Czytelnia

szukającym drogi

Tajemnica spowiedzi

 

Z niedowierzaniem przeczytałem w SuperExpressie (z 13 września 2000) wypowiedź Ojca, że „tajemnica spowiedzi może zostać uchylona, na prośbę tego, który się spowiadał, bądź z inicjatywy samego księdza”. Przecież podważone wtedy zostaje zaufanie penitentów do spowiednika.

 

Dziękuję Panu za list, bo w ogóle nie wiedziałem o tym moim „wystąpieniu”. Stosowne oświadczenie od razu przesłałem do redakcji SuperExpressu 1. Problem dotyczył 14-letniej wnuczki, którą dziadek wykorzystywał seksualnie. Kiedy fakt ten został ujawniony, okazało się, że ona się przedtem z tego spowiadała. Pojawiło się wobec tego dramatyczne pytanie, czy ksiądz aż do tego stopnia związany jest tajemnicą spowiedzi, że nie wolno mu było podjąć działań w obronie tego dziecka.

Zobaczmy najpierw tajemnicę spowiedzi na tle dwóch innych rodzajów tajemnicy, do jakiej można być zobowiązanym. Wszystkich nas bez wyjątku obowiązuje tajemnica naturalna. Jest to powinność zachowania tylko dla siebie wiadomości, które zobowiązaliśmy się nikomu nie wyjawiać oraz wszelkich nieznanych publicznie faktów, które mogłyby kogoś kompromitować. Przez dochowywanie tej tajemnicy budujemy zaufanie społeczne oraz wzajemny szacunek. Ponieważ jej celem bezpośrednim jest dobro człowieka, którego ona dotyczy, tajemnicą naturalną nie mogą być objęte takie fakty, których nieujawnienie uderza niesprawiedliwie w dobro kogoś innego lub w dobro wspólne.

Jeszcze głębiej związuje tajemnica zawodowa. Do jej przestrzegania zobowiązany jest lekarz, opiekun społeczny, adwokat oraz wszyscy inni, którzy w związku z wykonywaniem swojej pracy zawodowej dowiadują się o swoich pacjentach czy klientach rzeczy niekoniecznie chwalebnych. Jednak również ta tajemnica nie obowiązuje absolutnie. Na pewno nie obowiązuje ona w obliczu przestępstwa i zbrodni, zwłaszcza jeszcze dokonywanej lub przygotowywanej.

Tajemnica spowiedzi obowiązuje kapłana absolutnie. To, co grzesznik przystępujący do sakramentu pokuty mówi spowiednikowi, przeznaczone jest dla Boga i tylko dla Boga, i takim ma pozostać. Katechizm Kościoła Katolickiego wpisuje się tylko w starodawną i nie podlegającą wahaniom tradycję 2, kiedy przypomina: „Biorąc pod uwagę delikatny charakter i wielkość tej posługi oraz szacunek należny osobom, Kościół oświadcza, że każdy kapłan, który spowiada, zobowiązany jest pod bardzo surowymi karami do zachowania absolutnej tajemnicy odnośnie do grzechów wyznanych przez penitentów. Nie może on również wykorzystywać wiadomości o życiu penitentów, jakie uzyskał w czasie spowiedzi. Tajemnica ta, która nie dopuszcza żadnych wyjątków, nazywa się <pieczęcią sakramentalną>, ponieważ to, co penitent wyznał kapłanowi, zostaje <zapieczętowane> przez sakrament” (KKK 1467).

Krótka wypowiedź Katechizmu jest sformułowana tak ogólnie, że łatwo się z nią zgadzamy. Ale zauważmy, że pod stwierdzeniem: „tajemnica spowiedzi nie dopuszcza żadnych wyjątków”, mogą kryć się sytuacje niezwykle trudne. Co więcej: Jeśli nie potrafimy na tę zasadę spojrzeć w duchu wiary, nasz zdrowy rozsądek wielokrotnie będzie się przeciwko niej burzył.

Owszem, najsławniejsi bohaterowie tajemnicy spowiedzi budzą nasz podziw: św. Jan Nepomucen (+1393), który nawet na torturach nie wyjawił królowi, z jakich grzechów spowiadała się jego żona, czy ksiądz Faulhaber, powieszony w roku 1749 w Kłodzku na osobisty rozkaz Fryderyka II za to, że nie doniósł władzom o dezercji, z jakiej mu się spowiadał młody mężczyzna, który uciekł z armii pruskiej.

Gdyby nam jednak zabrakło ducha wiary, już mielibyśmy wątpliwości, czy podziwiać portugalskiego księdza Ribeirę, skazanego w roku 1910 na dożywocie za morderstwo, którego sprawcę znał ze spowiedzi. Owszem, skończyło się „tylko” na sześciu latach obozu pracy, gdyż morderca, ranny na polu bitwy, wyjawił prawdę wobec wezwanych na świadków trzech oficerów. Nie wiemy jednak, ilu podobnych męczenników tajemnicy spowiedzi poznamy dopiero w dniu Sądu Ostatecznego.

Żeby wszystko było jasne: Gdyby ów złoczyńca naprawdę szukał podczas spowiedzi Bożego przebaczenia, nie dopuściłby do sytuacji, żeby spowiednik z jego powodu cierpiał niewinnie. Niemniej ponieważ tajemnica spowiedzi — niezależnie od tego, czy penitent uzyskał rozgrzeszenie, czy też zostało mu ono odmówione — obowiązuje kapłana absolutnie, ma on obowiązek dochować jej także wówczas, kiedy penitent ucieka od odpowiedzialności jego własnym kosztem.

Kapłan nie jest związany tajemnicą tylko wówczas, kiedy nie ma najmniejszej wątpliwości co do tego, że ten ktoś w ogóle nie zamierzał się spowiadać, ale np. spowiadał się w celu wyłudzenia korzyści materialnej, przystąpił do konfesjonału dla zabawy lub w celach szyderczych, itp. Jednak nawet w takich sytuacjach zaleca się kapłanowi ostrożność i zachęca do tego, żeby nikomu o takich fikcyjnych spowiedziach nie mówił.

Z tylko ludzkiego punktu widzenia rachunek, jaki przyszło zapłacić księdzu Ribeirze za dochowanie tajemnicy spowiedzi, mógł się wydawać kompletnie bezsensowny, a dla Kościoła ogromnie niekorzystny. Bo jeśli ktoś nie potrafi uznać, że podczas spowiedzi grzechy są wyznawane jednemu tylko Bogu, od razu pojawia się pytanie: Z jakiej racji pieczęć sakramentalna ma chronić złoczyńcę, i to nawet przeciw komuś niewinnemu? I pytanie jeszcze trudniejsze: To, że ksiądz wolał sam zostać oskarżony i skazany za morderstwo, to był jego wybór, ale czy wolno mu było dopuścić do tego, że na jego rodziców i bliskich spadły niewyobrażalne wręcz cierpienia, kiedy ich syn i brat — z którego dotychczas zapewne byli dumni — został oskarżony o popełnienie zbrodni? Czy wolno mu było wystawiać tak bardzo na szwank dobre imię Kościoła, bo przecież wiadomość o księdzu-mordercy musiała być szokiem dla opinii publicznej?

Na temat wszystkich tego rodzaju wątpliwości zdrowego rozsądku nauka wiary i cała tradycja Kościoła nie ma wahań: Ponieważ sakrament pokuty nie jest wymysłem ludzkim, ale darem Bożym, i ponieważ od przyjęcia tego sakramentu może zależeć życie wieczne niejednego grzesznika, Kościół żąda od spowiedników dochowania absolutnej tajemnicy, tak aby ludzie korzystający z sakramentu pokuty mogli mieć absolutną pewność, że nie zostaną zdradzeni. Zatem ksiądz Ribeira nie tylko postąpił słusznie, narażając swoim milczeniem siebie i innych na tak wiele zła, ale sprzeniewierzyłby się ciężko swojemu kapłańskiemu powołaniu, gdyby bronił się poprzez skorzystanie z wiedzy, jaka była objęta tajemnicą spowiedzi. Księża mogą tylko dziękować Bogu za to, że sytuacje tak wielkiej próby zdarzają się tak wyjątkowo, że prawie nigdy.

Dlaczego księdza Ribeirę ta prawie nigdy nie zdarzająca się próba jednak spotkała? Dlaczego Pan Bóg dopuścił do sytuacji, w której tak dosłownie mógł się on skarżyć słowami Psalmu: „Sprzedałeś mnie, Panie, za bezcen i niewiele zyskałeś z tej sprzedaży, wystawiłeś mnie na wzgardę sąsiadów i urąganie całego otoczenia!” (Ps 44,13n)? Ufajmy, że jemu samemu Pan Bóg na te i podobne pytania jakoś odpowiadał, bo przecież On na nikogo nie dopuszcza próby ponad siłę. Jednak nie będę się wymądrzał i nie chcę się domyślać, co mu Pan Bóg odpowiadał.

Spróbujmy jeszcze raz wyjaśnić, czym różni się tajemnica spowiedzi od innych tajemnic, do których możemy być zobowiązani. Jej sensem jest danie penitentowi pewności, że wskutek jego przystąpienia do spowiedzi nie zmieni się ludzka wiedza na temat jego grzechów. Zresztą spowiednikowi nie wolno również korzystać z tej wiedzy na korzyść penitenta. Na przykład Kodeks prawa kanonicznego orzeka w kanonie 1550 § 2, że nie mogą być świadkami i w ogóle są do tego niezdolni „kapłani w odniesieniu do wszystkiego, co poznali z sakramentalnej spowiedzi, chociażby penitent prosił o ujawnienie tego; co więcej, tego, co przez kogokolwiek i w jakikolwiek sposób zostało usłyszane z okazji spowiedzi, nie można w sądzie przyjąć nawet jako śladu prawdy”. W ten sposób Kościół uniemożliwia samym penitentom wykorzystywanie sakramentu pokuty do jakichkolwiek celów doczesnych.

Wyznanie grzechów w sakramencie pokuty Kościół traktuje jako jedyną na ziemi sytuację, która chociaż dzieje się w obecności człowieka, w relacjach międzyludzkich ma być uważana per non est, tak jakby się nigdy nie zdarzyła. Do spowiedzi ludzie przychodzą dobrowolnie, ze względu na Boga i życie wieczne, i penitent musi mieć pewność, że jego wyznania spowiednik nie wykorzysta przeciwko niemu. Owszem, w przypadku poważniejszego przestępstwa spowiednik będzie go namawiał do zgłoszenia się na policję, a w przypadku zbrodni od obietnicy zgłoszenia się na policję może uzależnić udzielenie rozgrzeszenia, ale sam na policję na pewno go nie doniesie.

Przejdźmy teraz do konkretnego problemu, który stał się przyczyną niniejszego listu. Czy spowiednik jest zobowiązany do tajemnicy również wówczas, kiedy 14-letnia dziewczynka spowiada się, że jest seksualnie wykorzystywana przez własnego dziadka? Oczywiście, że tak — zwłaszcza że, jak się okazało podczas policyjnego śledztwa w sprawie tego kazirodztwa, ona sama widziała w tym również swój własny grzech.

Nie jest jednak tak, że jedynym obowiązkiem spowiednika w takiej sytuacji jest trzymanie buzi na kłódkę. Spowiednik może bardzo skutecznie pomóc tak ciężko skrzywdzonemu dziecku. Przede wszystkim powinien okazać mu wiele serca podczas samej spowiedzi. Kiedy dziewczynka poczuje jego życzliwość, zazwyczaj da się przekonać do tego, żeby o wszystkim powiedzieć mamusi albo tatusiowi, szkolnemu pedagogowi czy katechetce. Gdyby to się okazało dla niej zbyt trudne, może zgodziłaby opowiedzieć o tym którejś z tych osób w jego obecności; nie naruszałoby to przecież tajemnicy spowiedzi, do której jest zobowiązany.

Tak czy inaczej — żeby jego rady nie skończyły się na podsuwaniu tylko teoretycznych możliwości — mógłby poprosić dziewczynkę, by przyszła do niego, możliwie szybko, do spowiedzi lub poza spowiedzią, tak jak jej będzie łatwiej. Sytuacja jest wyjątkowo delikatna, bo nawet przy najbardziej skrupulatnej trosce o to, żeby nie stwarzać nawet pozoru zdrady tajemnicy spowiedzi, dziewczynka, zwłaszcza tak ciężko skrzywdzona, może źle odebrać próby podania jej ręki, może odebrać je właśnie jako zdradę jej tajemnicy. Dlatego spowiednik, starając się jej pomóc, musi zarazem troszczyć się o to, żeby ona miała stuprocentową pewność, że on na pewno jej tajemnicy nie zdradzi. On będzie jedynie ją wspierał w tym, żeby ona sama — dla własnego dobra — odsłoniła swoją tajemnicę przed kimś, kto ją naprawdę kocha, a przynajmniej jest jej naprawdę życzliwy.

O. Jacek Salij

 

1 23 września 2000 wysłałem do redakcji SuperExpressu następujące oświadczenie: „Dopiero teraz ktoś mi przesłał wydrukowaną w SuperExpressie z 13 września br. moją <wypowiedź> pt. Tajemnicę można uchylić. Pragnę oświadczyć:
  1) Dziennikarce, z którą rozmawiałem, powiedziałem, że tyle razy nie umiałem się rozpoznać w swoich własnych drukowanych w prasie wypowiedziach, że mogę z nią rozmawiać tylko pod warunkiem, że będzie to rozmowa wyłącznie dla jej własnej edukacji na interesujący ją temat i że ona nie będzie próbowała — choćby w najlepszej woli — przedstawiać tego, co zrozumiała z mojej wypowiedzi, ani pod moim nazwiskiem ani jako poglądów jakiegoś anonimowego teologa. Ona ten warunek przyjęła. Niestety, dołożyła swoją cegiełkę do atmosfery, w której człowiek boi się już zaufać komukolwiek.
  2) Nigdy nie podpisałbym się pod wypowiedzią, którą SuperExpress wydrukował pod moim nazwiskiem”.
 
2 Wiele szczegółowych informacji na temat historycznych oraz aktualnie obowiązujących dokumentów kościelnych dotyczących tajemnicy spowiedzi znaleźć można w: M. Pastuszko, Obowiązki szafarza sakramentu pokuty i pojednania, Prawo kanoniczne 39 (1996) nr 1-2 s.17-67.

 

 

na początek strony
© 1996–2000 Mateusz