JAN PAWEŁ II W POLSCE
 

KRZYSZTOF MĄDEL SJ

Lekcja chrześcijańskiej doskonałości

 

 

Co było najważniejsze w czasie tej pielgrzymki? Zanim się jeszcze zaczęła, myślałem, że najważniejsze będzie to, co Papież powie na temat naszych problemów społecznych. Byłem pewien, że skomentuje teologicznie naszą Polską transformację, może zwłaszcza rok bieżący, oraz wszystkie związane z nim napięcia. Spodziewałem się, że trochę nas pochwali i trochę zgani. Spojrzy na wszystko z perspektywy Wiecznego Miasta (tego, którego „lampą jest Baranek”) i takiej perspektywy, takiego duchowego spojrzenia choć trochę nas nauczy. Jednym słowem, czekałem na tę pielgrzymkę na miarę potrzeb własnych. Osobiście. Jak każdy.

Ojciec Święty rzeczywiście zajął się problematyką społeczną. Już w czasie ceremonii powitalnej w Gdańsku-Rębiechowie mówił o godności człowieka. W Sosnowcu mówił o etyce pracy, w Ełku — o biedzie i bezrobociu. W Sopocie przypomniał, że autentyczna solidarność społeczna istnieje tylko dzięki miłości, a w Sejmie tłumaczył rządowi, parlamentarzystom i „wszystkim stanom” jak służyć Ojczyźnie „swoich pożytków zapomniawszy”. Ta pielgrzymka była wypełniona orędziem społecznym jak mało która. Papież zostawił nam pouczenia, traktaty i serdeczne gesty. Ale czy właśnie to było najważniejsze? Chyba nie. Najważniejsze było coś, czego w żaden sposób się nie spodziewałem. I chyba nikt się nie spodziewał. Właśnie to nie daje mi teraz spokoju. Nawet nie wiem jak to nazwać...

Jeszcze na kilka dni przed pielgrzymką rozmawiałem z prof. Bogdanem Oppenheimem, który na Loyola Marymount University w Los Angeles ma katedrę zarządzania. Mówiliśmy oczywiście o Polsce, o reformach, ale także o paru innych sprawach, m.in. o total quality management. Jak to przełożyć: „zarządzanie jakością całkowitą”? W każdym razie chodzi o taki rodzaj zarządzania, zwłaszcza zarządzania „zasobami ludzkimi”, w którym owe „zasoby” powiększają się i osiągają coraz wyższą jakość. Idea jest dość ciekawa, bo do tej pory uważano, że wszelkie zasoby, także te ludzkie, podlegają zwyczajnym prawom eksploatacji, tzn. im intensywniej nimi zarządzać, tym szybciej się wyczerpują. Tymczasem fachowcy od TQM, bo tak to brzmi w skrócie, powiadają, że może być inaczej. Dlatego też TQM święci obecnie tryumfy popularności. Przedsiębiorcy, dyrektorzy i ministrowie na całym świecie chcą się dowiedzieć jak najwięcej o TQM. Organizują kursy, wertują skrypty, słuchają z zapartym tchem specjalistów takich, jak mój rozmówca. Oczywiście, nawet najlepsi specjaliści z tej branży nie wiedzą tak do końca na czym owo TQM polega. Skoro jednak ludzie, i to z reguły ludzie bardzo wysoko postawieni, chcą koniecznie zapoznać się z zarządzaniem w stylu TQM i skoro już samo słuchanie o TQM tak dobrze im robi, no to jak tu nie mówić o TQM? Przecież to byłoby zakopywanie talentów!

Kiedy teraz powracam myślą do ostatniej pielgrzymki Jana Pawła II do Polski, mam wrażenie, że Papież udzielił nam darmowego kursu z zarządzania całkowitą jakością naszego życia. No bo jak inaczej nazwać takie wołanie o miłość do człowieka, któremu towarzyszy nie tylko życzliwa pamięć i szczere pozdrowienia (jak co środę w Watykanie), ale i rzeczywiste pochylenie się nad potrzebującym (jak u państwa Milewskich nad Wigrami)? Jak inaczej nazwać, jak nie lekcją chrześcijańskiej doskonałości, owe dialogi z pół-milionem osób, w których był i śmiech, i łzy, i chwile świętej ciszy? Przecież to ten sam człowiek wygłosił do nas w ciągu kilkunastu dni kilkadziesiąt przemówień (ich wydanie książkowe liczy 250 stron), nadto udzielił setek posłuchań i pokrzepień, nadto poparł i Radio Maryja, i Unię Europejską, podwiózł pana Prezydenta, poświęcił narodową książnicę, a jedną trzecią rodaków zgromadził pod gołym niebem na wspólnej modlitwie. Skoro tak można i to można po dobroci, ot tak po prostu, bez żadnych sztuczek, to znaczy, że życie jednak przechodzi ludzkie wyobrażenia. A mimo to nie przestaje być ludzkie. Do tej pory nikomu się to nie udawało. I chyba nikomu się nie uda.

Chcę jasno zaznaczyć, że nie chodzi mi tu o tzw. sukces medialny czy jakiś inny samego Papieża. Pomyślmy przez chwilę, że to nie Jan Paweł II jest tu najważniejszy, ale lekcja, jakiej nam udziela. Zresztą on sam chętnie by potwierdził, że to właśnie o nas tu chodzi i o naszą przyszłość. No więc co wynika z tej lekcji? A to, że być autentycznie wielkim, a jednocześnie być autentycznie kochanym pozostaje jak najbardziej w granicach ludzkich możliwości. A także to, że mieć dobry kontakt z młodzieżą i z każdym innym innym pokoleniem, a nadto z samym sobą, pozostaje w granicach możliwości każdego dobrego wychowawcy. Oraz to, że mieć bardzo dobry kontakt z tzw. „szarym obywatelem”, znać go i kochać, a nadto rozumieć go i chcieć mu pomóc, aczkolwiek wcale nie chcieć zamiast niego chcieć czy myśleć, pozostaje w granicach możliwości każdej władzy każdego szczebla. Również i to, że umieć się dogadać z każdym, umieć mądrze pracować i mądrze wypoczywać (i to tak, żeby potem pamiętać to świetnie jeszcze po wielu latach) jest zwyczajną i osiągalną cechą ludzką. Podobnie jak zwyczajną cechą chrześcijańską jest mieć szerokie horyzonty, mocne credo i jasne spojrzenie, zaś być kimś głęboko pobożnym, głęboko mądrym i nadzwyczaj pogodnym jest cechą pożądaną każdego proroka czy kapłana. Dzięki pielgrzymce wiemy, że to wszystko jest możliwe. Wiemy to nie tylko dzięki Papieżowi. Wiemy to także dzięki sobie. Choćby i to, że naraz płakać i śpiewać można nie tylko w wierszach Brodskiego, ale i w rzeczywistości.

Skoro zatem możliwa jest taka kilkudniowa odmiana umysłu i ducha na lepsze, to dlaczego by tej odmiany nie utrwalić? Skoro laska pasterska Piotra odmieniła nas wszystkich jak czarodziejska wróżka, to czy nie mogłaby tego samego uczynić dostępna każdemu z nas łaska modlitwy? Wiem, że te pytania brzmią retoryczne. Wiem jednak również, że merytoryczne odpowiedzi istnieją i że łatwej te odpowiedzi znaleźć studiując papieskie teksty niż gapiąc się w gwiazdy czy rwąc liście koniczyny. Ani przez chwilę nie liczę na to, że choćby co dziesiąty ze sprzedanych egzemplarzy papieskich przemówień zostanie zaczytany na śmierć przez swojego nabywcę. Jednak również ani przez chwilę nie wątpię w to, że jednak wiele z tych egzemplarzy faktycznie zostanie tak zaczytanych i że stanie się to ku pożytkowi czytających, Bogu na chwałę, a piekłu na pohybel.

Wracajmy wobec tego do przemówień. Wzięliśmy przecież udział nie tylko w patriotycznym wydarzeniu, w narodowym święcie, w ruszeniu pospolitym, ale w prawdziwej liturgii. Ta zaś, o czym wiedzą teolodzy, nie domaga się koniecznie mszału czy świecy, natomiast koniecznie potrzebuje żywych uczestników. Tylko wtedy może im coś dać. Skoro dane nam było pomodlić się pięknie, niechże teraz dane nam będzie tak żyć.

Krzysztof Mądel SJ

Życie

 

 

 

 

 

Jan Paweł II w Polsce JAN PAWEŁ II W POLSCE
Dodatek specjalny "Mateusza" poświęcony pielgrzymce papieskiej.
Najobszerniejsze źródło informacji w Internecie.
Fotografia tytułowa: br. Hieronim Majka CSSp.
Kontakt poprzez formularz pocztowy lub e-mail: mateusz@mateusz.pl.
Wszystkie prawa zastrzeżone © 1999 Mateusz