www.mateusz.pl/czytania

23 CZERWCA 2013

XII niedziela zwykła

 

Dzisiejsze czytania: Za 12,10-11; Ps 63,2-6.8-9; Ga 3,26-29; Łk 9,23 ; Łk 9,18-24

Rozważania i homilie: Oremus · ks. M. Pohl · ks. E. Staniek · O. Gabriel od św. Marii Magdaleny OCD

 

(Za 12,10-11)
Na dom Dawida i na mieszkańców Jeruzalem wyleję Ducha pobożności. Będą patrzeć na tego, którego przebili, i boleć będą nad nim, jak się boleje nad jedynakiem, i płakać będą nad nim, jak się płacze nad pierworodnym. W owym dniu będzie wielki płacz w Jeruzalem, podobny do płaczu w Hadad-Rimmon na równinie Megiddo.

(Ps 63,2-6.8-9)
REFREN: Ciebie, mój Boże, pragnie moja dusza

Boże, Ty Boże mój, szukam Ciebie
i pragnie Ciebie moja dusza.
Ciało moje tęskni za Tobą,
jak ziemia zeschła i łaknąca wody.

Oto wpatruję się w Ciebie w świątyni,
by ujrzeć Twą potęgę i chwałę.
Twoja łaska cenniejsza od życia,
więc sławić Cię będą moje wargi.

Będę Cię wielbił przez całe moje życie
i wzniosę ręce w imię Twoje.
Moja dusza syci się obficie,
a usta Cię wielbią radosnymi wargami.

Bo stałeś się dla mnie pomocą
i w cieniu Twych skrzydeł wołam radośnie:
do Ciebie lgnie moja dusza,
prawica Twoja mnie wspiera.

(Ga 3,26-29)
Wszyscy bowiem dzięki wierze jesteście synami Bożymi w Chrystusie Jezusie. Bo wy wszyscy, którzy zostaliście ochrzczeni w Chrystusie, przyoblekliście się w Chrystusa. Nie ma już Żyda ani poganina, nie ma już niewolnika ani człowieka wolnego, nie ma już mężczyzny ani kobiety, wszyscy bowiem jesteście kimś jednym w Chrystusie Jezusie. Jeżeli zaś należycie do Chrystusa, to jesteście też potomstwem Abrahama i zgodnie z obietnicą dziedzicami.

(Łk 9,23)
Jeśli kto chce iść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech weźmie krzyż swój i niech Mnie naśladuje.

(Łk 9,18-24)
Gdy Jezus modlił się na osobności, a byli z Nim uczniowie, zwrócił się do nich z zapytaniem: Za kogo uważają Mnie tłumy? Oni odpowiedzieli: Za Jana Chrzciciela; inni za Eliasza; jeszcze inni mówią, że któryś z dawnych proroków zmartwychwstał. Zapytał ich: A wy za kogo Mnie uważacie? Piotr odpowiedział: Za Mesjasza Bożego. Wtedy surowo im przykazał i napomniał ich, żeby nikomu o tym nie mówili. I dodał: Syn Człowieczy musi wiele wycierpieć: będzie odrzucony przez starszyznę, arcykapłanów i uczonych w Piśmie; będzie zabity, a trzeciego dnia zmartwychwstanie. Potem mówił do wszystkich: Jeśli kto chce iść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech co dnia bierze krzyż swój i niech Mnie naśladuje! Bo kto chce zachować swoje życie, straci je, a kto straci swe życie z mego powodu, ten je zachowa.

 

 

Pytając: „A wy za kogo Mnie uważacie?”, Jezus nie oczekuje dziś od nas formułek, ale refleksji, na ile rzeczywiście On jest dla nas ważny. Czy moja więź z Nim jest na tyle mocna, że potrafię nad Nim zapłakać jak nad własnym dzieckiem, zatęsknić za Nim całym sobą? Czy ze względu na Niego potrafię pozbyć się uprzedzeń wobec drugiego człowieka, wierząc, że wszyscy jesteśmy braćmi i siostrami? Eucharystia, którą rozpoczynamy, daje nam kolejną szansę przejścia od teorii do doświadczenia, do wiary, do gotowości zaparcia się siebie.

Mira Majdan, „Oremus” czerwiec 2004, s. 85

 

„Za kogo Mnie uważacie?”

W tym słynnym dialogu z dzisiejszej Ewangelii, Jezus przeprowadził swoisty sondaż: za kogo uważają Go ludzie. Wyniki tego sondażu były potrzebne Jezusowi do trzech celów: do przetestowania wiary Apostołów, do sprostowania błędnych wyobrażeń Mesjasza i do ukazania ideału chrześcijańskiego życia. Cele te są nadal aktualne i warto dać Chrystusowi szansę, aby mógł je zrealizować względem nas samych. Spróbujmy więc przeprowadzić wspólnie ten eksperyment.

W punkcie wyjścia zbadajmy swoje przeciętne, bezrefleksyjne opinie o Jezusie. A więc: Syn Boży, Zbawiciel, Bóg-Człowiek, Odkupiciel Człowieka, Druga Osoba Trójcy Świętej… Są to czywiście odpowiedzi poprawne, stoi za nimi autorytet i wiara Kościoła. Ale są to zarazem odpowiedzi beznamiętne i martwe, odpowiedzi, które nic nie kosztują, nie znaczą i na nic nie wpływają. Tymczasem Jezus chce, aby ta odpowiedź była zarazem wyznaniem wiary, żeby coś z niej wynikało.

I dlatego w drugim etapie naszego eksperymentu spróbujmy zdobyć się na chwilę modlitwy i refleksji, otwórzmy się na działanie Ducha Świętego i pozwólmy, aby teraz On podsunął nam odpowiedź. Być może, będzie ona brzmiała identycznie co do słów, ale zawartość treściowa każdego słowa prawdopodobnie będzie teraz zupełnie inna. Nie będą to już bowiem tylko katechizmowe cytaty, lecz osobiste wyznania wiary. Poznać je można po tym, że towarzyszy im miłość, ufność, wewnętrzny pokój i radość, poczucie, że Jezus jest blisko i że nie jestem Mu obojętny.

Ale to jeszcze nie koniec. Takie osobiste wyznanie wiary trzeba jeszcze rozwinąć poprzez refleksję i konfrontację ze Słowem Bożym. Owocem tego będzie lepsza znajomość Boga, zbliżenie się do Prawdy. Albowiem wiara nie wyczerpuje się tylko w poczuciu ufności, miłości i bezpieczeństwa. Wiara to także poznanie prawdy o Bogu. Jeśli kogoś kocham, to będę pragnąć go coraz lepiej poznać, wiedzieć, kim jest, co lubi, jakie ma poglądy, jak wygląda jego życie.

Tak samo jest z Jezusem. Kiedy doświadczę Jego żywej obecności, będę chciał tę obecność zrozumieć, zobaczyć, co z niej wynika, dowiedzieć się czegoś więcej o Nim. Jeśli spotkanie z Jezusem było autentycznym przeżyciem, a nie tylko wzruszającym, uczuciowym seansem, powinno ono zaowocować pragnieniem poznania Jezusa i Jego nauki. W przeciwnym razie grozi nam zamknięcie się w subiektywnych emocjach, pogoń za wzruszeniami, egzaltacja i dziwactwo religijne.

Tymczasem Jezus chce, żeby autentyczna wiara pociągała za sobą postawę trzeźwego i konsekwentnego wypełniania Bożej woli. Dlatego najpierw daje przykład sam na sobie: Mesjasz to ten, który wypełnia do końca wolę Bożą – nawet, jeśli oznacza ona krzyż – a nie idol i maskotka tłumów. Mesjasz ofiarowuje człowiekowi swoją miłość i dar zbawienia, ale oczekuje twardej wiary i posłuszeństwa. Bez tego nie da się przyjąć zbawienia, ani iść Bożą drogą.

Ci, którzy chcą naśladować Chrystusa, muszą być gotowi wziąć swój krzyż i upodobnić swoje życie do życia Zbawiciela. Wymaga to na pewno samozaparcia i wielkiego zaufania do Boga. Trzeba bowiem będzie zrezygnować z wielu ludzkich wyobrażeń i pragnień, mitów i złudzeń. Chrystus je zdemaskował i skorygował swoją nauką, objawieniem prawdy o sobie, o człowieku, o życiu i zbawieniu. Kto tę prawdę przyjmie i zrozumie, znajdzie moc do przezwyciężenia największych przeszkód i dźwigania najcięższego krzyża. Bo będzie wiedział, że Chrystus idzie z nim.

Ks. Mariusz Pohl

 

Bóg objawia siebie w człowieku

Podstawowy dramat ludzkości tkwi nie tyle w ateizmie, ile w braku szacunku i miłości wobec drugiego człowieka. Ateizm jest owocem braku miłości człowieka. Syn Boga przychodząc na ziemię postanowił pomóc ludziom w przezwyciężeniu tego kryzysu miłości. Wiedział, że jeśli ludzie odniosą się do siebie wzajemnie z szacunkiem, wówczas znacznie łatwiej będzie im zachować Boże prawo i odkryć związek, jaki ich łączy ze Stwórcą.

Aby osiągnąć cel swego zbawczego działania, stał się człowiekiem. Odtąd odniesienie do człowieka, Syna Maryi z Nazaretu, stało się równocześnie odniesieniem do samego Boga. Cześć i szacunek wobec Niego jest szacunkiem wobec Boga. Przeszedł całą drogę ludzkiego życia chcąc ukazać wszystkie relacje, jakie mogą zaistnieć między ludźmi. Był maleńkim płodem ukrytym pod sercem kobiety, przeżył narodziny, szukał pokarmu w piersi Matki, czekał na podanie ręki, gdy uczył się stawiać pierwsze kroki. Uczęszczał do szkoły, pomagał rodzicom, nauczał, cierpiał, został odrzucony, popadł w konflikt z władzą religijną i państwową, znalazł się w rękach zdrajcy i plutonu egzekucyjnego. Czekał na dobrych ludzi, którzy przygotują Jego ciało do pogrzebu. Przeszedł drogę człowieka od poczęcia po grób, wszędzie przeżywając napięcie, jakie istnieje między miłością i szacunkiem, jakim Go darzyli jedni, a nienawiścią i poniżeniem, jakie Go spotkało od drugich.

Każdy gest wobec Jezusa był gestem nie tylko wobec człowieka, lecz i Boga. Odtąd w chrześcijaństwie religia jest ściśle złączona z moralnością, odniesienie do Boga z odniesieniem do człowieka. Nie można otoczyć szacunkiem człowieka — nie obejmując nim równocześnie Boga, i nie można skrzywdzić człowieka, nie krzywdząc Boga.

Niewielu jednak dostrzega ten podstawowy warunek spotkania z Bogiem, jakim jest spotkanie z człowiekiem na płaszczyźnie szacunku i przyjaźni. Im pełniej ktoś dorasta do spotkania z drugim człowiekiem na płaszczyźnie przyjaźni, tym łatwiej mu spotkać się z Bogiem. Wielu sięga po modlitwę, czytanie Pisma Świętego, nawet sakramenty, a ich życie religijne marnie się rozwija — ponieważ zabrakło właściwego odniesienia do drugiego człowieka. Jeśli potrafią je uwzględnić i udoskonalić, Ewangelia staje się dla nich rewelacyjną Księgą objawiającą tajemnice Boga i tajemnice człowieka. W Jezusie Chrystusie odkryją prawdę dotyczącą właściwego odniesienia zarówno do Stwórcy, jak i do ludzi.

Zbyt często chrześcijanie szukają objawienia Boga w cudownych znakach, zapominając, że objawia się On przede wszystkim w człowieku. Zamiast pogoni za nadzwyczajnymi znakami, trzeba po prostu z większym szacunkiem podejść do drugiego człowieka, by przez niego zbliżyć się do Boga.

Ks. Edward Staniek

 

„Jeśli kto chce iść za Mną”

Długo trwa proces odkrywania tajemnicy Ewangelii. Początkowo człowiek słucha opowieści o Jezusie tak, jak się słucha relacji o wydarzeniach sprzed wieków, a więc o Napoleonie, Jagielle, Bolesławie Chrobrym, Kleopatrze czy Pitagorasie. Na drugim etapie czytelnik Ewangelii odkrywa wyjątkowe piękno nauki Mistrza z Nazaretu. Zestawia je ze wskazaniami głośnych filozofów i założycieli innych religii, by odkryć, że bogactwo nauk Jezusa nie ma sobie równego. Na trzecim etapie pojawia się pytanie: Kim On właściwie jest? Czytelnika Ewangelii interesuje tajemnica Chrystusa. Nauka, którą przekazuje, nie da się ująć w czysto ludzkie kategorie, przerasta wszystko, co człowiek może wymyślić.

Odkrycie tajemnicy Bóstwa i Człowieczeństwa w Chrystusie stanowi punkt zwrotny w czytaniu Ewangelii. Po tym odkryciu trzeba się opowiedzieć za Chrystusem lub uciec od Niego możliwie jak najdalej. Ten, kto dochowa Mu wierności, wchodzi w ewangeliczny świat. Zaczyna odkrywać różne relacje ludzi do Chrystusa, od wielkiej miłości, jaką Go darzy Matka, Jan Chrzciciel, dom Łazarza, aż po skrajną nienawiść, jaką dyszą przeciw Niemu arcykapłani i Sanhedryn. Na tym etapie lektura Ewangelii staje się pasjonującą przygodą. Można śledzić, jak sprytnie wrogowie zastawiają na Jezusa sieci i jak jeszcze sprytniej Chrystus się z nich wydostaje, aż do czasu, gdy nadeszła Jego godzina i zgodził się na klęskę, by przez nią odnieść ostateczne zwycięstwo.

Taka lektura Ewangelii konsekwentnie prowadzi do odkrycia ewangelicznego świata istniejącego obok nas. Kto wędruje za Chrystusem krok w krok, napotyka na drodze swego życia ludzi wielkich na miarę przyjaciół z domu Łazarza, ale spotyka się również oko w oko ze wszystkimi wrogami Jezusa. I na jego drodze stają faryzeusze, obłudni uczeni w Piśmie; przeciw niemu występują przedstawiciele władzy, Kajfasz, Annasz, Piłat, Herod, i jego czeka gorzki pocałunek zdrady Judasza.

Świat Ewangelii jest ciągle realny, a w nim równie realna jest wytyczona przez Chrystusa droga, na którą Jezus i dziś wzywa każdego z nas indywidualnie słowami: „Pójdź za Mną”. Gdy na tej drodze kamienie zaczynają świstać koło głowy, a człowiek przeżywając godzinę lęku, zastanawia się, czy wybrał dobrą drogę, Jezus jest blisko i uśmiechając się powiada: „Pójdź za Mną”. Dopiero w tych krytycznych momentach człowiek zaczyna rozumieć, że wszyscy żyjemy w świecie Ewangelii, tylko bardzo różna jest w nim nasza obecność. Niewielu idzie wiernie za Mistrzem z Nazaretu. Proporcje są takie same jak dwa tysiące lat temu. Wędrowały za Nim tłumy, i te same tłumy wymusiły na Piłacie Jego śmierć. W najwyższym trybunale sprawiedliwości, tylko dwie osoby, Józef z Arymatei i Nikodem, miały odwagę opowiedzieć się po Jego stronie. Reszta wystąpiła przeciw Niemu.

I dziś jest znacznie więcej ludzi, którzy podobnie jak Piłat umywają ręce od odpowiedzialności za prawdę, niż tych, którzy staną wiernie pod krzyżem. Każdy, kto tylko chce, może z łatwością odnaleźć się w Ewangelii, przy Chrystusie lub przeciw Niemu, a najłatwiej w obojętnym tłumie. Dziś można spotkać tysiące pseudochrześcijan, którzy koniecznie chcą udowodnić, że można żyć w świecie Ewangelii omijając Golgotę. Oczywiście, że można. Wielu ludzi, o których jest mowa w Ewangelii, nie weszło na Golgotę. Nie uczynił tego ani Herod, ani Piłat, ani Judasz, ani Annasz, ani Kajfasz. Nie uczynili tego faryzeusze ani uczeni w Piśmie, ani tysiące Żydów przybyłych do Jerozolimy na święta. Nikt z nich dobrowolnie tej drogi nie wybrał. Tylko niewielka garstka Jego uczniów dobrowolnie wybrała ścieżkę, którą wytyczył Mistrz. Dziś po dwudziestu wiekach Kościół otacza ich chwałą największych bohaterów.

Judasz doskonale znał naukę Jezusa — i co z tego? Faryzeusze i uczeni w Piśmie dyskutujący z Chrystusem, dobrze znali Jego godność i poglądy — i co z tego? Ewangelia to nie wiedza o Chrystusie. Ewangelia to Jego droga, którą trzeba przejść od początku do końca. Od Chrystusowego „Pójdź za Mną”, przez Golgotę, aż do chwały zmartwychwstania. Tylko na tej drodze, tracąc życie z powodu Chrystusa, można je zachować.

Ks. Edward Staniek

 

O Panie, dusza moja doznaje ucisku i tęskni do Ciebie (Ps 63, 9)

Prorok Zachariasz tęskni, mówiąc o czasach Mesjasza; opisał je jako okres, w którym Bóg miał wylać na Jerozolimę „Ducha łaski i przebłagania” (12, 10). Lecz radość ta zostanie zakłócona gwałtowną śmiercią tajemniczej osobistości: „Tego, którego przebili” (tamże), będzie gorzko opłakiwał cały lud. Jest to przepowiednia o cierpiącym Mesjaszu, która niejako powtarza proroctwa Izajasza o Słudze Pańskim „przebitym za nasze grzechy, zdruzgotanym za nasze winy” (53, 5). Jan, będąc przy śmierci Jezusa, wspomni słowa Zachariasza, a potem napisze je w swojej ewangelii, by potwierdzić, że w Chrystusie ukrzyżowanym i przebitym włócznią wypełniło się Pismo (J 19, 37). Sam Jezus pierwszy uczynił to zestawienie, gdy chcąc dać swoim uczniom dokładne pojęcie o swojej osobie i misji, zapowiedział swoje cierpienia.

Przy końcu pierwszego roku swojej działalności apostolskiej, Jezus zbiera przy sobie uczniów i spędziwszy z nimi jakiś czas na modlitwie — ponieważ nikt nie może pojąć Chrystusa, jeśli Ojciec go nie oświeci — uchyla zasłony okrywającej Jego tajemnicę. Przede wszystkim pyta ich: „Za kogo uważają Mnie tłumy?... A wy?” (Łk 9, 18. 20). Jeśli tłumy uważają Go za proroka, uczniowie dopuszczeni do zażyłości z Nim, świadkowie Jego cudów, dla których szczególnie była przeznaczona Jego nauka, powinni rozumieć coś więcej. I Piotr odpowiada za wszystkich: „za Mesjasza Bożego” (tamże). Odpowiedź jest dokładna; jest to echo proroctwa Izajasza o „Pomazańcu Pańskim” posłanym „głosić dobrą nowinę ubogim” (61, 1). Lecz to nie wszystko. Jezus uzupełnia ją po raz pierwszy zapowiedzią swojej męki: „Syn Człowieczy musi wiele wycierpieć: będzie zabity” (Łk 9, 22). Przedstawia się jako Sługa Pański, który będzie „wzgardzony i odepchnięty przez ludzi, mąż boleści, oswojony z cierpieniem” (Iz 53, 3). Dla uczniów, którzy podobnie jak ich współziomkowie myśleli jedynie o Mesjaszu-królu, to objawienie musiało być bardzo przykre i kłopotliwe. Lecz Jezus nie cofa się, owszem, zapowiada jeszcze, że również oni muszą iść drogą cierpienia: „Jeśli kto chce iść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech co dnia weźmie krzyż swój i niech Mnie naśladuje” (Łk 9, 23). On pójdzie naprzód, aby dać przykład, i pierwszy poniesie krzyż; kto chce być Jego uczniem, musi Go naśladować, i to nie tylko raz, lecz „co dnia”, zapierając się siebie samego — swej woli, skłonności, upodobań — aby stać się podobnym do Mistrza cierpiącego i ukrzyżowanego. „Wy wszyscy, którzy zostaliście ochrzczeni w Chrystusie — mówi św. Paweł — przyoblekliście się w Chrystusa” (Ga 3, 27) — przyoblekliście się w Jego mękę i Jego śmierć. Chrześcijanin ochrzczony w śmierci Chrystusa powinien żyć na podobieństwo Tego, który zanim został uwielbiony, był „mężem boleści”. I jak końcem męki Pana było radosne zmartwychwstanie, tak też chrześcijanin, który poniesie krzyż dochodząc aż do utraty własnego życia dla Jezusa, ocali je odnajdując je w Nim w wiecznej chwale.

O. Gabriel od św. Marii Magdaleny, karmelita bosy
Żyć Bogiem, t. II, str. 304

 

 

» Przypominamy o możliwości bezpłatnej elektronicznej prenumeraty „Czytań na każdy dzień” – szczegóły na stronie Prenumerata.

» Powrót na stronę główną „Czytań”

 

 

© 1996–2013 www.mateusz.pl