle na drodze doskonałości; ani też duszy małodusznej, jakkolwiek by małoduszność swoją pokrywała mianem pokory, by i po wielu latach tak daleko postąpiła, jak tamte w krótkim czasie postępują” (Ż. 13, 2). Wielkoduszność chrześcijańska nie opiera się na siłach człowieka, lecz na sile Boga; idzie więc w parze z pokorą i nieufnością względem samej siebie, co więcej, zakłada ją. Ma za hasło słowa Apostoła: „Jestem najmniejszy ze wszystkich” (1 Kor 15, 8), lecz „wszystko mogę w Tym, który mnie umacnia”. Człowiek wielkoduszny nie daje się oszukać pokorze fałszywej, która pod pozorem pychy obawia się podjąć wielkoduszne czyny, lub doznać niepowodzenia w trudnych dziełach i wycofuje się, stawiając wyżej spokojne życie i własną wygodę. „Miłość doskonała — poucza św. Tomasz — przykłada rękę do każdego trudnego dzieła”. Gdy wykonuje się coś z czystą intencją, mając na celu jedynie upodobanie i chwałę Boga i nie schodząc z drogi posłuszeństwa, niebezpieczeństwo pychy nie istnieje; może natomiast być ukryta pychą odmówienie podjęcia czynu z obawy przed niepowodzeniem. Chrześcijanie nie szukają własnej wielkości, lecz wielkości Boga, a jeśli Bóg może być wywyższony przez ich upokorzenie, nie unikają go. Byleby tylko służyć Panu, godzą się żyć „wśród czci i pohańbienia, przez dobrą sławę i zniesławienie... Jakby smutni, lecz zawsze radośni... Jako ci, którzy nic nie mają, a posiadają wszystko!” (2 Kor 6, 8. 10).

O. Gabriel od św. Marii Magdaleny, karmelita bosy
Żyć Bogiem, t. III, str. 150

 

4 WRZEŚNIA 2010

Sobota

 

(1 Kor 4,6-15)
Miałem na myśli, bracia, mnie samego i Apollosa, ze względu na was, abyście mogli zrozumieć, że nie wolno wykraczać ponad to, co zostało napisane, i niech nikt w swej pysze nie wynosi się nad drugiego. Któż będzie cię wyróżniał? Cóż masz, czego byś nie otrzymał? A jeśliś otrzymał, to czemu się chełpisz, tak jakbyś nie otrzymał Tak więc już jesteście nasyceni, już opływacie w bogactwa. Zaczęliście królować bez nas! Otóż tak! Nawet trzeba, żebyście królowali, byśmy mogli współkrólować z wami. Wydaje mi się bowiem, że Bóg nas, apostołów, wyznaczył jako ostatnich, jakby na śmierć skazanych. Staliśmy się bowiem widowiskiem światu, aniołom i ludziom; my głupi dla Chrystusa, wy mądrzy w Chrystusie, my niemocni, wy mocni; wy doznajecie szacunku, a my wzgardy. Aż do tej chwili łakniemy i cierpimy pragnienie, brak nam odzieży, jesteśmy policzkowani i skazani na tułaczkę, i utrudzeni pracą rąk własnych. Błogosławimy, gdy nam złorzeczą, znosimy, gdy nas prześladują; dobrym słowem odpowiadamy, gdy nas spotwarzają. Staliśmy się jakby śmieciem tego świata i odrazą dla wszystkich aż do tej chwili. Nie piszę tego, żeby was zawstydzić, lecz aby was napomnieć - jako moje najdroższe dzieci. Choćbyście mieli bowiem dziesiątki tysięcy wychowawców w Chrystusie, nie macie wielu ojców; ja to właśnie przez Ewangelię zrodziłem was w Chrystusie Jezusie.

(Ps 145,17-21)
REFREN: Pan bliski wszystkim, którzy Go wzywają

Pan jest sprawiedliwy na wszystkich swych drogach
i łaskawy we wszystkich swoich dziełach.
Pan jest bliski wszystkim, którzy Go wzywają,
wszystkim wzywającym Go szczerze.

Spełnia wolę tych, którzy cześć Mu oddają,
usłyszy ich wołanie i przyjdzie im z pomocą.
Pan strzeże wszystkich, którzy go miłują,
lecz zniszczy wszystkich występnych.

Niech usta moje głoszą chwałę Pana,
a Jego święte imię
niech wielbi wszystko, co żyje.
Zawsze i na wieki.

(J 14,6)
Ja jestem drogą prawdą, i życiem, nikt nie przychodzi do Ojca inaczej jak tylko przeze Mnie.

(Łk 6,1-5)
W pewien szabat przechodził wśród zbóż, a uczniowie zrywali kłosy i, wykruszając je rękami, jedli. Na to niektórzy z faryzeuszów mówili: Czemu czynicie to, czego nie wolno czynić w szabat? Wtedy Jezus rzekł im w odpowiedzi: Nawet tegoście nie czytali, co uczynił Dawid, gdy był głodny on i jego ludzie? Jak wszedł do domu Bożego i wziąwszy chleby pokładne, sam jadł i dał swoim ludziom? Chociaż samym tylko kapłanom wolno je spożywać. I dodał: Syn Człowieczy jest panem szabatu.

 

 

Posłannictwo apostoła często kojarzy się nam z nadzwyczajnymi czynami, cudami bądź wielką ofiarą z siebie samego. Tymczasem św. Paweł mówi o doświadczeniu bycia ostatnim, głupim, niemocnym, wzgardzonym, głodnym i nagim, przeżywającym braki... Pójście za Jezusem oznacza przyjęcie codzienności jako narzędzia zbawienia nas. Oznacza akceptację choroby, zgodę na zwykłe przykrości i trudy życia... Jest to droga tak zwyczajna, jak zwyczajne mogą nam się wydać obrzędy Mszy świętej – te same i niezmienne od wieków; dla obcych być może nudne, ale dla tych, którzy wierzą, zbawienne i odkupieńcze.

Ks. Jakub Szcześniak, „Oremus” wrzesień 2004, s. 17

 

CIERPLIWI W KAŻDYM DOŚWIADCZENIU

Skieruj, Panie, serce moje ku miłości Twojej i stałej cierpliwości Chrystusowej (2 Tes 3, 5)

Św. Tomasz naucza, że „aktem głównym męstwa nie jest atakować, lecz znosić, czyli być niezłomnym w niebezpieczeństwach” (II-a II-ae 123, 6). Znosić ciosy w walce — a życie ziemskie jest długą walką — to wymaga istotnie wielkiej odwagi ducha; znosić jest trudniej niż atakować. By zachęcić do tej obrony, św. Paweł poleca „patrzeć na Jezusa... On to zamiast radości, którą Mu obiecywano, przecierpiał krzyż, nie bacząc na Jego hańbę... zastanawiajcie się nad tym, abyście nie ustawali, złamani na duchu” (Hbr 12, 2-3). Chrześcijanin może być przygnieciony utrapieniami, niewygodami, przeciwnościami, zarówno ich ciężarem, jak też ich trwaniem; mógłby się bowiem zniechęcać, ulec pokusie porzucenia broni i ucieczki z pola walki. Ustrzeże się tego, jeśli spojrzenie swoje skieruje na Jezusa cierpiącego. Bez Niego każde cierpienie, każda walka jest bezużyteczna, lecz razem z Nim staje się środkiem do zdobycia radości wiecznej dla siebie i dla innych. Przykład Pana podtrzymuje i pocieszaj lecz trzeba jak On opierać się „aż do krwi” (tamże 4). Oto miara cierpliwości chrześcijańskiej.

„Skoro,.. Chrystus cierpiał w ciele — pisze św. Piotr — wy również tą samą myślą się uzbrójcie” (1 P 4, 1), myślą przyjęcia woli Bożej, cierpliwości, odwagi. A to nie tylko w utrapieniach zewnętrznych pochodzących od ludzi, lecz także w tych wewnętrznych, ściśle osobistych, jakie jedynie Bóg dopuszcza. Często o wiele trudniej wytrzymać walki wewnętrzne niż bitwy zewnętrzne; znosić pogodnie długą chorobę prowadzącą do niedołęstwa niż starać się o zaspokojenie potrzeb życiowych lub czynić dobrze. Nawet gdy z punktu widzenia ludzkiego niektóre cierpienia wydają się niesprawiedliwe, niezasłużone, to mają one uzasadnienie w planie Boga i są nieomylnie skierowane na dobro tych, „którzy Go miłują” (Rz 8, 28), „To się podoba Bogu, jeżeli ktoś ze względu na sumienie uległe Bogu cierpi niesprawiedliwie. Co bowiem za chwała, jeżeli przetrzymacie chłostę jako grzesznicy?” (1 P 2, 19-20). Jezus również cierpiał niesprawiedliwie, a „uczeń nie przewyższa swego nauczyciela” (Mt 10, 24).

O. Gabriel od św. Marii Magdaleny, karmelita bosy
Żyć Bogiem, t. III, str. 154

 

 

» Przypominamy o możliwości bezpłatnej elektronicznej prenumeraty „Czytań na każdy dzień” – szczegóły na stronie Prenumerata.

» Powrót na stronę główną „Czytań”

 

 

© 1996–2010 www.mateusz.pl