www.mateusz.pl/czytania

 

KWIECIEŃ 2011
3 IV NIEDZIELA WIELKIEGO POSTU
1 Sm 16,1b.6-7.10-13a; Ps 23,1-6; Ef 5,8-14; J 8,12b; J 9,1-41
4 PONIEDZIAŁEK
Iz 65,17-21; Ps 30,2.4-6.11-12a.13b; Ps 130,5.7; J 4,43-54
5 WTOREK
Ez 47,1-9,12; Ps 46,2-3.5-6.8-9; J 4,42.15; J 5,1-3a.5-16
6 ŚRODA
Iz 49,8-15; Ps 145,8-9.13cd-14.17-18; J 11,25a.26; J 5,17-30
7 CZWARTEK
Wj 32,7-14; Ps 106,19-23; Ez 18,31; J 5,31-47
8 PIĄTEK
Mdr 2,1a.12-22; Ps 34,17-23; J 6,63b.68b; J 7,1-2.10.25-30
9 SOBOTA
Jr 11,18-20; Ps 7,2-3.9bc-12; J 3,16; J 7,40-53

 

3 KWIETNIA 2011

IV niedziela Wielkiego Postu

 

(1 Sm 16,1b.6-7.10-13a)
Pan rzekł do Samuela: Napełnij oliwą twój róg i idź: Posyłam cię do Jessego Betlejemity, gdyż między jego synami upatrzyłem sobie króla. Kiedy przybyli, spostrzegł Eliaba i mówił: Z pewnością przed Panem jest jego pomazaniec. Pan jednak rzekł do Samuela: Nie zważaj ani na jego wygląd, ani na wysoki wzrost, gdyż nie wybrałem go, nie tak bowiem człowiek widzi , bo człowiek patrzy na to, co widoczne dla oczu, Pan natomiast patrzy na serce. I Jesse przedstawił Samuelowi siedmiu swoich synów, lecz Samuel oświadczył Jessemu: Nie ich wybrał Pan. Samuel więc zapytał Jessego: Czy to już wszyscy młodzieńcy? Odrzekł: Pozostał jeszcze najmniejszy, lecz on pasie owce. Samuel powiedział do Jessego: Poślij po niego i sprowadź tutaj, gdyż nie rozpoczniemy uczty, dopóki on nie przyjdzie. Posłał więc i przyprowadzono go: był on rudy, miał piękne oczy i pociągający wygląd. - Pan rzekł: Wstań i namaść go, to ten. Wziął więc Samuel róg z oliwą i namaścił go pośrodku jego braci. Począwszy od tego dnia duch Pański opanował Dawida.

(Ps 23,1-6)
REFREN: Pan mym pasterzem, nie brak mi niczego

Pan jest moim pasterzem:
niczego mi nie braknie,
pozwała mi leżeć
na zielonych pastwiskach.

Prowadzi mnie nad wody, gdzie mogę odpocząć,
orzeźwia moją duszę.
Wiedzie mnie po właściwych ścieżkach
przez wzgląd na swoją chwalę.

Chociażbym przechodził przez ciemną dolinę,
zła się nie ulęknę, bo Ty jesteś ze mną.
Kij Twój i laska pasterska
są moją pociechą.

Stół dla mnie zastawiasz
na oczach mych wrogów;
namaszczasz mi głowę olejkiem,
a kielich mój pełny po brzegi.

Dobroć i laska pójdą w ślad za mną
przez wszystkie dni życia
i zamieszkam w domu Pana
po najdłuższe czasy.

(Ef 5,8-14)
Niegdyś bowiem byliście ciemnością, lecz teraz jesteście światłością w Panu: postępujcie jak dzieci światłości! Owocem bowiem światłości jest wszelka prawość i sprawiedliwość, i prawda. Badajcie, co jest miłe Panu. I nie miejcie udziału w bezowocnych czynach ciemności, a raczej piętnując, nawracajcie [tamtych]! O tym bowiem, co u nich się dzieje po kryjomu, wstyd nawet mówić. Natomiast wszystkie te rzeczy piętnowane stają się jawne dzięki światłu, bo wszystko, co staje się jawne, jest światłem. Dlatego się mówi: Zbudź się, o śpiący, i powstań z martwych, a zajaśnieje ci Chrystus.

(J 8,12b)
Ja jestem światłością świata. Kto idzie za Mną, będzie miał światło życia.

(J 9,1-41)
Jezus przechodząc obok ujrzał pewnego człowieka, niewidomego od urodzenia. Uczniowie Jego zadali Mu pytanie: Rabbi, kto zgrzeszył, że się urodził niewidomym - on czy jego rodzice? Jezus odpowiedział: Ani on nie zgrzeszył, ani rodzice jego, ale /stało się tak/, aby się na nim objawiły sprawy Boże. Potrzeba nam pełnić dzieła Tego, który Mnie posłał, dopóki jest dzień. Nadchodzi noc, kiedy nikt nie będzie mógł działać. Jak długo jestem na świecie, jestem światłością świata. To powiedziawszy splunął na ziemię, uczynił błoto ze śliny i nałożył je na oczy niewidomego, i rzekł do niego: Idź, obmyj się w sadzawce Siloam - co się tłumaczy: Posłany. On więc odszedł, obmył się i wrócił widząc. A sąsiedzi i ci, którzy przedtem widywali go jako żebraka, mówili: Czyż to nie jest ten, który siedzi i żebrze? Jedni twierdzili: Tak, to jest ten, a inni przeczyli: Nie, jest tylko do tamtego podobny. On zaś mówił: To ja jestem. Mówili więc do niego: Jakżeż oczy ci się otwarły? On odpowiedział: Człowiek zwany Jezusem uczynił błoto, pomazał moje oczy i rzekł do mnie: Idź do sadzawki Siloam i obmyj się. Poszedłem więc, obmyłem się i przejrzałem. Rzekli do niego: Gdzież On jest? On odrzekł: Nie wiem. Zaprowadzili więc tego człowieka, niedawno jeszcze niewidomego, do faryzeuszów. A tego dnia, w którym Jezus uczynił błoto i otworzył mu oczy, był szabat. I znów faryzeusze pytali go o to, w jaki sposób przejrzał. Powiedział do nich: Położył mi błoto na oczy, obmyłem się i widzę. Niektórzy więc spośród faryzeuszów rzekli: Człowiek ten nie jest od Boga, bo nie zachowuje szabatu. Inni powiedzieli: Ale w jaki sposób człowiek grzeszny może czynić takie znaki? I powstało wśród nich rozdwojenie. Ponownie więc zwrócili się do niewidomego: A ty, co o Nim myślisz w związku z tym, że ci otworzył oczy? Odpowiedział: To prorok. Jednakże Żydzi nie wierzyli, że był niewidomy i że przejrzał, tak że aż przywołali rodziców tego, który przejrzał, i wypytywali się ich w słowach: Czy waszym synem jest ten, o którym twierdzicie, że się niewidomym urodził? W jaki to sposób teraz widzi? Rodzice zaś jego tak odpowiedzieli: Wiemy, że to jest nasz syn i że się urodził niewidomym. Nie wiemy, jak się to stało, że teraz widzi, nie wiemy także, kto mu otworzył oczy. Zapytajcie jego samego, ma swoje lata, niech mówi za siebie. Tak powiedzieli jego rodzice, gdyż bali się Żydów. Żydzi bowiem już postanowili, że gdy ktoś uzna Jezusa za Mesjasza, zostanie wyłączony z synagogi. Oto dlaczego powiedzieli jego rodzice: Ma swoje lata, jego samego zapytajcie! Znowu więc przywołali tego człowieka, który był niewidomy, i rzekli do niego: Daj chwałę Bogu. My wiemy, że człowiek ten jest grzesznikiem. Na to odpowiedział: Czy On jest grzesznikiem, tego nie wiem. Jedno wiem: byłem niewidomy, a teraz widzę. Rzekli więc do niego: Cóż ci uczynił? W jaki sposób otworzył ci oczy? Odpowiedział im: Już wam powiedziałem, a wyście mnie nie wysłuchali. Po co znowu chcecie słuchać? Czy i wy chcecie zostać Jego uczniami? Wówczas go zelżyli i rzekli: Bądź ty sobie Jego uczniem, my jesteśmy uczniami Mojżesza. My wiemy, że Bóg przemówił do Mojżesza. Co do Niego zaś nie wiemy, skąd pochodzi. Na to odpowiedział im ów człowiek: W tym wszystkim to jest dziwne, że wy nie wiecie, skąd pochodzi, a mnie oczy otworzył. Wiemy, że Bóg grzeszników nie wysłuchuje, natomiast Bóg wysłuchuje każdego, kto jest czcicielem Boga i pełni Jego wolę. Od wieków nie słyszano, aby ktoś otworzył oczy niewidomemu od urodzenia. Gdyby ten człowiek nie był od Boga, nie mógłby nic czynić. Na to dali mu taką odpowiedź: Cały urodziłeś się w grzechach, a śmiesz nas pouczać? I precz go wyrzucili. Jezus usłyszał, że wyrzucili go precz, i spotkawszy go rzekł do niego: Czy ty wierzysz w Syna Człowieczego? On odpowiedział: A któż to jest, Panie, abym w Niego uwierzył? Rzekł do niego Jezus: Jest Nim Ten, którego widzisz i który mówi do ciebie. On zaś odpowiedział: Wierzę, Panie! i oddał Mu pokłon. Jezus rzekł: Przyszedłem na ten świat, aby przeprowadzić sąd, aby ci , którzy nie widzą, przejrzeli, a ci, którzy widzą stali się niewidomymi. Usłyszeli to niektórzy faryzeusze, którzy z Nim byli i rzekli do Niego: Czyż i my jesteśmy niewidomi? Jezus powiedział do nich: Gdybyście byli niewidomi, nie mielibyście grzechu, ale ponieważ mówicie: "Widzimy", grzech wasz trwa nadal.

 

 

W Ewangelii według św. Jana Jezus nie czyni cudów, tylko znaki. To, co czyni, odsyła do pełniejszej rzeczywistości – a więc chodzi bardziej o nią niż o wzrok fizyczny uzdrawianego. Pan mówi, że jest światłością, nakłada niewidomemu na oczy błoto i każe się obmyć w sadzawce Siloe. Znaki te odwołują się do stworzenia świata, gdy najpierw była ciemność, potem, na słowo Boga, stała się światłość; do stworzenia człowieka, ulepionego z ziemi. W końcu do chrztu – Siloe znaczy „posłany”, a to Chrystus jest posłany, a więc tak jakby powiedział: „Obmyj się w Jezusie”. Dzieje się to ósmego dnia, co oznacza dzień następny po stworzeniu świata, ósmy dzień stworzenia, dzień bez końca. Chrystus przez wiarę i chrzest stwarza człowieka na nowo. Droga do Boga zaczyna się od uznania własnej ślepoty.

Tomasz Kwiecień OP, „Oremus” Wielki Post i Triduum Paschalne 2005, s. 105

 

Dlaczego nie wierzą?

Zobaczyć na własne oczy cud. Mieć wiarygodnych świadków. Rozmawiać z człowiekiem uleczonym z kalectwa i nie uwierzyć. Czy to nie zastanawia? Dlaczego tak trudno przyjąć interwencję Boga?

Ileż smutku jest w wypowiedzi kaleki, który odzyskał wzrok, skierowanej do faryzeuszy: „W tym wszystkim to jest dziwne, że wy nie wiecie, skąd Jezus pochodzi, a mnie oczy otworzył (...) Gdyby nie pochodził od Boga, nie mógłby nic uczynić”. Faryzeusze uważali się za specjalistów w sprawach Boga, a gdy stanęli wobec namacalnego Jego działania, nie chcieli Go ani uznać, ani przyjąć.

Głównym powodem ich zamknięcia na Boże działanie było zbyt doczesne nastawienie. Człowiek jest jak izolowany przewód elektryczny. Dopóki dobrowolnie nie odsłoni z izolacji swego serca i w akcie wiary nie dotknie nim Boga, zbawcza moc miłości nie może do niego dotrzeć. Przesadne zaś zabieganie o dobra tego świata potrafi tak szczelnie odizolować człowieka od Bożego działania, że nic z Jego łaski do niego nie dotrze. Nam się wydaje, że szczęście polega na gromadzeniu dóbr tego świata, na szukaniu w nich przyjemności, stąd też sądzimy, że im więcej „nakleimy” na siebie tego, co doczesne, tym pełniej będziemy szczęśliwi. W rzeczywistości jednak stajemy się coraz szczelniej odizolowani od prawdziwego szczęścia.

Bywa, że utrata dóbr tego świata – bliskiej osoby, większej ilości pieniędzy, mieszkania, pracy, zdrowia – czyni szczelinę w tej izolacji i jeśli wówczas człowiek sercem dotknie wartości religijnych, doświadczy zawartej w nich mocy. Kaleka był bardziej otwarty na działanie Boże niż zdrowi faryzeusze. Przez jego chore oczy, których dotknął Chrystus, moc Bożego życia popłynęła aż do jego serca. Uzdrowiony zobaczył nie tylko piękno barw i kształtów doczesnego świata, lecz również dostrzegł w Chrystusie Bożego Pośrednika.

Materializm jako przeszkoda w odpowiedzi na działanie Boga łączy się ściśle z wygodnictwem. To ono obawia się, że przyjęcie Chrystusa pociągnie za sobą zbyt gruntowne zmiany w naszym dotychczasowym życiu. Trzeba bowiem niejedno przemeblować w swoim myśleniu, by dostosować swoje kroki do kroków Chrystusa.

To, co stare, często bywa wrogiem nowego nie dlatego, by nie ceniło tego, co nowe, ale w obawie przed trudem przebudowy tego co stare. W człowieku dawne przyzwyczajenia są wrogiem nowych, o które dopomina się Bóg. Ewangelia jest zawsze nowa, jest dobrą nowiną. Jako taka nieustannie wzywa do przebudowy dotychczasowego życia według wzoru, który zostawił nam Mistrz z Nazaretu.

Wielki Post to czas głębszej refleksji nad izolacją, jaka pokrywa nasze serce; to czas ożywienia wiary, czyli usunięcia izolacji i podłączenia do źródła zbawczej mocy; to czas trudu podjętego w celu przebudowy własnego życia w oparciu o łaskę płynącą z Jezusowego Serca.

Słowa Chrystusa: „Przyszedłem na ten świat (...) aby ci, którzy nie widzą, przejrzeli, a ci, którzy widzą, stali się niewidomymi” zmuszają do podjęcia decyzji. Od opowiedzenia się po stronie Jezusa zależy wiele.

Ks. Edward Staniek

 

Sprawiedliwość

Samuel był sprawiedliwy. To piękna postać Starego Przymierza. Pochodził z kochającego się małżeństwa. Matka umiała się modlić. Dziecko dość szybko opanowało tę trudną, a jakże ważną umiejętność. Przeżył wiele. Prowadził naród wybrany przez długie lata mądrą ręką. Przeżył trudną chwilę namaszczenia Saula na króla i z bliska obserwował jego grzechy. Pod koniec życia otrzymał od Boga jeszcze jedno trudne zadanie. Miał w Betlejem namaścić na króla jednego z synów Jessego. Zazdrosny Saul kontrolował, przez usłużnych donosicieli, każdy ruch otoczonego czcią starego patriarchy i proroka. Trzeba było dobrze zamaskować wizytę w Betlejem, by nie podpaść królowi. Sam Bóg podaje Samuelowi instrukcje, jak się ma zachować, by nie utracić życia.

W Betlejem czeka mądrego Samuela jeszcze jedna lekcja. Oto wiedząc, że ma namaścić syna Jessego, dość szybko wybrał kandydata. Najbardziej spodobał mu się świetnie zbudowany Eliab. Bóg jednak wybrał najmłodszego, którego ojciec nie zamierzał nawet zaprosić na rodzinną ucztę. Dawid, najmłodszy z ośmiu synów Jessego, pasł owce.

Piękna jest mowa Boga skierowana do Samuela wtedy, gdy ten chciał namaścić Eliaba. „Nie zważaj ani na jego wygląd, ani na wysoki wzrost, gdyż nie wybrałem go. Nie tak bowiem człowiek widzi, jak widzi Bóg. Bo człowiek patrzy na to, co widoczne dla oczu, Pan natomiast patrzy na serce”. Sprawiedliwy Samuel mimo wielkiej mądrości i doświadczenia życiowego nie umiał ocenić człowieka z punktu widzenia wartości jego serca. Brał pod uwagę zewnętrzną postawę. Kiedy Bóg wskazał mu Dawida, dostrzegł jedynie, że miał piękne oczy. Serce człowieka w pewnej mierze zdradza swą zawartość w spojrzeniu. Samuel pod koniec życia zrozumiał, że nie należy sądzić człowieka, bo taki sąd i tak będzie daleki od opinii Boga.

Sprawiedliwie osądzić człowieka może jedynie Bóg, znawca jego serca. Nawet wyjątkowe zdolności intelektualne nie świadczą o wartości człowieka. Boga interesuje serce – jego piękno, wrażliwość na dobro, mądrość i stopień miłości.

Szczególne znaczenie w ocenie ludzkiego serca ma jego sprawiedliwość. Chodzi tu o właściwe odniesienie zarówno do Boga, jak i ludzi, o przestrzeganie praw Boga i ludzi, o to, by nigdy nikogo nie skrzywdzić. Wartość sprawiedliwości jest wymierna. Naruszenie praw Boga lub człowieka jest sprawdzalne. W dziedzinie sprawiedliwości łatwo więc można dostrzec każde bezprawie.

Rzecz jasna, że oczy ludzkie nie są w stanie wszystkiego kontrolować, tym bardziej, że można doskonalić różne formy nieuczciwości tak, by przez długi czas nie została ona ujawniona. Bóg jednak widzi wszystko. Jego wzrok spoczywa nie tylko na rękach złodzieja, ale i każdej decyzji podjętej w sercu. On nie potrzebuje żadnych świadków, dowodów, tłumaczeń. On widzi.

Bóg jest samą Sprawiedliwością i w człowieku sprawiedliwym rozpoznaje dokładny obraz Siebie samego. Nagrodą za sprawiedliwość jest przede wszystkim pokój. Serce jest jak lustro. Może być nastawione na zło i w nim odbija się zło. I ten, kto w nie spojrzy przerazi się.

Serce może być jednak nastawione na dobro i wtedy odbija w sobie piękno dobroci. Jeśli jest nastawione na Boga, odbija Jego dobroć i ktokolwiek w nie spojrzy, jest oczarowany jego pięknem.

Okres poprzedzający wspomnienie Męki naszego Zbawiciela, to czas spojrzenia we własne serce. Chodzi jednak o to, by ocenił je sam Bóg. Sami siebie nie oceniajmy, lecz ustawmy swe serce tak, by Bóg mógł w nim odnaleźć możliwie bez najmniejszych zniekształceń swój obraz. Niech każdy nasz czyn i nasza myśl świadczą o umiłowaniu przez nas sprawiedliwości.

Ks. Edward Staniek

 

Jezu, światłości świata, spraw, abym idąc za Tobą, nic chodził w ciemności, lecz miał światło życia (7 S, 12)

Głównym tematem Mszy dzisiejszej jest Jezus „światłość”, a przez porównanie — chrześcijanin, „Syn światłości”. „Ja jestem światłością świata — oświadczył Pan — kto idzie za Mną, nie będzie chodził w ciemności, lecz będzie miał światło życia” (J 8, 12); nieco później pokazał praktycznie rzeczywistość tego twierdzenia przywracając wzrok ślepemu od urodzenia. Pan dokonał tego cudu bez niczyjej prośby, inicjatywa pochodziła wyłącznie od Niego, a uczynił to w celu ściśle określonym: „Potrzeba nam pełnić dzieła Tego, który Mnie posłał, dopóki jest dzień... jak długo jestem na świecie, jestem światłością świata” (J 9, 4-5). Jezus jest dniem jasnym, światłością, która rozprasza ciemności świata; aby ludzie przekonali się o tym, dokonuje cudu: uczynił trochę błota ze śliny, pomazał nim oczy ślepego od urodzenia i posłał go, by obmył się w sadzawce Siloe. „On odszedł, obmył się i wrócił widząc” (tamże 7). Głośny cud jest tylko początkiem głębokiego przeobrażenia, jakiego Jezus pragnie dokonać w tym człowieku. Światło fizyczne przywrócone zgaszonym oczom jest znakiem i narzędziem światła duchowego, jakiego Pan mu udziela, wzbudzając w nim akt wiary: „Czy ty wierzysz w Syna Człowieczego?... Wierzę, Panie! i oddał Mu pokłon” (tamże 35. 38). Wszystko zmienia się w życiu tego, który był ślepy od urodzenia. Odzyskać wzrok, gdy zawsze żyło się jakby w ciemnościach, to niejako narodzić się na nowo i zacząć całkiem nowe życie: nowe znajomości, wzruszenia, kontakty. Lecz o wiele więcej zmienia się w duszy tego człowieka oświeconego żywą wiarą, że tak spokojnie opiera się sprzeciwom i obelgom Żydów, iż zostaje „precz wyrzucony” z synagogi (tamże 34).

Oto symbol całkowitego przeobrażenia, jakie dokonuje się w ochrzczonym. „Niegdyś byliście ciemnością, lecz teraz jesteście światłością w. Panu” (Ef 5, 8). Przez sakrament chrztu człowiek przechodzi z ciemności grzechu do światła życia w Chrystusie, ze ślepoty duchowej do poznania Boga przez wiarę, która oświeca całe istnienie człowieka, dając mu nowy zmysł i kierunek. Dlatego: „Postępujcie jak dzieci światłości. Owocem bowiem światłości jest wszelka prawość i sprawiedliwość, i prawda” (tamże 8-9). Postępowanie chrześcijanina powinno być świadectwem „otrzymanego. przezeń chrztu, powinno stwierdzać czynami, że Chrystus jest dla niego nie tylko światłem umysłu, lecz także „światłością życia”. Ochrzczonemu nie odpowiadają już uczynki ciemności — grzech — lecz uczynki światłości.

O. Gabriel od św. Marii Magdaleny, karmelita bosy
Żyć Bogiem, t. I, str. 333

 

4 KWIETNIA 2011

Poniedziałek

 

(Iz 65,17-21)
Albowiem oto Ja stwarzam nowe niebiosa i nową ziemię; nie będzie się wspominać dawniejszych dziejów ani na myśl one nie przyjdą. Przeciwnie, będzie radość i wesele na zawsze z tego, co Ja stworzę; bo oto Ja uczynię z Jerozolimy wesele i z jej ludu - radość. Rozweselę się z Jerozolimy i rozraduję się z jej ludu. Już się nie usłyszy w niej odgłosów płaczu ni krzyku narzekania. Nie będzie już w niej niemowlęcia, mającego żyć tylko kilka dni, ani starca, który by nie dopełnił swych lat; bo najmłodszy umrze jako stuletni, a nie osiągnąć stu lat będzie znakiem klątwy. Zbudują domy i mieszkać w nich będą, zasadzą winnice i będą jedli z nich owoce.

(Ps 30,2.4-6.11-12a.13b)
REFREN: Sławię Cię, Panie, bo mnie wybawiłeś

Sławię Cię, Panie, bo mnie wybawiłeś
i nie pozwoliłeś mym wrogom naśmiewać się ze mnie.
Panie, mój Boże, z krainy umarłych wywołałeś moją duszę
i ocaliłeś mi życie spośród schodzących do grobu.

Śpiewajcie psalm wszyscy miłujący Pana
i pamiętajcie o Jego świętości.
Gniew Jego trwa tylko przez chwilę,
a Jego łaska przez całe życie.
Płacz nadchodzi z wieczora, a rankiem wesele.

Wysłuchaj mnie, Panie, zmiłuj się nade mną,
Panie, bądź moją pomocą.
Zamieniłeś w taniec mój żałobny lament;
Boże mój i Panie, będę Cię sławił na wieki.

(Ps 130,5.7)
Pokładam nadzieję w Panu i w Jego słowie, u Pana bowiem jest łaska i obfite odkupienie.

(J 4,43-54)
Po dwóch dniach wyszedł stamtąd do Galilei. Jezus wprawdzie sam stwierdził, że prorok nie doznaje czci we własnej ojczyźnie. Kiedy jednak przybył do Galilei, Galilejczycy przyjęli Go, ponieważ widzieli wszystko, co uczynił w Jerozolimie w czasie świąt. I oni bowiem przybyli na święto. Następnie przybył powtórnie do Kany Galilejskiej, gdzie przedtem przemienił wodę w wino. A w Kafarnaum mieszkał pewien urzędnik królewski, którego syn chorował. Usłyszawszy, że Jezus przybył z Judei do Galilei, udał się do Niego z prośbą, aby przyszedł i uzdrowił jego syna: był on bowiem już umierający. Jezus rzekł do niego: Jeżeli znaków i cudów nie zobaczycie, nie uwierzycie. Powiedział do Niego urzędnik królewski: Panie, przyjdź, zanim umrze moje dziecko. Rzekł do niego Jezus: Idź, syn twój żyje. Uwierzył człowiek słowu, które Jezus powiedział do niego, i szedł z powrotem. A kiedy był jeszcze w drodze, słudzy wyszli mu naprzeciw, mówiąc, że syn jego żyje. Zapytał ich o godzinę, o której mu się polepszyło. Rzekli mu: Wczoraj około godziny siódmej opuściła go gorączka. Poznał więc ojciec, że było to o tej godzinie, o której Jezus rzekł do niego: Syn twój żyje. I uwierzył on sam i cała jego rodzina. Ten już drugi znak uczynił Jezus od chwili przybycia z Judei do Galilei.

 

 

Uzdrowienie syna urzędnika jest jeszcze jednym znakiem, że zaczynają się spełniać słowa proroków: „Najmłodszy umrze jako stuletni...”. Wątpiący zapyta: a dlaczego dzisiaj, tyle lat po Chrystusie, umierają malcy i niemowlęta? Wierzący odpowie: ale i Chrystus umarł młodo. Czasy ostateczne zaczęły się z Jego przyjściem – i na to wskazują cuda – ale jeszcze się nie wypełniły. Ciągle jeszcze żyjemy z wiary. Opisane uzdrowienie nie ma nam bynajmniej pokazać, że cuda się mogą zdarzyć tylko tym, którzy w nie wierzą. Bóg jest wolny w swych decyzjach. Ewangelia mówi, że urzędnik uwierzył dwa razy: przed uzdrowieniem syna i po jego uzdrowieniu. Widocznie nie była to taka sama wiara. Podobnie wiara katechumena, który przygotowuje się do chrztu, nie jest tą samą wiarą, jaka jest owocem przyjętych w noc paschalną sakramentów.

Tomasz Kwiecień OP, „Oremus” Wielki Post i Triduum Paschalne 2005, s. 112

 

RADOŚĆ I CIERPIENIE

„Obym, Panie, wspólnie cierpiał z Tobą po to, by wspólnie z Tobą mieć udział w chwale” (Rz 8, 17)

„Oto ja stwarzam nowe niebiosa i nową ziemię;... będzie radość i wesele na zawsze... już się nie usłyszy odgłosu płaczu ni krzyku narzekania” (Iz 65, 17-19). Proroctwo ukazuje, w przenośni, szczęśliwość czasów mesjańskich, kiedy położenie Izraela będzie całkiem odmienione, przywrócona zostanie przyjaźń między Bogiem a Jego narodem. Również Ewangelia zapowiada przyjście Zbawiciela jako „wielką radość, która będzie udziałem całego narodu” (Łk 2, 10), przede wszystkim radość duchową, mającą wyraźny oddźwięk także w ukojeniu i pocieszeniu tylu ludzkich cierpień. Cuda Jezusa uzdrawiającego chorych i wskrzeszającego umarłych są tego dowodem. Jezus jednak nie przyszedł, aby przynieść posłannictwo o szczęśliwości ziemskiej czy wznowić na tym świecie erę, z której zostanie wykluczony wszelki płacz i wszelkie cierpienie. Przyszedł raczej wziąć na siebie cały ciężar cierpienia ludzkiego i przemienić je w środek zbawienia, a więc szczęśliwości wiecznej w błogosławionej ojczyźnie. Dopiero tam „nie będzie już ani żałoby, ani krzyku, ani trudu” (Ap 21, 4). Życie człowieka odkupionego przez Chrystusa jest zadatkiem tej szczęśliwości bez końca. „Radość wielka”, jaką przyniósł Jezus, jest tak prawdziwa, że może przejść przez wszelkie cierpienia, a nie będzie przez nie stłumiona. Owszem, Jezus wskazał właśnie w cierpieniach podjętych z miłości ku Bogu drogę prowadzącą do błogosławieństwa: „Błogosławieni ubodzy, którzy się smucą, którzy łakną, którzy cierpią prześladowanie” (Mt 5, 3-10).

Tajemnica paschalna Chrystusa jest splotem cierpienia i radości, śmierci i zmartwychwstania. Życie chrześcijanina, wypływając z tej tajemnicy i opierając się na niej, odtwarza jej cechy charakterystyczne. Jak tajemnica paschalna nie kończy się na męce i śmierci Chrystusa, lecz przez cierpienie i śmierć dochodzi do szczytu radości zmartwychwstania, tak życie chrześcijańskie przez utrapienia na ziemi stale kieruje się ku radości wiecznej. Chrześcijanin doświadcza twardej rzeczywistości cierpienia, nie ma jednak pesymistycznej wizji życia, wie bowiem, że wszelkie cierpienie jest środkiem bezcennym, łączącym nas z męką Chrystusa, a zatem również z Jego zmartwychwstaniem.

O. Gabriel od św. Marii Magdaleny, karmelita bosy
Żyć Bogiem, t. I, str. 342

 

5 KWIETNIA 2011

Wtorek

 

(Ez 47,1-9,12)
Podczas widzenia otrzymanego od Pana zaprowadził mnie aniał z powrotem przed wejście do świątyni, a oto wypływała woda spod progu świątyni w kierunku wschodnim, ponieważ przednia strona świątyni była skierowana ku wschodowi; a woda płynęła spod prawej strony świątyni na południe od ołtarza. I wyprowadził mnie przez bramę północną na zewnątrz i poza murami powiódł mnie od bramy zewnętrznej, skierowanej ku wschodowi. A oto woda wypływała spod prawej ściany świątyni, na południe od ołtarza. Potem poprowadził mnie ów mąż w kierunku wschodnim; miał on w ręku pręt mierniczy, odmierzył tysiąc łokci i kazał mi przejść przez wodę; woda sięgała aż do kostek. Następnie znów odmierzył tysiąc [łokci] i kazał mi przejść przez wodę: sięgała aż do kolan; i znów odmierzył tysiąc [łokci] i kazał mi przejść: sięgała aż do bioder; i znów odmierzył jeszcze tysiąc [łokci]: był tam już potok, przez który nie mogłem przejść, gdyż woda była za głęboka, była to woda do pływania, rzeka, przez którą nie można było przejść. Potem rzekł do mnie: Czy widziałeś to, synu człowieczy? I poprowadził mnie z powrotem wzdłuż rzeki. Gdy się odwróciłem, oto po obu stronach na brzegu rzeki znajdowało się wiele drzew. A On rzekł do mnie: Woda ta płynie na obszar wschodni, wzdłuż stepów, i rozlewa się w wodach słonych, i wtedy wody jego stają się zdrowe. Wszystkie też istoty żyjące, od których tam się roi, dokądkolwiek potok wpłynie, pozostają przy życiu: będą tam też niezliczone ryby, bo dokądkolwiek dotrą te wody, wszystko będzie uzdrowione. A nad brzegami potoku mają rosnąć po obu stronach różnego rodzaju drzewa owocowe, których liście nie więdną, których owoce się nie wyczerpują; każdego miesiąca będą rodzić nowe, ponieważ woda dla nich przychodzi z przybytku. Ich owoce będą służyć za pokarm, a ich liście za lekarstwo.

(Ps 46,2-3.5-6.8-9)
REFREN: Pan Bóg Zastępów jest dla nas obroną

Bóg jest dla nas ucieczką i mocą:
najpewniejszą pomocą w trudnościach.
Przeto nie będziemy się bali, choćby zatrzęsła się ziemia
i góry zapadały w otchłanie morza.

Nurty rzeki rozweselają miasto Boże,
najświętszy przybytek Najwyższego.
Bóg jest w jego wnętrzu, więc się nie zachwieje,
Bóg je wspomaga o świcie.

Pan Zastępów jest z nami,
Bóg Jakuba jest naszą obroną.
Przyjdźcie, zobaczcie dzieła Pana,
zdumiewające dzieła, których dokonał na ziemi.

(J 4,42.15)
Panie Ty jesteś prawdziwie Zbawicielem świata. Daj nam wody żywej, byśmy nie pragnęli.

(J 5,1-3a.5-16)
Było święto żydowskie i Jezus udał się do Jerozolimy. W Jerozolimie zaś znajduje się sadzawka Owcza, nazwana po hebrajsku Betesda, zaopatrzona w pięć krużganków. Wśród nich leżało mnóstwo chorych: niewidomych, chromych, sparaliżowanych. Znajdował się tam pewien człowiek, który już od lat trzydziestu ośmiu cierpiał na swoją chorobę. Gdy Jezus ujrzał go leżącego i poznał, że czeka już długi czas, rzekł do niego: Czy chcesz stać się zdrowym? Odpowiedział Mu chory: Panie, nie mam człowieka, aby mnie wprowadził do sadzawki, gdy nastąpi poruszenie wody. Gdy ja sam już dochodzę, inny wchodzi przede mną. Rzekł do niego Jezus: Wstań, weź swoje łoże i chodź! Natychmiast wyzdrowiał ów człowiek, wziął swoje łoże i chodził. Jednakże dnia tego był szabat. Rzekli więc Żydzi do uzdrowionego: Dziś jest szabat, nie wolno ci nieść twojego łoża. On im odpowiedział: Ten, który mnie uzdrowił, rzekł do mnie: Weź swoje łoże i chodź. Pytali go więc: Cóż to za człowiek ci powiedział: Weź i chodź? Lecz uzdrowiony nie wiedział, kim On jest; albowiem Jezus odsunął się od tłumu, który był w tym miejscu. Potem Jezus znalazł go w świątyni i rzekł do niego: Oto wyzdrowiałeś. Nie grzesz już więcej, aby ci się coś gorszego nie przydarzyło. Człowiek ów odszedł i doniósł Żydom, że to Jezus go uzdrowił. I dlatego Żydzi prześladowali Jezusa, że to uczynił w szabat.

 

 

„Nie mam człowieka, żeby mnie wprowadził do sadzawki”, mówi paralityk. Nie mam człowieka, żeby mnie uzdrowił. Gdyby Bóg nie zniżył się do tego miejsca, do bycia jednym z nas, aż po granice człowieczeństwa, po śmierć, ciągle byśmy tak mówili: „Nie mam człowieka”. Nieraz się słyszy: „Gdybyż Bóg był na moim miejscu...”. On był.

Tomasz Kwiecień OP, „Oremus” Wielki Post i Triduum Paschalne 2005, s. 116

 

MOC UZDRAWIAJĄCA I OŻYWIAJĄCA

O Panie, łaskawość Twoja nad nami potężna, a Twoja wierność trwa na wieki (Ps 117, 2)

Ezechiel podziwiał w proroczym widzeniu zdrój wody wypływającej z prawej strony świątyni. Woda ta płynąc powiększa się stale i posiada taką moc użyźniającą, że gdziekolwiek płynie, niesie wszędzie życie. „Dokądkolwiek dotrze ta woda, wszystko będzie uzdrowione, i dokądkolwiek potok płynie, ukaże się życie” (Ez 47, 9).

Nawet martwe morze, dzięki tej wodzie staje się zdrowe, napełnia się rybami, zaś otaczający je step pokrywa się wszelkiego rodzaju drzewami. Oto obraz uzdrawiającej i ożywiającej skuteczności łaski, która wypływa z przebitego boku Chrystusa, aby oczyszczać i uświęcać każdego człowieka, łączącego się z Panem przez wiarę. Widzenie Ezechiela wiąże się z symbolem wody, tak częstym w Nowym Testamencie, a zwłaszcza w ewangelii św. Jana. Przywodzi nam na myśl wodę, jaką Jezus obiecał Samarytance przy studni, wodę w Siloe, w której niewidomy od urodzenia obmył się i odzyskał wzrok, albo też wody w Betesda, gdzie Jezus uzdrowił paralityka.

To ostatnie zdarzenie skłania nas do zastanowienia się nad niemocą człowieka w stosunku do życia nadprzyrodzonego. Paralityk czekał na uzdrowienie trzydzieści lat. Sam nie mógł dojść do wód uzdrawiających w sadzawce, nie znajdował bowiem nikogo, kto by go w niej zanurzył. Lecz woda to tylko znak, a moc uzdrawiająca kryje się w Chrystusie; to On uzdrawia i zbawia. Na Jego słowo „ów człowiek wyzdrowiał natychmiast, wziął swoje łoże i chodził” (J 5, 9). Coś podobnego dzieje się w sakramentach, które są znakami i przekaźnikami łaski. Kościół udziela ich, lecz tylko Chrystus działa przez nie, zbawia i uświęca. Człowiek może i powinien starać się uwolnić od grzechu, lecz środkiem najbardziej skutecznym jest sakrament, w którym Chrystus obmywa wiernego swoją krwią. Winien przykładać się do nabywania cnoty, lecz nic nie pomnoży w nim bezpośrednio miłości tak wyraźnie jak Eucharystia, w niej bowiem Chrystus karmi go swoim ciałem. W sakramentach dobra wola człowieka spotyka się z działaniem Chrystusa i zostaje umocniona uświęcającą mocą Jego łaski.

O. Gabriel od św. Marii Magdaleny, karmelita bosy
Żyć Bogiem, t. I, str. 345

 

6 KWIETNIA 2011

Środa

 

(Iz 49,8-15)
Tak mówi Pan: Gdy nadejdzie czas mej łaski, wysłucham cię, w dniu zbawienia przyjdę ci z pomocą. A ukształtowałem cię i ustanowiłem przymierzem dla ludu, aby odnowić kraj, aby rozdzielić spustoszone dziedzictwa, aby rzec więźniom: Wyjdźcie na wolność! marniejącym w ciemnościach: Ukażcie się! Oni będą się paśli przy wszystkich drogach, na każdym bezdrzewnym wzgórzu będzie ich pastwisko. Nie będą już łaknąć ni pragnąć, i nie porazi ich wiatr upalny ni słońce, bo ich poprowadzi Ten, co się lituje nad nimi, i zaprowadzi ich do tryskających zdrojów. Wszystkie me góry zamienię na drogę, i moje gościńce wzniosą się wyżej. Oto ci przychodzą z daleka, oto tamci z Północy i z Zachodu, a inni z krainy Sinitów. Zabrzmijcie weselem, niebiosa! Raduj się, ziemio! Góry, wybuchnijcie radosnym okrzykiem! Albowiem Pan pocieszył swój lud, zlitował się nad jego biednymi. Mówił Syjon: Pan mnie opuścił, Pan o mnie zapomniał. Czyż może niewiasta zapomnieć o swym niemowlęciu, ta, która kocha syna swego łona? A nawet, gdyby ona zapomniała, Ja nie zapomnę o tobie.

(Ps 145,8-9.13cd-14.17-18)
REFREN: Pan jest łaskawy, pełen miłosierdzia

Pan jest łagodny i miłosierny,
nieskory do gniewu i bardzo łaskawy.
Pan jest dobry dla wszystkich,
a Jego miłosierdzie nad wszystkim, co stworzył.

Pan jest wierny we wszystkich swoich słowach
i we wszystkich dziełach swoich święty.
Pan podtrzymuje wszystkich, którzy upadają,
i podnosi wszystkich zgnębionych.

Pan jest sprawiedliwy na wszystkich swych drogach
i łaskawy we wszystkich swoich dziełach.
Pan jest blisko wszystkich, którzy Go wzywają,
wszystkich wzywających Go szczerze.

(J 11,25a.26)
Ja jestem zmartwychwstanie i życie, kto wierzy we Mnie, nie umrze na wieki.

(J 5,17-30)
Żydzi prześladowali Jezusa, ponieważ uzdrowił w szabat. Lecz Jezus im odpowiedział: Ojciec mój działa aż do tej chwili i Ja działam. Dlatego więc usiłowali Żydzi tym bardziej Go zabić, bo nie tylko nie zachowywał szabatu, ale nadto Boga nazywał swoim Ojcem, czyniąc się równym Bogu. W odpowiedzi na to Jezus im mówił: Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Syn nie mógłby niczego czynić sam od siebie, gdyby nie widział Ojca czyniącego. Albowiem to samo, co On czyni, podobnie i Syn czyni. Ojciec bowiem miłuje Syna i ukazuje Mu to wszystko, co On sam czyni, i jeszcze większe dzieła ukaże Mu, abyście się dziwili. Albowiem jak Ojciec wskrzesza umarłych i ożywia, tak również i Syn ożywia tych, których chce. Ojciec bowiem nie sądzi nikogo, lecz cały sąd przekazał Synowi, aby wszyscy oddawali cześć Synowi, tak jak oddają cześć Ojcu. Kto nie oddaje czci Synowi, nie oddaje czci Ojcu, który Go posłał. Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Kto słucha słowa mego i wierzy w Tego, który Mnie posłał, ma życie wieczne i nie idzie na sąd, lecz ze śmierci przeszedł do życia. Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam, że nadchodzi godzina, nawet już jest, kiedy to umarli usłyszą głos Syna Bożego, i ci, którzy usłyszą, żyć będą. Podobnie jak Ojciec ma życie w sobie, tak również dał Synowi: mieć życie w sobie samym. Przekazał Mu władzę wykonywania sądu, ponieważ jest Synem Człowieczym. Nie dziwcie się temu! Nadchodzi bowiem godzina, w której wszyscy, którzy spoczywają w grobach, usłyszą głos Jego: a ci, którzy pełnili dobre czyny, pójdą na zmartwychwstanie życia; ci, którzy pełnili złe czyny - na zmartwychwstanie potępienia. Ja sam z siebie nic czynić nie mogę. Tak, jak słyszę, sądzę, a sąd mój jest sprawiedliwy; nie szukam bowiem własnej woli, lecz woli Tego, który Mnie posłał.

 

 

„Syn nie mógłby czynić sam od siebie, gdyby nie widział Ojca czyniącego.” Wszystko w Jezusie objawia niewidzialnego Ojca. Gdy On mówi, to Ojciec przemawia, gdy On płacze, Ojciec objawia swą czułość, gdy On uzdrawia, Ojciec objawia światu jedynego Lekarza. A ostatecznym celem naszego życia nie jest życie duszy w niebie, ale zmartwychwstanie ciała. I to również jest darem Ojca.

Tomasz Kwiecień OP, „Oremus” Wielki Post i Triduum Paschalne 2005, s. 120

 

DROGA ŻYCIA

Panie, cierpienie obracasz w radość; wyrzeczenie w zmartwychwstanie życia (Ps 30, 12; J 5, 29)

„Jak Ojciec wskrzesza umarłych i ożywia, tak również i Syn ożywia tych, których chce” (J 5, 21). Jezus, Syn Boży, ma te samą władzę co Ojciec: przywrócić życie człowiekowi pogrążonemu w śmierci grzechu. To jest jego posłannictwo jako Zbawiciela: „Przyszedłem po to, aby miały życie i miały je w obfitości” (J 10, 10). Lecz co powinien czynić człowiek, aby przyjąć w siebie pełnie tego życia? „Kto słucha słowa mego — mówi Jezus — i wierzy w Tego, który Mnie posłał, ma życie wieczne i... ze śmierci przechodzi do życia” (J 5, 24). Dwie rzeczy są potrzebne. Wiara: wierzyć w Boga, wierzyć w Chrystusa, Syna Bożego; wiara, jakiej odmówili Żydzi, a odmawiając odrzucili i prześladowali Zbawiciela. Prócz wiary jeszcze słuchanie słowa, które wymaga wyrzeczenia się siebie i przyjęcia Ewangelii, by iść za Panem. A Pan wskazuje warunki naśladowania Go: „Kto miłuje ojca lub matkę bardziej niż Mnie, nie jest Mnie godzien. I kto miłuje syna lub córkę bardziej niż Mnie, nie jest Mnie godzien... Kto straci swe życie z mego powodu, znajdzie je” (Mt 10, 37. 39). Jezus ofiaruje przeobfite życie, lecz żąda wielkodusznego oddania się, całkowitej miłości, a więc wyrzeczenia się. On chce wziąć wszystko: serce, wolę, najdroższe uczucia, dom, mienie i nawet życie. Słowa Jego nie mogą być rozumiane tylko jako pewien sposób wyrażania się; są to jasne warunki naśladowania Go. Nie należy obawiać się słuchać ich, nawet gdyby miały przeobrazić nasze życie. Nie wszystkiego, nie zawsze ani nie w tej samej mierze, żądają od każdego chrześcijanina; lecz od wszystkich żądają, aby byli zawsze gotowi poświecić każde uczucie, każdą rzecz, a nawet własne życie, gdy to jest konieczne, by jak najwierniej słuchać i naśladować Pana. „Jakże ciasna jest brama i wąska droga, która prowadzi do życia” (Mt 7, 14), powiedział Jezus, a na pewno nie miał zamiaru mówić przez przypowieści. Lecz wąska droga wyrzeczenia prowadzi do pełni życia w Bogu, kto bowiem straci dla Niego swe życie, znajdzie je.

O. Gabriel od św. Marii Magdaleny, karmelita bosy
Żyć Bogiem, t. I, str. 349

 

7 KWIETNIA 2011

Czwartek

 

(Wj 32,7-14)
Pan rzekł do Mojżesza: Zstąp na dół, bo sprzeniewierzył się lud twój, który wyprowadziłeś z ziemi egipskiej. Bardzo szybko odwrócili się od drogi, którą im nakazałem, i utworzyli sobie posąg cielca ulanego z metalu i oddali mu pokłon, i złożyli mu ofiary, mówiąc: Izraelu, oto twój bóg, który cię wyprowadził z ziemi egipskiej. I jeszcze powiedział Pan do Mojżesza: Widzę, że lud ten jest ludem o twardym karku. Zostaw Mnie przeto w spokoju, aby rozpalił się gniew mój na nich. Chcę ich wyniszczyć, a ciebie uczynić wielkim ludem. Mojżesz jednak zaczął usilnie błagać Pana, Boga swego, i mówić: Dlaczego, Panie, płonie gniew Twój przeciw ludowi Twemu, który wyprowadziłeś z ziemi egipskiej wielką mocą i silną ręką? Czemu to mają mówić Egipcjanie: W złym zamiarze wyprowadził ich, chcąc ich wygubić w górach i wygładzić z powierzchni ziemi? Odwróć zapalczywość Twego gniewu i zaniechaj zła, jakie chcesz zesłać na Twój lud. Wspomnij na Abrahama, Izaaka i Izraela, Twoje sługi, którym przysiągłeś na samego siebie, mówiąc do nich: Uczynię potomstwo wasze tak liczne jak gwiazdy niebieskie, i całą ziemię, o której mówiłem, dam waszym potomkom, i posiądą ją na wieki. Wówczas to Pan zaniechał zła, jakie zamierzał zesłać na swój lud.

(Ps 106,19-23)
REFREN: Przebacz, o Panie, swojemu ludowi

U stóp Horebu zrobili cielca
i pokłon oddawali bożkowi odlanemu ze złota.
I zamienili swą chwałę
na podobiznę cielca jedzącego siano.

Zapomnieli Boga, który ich ocalił,
który wielkich rzeczy dokonał w Egipcie,
rzeczy przedziwnych w krainie Chama,
zdumiewających nad Morzem Czerwonym.

Postanowił ich zatem wytracić,
gdyby nie Mojżesz, Jego wybraniec;
on wstawił się do Niego,
aby odwrócił swój gniew, by ich nie niszczył.

(Ez 18,31)
Odrzućcie od siebie wszystkie grzechy i utwórzcie sobie nowe serce i nowego ducha.

(J 5,31-47)
Jezus powiedział do Zydów: Gdybym Ja wydawał świadectwo o sobie samym, sąd mój nie byłby prawdziwy. Jest przecież ktoś inny, kto wydaje sąd o Mnie; a wiem, że sąd, który o mnie wydaje, jest prawdziwy. Wysłaliście poselstwo do Jana i on dał świadectwo prawdzie. Ja nie zważam na świadectwo człowieka, ale mówię to, abyście byli zbawieni. On był lampą, co płonie i świeci, wy zaś chcieliście radować się krótki czas jego światłem. Ja mam świadectwo większe od Janowego. Są to dzieła, które Ojciec dał Mi do wykonania; dzieła, które czynię, świadczą o Mnie, że Ojciec Mnie posłał. Ojciec, który Mnie posłał, On dał o Mnie świadectwo. Nigdy nie słyszeliście ani Jego głosu, ani nie widzieliście Jego oblicza; nie macie także słowa Jego, trwającego w was, bo wyście nie uwierzyli w Tego, którego On posłał. Badacie Pisma, ponieważ sądzicie, że w nich zawarte jest życie wieczne: to one właśnie dają o Mnie świadectwo. A przecież nie chcecie przyjść do Mnie, aby mieć życie. Nie odbieram chwały od ludzi, ale wiem o was, że nie macie w sobie miłości Boga. Przyszedłem w imieniu Ojca mego, a nie przyjęliście Mnie. Gdyby jednak przybył kto inny we własnym imieniu, to byście go przyjęli. Jak możecie uwierzyć, skoro od siebie wzajemnie odbieracie chwałę, a nie szukacie chwały, która pochodzi od samego Boga? Nie mniemajcie jednak, że to Ja was oskarżę przed Ojcem. Waszym oskarżycielem jest Mojżesz, w którym wy pokładacie nadzieję. Gdybyście jednak uwierzyli Mojżeszowi, to byście i Mnie uwierzyli. O Mnie bowiem on pisał. Jeżeli jednak jego pismom nie wierzycie, jakżeż moim słowom będziecie wierzyli?

 

 

Mistrz podejrzeń może kazać nam wątpić w miłosierdzie Boga, skoro dopiero Mojżesz ubłagał Najwyższego, by nie wytracił doszczętnie Izraela za grzech. Może również kazać nam pytać, po co mam się modlić o dobro dla kogoś, skoro Bóg widzi ludzkie potrzeby. Czy sam z siebie nie potrafi zareagować? Czy lubi dawać się prosić? Tymczasem modlitwa nie ma zmieniać Boga, ale mnie. Gdy modlę się za kogoś, jednoczę się tym samym z Bożym pragnieniem dobra dla niego. Bóg pragnie nie tylko tego, bym miał dobro, ale też, bym stał się uczestnikiem Jego pragnień, na wzór Syna Bożego, który cały żyje dziełem danym Mu przez Ojca do wykonania.

Tomasz Kwiecień OP, „Oremus” Wielki Post i Triduum Paschalne 2005, s. 124

 

WIARA I POKORA

„Wysławiam Cię, Ojcze... że zakryłeś te rzeczy przed mądrymi i roztropnymi, a objawiłeś je prostaczkom” (Łk 10, 21)

Jezus rozprawiając z Żydami karcił ich: „Badacie Pisma, ponieważ sądzicie, że w nich zawarte jest życie wieczne: to one właśnie dają o Mnie świadectwo. A przecież nie chcecie przyjść do Mnie, aby mieć życie” (J 5, 39-40). Żydzi uważali, że cała ich doskonałość polega na drobiazgowym, często bardzo dowolnym, badaniu Pisma świętego oraz na tłumaczeniu go według własnych mniemań. W swej pysze nie dopuszczali nawet myśli, że mogą błądzić, a nie rozumiejąc sensu proroctw nie chcieli uznać, że Jezus jest Mesjaszem przez nie zapowiedzianym, Jezus stara się ich oświecić, lecz światło nie przenika do ich serc zaślepionych pychą. „Jak możecie uwierzyć, skoro od siebie wzajemnie odbieracie chwałę, a nie szukacie chwały, która pochodzi od samego Boga?” (tamże 44). Zamiarem tych fałszywych nauczycieli nie było wniknąć w prawdziwego ducha Pism, zrozumieć Boży plan zbawienia i poddać się mu, lecz jedynie zdobyć pochwałę i uznanie u ludzi. To była wielka przeszkoda dla ich wiary w Chrystusa. Jak mogli przyjąć Mesjasza pokornego, ubogiego, wywyższającego maluczkich, prostaczków, ubogich, skoro szukali „chwały jedni u drugich”? Zarówno wiara w Chrystusa jak i studium Pisma świętego wymagają pokory. Jezus przyszedł objawić ludziom tajemnicę Boga, Jego zamiary zbawienia, prawdziwe znaczenie Pism; lecz tylko pokorni pozwalają, aby ich nauczał. Kto uważa się za mądrego i sprawiedliwego, chce postępować według własnego „widzimisię”, nie przyjmuje ani Nauczyciela, ani Zbawiciela. Takie nastawienie powtarza się w ciągu wieków, gdy ludzie powodowani pychą odrzucają urząd nauczycielski oraz pośrednictwo Kościoła, będącego urzędowym organem przechowującym słowo Boże i sakramenty zbawienia. Jezus pewnego dnia zapytał: „Czy Syn Człowieczy znajdzie wiarę na ziemi, gdy przyjdzie?” (Łk 18, 8). Bez wątpienia nie znajdzie jej u pysznych, u ludzi nadętych swoją wiedzą, lecz u pokornych i prostych.

O. Gabriel od św. Marii Magdaleny, karmelita bosy
Żyć Bogiem, t. I, str. 352

 

8 KWIETNIA 2011

Piątek

 

(Mdr 2,1a.12-22)
Mylnie rozumując bezbożni mówili sobie: Zróbmy zasadzkę na sprawiedliwego, bo nam niewygodny: sprzeciwia się naszym sprawom, zarzuca nam łamanie prawa, wypomina nam błędy naszych obyczajów. Chełpi się, że zna Boga, zwie siebie dzieckiem Pańskim. Jest potępieniem naszych zamysłów, sam widok jego jest dla nas przykry, bo życie jego niepodobne do innych i drogi jego odmienne. Uznał nas za coś fałszywego i stroni od dróg naszych jak od nieczystości. Kres sprawiedliwych ogłasza za szczęśliwy i chełpi się Bogiem jako ojcem. Zobaczmyż, czy prawdziwe są jego słowa, wybadajmy, co będzie przy jego zejściu. Bo jeśli sprawiedliwy jest synem Bożym, Bóg ujmie się za nim i wyrwie go z ręki przeciwników. Dotknijmy go obelgą i katuszą, by poznać jego łagodność i doświadczyć jego cierpliwości. Zasądźmy go na śmierć haniebną, bo - jak mówił - będzie ocalony. Tak pomyśleli - i pobłądzili, bo własna złość ich zaślepiła. Nie pojęli tajemnic Bożych, nie spodziewali się nagrody za prawość i nie docenili odpłaty dusz czystych.

(Ps 34,17-23)
REFREN: Pan zawsze bliski dla skruszonych w sercu

Pan zwraca swe oblicze przeciw zło czyniącym,
by pamięć o nich wymazać z ziemi.
Pan słyszy. wołających o pomoc
i ratuje ich od wszelkiej udręki.

Pan jest blisko ludzi skruszonych w sercu,
ocala upadłych na duchu.
Liczne są nieszczęścia, które cierpi sprawiedliwy,
ale Pan go ze wszystkich wybawia.

On czuwa nad każdą jego kością
i żadna z nich nie zostanie złamana.
Pan odkupi dusze sług swoich,
nie zazna kary, kto się doń ucieka.

(J 6,63b.68b)
Słowa twoje, Panie, są duchem i życiem. Ty masz słowa życia wiecznego.

(J 7,1-2.10.25-30)
Jezus obchodził Galileję. Nie chciał bowiem chodzić po Judei, bo Żydzi mieli zamiar Go zabić. A zbliżało się żydowskie Święto Namiotów. Kiedy zaś bracia Jego udali się na święto, wówczas poszedł i On, jednakże nie jawnie, lecz skrycie. Niektórzy z mieszkańców Jerozolimy mówili: Czyż to nie jest Ten, którego usiłują zabić? A oto jawnie przemawia i nic Mu nie mówią. Czyżby zwierzchnicy naprawdę się przekonali, że On jest Mesjaszem? Przecież my wiemy, skąd On pochodzi, natomiast gdy Mesjasz przyjdzie, nikt nie będzie wiedział, skąd jest. A Jezus, ucząc w świątyni, zawołał tymi słowami: I Mnie znacie, i wiecie, skąd jestem. Ja jednak nie przyszedłem sam od siebie; lecz prawdziwy jest Ten, który Mnie posłał, którego wy nie znacie. Ja Go znam, bo od Niego jestem i On Mnie posłał. Zamierzali więc Go pojmać, jednakże nikt nie podniósł na Niego ręki, ponieważ godzina Jego jeszcze nie nadeszła.

 

 

„Czyż to nie jest ten, którego usiłują zabić? A oto jawnie przemawia” – dziwili się mieszkańcy Jerozolimy. Odwaga. Cnota na wyczerpaniu. Walczyć o wartości, o ludzi – a nie pilnować tylko swego interesu. Przeciwstawić się złu. I być gotowym zapłacić za to cenę... Trudne? Ogromnie. Ale dopiero podkulenie ogona wtedy, gdy trzeba walczyć, potrafi zniszczyć w nas nie tylko chrześcijanina, ale nawet człowieka.

Tomasz Kwiecień OP, „Oremus” Wielki Post i Triduum Paschalne 2005, s. 128

 

Z JEZUSEM UPOKORZONYM

O Jezu upokorzony aż do wyniszczenia, spraw, abym dzielił Twoje uczucia (Flp 2, 5-7)

„Zróbmy zasadzkę na sprawiedliwego, bo nam niewygodny, sprzeciwia się naszym sprawom... Dotknijmy go obelgą i katuszą, by poznać jego łagodność i doświadczyć jego cierpliwości. Zasądźmy go na śmierć haniebną” (Mdr 2, 12. 19-20). Chrystus jest tym sprawiedliwym, upokorzonym i prześladowanym przez bezbożnych. W ciągu Jego życia, a szczególnie w czasie Męki sprawdzają się w sposób przejmujący szczegóły opisane w Księdze Mądrości. Na Niego, najniewinniejszego, spada zawiść wszystkich, którzy poczuli się dotknięci świętością Jego życia i nauki. „Świat... Mnie nienawidzi — powie kiedyś — bo Ja o nim świadczę, że złe są jego uczynki” (J 7, 7).

Syn Boży upokorzył się dobrowolnie, stając się człowiekiem, stając się „grzechem”, by zastąpić grzesznych ludzi, dobrowolnie również przyjmuje upokorzenia od tych, których przyszedł zbawić. Jezus, poszukiwany przez Żydów pragnących Go zgładzić, kilkakrotnie uchodzi z ich rąk, „ponieważ godzina Jego jeszcze nie nadeszła” (tamże 30), lecz nie ucieka przed upokorzeniami i przeciwnościami. Prawda odwieczna, godzi się, aby z Nim postępowano jak z kłamcą; dobroć nieskończona — jak ze złoczyńcą; mądrość nie stworzona — jak z szaleńcem; łagodność bezgraniczna — jak z podżegaczem ludu; Syn Boga — jak z opętanym. Upokorzenia Chrystusa są ceną na odkupienie ludzi z pychy, a równocześnie zachętą dla nich, by Go naśladowali na drodze pokory. „Uczcie się ode Mnie, bo jestem cichy i pokorny sercem” (Mt 11, 29).

Prawdziwa pokora pochodzi z serca, z wewnętrznego i głębokiego przekonania o własnej nędzy wobec Boga. Jezus upokorzył się zapominając o swej godności Syna Bożego; człowiek natomiast, chcąc być pokornym, winien pamiętać, czym jest; stworzeniem istniejącym nie mocą własną, lecz tylko dzięki darom otrzymanym od Boga, istotą, która zgrzeszywszy popadła w stan nędzy moralnej. Świadomość tego wszystkiego powinna uczynić człowieka głęboko pokornym. A jednak pycha jest w nim tak żywa, że zawsze trudno mu upokarzać się, a jeszcze trudniej zgodzić się być upokarzanym. Tylko łaska płynąca z upokorzeń Chrystusa może go wspomóc i umocnić w szczerej pokorze serca.

O. Gabriel od św. Marii Magdaleny, karmelita bosy
Żyć Bogiem, t. I, str. 256

 

9 KWIETNIA 2011

Sobota

 

(Jr 11,18-20)
Pan mnie pouczył i dowiedziałem się; wtedy przejrzałem ich postępki. Ja zaś jak potulny baranek, którego prowadzą na zabicie, nie wiedziałem, że powzięli przeciw mnie zgubne plany: Zniszczmy drzewo wraz z jego mocą, zgładźmy go z ziemi żyjących, a jego imienia niech już nikt nie wspomina! Lecz Pan Zastępów jest sprawiedliwym sędzią, bada nerki i serce. Chciałbym zobaczyć Twoją zemstę nad nimi, albowiem Tobie powierzam moją sprawę.

(Ps 7,2-3.9bc-12)
REFREN: Panie, mój Boże, Tobie zaufałem

Panie, Boże mój, do Ciebie się uciekam,
wybaw mnie i uwolnij od wszystkich prześladowców,
zanim jak lew ktoś nie porwie i nie rozszarpie mej duszy,
gdy zabraknie wybawcy.

Panie, przyznaj mi słuszność według mej sprawiedliwości
i niewinności, która jest we mnie.
Niech ustanie nieprawość występnych, a sprawiedliwego umocnij:
Boże sprawiedliwy, który przenikasz serca i sumienia.

Bóg jest dla mnie tarczą,
co zbawia ludzi prostego serca.
Bóg sędzia sprawiedliwy,
Bóg codziennie pałający gniewem.

(J 3,16)
Tak Bóg umiłował świat, że dał swojego Syna Jednorodzonego, każdy, kto w Niego wierzy, ma życie wieczne.

(J 7,40-53)
Wśród słuchających Go tłumów odezwały się głosy: Ten prawdziwie jest prorokiem. Inni mówili: To jest Mesjasz. Ale - mówili drudzy - czyż Mesjasz przyjdzie z Galilei? Czyż Pismo nie mówi, że Mesjasz będzie pochodził z potomstwa Dawidowego i z miasteczka Betlejem? I powstało w tłumie rozdwojenie z Jego powodu. Niektórzy chcieli Go nawet pojmać, lecz nikt nie odważył się podnieść na Niego ręki. Wrócili więc strażnicy do arcykapłanów i faryzeuszów, a ci rzekli do nich: Czemuście Go nie pojmali? Strażnicy odpowiedzieli: Nigdy jeszcze nikt nie przemawiał tak, jak ten człowiek przemawia. Odpowiedzieli im faryzeusze: Czyż i wy daliście się zwieść? Czy ktoś ze zwierzchników lub faryzeuszów uwierzył w Niego? A ten tłum, który nie zna Prawa, jest przeklęty. Odezwał się do nich jeden spośród nich, Nikodem, ten, który przedtem przyszedł do Niego: Czy Prawo nasze potępia człowieka, zanim go wpierw przesłucha, i zbada, co czyni? Odpowiedzieli mu: Czy i ty jesteś z Galilei? Zbadaj, zobacz, że żaden prorok nie powstaje z Galilei. I rozeszli się - każdy do swego domu.

 

 

Śmierci, ku której Jezus podążał, można było uniknąć. Mesjasz mógł inaczej odkupić swój lud. Jednak ci, w których rękach spoczywał obowiązek i przywilej rozpoznania Mesjasza, nie dali się przekonać. Nie chcieli. Spełnił w sobie wszystkie proroctwa, jakie uznawali. Naprawdę narodził się w Betlejem, jak chciała przepowiednia. Wystarczyło zapytać, żeby wiedzieć, zachować otwarty umysł i serce. Zbawienie na krzyżu to nie wynik Bożej manipulacji niewinnymi, tylko skutek Jego gotowości przyjęcia do końca ludzkiej nieprawości i zacietrzewienia.

Tomasz Kwiecień OP, „Oremus” Wielki Post i Triduum Paschalne 2005, s. 131

 

W TAJEMNICY CHRYSTUSA CIERPIĄCEGO

O Chryste, Ty cierpiałeś za nas i zostawiłeś nam wzór, spraw, abym szedł Twoimi śladami (1 P 2,21)

„Ja zaś jak baranek oswojony, którego prowadzą na rzeź, nie wiedziałem, że powzięli przeciw mnie zgubne plany: «Zniszczmy drzewo wraz z jego mocą, zgładźmy go z ziemi żyjących, a jego imienia niech już nikt nie wspomina»” (Jr 11, 19). Jeremiasz, którego zamierzają zabić współobywatele, jest figurą Chrystusa prześladowanego, „Baranka Bożego” — jak Go pozdrowił Chrzciciel — prowadzonego na rzeź na zgładzenie grzechów świata (J 1, 29). Jeremiasz nie znał spisku uknutego przeciwko sobie, ale Chrystus był go w pełni świadomy. Męka, jaka Go czeka, nie jest dla Niego czymś nieprzewidzianym, lecz dobrowolną i świadomą ofiarą dla woli Ojca. „Nikt Mi życia nie zabiera, lecz Ja od siebie je oddaję. Mam moc je oddać i mam moc je znów odzyskać. Taki nakaz otrzymałem od mojego Ojca” (J 10, 18). Jezus idzie na mękę z takimi uczuciami i ofiaruje się na nią jak baranek oswojony, który nie wierzga, nie cofa się. Jego cierpienie jest czymś o wiele większym, niż tylko biernym poddaniem się; jest dobrowolnym i miłosnym przyjęciem ofiary, umocnionym świadomością zmartwychwstania. Jednak jest to cierpienie rzeczywiste, rozdzierające Mu duszę i ciało.

Syn Boży przyszedł na świat i zbawił ludzi przyjmując ich podległą cierpieniu naturę, przez nią wynagrodził za grzechy i uświęcił przez cierpienie cały ból świata. Ludzie, aby się z Nim spotkać, ze swej strony też muszą przyjąć cierpienie. Cierpienie chrześcijanina nie może jednak wyrażać się zrezygnowaną, jakby wymuszoną cierpliwością, mniej bowiem nie można już uczynić. Cierpliwość chrześcijańska, za wzorem Chrystusa, jest dobrowolnym przyjęciem tego, co w życiu krzyżuje, jest miłosną zgodą na wolę Boga. Chrześcijanin przez tę dobrowolną zgodę upodabnia się do Chrystusa cierpiącego, a jego cierpienie staje się uczestnictwem w tajemnicy Pana. Cierpliwość tak pojęta nie poniża człowieka, nie czyni go niewolnikiem cierpień, od których nie umie lub nie może się uwolnić, lecz czyni go zdolnym przyjąć dobrowolnie, w usposobieniu miłości i zjednoczenia z Chrystusem ukrzyżowanym i zmartwychwstałym, każde cierpienie, jakie Bóg dopuszcza w jego życiu.

O. Gabriel od św. Marii Magdaleny, karmelita bosy
Żyć Bogiem, t. I, str. 360

 

 

» Przypominamy o możliwości bezpłatnej elektronicznej prenumeraty „Czytań na każdy dzień” – szczegóły na stronie Prenumerata.

» Powrót na stronę główną „Czytań”

 

 

© 1996–2011 www.mateusz.pl