www.mateusz.pl/kmt/homini

JACEK ŚWIĘCKI

Walter Kasper – Juergen Moltmann «Jezus tak – Kościół nie»

Recenzja

 

Książkę można nabyć m.in. w Księgarni Mateusza. Polecamy także inne książki wydawnictwa Homini
Link do strony wydawnictwa:

Ta niewielka książeczka zawiera w sobie ogrom niezwykle oryginalnych i odkrywczych myśli. Nie wystarczy przeczytać ją raz, aby dobrze zasymilować jej treści. Trzeba to zrobić co najmniej 2 czy 3 razy. Zapis wykładów dwóch wybitnych niemieckich teologów sprzed ponad 30 lat jest w dalszym ciągu zdumiewająco aktualny, choć tak wiele zmieniło się od tego czasu i w samym Kościele i w świecie.

Na wstępie muszę jednak wyrazić pewne zastrzeżenie: polskiemu czytelnikowi, wywodzącego się z «pokolenia Jana Pawła II», język obu autorów wydać się może zbyt akademicki i za mało konkretny, a wybór przytaczanych faktów – dość tendencyjny.

Czy w roku 1973 można było pominąć zupełnym milczeniem prześladowania Kościoła za „żelazną kurtyną”, a za jedyny realny problem społeczny godny zaangażowania chrześcijan uznać los Murzynów w USA i biedę w krajach Trzeciego świata? W każdym razie tak wybiórczy sposób patrzenia na koleje świata i uporczywe niedostrzeganie w przedstawionych analizach losu prześladowanych w krajach komunistycznych społeczności chrześcijańskich – co mogło mieć niewątpliwy wpływ na końcowe wnioski co do natury współczesnego kryzysu Kościoła – może w Polsce dziś jeszcze budzić zdziwienie i pewien niesmak.

Nie należałoby jednak popadać przy tym w inną skrajność. Musimy przypomnieć sobie, że w czasach gdy w Polsce Kościół był postrzegany jako jedyna niezależna instytucja broniąca praw ubezwłasnowolnionego społeczeństwa, na Zachodzie Europy rozwijał się właśnie gwałtowny kryzys duchowy rozpoczęty nazbyt pospiesznie przeprowadzanymi reformami posoborowymi i «rewolucją obyczajową» roku 1968. Kościół miał wtedy „złą prasę” i był postrzegany jako siła zdecydowanie wsteczna, zaś sami katolicy, wstydząc się niekiedy swojego uczestnictwa w tak «skompromitowanej» instytucji, niejednokrotnie dążyli oddolnie do przeprowadzania na własnym podwórku coraz to bardziej radykalnych reform, stawiając swoje episkopaty niejako przed faktem dokonanym.

W każdym razie przypominam sobie, że mniej więcej w tym czasie wrocławski arcybiskup, kard. Bolesław Kominek swoje wrażenia z dłuższej podróży po kilku krajach Europy Zachodniej, gdzie spotykał się z licznymi oznakami kontestacji wobec dotychczasowej tradycji kościelnej, streścił w takich oto znamiennych słowach: «Dziękujmy Panu Bogu za komunizm!».

Obydwaj autorzy wiedzą dobrze, że «z Kościołem jest coś nie tak» i każdy z nich usiłuje odpowiedzieć na pytanie, dlaczego współczesny świat, a także wielu współczesnych chrześcijan, z sympatią ustosunkowują się do postaci Jezusa Chrystusa, ale zdecydowanie odrzucają Jego Kościół.

Walter Kasper (obecnie kardynał) atakuje problem od strony egzegetycznej. Zauważa, że rozpoczął się on w chwili, gdy liberalna teologia protestancka wprowadziła słynne rozróżnienie między historyczną postacią Jezusa z Nazaretu, który może być przedmiotem badań naukowych, a «Chrystusem wiary», podtrzymywanym w kościołach w celach wyłącznie religijnych, z pominięciem prawdy obiektywnej. Zauważa jednak przytomnie, że obecny kryzys ma zupełnie inną naturę, mianowicie współcześnie przeciwstawia się coraz częściej wiarę samego Jezusa, tzn. postępowanie Jezusa wobec swojego Ojca, wierze Kościoła. Inaczej mówiąc, istnieje konflikt między językiem teologiczno-filozoficznym, w jakim Kościół wyraża swoją wiarę w Chrystusa, a językiem Ewangelii opisującym postać Jezusa i więź łączącą Go z Ojcem niebieskim. Ta różnica zaś sprawia, że między Jezusem i Kościołem powstaje dostrzegalny rozziew.

Dalsze drążenie tych intuicji prowadzi autora do następującego wniosku: nasza dotychczasowa terminologia chrystologiczna jest wynikiem inkulturacji wiary chrześcijańskiej w cywilizację grecko-łacińską. Dla myśli greckiej podstawą bytu jest substancja, podczas gdy nauka o Trójcy św. przedstawia Boga jako relację Trzech Osób. Relacja jest w metafizyce Arystotelesa zdecydowanie najsłabszym, najmniej trwałym punktem odniesienia bytu. Tymczasem w chrześcijańskim Objawieniu relacja miłości osób jest czymś najwyższym i ostatecznym. Jezus ukazuje nam siebie w Ewangelii przede wszystkim jako Syn, a Jego więź miłości z Ojcem triumfuje nad niesprawiedliwością, nienawiścią i przemocą w Zmartwychwstaniu. Tego nie są w stanie wyrazić chrystologie wychodzące od pojęć substancji, natury i esencji. Jeśli miłość jest ontologicznie najważniejsza, to wynika z tego także pewna dynamika wzajemnego odniesienia Boga do swojego ludu i do każdego z nas, jakaś Historia Święta, a to jest nie do pomyślenia dla Greka ceniącego sobie w bycie przede wszystkim niepodzielną jedność i niezmienność.

Tak więc prymat relacji miłości, jaka istnieje między Synem i Ojcem, musi być w jakiś sposób wprowadzony w życie samego Kościoła, w przeciwnym razie utraci on swą wiarygodność. Miłość wyklucza zarówno skrajny centralizm («jeden chce być wszystkim»), jak i skrajny indywidualizm («każdy chce być całością»): ona bowiem sprawia jedność wszystkich we wspólnej historii, gdzie wzajemnej wierności towarzyszą nieuchronne napięcia. Kościół, aby stać się na powrót wiarygodny dla współczesnego świata, musi wyrażać poprzez siebie nowy rodzaj relacji z Bogiem i z bliźnim – tak właśnie jak to opisuje Ewangelia w osobie Jezusa.

Zauważmy przy okazji, jak bardzo owa „historia wzajemnej wierności przeplatana napięciami” definiuje w istocie więź miłości obecną w każdym małżeństwie...

Protestancki teolog Juergen Moltman podchodzi do problemu kryzysu Kościoła bardziej od strony egzystencjalnej. Zadaje sobie pytanie, czy współczesny Kościół przypomina jeszcze Jezusa z Ewangelii i wiernie Go naśladuje, czy też w swojej praktyce duszpasterskiej zdystansował się wyraźnie od swojego Mistrza i Pana. To prowadzi go do analizy przekazu Chrystusa pod kątem nowości Ewangelii, zwrócenia uwagi na to, co Dobra Nowina wnosi do starotestamentalnego skarbca wiary i moralności.

Otóż Jezus zmienia tradycyjne rozumienie sprawiedliwości („dawanie tego co się komu należy”) i czyni z niej stwórcze prawo łaski, która czyni nieprawego prawym i która uświęca grzesznika. Następnie zmienia sens nawrócenia: nie jest to już tylko wysiłek odwrócenia się od grzechów dokonywany przez pokutne praktyki, ale zwrócenie się w radości ku Królestwu które nadchodzi jako czysty, niezasłużony dar dla ubogiego, który niczym nie może sobie na nie załużyć. Nawrócenie, to przede wszystkim pokonanie lęku przed przyszłością i przed przyszłym sądem Bożym dzięki przyjęciu daru przebaczenia grzechów i usynowienia, to także ufne oczekiwanie na wypełnienie się Bożej obietnicy co do siebie samego i co do całego świata.

Z tego właśnie powodu Jezus zostaje przez sobie współczesnych odrzucony i skazany na śmierć jako bluźnierca, stawiający siebie ponad autorytet Prawa mojżeszowego, jako buntownik, zaburzający tradycyjny porządek społeczny, i jako opuszczony przez Boga brat wszystkich ubogich i grzesznych, utożsamiający się aż do końca z ich cierpieniem i odrzuceniem. A jeśli zmartwychwstał, to dlatego, aby zapoczątkować proces stwarzania nowego świata, takiego właśnie świata jakiego nadejście głosił i za jaki umarł.

Kościół więc ma o tyle sens, o tyle jest wierny temu właśnie przekazowi Jezusa, o ile chce być zadatkiem Królestwa Bożego i stać się dla współczesnych przyszłością Boga pośród historycznej nędzy. On sam jest pierwszym stworzeniem w owym wyłaniającym się nowym Bożym porządku i z tego tytułu jest powołany, aby uczestniczyć w stwórczej wolności wiary, podobnie jak niegdyś Izrael wyzwolony z niewoli egipskiej nosił w sobie, wędrując po pustyni, zalążek Ziemi Obiecanej.

Tymczasem współczesny Kościół przypomina bardziej dobrze zorganizowaną instytucję starotestamentalną, broniącą zażarcie prawa i porządku, niż Boży zaczyn przemieniający świat wokół siebie i uobecniający już dziś Królestwo, które nadchodzi. I choćby nawet przyszło mu z tytułu pełnienia swej misji płacić najwyższą cenę Krzyża (marginalizacji, prześladowań, „utraty twarzy” itp.) nie może się wyprzeć tego powołania, ponieważ wtedy utraciłby swoją pierwotną siłę przyciągania i nie doświadczyłby nigdy mocy zmartwychwstawania z kolejnych pojawiających się w jego historii zagrożeń, prześladowań i upadków.

Przyznaję, że jestem pod wrażeniem niezwykłej trafności analiz obydwu autorów. Czytelnikom pozostaje ocena na ile zarysowany w ten sposób program reformy Kościoła zaczął być realizowany już za pontyfikatu Jana Pawła II, a na ile jeszcze nie. A także na ile jest on już obecny w naszych parafiach. Wydaje się, że przez ostatnie 30 lat istotnie „coś drgnęło” i Kościół widzi siebie zdecydowanie bardziej jako zwiastun i współtwórca nowej rzeczywistości Królestwa, gdzie jedyną trwałą rzeczywistością jest miłość...

Pozostaje mi jeszcze zwrócić uwagę na niezwykle ekumeniczną treść obu wystąpień. Wspólnym punktem wyjścia jest bowiem chęć odpowiedzi na rozważane zjawisko kryzysowe przez pogłębienie własnej tradycji i przez oczyszczanie jej, odwołujące się do Ewangelii jako pierwotnego źródła, a nie przez uzgadnianie sprzecznych wzajemnie tez. Każdy autor dochodzi przy tym do wniosków, które są jak najbardziej do przyjęcia przez drugą stronę.

Jestem szczególnie pełen podziwu dla postawy Moltmanna. Mówiąc o usprawiedliwieniu jako o „stwórczej łasce” zdaje się on odchodzić od klasycznych definicji Reformacji, która głosi przede wszystkim zewnętrzne „ogłoszenie sprawiedliwym” przez usprawiedliwiającego Boga. Równocześnie warto przypomnieć, że Reformacja, w odpowiedzi na kryzys nękający Kościół na początku XVI w., formułowała zupełnie inne diagnozy i programy niż uczynienie widzialnym nowego stworzenia w Chrystusie, do którego zachęca teolog z Tybingi.

Zwrot w stronę teologii stworzenia w nauce o łasce i usprawiedliwieniu oraz powrót do korzeni hebrajskich w chrystologii pojawił się w myśli Kościoła stosunkowo niedawno. Tego nie głosili przedtem ani katolicy, ani protestanci. Okazuje się, że teraz możemy wspólnie odkrywać nowe, fascynujące obszary wiary, jaki Duch Święty roztacza przed nami w kolejnej epoce dziejów i w ten sposób przezwyciężać twórczo odziedziczone z przeszłości konflikty.

Jacek Święcki

 

 

© 1996–2005 www.mateusz.pl