Niedziela

Piąta Niedziela Wielkiego Postu

Dzisiejsze czytania

(Jr 31, 31-34)
Pan mówi: "Oto nadchodzą dni, kiedy zawrę z domem Izraela i z domem Judy nowe przymierze. Nie takie jak przymierze, które zawarłem z ich przodkami, kiedy ująłem ich za rękę, by wyprowadzić z ziemi egipskiej. To moje przymierze złamali, mimo że byłem ich władcą, mówi Pan. Lecz takie będzie przymierze, jakie zawrę z domem Izraela po tych dniach, mówi Pan: Umieszczę swe prawo w głębi ich jestestwa i wypiszę na ich sercach. Będę im Bogiem, oni zaś będą Mi ludem. I nie będą się musieli wzajemnie pouczać, mówiąc jeden do drugiego: Poznajcie Pana! Wszyscy bowiem od najmniejszego do największego poznają Mnie, mówi Pan, ponieważ odpuszczę im występki, a o grzechach ich nie będę już wspominał".

(Ps 51 (50), 3-4. 12-13. 14-15)
REFREN:Stwórz, o mój Boże, we mnie serce czyste

Zmiłuj się nade mną, Boże, w łaskawości swojej,
w ogromie swej litości zgładź moją nieprawość.
Obmyj mnie zupełnie z mojej winy
i oczyść mnie z grzechu mojego.

Stwórz, Boże, we mnie serce czyste
i odnów we mnie moc ducha.
Nie odrzucaj mnie od swego oblicza
i nie odbieraj mi świętego ducha swego.

Przywróć mi radość Twojego zbawienia
i wzmocnij mnie duchem ofiarnym.
Będę nieprawych nauczał dróg Twoich
i wrócą do Ciebie grzesznicy.

(Hbr 5, 7-9)
Bracia: Chrystus z głośnym wołaniem i płaczem, za swych dni doczesnych, zanosił gorące prośby i błagania do Tego, który mógł Go wybawić od śmierci, i został wysłuchany dzięki swej uległości. I chociaż był Synem, nauczył się posłuszeństwa przez to, co wycierpiał. A gdy wszystko wykonał, stał się sprawcą zbawienia wiecznego dla wszystkich, którzy Go słuchają.

(J 12, 26a)
Kto chciałby Mi służyć, niech idzie za Mną, a gdzie Ja jestem, tam będzie i mój sługa.

(J 3, 14-21)
Wśród tych, którzy przybyli, aby oddać pokłon Bogu w czasie święta, byli też niektórzy Grecy. Oni więc przystąpili do Filipa, pochodzącego z Betsaidy Galilejskiej, i prosili go, mówiąc: "Panie, chcemy ujrzeć Jezusa». Filip poszedł i powiedział Andrzejowi. Z kolei Andrzej i Filip poszli i powiedzieli Jezusowi. A Jezus dał im taką odpowiedź: "Nadeszła godzina, aby został otoczony chwałą Syn Człowieczy. Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Jeśli ziarno pszenicy, wpadłszy w ziemię, nie obumrze, zostanie samo jedno, ale jeśli obumrze, przynosi plon obfity. Ten, kto kocha swoje życie, traci je, a kto nienawidzi swego życia na tym świecie, zachowa je na życie wieczne. Kto zaś chciałby Mi służyć, niech idzie za Mną, a gdzie Ja jestem, tam będzie i mój sługa. A jeśli ktoś Mi służy, uczci go mój Ojciec. Teraz dusza moja doznała lęku i cóż mam powiedzieć? Ojcze, wybaw Mnie od tej godziny. Ależ właśnie dlatego przyszedłem na tę godzinę. Ojcze, wsław imię Twoje!" Wtem rozległ się głos z nieba: "Już wsławiłem i jeszcze wsławię". Stojący tłum to usłyszał i mówił: "Zagrzmiało!" Inni mówili: "Anioł przemówił do Niego". Na to rzekł Jezus: "Głos ten rozległ się nie ze względu na Mnie, ale ze względu na was. Teraz odbywa się sąd nad tym światem. Teraz władca tego świata zostanie wyrzucony precz. A Ja, gdy zostanę nad ziemię wywyższony, przyciągnę wszystkich do siebie". To mówił, oznaczając, jaką śmiercią miał umrzeć.

Do góry

Rozważania do czytań

Ewangeliarz OP

Do góry

Oremus

Począwszy od piątej niedzieli Wielkiego Postu, Kościół coraz bardziej koncentruje uwagę na tajemnicy krzyża. Czyni to jednak nie po to, byśmy współczuli cierpiącemu Jezusowi i litowali się nad Nim, ale byśmy przyjęli owoce Jego męki i śmierci. Jezus zapowiada swoją mękę jako wywyższenie, gdyż to właśnie w krzyżu nastąpił tryumf nad szatanem i jego dziełami oraz najpełniej objawiła się Boża miłość do każdego człowieka. Jeśli wierzymy tej miłości i pozwalamy się jej ogarnąć, stajemy się zdolni do tego, by rozpoznać i ukochać doświadczenie krzyża również w naszym życiu. A wtedy będziemy w nim widzieć już nie samo cierpienie, ale drogę, która przez umieranie dla siebie prowadzi nas do wydania plonu na życie wieczne.

Maciej Zachara MIC, "Oremus" Wielki Post i Triduum Paschalne 2003, s. 133

Do góry

 

Ks. Edward Staniek

Godzina cierpienia

Całe życie doczesne jest nastawione na posiadanie. Szczęście łączy się ściśle z posiadaniem. Im więcej skarbów posiadam, tym bardziej jestem szczęśliwy. Nie chodzi tu o pieniądze czy majątek. Chodzi o to, by mieć dobrych rodziców, mieć dobrą żonę, mieć dobre dzieci, mieć zdrowie, mieć przyjaciół. To są moi rodzice, moja żona, moje dzieci, moje zdrowie. Moje...

Tymczasem świat, który objawia Jezus, oparty jest na innej zasadzie. Żyję, by innych uszczęśliwiać. Jestem dla kogoś. Uszczęśliwię zaś w zależności od bogactwa swego serca. Im więcej miłości jest w moim sercu, tym bardziej potrafię żyć dla innych.

Życie chrześcijanina polega na świadomym przestawieniu się z tego, by mieć, na to, by kochać, by być dla innych. To zaś jest nierozerwalnie połączone z cierpieniem. Kiedy tracę mojego ojca, me serce krwawi, kiedy umiera moje dziecko, cierpię, bo umiera część mego serca. Utrata tego, co moje, jest zawsze połączona z cierpieniem, a im większa to dla mnie wartość, tym większe cierpienie.

Oczami doczesności dostrzegamy w tym procesie jedynie stratę. Buntuje się serce, często bezsilne, widząc bezsens tej straty. Czuje się ograbione ze szczęścia. Jeśli jednak potrafi spojrzeć oczami wiary, dostrzeże w tym procesie nie stratę, lecz wymianę. To właśnie ma na uwadze Jezus, gdy mówi: „Jeżeli ziarno pszenicy wpadłszy w ziemię nie obumrze, zostanie tylko samo, ale jeśli obumrze, przynosi plon obfity. Ten, kto kocha swoje życie na tym świecie, straci je, a kto nienawidzi swego życia na tym świecie, zachowa je na życie wieczne”. Pszeniczne ziarno jest tylko obrazem potrzeby obumierania, by zyskać formę życia doskonalszą. Komentarz zaś Jezusa do tego obrazu kładzie nacisk na „swoje” życie. Chrystusowi chodzi o to, że człowiek, który podchodzi do życia doczesnego jako do posiadania, traci to życie. Nie straci, ale już traci. Kto zaś nienawidzi posiadania życia, czyli składa je w ofierze, traktuje jako narzędzie do ubogacenia innych, ten je zachowa na życie wieczne. Jezus nie mówi, że otrzyma je w wieczności, ale to życie, które zamienił tu na ziemi w akt miłości, staje się życiem wiecznym.

Zbliżając się do Chrystusowego krzyża, trzeba odkryć ten najmądrzejszy sposób zamiany życia doczesnego w wieczne. To zgoda na rezygnację z przywłaszczania sobie życia, uznawania go za swoje a przeznaczenie go dla innych. Takie podejście budzi lęk. Sam Jezus się do tego przyznaje: „Teraz dusza moja doznała lęku i cóż mam powiedzieć? Ojcze, wybaw Mnie od tej godziny. Nie, właśnie dlatego przyszedłem na tę godzinę”.

I w naszym życiu zbliża się godzina ofiary, cierpienie syna, męża, kalectwo dziecka, alkoholizm ojca. Godzina obumierania tego, co najbardziej nasze. Trzeba wówczas spojrzeć na obumierające ziarno pszenicy i oczami wiary zobaczyć kłos, liczący dziesiątki wspaniałych nowych ziaren.

Wielki Post wzywa do refleksji nad tajemnicą cierpienia i śmierci. Jezus nie odsłania tej tajemnicy, lecz wchodząc w nią zapewnia nas, że można cierpieniu i śmierci nadać sens. On sam to uczynił przez mękę i zmartwychwstanie. Obecnie zachęca nas, byśmy odważnie, pokonując lęk, podjęli godzinę naszego bolesnego doświadczenia. A jeśli ona jeszcze dla nas nie nadeszła, miejmy odwagę stanąć blisko człowieka, który ją przeżywa. Taka obecność w chwili doświadczenia umacnia i ułatwia trudną zamianę tego, co doczesne, na to, co wieczne.

Ks. Edward Staniek

 

Prawo serca

Maleńką Kazię tatuś przyniósł do przedszkola. Z trudem udało mu się wymknąć za drzwi. Kazia przepłakała cały dzień pytając dziesiątki razy, kiedy tatuś przyjdzie. Dzieci podsuwały jej wszystkie zabawki, żadna z nich nie była w stanie zastąpić tatusia. Kazia uspokoiła się dopiero wówczas, gdy znalazła się w objęciach wracającego z pracy ojca.

Wychowawczynie w przedszkolu mogą obserwować takie sceny często. Pojawia się wówczas pytanie, kiedy i w jaki sposób dzieci tracą tę więź z rodzicami. Kiedy „zabawki” podsuwane przez świat stają się cenniejsze niż serce ojca i matki.

Odpowiedź jest stosunkowo prosta. Jak długo dziecko myśli sercem, tak długo na zasadzie naturalnej więzi pozostaje w świecie właściwej hierarchii. Z tą chwilą, gdy zdradza serce i polega na swoim rozumie, z łatwością może być oszukane. Rozum bowiem sugeruje, iż inne wartości mogą być cenniejsze od serca ojca i matki. Trzeba czasem wielu lat, zanim człowiek odkryje swój błąd i świadomie odda znów ster swego życia sercu. Najtrudniej przychodzi to tym, których rodzice zawiedli, którzy stracili do ojca i matki zaufanie. Trzeba wówczas wielkiej dojrzałości, by mimo doznanego bólu, w hierarchii wartości ustawić rodziców tuż po Bogu.

Prorok Jeremiasz zapowiada zawarcie przez Boga nowego przymierza z narodem wybranym, które będzie oparte o prawo wypisane w sercach. Chodzi tu o właściwe ustawienie sumienia. Bóg jest Ojcem i jeśli człowiek oddaje ster swego życia w ręce mądrego serca, zachowuje się jak ta mała Kazia w przedszkolu. Żadna wartość tego świata nie jest w stanie przerwać jego więzi z Bogiem. Kontakt z Nim jest zharmonizowany z oddechem. Taka sytuacja właściwie uniemożliwia popełnienie grzechu. Więź miłości Boga jest bowiem tak silna i żywa, iż człowiekowi nic innego do szczęścia nie jest potrzebne. Grzech zaś jawi się jako niemądre postępowanie.

Z tą chwilą jednak gdy człowiek zaczyna filozofować i eksperymentować na własną rękę, a nie chce czynić tego razem z Bogiem, sytuacja ulega zasadniczej zmianie. Bóg szanując naszą wolność, w swej delikatności pozwala nam czynić to, co chcemy. Upomina wprawdzie, jak każdy kochający ojciec, ale nie uderza piorunem, zgadza się na nasze niemądre postępowanie licząc, iż w oparciu o bolesne doświadczenie sami zmądrzejemy.

Sumienie to jeden z największych skarbów, jaki każdy z nas otrzymał od Boga. To prawo serca, które zostało nazwane świątynią. To w tej świątyni człowiek spotyka się z Bogiem.

Można człowiekowi utrudniać życie religijne i moralne, można stwarzać mu wiele okazji do grzechów, można uderzyć w instytucje religijne, jak długo jednak w jego sercu stoi nienaruszona świątynia sumienia, tak długo człowiek jest wartościowym człowiekiem. Jego odniesienie do Boga jest żywe i decyduje o jego moralnej postawie. Jeśli ta świątynia serca zostanie zniszczona, wówczas człowiek traci swą tożsamość. Nie wie już, co jest dobre, a co złe, nie wie, przed kim ma odpowiadać za swe słowa, czyny, myśli. Nie wie, dla kogo żyć, dla kogo cierpieć, dla kogo umierać. Sam nieszczęśliwy, żyjący na zgliszczach swej świątyni i groźny dla otoczenia.

Syn Boga przybył na ziemię, by nam pomóc w odbudowie zniszczonego sumienia. Sam jednoznacznie udowodnił, że możemy się zgodzić na to, by ludzie zburzyli świątynię naszego ciała, to znaczy, by nas zabito, ale nie możemy się zgodzić na to, by zburzyli świątynię naszego serca. Chcąc nas o tym przekonać, sam zgodził się na śmierć. Pod żadnym jednak pozorem nie zgodził się na uszkodzenie świątyni swego serca, nawet na najmniejsze zdeformowanie sumienia.

Swoją łaską w sakramencie chrztu świętego i w sakramencie pokuty wspomaga nas w dziele odbudowy zniszczonej świątyni serca, w udoskonaleniu naszego sumienia. Pragnie, byśmy wracali do świata dziecka, które mając w rękach różne zabawki i zajmując się nimi, jest w stanie natychmiast je porzucić dla ratowania bliskości z ojcem czy matką. Skarby całego świata są niczym wobec miłości dziecka do rodziców. Oto dobrze ustawione sumienie dziecka. Skarby całego świata są niczym wobec miłości, jaką Bóg darzy człowieka. Oto dobrze ustawione sumienie człowieka wierzącego.

Ks. Edward Staniek

 

O Jezu, spraw, abym Ci służył i naśladował Cię; a gdzie Ty jesteś, tam i ja będę (J 12, 26)

W miarę jak Wielki Post dobiega końca, męka Pana coraz bardziej wypełnia liturgię. Dzisiaj sam Jezus mówi o niej w Ewangelii Jana, ukazując ją jako tajemnicę swojego uwielbienia i posłuszeństwa dla woli Ojca. Okazją stała się tu prośba kilku Greków pragnących zobaczyć Pana, Ich obecność jakby zastępuje Żydów, którzy zdecydowanie oddalili się od Jezusa, a teraz knują spisek na Jego życie. On zaś może obecnie oświadczyć, że jest Zbawicielem wszystkich ludzi: „Nadeszła godzina, aby został uwielbiony Syn Człowieczy. Zaprawdę, zaprawdę powiadam wam: jeżeli ziarno pszenicy wpadłszy w ziemię nie obumrze, zostanie tylko samo, ale jeżeli obumrze, przynosi plon obfity” (J 12, 23-24). Uwielbienie Jego nastąpi przez śmierć przyrównaną do obumierania ziarna pszenicznego, aby dać życie nowemu kłosowi. Przez Jego śmierć istotnie narodzi się nowy lud Boży, który obejmie Greków i Żydów, i ludzi z każdego kraju, wszystkich odkupionych przez Niego. Jezus wie o tym i dlatego patrzy z radością na zbliżającą się godzinę krzyża. Jego człowieczeństwo jednak odczuwa trwogę: „Teraz dusza moja doznała lęku i cóż mam powiedzieć? Ojcze, wybaw mnie od tej godziny!” (tamże 27). Jest to preludium do jęków w Getsemani: „Smutna jest moja dusza aż do śmierci” (Mk 14, 34). Te słowa dają zrozumieć twardą rzeczywistość męki Syna Bożego, który będąc prawdziwym człowiekiem doświadczył wszystkich jej udręk. Lecz nie cofnął się, ponieważ przyszedł na świat w ciele podległym cierpieniu na to właśnie, aby je mógł złożyć Ojcu w ofierze wynagradzającej: „właśnie dlatego przyszedłem na tę godzinę!” (J 12, 27). Na wołanie Syna odpowiada z nieba głos Ojca potwierdzający godzinę męki jako godzinę uwielbienia. Właśnie wówczas, gdy Jezus zostanie podwyższony na krzyżu, pociągnie do siebie wszystkich ludzi, a równocześnie odda Ojcu najwyższą chwałę.

Św. Paweł w liście do Hebrajczyków podejmuje ten temat opisując w sposób bardzo ludzki udręki Chrystusa „za dni ciała swego”, kiedy zanosił do Ojca „prośby i błagania z głośnym wołaniem i płaczem” (5, 7); jest to jasna aluzja do jęków w Getsemani i wołania na Kalwarii (Mk 15, 34). On jest „Synem”, lecz Ojciec nie oszczędza Go, ponieważ „dał” Go na zbawienie świata (J 3, 16). Syn przyjmuje dobrowolnie wolę Ojca ucząc się „posłuszeństwa przez to, co wycierpiał” (Hbr 5, 8). Jako Syn Boży nie musiałby zakosztować śmierci ani być posłusznym poprzez cierpienie, lecz jedno i drugie podjął, aby się stać „sprawcą zbawienia wiecznego dla wszystkich, którzy Go słuchają” (tamże 9). Męka bardzo wymownie objawia wzniosłość miłości Ojca i Chrystusa ku ludziom. Ukazuje ona również, że aby otrzymać zbawienie od Tego, który dokonał ofiary posłuszeństwa przez śmierć na krzyżu, trzeba aż do samozaparcia być posłusznym.

Chrystus przez swoją całkowitą ofiarę jest „Najwyższym Kapłanem” (tamże 10), który we własnej krwi pojednał ludzi z Bogiem, zawierając w ten sposób to „Nowe Przymierze”, o którym mówi Jeremiasz (31, 1; I czytanie). Dzięki niemu człowiek zostaje odnowiony wewnętrznie; prawo Boże nie jest już tylko prawem zewnętrznym, wypisanym na kamiennych tablicach, lecz prawem wewnętrznym, które miłość napisała w sercu krwią Chrystusową. Męka Chrystusa sprowadziła te dni, o których Bóg powiedział: „Umieszczę swe prawo w głębi ich jestestwa i wypiszę na ich sercu... odpuszczę im występki, a o grzechach ich nie będę już wspominał’’ (tamże 33-34).

  • Dziękujemy Ci, Ojcze święty, wszechmogący, wieczny Boże, przez Jezusa Chrystusa, Twojego Syna a naszego Pana.
       Przygotowujemy się przez post i skruchę, aby obchodzić Jego przejście przez śmierć; upadamy przed Nim, Izy wylewając. Zbliża się bowiem dzień naszego odkupienia, dzień Jego męki, kiedy On, Zbawiciel i Pan nasz, wydany za nas przez Żydów, poniósł karę krzyża; został cierniem ukoronowany, spoliczkowany i wiele wycierpiał we własnym ciele, by na koniec zmartwychwstać własną mocą.
       Pragnąc obchodzić z sercem całkowicie oczyszczonym te święte dni, błagamy Cię, Boże nasz, Ojcze, abyś nas obmył z wszelkiego grzechu przez miłość Jego męki, okrywając nas szatą niepokalaną, która jest symbolem Twojej miłości wylanej na wszystkich.
       Przez miłość przygotowujesz sobie w nas ofiarę, a przez post pozwalasz nam przystąpić do Stołu świętego z radością i bez grzechów.
       Niech nam raczy wyjednać to wszystko Chrystus, któremu uwielbienie, moc i chwała na wieki wieków (Prefacja mozarabska).

O. Gabriel od św. Marii Magdaleny, karmelita bosy
Żyć Bogiem, t. I, str. 366

Do góry

Książka na dziś

Obudzić sakrament małżeństwa

Obudzić sakrament małżeństwa

KSAWERY KNOTZ OFMCAP

Moment zawarcia sakramentu małżeństwa zmienia wszystko. Już wspólnie… podążamy drogą do zbawienia. Ale by tak się stało – i to wyraźnie podkreśla o. Ksawery Knotz OFMCap, znany duszpasterz małżeństw i rodzin – należy odkryć ten sakrament na nowo, żyć łaską, która od niego płynie, świadomie budować małżeńską więź. A jak to zrobić? Po pierwsze – i to warunek konieczny – do własnego małżeństwa kapłan zachęca zaprosić Boga

Książka do nabycia w Księgarni Mateusza.

19 MARCA 2018

Poniedziałek

Dzień powszedni - Uroczystość św. Józefa, Oblubieńca Najświętszej Maryi Panny

Dzisiejsze czytania

(2 Sm 7, 4-5a. 12-14a. 16)
Pan skierował do Natana następujące słowa: „Idź i powiedz mojemu słudze Dawidowi: To mówi Pan: "Kiedy wypełnią się twoje dni i spoczniesz obok swych przodków, wtedy wzbudzę po tobie potomka twojego, który wyjdzie z twoich wnętrzności, i utwierdzę jego królestwo. On zbuduje dom imieniu memu, a Ja utwierdzę tron jego królestwa na wieki. Ja będę mu ojcem, a on będzie Mi synem. Przede Mną dom twój i twoje królestwo będzie trwać na wieki. Twój tron będzie utwierdzony na wieki”.

(Ps 89, 2-3. 4-5. 27 i 29)
REFREN:Jego potomstwo będzie trwało wiecznie

Będę na wieki śpiewał o łasce Pana,
moimi ustami Twą wierność będę głosił
przez wszystkie pokolenia.
Albowiem powiedziałeś:
"Na wieki ugruntowana jest łaska",
utrwaliłeś swoją wierność w niebiosach.

"Zawarłem przymierze z moim wybrańcem,
przysiągłem mojemu słudze, Dawidowi:
Utrwalę twoje potomstwo na wieki
i tron twój umocnię na wszystkie pokolenia".

"On będzie wołał do Mnie: „Tyś jest Ojcem moim,
moim Bogiem, Opoką mego zbawienia”.
Na wieki zachowam dla niego łaskę
i trwałe z nim będzie moje przymierze".

(Rz 4, 13. 16-18. 22)
Bracia: Nie od wypełnienia Prawa została uzależniona obietnica dana Abrahamowi i jego potomstwu, że będzie dziedzicem świata, ale od usprawiedliwienia z wiary. I stąd to dziedzictwo zależy od wiary, by było z łaski i aby w ten sposób obietnica pozostała niewzruszona dla całego potomstwa, nie tylko dla potomstwa opierającego się na Prawie, ale i dla tego, które ma wiarę Abrahama. On to jest ojcem nas wszystkich, jak jest napisane: „Uczyniłem cię ojcem wielu narodów” przed obliczem Boga. Jemu on uwierzył jako Temu, który ożywia umarłych, i to, co nie istnieje, powołuje do istnienia. On to wbrew nadziei uwierzył nadziei, że stanie się ojcem wielu narodów zgodnie z tym, co było powiedziane: „takie będzie twoje potomstwo”. Dlatego też poczytano mu to za sprawiedliwość.

(Ps 84, 5)
Szczęśliwi, którzy mieszkają w domu Twoim, Panie, będą Ciebie wychwalali na wieki.

(Mt 1, 16. 18-21. 24a)
Jakub był ojcem Józefa, męża Maryi, z której narodził się Jezus, zwany Chrystusem. Z narodzeniem Jezusa Chrystusa było tak. Po zaślubinach Matki Jego, Maryi, z Józefem, wpierw nim zamieszkali razem, znalazła się brzemienną za sprawą Ducha Świętego. Mąż Jej, Józef, który był człowiekiem prawym i nie chciał narazić Jej na zniesławienie, zamierzał oddalić Ją potajemnie. Gdy powziął tę myśl, oto anioł Pański ukazał mu się we śnie i rzekł: „Józefie, synu Dawida, nie bój się wziąć do siebie Maryi, twej Małżonki; albowiem z Ducha Świętego jest to, co się w Niej poczęło. Porodzi Syna, któremu nadasz imię Jezus, On bowiem zbawi swój lud od jego grzechów”. Zbudziwszy się ze snu, Józef uczynił tak, jak mu polecił anioł Pański.

Do góry

Rozważania do czytań

Ewangeliarz OP

Do góry

Oremus

Sławimy dziś św. Józefa, Oblubieńca Bogarodzicy i opiekuna Jezusa. Na początku pragnął on być mężem i ojcem rodziny, ale Bóg zaprosił go do większej miłości. Św. Józef przez swoje posłuszeństwo Bogu stał się dla Maryi prawdziwym wsparciem, a dla Jezusa ojcem i nauczycielem. Bóg w swojej dobroci pragnął, aby Jego Syn uczył się miłości i modlitwy od tego, którego na ziemi nazywał swoim ojcem. Tym bardziej i my powinniśmy uczyć się od św. Józefa oddania Bogu, posłuszeństwa Jego łasce i trwania na modlitwie.

ks. Jakub Szcześniak, "Oremus" Wielki Post i Triduum Paschalne 2001, s. 82

Do góry

 

Megan McKenna

Pierwsze czytanie zabiera nas do Dawida, wielkiego przodka Jezusa. Jezus i Maria, oboje z domu Dawida, są ubodzy, a mimo to ich dom jest domem królewskim. Pochodzą od królów Izraela, a obietnice dane Izraelowi i domowi Dawida dotyczą ich osobiście. Prorok Natan zapewniał Dawida, że Bóg Jahwe wzbudzi mu dziedzica i uczyni królestwo niewzruszonym. Dawid zrozumiał obietnice tak, jak zrozumiałaby je większość królów, wyłącznie w kategoriach historii, dynastii i władzy tak, jak je rozumie świat. Ale Słowo Boga nigdy nie jest tylko tym, czym się wydaje. Słowo Boże jest wielowarstwowe i wzrasta, zyskując własne życie, gdy zostaje wypowiedziane w głośno w świecie, w konkretnym czasie i przestrzeni. Zatem dom Dawida zostanie zbudowany przez prostego, ubogiego, ciężko pracującego i bardzo marzycielskiego cieślę ze wsi Nazaret wiele pokoleń później. Zaprawdę, Jego Królestwo przetrwa, ale będzie zupełnie różne od jakiegokolwiek innego Królestwa.

Ps 89 i jego refren – „Utrwalę na wieki twoje potomstwo” – jest aktem wiary ze strony Dawida, oparcia się na słowie Boga jako nadziei i pocieszeniu. Zatem Dawid śpiewa o łaskach Bożych i jego wierności przez wszystkie pokolenia. Bóg będzie skałą Dawida, Ojcem, Bogiem i Zbawicielem, Bóg będzie wszystkim tym i kimś więcej dla przyszłych pokoleń. Obietnica ta jest osią przymierza. Przychylność i dobroć Boga znajdzie odbicie w innym człowieku imieniem Józef, który będzie chronił Dziecię-Boga i Jego matkę, i będzie ich skałą, bezpieczeństwem, ucieczką na ziemi.

Paweł mówi o sprawiedliwości, która bierze się z wiary i faktu, że z wiarą wszystko staje się łaską. Nie mówi o Dawidzie, ale o Abrahamie, starożytnym patriarsze, ojcu wszystkich tych, którzy tęsknią za domem i wierzą w słowo Przymierza Pańskiego. Jest ojcem w wierze dla wszystkich narodów, ale ojcem w oczach Boga, który „ożywia umarłych i to, co nie istnieje, powołuje do istnienia.” Wszelkie ojcostwo postrzegane jest w świetle Boga, Stwórcy, konstruktora i źródła życia, Tego, który powołuje do istnienia przez słowo swoich ust.

Abraham miał nadzieję wbrew nadziei i uwierzył, że stanie się ojcem potomków bardziej licznych niż gwiazdy na niebie. Wiara Abrahama poczytywana mu jest za sprawiedliwość, właściwą relację z Bogiem, a przez to z innymi i całą ziemią. Sprawiedliwośc to hesed , łagodność i miłość, taka jaką okazuje Bóg względem wszystkiego, co zostało uczynione i co trwa. Sprawiedliwość to prawość, świętość, prawość, trwały pokój dla wszystkich, stan bycia takim, jakim najbardziej jest człowiek, najbardziej jak obecność Boga, jak Trójca, wspólnota. Wiara i sprawiedliwość są czymś osobistym. Związek z Józefem? Józef, który żyje słowem pochyconym w marzenie, w ponurych czasach, trudnym miejscu, nazywany jest Józefem sprawiedliwym. Jest prawy, święty, wierny, żywi nadzieję wbrew jakiejkolwiek nadziei, że to, czym żyje, jest prawdą. Józef żyje prawdą i wiarą, która sięga dużo szerzej niż to, co kiedykolwiek wyobrażali sobie Abraham, Dawid czy jakikolwiek prorok przed Józefem.

Ewangelia uczy nas, że Jakub był ojcem Józefa, Józef mężem Maryi, z której zrodził się Jezus, zwany Mesjaszem. Relacja Józefa z Jezusem i Maryją nie zależy od więzów krwi, małżeństwa czy pokrewieństwa w jakiejś zwyczajowej formie, ale od marzeń, przyjaźni i miłości. Józef ryzykuje, adoptując dziecko Boga; jest tylko ojcem-człowiekiem, którego będzie znał Jezus, na którym będzie polegał i któremu będzie się zwierzał jako ojcu. Jest mężem Maryi, która była bliżej z Bogiem niż z nim – czy raczej jej bliskość z Józefem opierała się na poznaniu Ducha Bożego i bliskości z Nim. Opowieść Józefa w Pismach zaczyna się od jego zaręczyn z Maryją. Zanim zaczęli mieszkać razem, stała się brzemienna za sprawą Ducha Świętego. W relacji Łukasza Józef nie jest nawet wspomniany, ale w opowieści Mateusza Józef, na wieść o ciąży Marii, świadom że nie jest ojcem dziecka, znajduje się w trudnym położeniu. Jest człowiekiem prawym, ale nie chce poddawać Maryi ocenie Prawa, więc postanawia wziąć z nią cichy rozwód. W ten sposób pozostaje wiele niedopowiedzeń. Jego życie – tak jak je zaplanował – skończyło się. Jego marzenia o rodzinie, miłości, czułości, miejscu w społeczności, skończyły się. Bez względu na to, jak silna była jego relacja z Maryją, była na tyle silna, żeby nie postępował według Prawa, co naraziłoby ją na upokorzenie i być może na śmierć przez rytualne ukamienowanie, a przynjamniej doprowadziłoby do wydalenia jej ze społeczności. Zamiast tego Józef postanawia rozwieść się z nią po cichu. Mogła udać się do dalekich kuzynów lub krewnych albo pozostać samotną matką, prostytutką, niewolnicą w czyimś domu. Ale przynjamniej mieliby szansę na przeżycie – ona i dziecko. Taki był zamiar Józefa, prawdopodobnie wypracowany w agonii ducha i duszy, ze złamanym sercem i w rozpaczy na myśl o własnej przyszłości w pojedynkę.

A dostaje tylko sen. Pojawia się przed nim anioł i mówi: ‘Józefie, synu Dawida, nie bój się wziąć do siebie Maryi, twej Małżonki; albowiem z Ducha Świętego jest to, co się w Niej poczęło. Porodzi Syna, któremu nadasz imię Jezus, On bowiem zbawi swój lud od jeo grzechów”. To w skrócie. Rozkaz, by żyć bez lęku i zrobić tę jedną rzecz, której postanowił nie robić. Zyska zaszczyt nadania dziecku imienia Jezus, Jeszua, Zbawiciel swego ludu. Wskazówki z przeszłości współbrzmiałyby z przekonaniem Józefa; dziecię zrodzone z Ducha i imię Jozuego, towarzysza Mojżesza, który przyprowadził lud do Ziemi Obiecanej, człowieka, który zburzył miasto Jerycho bez walki. Wszystko to we śnie.

Mamy tendencję do umniejszania znaczenia tych snów jako form ucieczki od rzeczywistości, trudnych spraw, wobec których trzeba stanąć i o których należy zdecydować. Ale sny w wierze są czymś całkowicie innym. Księga Rodzaju opowiada o innym śniącym o imieniu Józef. Kiedy jego bracia widzą, jak nadchodzi, wołają szyderczo: „Oto nadchodzi ten, który miewa sny” . Ale to Józef zdobędzie władzę w Egipcie i pewnego dnia nakarmi swoich braci i rodzinę i uratuje swój lud, a potem pojedna się z tymi, którzy pragnęli go zgładzić. Ten Józef i jego imiennik są dobraną parą. Obaj wierzyli w sny o Bogu i ludziach i wyczuwali, że Bóg zawsze używał dziwnych środków i okrężnych dróg.

John Sanford w „Dreams: God’s Forgotten Language” przypomina nam, że sny są jedną ze zwykłych – niezywkłych dróg komunikacji z ludźmi w imię przyszłości stworzenia. Sen w wielu opowieściach z pism hebrajskich wnosi wiedzę, która jest pewna, tak wiarygodna, że śniący oprze na niej całe swoje życie, choć nie będzie tego w stanie wytłumaczyć nikomu innemu.

Posłuszeństwo jest jedyną odpowiedzią na tego rodzaju doświadczenie mądrości i objawienia. Józefa odwiedza anioł i oferuje mu alternatywę, która na zawsze zmienia jego życie, tożsamość i całą jego osobę. Staje się mężem Maryi, ojczymem Zbawiciela swego ludu, to Jezus nadaje imię Słowu, które stało się ciałem. Będzie żył bez lęku w tym związku , ocali matkę i dziecko, byśmy wszyscy mogli zostać zbawieni przez Dziecię, które dorośnie i stanie się mężczyzną.

Wszystko, co wiemy o Józefie to tyle, że jest prawy i posłuszny, ale nie jest posłuszny Prawu, jeżeli krzywdzi ono drugiego człowieka. Zwraca uwagę na sny, zna tradycję i historię, i podejmuje ryzyko – życia za dwie inne osoby. Ale tych dwoje jest więcej niż warte podjęcia ryzyka. Jaką wiedzę i zrozumienie miał Józef o Maryi i Jezusie? Jaka była jakość miłości, przyjaźni i modlitwy w tym domu? Wspólnie przeżywali niepewność, biedę, nienawiść przemoc, ucisk i wygnanie, gdy zdecydowali się osiedlić na prowincji, żeby dziecko było bezpieczne. Wspólnie dzielili także bliskość w życiu codziennym – uwielbienie Boga, nauka, tradycje, posiłki, dary i nadzieja w ich Boga. Żyli słowami aniołów, które pojawiły się tylko na początku, i pracowali nad nimi wspólnie od tamtego momentu. Dom był silnie stałym i bezpiecznym miejscem, miał trwać na wieki i przetrwał na wieki. Więzy, jakie ich łączyły, były w widoczny sposób inne niż u większości ludzi: wiara w Boga, nadzieja przeciwko nadziei, posłuszeństwo Słowu Bożemu, marzenia o zbawieniu i przebaczeniu grzechu, wreszcie obecność dziecka, Boga, który stał się ciałem i Ducha Świętego, którzy scalali ich razem.

Często postrzegamy Maryję jako uczennicę, ponieważ uwierzyła Słowu Boga, które zostało jej powierzone. Ale Józef, w nie mniejszym stopniu niż Maryja, jest uczniem Dziecięcia Jezus, z tego samego powodu. Jego wiara jest wymagająca, wzywająca do pokory i uczyniła go sługa w nie mniejszym stopniu niż jego żonę. Zaprawdę, Józef zamieszkiwał w domu Pana przez wszystkie dni swojego życia! Jezuita Bill McNichols naucza nas tej prostej modlitwy:
Święty Józefie, w nocy, nauczałeś tajemnego sposobu odosobnienia w ciszy albo w posłuszeństwie w snach. Ale za dnia prowadzisz nas w modlitwie, co oznacza po prostu czuwanie nad Matką i Dziecięciem.

W Nowym Meksyku i wielu miejscach na Południowym Zachodzie występuje kwiat zwany „laską Św. Józefa” (znany także jako malwa). Są wysokie, twarde, mają silne kwiaty w jaskrawych kolorach, czasami kwitną dwa razy w szczycie letniego upału i suszy. Stoją wysoko, wymagając uwagi i prezentując piękno w jaskrawym kontraście z piaszczystym gruntem i paloną cegłą ścian. Rok po roku wiernie wracają, zajmując coraz większą powierzchnię i zyskując na sile w miarę upływu czasu.

Józef – śniący, posłuszny sługa Świętego, mąż Marii, ojczym Jezusa, przyjaciel sprawiedliwych. Józef – ludzki ojciec Jezusa, opiekun i model mężczyzny. Musimy bliżej przyjrzeć się Jezusowi, pamiętając, że wiele nauczył się od tego mężczyzny, tak samo jak od swojej matki. Tych dwoje ukształtowało go i nauczyło jak być Jezusem z Nazaretu, cieślą. Nauczyli go jak się modlić i pielęgnowali w Nim wiarę przodków, śpiewali z Nim, karmili Go i ubierali, kochali w misji, jaką pełnił i w wolności pozwolili pójść własną drogą. Byli pierwszymi towarzyszami Jezusa w drodze, pierwszymi Jego uczniami, pierwszymi przyjaciółmi. Mieli relację wyjątkową w skali całego świata. Jestem pewna, że Józef nie miałby nic przeciwko adoptowaniu jeszcze kilku dzieci Bożych błąkających się dzisiaj po świecie. Być może czeka tylko, by go o to poprosić.

Józefie, mężu Maryi, uczyń z nas tych, którzy śnią, przyciągnij bliżej do swojej rodziny i uchroń od nas od wszelkiej szkody, gdy wzrastamy, by być dziećmi, w których Nasz Ojciec może bezgranicznie się radować. Pomóż nam dojść do domu. Amen.

Megan McKenna z książki "Wielki Post - Refleksje i opowieści"

 

„Oto sługa roztropny i wierny, którego Pan ustanowi! głową swojej rodziny” (Ant. na wejście)

Liturgia dzisiejsza ku czci św. Józefa ukazuje jasno cechy tego pokornego i cichego człowieka, który zajął pierwszoplanowe miejsce przy włączeniu Syna Bożego w historię. Potomek Dawida — „syn Dawida” jak go nazywa Ewangelia (Mt 1, 20) — łączy on Chrystusa z tym pokoleniem, z którego Izrael oczekiwał Mesjasza. Przez pokornego cieślę z Nazaretu wypełnia się w ten sposób proroctwo uczynione Dawidowi: „Przede Mną dom twój i twoje królestwo będzie trwać na wieki. Tron twój będzie utwierdzony na wieki” (2 Sm 7, 16; I czytanie). Józef nie jest naturalnym ojcem Jezusa, ponieważ nie dał Mu życia, lecz jest ojcem dziewiczym, który z polecenia Bożego wypełnia względem Jezusa misję prawną: nadaje Mu imię, włącza Go do rodu, opiekuje się Nim, stara się o Jego utrzymanie. A ta styczność, tak zażyła, z Jezusem wynika z jego zaślubin z Maryją.

Józef jest człowiekiem „sprawiedliwym” (Mt 1, 19), jemu została powierzona misja dziewiczego oblubieńca najwspanialszej istoty wśród stworzeń i misja dziewiczego ojca Syna Najwyższego. On jest „sprawiedliwy” w całym znaczeniu słowa wyrażającego doskonałą cnotę, świętość. Jest to zatem sprawiedliwość, która ogarnia całą istotę poprzez doskonałą czystość serca i życia, przez całkowite, przylgnięcie do Boga, do Jego woli. A to wszystko w ramach życia niezwykle pokornego, ukrytego, ale jaśniejącego wiarą i miłością. „Sprawiedliwy z wiary żyć będzie” (Rz 1, 17); a Józef, „sprawiedliwy” w całym tego słowa znaczeniu, żyje doskonale tą cnotą.

Drugie czytanie (Rz 4, 13. 1618. 22) bardzo tu stosownie mówi o wierze Abrahama, ukazując ją jako typ i figurę wiary Józefa. Abraham uwierzył „wbrew nadziei” (tamże 18), że stanie się ojcem licznego potomstwa, i nie przestał w to wierzyć nawet wówczas, kiedy z posłuszeństwa rozkazowi Bożemu miał złożyć w ofierze jedynego syna. Józef wobec niepojętej tajemnicy macierzyństwa uwierzył słowu Anioła: „z Ducha Świętego jest, co się w Niej poczęło” (Mt 1, 20), i stłumiwszy wszelkie wątpliwości posłuchał jego rozkazu: „nie bój się wziąć do siebie Maryi, twej małżonki” (tamże). Jeszcze bardziej niż Abraham musiał wierzyć w to, co po ludzku mówiąc było nie do pomyślenia: macierzyństwo dziewicy, wcielenie Syna Bożego. Przez swą wiarę i posłuszeństwo zasłużył sobie, że te wielkie tajemnice dokonały się pod jego dachem.

  • Głoś, o Józefie... cuda, które oglądały twoje oczy. Widziałeś Dzieciątko spoczywające na łonie Dziewicy; adorowałeś Je z magami; oddałeś chwałę Bogu razem z pasterzami według słów Anioła. Proś Chrystusa Boga, aby zbawił nasze dusze...
    Głoś, o Józefie... cuda, które oglądały twoje oczy. Widziałeś Dzieciątko spoczywające na łonie Dziewicy; adorowałeś Je z magami; oddałeś chwałę Bogu razem z pasterzami według słów Anioła. Proś Chrystusa Boga, aby zbawił nasze dusze...
    Byłeś posłuszny rozkazom Bożym; napełniony czystością nie znającą równej sobie, o święty Józefie, zasłużyłeś sobie otrzymać za oblubienicę tę, która jest czysta i niepokalana między niewiastami; byłeś stróżem tej Dziewicy, gdy Ona zasłużyła sobie stać się przybytkiem Stworzyciela...
    Ty poprowadziłeś z miasta Dawidowego do Egiptu Dziewicę czystą, podobną do tajemniczej chmury kryjącej w swoim łonie Słońce sprawiedliwości... O Józefie, sługo niepojętej tajemnicy.
    Opiekowałeś się roztropnie, o Józefie, Bogiem, który stał się dzieckiem w ciele; służyłeś Mu jak jeden z Jego aniołów; On cię natychmiast oświecił, a ty przejąłeś w siebie Jego duchowe promienie. O Święty, serce, i dusza twoja jaśnieją blaskiem światłości. Ten, co jednym słowem stworzył niebo, ziemię i morze, nazywany był synem cieśli, synem twoim, przedziwny Józefie. Zostałeś ustanowiony ojcem Tego, który nie ma początku i który uwielbił cię jako sługę tajemnicy, przewyższającej wszelki rozum.
    Jak cenna była twoja śmierć w obliczu Pana, o święty Józefie. Poświęcony Panu od dzieciństwa, byłeś stróżem świętym błogosławionej Dziewicy i śpiewałeś razem z Nią hymn pochwalny: „Każde stworzenie niech błogosławi Pana i wywyższa Go po wieki wieczne. Amen” (hymn Kościoła greckiego)

O. Gabriel od św. Marii Magdaleny, karmelita bosy
Żyć Bogiem, t. I, str. 631

Do góry

Książka na dziś

Ojcze nasz

Ojcze nasz

PAPIEŻ FRANCISZEK

Czy dobrze rozumiemy sens słów, które codziennie wypowiadamy wraz z ponad miliardem ludzi na ziemi? Ludzi, którzy mieszkają w różnych krajach, mają różny kolor skóry, pracę, których wiara różni się od siebie, ale jednak zgodnie powtarzają: „bądź wola Twoja jako w niebie, tak i na ziemi”?

Książka do nabycia w Księgarni Mateusza.

20 MARCA 2018

Wtorek

Dzień powszedni

Dzisiejsze czytania

(Lb 21, 4-9)
Od góry Hor szli Izraelici w kierunku Morza Czerwonego, aby obejść ziemię Edom; podczas drogi jednak lud stracił cierpliwość. I zaczęli mówić przeciw Bogu i Mojżeszowi: "Czemu wyprowadziliście nas z Egiptu, byśmy tu na pustyni pomarli? Nie ma chleba ani wody, a uprzykrzył się nam już ten pokarm mizerny". Zesłał więc Pan na lud węże o jadzie palącym, które kąsały ludzi, tak że wielka liczba Izraelitów zmarła. Przybyli więc ludzie do Mojżesza, mówiąc: "Zgrzeszyliśmy, szemrząc przeciw Panu i przeciwko tobie. Wstaw się za nami do Pana, aby oddalił od nas węże". I wstawił się Mojżesz za ludem. Wtedy rzekł Pan do Mojżesza: "Sporządź węża i umieść go na wysokim palu; wtedy każdy ukąszony, jeśli tylko spojrzy na niego, zostanie przy życiu". Sporządził więc Mojżesz węża miedzianego i umieścił go na wysokim palu. I rzeczywiście, jeśli kogoś wąż ukąsił, a ukąszony spojrzał na węża miedzianego, zostawał przy życiu.

(Ps 102 (101), 2-3a i 3cd. 16-17. 18-19. 20-21)
REFREN: Wysłuchaj, Panie, mojego wołania

Panie, wysłuchaj modlitwę moją,
a moje wołanie niech przyjdzie do Ciebie.
Nie ukrywaj przede mną swojego oblicza,
nakłoń ku mnie Twe ucho,
w dniu, w którym Cię wzywam, szybko mnie wysłuchaj!

Poganie będą się bali imienia Pana,
a Twej chwały wszyscy królowie ziemi,
bo Pan odbuduje Syjon
i ukaże się w swym majestacie.

Pan przychyli się ku modlitwie opuszczonych
i nie odrzuci ich modłów.
Należy to zapisać dla przyszłych pokoleń,
lud, który się narodzi, niech wychwala Pana.

Spojrzał Pan z wysokości swego przybytku,
popatrzył z nieba na ziemię,
aby usłyszeć jęki uwięzionych,
aby skazanych na śmierć uwolnić.

(Aklamacja)
Ziarnem jest słowo Boże, a siewcą jest Chrystus, każdy, kto Go znajdzie, będzie żył na wieki.

(J 8, 21-30)
Jezus powiedział do faryzeuszów: "Ja odchodzę, a wy będziecie Mnie szukać i w grzechu swoim pomrzecie. Tam, gdzie Ja idę, wy pójść nie możecie".Mówili więc Żydzi: "Czyżby miał sam siebie zabić, skoro powiada: Tam, gdzie Ja idę, wy pójść nie możecie?" A On rzekł do nich: "Wy jesteście z niskości, a Ja jestem z wysoka. Wy jesteście z tego świata, Ja nie jestem z tego świata. Powiedziałem wam, że pomrzecie w grzechach swoich. Jeżeli bowiem nie uwierzycie, że Ja Jestem, pomrzecie w grzechach waszych". Powiedzieli do Niego: "Kimże Ty jesteś?" Odpowiedział im Jezus: "Przede wszystkim po cóż do was mówię? Wiele mam w waszej sprawie do powiedzenia i do osądzenia. Ale Ten, który Mnie posłał, jest prawdomówny, a Ja mówię wobec świata to, co usłyszałem od Niego". A oni nie pojęli, że im mówił o Ojcu. Rzekł więc do nich Jezus: "Gdy wywyższycie Syna Człowieczego, wtedy poznacie, że Ja Jestem i że Ja nic sam z siebie nie czynię, ale że mówię to, czego Mnie Ojciec nauczył. A Ten, który Mnie posłał, jest ze Mną; nie pozostawił Mnie samego, bo Ja zawsze czynię to, co się Jemu podoba". Kiedy to mówił, wielu uwierzyło w Niego.

Do góry

Rozważania do czytań

Ewangeliarz OP

Do góry

Oremus

Oremus

Wąż miedziany, umieszczony na palu, jest starotestamentalną zapowiedzią ukrzyżowanego Jezusa Chrystusa. Tym, co powodowało uzdrowienie ukąszonych ludzi, był nie sam fizyczny akt zwrócenia wzroku na miedzianego węża, lecz wiara. W końcowym etapie Wielkiego Postu Kościół chce nas zaprosić do kontemplacji Jezusa ukrzyżowanego jako najwyższego objawienia miłości Boga do człowieka - miłości, która jako jedyna ma moc uzdrowienia nas ze wszystkich naszych zranień.

Maciej Zachara MIC, "Oremus" Wielki Post i Triduum Paschalne 2003, s. 142

Do góry

 

Megan McKenna

Wspólna podróż w wierze bywa czasem trudna. Izraelici opuścili górę Hor i poszli w stronę Morza Czerwonego przez krainę Edom. Napisane jest, że w drodze „lud stracił cierpliwość”, całą jaka miał. Gorzko narzekają przeciwko Mojżeszowi i Bogu, marudząc „Czemu wyprowadziliście nas z Egiptu, byśmy tu na pustyni pomarli? Nie ma chleba ani wody, a uprzykrzył się nam już ten pokarm mizerny.” Mizerny pokarm, jak go nazywają, to manna, w którą Bóg ich codziennie zaopatruje i przepiórki, które do nich przylatywały. Ignorują fakt, że Bóg jest Tym, który co chwilę interweniuje w ich sprawie. Wycofują się i ponownie zamieniają w lud który nie ma kierunku, znaczenia i poczucia tożsamości.

Tym razem Bóg reaguje i wysyła węże o „jadzie palącym” które ich kąsają, tak że wielu z nich umiera. Wtedy, i tylko wtedy, lud przychodzi do Mojżesza i wyznaje swój grzech narzekania przeciw niemu i przeciw Bogu. Proszą Mojżesza, by modlił się za nich i prosił Boga o odpuszczenie. Bóg rozkazuje Mojżeszowi by wykonał węża, umieścił go na palu i powiedział ludziom, żeby każdy ukąszony spojrzał na niego, a będzie uzdrowiony. Mojżesz jest posłuszny, wykonuje węża z brązu, lud również jest posłuszny i odzyskuje zdrowie.

Jest to, co do zasady, obrzęd spowiedzi. Popełniono błąd, osobisty i zbiorowy, mamy więc konsekwencje czynu i słowa. Później przychodzi świadomość i nazwanie grzechu, czyli spowiedź. Pokuta jest po to, by spojrzeć, spostrzec, uznać wszystkie konsekwencje i rozpocząć nawrócenie. Miejmy nadzieję, że osoby i społeczności nauczą się z biegiem czasu i na podstawie doświadczenia, jak nie musieć wchodzić w okres pokuty zbyt często!

Izraelici uczyli się powoli, byli niecierpliwi, szybcy w oskarżaniu innych za wszystko, co od razu nie wskakiwało w swoje miejsce czy nie ułatwiało im życia. Byli niewdzięczni, odrzucali dary Boże, które trzymały ich przy życiu, i byli zgorzkniali wobec Niego i Mojżesza. Łatwo jest dostrzec z perspektywy czasu, jak cierpliwy był Bóg wobec nich i równie łatwo zobaczyć jak bardzo przyzwyczajeni byli oni do swojego starego stylu bycia niewolnikami własnych, natychmiastowych potrzeb, nawet po tym, jak zobaczyli moc Boga działającą w praktyce w ich życiach i historii.

Czy jesteśmy do nich podobni w naszych sercach? Jak bardzo świadomi jesteśmy Bożych dzieł w naszym życiu i społeczności? Kto broni Boga i stoi w Jego imieniu pośród nas? Z pewnością narzekamy dużo, jako ludzie, członkowie parafii, społeczności religijnych i kościołów. Marudzimy, że nie mamy finansów, narzekamy na papieża, biskupów, księży, diakonów, liderów, lub ich brak, narzekamy na korupcję, brak jedności, tajemnice, złe zarządzanie i tak dalej, i tak dalej. Ale gdy wytykamy innych palcami, czyżbyśmy byli zupełnie nieświadomi własnego grzechu? Czy narzekamy na Boga – który nie jest taki, jak chcielibyśmy, który nie mieści się w naszych kategoriach? Zostało powiedziane, że wszystkie nasze duchowe problemy wyrastają z jednej rzeczywistości: jesteśmy wszyscy pełni gorzkiego gniewu, że to nie my jesteśmy Bogiem. Kogo atakujemy w kościele czy w świecie, ponieważ nie możemy dopaść Boga? Może powinniśmy przyjrzeć się konsekwencji naszego braku wdzięczności i zobaczyć, co Bóg robi dla nas i kim naprawdę jest, że znajduje się daleko poza naszym wąskim pojmowaniem Wszechmogącego.

Psalm 102 jest prosty: „Panie, słuchaj modlitwy mojej, a wołanie moje niech do Ciebie przyjdzie!” To wołanie grzeszników, tych którzy widzą siebie we właściwej perspektywie względem Boga, którzy wiedzą, że od Boga zależy to, w jaki sposób odpowie na modlitwę. Jest to również modlitwa tych, którzy widzą siebie samych w połączeniu z innymi, jako część narodu i jego historii, i pamiętają, że pierwszym priorytetem Boga jest słuchać, wysłuchiwać i odpowiadać na modlitwy potrzebujących, jęki więźniów i tych skazanych na śmierć, nie ludzi z dobrymi zamiarami i samolubnymi modlitwami.

Aluzja, jaką Jezus czyni w swojej rozmowie z faryzeuszami, jest oczywistym połączeniem między tymi dwoma czytaniami. Wywyższą oni Syna Człowieczego i dojdą do przekonania, że „Gdy wywyższycie Syna Człowieczego, wtedy poznacie, że Ja jestem i że Ja nic od siebie nie czynię, ale że to mówię, czego Mnie Ojciec nauczył. A Ten, który Mnie posłał, jest ze Mną: nie pozostawił Mnie samego, bo Ja zawsze czynię to, co się Jemu podoba.”

Jezus, w przeciwieństwie do Izraelitów, wie, że Bóg Go nie porzuci i że Jego ojciec zawsze pouczy Go, tak jak Bóg próbował pouczyć na pustyni swoich opornych uczniów – Izraelitów. Wygląda na to, że wszyscy jesteśmy jak faryzeusze: nie pojmujemy tego, co Bóg stara się zrobić z nami i tego, co Jezus chce dla nas zrobić przez Boga.

Jezus zaczyna od tego, że odchodzi, a oni będą go szukać i w grzechu swoim pomrą. Tam gdzie On idzie, nie mogą za nim podążyć. Jednak zamiast wysłuchać tego, co On mówi i zbadać własne serca, ci, którzy Go słuchają, zniekształcają to słowo i pytają czy przypadkiem nie rozważa On samobójstwa. Jezus ignoruje to pytanie i kontynuuje, mówiąc im, że należy On do tego, co jest w górze i świat nie może Go zatrzymać. I powtarza śmiertelne słowa: pomrzecie w swoich grzechach, jeśli nie nie uwierzycie, że JA JESTEM. A oni nadal nie rozumieją! Jezus próbuje ponownie. Powiada, że mówi światu, iż jest on Synem Człowieczym, który zostanie wywyższony, tak jak wąż na pustyni, a jeśli spojrzą i poznają kim On jest,w końcu zobaczą, że Ten który Go posłał, nie opuści Go. Bóg ma w Nim upodobanie.

Długie wywody Jana nie są łatwe do zrozumienia, ale możemy wyłowić z nich małe przebłyski objawienia i zrozumienia, kawałki tajemnicy. Jezus zawsze najpierw mówi o Bogu, Bogu który łamie granice, Bogu niepodobnym to wszystkiego tego, czego dotąd doświadczyliśmy. Bóg Jezusa jest Tym, który pozostaje wierny na długo po tym jak obraliśmy własną drogę, i nauczyliśmy się grzechu i wspólnoty ze złem; nawet po tym jak wypełniliśmy nasze życie małymi bożkami, które wielbimy na równi z Bogiem, lub bardziej od Boga. Również Jezus jest kimś więcej niż ktokolwiek z nas jest w stanie pojąć. On jest Synem Człowieczym, Ukrzyżowanym, tym który został wywyższony w konsekwencji naszego grzechu, nieprawości i samolubstwa. Nie różnimy się od Izraelitów czy faryzeuszy. Nie widzimy. Nie rozumiemy. Nie znamy Boga Jezusa ani Syna Człowieczego. Nie dość często zwracamy oczy na Ukrzyżowanego czy na nasz własny grzech, rozpoznając nieprawość, której dopuszczamy się wobec siebie nawzajem. Jeśli postępowalibyśmy w ten sposób, nie byłoby pośród nas takiej tolerancji dla terroru i przemocy.

Sheila Cassidy, brytyjska lekarka, która swego czasu pracowała w Chile, była torturowana i więziona za pomoc osobie rannej w strzelaninie, ponieważ nie zapytała zawczasu, po której stronie ten człowiek walczył. Od tamtego czasu pracowała dla Amnesty International, występując w imieniu ofiar tortur, a teraz pracuje w hospicjach w południowej Anglii z ludźmi nieuleczalnie chorymi. Pisała:

Wierzę, że się wiele musimy nauczyć o pasji Jezusa z cierpienia ludzi
blisko nas, i głęboko niewłaściwe jest koncentrowanie się na cierpieniu
Jezusa i równoczesne ignorowanie okrucieństwa i tortur, które są powszechne
w naszym świecie.

Musimy patrzeń na wywyższonych, ukrzyżowanych pośród nas, by rozpocząć proces naszego własnego uzdrowienia, uzdrowienia gatunku ludzkiego. Bóg widzi ziemię i serca, słyszy jęki uwięzionych i skazanych na śmierć, a my poznamy Boga Jezusa jeśli uczynimy podobnie. Jeśli narzekamy, narzekajmy na nędzę i brak środków do życia u wszystkich tych, którzy umierają z głodu, braku leków, wojny, napięć rasowych, lub nawet nie mają szans na życie. „Wysłuchaj Panie modlitwy mojej, a wołanie moje niech do Ciebie przyjdzie”. Uznajmy w naszym wołaniu nasz grzech, samolubne ego i brak poznania Boga.

Megan McKenna z książki "Wielki Post - Refleksje i opowieści"

 

O. Gabriel od św. Marii Magdaleny OCD

W ZNAKU KRZYŻA

Wszechmogący wieczny Boże, Ty postanowiłeś dokonać zbawienia człowieka na drzewie Krzyża, aby skąd śmierć wzięła początek, tam też powstało nowe życie (MP: prefacja o Krzyżu świętym).

Jezus, usiłując oświecić Żydów, aby doprowadzić ich do wiary, zmuszony był powiedzieć: „Jeżeli nie uwierzycie, że Ja jestem, pomrzecie w grzechach swoich”. Oni zaś pytają Go: „Kimże Ty jesteś?” (J 8, 24-25). Na to pytanie Jezus nie odpowiada wprost, lecz po chwili mówi: „Gdy wywyższycie Syna Człowieczego, wtedy poznacie, kim jestem” (tamże 28). Jeśli Jego słowa i cuda nie wystarczyły, aby przekonać tych zatwardziałych, to Jego męka — krzyż, na którym zostanie podwyższony — łącznie ze zmartwychwstaniem, będzie dla nich najwyższym wezwaniem do nawrócenia, a zarazem i wyczerpującą odpowiedzią na ich pytanie. Przy innej okazji Jezus powiedział: „Ja, gdy zostanę nad ziemię wywyższony, przyciągnę wszystkich do siebie” (J 12, 32). Jezus zdobywa ludzi na krzyżu, który stanie się ośrodkiem przyciągania, zbawienia dla całej ludzkości.

Kto się nie podda Chrystusowi ukrzyżowanemu i nie uwierzy w Niego, nie osiągnie zbawienia. Człowiek został zbawiony w błogosławionym znaku krzyża Chrystusowego. W tym znaku jest chrzczony, bierzmowany, rozgrzeszany. Pierwszy znak, jaki Kościół czyni nad noworodkiem, i ostatni, jakim umacnia i błogosławi umierającego, jest to zawsze znak krzyża. Nie jest to znak tylko symboliczny, lecz wielka rzeczywistość. Życie chrześcijańskie rodzi się z Krzyża, chrześcijanina zrodził Ukrzyżowany, może więc zbawić się jedynie wtedy, kiedy przywiąże się do krzyża swojego Pana i położy ufność w zasługach Jego męki.

Lecz wiara w Chrystusa ukrzyżowanego żąda, aby uczynić drugi krok. Chrześcijanin odkupiony przez Krzyż winien być przekonany, że samo jego życie musi być naznaczone — nie tylko symbolicznie — krzyżem Pana, czyli że ma nosić na sobie żywe Jego znamię. „Kto by chciał mi służyć, niech idzie za mną, a gdzie Ja jestem, tam będzie i mój sługa” (tamże 26), powiedział Jezus. A On jest na krzyżu. Synoptycy przekazali to samo upomnienie w słowach równie jasnych: „Kto nie bierze swego krzyża i nie idzie za Mną, nie jest Mnie godzien” (Mt 10, 38). Jeżeli Jezus niósł krzyż i na krzyżu się ofiarował, to każdy, kto chce być Jego uczniem, nie może obrać innej drogi. Jest to jedyna droga, która prowadzi do zbawienia, bo jedynie ona upodabnia nas do Chrystusa umarłego i zmartwychwstałego.

  • O mocy przedziwna krzyża! O chwało niewysłowiona męki!... Pociągnąłeś, o Panie, wszystko do siebie. Kiedy Ty wyciągałeś przez cały dzień swoje ręce do nieposłusznego i buntowniczego ludu, cały świat zobaczył, że powinien uznać Twój majestat...
       Pociągnąłeś, o Panie, wszystko do siebie... Twój krzyż jest źródłem wszelkiego błogosławieństwa, przyczyną wszystkich łask; przez niego wierzący czerpią siłę ze słabości, chwałę ze wzgardy, życie ze śmierci...
       Jedna tylko ofiara z ciała i krwi Twojej zastępuje o wiele doskonalej wszystkie ofiary... Ty bowiem jesteś prawdziwym „Barankiem Bożym, który gładzi grzech świata”. W ten sposób zamykasz w sobie wszystkie tajemnice i dokonujesz ich, aby powstało jedno królestwo złożone ze wszystkich narodów, jak jedna tylko jest ofiara zastępująca wszystkie żertwy (św, Leon Wielki).
  • Panie, daj mi swój Krzyż: z powodu wielkiej mojej nędzy a miłosierdzia Twojego; dla Twojej Kalwarii, dla Twojej miłości ukrzyżowanej, dla Twojej Męki długiej jak czas. Daj mi, o Panie Jezu, Twój Krzyż, ten niewidzialny, a obejmujący wszystek czas i całą wieczność, ten, który uczyniła miłość ukrzyżowana, która żłobi go w duszy i rodzi życie.
       Panie, zgnieciony i wyniszczony ogromem mej nędzy, odczuwam, że jestem niczym i nędzą tylko, a Ty wyciskasz na tej nędzy swój znak godny uwielbienia... Panie, tylko Twój Krzyż. Chcę nim żyć każdej chwili, odczuwać go we wszystkim, znajdować go w każdej myśli. Jezu, obym nie mógł już żyć nie myśląc o Tobie, Ukrzyżowany! Niechaj Twój Krzyż będzie stałym mieszkaniem dla mojej duszy, miejscem mojego pokoju (G. Canovai).

O. Gabriel od św. Marii Magdaleny, karmelita bosy
Żyć Bogiem, t. I, str. 375

Do góry

Książka na dziś

Poznaję swoją wiarę. Wielkanoc

Poznaję swoją wiarę. Wielkanoc

NOÉLIE VIALLET

Poznaję swoją wiarę to chrześcijańska seria dla najmłodszych. Najwięcej frajdy i wiedzy przyniesie dzieciom powyżej 3 roku życia.

Książka do nabycia w Księgarni Mateusza.

21 MARCA 2018

Środa

Dzień powszedni

Dzisiejsze czytania

(Dn 3, 14-20. 91-92. 95)
Król Nabuchodonozor powiedział: "Czy jest prawdą, Szadraku, Meszaku i Abed-Nego, że nie czcicie mojego boga ani nie oddajecie pokłonu złotemu posągowi, który wzniosłem? Czy teraz jesteście gotowi – w chwili gdy usłyszycie dźwięk rogu, fletu, lutni, harfy, psalterium, dud i wszelkiego rodzaju instrumentów muzycznych – upaść na twarz i oddać pokłon posągowi, który uczyniłem? Jeżeli nie oddacie pokłonu, zostaniecie natychmiast wrzuceni do rozpalonego pieca. Który zaś bóg mógłby was wyrwać z moich rąk?" Szadrak, Meszak i Abed-Nego odpowiedzieli, zwracając się do króla Nabuchodonozora: "Nie musimy tobie, królu, odpowiadać w tej sprawie. Jeżeli nasz Bóg, któremu służymy, zechce nas wybawić z rozpalonego pieca, może nas wyratować z twej ręki, królu! Jeśli zaś nie, wiedz, królu, że nie będziemy czcić twego boga ani oddawać pokłonu złotemu posągowi, który wzniosłeś". Na to wpadł Nabuchodonozor w gniew, a wyraz jego twarzy zmienił się w stosunku do Szadraka, Meszaka i Abed-Nega. Wydał rozkaz, by rozpalono piec siedem razy bardziej, niż było trzeba. Mężom zaś najsilniejszym spośród swego wojska polecił związać Szadraka, Meszaka i Abed-Nega i wrzucić ich do rozpalonego pieca. Król Nabuchodonozor popadł w zdumienie i nagle powstał. Zwrócił się do swych doradców, mówiąc: "Czyż nie wrzuciliśmy trzech związanych mężów do ognia?" Oni zaś odpowiedzieli królowi: "Oczywiście, królu". On zaś w odpowiedzi rzekł: "Lecz widzę czterech mężów rozwiązanych, przechadzających się pośród ognia, i nie dzieje się im nic złego; czwarty wyglądem przypomina anioła Bożego". Nabuchodonozor powiedział na to: "Niech będzie błogosławiony Bóg Szadraka, Meszaka i Abed-Nega, który posłał swego anioła, by uratować swoje sługi. W Nim pokładali ufność i przekroczyli nakaz królewski, oddając swe ciała, aby nie oddawać czci ani pokłonu innemu bogu poza Nim".

(Dn 3, 52. 53-54. 55-56)
REFREN:Chwalebny jesteś, wiekuisty Boże

Błogosławiony jesteś, Panie, Boże naszych ojców,
pełen chwały i wywyższony na wieki.
Błogosławione jest imię Twoje
pełne chwały i świętości,
uwielbione i wywyższone na wieki.

Błogosławiony jesteś w przybytku Twojej świętej chwały,
uwielbiony i przesławny na wieki.
Błogosławiony jesteś na tronie swojego królestwa,
uwielbiony i przesławny na wieki.

Błogosławiony jesteś Ty, co spoglądasz w otchłanie,
który zasiadasz na Cherubach,
pełen chwały i wywyższony na wieki.
Błogosławiony jesteś na sklepieniu nieba,
pełen chwały i wywyższony na wieki.

(Łk 8, 15)
Błogosławieni, którzy w sercu dobrym i szlachetnym zatrzymują słowo Boże i wydają owoc dzięki swojej wytrwałości.

(J 8, 31-42)
Jezus powiedział do Żydów, którzy Mu uwierzyli: "Jeżeli trwacie w nauce mojej, jesteście prawdziwie moimi uczniami i poznacie prawdę, a prawda was wyzwoli". Odpowiedzieli Mu: "Jesteśmy potomstwem Abrahama i nigdy nie byliśmy poddani w niczyją niewolę. Jakże Ty możesz mówić: „Wolni będziecie?” Odpowiedział im Jezus: "Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Każdy, kto popełnia grzech, jest niewolnikiem grzechu. A niewolnik nie pozostaje w domu na zawsze, lecz Syn pozostaje na zawsze. Jeżeli więc Syn was wyzwoli, wówczas będziecie rzeczywiście wolni. Wiem, że jesteście potomstwem Abrahama, ale wy usiłujecie Mnie zabić, bo nie ma w was miejsca dla mojej nauki. Co Ja widziałem u mego Ojca, to głoszę; wy czynicie to, co usłyszeliście od waszego ojca". W odpowiedzi rzekli do niego: "Ojcem naszym jest Abraham". Rzekł do nich Jezus: "Gdybyście byli dziećmi Abrahama, to dokonywalibyście czynów Abrahama. Teraz usiłujecie Mnie zabić, człowieka, który wam powiedział prawdę usłyszaną u Boga. Tego Abraham nie czynił. Wy dokonujecie czynów ojca waszego". Rzekli do Niego: "My nie urodziliśmy się z nierządu, jednego mamy Ojca – Boga". Rzekł do nich Jezus: "Gdyby Bóg był waszym Ojcem, to i Mnie byście miłowali. Ja bowiem od Boga wyszedłem i przychodzę. Nie wyszedłem sam od siebie, lecz On Mnie posłał".

Do góry

Rozważania do czytań

Ewangeliarz OP

Do góry

Oremus

Oremus

Wielu Żydów współczesnych Jezusowi uważało, że wystarczy sama przynależność do narodu wybranego, by być względem Boga w porządku i mieć zagwarantowane Jego błogosławieństwo. Tymczasem prawdziwa przynależność do potomstwa Abrahama polegała na wspólnej z nim wierze. Nam grozi podobna pycha, przekonanie, że sam fakt przynależności do Kościoła jest gwarancją zbawienia. Tymczasem prawdziwa przynależność do Kościoła oznacza zawierzanie siebie Bogu wciąż na nowo, ciągłe stawanie się Jego dzieckiem i stały wzrost w nas łaski chrztu.

Maciej Zachara MIC, "Oremus" Wielki Post i Triduum Paschalne 2003, s. 145

Do góry

 

Megan McKenna

Czytania na koniec tygodnia stają się nieprzyjemne, jedno po drugim, aż morderstwo Jezusa staje się nieuniknione. Jego słowa, rozumowanie, cytowanie pisma i bliskość z Bogiem rozwścieczają ich. Jezus, za sprawą potyczek słownych z faryzeuszami i tymi, którzy stawali przeciw niemu, obnaża ich postępki, motywacje i intencje oraz to, kim naprawdę są. Jest on więcej niż prorokiem wypominającym grzech i piętnującym niegodziwość. On jest żyjącym słowem Bożym, i wielu staje przeciw Niemu, chcąc uciszyć Go na wieki.

Pierwsze czytanie jest z księgi Daniela. Jest to znana historia o trzech młodych mężczyznach na dworze Króla Nabuchodonozora – o Szadrachu, Miszachu i Abed-nego – którzy odmówili oddania czci złotemu posągowi. Gdy tylko zabrzmiała muzyka, wszyscy mieli upaść na twarz i wielbić posąg, w przeciwnym razie zostaliby wrzuceni do rozpalonego pieca i spaleni żywcem. Król to uosobienie arogancji: „Jakiż Bóg wyrwałby ich z mojej ręki?” Trzej młodzi przyjaciele nawet się nie bronią przed królem. Wiedzą, komu służą, i nie jest to ten człowiek, król czy nie, który stoi przed nimi. Może on ich zabić, ale nie pozwolą, by ich odwiódł od uwielbienia prawdziwego Boga. Mówią królowi jasno, jaki jest ich stosunek do Boga: „Jeżeli nasz Bóg, któremu służymy, zechce nas wybawić z rozpalonego pieca, może nas wyratować z twej ręki, królu! Jeśli zaś nie, wiedz, królu, że nie będziemy czcić twego boga, ani oddawać pokłonu złotemu posągowi, który wzniosłeś.”

Reakcja króla jest łatwa do przewidzenia: „wyraz jego twarzy zmienił się”, i rozkazał rozpalić ogień siedem razy większy niż zwykle. Wtedy żołnierze wiążą trzech młodzieńców i wrzucają ich do pieca. Ale Nabuchodonozor widzi coś czego się nie spodziewał – w piecu są czterej ludzie, nietknięci i niepoparzeni, chodzący w płomieniach, a jeden z nich wygląda jak anioł [ang.: syn Boży]. Określenie „syn Boży” może oznaczać anioła, a czasem nawet obecność Boga w formie ucieleśnionego ducha. Zatem król Nabuchodonozor pada na kolana i wielbi Boga trzech wierzących, mówiąc: „Niech będzie błogosławiony Bóg Szadraka, Meszaka i Abed-Nega, który posłał swego anioła, by uratował swoje sługi. W Nim pokładali swą ufność i przekroczyli nakaz królewski, oddając swe ciała, aby nie oddawać czci ani pokłonu innemu bogu poza Nim.”

Trzej wygnańcy będący sługami Jahwe świadczą o swym Bogu, mimo że przebywają w niewoli, a ich wiara sprawia, że król pada na kolana. Bóg zainterweniował i okazał swą świętą moc poprzez to, że towarzyszył tym, którzy zostali mocno doświadczeni i poddani władzom świata. To oczywiście pokazuje, co Bóg uczyni dla nas w Jezusie, jednak nie będzie się mieszał w historię świata, ale pozwoli, by dzieje i władza tego świata biegły własnym torem. Wówczas Bóg na zawsze zburzy zwykły bieg historii i wzory źycia i śmierci. Jezus jest odważny i szczery wobec tych którzy przeciwstawiają się Jego Bogu, tak jak przeciwstawiali się trzem młodzieńcom w czasach Daniela, i wywołuje taką samą reakcję: wściekłość.

Wszystkie dzisiejsze czytania mówią o naturze Boga i o tym, czyim Bogiem jest Bóg. Psalm pochodzi z księgi Daniela. Jest to modlitwa błogosławienia świętego imienia Bożego; Boga który patrzy w głębię i włada ponad cherubami i sklepieniem niebios; Boga, który jest godzien chwały i wywyższony ponad wszystko na wieki. To jest Bóg, którego król Nabuchodonozor nigdy nie przeczuwał, polegając zamiast tego jedynie na swojej mocy jako przykładzie tego, co jest potężne i godne uwielbienia. Uwielbiał samego siebie i własne czyny, wymagając i naciskając by inni czynili to samo, ponieważ nie znał Boga.

Czytanie z ewangelii jest zaadresowane do Żydów, którzy uwierzyli w Jezusa, a więc i do nas: „Jeżeli będziecie trwać w nauce mojej, będziecie prawdziwie moimi uczniami i poznacie prawdę, a prawda was wyzwoli.” Jest to proklamacja władzy, rzeczywistości z punktu widzenia Boga. Nawet wierzący w Jezusa mają z tym słowem problem, ponieważ zakłada ono, że nie są jeszcze wolni. Kłócą się zawzięcie: „Jesteśmy potomstwem Abrahama i nigdy nie byliśmy poddani w niczyją niewolę.” Są pewni swoich przodków w wierze, polegają na swoich korzeniach i zakładają, że są wolni.

Ale Jezus zamierza sprawić, by widzieli siebie samych takimi, jakimi naprawdę są – abyśmy i my widzieli siebie takimi jakimi naprawdę jesteśmy.

Zaprawdę, zaprawdę, powiadam
wam: Każdy, kto popełnia grzech,
jest niewolnikiem grzechu.

TTo oczywiście odnosi się do nas wszystkich. Jezus zestawia niewolnika służącego w domu z prawowitym synem. Pierwszy nie ma stałego miejsca, drugi jest ugruntowany na zawsze. Jeśli tylko syn uwolni niewolnika, ten naprawdę jest wolny. Jezus dobrze zdaje sobie sprawę, że Jego słuchacze są z rodu Abrahama, ale również dobrze rozumie, że chcą Go zabić. Te dwie rzeczy stoją z sobą w sprzeczności. Więc potępia ich:

Wy usiłujecie Mnie zabić,
bo nie przyjmujecie mojej nauki.
Głoszę to, co widziałem u mego Ojca,
wy czynicie to, coście słyszeli od waszego ojca.

Ich źródła władzy i wolności są całkowicie przeciwstawne. Oni nazywają Abrahama swoim ojcem. Ale Jezus jest nauczycielem, kaznodzieją i prorokiem, i używa ich własnych słów i sposobu rozumowania przeciwko nim. Abraham żył w wierze, okazał gościnność aniołom Pana. gdy go odwiedzili, był posłuszny Bogu i opuścił swą ojczyznę, mimo że nie wiedział dokąd idzie. Spierał się z Bogiem w imieniu Sodomy i Gomory, starając się uratować od zagłady nawet tych nieprawych ludzi. Gdyby byli dziećmi Abrahama, postępowaliby jak on. Ale tak nie jest. Nie są dziećmi wiary, życia, przymierza, ponieważ próbują zabić Jezusa, człowieka, który mówi im prawdę zasłyszaną od Boga. Abraham nie zachowałby się tak jak oni! Są zsiniali z gniewu, zaślepieni nienawiścią. Wiedzą dokładnie. o co oskarża ich Jezus: że są nieprawym potomstwa!

Możemy niemal wyczuć zabójczą przeciwwagę. Zachowują się jak król Nabuchodonozor, zaś Jezus jest spokojny, skupiony i nieubłagany w swej prawdomówności. Krzyczą do niego: „Myśmy się nie urodzili z nierządu, jednego mamy Ojca – Boga.”
Jezus odpowiada powtarzając to, co mówił już wiele razy wcześniej:

Gdyby Bóg był waszym Ojcem, to i Mnie
byście miłowali. Ja bowiem od Boga
wyszedłem i przychodzę. Nie
wyszedłem od siebie, lecz On Mnie posłał.

Oto jest podstawa nauczania Jezusa: jeśli w ogóle znamy Boga, słowa Jezusa znajdują posłuch w naszych sercach i kochamy Go, ponieważ Jezus zna Boga osobiście. Bez Jezusa nikt z nas nie zna Boga. Bez Jezusa żyjemy w grzechu, jak niewolnicy, i nie znamy wolności dzieci Bożych. Nie znamy wolności i mocy Jezusa. Nie znamy wolności trzech młodych ludzi wolących zginąć w płomieniach, niż oddać cześć innemu bogu niż Bóg życia.

Kim jest nasz Bóg? Czy Słowo Boga, Jezus, znalazło posłuch w naszych sercach? Czy kochamy Jezusa? Miłość to nie uczucie, które przychodzi i odchodzi, przewijając się wśród innych rzeczy, którym służymy lub które kochamy. Miłość, o której mówi Jezus, to wola, by stanąć szczerze przeciwko wszelkiej władzy, która nie służy Bogu Jezusa. Czy stajemy przeciwko przemocy, wojny, nieludzkości, ubóstwu, braku godności, niesprawiedliwości, nierówności, materializmowi, indywidualizmowi, kapitalizmowi, nacjonalizmowi? Czy przeciwstawiamy się całą naszą osobą, nawet cieleśnie, tak jak przyjaciele, wszystkiemu co jest nieprawdziwe, sfabrykowane, służące samemu sobie, politycznie i ekonomicznie właściwe?

Dwudziesty czwarty marca to dzień obchodów rocznicy zabójstwa arcybiskupa Oskara Romero z El Salvador. Był męczennikiem, zastrzelonym przy ołtarzu po przemówieniu wzywającym ludzi do zaprzestania wzajemnych zabójstw. Jego słowa nie znalazły posłuchu w sercach ludzi u władzy, ale znalazły posłuch w sercach ubogich. Jego słowa z 1 kwietnia 1979 r. mocno wybrzmiewają w trakcie roku:

Ci którzy, jak mówi Biblia, chcieliby zachować swe życie – to znaczy Ci,
którzy nie chcą wchodzić w problemy, którzy chcą stać poza
wszystkim, co jest wymagające lub angażujące – Ci utracą
swoje życie.

Cóż za straszna rzecz żyć dobrze, bez cierpień, bez wpadania w kłopoty, dość bezproblemowo, dość spokojnie, z dobrym zapleczem – politycznym, ekonomicznym, socjalnym – bez jakichkolwiek braków.
Co w tym dobrego? Oni stracą swoje życia...

Do każdego z nas Chrystus mówi: „Jeśli chcesz by Twoje życie i misja były owocne tak jak moje, rób to co ja. Zamień się w ziarno, które daje się zakopać. Pozwól się zabić. Nie bój się. Ci którzy unikają cierpienia pozostaną sami. Nikt nie jest bardziej samotny niż człowiek skupiony na sobie. Ale jeśli dasz swoje życie innym w miłości, tak jak Ja dałem swoje za wszystkich, zbierzesz wielkie żniwo. Będziesz miał najgłębszą satysfakcję. Nie bój się śmierci ani gróźb. Pan idzie z Tobą.

Pora stanąć z Jezusem i sprzeciwić się złu. Czas, by być szczerym i zacząć kochać i uwielbiać jak ci trzej młodzieńcy, jak Oskar Romero, i jak wiele tysięcy ludzi którzy bronili swej wiary. To jest jedyny sposób na poznanie Boga, Prawdziwego, który posłał Jezusa na świat, by nas zbawić.

Megan McKenna z książki "Wielki Post - Refleksje i opowieści"

 

O. Gabriel od św. Marii Magdaleny OCD

SYN WAS UWOLNI

W Tobie, o Chryste, mamy odkupienie, odpuszczenie grzechów (Kol 1, 14)

Kiedy król Nabuchodonozor uczynił złoty posąg i nakazał oddawać mu cześć pod karą, że kto tego zaniecha zostanie wrzucony do pieca rozpalonego, trzej młodzieńcy żydowscy odpowiedzieli: „Jeśli to się stanie, Bóg nasz, któremu służymy, może nas wybawić z rozpalonego pieca i z Twej ręki, królu” (Dn 3, 17). Niezłomna wiara młodzieńców została nagrodzona, bo wszyscy trzej wyszli z płomieni nietknięci.

Cudowne zdarzenie Starego Testamentu jest figurą innego, bardziej cudownego, które spełnia się w Nowym: uwolnienie z ognia niszczycielskiego tych, którzy wierzą w Chrystusa. On sam to oświadczył Żydom: „Jeżeli będziecie trwać w nauce mojej, będziecie prawdziwie moimi uczniami i poznacie prawdę, a prawda was wyzwoli” (J 8, 31-32). Warunkiem, jaki Chrystus postawił ludziom, aby ich uwolnić z niewoli grzechu, jest wiara w Niego. Wiara, która rodzi się z uważnego, wytrwałego słuchania Jego słowa. Ona jedna zawiera bezwzględną prawdę, bez domieszki błędu i kłamstwa. „Ja jestem prawdą” (J 14, 6), powiedział Pan. On przynosi światu prawdę, „On jest światłością prawdziwą, która oświeca każdego człowieka” (tamże 1, 9). Jego słowo jest środkiem poznania prawdy, jaką głosił ludziom, aby oświeceni nią zostali uwolnieni od zwodniczego kłamstwa. Kłamstwo Złego zwiodło rodzaj ludzki u jego początków i uczyniło człowieka niewolnikiem grzechu. Prawda Chrystusowa znosi dawną niewolę i przywraca człowiekowi wolność dziecka Bożego. „Owoc z drzewa nas zawiódł, a Syn Boży nas odkupił” (R).

W świecie pełnym błędów, fałszywych teorii i zepsutych obyczajów człowiek zbawi się tylko poprzez Ewangelię; tylko w niej może znaleźć prawdę nauki i życia. Chrześcijanin powinien, jak trzej młodzieńcy żydowscy, mężnie opierać się wszelkiemu uwodzeniu, odrzucić wszelką postawę niezgodną z Ewangelią teoretycznie lub praktycznie, bo albo otwarcie jej się sprzeciwi, albo też podstępnie sfałszuje przez tłumaczenia, które ją zniekształcają i lekceważą. „Nie bójcie się tych, którzy zabijają ciało — powiedział Pan — lecz duszy zabić nie mogą” (Mt 10, 28).

  • Ucieczko moja i Twierdzo, mój Boże, któremu ufam! Ty mię wyzwolisz z sideł pokus i grzechu, i od zgubnego słowa, okryjesz mię swoimi piórami, schronisz pod swe skrzydła; niedola nie przystąpi do mnie, bo Ty swoim aniołom dasz rozkaz, aby mię strzegli na wszystkich moich drogach. Na rękach swoich będą mię nosili, abym nie uraził mej stopy o kamień (zob. Psalm 91, 2-4. 10-12).
  • Jak lekarz nienawidzi choroby i czyni wszystko, by ją wyleczyć i ulżyć choremu, tak Ty, Boże mój, swoją łaską działasz we mnie, by zniszczyć grzech i uwolnić mię od niego... pierwsza wolność, w istocie, polega na tym, aby nie mieć grzechu... kiedy nie będę miał już grzechów, wówczas zacznę podnosić głowę ku wolności; lecz jest to tylko początek wolności, ale niedoskonałej, bo „widzę w członkach moich prawo inne, które toczy walkę z prawem mojego umysłu; nie czynię bowiem dobra, którego chcę, ale czynię to zło, którego nie chcę” (Rz 7, 23. 19)... Z jednej strony wolność, z drugiej niewola. Wolność nie jest jeszcze pełna ani czysta; nie jest jeszcze pełna, bo nie nadeszła jeszcze wieczność. Częściowo zachowują słabość, a w części dostępują wolności... W miarę jak służę Tobie, o Panie, jestem wolny, a w tej mierze, w jakiej służę prawu grzechu, jestem niewolnikiem...
       Co mam czynić, o Panie, z powodu tej słabości, jaka trwa we mnie? Nic innego jak tylko zwrócić się do Ciebie, powiedziałeś bowiem: „Jeżeli Syn was wyzwoli, wówczas będziecie rzeczywiście wolni”
       O Panie, wiem od Ciebie, że będziesz strzegł duszy mojej, bo mówisz: „Nie bójcie się tych, którzy zabijają ciało, lecz duszy zabić nie mogą” (Mt 10, 28)... Nikt mnie nie przestraszy: potężniejszy jesteś Ty, coś mnie wezwał, jesteś bowiem wszechmocny. Ty jesteś mocniejszy niż wszyscy mocni, Ty jesteś wyższy niż wszyscy najwyżsi. Umarłeś za mnie, jestem wiec pewien, że otrzymam życie od Ciebie, posiadając jako zadatek Twoją śmierć. Za kogo w istocie umarłeś? czy może za sprawiedliwych? Pytam Pawła i odpowiada mi: „Chrystus umarł za grzeszników” (Rz 5, 6). Kiedy byłem grzesznikiem, Ty umarłeś za mnie; teraz, kiedy zostałem usprawiedliwiony, czy mię opuścisz? (św. Augustyn).

O. Gabriel od św. Marii Magdaleny, karmelita bosy
Żyć Bogiem, t. I, str. 379

Do góry

Książka na dziś

Tajemnice liczb biblijnych

Tajemnice liczb biblijnych

BARBARA SZCZEPANOWICZ/p>

Ośmieliłam się zmierzyć z bardzo trudnym tematem, nad którym teolodzy i egzegeci pochylają się od wieków. Liczby w Biblii to ryzykowna przygoda. Zdaję sobie w pełni sprawę, że to, co napisałam, nie wyczerpuje tematu, że nie przeniknęłam wszystkich tajemnic i nie udzieliłam odpowiedzi na wszystkie pytania, jakie można postawić w związku z liczbami w Biblii. Mimo to mam nadzieję, że lektura tej książki pozwoli Czytelnikom poznać bogactwo znaczeniowe liczb biblijnych i przyczyni się do lepszego rozumienia słowa Bożego zawartego na kartach Pisma Świętego.

Książka do nabycia w Księgarni Mateusza.

22 MARCA 2018

Czwartek

Dzień powszedni

Dzisiejsze czytania

(Rdz 17, 3-9)
Abram padł na oblicze, a Bóg tak do niego mówił: "Oto moje przymierze z tobą: staniesz się ojcem mnóstwa narodów. Nie będziesz więc odtąd nazywał się Abram, lecz imię twoje będzie Abraham, bo uczynię ciebie ojcem mnóstwa narodów. Sprawię, że będziesz niezmiernie płodny, tak że staniesz się ojcem narodów i pochodzić będą od ciebie królowie. Przymierze moje, które zawieram pomiędzy Mną a tobą oraz twoim potomstwem, będzie trwało przez pokolenia jako przymierze wieczne, abym był Bogiem twoim, a potem twego potomstwa. I oddaję tobie i twym przyszłym potomkom kraj, w którym przebywasz, cały kraj Kanaan, jako własność na wieki i będę ich Bogiem". Potem rzekł Bóg do Abrahama: "Ty zaś, a po tobie twoje potomstwo przez wszystkie pokolenia zachowujcie przymierze ze Mną".

(Ps 105 (104), 4-5. 6-7. 8-9)
REFREN:Pan Bóg pamięta o swoim przymierzu

Rozmyślajcie o Panu i Jego potędze,
zawsze szukajcie Jego oblicza.
Pamiętajcie o cudach, które On uczynił,
o Jego znakach, o wyrokach ust Jego.

Potomkowie Abrahama, słudzy Jego,
synowie Jakuba, Jego wybrańcy.
On, Pan, jest naszym Bogiem,
Jego wyroki obejmują świat cały.

Na wieki pamięta o swoim przymierzu,
obietnicy danej tysiącu pokoleń,
o przymierzu, które zawarł z Abrahamem,
przysiędze danej Izaakowi.

(Ps 95 (94), 8a. 7d)
Nie zatwardzajcie dzisiaj serc waszych, lecz słuchajcie głosu Pańskiego.

(J 8, 51-59)
Jezus powiedział do Żydów: "Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Jeśli ktoś zachowa moją naukę, nie zazna śmierci na wieki". Rzekli do Niego Żydzi: "Teraz wiemy, że jesteś opętany, Abraham umarł, i prorocy – a Ty mówisz: „Jeśli ktoś zachowa moją naukę, ten śmierci nie zazna na wieki”. Czy Ty jesteś większy od ojca naszego, Abrahama, który przecież umarł? I prorocy pomarli. Kimże Ty siebie czynisz?" Odpowiedział Jezus: "Jeżeli Ja sam siebie otaczam chwałą, chwała moja jest niczym. Ale jest Ojciec mój, co otacza Mnie chwałą, o którym wy mówicie: „Jest naszym Bogiem”. Lecz wy Go nie poznaliście. Ja Go jednak znam. Gdybym powiedział, że Go nie znam, byłbym podobnie jak wy kłamcą. Ale Ja Go znam i słowo Jego zachowuję. Abraham, ojciec wasz, rozradował się z tego, że ujrzał mój dzień – ujrzał go i ucieszył się". Na to rzekli do Niego Żydzi: "Pięćdziesięciu lat jeszcze nie masz, a Abrahama widziałeś?" Rzekł do nich Jezus: "Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Zanim Abraham stał się, Ja jestem". Porwali więc kamienie, aby rzucić w Niego. Jezus jednak ukrył się i wyszedł ze świątyni.

Do góry

Rozważania do czytań

Ewangeliarz OP

Do góry

Oremus

Oremus

Przymierze, które Bóg zawarł z ludzkością we krwi Chrystusa, jest dalszym ciągiem tej samej historii zbawienia, w której w przeszłości uczestniczył Abraham. Bóg jest wierny swojej obietnicy. Jezus ogłasza "swój dzień", czyli moment zawarcia Nowego Przymierza, i nie powstrzymują Go drwiny ani wrogość ze strony słuchaczy. Przymierze zawarte w krzyżu Jezusa Chrystusa pozostanie niezniszczalne, nie unieważni go żaden grzech ani żadna ludzka niewierność

Maciej Zachara MIC, "Oremus" Wielki Post i Triduum Paschalne 2003, s. 149

Do góry

 

Megan McKenna

Ten fragment z Księgi Rodzaju jest zapisem tego, jak Bóg rozmawia z Abramem i zawiera z nim wieczne przymierze. W tym przymierzu Bóg zmienia imię, przeznaczenie, i znaczenie Abrama w świecie. Staje się on Abrahamem, ojcem wielu narodów. Jego potomkowie będą niezmiernie płodni, nie tylko w sensie biologicznym, ale w sensie wiary i w tym, że staną w uwielbieniu z tymi, którzy po nich nadejdą, ponieważ z jego rodu wywodzić się będą królowie, a inne narody przyjdą do Izraela, oddając Bogu hołd.

Bóg jest inicjatorem przymierza, Tym który je podtrzymuje, wyznacza prawa i obowiązki obydwu stronom przymierza. Bóg będzie wierny przez wszystkie pokolenia i utrzyma przymierze przez wszystkie wieki, nie zrywając go z byle powodu, i da ziemię w której obecnie przebywa Abraham, ziemię Kanaan, na wieczne dziedzictwo; Bóg będzie ich Bogiem – ich jedynym Bogiem. W zamian Bóg wymaga tylko jednej rzeczy od Abrahama i jego potomków: muszą zachować przymierze. Muszą należeć tylko do Boga. Muszą okazywać Bożą chwałę. Przymierze zdaje się być centrum tego czytania, a jednak jest nim sam Bóg, który mówi do Abrama. Jest to Boże przymierze, a Abraham pada na twarz przed tym Bogiem, który przychodzi do niego i wprawia w ruch historię i religię Izraela.

Psalm 105 mówi nam więcej o Bogu Abrahama i tym jak mamy żyć w relacji z Bogiem. Odpowiedź jest przypomnieniem Bożej roli: „Pan pamięta o swym przymierzu na wieki.” Mamy się nauczyć, by pamiętać o Bożej sile, wspaniałych czynach, cudach i sądach. Miejmy to w pamięci, że jesteśmy potomkami Abrahama i sługami Boga, wybranymi, i że jesteśmy związani z Bogiem na co najmniej tysiąc pokoleń. Bóg o nas pamięta. Jesteśmy, mówiąc dosłownie, w objęciach Bożych, indywidualnie i jako zbiorowość. Bóg podtrzymuje nas przy życiu wśród wszystkich innych narodów i ich historii. Jesteśmy zawsze obecni przed Bogiem. Nasze nastawienie jest takie jak Abrahama: padamy na twarz przed Bogiem, zachowując przymierze, pokorni, posłuszni, słuchający.

Ponownie, Jezus i ludzie Jemu współcześni potykają się z sobą na polu teologii, ale Jezus przejmuje inicjatywę: „Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Jeśli kto zachowa moją naukę, nie zazna śmierci na wieki.” Ten wers wystarczy oczywiście, by Jego przeciwnicy zapłonęli gniewem, oskarżają Go więc, że jest opętany albo szalony. Znów stosują logiczne rozumowanie: Abraham nie żyje. Prorocy nie żyją. A jednak ty twierdzisz, że kto zachowa twoją naukę, nie zazna śmierci. Wypowiadają swoją zabójczą insynuację: „Czy Ty jesteś większy od ojca naszego Abrahama, który przecież umarł? I prorocy pomarli. Kim Ty siebie czynisz?” Oto jest sedno konfliktu. Jezus nie udaje, że jest kimkolwiek innym, niż jest w rzeczywistości: jest Dzieckiem Boga, ma intymność z Bogiem przez to, że Go słucha, jest Mu posłuszny i wykonuje tylko wolę Bożą. Wypełnia On przymierze dane Abrahamowi w doskonały sposób. Jest jednym z potomków tego wiernego przyjaciela Boga, i jest on wiernością sam w sobie, całkowicie i bezgranicznie oddany tylko Bożym drogom na ziemi.

Powraca do swego refrenu: Ja znam Boga. Oddaję chwałę tylko Bogu. „Ja Go znam i słowa Jego zachowuję.” Oni nie znają Boga. A Jezus trafia w sedno, poprzez odniesienie do Abrahama: „Abraham, ojciec wasz, rozradował się z tego, że ujrzał mój dzień - ujrzał [go] i ucieszył się.” Ojcem Jezusa jest Bóg, nie Abraham; Abraham służy Bogu, i w związku z tym cieszy się przyjściem Jezusa, wypełnieniem przymierza.

Ale liderzy żydowscy uparcie nie chcą zagłębiać jakiegokolwiek ze słów Jezusa. Interpretują je powierzchownie, ignorując ich długą historię, która wyraźnie pokazuje, że Prawo, przymierze i słowo Boga w prorokach nie może zostać zredukowane do jednej konkretnej rzeczy lub łatwo zaszufladkowane. Wszystkie Boże wyroki zostały zapisane głęboko w sercach ludu Izraela, i to pomimo ich braku wierności, przez moc i łaskę Boga i ziarno to nadal rośnie, objawiając coraz więcej. Ale oni nie chcą słuchać, więc sprzeciwiają się: „Pięćdziesięciu lat jeszcze nie masz, a Abrahama widziałeś?” Zapominają, że cała obietnica dana Abrahamowi mówi o życiu, o przymierzu mającym władzę nad śmiercią i rozciągającym imię Abrahama, pamięć o nimi i wiarę na tysiące pokoleń. Abraham jest żywy w tych swoich potomkach, którzy są wierni przestrzeganiu wymogów przymierza. Z drugiej jednak strony, są oni martwi.

Jezus wtedy oświadcza wprost: „Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Zanim Abraham stał się, JA JESTEM.” To jest imię Boga, które objawił Mojżeszowi w odpowiedzi na jego pytanie, zanim Mojżesz poszedł stanąć przed faraonem w Egipcie. Mówi ono, że Boga nie da się nazwać. Bóg jest zawsze tajemnicą, nieznaną i wymykająca się słowom. Jezus nie udaje, że jest kimkolwiek innym, niż Zrodzonym z Boga, mieszkającym i ukrytym w Bogu. Umyślnie jednak Jego słowa są źle interpretowane, lud porywa więc kamienie, by rzucać w Niego. Mają zamiar Go ukamienować, tu i teraz. Ale czas Jezusa jeszcze nie nadszedł. Wkrótce – ale jeszcze nie teraz. Chował się więc i wymyka niepostrzeżenie ze świątyni.

Jezus próbował dosięgnąć ich serc, ale zawsze pojawiali się tacy, którzy twierdząc, że są religijni, używali pism i religii w swoich celach. Nie słuchają, ale definiują Boga według własnych kategorii. A jednak Bóg nie sprowadza na nich śmierci. Tak jak Jezus prosił by zrozumieli: Bóg jest Bogiem życia, życia nawet bardziej obfitego, życia potężniejszego niż śmierć.
Jest pewna bajka suficka, opowiadana przez Antoniego de Mello i wielu innych, która mówi o uczeniu się i uczniostwie:

Pewnego razu wielu ludzi zgromadziło się razem na rynku by zadawać
pytania nauczycielowi. Niektórzy byli poważnie interesowali się prawdą i
chcieli zmienić swoje życia i dostosować je do mocy dobra i życia, będącego
Bogiem, którego poznania poszukiwali. Wielu przyszło przez
ciekawość lub zostali przyprowadzeni przez przyjaciół. Niektórzy byli
tam przypadkiem. Inni chcieli deprecjonować i podchodzić nauczyciela,
ponieważ sam służyli innym i postrzegali go jako zagrożenie dla własnej
pozycji w grupie. Byli tam też uczniowie samego nauczyciela, którzy często
nie rozumieli zbyt wiele z tego, co się działo jeszcze na długo po końcu
dyskusji.

Tego dnia wszystkie pytania zdawały się być o grobie, o śmierci, i czy
można być pewnym życia po śmierci. Było to bardzo kłopotliwe szczególnie
dla uczniów mistrza, ponieważ w odpowiedzi na wszystkie pytania nauczyciel
tylko się śmiał. Czasami lekko, po prostu chichotał. Czasami dziko, w sposób
bardzo niegodny. Czasem z przyjemnością. Czasami prawie w konwulsjach.
Ci, którzy pytali i ci, którzy słuchali reagowali na to gniewem, zmieszaniem,
poczuciem, że ktoś ich obraził. Ale mistrz nie odpowiedział słowem, tylko
się śmiał. W końcu odszedł od nich.

Późnej tego samego dnia uczniowie obsiedli go i zażądali by powiedział coś
o poranku. O co mu chodziło? Byli naprawdę zbici z tropu i na skraju cierpliwości.
Spojrzał na nich z pozorną powagą i odrzekł: „Czy kiedykolwiek zauważyliście,
kim są ludzie, którzy cały czas zadają pytania o następne życie – życie po śmierci?
Wygląda na to, że każdy z nich, z takiego czy innego powodu, ma problem z tym
życiem. Zawsze zdają się chcieć innego życia, które nie ma z tym zupełnie nic
wspólnego.

To nie uspokoiło uczniów, więc jeden w końcu wypalił:
„Ale nauczycielu, czy jest życie po śmierci, czy nie? Mów jasno. Tak lub nie!”
Nauczyciel zrobił to ponownie: zaśmiał się w głos. Potem sam zadał pytanie: „To ja
bym chciał wiedzieć,” powiedział „ czy jest życie przed śmiercią?” I zwrócił się do
wszystkich: „ Czy ktokolwiek z was jest naprawdę żywy?”

TWięc, w tym tygodniu przed Wielkim Tygodniem, zanim staniemy twarzą w twarz z krzyżem i śmiercią, zanim będziemy rozpamiętywać obietnice chrzcielne i pójdziemy z Jezusem w stronę końca Jego życia, oto jest pytanie: Czy jesteśmy naprawdę żywi? Czy jesteśmy żywi w Chrystusie?

Megan McKenna z książki "Wielki Post - Refleksje i opowieści"

 

O. Gabriel od św. Marii Magdaleny OCD

Moim działem, o Panie, jest zachowanie Twojego słowa (Ps 119, 57)

„Jeżeli będziecie trwać w nauce mojej... poznacie prawdę, a prawda was wyzwoli” (J 8, 31-32). To stwierdzenie jest uzupełnione przez drugie: „Jeśli kto zachowa moją naukę, nie zazna śmierci na wieki” (tamże 51). Nauka Pana jest prawdą i życiem. Troska o trwanie w nauce i zachowywanie jej prowadzi do jaśniejszego i głębszego poznania prawdy w niej zawartej, do wolności od grzechu, a nawet od śmierci, która jest jego najpoważniejszym następstwem. Zachowywanie Nauki, poznanie prawdy, zdobycie wolności, posiadanie życia wiecznego — są to stopniowe etapy życia chrześcijańskiego, kończącego się w wieczności. „Wszystko pochodzi z ożywiającej mocy słów Pana; one są „duchem i życiem” (J 6, 63) oraz, „słowami życia wiecznego” (tamże 68).

Żydzi nie zrozumieli i dlatego protestowali: jak może Jezus rościć sobie prawo, że swoich uczniów uwolni od śmierci, skoro również prorocy, a nawet Abraham, umarli? Pan odpowiadając zestawia ich niedowiarstwo z wiarą Patriarchy, bo chlubią się, że są jego dziećmi. „Abraham, ojciec wasz, rozradował się z tego, że ujrzał mój dzień — ujrzał go i ucieszył się” (J 8, 56). Abraham żył wiarą w słowo Boga i trwał w nim zachowując je aż do heroizmu, stąd miał światło, by wierzyć w obiecanego Mesjasza, i witał dzień Jego przyjścia z odległości wieków. Żydzi natomiast, choć współcześni Mesjaszowi, nie uznają Go, nie wierzą w Niego, bo odrzucają Jego naukę: „wy usiłujecie Mnie zabić, bo nie przyjmujecie mojej nauki” (tamże 37). Całkowitemu odrzuceniu nauki Chrystusa odpowiada całkowite zaślepienie, to, które kiedyś popchnęło Żydów do zadania śmierci ich Zbawicielowi, a dzisiaj jeszcze skłania wielu do prześladowania Chrystusa w Jego Kościele. Lecz Chrystus nie umiera i nie przestaje powtarzać: „Zanim Abraham stał się, Ja jestem” (tamże 58). On jest dzisiaj i wczoraj, jutro i zawsze; żadna siła nie zdziała nic przeciw Niemu, a Jego uczniowie w Nim znajdują światło i życie, nawet w najtrudniejszych chwilach. Kotwicą ich zbawienia jest wieczna nauka Pana. „Jeśli kto zachowa moją naukę, nie zazna śmierci na wieki”.

  • Moim działem, Panie, jest zachować Twoje słowa... rozważałem Twoje drogi i zwróciłem kroki moje do Twoich napomnień. Spieszę bez ociągania, by przestrzegać Twoich przykazań.
       Słowo Twe, Panie, trwa na wieki, niezmienne jak niebiosa. Wierność Twoja trwa z pokolenia na pokolenie... gdyby Twoje prawo nie było moją rozkoszą, pewnie byłbym już zginął w moim utrapieniu. Nie zapomnę na wieki Twoich przykazań, bo przez nie dajesz mi życie. Należę do Ciebie, wybaw mię, bo dałeś mi swoje przykazania.
       Rozważanie Twoich słów daje światło, prostaczków uczy rozumu. Otwieram usta i wzdycham pragnąc Twoich przykazań (Psalm 119, 57-60. 59-94. 130-131).
  • Panie mój i Boże mój... nie tylko ustami, lecz z głębi serca pragnę pełnić Twoją wolę, całą Twoją wolę, tylko Twoją wolę. Twoją wolę, a nie moją; daj mi ją poznać, Boże mój, i spraw, abym ją pełnił. Daj mi wiarę i posłuszeństwo Abrahama; spraw, abym słuchał Twego głosu. Twego głosu wewnętrznego, głosu tych, przez których do mnie mówisz. Daj mi wiarę, Boże mój. I daj mi posłuszeństwo... które umie poświęcić najdroższe uczucia serca i najmocniejsze przekonania duszy, by przylgnąć jedynie do Twojej świętej, błogosławionej woli. Boże mój, proszę Cię o to całym sercem, przez naszego Pana Jezusa Chrystusa (Ch. de Foucauld).
  • O posłuszeństwo miłe, posłuszeństwo rozkoszne! Posłuszeństwo słodkie, promienne, bo rozpraszasz ciemności miłości własnej. Ty ożywiasz duszę, którą wybrałeś sobie na oblubienicę, bo dajesz jej życie łaski i uwalniasz ją od śmierci woli własnej, która przynosi jej wojnę i śmierć. Jesteś dobrotliwe i litosne; z dobrocią i łagodnością dźwigasz wszelkie ciężary, bo towarzyszy ci siła i prawdziwa cierpliwość. Uwieńczone jesteś wieńcem wytrwałości, bo wielkie ciężary, którymi zostałeś obarczone, nic przytłaczają cię. Światło wiary uczy cię znosić wszystko. Jesteś tak bardzo związane z pokorą, że żadne stworzenie nie może wyrwać cię z duszy, która cię posiada.
       Skarb posłuszeństwa poznaje się w Tobie, o Słowo, które wskazałoś nam drogę stając się posłuszne aż do haniebnej śmierci na krzyżu. Posłuszeństwo Twoje jest kluczem, który otworzył niebo, na nim opiera się nasze posłuszeństwo (zob. św. Katarzyna ze Sieny).

O. Gabriel od św. Marii Magdaleny, karmelita bosy
Żyć Bogiem, t. I, str. 382

Do góry

Książka na dziś

W twej duszy jest niebo. Konferencje i świadectwa

W twej duszy jest niebo. Konferencje i świadectwa

KS. DOLINDO RUOTOLO, KS. ROBERT SKRZYPCZAK

Przeczytaj świadectwo duchowej córki ks. Dolindo Ruotolo i jego wyjątkowe katechezy. Niezwykłe świadectwo Enziny Cervo, najbliższej duchowej córki ks. Dolindo, do niedawna było zamknięte w archiwach rodzinnych i w aktach postulatora procesu beatyfikacyjnego. Tymczasem historia ks. Dolindo wywołuje kolejne pytania. Jak widzieli go najbliżsi? Jak się modlił? Jakie cuda wypraszał za życia i po śmierci? W kościołach Neapolu wytrwale głosił do ośmiu kazań dziennie – co mówił podczas nich?

Książka do nabycia w Księgarni Mateusza.

23 MARCA 2018

Piątek

Dzień powszedni

Dzisiejsze czytania

(Jr 20, 10-13)
Rzekł Jeremiasz: "Słyszałem oszczerstwo wielu: „Trwoga dokoła! Donieście, donieśmy na niego!” Wszyscy zaprzyjaźnieni ze mną wypatrują mojego upadku: „Może on da się zwieść, tak że go zwyciężymy i wywrzemy pomstę na nim!” Ale Pan jest przy mnie jako potężny mocarz; dlatego moi prześladowcy ustaną i nie zwyciężą. Będą bardzo zawstydzeni swoją porażką, okryci wieczną i niezapomnianą hańbą. Panie Zastępów, Ty, który doświadczasz sprawiedliwego i który patrzysz na nerki i serce, dozwól, bym zobaczył Twoją pomstę na nich. Tobie bowiem powierzyłem swą sprawę. Śpiewajcie Panu, wysławiajcie Pana! Uratował bowiem życie ubogiego z ręki złoczyńców".

(Ps 18 (17), 2-3a. 3b-4. 5-6. 7)
REFREN:Pana wzywałem i On mnie wysłuchał

Miłuję Cię, Panie,
Mocy moja,
Panie, Opoko moja i Twierdzo,
mój Wybawicielu.

Boże, Skało moja, na którą się chronię,
Tarczo moja, Mocy zbawienia mego i moja Obrono.
Wzywam Pana, godnego chwały,
i wyzwolony będę od moich nieprzyjaciół.

Ogarnęły mnie fale śmierci
i zatrwożyły odmęty niosące zagładę.
Oplątały mnie pęta otchłani,
schwyciły mnie sidła śmierci.

Wzywałem Pana w moim utrapieniu,
wołałem do mojego Boga
i głos mój usłyszał ze swojej świątyni,
dotarł mój krzyk do Jego uszu.

(J 6, 63c. 68c)
Słowa Twoje, Panie, są duchem i życiem. Ty masz słowa życia wiecznego.

(J 10, 31-42)
Żydzi porwali za kamienie, aby Jezusa ukamienować. Odpowiedział im Jezus: "Ukazałem wam wiele dobrych czynów, które pochodzą od Ojca. Za który z tych czynów chcecie Mnie kamienować?" Odpowiedzieli Mu Żydzi: "Nie kamienujemy Cię za dobry czyn, ale za bluźnierstwo, za to, że Ty, będąc człowiekiem, uważasz siebie za Boga". Odpowiedział im Jezus: "Czyż nie napisano w waszym Prawie: "Ja rzekłem: Bogami jesteście?” Jeżeli Pismo nazwało bogami tych, do których skierowano słowo Boże – a Pisma nie można odrzucić – to czemu wy o Tym, którego Ojciec poświęcił i posłał na świat, mówicie: „Bluźnisz”, dlatego że powiedziałem: „Jestem Synem Bożym”? Jeżeli nie dokonuję dzieł mojego Ojca, to Mi nie wierzcie! Jeżeli jednak dokonuję, to choć nie wierzylibyście Mi, wierzcie moim dziełom, abyście poznali i wiedzieli, że Ojciec jest we Mnie, a Ja w Ojcu". I znowu starali się Go pojmać, ale On uszedł z ich rąk. I powtórnie udał się za Jordan, na miejsce, gdzie Jan poprzednio udzielał chrztu, i tam przebywał. Wielu przybyło do Niego, mówiąc, iż Jan wprawdzie nie uczynił żadnego znaku, ale wszystko, co Jan o Nim powiedział, było prawdą. I wielu tam w Niego uwierzyło.

Do góry

Rozważania do czytań

Ewangeliarz OP

Do góry

Oremus

Oremus

Wobec otaczających Go potężnych przeciwników Jezus wydaje się słaby i samotny. Będąc po ludzku bezbronnym, oddaje się całkowicie w ręce Ojca. Często gdy doznajemy przeciwności w słusznej sprawie, może także w sprawie Ewangelii, budzi się w nas pokusa sięgnięcia po jakąś formę przemocy, która w pewnych sytuacjach nawet zdaje się być usprawiedliwiona. Nie jest to jednak postawa Jezusa. On nie tracił czasu na walkę o doraźny sukces i na dochodzenie swoich racji. Prawdziwie bowiem ewangeliczne świadectwo dokonuje się w kruchości i w pokornym oddaniu się Ojcu.

Maciej Zachara MIC, "Oremus" Wielki Post i Triduum Paschalne 2003, s. 153

Do góry

 

Megan McKenna

Czytanie z Jeremiasza odbiera serce i odwagę, a jednak wyartykułowane jest nie tylko z udręką, ale też z przekonaniem i z mocą. Los Jeremiasza jest ciężki. Ludzie potępiają go, szemrzą przeciw niemu. Otacza go terror. Szczególnego żalu przysparza mu uświadomienie sobie, że nawet ci, których uważał za przyjaciół teraz czyhają na jego potknięcie. Czekają na okazję, by go złapać, tak by mogli wywrzeć na nim zemstę, aby ich władza i wola przetrwały w narodzie. Przeciwstawiają się prorokowi i Bogu proroka, ponieważ Jeremiasz nie ma życia poza głoszeniem tego, co Bóg rozkazał mu powiedzieć, bez względu na konsekwencje.

Ale Jeremiasz zna Tego, któremu służy i zna wierność swego Boga, który jest „jak potężny mocarz”, i wierzy on i jego prześladowcy sami doprowadza się do upadku i nie zatryumfują nad nim. A nawet jeśli tak będzie, to na dłuższą metę polegną, ponieważ nie mogą oni przezwyciężyć woli Bożej. Ostatecznie zostaną zawstydzeni, „okryci wieczną i niezapomnianą hańbą.” Jeremiasz więc modli się modlitwą zdesperowanego, potrzebującego, modlitwą tego, który cierpi z powodu wierności Bogu i jest Bożym biedakiem:

Panie Zastępów, Ty, który doświadczasz
sprawiedliwego, patrzysz na nerki i serce,
dozwól, bym zobaczył Twoją pomstę nad
nimi. Tobie bowiem powierzyłem swą sprawę.

Słyszeliśmy już wcześniej tę modlitwę. Jest to uniwersalna modlitwa o sąd, o to by sprawiedliwość przetrwała wbrew tym, którzy obłudnie decydują o losie każdego kto im się przeciwstawia, a szczególnie o losie tego, kto mówi prawdę i publicznie obnaża ich uczynki. Modlitwę Jeremiasza kończy uwielbienie i pieśń! W przeszłości, a nawet podczas jego życia, Bóg ratował ubogich z mocy niegodziwych!

Exodus i stworzenie narodu Izraela zaczyna się od tego, że Bóg usłyszał ten nieustający, głośny krzyk niewolników z Egiptu. Uciśnieni, cierpiący z powodu grzechu i spisku innych przeciwko Bogu, zaczynają rozumieć, że Jahwe jest z nimi, że towarzyszy im w słowach proroków, czeka na właściwy moment by udowodnić Bożą chwałę i podnieść poniżonych, którzy są pobici.

Odpowiedź z psalmu, „Z ucisku wołałem do Pana, a On wysłuchał mego głosu”, jest stałą modlitwą tych, którzy przeciwstawiają się złu, którzy nie pozwalają własnym słabościom, kulturze, w której żyją czy modzie ich czasów, by kierowały ich zachowaniem. Musiało to też być często modlitwą Jezusa, z pewnością w godzinach poprzedzających jego własną śmierć z rąk przeciwników. Psalm 18 opisuje Boga: Nasz Bóg jest Panem, naszą siłą, naszą skałą, naszą twierdzą, naszym wyzwolicielem, naszym schronieniem, naszą tarczą, naszym zbawieniem. I Bóg słyszy. Głos człowieka w niedoli jest głosem, na który Bóg zwraca uwagę, ponieważ rozdziera on serce Boże. Jest świadectwem tego, co dzieje się na ziemi i tego, co przekreśla nadzieje Boga dla całego stworzenia.

Jezus ma zostać ukamienowany. Ludzie sięgają po kamienie, a Jezus nie zmienia stanowiska, protestuje, zmusza ich do wzięcia odpowiedzialności za ich czyny i za morderstwo które zaraz popełnią. Jego głos wzywa ich, by zwrócili uwagę: „Ukazałem wam wiele dobrych czynów pochodzących od Ojca. Za który z tych czynów chcecie Mnie ukamienować?” Jezus nauczał, uzdrawiał, przebaczał, uwielbiał Boga, dbał o ubogich i szedł do potrzebujących. Stoi więc przed nimi i żąda wyjaśnienia, za który z tych czynów go kamienują.
Ale oni ignorują jego czyny i za nic mają słowa. Uważają, że bluźni, ponieważ czyni siebie Bogiem. Ale Jezus tak łatwo im nie odpuszcza. Wraca z powrotem do pism i cytuje:

Czyż nie napisano w waszym Prawie: Ja rzekłem: Bogami jesteście? Jeżeli [Pismo] nazywa bogami tych, do których skierowano słowo Boże - a Pisma nie można odrzucić - to jakżeż wy o Tym, którego Ojciec poświęcił i posłał na świat, mówicie: "Bluźnisz", dlatego że powiedziałem: "Jestem Synem Bożym?"

Nawet prorocy byli nazywani synami i córkami Boga, tymi którzy mają w swoim wnętrzu Ducha Bożego. Byli również nazywani synami i córkami ludzkimi, co oznaczało, że byli ludźmi stworzonymi na obraz Boga, ludźmi prawdziwie wiernymi, którzy należeli do Boga przymierza. Jezus przejmuje zastosowanie tego sformułowania i używa je na określenie swojej relacji z Bogiem jako z Ojcem. Słowa zasadzone są na czynach, na fundamencie, który jest prawdziwy. Wiadomo, że do kogoś należymy przez to, jak się zachowujemy, z kim przebywamy, z kim jesteśmy blisko, nie tylko na podstawie słów: tylko lud Boży może wykonywać dzieła Boże.

Jezus rzuca wyzwanie: jeśli nie mogą uwierzyć w Niego, przynajmniej mogą uznać dzieła, które wykonuje i uwierzyć w nie. Takie uczynki zawsze zwracały uwagę ludu Izraela na obecność Boga pośród nich. Ich Prawo i prorocy powtarzają na okrągło: chroni się ubogich, dba o sierotę i wdowę, uwalnia więźniów, obcy pośród nich ma być uszanowany, a przechodzień powitany w imię Boże. Jakość życia potrzebujących jest odbiciem płytkiej wiary w społeczności. A naród, szczególnie jego przywódcy i kapłani, bogaci i elita, są odpowiedzialni za ich potrzeby.

Życie społeczności kościelnej jest niezmiennie związane z jakością życia ludzi, którzy nie są mile widziani w społeczności, którzy są uznawani za zbędnych. Nigdy, przenigdy lud Boży nie może stać się taki, jacy byli jego panowie w Egipcie. Ubogi pośród nich będzie traktowany z szacunkiem należnym bliźniemu i Bogu. Takie jest przymierze. A ci, którzy są wierni, którzy słuchają słowa Bożego i stosują je w praktyce, są synami i córkami Boga, stworzonymi na obraz i podobieństwo Boga.

Jednak znów przekręcają oni słowa Jezusa, które przekonuje ich o braku miłości i wiary, porażce w podążaniu za Prawem. Chcą, by każdy wymagał od nich jak najmniej, nawet Bóg.

Ale musimy uważać, by nie potępiać ludzi z czasów Jezusa. Koniec końców, przez długi czas mieliśmy przywilej poznania Jezusa i Ojca w osobie Ducha, ale jakie są nasze czyny? W czym pokładamy naszą wiarę? Naprawdę, nic na nie uprawnia do tego, żeby myśleć o sobie jako o lepszych od ludzi w tamtych latach, czy świętszych czy bardziej otwartych na objawienie Słowa.

Jezus mówi z mocą: „...wierzcie moim dziełom, abyście poznali i wiedzieli, że Ojciec jest we Mnie, a Ja w Ojcu.” Wtedy ponownie atakuje Go lud, chcąc Go aresztować, ale im się wymyka. Pokazuje to dokładnie, co chcą oni zrobić z Bogiem: użyć Boga do uprawomocnienia własnej pozycji. Łatwo im przychodzi nie wierzyć i przerabiać słowa Boga w stwierdzenia, których łatwo użyć.

Jezus więc opuszcza ich i wraca przez Jordan na miejsce, w którym przedtem chrzcił Jan. Powraca do domu, w miejsce gdzie Duch zstąpił na Niego w pełni i w miejsce potwierdzenia słów Ojca: „To jest mój syn umiłowany, którego wybrałem. Jego słuchajcie.” I wielu przychodzi do Niego. Słuchali Go i patrzyli na Jego dzieła, i uwierzyli w Niego. Zapytamy więc sami siebie: czy nasze postępowanie objawia Słowo Boże w naszych sercach?

Jak donosi Phil McManus w Fellowship, grupa biednych kobiet, Meksykanek, udała się do stolicy, by prosić o uwolnienie swoich mężów. Zorganizowały post i modlitwę wigilijną na placu przed siedzibą rządu, po czym starały się o spotkanie z urzędnikami. Między nimi i jednym z urzędników, który je przyjął, odbyła się następująca rozmowa:

Urzędnik :Jaki cel ma ta cała akcja z modlitwą i postem? Dlaczego to robicie?

Kobiety: Ponieważ wierzymy.

Urzędnik: Nie jesteście w tym same; ktoś za wami stoi; ktoś poddał wam ten pomysł.

Kobiety: Tu ma pan rację. Nie jesteśmy same. Bóg jest z nami. Bóg za nami stoi i poddaje nam pomysły. Bóg daje nam mądrość.

Urzędnik: To jest sprawa sądowa, polityczna. Dlaczego mieszacie w to Boga?

Kobiety: Ponieważ Bóg jest z ubogimi.

Urzędnik: (prawdopodobnie czytał komentarze do Biblii napisane przez jakiś konserwatywnych teologów) Bóg nie czyni różnicy pomiędzy bogatym a biednym.

Kobiety:(które na pewno nie czytały Leonardo Boffa czy innych liberalnych teologów, ale mają pomoc, o której już wcześniej wspomniały) Skoro Bóg nie czyni różnicy pomiędzy bogatym i biednym, czemu czyni ją świat i traktuje nas gorzej?

Urzędnik: (tracąc cierpliwość) Dobrze, dobrze, przestańcie mieszać w to Boga; nie chcę już tego słuchać.

Kobiety: Tak, rozumiemy. Dla ciebie Bóg się nie liczy, bo zaufałeś pieniądzom. My nie mamy pieniędzy, dlatego zaufałyśmy Bogu.

Boże działanie może wpędzić nas w kłopoty. Wspomnijcie Jeremiasza. Wspomnijcie Jezusa. Wspomnijcie kobiety z Meksyku i wiele innych kobiet i mężczyzn, którzy objawiali serce Jezusa. Ojciec nazywa ich swoimi dziećmi, i oczekuje – nie, wymaga – że będą traktowani z godnością i szacunkiem.

Megan McKenna z książki "Wielki Post - Refleksje i opowieści"

 

O. Gabriel od św. Marii Magdaleny OCD

TOBIE POWIERZAM MOJĄ SPRAWĘ

Tobie, o Panie, powierzam moją troskę, Ty mię podtrzymasz (Ps 55, 23)

„Tak, słyszałem oszczerstwo ludu: «Trwoga dokoła! Donieście, donieśmy na niego». Wszyscy zaprzyjaźnieni ze mną wypatrują mojego upadku: «Może da się zwieść, tak że go zwyciężymy... », lecz Pan jest przy mnie jako potężny mocarz, dlatego moi prześladowcy ustaną i nie zwyciężą” (Jr 20, 10-11). Lament prześladowanego Jeremiasza rozbrzmiewa w liturgii Wielkiego Postu jako wyraz cierpień Chrystusa odrzuconego, oczernionego, znienawidzonego aż do śmierci. Lecz w przeciwieństwie do Jeremiasza Jezus nie przyzywa pomsty ani nie stara się wymknąć swoim wrogom. Jeśli Ewangelia zaznacza kilkakrotnie, że „On uszedł z ich rąk” (J 10, 39), to dzieje się tak jedynie dlatego, że jeszcze nie nadeszła godzina naznaczona przez Ojca. I w oczekiwaniu, wśród gróźb, obelg i zasadzek Żydów Jezus nie zaprzestaje głoszenia Ewangelii, więc „wielu w Niego uwierzyło” (tamże 42). On wie, że czeka Go krzyż; wie, że wypowiedzi odnoszące się do Jego boskości oraz wskrzeszenie Łazarza rozgniewają jeszcze bardziej przeciwników i przyśpieszą wydarzenia, lecz spokojnie, z królewską swobodą prowadzi dalej swoje dzieło. Podtrzymuje Go ufność w Ojcu: „Tobie bowiem powierzyłem swą sprawę” (Jr 20, 12).

„Tobie powierzyłem swą sprawę”. Taka jest postawa ufności wobec Boga; ona to powinna podtrzymywać chrześcijanina w godzinie cierpień i prześladowań. „Sługa nie jest większy od swego Pana. Jeżeli Mnie prześladowali, to i was będą prześladować” (J 15, 20). Kto postanawia żyć szczerze Ewangelią, bronić prawdy, czynić dobrze, nie może uniknąć sprzeciwu tego świata, który przeciwstawia się Chrystusowi. Z dopustu Bożego zaś mogą się również przyłączyć cierpienia i niezrozumienie pochodzące z innego źródła, ze strony dobrych przyjaciół, krewnych czy innych, nawet najlepszych ludzi. Chrześcijanin nie gorszy się. Wie, że krzyż jest istotną cząstką dziedzictwa oraz naśladowania Chrystusa. Wie, że jak Chrystus zbawił człowieka przez krzyż, tak również człowiek wchodzi na drogę zbawienia i przyczynia się do zbawienia świata niosąc swój krzyż.

  • O Boże, Ty zachowujesz drogę krzyża dla tych, których szczególną miłością miłujesz; im więcej ich miłujesz, tym większe utrapienia na nich zsyłasz. Myliłby się ten, kto by sadził, że Ty dopuścisz do ścisłego współżycia z sobą miłośników przyjemności, a nie cierpień...
  • Wolą Twoją nie jest dawać nam bogactwa, rozkosze, honory i wszelkie inne rzeczy ziemskie. Nie taka skąpa jest miłość Twoja względem nas, byś nam dawał takie rzeczy!... Jeśli chcemy naprawdę przekonać się, jak obchodzisz się z tymi, którzy z głębi serca proszą Cię o spełnienie się w nich woli Twojej, zapytajmy Twojego Boskiego Syna, który zanosił do Ciebie tę prośbę w Ogrójcu... a Ty wypełniłeś ją w Nim, dając Mu boleści, męki, zelżywości i prześladowania, nakazując Mu je znosić aż do końca, dopóki życia nie dokonał przez śmierć na krzyżu. Oto co dałeś Temu, którego nad wszystkich umiłowałeś... dopóki jesteśmy na tym świecie, takich to darów nam użyczasz. A użyczasz ich wedle miary miłości, jaką nas miłujesz. Kogo więcej miłujesz, temu więcej tych darów udzielasz, kogo mniej, temu mniej, stosując się w tym do stopnia męstwa, jaki w nim widzisz, i do stopnia miłości, jaką Cię kto darzy. Jeśli miłujemy Cię bardzo, będziemy zdolni wiele wycierpieć dla Ciebie, jeśli zaś mało miłujemy, mało zdołamy cierpieć (św. Terenu od Jezusa: Droga doskonałości 18, 1. 2; 32, 6. 7).
  • O Jezu, podajesz mi kielich tak gorzki, że moja słaba natura cofa się przerażona. Lecz nie chce odsuwać warg od tego kielicha przygotowanego Twoją ręką... Ty mnie uczysz sekretu cierpienia w pokoju... kto mówi pokój, nie mówi radość albo przynajmniej radość odczuta. Chcąc cierpieć w pokoju, wystarcza tylko chcieć tego wszystkiego, co Ty chcesz. Aby być Twoją oblubienicą, Jezu, trzeba upodobnić się do Ciebie, a Ty jesteś krwią zbroczony i cierniem ukoronowany!
       Jakież to dla nas pocieszające, gdy myślimy, że również Ty, Boże mocny, poznałeś nasze słabości i drżałeś na widok gorzkiego kielicha, a przecież przedtem tak gorąco pragnąłeś wychylić ten kielich aż do dna.
       O Jezu, ileż to nas kosztuje dać Ci to, czego żądasz! A jednak, jak wielkie to szczęście, że tyle kosztuje. Niewysłowiona to radość, gdy dźwigając nasze krzyże odczuwamy swą słabość! Jestem daleka od tego, by narzekać na ciężar krzyża, jaki mi zsyłasz, nie mogę pojąć nieskończonej miłości, która skłoniła Cię do takiego względem mnie postępowania... Im większe jest nasze cierpienie, tym większa chwała nieskończona... O Jezu, nie chcę utracić doświadczenia, jakie mi zsyłasz. Jest ono kopalnią złota, z której mogę czerpać. Pragnę zabrać się do dzieła bez radości, bez odwagi, bez siły... pragnę pracować z miłości... (Św. Teresa od Dz. Jezus: List, 63, 184, 59).

O. Gabriel od św. Marii Magdaleny, karmelita bosy
Żyć Bogiem, t. I, str. 386

Do góry

Książka na dziś

Mówię Ci: Wstań! Przyjmij moc uzdrowienia

Mówię Ci: Wstań! Przyjmij moc uzdrowienia

KS. MICHAŁ OLSZEWSKI

Wśród licznych głosów pojawiających się w czasach, w których w Kościele na nowo budzi się wiara w Bożą moc uzdrawiania i uwalniania, łatwo się dziś pogubić. Obok pełnych mocy świadectw prawdziwego Bożego działania można usłyszeć wiele niesprawdzonych informacji czy nawet oszustw inspirowanych przez szatana. Ks. Michał Olszewski – uznany rekolekcjonista, ewangelizator i były egzorcysta, zaangażowany w posługę uzdrawiania i świetnie zorientowany w tematyce charyzmatycznej

Książka do nabycia w Księgarni Mateusza.

24 MARCA 2018

Sobota

Dzień powszedni

Dzisiejsze czytania

(Ez 37, 21-28)
Tak mówi Pan Bóg: "Oto wybieram Izraelitów spośród ludów, do których pociągnęli, i zbieram ich ze wszystkich stron, i prowadzę ich do ich kraju. I uczynię ich jednym ludem w kraju, na górach Izraela, i jeden król będzie nimi wszystkimi rządził, i już nie będą tworzyć dwóch narodów, i już nie będą podzieleni na dwa królestwa. I już nie będą się kalać swymi bożkami i wstrętnymi kultami, i wszelkimi odstępstwami. Uwolnię ich od wszystkich wiarołomstw, którymi zgrzeszyli, oczyszczę ich i będą moim ludem, Ja zaś będę ich Bogiem. Sługa mój, Dawid, będzie królem nad nimi, i wszyscy oni będą mieć jedynego Pasterza, i żyć będą według moich praw, i moje przykazania zachowywać będą i wypełniać. Będą mieszkali w kraju, który dałem słudze mojemu, Jakubowi, w którym mieszkali wasi przodkowie. Zamieszkają w nim oni i synowie, i wnuki ich na zawsze, a mój sługa, Dawid, będzie na zawsze ich władcą. I zawrę z nimi przymierze pokoju: będzie to wiekuiste przymierze z nimi. Osadzę ich i rozmnożę, a mój przybytek pośród nich umieszczę na stałe. Mieszkanie moje będzie pośród nich, i Ja będę ich Bogiem, a oni będą moim ludem. Ludy zaś pogańskie poznają, że Ja jestem Pan, który uświęca Izraela, gdy mój przybytek będzie wśród nich na zawsze".

(Jr 31, 10. 11-12b. 13)
REFREN:Pan nas obroni, tak jak pasterz owce

Słuchajcie, narody, słowa Pańskiego,
głoście je na wyspach odległych i mówcie:
"Ten, który rozproszył Izraela, znów go zgromadzi
i będzie nad nim czuwał jak pasterz nad swym stadem".

Pan bowiem uwolni Jakuba,
wybawi go z ręki silniejszego od niego.
Przyjdą z weselem na szczyt Syjonu
i rozradują się błogosławieństwem Pana.

Wtedy dziewica rozweseli się w tańcu
i młodzieńcy cieszyć się będą ze starcami.
Zamienię bowiem ich smutek w radość,
pocieszę ich i rozweselę po ich troskach.

(Ez 18, 31ac)
Odrzućcie od siebie wszystkie grzechy i uczyńcie sobie nowe serce i nowego ducha.

(J 11, 45-57)
Wielu spośród Żydów przybyłych do Marii, ujrzawszy to, czego Jezus dokonał, uwierzyło w Niego. Niektórzy z nich udali się do faryzeuszów i donieśli im, co Jezus uczynił. Arcykapłani więc i faryzeusze zwołali Sanhedryn i rzekli: "Cóż zrobimy wobec tego, że ten człowiek czyni wiele znaków? Jeżeli Go tak pozostawimy, to wszyscy uwierzą w Niego, a przyjdą Rzymianie i zniszczą nasze miejsce święte i nasz naród". Wówczas jeden z nich, Kajfasz, który w owym roku był najwyższym kapłanem, rzekł do nich: "Wy nic nie rozumiecie i nie bierzecie tego pod rozwagę, że lepiej jest dla was, aby jeden człowiek umarł za lud, niżby miał zginąć cały naród". Tego jednak nie powiedział sam od siebie, ale jako najwyższy kapłan w owym roku wypowiedział proroctwo, że Jezus ma umrzeć za naród, i nie tylko za naród, ale także po to, by rozproszone dzieci Boże zgromadzić w jedno. Tego więc dnia postanowili Go zabić. Odtąd Jezus już nie występował otwarcie wśród Żydów, tylko odszedł stamtąd do krainy w pobliżu pustyni, do miasta zwanego Efraim, i tam przebywał ze swymi uczniami. A była blisko Pascha żydowska. Wielu przed Paschą udawało się z tej okolicy do Jerozolimy, aby się oczyścić. Oni więc szukali Jezusa i gdy stanęli w świątyni, mówili jeden do drugiego: "Jak wam się zdaje? Czyżby nie miał przyjść na święto?" Arcykapłani zaś i faryzeusze wydali polecenie, aby każdy, ktokolwiek będzie wiedział o miejscu Jego pobytu, doniósł o tym, by można było Go pojmać.

Do góry

Rozważania do czytań

Ewangeliarz OP

Do góry

Oremus

Oremus

Ludzka złość, zaślepienie, zamknięcie nie są nigdy tak mocne, aby udaremnić realizację Bożego planu. Kajfasz, uwikłany w polityczne kompromisy i sparaliżowany lękiem, sam o tym nie wiedząc, wypowiedział wspaniałe proroctwo o Jezusie. Chcąc się Go pozbyć, mimowolnie włączył się w realizację Bożego dzieła odkupienia. Nie wiemy, czy sam odniósł z tego jakikolwiek duchowy pożytek. Aż do końca czasów świat jest miejscem walki duchowej, w której uczestniczymy, czy chcemy tego, czy nie. Nie jest to jednak walka przeciwko ludziom, dlatego nic nas nie uprawnia do odpowiadania złością na złość, zaślepieniem na zaślepienie. Miłość Boża, objawiona w krzyżu Jezusa, już teraz zwycięża, a największe nawet pokłady nienawiści i egoizmu nic wobec niej nie znaczą.

Maciej Zachara MIC, "Oremus" Wielki Post i Triduum Paschalne 2003, s. 156

Do góry

 

Megan McKenna

Jest to ostatni szabat Jezusa. To kim jest, co zrobił na świecie, słowa które nauczał, wszystko to dało początek wydarzeniom kolejnych ośmiu dni. Czytanie z księgi proroka Ezechiela jest z Bożego punktu widzenia i mówi o tym, co uczyni On z Izraelitami. Ewangelia to spojrzenie z nieco bliższej perspektywy: ludzi, którzy są obecnie u władzy. Czy są tego świadomi czy nie, oni również służą Bożej woli. Oba czytania raz jeszcze kieruję spojrzenia na Jahwe, który wywiódł naród Izraela spośród narodów, w których był on rozproszony, i zgromadził ich ponownie, by poprowadzić do domu. Bóg chce jedności, jednego narodu, jednej ziemi, jednego księcia nad nimi, i by nigdy już nie zostali podzieleni.

Bóg wreszcie pragnie, by ludzie byli wierni, by zostawili swoje bożki, ohydy i występki, swój grzech odstępstwa. Bóg pragnie ich oczyszczenia. Zawsze jest to ta sama nadzieja: że będą posłuszni. Bóg chce pokoju, trwałego i wiecznego pokoju, który trwa przez pokolenia, tak wiecznotrwałego jak przymierze. Na koniec Bóg chce przebywać z nimi, aby wszystkie narody świata zobaczyły, że „Ja jestem Pan, który uświęca Izraela”. I wszyscy będą to wiedzieć kiedy na zawsze zostanie ustanowiona pośród nich Boża świątynia.

Świątynia jest tutaj słowem kluczowym, jest miejscem schronienia i bezpieczeństwa, w którym Bóg ich przyjmuje. Zaczęło ono oznaczać Świątynię w Jerozolimie, a nawet samo miasto, dla nas oznacza ono wewnętrzny obszar wokół ołtarza. Ale Bóg ma na myśli o wiele więcej niż sam budynek. Świątynia, która będzie miejscem przebywania Boga pośród ludzi, to Ciało Chrystusa, Kościół, który niesie w sobie Ducha. Kościół jest sakramentem zmartwychwstałego Pana, świątynią Boga na ziemi, i miejscem schronienia dla wszystkich zgubionych. To jest nadzieja Boga i powołanie wszystkich wierzących w Boże przymierze w Jezusie.

Powracający obraz dobrego pasterza ilustruje koncepcję ochrony i bezpieczeństwa poza świątynią, w osobie. W księdze Jeremiasza, w rozdziale trzydziestym pierwszym, Pan jest opisany jako nasz strażnik, jako pasterz strzegący stada. Pasterze byli zahartowanymi i twardymi ludźmi. Pracowali w burzową pogodę, w samotności. Fizycznie byli przystosowani do walki z wilkami, dzikimi psami i rabusiami. Mieli laski i często psy do pomocy przy pasaniu stada i trzymaniu go w grupie. Pasterz dbał o wszystkie codzienne, fizyczne potrzeby stada: pożywienie, trawę, wodę, ochronę. Pasterz i jego stado to dobry obraz zbierania się razem i powrotu do domu.

Ten obraz jest zastosowany do ludzi którzy przyjdą po wygnaniu, napływając z każdego zakątka ziemi, jak owce rozproszone na wzgórzach, przychodząc, zbierając się w stado. Ludzie przyjdą wśród okrzyków. Z owocami swojej pracy, tańcząc. śpiewając i świętując, ponieważ Bóg, Pasterz Izraela, „obróci ich płacz w radość, pocieszy i uszczęśliwi w ich łzach.” W tym ostatnim szabacie jest obietnica pocieszenia i życia po czasie cierpienia i łez. Zaczyna się teraz, gdy sieć zaciska się wokół Jezusa.
Musimy pamiętać o tym, że to, co stało się z Jezusem w całym Jego życiu, śmierci i zmartwychwstaniu, trwa nadal. W Ślubie konwersacji Thomas Merton pisze:

Musimy postrzegać historię jako książkę, zapieczętowaną i otwieraną tylko przez
Pasję Chrystusa. Ale my wolimy czytać ją z perspektywy Bestii. Patrzymy na
Jego historię przez pryzmat arogancji i władzy – pryzmat bestii i jej wartości.
Chrystus kontynuuje cierpienie swej pasji w ubogich, bezbronnych, a Jego
pasja niszczy Bestię. Ci, którzy kochają władzę, zginą razem z tym, co kochają.
Tymczasem Chrystus cierpi mękę aż do końca czasu.

Dzisiaj musimy poświęcić czas by skupić się na cierpieniu Chrystusa w świetle cierpień w dzisiejszym świecie – i naszej części w tych cierpieniach. W kazaniu 62 Św. Bernard z Clairvaux pisze:

Dwie rzeczy pocieszają Kościół w jego wygnaniu: wspomnienie o Pasji Chrystusa
w przeszłości, a na przyszłość rozmyślanie o tym, jak myśli i wierzy,
że będzie powitany pośród świętych… Kontemplacja [kościoła]
jest pełna, ponieważ zna nie tylko to, czego ma oczekiwać, ale zna też źródło
z którego to przyjdzie. Jest to radosne oczekiwanie pozbawione wątpliwości, ponieważ opiera się na śmierci Chrystusa.

Fragment Ewangelii zaczyna się po opisie wskrzeszenia Łazarza. Zawsze denerwuje to, że dar życia dla Łazarza nie przysporzył Jezusowi przyjaciół i uczniów, ale był punktem zapalnym, który sprowokował Jego wrogów przeciw Niemu.

Tłum jest jak zwykle podzielony. Niektórzy wierzą, a niektórzy idą do faryzeuszy i donoszą o tym co uczynił Jezus. Najważniejsi kapłani i faryzeusze zwołują spotkanie całego Sanhedrynu, by przedyskutować sprawę Jezusa i Jego dzieł. Niepokoją ich ewentualne następstwa Jego uczynków. „Cóż my robimy wobec tego, że ten człowiek czyni wiele znaków? Jeżeli Go tak pozostawimy, to wszyscy uwierzą w Niego, i przyjdą Rzymianie, i zniszczą nasze miejsce święte i nasz naród.”

Ten lęk, że utracą swoje miejsce, swoją Świątynię i ich kłopotliwe spiskowanie z Rzymianami są kością niezgody. Jezus naraża to wszystko na szwank przez swoją obecność i pełne pasji oddanie woli Bożej, która jest życiem i światłem w świecie grzechu i zła. Oni nie są w stanie rozpoznać Bożego działania w historii, ponieważ ograniczyli Boga do konkretnych dziedzin władzy – tej, którą sami sprawują – i nie mogliby znieść utraty kontroli.

Kajfasz, najwyższy kapłan w tamtym roku, mówi im: „Wy nic nie rozumiecie i nie bierzecie tego pod uwagę, że lepiej jest dla was, gdy jeden człowiek umrze za lud, niż miałby zginąć cały naród.” On, oczywiście, również nic nie rozumie. Postrzega Jezusa jako dążącego do władzy. Ale dla tych, którzy wierzą w to, że Boże drogi wplecione są w historyczne decyzje, Kajfasz został użyty przez Boga by prorokować, że Jezus umrze za naród i ocali ich wszystkich, w istocie ocali wszystkie narody, które pewnego dnia, jak prorokował Ezechiel, zbiorą się, by stać się jedno. Podjęto więc decyzję, by zabić Jezusa: jest to politycznie korzystna, realna opcja, która rozwiąże ich bieżące problemy. Decyzję podejmują zatem ludzie u władzy, ludzie religijni, starający się bronić swoich twierdz.

Jezus odsuwa się i przestaje swobodnie się przemieszczać. Idzie do Efraim w rejonie blisko pustyni, gdzie zatrzymuje się z uczniami, przygotowując się na to, co ma nastąpić. Wie, jak działa polityka, jak intrygi i spiski żyją własnym życiem i jak przemoc raz wprawiona w ruch karmi się każdym gniewem, z każdego źródła, z jakim się styka.

Zbliża się żydowska Pascha i ludzie przybywają do miasta, ale większość z nich jest nieświadoma tego, co się dzieje. Wielu wypatruje Jezusa. Słyszeli plotki i Jego słowa, przekazywane z ust do ust, a szczególnie słyszeli historię o wzbudzeniu Łazarza z grobu. Wszyscy mówią o Nim i zastanawiają się, czy pojawi się na święcie. Krąży informacja, że każdy, kto wie o miejscu Jego przebywania, ma się natychmiast zgłosić, by Jezus mógł zostać zatrzymany. Teraz jest publicznym zagrożeniem, już jest skazany, a jego los jest przesądzony. Ma umrzeć.
Co było w myślach i sercu Jezusa w tamtych dniach, zanim został aresztowany, gdy był daleko od miasta, świadom tego, co Go czeka? Etty Hillesum w swoim dzienniku, opracowanym po jej śmierci w nazistowskim obozie koncentracyjnym, napisała dnia 18 maja 1942:

Groza narastała, a terror powiększał się z dnia na dzień. Rozciągnęłam wokół siebie
modlitwę jak ciemny mur ochronny, wycofywałam się do środka, jak do klasztornej celi,
a później wychodziłam znów na zewnątrz, spokojniejsza i silniejsza,
i ponownie bardziej opanowana. Mogę sobie wyobrazić czasy, które nastaną, kiedy będę
pozostawać na kolanach przez całe dnie przy końcu, póki ściany, które mnie chronią nie
będą na tyle silne, by powstrzymać mój całkowity rozpad na kawałki, zagubienie i
całkowite zniszczenie.

Dzisiaj, my również musimy się modlić. Św. Teresa z Avila pozostawiła swym siostrom i kościołowi taką modlitwę:

Niech nic cię nie smuci,
niech nic cię nie przeraża,
wszystko mija, lecz Bóg jest niezmienny.
Cierpliwością osiągniesz wszystko;
Temu, kto posiadł Boga,
niczego nie braknie.
Bóg sam wystarczy.

Megan McKenna z książki "Wielki Post - Refleksje i opowieści"

 

O. Gabriel od św. Marii Magdaleny OCD

O KRZYŻU, JEDYNA NADZIEJO

Co do mnie, nie daj Boże, bym się miał chlubić z czego innego, jak tylko z krzyża Twojego, o Chryste Panie (Ga 6, 14)

„Oto wybieram Izraelitów i zbieram ich ze wszystkich stron... I uczynię ich jednym ludem... Uwolnię ich od wszystkich ich wiarołomstw... Sługa mój Dawid będzie królem nad nimi i wszyscy oni będą mieć jedynego Pasterza... I zawrę z nimi przymierze pokoju: będzie to przymierze wiekuiste z nimi” (Ez 37, 21-26). Proroctwo Ezechiela ma wzruszający odpowiednik w Ewangelii Jana. Przytaczając słowa, w jakich Kajfasz postanowił śmierć Jezusa: „lepiej jest, gdy jeden człowiek umrze za lud, niż miałby zginąć cały naród” (J 11, 50), Ewangelista wyjaśnia: „jako najwyższy kapłan w owym roku, wypowiedział proroctwo, że Jezus miał umrzeć za naród. A nie tylko za ten naród, ale także, by rozproszone dzieci Boże zgromadzić w jedno” (tamże 51-52). Kajfasz, chcąc ratować narodowe interesy, zamierzał pozbyć się Chrystusa. Lecz w planach Bożych śmierć Jezusa jest wydarzeniem o znaczeniu nieporównanie większym i szerszym. Od niej będzie zależało zbawienie duchowe Izraela, i nie tylko Izraela, ale wszystkich narodów, wszystkich dzieci Bożych rozproszonych na świecie. W ofierze Chrystusa wypełnia się całkowicie i jak najpełniej proroctwo Ezechiela. Wszyscy ludzie zostaną oczyszczeni przez krew Chrystusa. Zostanie zawarte nowe i wieczne przymierze pokoju miedzy Bogiem a rodzajem ludzkim. Chrystus — umarły i zmartwychwstały — będzie jedynym królem i pasterzem, który zjednoczy wszystkich ludzi w jeden naród, by uczynić go ludem’Bożym.

Jeszcze raz okazuje się jasno, jak Krzyż Chrystusa stoi w centrum historii świata: od niego zależy życie, zbawienie, szczęśliwość każdego człowieka. „Uwielbiamy Twój Krzyż, Panie... — śpiewa liturgia Wielkiego Piątku — albowiem tylko przez Krzyż przyszła radość na cały świat” (MP). Jak drzewo owocu zakazanego było przyczyną grzechu, a zatem i śmierci, tak drzewo Krzyża jest przyczyną odkupienia i życia. Dlatego chrześcijanin kocha Krzyż Chrystusa, w nim pokłada nadzieję i pozdrawia go: „Witaj, o Krzyżu, jedyna nadziejo!... sprawiedliwym pomnażasz łaskę, a grzesznikom udzielasz przebaczenia” (LG).

  • Witaj, o Krzyżu, dający życic, tyś niezwyciężonym dowodem litości, o bramo rajska, pociecho wierzących, o twierdzo Kościoła; tyś zniszczył zepsucie, pochłonął i zburzył moc śmierci, a nas podniosłeś z ziemi do rzeczy niebieskich. Tyś znakiem niezwyciężonym, przeciwnikiem szatanów, chwałą męczenników, prawdziwą ozdobą Świętych, bramą zbawienia...
       Witaj, Krzyżu Pana, który uwolniłeś ludzkość z przekleństwa; tyś znakiem prawdziwej radości, tyś przez swoje podwyższenie obalił wszystkich nieprzyjaciół. O czci najgodniejszy, tyś naszym wspomożeniem, tyś siłą królów, wytrwałością, sprawiedliwych, odrodzeniem grzeszników...
       Witaj, Krzyżu bezcenny, przewodniku ślepych, lekarzu chorych, zmartwychwstanie umarłych, tyś nas podniósł, gdyśmy upadli w grzech. Ty położyłeś koniec zepsuciu, a dałeś początek nieśmiertelności; przez ciebie my, śmiertelnicy, dostąpiliśmy uczestnictwa w Bóstwie, a szatan został obalony... Krzyż Twój bezcenny, o Chryste, my dzisiaj czcimy pocałunkiem naszych warg niegodnych, jesteśmy bowiem grzesznikami.
       Śpiewamy na Twoją cześć, o Chryste, bo pozwoliłeś się ukrzyżować; z łotrem wołamy do Ciebie: „Uczyń nas godnymi Twojego Królestwa!” (Liturgia wschodnia)
  • O Boże-Człowieku umęczony, błagam Cię z całej duszy, daj, abym nie odwracała nigdy oczu od Ciebie. Jeśli zawsze będę opierać się na Tobie, Ty rozpłomienisz mnie całą. Będę się starała ze wszystkich sił moich zwrócić i zatrzymać na Tobie moje spojrzenie. Pragnę nieustannie wracać do Ciebie i przebiegać z Tobą drogi Męki i Krzyża.
       O Boże-Człowieku utrapiony, bądź moją podporą; gdyby kto zdołał, dzięki Twej łasce, wyobrazić sobie Ciebie tak ubogiego i tak przepełnionego nie wysłowionym i ciągłym cierpieniem, wzgardzonego i wyniszczonego, to na pewno naśladowałby Ciebie i przez ubóstwo, i nieustanne cierpienie. i przez wyniszczenie) i wzgardę. Kiedy zsyłasz nam cierpienie, jest to znak, że nas wybrałeś i umiłowałeś, Panie, i dajesz nam zadatek Twojej miłości. Zatrzymajmy więc spojrzenie na Twoim cierpieniu, a znajdziemy pomoc w każdym naszym utrapieniu. Ty, Synu Boży, otrzymałeś zło za dobro! (zob. bł. Aniela z Foligno).

O. Gabriel od św. Marii Magdaleny, karmelita bosy
Żyć Bogiem, t. I, str. 390

Do góry

Książka na dziś

Niebo przemówiło

Niebo przemówiło

CARVER ALAN AMES

Wszyscy pragniemy, by Bóg dotknął naszych serc, oczekujemy z utęsknieniem Jego bliskości i słów, podczas codziennej modlitwy. Jeden z największych współczesnych mistyków, Carver Alan Ames, autor książki „Oczami Jezusa”, otrzymał niezwykły dar wyjątkowej bliskości Jezusa, Matki Bożej oraz Świętych Kościoła. Najcudowniejsze przesłania, które usłyszał podczas rozmów z Panem oraz tymi, którzy czerpią radość ze szczęścia wiecznego, zapisał właśnie w tej książce.

Książka do nabycia w Księgarni Mateusza.