| ABC
chrześcijaństwa |
|
Ratunkiem dla grzesznika -- Krzyż, Zmartwychwstanie i Dar Ducha Świętego (kerygmat pozytywny)
Jak wygląda kerygmat pozytywny? Oprzemy się na 2 rozdziale Dziejów Apostolskich, na jego analizie i egzegezie. "Otóż tego Jezusa... przybiliście rękami bezbożnych do krzyża i zabiliście" (Dz 2,22-23). Tu jest zawarta cała, bardzo ważna, ciemna strona kerygmatu, która mówi o tym, że człowiek jest grzesznikiem. To, że grzech nasz posunął się do tego, że nie rozpoznaliśmy Boga, tylko przybiliśmy Go do krzyża. Nasz grzech jest w gruncie rzeczy zabijaniem życia, skoro zabił dawcę Życia w sobie. W tej sytuacji przychodzi od Boga Dobra Nowina: "Lecz Bóg wskrzesił Go, zerwawszy więzy śmierci, gdyż niemożliwe było, aby ona panowała nad Jezusem" (Dz 2,24). Dlaczego było niemożliwe, aby śmierć panowała nad Jezusem? Dlaczego śmierć panuje nad nami? Dlaczego człowiek boi się wchodzenia w śmierć, a konkretnie w osoby, w rozmaite wydarzenia, w fakty, które odbierają mu -- jego zdaniem -- życie? Dlatego, że ja nie wierzę, że w śmierci jest Bóg. Ja w to nie wierzę. Tu jest sedno grzechu, który nam opisała Księga Rodzaju, że wejście w krzyż, że wejście w prawo Boże jest moim ograniczeniem, odbiera mi życie. O tym przekonał mnie szatan i to głęboko zapadło w moją świadomość. I dlatego żaden z ludzi nie wchodzi chętnie w śmierć. I dlatego każdy człowiek skonfrontowany ze śmiercią, z krzyżem -- ucieka przed nim. Jest tym samym manipulowany przez szatana, który wykorzystuje lęk przed śmiercią, aby człowieka wprowadzić w grzech, w egoizm. Jezus jako jedyny wszedł w śmierć, bo wierzył, że tam jest Bóg. Dlatego św. Piotr tutaj cytuje Psalm 16. On pragnie nam powiedzieć, z jaką wiarą, z jakim nastawieniem Jezus szedł na śmierć. "Miałem Pana zawsze przed oczami, gdyż stoi po mojej prawicy, abym się nie zachwiał" (Dz 2,25 i Ps 16,8). Właśnie Pana nie mamy przed oczami, bośmy przez grzech z nim zerwali. Nie wierzymy w Jego miłość, dlatego chwiejemy się, dlatego grzeszymy, uciekamy przed śmiercią i jesteśmy radykalnymi egoistami. Jezus był jedynym, który tego nie przeżywał. "Dlatego ucieszyło się moje serce i rozradował się mój język, także i moje ciało spoczywać będzie w nadziei, że nie zostawisz mojej duszy w otchłani, ani nie dasz Świętemu Twemu ulec skażeniu" (Dz 2,26 i Ps 25,9-10). Tym samym św. Piotr tłumaczy, dlaczego śmierć nie mogła nad Nim zapanować. Jezus był jedynym, który wierzył, że w śmierci jest Bóg. Jego życie było osadzone w Bogu. Nigdy nie był drzewem, które było wyrwane z gleby, jaką jest Bóg. Dlatego Jezus dalej żyje. Jego zmartwychwstanie jest wejściem w nowy, mocniejszy wymiar życia. Jezus wierzył, że tam jest prawdziwe życie, że tam jest jego dalszy ciąg. Dlatego Bóg tej nadziei nie mógł zawieść. Dlatego musiał go wskrzesić. "Dałeś mi poznać drogi życia i napełnisz mnie radością przed obliczem Twoim" (Dz 2,28 i Ps 15,11). To zdanie oznacza: "Ale i Bóg Go wskrzesił, zerwawszy więzy śmierci". Jakie to ma dla nas znaczenie? Jak to się dzieje, że Jezus umarł i został wskrzeszony z martwych dla naszego usprawiedliwienia? Pamiętajmy o tym, że krzyż sądzi świat. Jezus umiera na krzyżu przywalony naszymi grzechami, zmiażdżony nimi. Nie odpowiedział gwałtem na gwałt. Umarł, utracił życie. Chrystus na krzyżu pokazuje nam czym jest grzech. Na jego ciele jest pokazane, że rzeczywiście grzech niszczy w nas życie. Grzech do Niego przystał. Św.Paweł posuwa się nawet do tego, że mówi: "Jego Bóg na krzyżu uczynił grzechem". W Liście do Galatów mówi:"Bóg uczynił Go przekleństwem" (Gal 3,13). Na Nim realizują się wszystkie proroctwa, które mówią: "Za grzech przyjdzie sąd", "Grzech zniszczy Bóg", " Bóg grzech unicestwi". To unicestwienie widać na zniszczonym ciele Jezusa Chrystusa. Ale tego Jezusa, na którym jest wyryta nasza nieprawość, nasza przewrotność, Bóg wskrzesił z martwych. Co to znaczy? To znaczy, że grzech jest w Jego zmartwychwstaniu - w zmartwychwstałym ciele -- usunięty, zniszczony. Wydawać by się mogło, że do momentu zmartwychwstania Bóg dokonał sądu nad ludzkością. Sądu potępienia. Udowodnił wszystkim, że są kanaliami, bo ich grzech zniszczył ciało Jezusa. Na tym biedaku wszystko się skupiło. On za nas umarł. Teraz przychodzi zmartwychwstanie. I to oznacza, że Bóg nie uczynił sądu potępienia nad ludzkością, ale sąd miłosierdzia. W Jego zmartwychwstaniu otwiera się nam możliwość nowego życia. To nowe życie, które Jezus ma po zmartwychwstaniu, jest dla nas. Jest ono po to, żeby na nas się przelewało, żeby nas leczyło z naszego grzechu. I dlatego Apostołowie w innych wersjach kerygmatu (np. w rozdziale 13) mówią, że Pan Bóg w Jego zmartwychwstaniu obwieszcza nam odpuszczenie grzechów. Uwaga -- ale "odpuszczenie grzechów" nie w sensie jurydycznym, tak jak grzechu nie można pojmować w sensie jurydycznym. Tylko jeżeli grzech jest śmiercią człowieka, tak odpuszczenie grzechów będzie życiem człowieka, będzie wprowadzeniem człowieka w nowe życie. Dalej mówi św. Piotr, jak to nowe życie do nas przychodzi. Pomijam przykład z Dawidem, który jest tutaj drugorzędny, który pragnie udowodnić realność zmartwychwstania. Dawid widział przyszłość i przepowiedział zmartwychwstanie Mesjasza, że On nie pozostanie w Szeolu, ani ciało Jego nie ulegnie rozkładowi. To jest komentarz do Psalmu 15. Tego właśnie Jezusa wskrzesił Bóg. "Niech cały dom Izraela wie z niewzruszoną pewnością, że tego Jezusa którego wyście ukrzyżowali, uczynił Bóg i Panem i Mesjaszem" (Dz 2,36). O tym właśnie św. Paweł mówi używając dziwnych terminów na samym wstępie Listu do Rzymian, że Jezus w swoim zmartwychwstaniu został uczyniony Synem Bożym z mocą. Termin "Syn Boży z mocą" nie jest tutaj wzięty w sensie naturalnego synostwa Bożego (druga Osoba Trójcy Św.), bo Jezus był nim zawsze. Nie stał się dopiero Synem Bożym (Bogiem) w momencie zmartwychwstania. Św. Paweł bierze tutaj tytuł "Syn Boży" jako tytuł najbardziej mesjański, tytuł, w którym z największą intensywnością zostaje podkreślona mesjańskość Jezusa. Św. Paweł mówi, że Jezus przez zmartwychwstanie stał się także jako człowiek Synem Bożym, Mesjaszem z mocą. Czyli Bóg zmartwychwstałemu Jezusowi dał władzę nad sytuacją człowieka, uczynił Go Panem tej sytuacji. Dał Chrystusowi władzę nad tym, co List do Hebrajczyków określił jako sytuację, w której każdy człowiek z powodu lęku przed śmiercią jest w niewoli szatana. Jezus ma władzę nad tą niewolą. Dał Chrystusowi władzę większą niż ma szatan nad rodzajem ludzkim. Jezus ma władzę wyprowadzania rodzaju ludzkiego z niewoli. Jak Jezus tego dokonuje? O tym mówi to zdanie kerygmatu: "Tego właśnie Jezusa wskrzesił Bóg, a my wszyscy jesteśmy tego świadkami. Wyniesiony na prawicę Boga otrzymał od Ojca obietnicę Ducha Świętego i zesłał Go, jak to sami widzicie i słyszycie" (Dz 2,32-34). To znaczy, że Jezus stał się, jak to mówi św. Paweł w Liście do Koryntian, "Duchem dającym życie". Stał się Panem, który teraz może zsyłać ludziom swojego Ducha Jahwe i w ten sposób spełnić proroctwo, które wygłosili Ezechiel i Jeremiasz, że nadejdą nowe czasy, kiedy zawrę z tobą, Izraelu, nowe przymierze. Na czym ono będzie polegało? Na tym, że prawo, które było przedtem dla człowieka czymś zewnętrznym, wypiszę w waszych sercach. Sprawię, że będziecie je zachowywać. Gdy analizuję to miejsce u proroka Jeremiasza (Jer 31,31-34) i porównuję je z proroctwem u Ezechiela (Ez 11,17-21), widzę, że Ezechiel oparł się na starszej (o jakieś 20 lat) tradycji Jeremiasza i zastąpił słowo "prawo" nowym słowem "duch" -- "wyleję na was mojego Ducha". Tym samym Pan Bóg daje nam nową zasadę życia. Jezus zmartwychwstały udziela ludziom swojego Ducha. On staje się od wewnątrz fundamentem nowego życia, które wyprowadza człowieka z niewoli grzechu. I rozlewa w naszych sercach miłość, którą Jezus na krzyżu objawił, która jest miłością bez granic, która jest miłością do grzesznika. W przypowieści o Synu Marnotrawnym Jezus chce nauczyć nas tej samej miłości. Pragnie, abyśmy mieli te same uczucia, jakie On, Bóg ma względem grzeszników. Widzimy, jak teraz kerygmat biblijny rozrywa ciasne ramy tego kerygmatu teologicznego, o którym była mowa poprzednio. Widzimy, że Dobra Nowina nie kończy się na tym, że Jezus spłacił na krzyżu Bogu dług Adama, że wynagrodził mu nieskończenie za nasze grzechy. I teraz proszę bardzo, rodzaju ludzki, droga jest przetarta, niebo jest otwarte, staraj się, aby tam wejść. Byłoby to pseudozbawienie, skoro rodzaj ludzki dalej żyje jak okaleczona owieczka, która nie może chodzić. Bo żyje dalej w tej sytuacji egzystencjalnej, którą opisuje List do Rzymian w rozdziale 7 i List do Hebrajczyków w rozdziale 2 jako sytuację lęku przed śmiercią. Na szczęście Dobra Nowina nie kończy się na tych faktach, które można by nazwać zbawieniem obiektywnym, dokonywanym poza człowiekiem. Dobra Nowina idzie dalej i mówi, że potrzebne są dalsze interwencje Pana Boga. Po tym, co Jezus zrobił dla Ojca (męka, śmierć i zmartwychwstanie), jest kolej na to, żeby Jego zmartwychwstanie stało się dla naszego usprawiedliwienia. Żeby Bóg wszedł z potężną interwencją w nasze wnętrze i tym dokonał obrzezania naszego serca. Dokonał tego, co św. Paweł nazywa "nowym stworzeniem", "nowym narodzeniem się z Boga", "nowym współwskrzeszeniem nas z martwych z Jezusem Chrystusem". Żebyśmy otworzyli się na nowe życie, na ten strumień wody oczyszczającej, która wypływa z przebitego boku Chrystusa i która nas wewnętrznie leczy. Sprawia, że owieczka okaleczona nagle zostaje uzdrowiona. Dzieło Jezusa nie skończyło się na tym, że otworzył nam drogę do nieba i pokazał nam ją. Na tym, że pierwszy nią przebiegł i zostawił nam piękny, wzniosły przykład, a teraz Jezus biedną owieczkę woła: No, proszę bardzo, rusz się! Biedna wstaje, ale ma chorą nogę. Kuśtyka, kuśtyka i nie może. Uszła kawałek i pada, nie da rady. Na szczęście tak nie jest. Dzieło zbawienia, Ewangelia, idą dalej. Jezus nachyla się nad owieczką, bierze ją na swoje ramiona, leczy jej rany, przez długi czas ją nosi, na razie niczego nie wymagając. Kiedy zobaczy, że noga jest wyleczona, jest zdrowa, stawia owieczkę na ziemi i mówi: teraz już będziesz mogła iść drogą wiary, jesteś uleczona. Najpierw jednak musi nastąpić moment uleczenia. Jesteśmy w punkcie, który jest niedoceniany w naszym duszpasterstwie, który teoretycznie jest, ale w praktyce bywa przeskakiwany. Ludzie tutaj mają lukę. Wiedzą o tym, co Jezus zrobił na krzyżu (śmierć i zmartwychwstanie), ale na tym koniec. Wychodzi na to, że mają się starać. Nie !!! Jeszcze coś musi się stać. Ty musisz mieć potężne doświadczenie Boga. Doświadczenie mocy zmartwychwstałego Jezusa, które ciebie wewnętrznie uleczy, odejmie ci ten lęk przed śmiercią, da zwycięstwo nad śmiercią, nad grzechem. Zwycięstwo, które Jezus odniósł w swoim ciele, sprawi, że ono stanie się twoim zwycięstwem. Ty je sobie przyswoisz. Życie Jezusa zacznie w tobie pulsować czymś nowym -- nowym życiem. I wtedy dopiero jesteś nowym stworzeniem. Wtedy dopiero jesteś chrześcijaninem. Wtedy dopiero możesz iść drogą zbawienia. Tutaj dopiero przychodzi miejsce na ascezę, na pracę nad sobą. Natomiast my przychodzimy do ludzi, gdy są jeszcze w niemocy, gdy jeszcze niczego nie doświadczyli. Zresztą to wszystko o czym mówię, może być zwykłym wykładem, może być tylko teorią. A powinno być drogą przepowiadania, kontaktowania się z Duchem dającym życie. Przepowiadanie kerygmatu ma na celu doświadczenie tego, co pokazuje wspaniała wizja Ezechiela, kiedy to ze świątyni Jahwe wypływa strumień -- najpierw maleńki, później coraz potężniejszy. Strumień kieruje się ku Pustyni Judzkiej. Ku pustyni, gdzie nie ma życia, gdzie jest śmierć. Idzie w większe rejony śmierci, tam, gdzie jest straszne Morze Martwe, które dla wszystkich było symbolem kataklizmu, straszliwej katastrofy i przekleństwa Bożego. Tam, gdzie nie ma żadnego życia, gdzie żadna ryba nie pływa. Strumień tam płynie i przemienia naturę Morza Martwego. Wody stają się słodkie. Zostaną zatoczki dla wydobycia soli (Ez 47, 11). Ów strumień do ludzi nie dotarł, dalej czują się martwą, niepłodną pustynią, która nie jest zdolna wydawać z siebie żadnych owoców życia wiecznego, nie jest zdolna dawać miłości. Dalej boją się śmierci i umierania. Skonfrontowani z faktami, które ich przekreślają, w dalszym ciągu są manipulowani przez szatana i popełniają grzech za grzechem. Najpierw musi nastąpić wewnętrzne, radykalne uleczenie, a dopiero na tym tle dalsza duchowość chrześcijańska i dalsze duchowości specjalistyczne, jakimi są duchowość zakonna, kapłańska itp. Co dalej mówi kerygmat Piotra Apostoła? "My jesteśmy tego świadkami". To znaczy, że kerygmat należy przepowiadać w Kościele z pozycji świadka, z pozycji tego, który to co mówi, tego sam doświadczył (por. 1J 1,1-4). Doświadczył tego, że Jezus jest Panem, że ma władzę i moc. Jego zmartwychwstanie staje się moim udziałem, jest ono wchłonięte przeze mnie. Zobaczymy, czym jest tu wniebowstąpienie. Wniebowstąpienie jest już wejściem dzieła zbawienia w subiektywną strefę. Zmartwychwstanie i wniebowstąpienie to jest jedność. Do momentu zesłania Ducha Św. zmartwychwstanie (to widać po zachowaniu się Apostołów) jest faktem zewnętrznym, które ich wewnętrznie jeszcze nie zmienia. Ten etap od zmartwychwstania do wniebowstąpienia jest etapem, bez którego Apostołowie nie byliby przygotowani, aby zesłanie Ducha Św. mogło dokonać tego, czego rzeczywiście dokonało. Ale to jeszcze nie odbiera im lęku, paraliżu przed śmiercią. Jeszcze boją się wychylić poza wieczernik. Boją się cokolwiek powiedzieć. Jeszcze nie mają w głowie tego planu, co właściwie mają ludziom powiedzieć. Jeszcze nie są świadkami. Dopiero w dniu zesłania Ducha Św. św. Piotr mówi: "My jesteśmy tego świadkami", gdy zmartwychwstanie przez zesłanie Ducha Św. zostało zinterioryzowane, stało się ich faktem wewnętrznym, dało im nowe życie. Wtedy otwierają drzwi wieczernika, wychodzą bez strachu na światło dzienne i przepowiadają ludziom Ewangelię, nie cofając się przed konsekwencjami, że ich zabiją, że im wymierzą karę. Wyraźnie mówią, że muszą bardziej słuchać Boga niż ludzi. Przed tym faktem nigdy by się nie zdobyli na taką odpowiedź, na taką odwagę. Duch Św. dał im nowe życie. Widzą, że grzech jest przebaczony. Naprawdę Bóg przebaczył im grzech, skoro dał im nowe życie. "Gdy to usłyszeli, przejęli się do głębi serca: Cóż mamy czynić, bracia? -- zapytali Piotra i pozostałych Apostołów" (Dz 2,37).
Kerygmat powinien być tak przepowiadany ludziom, aby skonfrontowani z Dobrą Nowiną najpierw odkryli siebie w roli grzesznika. Następnie, żeby odkryli, że jest także wyjście. Już mogą wyjść z tego kręgu. Zmartwychwstanie może być moim udziałem, może mi dać nowe życie, może wprowadzić mnie w nowy wymiar życia. Tylko, że to jest jeszcze bardzo ogólne. Ale jest nadzieja. Ale co ja mam konkretnie czynić? Jak to wszystko może stać się moim wewnętrznym życiem? W jaki sposób ja mogę stać się chrześcijaninem? Na to jest odpowiedź Apostoła: "Nawróćcie się i niech każdy z was ochrzci się w imię Jezusa Chrystusa na odpuszczenie grzechów waszych, a weźmiecie w darze Ducha Świętego" (Dz 2,38). "Nawróćcie się" oznacza "wierzcie Ewangelii" (święty Marek ma najlepszy komentarz do tego Mk1,14-15), gdzie Jezus mówi: "Nawróćcie się i wierzcie Ewangelii". To jest najlepszym wyjaśnieniem na czym polega nawrócenie. Tym pierwszym etapem ze strony człowieka jest wiara. Wiara w co? Wiara, że to, co usłyszeliście w kerygmacie jest prawdą. Ta wiara jest trudna. Trudno człowiekowi naprawdę uznać się grzesznikiem. Uwierzyć, że ja jestem zabójcą Jezusa Chrystusa. Uwierz w to, ale uwierz również w to, że Bóg ci przebaczył, że On w zmartwychwstaniu Chrystusa twój grzech zniszczył, że odpuszczenie grzechów może być przez ciebie doświadczone w cudowności nowego życia, gdy otrzymasz Ducha Św. Uwierz, że to wszystko jest możliwe. Uwierz, że Jezus ma władzę i moc, że On może to z tobą uczynić. Ta wiara zbawia. Jak Abraham otrzymał niesłychaną obietnicę, że w swojej starości, w swojej niepłodności, nieporadności będzie miał syna, tak i my otrzymujemy obietnicę nowego życia w tajemnicy zmartwychwstania Jezusa Chrystusa. A obietnica Boża domaga się bezwzględnej wiary. Dlatego św. Paweł ciągle podkreśla, że " jesteśmy usprawiedliwieni przez wiarę " , a nie przez uczynki. To nie znaczy, że uczynki są niepotrzebne, tylko że uczynki nie są źródłem zbawienia. Poprzez uczynki nikt nie może wyjść z owego kręgu śmierci. Nikt nie może zmienić swojej sytuacji, którą grzech stworzył. Tylko Jezus ma moc nas stamtąd wyprowadzić. I żeby zaczęło się to ze mną dziać, z mojej strony potrzebna jest wiara. Św. Paweł w Liście do Rzymian zapytuje: "Czy wobec tego prawo przekreślamy?" Odpowiada: "Nie! My je dopiero stawiamy na nogach, my je dopiero potwierdzamy. Prawo dopiero teraz będzie mogło być zachowane przez człowieka, ale najpierw jest uchwycenie się Dobrej Nowiny i doświadczenie, jak wiara powoli zaczyna mnie wprowadzać w kontakt ze zmartwychwstałym Jezusem, jak ten kontakt mnie leczy". Piotr Apostoł dalej mówi: "Dajcie się ochrzcić". A zatem sakrament chrztu jest sakramentem wiary. Jak sakrament Eucharystii jest sakramentem miłości, tak sakrament chrztu jest sakramentem wiary. To znaczy, że suponuje wiarę w kerygmacie negatywnym i pozytywnym i jakby ją przypieczętowuje. "I wtedy na odpuszczenie grzechów weźmiecie w darze Ducha Św." -- i wtedy jesteście nowym stworzeniem, i wtedy jesteście chrześcijanami. Dalej mówi św. Piotr: "Bo dla was jest obietnica i dla dzieci waszych, i dla wszystkich, którzy są daleko, a których powoła Pan Bóg nasz". W wielu też innych słowach dawał świadectwo i napominał: "Ratujcie się spośród tego przewrotnego pokolenia" (Dz 2,39-40). Co to oznacza? Kogo św. Piotr nazywa przewrotnym pokoleniem? Otóż cały rodzaj ludzki w sytuacji grzechu. To jest wezwanie, bo jest możliwość. Pan Bóg stworzył dla człowieka nową możliwość wyjścia z tej sytuacji, skuteczną możliwość, więc ratujcie się z tego przewrotnego pokolenia. Do kerygmatu należy również opis życia pierwotnego Kościoła. Opis ten jest bardzo ważny, ale nie wolno go wydzielać. "Ci, którzy przyjęli Jego naukę (Przyjąć Jego naukę znaczy uwierzyć w nią. Przyjąć, że to, co usłyszeliśmy, jest prawdą), zostali ochrzczeni" (Dz 2,41). Oni to utworzyli pierwszą wspólnotę kościelną. Widzimy, że wspólnota Kościoła jest owocem wiary w zmartwychwstanie Jezusa. Chrystus zmartwychwstały pokazuje swoją moc nad grzechem nie tylko w jednostkowym człowieku, lecz także we wspólnocie Kościoła, która staje się mocą Chrystusa wspólnotą miłości. Dalszy ciąg tego opisu pokazuje Kościoł jako wspólnotę miłości, czym Kościół żyje, jak do tej wspólnoty miłości dochodzi i jak się w niej utwierdza. "Trwali oni w nauce Apostołów i we wspólnocie, w łamaniu chleba i w modlitwie" (Dz 2,42). Nauka Apostołów to są ich katechezy. Takie katechezy znamy z listów apostolskich św. Pawła, z pierwszego listu św. Piotra. Pokazują one, że Jezus jest Panem i Mesjaszem. Dzisiaj my to nazywamy "Życie Słowem Bożym". Dla pierwszego Kościoła Pismem Św. był Stary Testament. Nowego Testamentu jeszcze nie było. Przez 20 lat Kościół nie miał swojego kanonu Nowego Testamentu. Zanim on będzie uformowany, upłynie prawie cały wiek. Tymczasem już na początku ujawniają się elementy, które muszą być w strukturze wspólnoty chrześcijańskiej: Nauka Apostołów -- czyli Słowo Boże. "We wspólnocie" -- Kościół musi być wspólnotą. Wspólnotowość, aspekt społeczny wchodzi do jego istoty. Chrześcijaństwo nie posiada duchowości wyłącznie indywidualnej. Nasza więź z Bogiem, ze swojej istoty, jest pionowa i pozioma. To znaczy, łączy nas ze sobą w jedność i w tej jedności można doświadczać zmartwychwstałego Jezusa.
"W łamaniu chleba" -- to jest Eucharystia, czyli sakramenty święte. Wreszcie -- "w modlitwie". Słowo Boże, Eucharystia i wspólnota to są trzy elementy, które muszą być w życiu Kościoła. I modlitwa, jako czwarty element, bez którego dojrzałe życie chrześcijańskie jest całkowicie niemożliwe, bez której nie ma mowy, żeby doświadczyć mocy zmartwychwstałego Chrystusa. Jest to pas transmisyjny, który przynosi nam to wszystko, co Słowo Boże, Eucharystia, co wspólnotowość nam może dać. Musi być mocna, indywidualna więź z Bogiem, ale musi być również więź, która nas łączy z braćmi. Słowo Boże -- ale we wspólnocie, sakramenty -- ale we wspólnocie. Najbardziej "łamanie chleba" tę wspólnotę podkreśla. "Łamanie chleba" mówi o wspólnocie stołu, który wymaga wielu biesiadników. "Ci wszyscy, którzy uwierzyli, przebywali razem i wszystko mieli wspólne. Sprzedawali majątki i dobra, i rozdzielali je każdemu według potrzeby" (Dz 2,44-45). Tu jest pokazane, do jakiego stopnia jedność pierwszych chrześcijan doszła, do jakiego stopnia kerygmat ma moc przekonać człowieka, uczynić jedność z osoby skłóconej z całym światem i ze sobą. Może uczynić nową rodzinę do tego stopnia, że ludzie nie boją się zdjąć swoich masek. To, co dla nich stanowiło do tej pory główne zabezpieczenie (pieniądz, majątek, dobra itd.) dają do wspólnej kasy, czynią z tego dobro wspólne. "Codziennie trwali jednomyślnie w świątyni, a łamiąc chleb po domach, przyjmowali posiłek z radością i prostotą serca" (Dz 2,46). Dzieje Apostolskie ujawniają główne rysy wewnętrznego życia pierwszych chrześcijan. Prostota i radość. Oto do czego prowadzi duchowość chrześcijańska. Wyczuwamy, że bazuje ona na pokorze. Bazuje na fakcie, że każdy widzi siebie jako grzesznika. Później przychodzi moment prostoty serca i duchowość uwielbienia. Uwielbienia za to, co Bóg ze mną czyni. Za to, jak Bóg działa w historii. Za to, że nagle świat przestaje być dla mnie światem podzielonym na wydarzenia dobre i złe. Za wszystko chwalę Boga. We wszystkim widzę miłość Boga. Nic się nie dzieje w świecie, w mojej historii, co nie miałoby dla mnie dobrego aspektu. "Kochającym Boga wszystko wychodzi na dobre" jak mówi św. Paweł(Rz 8,28). "Wielbili Boga, a cały lud odnosił się do nich życzliwie. Pan zaś przymnażał im codziennie tych, którzy dostępowali zbawienia" (Dz 2,47). A zatem jest to wspólnota ewangelizująca, wspólnota apostołująca, która głosząc kerygmat (to czego doświadczyła) innym ludziom, jest przeznaczona do tego, by powoli w nią weszła dalsza ludzkość. To są zasadnicze elementy kerygmatu chrześcijańskiego, tego ABC, z którego wypływają rozmaite wnioski.
|
|
początek strony |