www.mateusz.pl/czytania

25 SIERPNIA 2013

XXI niedziela zwykła

 

Dzisiejsze czytania: Iz 66,18-21; Ps 117,1-2; Hbr 12,5-7.11-13; J 14,6; Łk 13,22-30

Rozważania i homilie: Oremus · ks. M. Pohl · ks. E. Staniek · O. Gabriel od św. Marii Magdaleny OCD

 

(Iz 66,18-21)
Ja znam ich czyny i zamysły. Przybędę, by zebrać wszystkie narody i języki; przyjdą i ujrzą moją chwałę. Ustanowię u nich znak i wyślę niektórych ocalałych z nich do narodów Tarszisz, Put, Meszek i Rosz, Tubal i Jawan, do wysp dalekich, które nie słyszały mojej sławy ani nie widziały mojej chwały. Oni ogłoszą chwałę moją wśród narodów. Z wszelkich narodów przyprowadzą jako dar dla Pana wszystkich waszych braci - na koniach, na wozach, w lektykach, na mułach i na dromaderach - na moją świętą górę w Jeruzalem - mówi Pan - podobnie jak Izraelici przynoszą ofiarę z pokarmów w czystych naczyni. Z nich także wezmę sobie niektórych jako kapłanów i lewitów - mówi Pan.

(Ps 117,1-2)
REFREN: Całemu światu głoście Ewangelię

Chwalcie Pana, wszystkie narody,
wysławiajcie Go wszystkie ludy,
bo potężna nad wami Jego łaska,
a wierność Pana trwa na wieki.

(Hbr 12,5-7.11-13)
Zapomnieliście o upomnieniu, z jakim się zwraca do was, jako do synów: Synu mój, nie lekceważ karania Pana, nie upadaj na duchu, gdy On cię doświadcza. Bo kogo miłuje Pan, tego karze, chłoszcze zaś każdego, którego za syna przyjmuje. Trwajcież w karności! Bóg obchodzi się z wami jak z dziećmi. Jakiż to bowiem syn, którego by ojciec nie karcił? Jeśli jesteście bez karania, którego uczestnikami stali się wszyscy, nie jesteście synami, ale dziećmi nieprawymi. Zresztą, jeśliśmy cenili i szanowali ojców naszych według ciała, mimo że nas karcili, czyż nie bardziej winniśmy posłuszeństwo Ojcu dusz, a żyć będziemy? Tamci karcili nas według swej woli na czas znikomych dni. Ten zaś czyni to dla naszego dobra, aby nas uczynić uczestnikami swojej świętości. Wszelkie karcenie na razie nie wydaje się radosne, ale smutne, potem jednak przynosi tym, którzy go doświadczyli, błogi plon sprawiedliwości. Dlatego wyprostujcie opadłe ręce i osłabłe kolana! Proste czyńcie ślady nogami, aby kto chromy nie zbłądził, ale był raczej uzdrowiony.

(J 14,6)
Ja jestem drogą i prawdą, i życiem. Nikt nie przychodzi do Ojca inaczej jak tylko przeze Mnie.

(Łk 13,22-30)
Jezus nauczając, szedł przez miasta i wsie i odbywał swą podróż do Jerozolimy. Raz ktoś Go zapytał: Panie, czy tylko nieliczni będą zbawieni? On rzekł do nich: Usiłujcie wejść przez ciasne drzwi; gdyż wielu, powiadam wam, będzie chciało wejść, a nie będą mogli. Skoro Pan domu wstanie i drzwi zamknie, wówczas stojąc na dworze, zaczniecie kołatać do drzwi i wołać: Panie, otwórz nam! lecz On wam odpowie: Nie wiem, skąd jesteście. Wtedy zaczniecie mówić: Przecież jadaliśmy i piliśmy z Tobą, i na ulicach naszych nauczałeś. Lecz On rzecze: Powiadam wam, nie wiem, skąd jesteście. Odstąpcie ode Mnie wszyscy opuszczający się niesprawiedliwości! Tam będzie płacz i zgrzytanie zębów, gdy ujrzycie Abrahama, Izaaka i Jakuba, i wszystkich proroków w królestwie Bożym, a siebie samych precz wyrzuconych. Przyjdą ze wschodu i zachodu, z północy i południa i siądą za stołem w królestwie Bożym. Tak oto są ostatni, którzy będą pierwszymi, i są pierwsi, którzy będą ostatnimi.

 

 

W obliczu bolesnego i nieoczekiwanego doświadczenia pytamy: Dlaczego? Co złego zrobiłem? Słowo Boże dzisiejszej niedzieli odpowiada na te pytania: „Bo tego Pan miłuje, kogo karze, chłoszcze każdego, którego za syna przyjmuje”. Bóg jest mądrym Ojcem i Wychowawcą, który przez doświadczenia i próby prowadzi nas do zbawienia. Przyjmijmy Jego słowo jako słowo nadziei, miłości i życia.

Ks. Dariusz Kwiatkowski, „Oremus” sierpień 2004, s. 102

 

Kto będzie zbawiony?

Czy tylko nieliczni będą zbawieni? To pełne obawy pytanie było prawdopodobnie spowodowane zbyt ciasnym i jednostronnym zrozumieniem nauki Chrystusa: w duchu prawa Starego Testamentu. Faktycznie, jeśli nauczanie Chrystusa pojmiemy tylko w kategoriach sztywnych przepisów, które człowiek ma ściśle wypełnić, okażą się one niewykonalne. Ot chociażby to słynne zdanie o odcięciu ręki czy nadstawianiu drugiego policzka. Jeśli zinterpretuje się je jako przepis prawny, będzie to najsurowsze i najokrutniejsze prawo świata.

Ale Chrystus nie chciał tworzyć nowego kodeksu, nowego zbioru ścisłych instrukcji, które nie pozostawiłyby ludziom ani centymetra wolnej przestrzeni. Jezus sformułował pewne ogólne zasady, wytyczył pewien kierunek, dał człowiekowi mapę i kompas i powiedział: trzymaj się tego, jeśli chcesz dojść do celu. Dał nam także swego Ducha, który ma nam wszystko przypominać i uczyć nas właściwego zrozumienia Jego słów. Przy pomocy rozumu i sumienia oświeconego przez Ducha Świętego potrafimy właściwie ocenić swoją sytuację i wybrać rozwiązanie.

Ale sama wiedza i nawet dobre chęci jeszcze nie wystarczą. Dopiero Duch Święty może uzdolnić człowieka do wypełnienia Ewangelii. Bez niego traci Ona w zasadzie swój sens, bo jest niewykonalna. W Ewangelii bowiem najważniejsze jest to, że to Bóg wziął w swoje ręce sprawę naszego zbawienia. To nie my mamy się zbawić, lecz zbawi nas Bóg. My mamy jedynie przyjąć Jego dar zbawienia i wszystkie wynikające stąd konsekwencje.

Gdy zrozumiemy to wszystko i zaczniemy wprowadzać w życie, wtedy to początkowe pytanie straci swój sens. Człowiek, który zaufa całkowicie Chrystusowi i pozwoli się prowadzić Duchowi Świętemu, będzie miał stuprocentową pewność zbawienia. Nieraz boimy się tej pewności i uważamy ją za zuchwalstwo, ale świadczy to tylko, że źródła zbawienia upatrujemy w sobie samych. Jeśli wiemy, że zbawienie jest darem miłości Boga, wtedy raczej zwątpienie okaże się obelgą dla Boga.

Jednakże wielu z nas, rozumiejących Ewangelię powierzchownie i prawniczo, to pytanie – może w bardziej konkretnej postaci: kto będzie zbawiony? czy ja będę zbawiony? – chciałoby postawić i usłyszeć odpowiedź. Ciekawe jednak, kto z nas potrafiłby sobie taką odpowiedź wyobrazić. Bo co by to miało znaczyć: tak, ja będę zbawiony. Czy wobec tego nie musiałbym się już o nic martwić, bo bilet do nieba miałbym w kieszeni? Albo: nie będę zbawiony. Więc nic już w moim życiu nie miałoby mieć sensu? Po prostu, takiej odpowiedzi nie ma, bo zależy ona zawsze od naszego aktualnego „kursu”: czy żyję z Bogiem, czy bez Boga.

I właśnie tak odpowiedział wtedy Jezus i jest to jedyna, sensowna odpowiedź: Nie powiem wam, kto będzie zbawiony, ale powiem co ty masz robić, jeśli chcesz być zbawiony. Musisz trafić i dopasować się do ciasnych drzwi, to znaczy musisz zrozumieć jedno: że Bóg chce cię zbawić! Gdy to zrozumiesz i dowiesz się ze Słowa Bożego w jaki sposób chce to zrobić., reszta będzie już stosunkowo prosta. Bóg sam będzie cię prowadził.

Jeśli natomiast będziesz chciał liczyć na jakieś formalne względy, wątpliwe zasługi czy przywileje, wtedy żadne gwarancje ci nie pomogą, bo takich gwarancji nie ma! Pozostanie ci tylko lęk i gorączkowe budowanie pozornych zabezpieczeń, które i tak na nic się nie zdadzą.

Ks. Mariusz Pohl

 

Ciasne drzwi

Ilu ludzi zostanie zbawionych? Pytanie nurtujące wszystkich wierzących. Odpowiedzi padają różne — jedni widzą nielicznych, inni chcieliby spotkać w niebie wszystkich. Pytanie to postawiono również Jezusowi. Ten odpowiedział przez porównanie.

Istnieją ciasne drzwi i kto przez nie przejdzie, dostąpi zbawienia. Skoro drzwi są ciasne, należy przez nie przechodzić pojedynczo, a do tego możliwie bez żadnego bagażu, bo wszystko, co obciąża człowieka, może uniemożliwić przejście. Dobrze rozumieją to porównanie grotołazi, którzy muszą niejednokrotnie z wielkim trudem przeciskać się szczeliną skalną, by dotrzeć do następnej podziemnej komnaty.

Ciasnota drzwi wiodących do zbawienia to jeszcze nie wszystko. One są otwarte tylko do czasu. Kto się spóźni, ten traci szansę na zbawienie. Jezus wzywa do wykorzystania czasu. Chrześcijanin winien się spieszyć, by osiągnąć zbawienie. Dla niego musi to być sprawa najpilniejsza. Liczenie się z ograniczonymi możliwościami czasowymi to jeden z warunków mądrego wykorzystania życia.

Najważniejsze jednak jest to, że sama znajomość Jezusa w czasie doczesnego życia nie wystarcza do zbawienia. Tu na ziemi istnieje możliwość pozostawania w kontakcie z Chrystusem bez szans wykorzystania w godzinie najważniejszej, gdy dojdziemy do zamkniętych drzwi. Nic nie pomoże tłumaczenie, że byliśmy ochrzczeni, że ślub nasz był w kościele, że rok w rok otwieraliśmy drzwi kapłanowi, który przychodził z błogosławieństwem domu w okresie kolędy. Nie pomoże powoływanie się na udział w procesjach, nie pomogą nasze oklaski dla Papieża, życzenia przy opłatku w wigilijny wieczór. Chrystus nie udziela zbawienia za same znajomości. Potrzebna jest nasza sprawiedliwość. To ona — oparta na wierze i dobrych czynach — otwiera drzwi zbawienia. Znajomości nie wystarczą. Potrzebne są ręce wolne od kradzieży i krzywdy, usta wolne od kłamstwa, serce proste i wypełnione miłością bliźniego.

Słowa Jezusa są twarde: „Odstąpcie ode Mnie wszyscy dopuszczający się niesprawiedliwości!” oraz „Nie wiem, skąd jesteście”. One wypełnią serca nieszczęśliwych rozpaczą. Rozpocznie się płacz. Kto jednak jest winny? Wiedzieli, że powinni przejść przez ciasną bramę, wiedzieli, że należy się spieszyć, bo drzwi zostaną zamknięte. Jeśli nie weszli, to wyłącznie ich wina.

Obietnice wiary objawiają się w całej ostrości dopiero w momencie ich spełnienia. Tak będzie z radością zbawionych, którzy zostaną oczarowani przyjęciem, jakie zgotował im Bóg, i tak będzie z przerażającą rozpaczą tych, którzy tego zbawienia nie dostąpią. Ich smutek pogłębi jeszcze fakt, że zostaną dopuszczeni do oglądania szczęścia, jakie im było przygotowane, a które z własnej winy utracili. „Ujrzycie Abrahama, Izaaka i Jakuba, i wszystkich proroków w królestwie Bożym, a siebie samych precz wyrzuconych”.

Jezus nie odpowiada na pytanie, ilu ludzi zostanie zbawionych. Jest to tajemnica, którą zna jedynie Bóg, i nam jej poznanie nie jest potrzebne. Posługując się przypowieścią o ciasnych drzwiach pragnie, jako dobry pedagog, wezwać nas do mobilizacji wszystkich sił, byśmy zbawienie osiągnęli. Faktycznie bowiem nie chodzi o to, by wiedzieć, ilu zostanie zbawionych, lecz by samemu do zbawionych należeć.

Ks. Edward Staniek

 

Święta punktualność

Sądzę, że każdy z nas przeżył taki moment, kiedy dzieliły go tylko dwa kroki od drzwi do autobusu i nie udało się wsiąść. Drzwi się zamknęły, autobus odjechał. Boleśnie przeżywamy taki dramat, kiedy przed nami zamknie drzwi pociąg ekspresowy, a my mieliśmy w danym dniu pozałatwiać w Warszawie wiele spraw. Kiedyś obserwowałem, jak kobieta rwała włosy na głowie, ponieważ przybyła za późno na lotnisko, samolot do Stanów Zjednoczonych odleciał, a ona kupiła bilet za pożyczone pieniądze.

Są drzwi, które się przed nami zamykają. Spóźniamy się o sekundę, stoimy bezradni. Te zamykające się drzwi mają nam przypomnieć ewangeliczne drzwi. Te jedne jedyne, do których nie możemy się spóźnić. Na ziemi większość spóźnień można nadrobić. Drzwi szczęśliwej wieczności zamykają się na zawsze. Na swoje życie trzeba patrzeć w perspektywie tych ostatnich drzwi. Po drodze nic nie jest ważne. Ważne jest, abyśmy się do nieba nie spóźnili. Życie nasze zostało tak przez Boga zaprogramowane, że jeśli wykonamy dobro, którego On od nas oczekuje, to zdążymy, to w tych drzwiach zobaczymy kochającego Ojca. Jeśli po drodze do tych drzwi zaczniemy marudzić i zatrzymywać się przy innych sprawach, nie zaplanowanych przez Boga, to się o te kilka sekund spóźnimy. Wtedy będzie dramat. Warto spojrzeć na swoje życie z zegarkiem w ręku i odkryć, że człowiek, który uwierzył Bogu, zna wartość czasu i punktualności. Życie w świecie wiary to życie w świecie punktualności. Bóg jest idealnie punktualny. Odkrył to św. Jan, który w swojej Ewangelii kilkakrotnie mówi, że nie nadeszła jeszcze albo już nadeszła godzina, mając na uwadze godzinę wyznaczoną przez Boga. On odkrył, że życie w świecie wiary to życie w świecie punktualnej współpracy z Panem Bogiem. Bóg jest punktualny. On doskonale określił, co winniśmy wykonać za godzinę, za dwie, trzy, co dziś, a co jutro. I tak jest zaprogramowane całe nasze życie. Jeśli postępujemy według Jego harmonogramu, to nasze życie układa się cudownie w wielką harmonię.

Najgłębiej prawdę o drzwiach do domu Ojca niebieskiego przeżywają ci, którzy przeżyli rozstanie z kochaną osobą, która przekroczyła te drzwi. Nie potrafili ani jej zatrzymać tu, ani razem z nią przekroczyć tego progu. Oni najlepiej wiedzą, że takie drzwi są i że za nimi jest kochana osoba. Tęsknią do niej, a życie ich na ziemi coraz bardziej się upraszcza, choć dalej jest trudne i połączone z cierpieniem. Oni jednak wiedzą, że wszystkie drzwi na tej ziemi, w zestawieniu z tymi jedynymi, za którymi czeka kochająca ich osoba, są mało ważne. Bóg wielokrotnie posługuje się takim bolesnym rozstaniem, abyśmy wyprostowali ścieżki swojego życia, abyśmy odnaleźli ten właściwy kierunek — drzwi domu Ojca. Pomyślmy dziś o tych jedynych drzwiach, do których nie możemy się spóźnić. Prośmy o łaskę wiecznego szczęścia dla tych, którzy się już za nimi znaleźli. Prośmy również, aby nikt z nas i naszych bliskich do tych drzwi się nie spóźnił.

Ks. Edward Staniek

 

O Panie, wielka jest Twoja miłość ku nam; wierność Twoja trwa na wieki (Ps 117,2)

Liturgia dzisiejszej niedzieli w całej rozciągłości ukazuje nam temat powszechnego zbawienia. Pierwsze czytanie (Iz 66, 18-21) przytacza jedno z największych proroctw mówiące o powołaniu wszystkich narodów do wiary. „Przybędę, by zebrać wszystkie narody i języki — mówi Pan — przyjdą i ujrzą moją chwałę” (tamże 18). Jak rozłam wśród ludzi jest znakiem grzechu, tak ich zjednoczenie jest znakiem zbawczego dzieła Boga i Jego miłości ku wszystkim. Pośle On potomków Izraela, którzy pozostali Mu wierni, w dalekie kraje, aby przyczynili się do poznania Jego Imienia. Poganie nie tylko nawrócą się, lecz przyprowadzą do Jerozolimy „w ofierze dla Pana” (tamże 20) rozproszonych Żydów. A spośród samych pogan nawróconych Bóg wybierze sobie niektórych jako kapłanów (tamże 21). Jest to najwyższe zrównanie podziału między Izraelem a innymi narodami; nieraz zapowiadali je prorocy, lecz mało je rozumiano. Dopiero Jezus je urzeczywistni, przygotowując doń drogę swoim nauczaniem i jednocząc narody przez krew swojego Krzyża.

Ewangelia dzisiejsza (Łk 13, 22-30) przytacza właśnie naukę Jezusa dotyczącą tego tematu. Powodem jej stało się pytanie: „Panie, czy tylko nieliczni będą zbawieni?” (tamże 23), Jezus pomija tę sprawę i zmierza w samo sedno: wszyscy mogą się zbawić, zbawienie bowiem jest ofiarowane wszystkim, lecz aby go dostąpić, każdy powinien nawrócić się spiesznie, zanim nie będzie za późno. Jezus stara się wykazać ciasnotę mentalności żydowskiej i twierdzi, że w dzień ostatecznego rozrachunku nic nie będzie znaczyła przynależność do narodu wybranego ani zażyłość z Nim, dlatego na próżno zaczną mówić: „Przecież jadaliśmy i piliśmy z Tobą, i na ulicach naszych nauczałeś!” (tamże 26). Jeśli bowiem tym przywilejom nie będą odpowiadały wiara i uczynki, to nawet dzieci Izraela zostaną wyłączone z królestwa Bożego. „Przyjdą ze wschodu i zachodu, z północy i południa i siądą za stołem w królestwie Bożym. Tak oto są ostatni, którzy będą pierwszymi, i są pierwsi, którzy będą ostatnimi” (tamże 29-30). Żydzi zostali powołani jako pierwsi, ale jeśli się nie nawrócą i nie przyjmą Chrystusa, to zastąpią ich inne narody powołane jako ostatnie. To samo trzeba powiedzieć o nowym Ludzie Bożym. Przywilej należenia do Kościoła nie prowadzi do zbawienia, jeśli nie towarzyszy mu całkowite przylgnięcie do Chrystusa i do Jego Ewangelii. Wierzący nie mogą zamykać się w swoich przywilejach, lecz właśnie one powinny ich zobowiązywać, by skłaniali się ku wszystkim braciom i pociągali ich do wiary. Wobec Boga nie znaczą nic przywileje, lecz jedynie pokora wykluczająca wszelkie roszczenia; ma znaczenie miłość, która otwiera serce na szukanie dobra innych; ma znaczenie duch wyrzeczenia, który daje męstwo, by „wchodzić przez ciasne drzwi” (tamże 24) pokonując wszelki egoizm.

W drugim czytaniu (Hbr 12, 5-7. 11-13) św. Paweł zachęca z zapałem, by podejmować ochotnie walki życiowe. To Bóg poprzez trudności i cierpienia wystawia na próbę swoje dzieci, ponieważ pragnie je poprawić, oczyścić, uczynić „uczestnikami swojej świętości” (tamże 10). Jest również prawdą, że „wszelkie karcenie na razie nie wydaje się radosne, ale smutne, potem jednak przynosi błogi plon sprawiedliwości” (tamże 11), czyli cnoty większego zbliżenia się do Boga. Bóg jest Ojcem, który karci i doświadcza jedynie ze względu na większe dobro: „bo kogo miłuje Pan, tego karze, chłoszcze zaś każdego, którego za syna przyjmuje” (tamże 6). Przyjmować doświadczenia, to znaczy wchodzić „przez ciasne drzwi”, które ukazał Jezus.

O. Gabriel od św. Marii Magdaleny, karmelita bosy
Żyć Bogiem, t. III, str. 102

 

 

» Przypominamy o możliwości bezpłatnej elektronicznej prenumeraty „Czytań na każdy dzień” – szczegóły na stronie Prenumerata.

» Powrót na stronę główną „Czytań”

 

 

© 1996–2013 www.mateusz.pl