www.mateusz.pl/czytania

 

PAŹDZIERNIK 2011
9 XXVIII NIEDZIELA ZWYKŁA
Iz 25,6-10a; Ps 23,1-6; Flp 4,12-14,19-20; Ef 1,17-18; Mt 22,1-14
10 PONIEDZIAŁEK
Rz 1,1-7; Ps 98,1-4; Ps 95,8ab; Łk 11,29-32
11 WTOREK
Rz 1,16-25; Ps 19,2-5; Hbr 4,12; Łk 11,37-41
12 ŚRODA
Rz 2,1-11; Ps 62,2-3.6-7.9; J 10,27; Łk 11,42-46
13 CZWARTEK
Rz 3,21-29; Ps 130,1-6; J 14,6; Łk 11,47-54
14 PIĄTEK
Rz 4,1-8; Ps 32, 1-2.5.11; Ps 32,22; Łk 12,1-7
15 SOBOTA
Rz 4,13.16-18; Ps 105,6-9.42-43; J 15,26b.27a; Łk 12,8-12

 

9 PAŹDZIERNIKA 2011

XXVIII Niedziela Zwykła

 

(Iz 25,6-10a)
Pan Zastępów przygotuje dla wszystkich ludów na tej górze ucztę z tłustego mięsa, ucztę z wybornych win, z najpożywniejszego mięsa, z najwyborniejszych win. Zedrze On na tej górze zasłonę, zapuszczoną na twarz wszystkich ludów, i całun, który okrywał wszystkie narody; raz na zawsze zniszczy śmierć. Wtedy Pan Bóg otrze łzy z każdego oblicza, odejmie hańbę od swego ludu na całej ziemi, bo Pan przyrzekł. I powiedzą w owym dniu: Oto nasz Bóg, Ten, któremuśmy zaufali, że nas wybawi; oto Pan, w którym złożyliśmy naszą ufność: cieszmy się i radujmy z Jego zbawienia! Albowiem ręka Pana spocznie na tej górze. Moab zaś będzie rozdeptany u siebie, jak się depcze słomę na gnojowisku.

(Ps 23,1-6)Refren: Po wieczne czasy zamieszkam u Pana

Pan jest moim pasterzem,
niczego mi nie braknie.
Pozwala mi leżeć
na zielonych pastwiskach.

Prowadzi mnie nad wody, gdzie mogę odpocząć,
orzeźwia moją duszę.
Wiedzie mnie po właściwych ścieżkach
przez wzgląd na swoją chwałę.

Chociażbym przechodził przez ciemną dolinę,
zła się nie ulęknę, bo Ty jesteś ze mną.
Kij Twój i laska pasterska
są moją pociechą.

Stół dla mnie zastawiasz
na oczach mych wrogów.
Namaszczasz mi głowę olejkiem,
obficie napełniasz mój kielich.

Dobroć i łaska pójdą w ślad za mną
przez wszystkie dni życia.
I zamieszkam w domu Pana
po najdłuższe czasy.

(Flp 4,12-14,19-20)
Umiem cierpieć biedę, umiem i obfitować. Do wszystkich w ogóle warunków jestem zaprawiony: i być sytym, i głód cierpieć, obfitować i doznawać niedostatku. Wszystko mogę w Tym, który mnie umacnia. W każdym razie dobrze uczyniliście, biorąc udział w moim ucisku. A Bóg mój według swego bogactwa zaspokoi wspaniale w Chrystusie Jezusie każdą waszą potrzebę. Bogu zaś i Ojcu naszemu chwała na wieki wieków! Amen.

(Ef 1,17-18)
Niech Ojciec naszego Pana Jezusa Chrystusa, przeniknie nasze serca swoim światłem, abyśmy wiedzieli, czym jest nadzieja waszego powołania.

(Mt 22,1-14)
Jezus w przypowieściach mówił do arcykapłanów i starszych ludu: Królestwo niebieskie podobne jest do króla, który wyprawił ucztę weselną swemu synowi. Posłał więc swoje sługi, żeby zaproszonych zwołali na ucztę, lecz ci nie chcieli przyjść. Posłał jeszcze raz inne sługi z poleceniem: Powiedzcie zaproszonym: Oto przygotowałem moją ucztę: woły i tuczne zwierzęta pobite i wszystko jest gotowe. Przyjdźcie na ucztę! Lecz oni zlekceważyli to i poszli: jeden na swoje pole, drugi do swego kupiectwa, a inni pochwycili jego sługi i znieważywszy [ich], pozabijali. Na to król uniósł się gniewem. Posłał swe wojska i kazał wytracić owych zabójców, a miasto ich spalić. Wtedy rzekł swoim sługom: Uczta wprawdzie jest gotowa, lecz zaproszeni nie byli jej godni. Idźcie więc na rozstajne drogi i zaproście na ucztę wszystkich, których spotkacie. Słudzy ci wyszli na drogi i sprowadzili wszystkich, których napotkali: złych i dobrych. I sala zapełniła się biesiadnikami. Wszedł król, żeby się przypatrzyć biesiadnikom, i zauważył tam człowieka, nie ubranego w strój weselny. Rzekł do niego: Przyjacielu, jakże tu wszedłeś nie mając stroju weselnego? Lecz on oniemiał. Wtedy król rzekł sługom: Zwiążcie mu ręce i nogi i wyrzućcie go na zewnątrz, w ciemności! Tam będzie płacz i zgrzytanie zębów. Bo wielu jest powołanych, lecz mało wybranych.

 

 

Chrystus zaprasza nas dziś po raz kolejny na swoją Ucztę. Czy czujemy się zaproszeni? Ludzie z dzisiejszej Ewangelii, do których skierowano zaproszenie na ucztę, nie byli nim zainteresowani – mieli ważniejsze sprawy. A czy my rzeczywiście wierzymy w to, że nie ma dla nas ważniejszych spraw niż Eucharystia, w której Bóg objawia się nam i daje nam samego siebie za pokarm? To tu możemy zakosztować bliskiego obcowania z Bogiem, które będzie naszym udziałem w niebie.

Ks. Jarosław Ropel, „Oremus” październik 2005, s. 41

 

„Jakże tu wszedłeś?”

Wiele trudności w zrozumieniu tekstu biblijnego, zwłaszcza przypowieści ewangelicznych, przysparza nam zbyt dosłowne i emocjonalne traktowanie słów Jezusa. Zbyt koncentrujemy się na warstwie fabularnej, na obrazowych szczegółach, które przesłaniają nam istotę. I tak w przypowieści o uczcie, zazwyczaj zwracamy główną uwagę na ostatni szczegół – na surową karę, którą Pan wymierzył człowiekowi bez weselnego stroju.

Pamiętam, jak sam wiele razy buntowałem się przeciwko niesprawiedliwemu, jak mi się wydawało, wyrokowi. Przecież to nie jego wina, że nie miał porządnego ubrania. A poza tym posyłać kogoś do piekła za strój? Czy to szata zdobi człowieka? Ponieważ sam nie przywiązywałem żadnej wagi do swej garderoby, o co zresztą mama miała często pretensje, że jej przynoszę wstyd, pokazując się u babci czy znajomych w dżinsach, tedy tym trudniej było mi to wydarzenie zaakceptować. Stawałem wyraźnie po stronie owego biednego człowieka.

Z podobnych względów identyfikowałem się z tymi wszystkimi, którym nie chciało się przyjść na ucztę. Rozumiałem ich doskonale: niczego tak nie cierpiałem, jak odświętnych wizyt – u ciotek, wujów czy znajomych rodziców. Całe szczęście, że nie było ich jednak zbyt wiele. Jednakże potrafiłem identyfikować się z tymi, którzy mieli odwagę przeciwstawić się i nie przyjść.

Ponieważ wielu ludzi myśli być może podobnie, warto pokusić się o jakiś bardziej obiektywny punkt widzenia.

Po pierwsze, trzeba zauważyć, że dla owego króla uczta była wyrazem jego wielkiej radości z okazji ślubu syna. Ojciec chciał dla niego jak najlepiej, chciał, żeby inni dzielili z nim jego radość. Sądzę, że wiemy, jak to człowieka boli, gdy ktoś go zlekceważy, a zwłaszcza, gdy ktoś odtrąci naszą dobrą wolę. Czujemy się wtedy zranieni w tym, co w nas najlepsze. Postawmy się w sytuacji człowieka, który ze szczerego serca zastawił stół tym, co najlepsze i oto po kilku godzinach czekania i niepokoju zaczyna do nas docierać myśl, że nikt nie przyjdzie, że nikomu nie jestem potrzebny, że nikomu nie zależy na moim towarzystwie. (Był kiedyś taki film z Fijewskim w roli głównej.)

Po drugie: zaproszeni wyraźnie zlekceważyli zaproszenie i samego gospodarza. Ich nieobecność wynikała ze złej woli. Mało tego: ostentacyjnie zamanifestowali swoją niechęć. Owe zabójstwa, które są oczywiście przesadą, wprost nawiązują do postępowania Żydów, którzy nie jeden raz prześladowali proroków. (A my, czy potrafimy uszanować kapłanów, katechetki, pobożne babcie?)

Gospodarz – król, miał prawo czuć się dotknięty. Czyż można mu się dziwić, że w zgorzknieniu zwrócił się ku przygodnie spotkanym nieznajomym? Właśnie w ten sposób Królestwo Boże dostało się poganom, gdyż Izraelici nie potrafili docenić i przyjąć miłości Boga. Miłosierdzie Boga nie ma granic, otwiera się dla każdego, kto tylko chce je przyjąć.

Ale z tego przyjęcia wynikają pewne konsekwencje. Z inicjatywą – zaproszeniem, wychodzi co prawda Bóg, ale gdy to zaproszenie przyjmujemy, gdy odpowiadamy Bogu pozytywnie, gdy mówimy A – to musimy także powiedzieć B. I tu przychodzi miejsce i czas, aby wystarać się o odpowiedni i godny strój. Jego brak świadczy o duchowym niechlujstwie, o wymigiwaniu się, o niechęci w podejmowaniu konsekwencji, a przynajmniej w braniu na siebie odpowiedzialności. Jest to poważny grzech, grzech zaniedbania, i kto wie, czy nie jest to największa bolączka naszych czasów.

I właśnie przed tym chce nas ochronić i przestrzec Chrystus: abyśmy nie przyjmowali nadaremno łaski Bożej, abyśmy nie zakopywali do ziemi darów Boga.

Ks. Mariusz Pohl

 

Zmarnowana szansa

Być zaproszonym przez samego Boga – nie do pracy, nie w celu robienia rozrachunków, nie na przesłuchanie – lecz na ucztę. Mieć wyznaczone miejsce przy stole, otrzymać zaproszenie i dodatkowo zawiadomienie o terminie uczty i nie przyjąć, czy to nie szaleństwo. Ktokolwiek spotkałby takiego człowieka, uznałby go za niespełna rozumu i postawiłby pytanie: Jak mogłeś stracić taką szansę, jak mogłeś?

Takich ludzi można spotkać wielu. Uczta jest przygotowana przez samego Boga. Zaproszenie na nią wręczono każdemu podczas chrztu świętego, a wezwanie, przypominające rozpoczęcie uczty, dokonuje się przy pomocy kościelnych dzwonów obwieszczających Mszę świętą. Tę właśnie Eucharystyczną Ucztę ma na uwadze Jezus opowiadając przypowieść o zaproszonych na gody.

Bóg ucztę przygotował. Stoły rozstawił po całej Ziemi. Pokarmem jest Ciało Jego Syna, a napojem Jego Krew. Jak przystało na prawdziwą ucztę Gospodarz ma coś ubogacającego do przekazania i uczestnicy usłyszą Jego słowo. Wszystko jest przygotowane, jeno zaproszeni nie są godni. Przy stole wiele rezerwowanych miejsc świeci pustką. Wielki afront wobec zapraszającego Gospodarza.

Dlaczego nie przychodzą? Czy przeszkodą jest grzech ciężki? Nie zawsze. Najczęściej nie przychodzą, bo nie mają czasu. Mają, ich zdaniem, znacznie ważniejsze sprawy do załatwienia, niż siedzieć przy stole z Bogiem i brać udział w przygotowanej przez Niego uczcie.

Jezus w przypowieści o zaproszonych na gody odsłania mechanizmy tej mentalności, w której obejrzenie kupionego pola lub prowadzenie interesów jest ważniejsze niż udział w uczcie wydanej przez samego Boga. I my mamy sto powodów, by zrezygnować z udziału w uczcie Boga: to spacer, bo piękna pogoda, to interesujący program w telewizji, to goście, którzy nas odwiedzili itp. Gdy obiektywnie zestawimy te powody z szansą udziału w uczcie, na którą zaprasza nas Bóg, sami dojdziemy do wniosku, że rezygnacja z niej jest szaleństwem.

Rzecz jasna, że brak czasu na niedzielną Mszę świętą płynie z nieświadomości wartości Eucharystycznej Uczty. Dla tego, kogo kochamy, zawsze znajdziemy czas. Nie mamy czasu jedynie na to, co dla nas nie przedstawia wartości. Jeśli załatwianie naszych spraw jest ważniejsze niż spotkanie z Bogiem, to ile razy trzeba będzie wybierać między jednym a drugim, zawsze wybierzemy własne sprawy. Czy jednak czas spędzony z Bogiem przy jednym stole może być czasem straconym? Gdyby chrześcijanie wiedzieli, ile spraw można „załatwić” z Bogiem w czasie Eucharystycznej Uczty – czekaliby pod drzwiami kościoła godzinę przed rozpoczęciem Mszy świętej. Gdyby odkryli, że jest to spotkanie z kimś, kto ich kocha, spieszyliby na nie, jak spieszą do siebie zakochani.

Przypowieść Chrystusa ma na uwadze Ucztę Eucharystyczną, a nie eschatologiczną w królestwie niebieskim. Świadczy o tym epizod wyrzucenia od stołu człowieka, który wszedł na salę biesiadną bez szaty godowej. Do stołu w niebie nie dotrze człowiek bez łaski uświęcającej. To może mieć miejsce jedynie tu na ziemi, gdzie do ołtarza może podejść każdy, godny i niegodny.

Uważne rozważanie przypowieści o zaproszonych na gody stanowi wezwanie do głębszego przemyślenia naszej postawy wobec Mszy świętej. Uczestniczenie w niej to niezwykła szansa. Obyśmy przez wieczność nie płakali z tej racji, że szansa ta została przez nas zmarnowana.

Ks. Edward Staniek

 

Braterskie wyrzeczenie

Dwaj bracia. Jeden bardzo pracowity i uczciwy, drugi „kombinator”. W domu rodzinnym ten młodszy ciągle żył jako pasożyt. Ani ojciec, ani matka nie zorientowali się, że synek żyje kosztem ich i kosztem swego brata. Konflikt zaostrzył się, gdy starszy założył rodzinę. Ojciec postanowił dać mu jego część. Uwzględnił jednak duży wkład syna w doskonalenie domu i jego kilkuletnią współpracę w warsztacie razem z nim, uważając, że pewne dobra nie podlegają podziałowi i może je sobie zabrać jako swoją własność. Młodszy nie chciał o tym słyszeć. Przeliczył wszystko na dolary, od samochodu po tapczan, i zażądał równego podziału co do centa. W domu powstało piekło. Dla matki i rodzinnego spokoju starszy ustąpił, ale w jego sercu obudziła się nienawiść do brata.

Upłynęły lata. Po śmierci ojca scena podziału pozostawionego przez niego majątku, w oparciu o testament, powtórzyła się według tego samego scenariusza, „Kombinator” potrafił wyliczyć nawet ilość paliwa, jakie zużył odwiedzając swego ojca w jego chorobie. Doprowadził do unieważnienia testamentu. I tym razem starszy brat ustąpił. Zrobił jednak postanowienie, że już nigdy się z bratem nie spotka.

Te dramatyczne wydarzenia ujawniają jeden z podstawowych mechanizmów niszczących braterską wspólnotę. Jest nim niezdolność do wyrzeczenia. Wprawdzie starszy kilkakrotnie decydował się na nie, ale czynił to nie dlatego, że chciał, lecz dlatego, że musiał. Stąd w jego sercu wzrastała niechęć do brata, aż do niebezpiecznych granic nienawiści. Tracił dobra materialne i tracił spokój sumienia. Nie można bowiem cieszyć się życiem, cierpiąc na chorobę nienawiści. Młodszy w ogóle nie odkrył wartości wyrzeczenia. Tym samym krzywdził ojca, matkę, brata. Głównie jednak krzywdził siebie. Chęć posiadania wprowadziła go na drogę donosicielstwa, oczerniania, współpracy z ludźmi dalekimi od uczciwości. Został znienawidzony nie tylko przez brata, ale przez większość rodziny, sąsiadów, kolegów. Tego typu człowiek braterstwa nie zbuduje.

Egoistów mogą łączyć wspólne interesy, ale nigdy serce. Ten, kogo nie stać na wyrzeczenie, żyje zawsze oddzielony od innych tym, co posiada lub czego pragnie. Z reguły za posiadanymi dobrami ukrywa swoje małe serce, tak małe, że nawet nie stać go na wstyd z powodu swego nieuczciwego postępowania.

Jezus w przypowieści o zaproszonych na ucztę obnaża ten mechanizm nędzy człowieka. Zaproszeni mieli szansę wzięcia udziału w budowaniu braterstwa jednego stołu. Nie potrafili jednak dla tak wspaniałego spotkania zrezygnować z tego, co posiadali – z pola, wołów, kupiectwa. Rezygnując z zaproszenia do wspólnego stołu na rzecz posiadanych dóbr, udowodnili, że nie dorośli do budowania braterskiej wspólnoty.

Św. Paweł, wielki znawca ludzkiego serca, stawiając Filipianom siebie jako wzór do naśladowania, pisze o swojej wolności, która między innymi polega na umiejętności wyrzeczenia. „Umiem cierpieć biedę, umiem i obfitować. Do wszelakich w ogóle warunków jestem zaprawiony, i być sytym, i głód cierpieć, obfitować i doznawać niedostatku”. Oto postawa człowieka, który może być dobrym bratem. W spotkaniu z nim każdy odkryje braterskie serce, które nie zawodzi ani w dniach pomyślności, ani w dniach głodu i pragnienia. Braterstwo wymaga wolności od dóbr doczesnych, wymaga wyrzeczenia, które jest nieodzownie potrzebne do osiągnięcia celu. Szukając ludzi gotowych do tworzenia wspólnoty w duchu Ewangelii, trzeba precyzyjnie sprawdzić, w jakiej mierze stać ich na wyrzeczenie. Wszelkie pomyłki w tym wypadku mogą okazać się fatalne w swych skutkach. Bliskie spotkanie z człowiekiem, który nie zna wartości wyrzeczenia, pozostawia z reguły rany trudne do zagojenia.

Ks. Edward Staniek

 

O Panie, Ty stół dla mnie zastawiasz (Ps 23, 5)

Liturgia dzisiejszej niedzieli ukazuje zbawienie w obrazie uczty, jaką Bóg przygotował dla wszystkich łudzi: „Pan zastępów przygotuje dla wszystkich ludów na tej górze ucztę z tłustego mięsa, ucztę z wybornych win... Zedrze On na tej górze zasłonę, zapuszczoną na twarze wszystkich ludów... raz na zawsze zniszczy śmierć; Pan otrze łzy z każdego oblicza” (Iz 25, 6-8; I czytanie). Wystawna uczta ukazuje dostojność tego, kto ją wydaje, i jest obrazem zbawienia, które Bóg ofiaruje. Przez wiele wieków było ono zakryte przed narodami, a poznają je z chwilą przyjścia Mesjasza. Nieobecność śmierci i cierpienia pozwala myśleć tu o przyszłości czekającej po życiu ziemskim; chodzi o szczęśliwość wieczną zapowiedzianą tymi samymi słowami również w Apokalipsie: „Bóg... otrze z ich oczu wszelką łzę, a śmierci już odtąd nie będzie” (21, 4).

W ewangelii z dnia (Mt 22, 1-14) uczta zbawienia przybiera nowy wygląd uczty weselnej. Bóg wzywa wszystkich ludzi, by przyszli na gody Syna Bożego z naturą ludzką. Zaczęły się one w chwili wcielenia, a dopełniły się przez śmierć na krzyżu. „Królestwo niebieskie podobne jest do króla, który wyprawił ucztę weselną swemu synowi. Posłał wiec swoje sługi, żeby zaproszonych zwołali na ucztę, lecz ci nie chcieli przyjść” (tamże 2-3). Królem jest Bóg, ucztą — zbawienie, jakie przyniósł Syn Boga, który stał się człowiekiem, sługami — prorocy i apostołowie, zaproszonymi, którzy odmawiają lub źle się obchodzą ze sługami i zabijają ich, są Żydzi i ci wszyscy, którzy jak oni odrzucają Jezusa. Podobna tu sytuacja jak w przypowieści o złych rolnikach (poprzednia niedziela), zachodzi tu jednak znaczna różnica. Od rolników zażądano czegoś, co powinni oddać, czyli żądano owoców z winnicy im powierzonej, tutaj natomiast niczego się nie żąda, lecz wszystko się daje; tam odmówiono tego, co należało oddać ze sprawiedliwości, tutaj odrzuca się to, co zostało dane z dobroci i najwyższej szczodrobliwości. Odrzuca się miłość Boga. Jest to postawa człowieka przekonanego, że nie potrzebuje zbawienia, lub człowieka zanurzonego w sprawach doczesnych i uważającego czas poświęcony Bogu i życiu wiecznemu za stracony. Kiedy jedni zdążają do zguby, inni zostają zaproszeni na ich miejsce. „Uczta jest gotowa” (tamże 8): Syn Boży stał się człowiekiem i złożył siebie w ofierze za zbawienie ludzkości. Dlatego Bóg nie przestaje ponawiać swojego zaproszenia: „Idźcie na rozstajne drogi i zaproście na ucztę wszystkich, których spotkacie” (tamże 9). Sala napełniona biesiadnikami „dobrymi i złymi” (tamże 10) przedstawia Kościół otwarty dla wszystkich ludzi, lecz jest również podobna do roli, na której rośnie kąkol obok dobrego ziarna. Być wezwanym i wejść na gody nie oznacza jeszcze ostatecznego zbawienia. Oto człowiek, który nie przywdział szaty godowej, zostaje wyrzucony „na zewnątrz w ciemności” (tamże 13) nie dlatego, że nie miał zewnętrznej szaty, lecz dlatego, że brakowało mu potrzebnego do zbawienia usposobienia duszy. Jest to człowiek, który materialnie należy do Kościoła, lecz nie żyje w miłości i łasce; jego wierze brak uczynków; ma pozory ucznia Chrystusowego, lecz w głębi serca nie jest Chrystusowym ani dla Chrystusa. Przynależność do Kościoła nie posłuży mu do zbawienia, lecz raczej do potępienia, „bo wielu jest powołanych, lecz mało wybranych” (tamże 14). Przypowieść nie mówi, że wybranych jest niewielu, lecz że ich liczba jest niższa od liczby powołanych, bo niektórzy z nich zlekceważyli zaproszenie Boga.

O. Gabriel od św. Marii Magdaleny, karmelita bosy
Żyć Bogiem, t. III, str. 305

 

10 PAŹDZIERNIKA 2011

Poniedziałek

 

(Rz 1,1-7)
Paweł, sługa Chrystusa Jezusa, z powołania apostoł, przeznaczony do głoszenia Ewangelii Bożej, którą Bóg przedtem zapowiedział przez swoich proroków w Pismach świętych. [Jest to Ewangelia] o Jego Synu - pochodzącym według ciała z rodu Dawida, a ustanowionym według Ducha Świętości przez powstanie z martwych pełnym mocy Synem Bożym - o Jezusie Chrystusie, Panu naszym. Przez Niego otrzymaliśmy łaskę i urząd apostolski, aby ku chwale Jego imienia pozyskiwać wszystkich pogan dla posłuszeństwa wierze. Wśród nich jesteście i wy powołani przez Jezusa Chrystusa. Do wszystkich przez Boga umiłowanych, powołanych świętych, którzy mieszkają w Rzymie: Łaska wam i pokój od Boga, Ojca naszego, i Pana Jezusa Chrystusa!

(Ps 98,1-4)
REFREN: Pan Bóg okazał ludom swe zbawienie

Śpiewajcie Panu pieśń nową,
albowiem uczynił cuda.
Zwycięstwo Mu zgotowała Jego prawica
i święte ramię Jego.

Pan okazał swoje zbawienie,
na oczach pogan objawił swoją sprawiedliwość.
Wspomniał na dobroć i na wierność swoją
dla domu Izraela.

Ujrzały wszystkie krańce ziemi
zbawienie Boga naszego.
Wołaj z radości na cześć Pana, cała ziemio,
cieszcie się, weselcie i grajcie.

(Ps 95,8ab)
Nie zatwardzajcie serc waszych, lecz słuchajcie głosu Pańskiego.

(Łk 11,29-32)
Gdy tłumy się gromadziły, Jezus zaczął mówić: To plemię jest plemieniem przewrotnym. żąda znaku, ale żaden znak nie będzie mu dany, prócz znaku Jonasza. Jak bowiem Jonasz był znakiem dla mieszkańców Niniwy, tak będzie Syn Człowieczy dla tego plemienia. Królowa z Południa powstanie na sądzie przeciw ludziom tego plemienia i potępi ich; ponieważ ona przybyła z krańców ziemi słuchać mądrości Salomona, a oto tu jest coś więcej niż Salomon. Ludzie z Niniwy powstaną na sądzie przeciw temu plemieniu i potępią je; ponieważ oni dzięki nawoływaniu Jonasza się nawrócili, a oto tu jest coś więcej niż Jonasz.

 

 

Czasem słyszymy, że „z faktami się nie dyskutuje”. Skoro tak, to wydaje się, że wobec działalności Jezusa, Jego nauki i cudów, postawa niewiary jest niemożliwa. A jednak wielu słuchających Dobrej Nowiny i widzących cuda skutecznie się broniło przed uwierzeniem w Jezusa i Jego posłannictwo. Może i z nami jest podobnie? Bóg zawsze szanuje naszą wolność – także wtedy, gdy robimy z niej zły użytek. Nie przestaje jednak mówić do nas przez swoje słowo, ludzi i sytuacje, w nadziei, że Go rozpoznamy i Mu uwierzymy.

Ks. Jarosław Ropel, „Oremus” październik 2005, s. 45

 

MIŁOŚĆ CHRYSTUSA PRZYNAGLA NAS

Twoja miłość, o Chryste, niech mnie przynagla myślą, że Ty umarłeś za wszystkich (2 Kor 5, 14)

„Bóg jest miłością. W tym objawiła się miłość Boga ku nam, że zesłał Syna swego Jednorodzonego na świat, abyśmy życie mieli dzięki Niemu” (1 J 4, 8-9). W Bogu wszystko jest miłością; miłość stanowi Jego życie wewnętrzne, a jej płodność wyraża się przez tajemnicę Trójcy; miłość jest całym Jego działaniem zewnętrznym w czasie, na pożytek człowieka; miłością jest stworzenie, a jeszcze większą miłością odkupienie. W miarę jak chrześcijanin wnika w tajemnicę Boga-Miłości, wchodzi w nurt Jego miłości nieskończonej; a gdy miłuje Boga ze wszystkich sił i pragnie, i szuka ponad wszystko Jego chwały, równocześnie miłuje z Nim, dla Niego i w Nim wszystkich ludzi, stworzenia Jego miłości. W ten sposób uczestniczy on w trosce i inicjatywie Bożej zbawienia ludzi, wchodzi w historię zbawienia nie tylko, by doznawać jego dobrodziejstw i zostać zbawionym, lecz także by współpracować nad zbawieniem braci, w zjednoczeniu z Chrystusem, Zbawicielem, Gorliwość apostolska jest więc samorzutnym owocem miłości Boga rozlanej w sercu wierzącego przez Ducha Świętego (Rz 5, 5) i wspieranej przez Niego, aby się w pełni rozwijała.

W ten sposób zrodziła się porywająca żarliwość świętego Pawła, który pisze: „Miłość Chrystusa przynagla nas, pomnych na to, że jeden umarł za wszystkich” (2 Kor 5, 14). Myśl, Że „jeden” — Chrystus, Jednorodzony Ojca — umarł „za wszystkich”, nie daje spokoju Apostołowi, który chce głosić wszędzie „Jezusa Chrystusa”, i to „ukrzyżowanego” (1 Kor 2, 2), by wyrwać wszystkich ludzi z grzechu i dać im życie, „aby... już nie żyli dla siebie, lecz dla Tego, który za nich umarł i zmartwychwstał” (2 Kor 5, 15). Apostoł wierzy głęboko w odkupicielskie dzieło Chrystusa, a myśl, że Jego śmierć może być bezskuteczna choćby nawet dla jednego brata, nie daje mu spokoju. Podobna troska i zapał dręczył Teresę od Jezusa: „Jest to szczególny pociąg i skłonność, jaką mam od Pana. Mam to przekonanie, że więcej w oczach Jego waży jedna dusza, którą byśmy, z łaski i miłosierdzia Jego, pracą i modlitwą naszą Jemu pozyskali, niż wszelkie inne, jakie byśmy mogli oddać Mu usługi” (Fd. 1, 7).

O. Gabriel od św. Marii Magdaleny, karmelita bosy
Żyć Bogiem, t. III, str. 314

 

11 PAŹDZIERNIKA 2011

Wtorek

 

(Rz 1,16-25)
Ja nie wstydzę się Ewangelii, jest bowiem ona mocą Bożą ku zbawieniu dla każdego wierzącego, najpierw dla Żyda, potem dla Greka. W niej bowiem objawia się sprawiedliwość Boża, która od wiary wychodzi i ku wierze prowadzi, jak jest napisane: a sprawiedliwy z wiary żyć będzie. Albowiem gniew Boży ujawnia się z nieba na wszelką bezbożność i nieprawość tych ludzi, którzy przez nieprawość nakładają prawdzie pęta. To bowiem, co o Bogu można poznać, jawne jest wśród nich, gdyż Bóg im to ujawnił. Albowiem od stworzenia świata niewidzialne Jego przymioty - wiekuista Jego potęga oraz bóstwo - stają się widzialne dla umysłu przez Jego dzieła, tak że nie mogą się wymówić od winy. Ponieważ, choć Boga poznali, nie oddali Mu czci jako Bogu ani Mu nie dziękowali, lecz znikczemnieli w swoich myślach i zaćmione zostało bezrozumne ich serce. Podając się za mądrych stali się głupimi. I zamienili chwałę niezniszczalnego Boga na podobizny i obrazy śmiertelnego człowieka, ptaków, czworonożnych zwierząt i płazów. Dlatego wydał ich Bóg poprzez pożądania ich serc na łup nieczystości, tak iż dopuszczali się bezczeszczenia własnych ciał. Prawdę Bożą przemienili oni w kłamstwo i stworzeniu oddawali cześć, i służyli jemu, zamiast służyć Stwórcy, który jest błogosławiony na wieki. Amen.

(Ps 19,2-5)
REFREN: Niebiosa głoszą chwałę Pana Boga

Niebiosa głoszą chwałę Boga,
dzieło rąk Jego obwieszcza nieboskłon.
Dzień opowiada dniowi,
noc nocy przekazuje wiadomość.

Nie są to słowa ani nie jest to mowa,
których by dźwięku nie usłyszano:
Ich głos się rozchodzi po całej ziemi,
ich słowa aż po krańce świata.

(Hbr 4,12)
Żywe bowiem jest słowo Boże i skuteczne, zdolne osądzić pragnienia i myśli serca.

(Łk 11,37-41)
Pewien faryzeusz zaprosił Jezusa do siebie na obiad. Poszedł więc i zajął miejsce za stołem. Lecz faryzeusz, widząc to, wyraził zdziwienie, że nie obmył wpierw rąk przed posiłkiem. Na to rzekł Pan do niego: Właśnie wy, faryzeusze, dbacie o czystość zewnętrznej strony kielicha i misy, a wasze wnętrze pełne jest zdzierstwa i niegodziwości. Nierozumni! Czyż Stwórca zewnętrznej strony nie uczynił także wnętrza? Raczej dajcie to, co jest wewnątrz, na jałmużnę, a zaraz wszystko będzie dla was czyste.

 

 

Bywa, że zewnętrzne zwyczaje i praktyki religijne są pustym rytuałem. Chrześcijaństwo wskazuje inny kierunek. Bóg zaprasza nas do bliskiej więzi z sobą, rodzącej wdzięczność i nadającej autentyzm naszemu wyznawaniu wiary. To obcowanie z Nim kształtuje nasze postawy i praktyki, a nie na odwrót. Jeśli serce człowieka jest puste lub pełne zła, to w jaki sposób zewnętrzne praktyki miałyby być wyrazem jego miłości do Boga? Droga do Boga zaczyna się od nawrócenia serca.

Ks. Jarosław Ropel, „Oremus” październik 2005, s. 51

 

JEDNI DLA DRUGICH CZŁONKAMI

Panie, spraw, abym mógł pomóc dla dobra wielu, aby osiągnęli zbawienie (1 Kor 10, 33)

„Powołanie chrześcijańskie — poucza Sobór Watykański II — jest ze swej natury również powołaniem do apostolstwa” (DA 2). Będąc przez chrzest członkiem Kościoła, chrześcijanin powołany jest do współpracy dla jego dobra i rozwoju. „Podobnie jak w żywym organizmie żaden członek nie zachowuje się biernie, ale uczestnicząc w życiu ciała, bierze równocześnie udział w jego działaniu, tak i w Ciele Chrystusa, którym jest Kościół, całe Ciało <według zakresu działania właściwego każdemu członkowi przyczynia sobie wzrostu> (Ef 4, 16)” (tamże). Każdy członek jest żywy dzięki życiu, jakie otrzymuje z ciała, do którego należy, i dzieląc z nim jego życie, dzieli koniecznie także działanie, Członek całkowicie bierny byłby sparaliżowany lub martwy. Ten proces, który zachodzi mechanicznie w członkach ciała fizycznego, jakim jest ciało ludzkie, powinien urzeczywistniać się świadomie i odpowiedzialnie w każdym ochrzczonym, żywym członku Mistycznego Ciała Chrystusa. Jeśli chrześcijanin pozwala słabnąć lub zgasnąć w sobie życiu łaski i miłości, to szkodzi nie tylko sobie samemu, lecz całemu Kościołowi, obniżając w nim poziom świętości. Jeśli zaś coraz bardziej wzrasta w lasce i miłości, uświęca nie tylko siebie samego, lecz wywiera nowy wpływ na życie i świętość w całym Kościele. Rozważanie tej prawdy powinno kształtować w każdym wierzącym świadomość kościelną, dzięki której czułby się wprost zobowiązany do pracy dla dobra całego Ciała Mistycznego i działał ze względu na nie. Duchowość chrześcijańska nie może się kończyć na jednostce: nawet pustelnik lub zakonnica klauzurowa żyjący w samotności nie przestają żyć w Kościele i dla Kościoła. Ich życie duchowe jest prawdziwe o tyle tylko, o ile jest otwarte na Kościół i o ile to otwarcie przynagla ich do większej żarliwości w modlitwie i ofierze dla potrzeb całego Ludu Bożego. Kościół jest ciałem tak zgodnym i zespolonym,- „iż członka, który nie przyczynia się według swej miary do wzrostu Ciała, należy uważać za niepożytecznego tak dla siebie, jak i dla Kościoła” (tamże).

O. Gabriel od św. Marii Magdaleny, karmelita bosy
Żyć Bogiem, t. III, str. 317

 

12 PAŹDZIERNIKA 2011

Środa

 

(Rz 2,1-11)
Nie możesz wymówić się od winy, człowiecze, kimkolwiek jesteś, gdy zabierasz się do sądzenia. W jakiej bowiem sprawie sądzisz drugiego, [w tej] sam na siebie wydajesz wyrok, bo ty czynisz to samo, co osądzasz. Wiemy zaś, że sąd Boży według prawdy dosięga tych, którzy się dopuszczają takich czynów. Czy myślisz, człowiecze, co osądzasz tych, którzy się dopuszczają takich czynów, a sam czynisz to samo, że ty unikniesz potępienia Bożego? A może gardzisz bogactwem dobroci, cierpliwości i wielkoduszności Jego, nie chcąc wiedzieć, że dobroć Boża chce cię przywieść do nawrócenia? Oto przez swoją zatwardziałość i serce nieskłonne do nawrócenia skarbisz sobie gniew na dzień gniewu i objawienia się sprawiedliwego sądu Boga, który odda każdemu według uczynków jego: tym, którzy przez wytrwałość w dobrych uczynkach szukają chwały, czci i nieśmiertelności - życie wieczne; tym zaś, którzy są przekorni, za prawdą pójść nie chcą, a oddają się nieprawości - gniew i oburzenie. Ucisk i utrapienie spadnie na każdego człowieka, który dopuszcza się zła, najpierw na Żyda, a potem na Greka. Chwała zaś, cześć i pokój spotka każdego, kto czyni dobrze - najpierw Żyda, a potem Greka. Albowiem u Boga nie ma względu na osobę.

(Ps 62,2-3.6-7.9)
REFREN: Każdemu oddasz według jego czynów

Jedynie w Bogu spokój znajduje ma dusza,
od Niego przychodzi moje zbawienie.
Tylko On jest opoką i zbawieniem moim,
twierdzą moją, więc się nie zachwieję.

Jedynie w Bogu szukaj pokoju, duszo moja,
bo od Niego pochodzi moja nadzieja.
On tylko jest skałą i zbawieniem moim,
On moją twierdzą, więc się nie zachwieję.

W każdym czasie
Jemu ufaj narodzie.
Przed nim wylejcie wasze serca:
Bóg jest naszą ucieczką.

(J 10,27)
Moje owce słuchają mego głosu, Ja znam je a one idą za Mną.

(Łk 11,42-46)
Jezus powiedział do faryzeuszów i uczonych w Prawie: Biada wam, faryzeuszom, bo dajecie dziesięcinę z mięty i ruty, i z wszelkiego rodzaju jarzyny, a pomijacie sprawiedliwość i miłość Bożą. Tymczasem to należało czynić, i tamtego nie opuszczać. Biada wam, faryzeuszom, bo lubicie pierwsze miejsce w synagogach i pozdrowienia na rynku. Biada wam, bo jesteście jak groby niewidoczne, po których ludzie bezwiednie przechodzą. Wtedy odezwał się do Niego jeden z uczonych w Prawie: Nauczycielu, tymi słowami nam też ubliżasz. On odparł: I wam, uczonym w Prawie, biada! Bo wkładacie na ludzi ciężary nie do uniesienia, a sami jednym palcem ciężarów tych nie dotykacie.

 

 

Można by się zastanawiać, czy jesteśmy wobec siebie tak samo wymagający jak wobec innych ludzi? Jaką miarą mierzymy drugiego człowieka? Dzisiejsze czytania nie pozostawiają najmniejszej wątpliwości: Bóg, który mierzy miarą miłosierdzia, tego samego oczekuje od nas. Codziennie odmawiana Modlitwa Pańska, w której padają słowa: „odpuść nam nasze winy, jako i my odpuszczamy”, jest dla nas jednoznacznym wezwaniem do nawrócenia.

Ks. Jarosław Ropel, „Oremus” październik 2005, s. 54

 

POMOCNICY BOGA

O Boże, spraw, abym pracował na Twojej roli według łaski, jaka mi została dana, i na jedynym fundamencie, którym jest Jezus Chrystus (1 Kor 3, 10-11).

„Ja, Pan, tylko Ja istnieję i poza Mną nie ma żadnego Zbawcy” (Iz 43, 11). Bóg, jedyny Stwórca, jest także jedynym Zbawicielem; tylko od Niego przychodzi zbawienie. Aby je urzeczywistnić, posługuje się swoim jedynym Synem: „Bóg zesłał Syna swego Jednorodzonego na świat, abyśmy życie mieli dzięki Niemu” (1 J 4, 9). Jezus jest „posłany”, jest apostołem Ojca obowiązanym wypełnić dzieło zbawienia; On sam przedstawił się jako „Ten, którego Ojciec posłał” (J 6, 29), i mówi: „Jest wolą Tego, który Mię posłał, abym ze wszystkiego, co Mi dał, niczego nie stracił, ale żebym to wskrzesił w dniu ostatecznym” (tamże 39).

Posiany przez Ojca, aby dać ludziom życie, Jezus ze swej strony posyła swoich uczniów zobowiązując ich, by prowadzili dalej zbawcze Jego dzieło: „Jak Ojciec Mnie posłał, tak i Ja was posyłam” (J 20, 21). Od tej chwili rodzący się Kościół bierze na siebie posłannictwo apostolskie i rozszerza się na świecie kontynuując w ciągu wieków zbawczą misję Chrystusa. Tylko tak zaczyna się wielkie apostolstwo chrześcijańskie. Dlatego, mówiąc o Apostołach, św. Paweł określa ich jako „pomocników Boga” (1 Kor 3, 9; 2 Kor 6, 1): Boga, który chce zbawienia wszystkich ludzi, Jezusa, który był obowiązany urzeczywistnić je i w tym celu dobiera sobie ludzi, których odkupił.

Apostolstwo nie jest nigdy osobistą działalnością, owocem sił i zdolności ludzkich, lecz zawsze współpracą w dziele Chrystusa, który jest „źródłem i początkiem całego apostolstwa w Kościele” (DA 4). I to na każdej płaszczyźnie: począwszy od apostolstwa hierarchicznego papieża, biskupów, kapłanów aż do najmniejszego, najbardziej pokornego chrześcijanina. Jezus, „nasz wielki Bóg i Zbawiciel” (Tt 2, 13), jest zawsze jedynym Pośrednikiem, jedynym Odkupicielem, jedynym, w którym „jest zbawienie. Gdyż nie dano... żadnego imienia... w którym moglibyśmy być zbawieni” (Dz 4, 12). Każdy wierzący jest apostołem, a zatem zbawicielem tylko w tej mierze, w jakiej współpracuje, z pokorą i miłością, w zbawczym dziele Jezusa błogosławionego.

O. Gabriel od św. Marii Magdaleny, karmelita bosy
Żyć Bogiem, t. III, str. 321

 

13 PAŹDZIERNIKA 2011

Czwartek

Wspomnienie bł. Honorata Koźmińskiego, prezbitera

 

(Rz 3,21-29)
Teraz jawną się stała sprawiedliwość Boża niezależna od Prawa, poświadczona przez Prawo i Proroków. Jest to sprawiedliwość Boża przez wiarę w Jezusa Chrystusa dla wszystkich, którzy wierzą. Bo nie ma tu różnicy: wszyscy bowiem zgrzeszyli i pozbawieni są chwały Bożej, a dostępują usprawiedliwienia darmo, z Jego łaski, przez odkupienie które jest w Chrystusie Jezusie. Jego to ustanowił Bóg narzędziem przebłagania przez wiarę mocą Jego krwi. Chciał przez to okazać, że sprawidliwość Jego względem grzechów popełnionych dawniej - za dni cierpliwości Bożej - wyrażała się w odpuszczaniu ich po to, by ujawnić w obecnym czasie Jego sprawiedliwość, i [aby pokazać], że On sam jest sprawiedliwy i usprawiedliwia każdego, który wierzy w Jezusa. Gdzież więc podstawa do chlubienia się? Została uchylona! Przez jakie prawo? Czy przez prawo uczynków? Nie, przez prawo wiary. Sądzimy bowiem, że człowiek osiąga usprawiedliwienie przez wiarę, niezależnie od pełnienia nakazów Prawa. Bo czyż Bóg jest Bogiem jedynie Żydów? Czy nie również i pogan? Zapewne również i pogan.

(Ps 130,1-6)
REFREN: Bóg miłosierny daje odkupienie

Z głębokości wołam do Ciebie, Panie,
Panie, wysłuchaj głosu mego.
Nachyl Twe ucho
na głos mojego błagania.

Jeśli zachowasz pamięć o grzechach, Panie,
Panie, któż się ostoi?
Ale Ty udzielasz przebaczenia,
aby ze czcią Ci służono.

Pokładam nadzieję w Panu,
dusza moja pokłada nadzieję w Jego słowie.
Dusza moja oczekuje Pana
bardziej niż strażnicy poranka.

(J 14,6)
Ja jestem drogą prawdą, i życiem, nikt nie przychodzi do Ojca inaczej jak tylko przeze Mnie.

( Łk 11,47-54)
Jezus powiedział do faryzeuszów i uczonych w Prawie: Biada wam, ponieważ budujecie grobowce prorokom, a wasi ojcowie ich zamordowali. A tak jesteście świadkami i przytakujecie uczynkom waszych ojców, gdyż oni ich pomordowali, a wy im wznosicie grobowce. Dlatego też powiedziała Mądrość Boża: Poślę do nich proroków i apostołów, a z nich niektórych zabiją i prześladować będą. Tak na tym plemieniu będzie pomszczona krew wszystkich proroków, która została przelana od stworzenia świata, od krwi Abla aż do krwi Zachariasza, który zginął między ołtarzem a przybytkiem. Tak, mówię wam, na tym plemieniu będzie pomszczona. Biada wam, uczonym w Prawie, bo wzięliście klucze poznania; samiście nie weszli, a przeszkodziliście tym, którzy wejść chcieli. Gdy wyszedł stamtąd, uczeni w Piśmie i faryzeusze poczęli gwałtownie nastawać na Niego i wypytywać Go o wiele rzeczy. Czyhali przy tym, żeby go podchwycić na jakimś słowie.

 

 

Bóg „sam jest sprawiedliwy i usprawiedliwia każdego”. On gotów jest na wszystko dla uratowania człowieka, dla skruszenia zatwardziałego serca i pozyskania go dla miłości. Znalazł w tym gorliwego współpracownika w osobie dzisiejszego patrona, bł. Honorata (1829-1916), który z wielką cierpliwością posługiwał w konfesjonale rzeszom ludzi. Skutkiem jego działalności były nie tylko liczne nawrócenia, ale także inspirowanie penitentów do ewangelicznego radykalizmu, co zaowocowało powstaniem w trudnym okresie zaborów wielu wspólnot zakonnych, działających do dziś.

Bogna Paszkiewicz, „Oremus” październik 2005, s. 58

 

CZUĆ Z CHRYSTUSEM

O Chryste Jezu, spraw, aby mnie ożywiały uczucia podobne do Twoich (Flp 2, 5)

„Ponieważ Chrystus posłany od Ojca jest źródłem i początkiem całego apostolstwa w Kościele, przeto oczywiście owocność apostolstwa... zależy od żywotnego zjednoczenia wierzących z Chrystusem, według słów Pana: «Kto mieszka we Mnie, a Ja w nim, ten wiele owocu przynosi, bo beze Mnie nic uczynić nie możecie> (J 15, 5)” (DA 4). Nie może być mowy o skutecznej współpracy bez głębokiej zgodności, bez ścisłego zjednoczenia pomocnika z głównym działającym, tym bardziej gdy to dzieło jest wybitnie duchowe, ten zaś, kto współpracuje, otrzymuje od tego, kto kieruje, siłę i płodność dla swojego działania. To właśnie powinno dopełniać się między apostołem a Jezusem. Jezus jest szczepem winnym, apostoł jest latoroślą, wyda owoc jedynie w zależności od swojego zjednoczenia z Chrystusem; zjednoczenia, które powinno rodzić bliskość uczuć, woli, zamiarów. Do tej zasadniczej podstawy Sobór Watykański II powraca wiele razy. O seminarzystach mówi: „Mając przez święcenia upodobnić się do Chrystusa-Kapłana, niech także stylem całego życia nauczą się przylgnąć do Niego jako przyjaciele” (DFK 8). Kapłanom poleca „łączyć się z Chrystusem w uznaniu woli Ojca i w oddaniu się za trzodę im powierzoną” (DK 14); zakonnikom „prowadzić życie ukryte z Chrystusem w Bogu — stąd [bowiem] wypływa i doznaje bodźca miłość bliźniego dla zbawienia świata i budowania Kościoła” (DZ 6)j a na koniec wzywa świeckich, aby „nie oddzielali swego życia od łączności z Chrystusem, ale umacniali się w niej, wykonując swą pracę według woli Bożej” (DA 4). Oczywista jest troska Kościoła o to, aby wszyscy apostołowie pielęgnowali ścisłe i przyjacielskie zjednoczenie z Jezusem, które stopniowo doprowadzi ich do podobieństwa uczuć z Chrystusem. Jest to wewnętrzne przekształcenie, owoc miłości, miłość bowiem dąży do tego, aby upodobnić do siebie tych, którzy się miłują. Serce Chrystusa, przepełnione miłością ku ludziom, pragnie ich zbawić za wszelką cenę, a serce każdego apostoła powinno stać się podobnym do Jego Serca.

O. Gabriel od św. Marii Magdaleny, karmelita bosy
Żyć Bogiem, t. III, str. 324

 

14 PAŹDZIERNIKA 2011

Piątek

 

(Rz 4,1-8)
Zapytajmy więc, co [zyskał] Abraham, przodek nasz według ciała. Jeżeli bowiem Abraham został usprawiedliwiony z uczynków, ma powód do chlubienia się, ale nie przed Bogiem. Bo cóż mówi Pismo? Uwierzył Abraham Bogu i zostało mu to poczytane za sprawiedliwość. Otóż temu, który pracuje, poczytuje się zapłatę nie tytułem łaski, lecz należności. Temu jednak, który nie wykonuje pracy, a wierzy w Tego, co usprawiedliwia grzesznika, wiarę jego poczytuje się za tytuł do usprawiedliwienia, zgodnie z pochwałą, jaką Dawid wypowiada o człowieku, którego Bóg usprawiedliwia niezależnie od uczynków: Błogosławieni ci, których nieprawości zostały odpuszczone i których grzechy zostały zakryte. Błogosławiony mąż, któremu Pan nie poczyta grzechu.

(Ps 32,1-2.5.11)
REFREN: Tyś mą ucieczką i moją radością

Szczęśliwy człowiek,
któremu odpuszczona została nieprawość,
a jego grzech zapomniany.
Szczęśliwy ten, któremu Pan nie poczytuje winy,
a w jego duszy nie kryje się podstęp.

Grzech wyznałem Tobie
i nie ukryłem mej winy.
Rzekłem: „Wyznaję mą nieprawość Panu”
a Ty darowałeś niegodziwość mego grzechu.

Cieszcie się i weselcie
w Panu, sprawiedliwi,
radośnie śpiewajcie
wszyscy prawego serca.

(Ps 33,22)
Panie niech nas ogarnie Twoja łaska według nadziei, którą pokładamy w Tobie!

(Łk 12,1-7)
Kiedy wielotysięczne tłumy zebrały się koło Niego, tak że jedni cisnęli się na drugich, zaczął mówić najpierw do swoich uczniów: Strzeżcie się kwasu, to znaczy obłudy faryzeuszów. Nie ma bowiem nic ukrytego, co by nie wyszło na jaw, ani nic tajemnego, co by się nie stało wiadome. Dlatego wszystko, co powiedzieliście w mroku, w świetle będzie słyszane, a coście w izbie szeptali do ucha, głosić będą na dachach. Lecz mówię wam, przyjaciołom moim: Nie bójcie się tych, którzy zabijają ciało, a potem nic więcej uczynić nie mogą. Pokażę wam, kogo się macie obawiać: bójcie się Tego, który po zabiciu ma moc wtrącić do piekła. Tak, mówię wam: Tego się bójcie! Czyż nie sprzedają pięciu wróbli za dwa asy? A przecież żaden z nich nie jest zapomniany w oczach Bożych. U was zaś nawet włosy na głowie wszystkie są policzone. Nie bójcie się: jesteście ważniejsi niż wiele wróbli.

 

 

„Nie bójcie się!” Łatwo powiedzieć. Warto jednak pamiętać, że te słowa wypowiada do nas sam Jezus. Odwagę mamy czerpać nie z siebie, ale z więzi z Nim. Jezus zapewnia nas, że dla Boga „jesteśmy ważniejsi niż wiele wróbli”. W sytuacjach, gdy wydaje się, że Bóg ma dla nas tylko sprawiedliwą karę, gdy trudno powstać z upadku, gdy pokusy wydają się niezwyciężone – odwaga i ufność są Jego darem dla nas. On pragnie nam ich udzielać, ponieważ u Niego nie upadek się liczy, ale to, czy z niego powstajemy.

Ks. Jarosław Ropel, „Oremus” październik 2005, s. 61

 

CZUĆ Z KOŚCIOŁEM

Panie, daj mi łaskę, abym służył Kościołowi, Twojej umiłowanej oblubienicy, za którą wydałeś siebie samego (Ef 5, 25)

„Kościół powstał do życia w tym celu, by szerząc królestwo Chrystusowe po całej ziemi ku chwale Ojca, uczynić wszystkich ludzi uczestnikami zbawczego odkupienia i by przez nich skierować rzeczywiście cały świat do Chrystusa. Wszelka działalność Ciała Mistycznego, zmierzająca do tego celu, nazywa się apostolstwem, które Kościół sprawuje poprzez wszystkie swoje członki, jednak na różne sposoby” (DA 2). Czucie z Chrystusem nie byłoby doskonałe, gdyby nie prowadziło do czucia z Kościołem. Zgodność Życia, miłości, działania z Chrystusem żąda i zakłada równocześnie zgodność z Kościołem. W Kościele bowiem dokonuje się i przedłuża poprzez wieki zbawcze dzieło Chrystusa. Jezus powierzył Kościołowi, swojej oblubienicy, w osobie Piotra ustanowionego widzialną głową Ciała Mistycznego, swoją trzodę mówiąc: „Paś baranki moje... Paś owce moje... Paś owieczki moje” (J 21, 15-17); w osobach Apostołów zaś powierzył mu posłannictwo: „Idźcie na cały świat i głoście Ewangelię wszelkiemu stworzeniu” (Mk 16, 16); co więcej, w jego ręce złożył sakramenty: „nauczajcie wszystkie narody, udzielając im chrztu w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego” (Mt 28, 19), i uczynił go stróżem swojego prawa: „uczcie je zachowywać wszystko, co wam przykazałem” (tamże 20). Wreszcie Kościołowi Chrystus obiecał swoją nieustanną obecność: „a oto Ja jestem z wami przez wszystkie dni, aż do skończenia świata” (tamże), i pociechę Ducha Świętego: „tchnął na nich i powiedział im: <Weźmijcie Ducha Świętego!>„ (J 20, 22).

Kościół, wierny otrzymanemu posłannictwu, nie przestaje pracować na chwałę Boga i dla rozszerzenia Królestwa, starając się, aby zbawienie, którego dokonał Chrystus, Oblubieniec Kościoła, dosięgło wszystkich ludzi. Kościół wypełnia tę misję przez swoje dzieci, które są apostołami tylko o tyle, o ile działają w doskonalej zgodności z nim, dzieląc jego wysiłki, trudy, ideał. Tylko Kościół, w rzeczy samej, jest „sakramentem, czyli znakiem i narzędziem wewnętrznego zjednoczenia z Bogiem i jedności całego rodzaju ludzkiego” (KK 1), a więc sakramentem zbawienia.

O. Gabriel od św. Marii Magdaleny, karmelita bosy
Żyć Bogiem, t. III, str. 328

 

15 PAŹDZIERNIKA 2011

Sobota

Wspomnienie św. Teresy od Jezusa, dziewicy i doktora Kościoła

 

(Rz 4,13.16-18)
Nie od [wypełnienia] Prawa została uzależniona obietnica dana Abrahamowi i jego potomstwu, że będzie dziedzicem świata, ale od usprawiedliwienia z wiary. I stąd to [dziedzictwo] zależy od wiary, by było z łaski i aby w ten sposób obietnica pozostała nienaruszona dla całego potomstwa, nie tylko dla potomstwa opierającego się na Prawie, ale i dla tego, które ma wiarę Abrahama. On to jest ojcem nas wszystkich - jak jest napisane: Uczyniłem cię ojcem wielu narodów - przed obliczem Boga. Jemu on uwierzył jako Temu, który ożywia umarłych i to, co nie istnieje, powołuje do istnienia. On to wbrew nadziei uwierzył nadziei, że stanie się ojcem wielu narodów zgodnie z tym, co było powiedziane: takie będzie twoje potomstwo.

(Ps 105,6-9.42-43)
REFREN: Pan Bóg pamięta o swoim przymierzu

Potomkowie Abrahama, słudzy Jego,
synowie Jakuba, Jego wybrańcy.
Pan jest naszym Bogiem,
Jego wyroki obejmują świat cały.

Na wieki On pamięta o swoim przymierzu,
obietnicy danej tysiącu pokoleń,
o przymierzu, które zawarł z Abrahamem,
przysiędze danej Izaakowi.

Pamiętał bowiem o swym świętym słowie
danym Abrahamowi, swojemu słudze.
I wyprowadził swój lud wśród radości,
z weselem swoich wybranych.

(J 15,26b.27a)
Świadectwo o Mnie da Duch prawdy i wy także świadczyć będziecie.

(Łk 12,8-12)
Jezus powiedział do swoich uczniów: Kto się przyzna do Mnie wobec ludzi, przyzna się i Syn Człowieczy do niego wobec aniołów Bożych; a kto się Mnie wyprze wobec ludzi, tego wyprę się i Ja wobec aniołów Bożych. Każdemu, kto mówi jakieś słowo przeciw Synowi Człowieczemu, będzie przebaczone, lecz temu, kto bluźni przeciw Duchowi Świętemu, nie będzie przebaczone. Kiedy was ciągać będą do synagog, urzędów i władz, nie martwcie się, w jaki sposób albo czym macie się bronić lub co mówić, bo Duch Święty nauczy was w tej właśnie godzinie, co należy powiedzieć.

 

 

Rzecz ciekawa: dzisiejsze czytanie nie mówi, że Abraham uwierzył w Boga, ale że uwierzył Bogu – a to istotna różnica. Uwierzyć, że słowo Boga jest prawdą, że ma moc zbawiać i prowadzić ku świętości, która często wydaje się poza naszym zasięgiem... Św. Teresa od Jezusa (1515-1582), patronka dzisiejszego dnia, jako dziecko chciała być męczennicą. Ale Pan Bóg miał inny plan wobec niej. Plan, który objął całe jej życie i wiązał się z odnową zakonu karmelitańskiego. Dzięki temu, że Teresa – jak Abraham – uwierzyła Bogu i pozwoliła Mu się poprowadzić, doświadczyła Jego prawdomówności i piękna powołania, którym ją obdarzył.

Ks. Jarosław Ropel, „Oremus” październik 2005, s. 65-66

 

KTO TRWA WE MNIE, PRZYNOSI OWOC

O Panie, spraw, abym trwał w Tobie i przynosił owoc na chwałę Twoją (J 15, 5)

Sobór Watykański II mówiąc o powszechnej świętości, do której powołani zostali wszyscy wierni, ukazuje ją jako pełnię świętości osobistej, a zarazem i apostolskiej. „Na osiągnięcie tej doskonałości [miłości], wierni obracać powinni swe siły otrzymane według miary obdarowania Chrystusowego, aby idąc w Jego ślady i upodabniając się do wzoru, jakim On sam jest dla nich... z całej duszy poświęcali się chwale Bożej i służbie bliźniemu” (KK 40). Upodabniać się do Jezusa, żyć według Jego wzoru to osobisty aspekt świętości, z której wypływa bezpośrednio aspekt apostolski: poświęcać się z całej duszy chwale Bożej i służbie bliźniego. Aspektów tych jednak nie należy uważać za dwie różne rzeczywistości i niejako przydane, lecz za ściśle złączone i nierozdzielne, tworzące jedną rzeczywistość: świętość chrześcijańską.

Chrześcijanin jest święty wtedy, kiedy uczestniczy w jedynej świętości Boga, która jest miłością. Miłość Boża w człowieku jest zawsze uczestnictwem nie tylko w życiu wewnętrznym Boga, lecz także w Jego stosunku do stworzeń. Bóg objawia i udziela swojej miłości ludziom dopuszczając ich do uczestnictwa w swoim życiu i zapraszając do obcowania z sobą. W miarę jak chrześcijanin otwiera się na łaskę miłości Bożej i żyje w obcowaniu z Bogiem, ogarnia go moc tej miłości i dlatego czuje się pobudzony, by przekazywać ją braciom, aby i oni mieli „uczestnictwo z Ojcem i z Jego Synem Jezusem Chrystusem” (1 J 1, 3). Miłość chrześcijańska jest z natury swojej rozlewna: albo jest apostolska, albo zgoła nie jest świętością; pobudka bowiem miłości, z której wypływa, nie może być ograniczona ani stłumiona. Ona prowadzi do uczestnictwa z Bogiem i braćmi, do oddania się Bogu i braciom, powtarzając bieg, jaki miłość ma w swym Bogu i w Jezusie, Słowie wcielonym: miłość na chwałę Boga i na zbawienie ludzi.

O. Gabriel od św. Marii Magdaleny, karmelita bosy
Żyć Bogiem, t. III, str. 331

 

 

» Przypominamy o możliwości bezpłatnej elektronicznej prenumeraty „Czytań na każdy dzień” – szczegóły na stronie Prenumerata.

» Powrót na stronę główną „Czytań”

 

 

© 1996–2011 www.mateusz.pl