| ABC
chrześcijaństwa |
|
By uniknąć faryzeizmu...
Jeszcze raz chciałem wrócić do niektórych ważnych i zapoznawanych punktów kerygmatu. Widzieliśmy już całą perspektywę. Teraz chciałem jeszcze raz, bardziej podkreślić niektóre rzeczy już wspomniane. Zwłaszcza te, które z jednej strony uważam za istotne, z drugiej strony te, które uległy największemu zapomnieniu czy zaciemnieniu. Wskutek tego nasze przepowiadanie, a także całe nasze ukierunkowanie duszpasterskie szwankuje, jest nieskuteczne. Pierwsza rzecz, to powszechna i głęboko sięgająca grzeszność wszystkich ludzi. Mówiąc "powszechna" występuję przeciwko tym (jest ich bardzo dużo), którzy uważają się za porządnych i wszelkie wołanie do nawrócenia puszczają mimo uszu. Myślą, że prócz paru retuszy do chrześcijańskiej doskonałości niewiele im brakuje. Tymczasem św. Teresa Wielka, św. Katarzyna Sieneńska, św. Franciszek z Asyżu szczerze mówili, że czują się wielkimi grzesznikami. W monografii na temat św. Teresy spotykam cytaty, gdzie mówi o sobie jak o wielkiej grzesznicy. Dalej był dopisek komentatora, że słów świętej nie należy brać dosłownie. Takie świadome lub podświadome sądzenie, że już mi niewiele brakuje, co wy ode mnie chcecie, może być dowodem zaślepienia, pójścia w kierunku faryzeizmu. A zatem głęboko sięgającą grzeszność powinni zrozumieć ci, którzy ten problem lekceważą, pomniejszają go. Przeważa w nich jakieś usypianie człowieka z obawy, żeby nie przerazić, żeby nie prowadzić do pesymizmu. W tym celu zebrałem cały szereg cytatów Pisma Św., które na ten temat nie pozostawiają żadnych wątpliwości. Pierwsze takie miejsce napotykamy w prehistorii ludzkości, gdzie autor usiłuje przedstawić obraz teologiczny ludzkości przy pomocy materiału historycznego, jaki miał do dyspozycji. Były to legendy, podania, w których jakaś historyczność jest, ale nie o nią tu chodzi. Chodzi tu o sytuację przed potopem. Fragment tłumaczy, dlaczego przyszła owa kara Boża, czemu przyszło zniszczenie ludzkości. Mówi w ten sposób: "Kiedy zaś Jahwe widział, że wielka jest niegodziwość ludzi na ziemi i że usposobienie ich jest wciąż złe..." (Rdz 6,5). Tu język polski ma wyrażenie trochę przysłaniające sprawę. Tekst hebrajski jest o wiele bardziej drastyczny. Zamiast "wszelkie usposobienie" mówi: "wszelkie poruszenie myśli i serca". Zamiast "wciąż" mówi "od rana do wieczora". Człowiek jak tylko wstanie, dopóki nie położy się spać, wszelkie poruszenie umysłu i serca, cokolwiek pomyśli, do czegokolwiek dąży, wszystko jest trędowate i złe. Jest to bardzo mocne stwierdzenie. Izrael był narodem, nad którym Bóg pracował, któremu dawał większe pomoce niż całej reszcie ludzkości (chociaż tam też wszędzie działał). Naród ten posiadał prawo, przeżył wielkie wydarzenia zbawcze (wyjście z Egiptu), doświadczył, że ilekroć wzywał Jego pomocy, przypominał Bogu Jego wierność przymierzu, Bóg zawsze interweniował. Naród ten miał proroków. Jednak prorocy dziwią się ogromnej oporności Izraela. To się zaczyna już od najstarszych proroków. Najpierw mniej wyraźnie, a później coraz wyraźniej. Amos przekazuje całą masę wskazań na grzechy społeczne, na faryzeizm w praktykowaniu religijności itd. W rozdziale trzecim wyrywa mu się krótkie, dosyć pryncypialne stwierdzenie: " Oni nie umieją postępować uczciwie" (Am 3,10). Nie tylko, że nie postępują uczciwie, lecz jest w nich brak zdolności do uczciwego postępowania. Jemu współczesny, działający w północnym Izraelu Ozeasz, namacalnie zaczyna odkrywać radykalną niezdolność Izraela do nawrócenia i mówi: " Czyny ich bowiem nie pozwalają wrócić do Boga swego, bo duch nierządu mieszka w ich wnętrzu" (Oz 5,4). W ich wnętrzu mieszka jakiś duch prostytucji, duch odstępowania od prawdziwego Boga: "I nie znają Jahwe". Nie mogą się dobić do tej znajomości Jahwe, która jest znajomością doświadczalną. Dalej, Izajasz w sławnej scenie swojego powołania na proroka przeżywa moment uświadomienia swojej grzeszności i całego otaczającego go narodu. "Wszak jestem mężem o nieczystych wargach i mieszkam wśród ludu o nieczystych wargach" (Iz 6,5). W miarę, jak się zbliża do katastrofy wygnania, cała ta rzecz wychodzi na jaw z coraz wiekszą gwałtownością. Staje się coraz częstszym przepowiadaniem proroków. Jeremiasz wypowiada to sławne zdanie: "Czy Etiopczyk może zmienić swoją skórę, a lampart swoje pręgi?" (Jer 13,23). Przychodzi wielkie sławne dzieło -- Historia Deuteronomistyczna, która zawiera w sobie dzisiejsze księgi: Jozuego, Sędziów,1 i 2 Samuela oraz 1 i 2 Królewską. Myślą przewodnią historii Deuteronomistycznej jest wytłumaczenie dlaczego doszło do katastrofy narodowej, dlaczego doszło do niewoli wygnania, którą przeżywa autor. Robi to w ten sposób, że we wstępie umieszcza prawo Deuteronomii, które stanowi dla niego jakby lustro. I według tego prawa ocenia całą historię Izraela. W tej historii widzi wystarczające usprawiedliwienie tego, co się wydarzyło na jego oczach. Historia Izraela jest właściwie historią jego grzechu, pokazaniem jak grzech w każdej epoce był obecny. Znamienne jest to, że gdy przedstawia epokę apogeum (panowanie Dawida i Salomona) odważnie opisuje ich grzechy, dalekosiężne skutki grzechu. Opisuje czasy królewskie jako pasmo niewierności prawu przymierza. I dlatego księga kończy się smutnie i pesymistycznie. Kończy się jednym z przekleństw: "Powrócicie do Egiptu". Pójdziecie w rozsypkę. Historia zbawienia wróciła do punktu zerowego. To dzieło wielbi sprawiedliwość Jahwe. Refrenem jest: "Sprawiedliwy jesteś Jahwe, Panie". Dzieło to w tej formie istniało dosyć krótko. Już drugie wydanie zostało poszerzone o rozdziały Powtórzonego Prawa zawierające akcenty na dalszą przyszłość. Mówią one, że historia zbawienia jeszcze się nie kończy. Współczesny mu prorok Ezechiel uderza w te same tony. W 15 rozdziale dokonuje szokującego porównania Izraela do krzewu winnego. Izrael był już przed nim porównany do owocu krzewu winnego, który daje wspaniałe wino. Te porównania wsławiły królewskość Izraela, jego piękno, jego wybranie. A teraz szok polega na tym, że Ezechiel porównuje Izrael do drewna krzewu winnego i zapytuje się, do czego takie drewno służy. To drewno nie służy do niczego. Ono jest tak kruche, że nie można z niego wyciosać nawet kołka, na którym można by coś powiesić. I w dodatku to drzewo jest nadpalone (Ezechiel pisze po pierwszej deportacji, która miała miejsce w 597 r., a więc 12 lat przed definitywną deportacją). Tym bardziej do niczego się nie nadaje. Taki jest Izrael (człowiek), z istoty swej nieużyteczny. Dalej w sławnym rozdziale 16 opisuje dzieje Izraela w alegorii znalezionego na pustyni dziecka, które uratował Jahwe. Kiedy ono tylko dojrzało, Jahwe je sobie wziął za małżonkę. Ale kiedy weszło w swoją godność (tu aluzja do czasów Dawida i Salomona), zabrało się do prostytucji. Całe czasy królewskie były okresem ustawicznego oddawania się obcym bogom, ustawicznego zdradzania prawowitego małżonka, jakim był Jahwe. Na samym wstępie tego rozdziału prorok zapytuje: "Skąd się to zło w Izraelu bierze?". Odpowiada, że ono jest jakby mu wrodzone. Mówi: "Z pochodzenia swego jesteś z ziemi Kanaan. Ojciec twój był Amorytą, a matka twoja Chetytką" (Ez 16,3). Ty jesteś pochodzenia kananejskiego. Tu jest odniesienie do 9 rozdziału Księgi Rodzaju, gdzie Kanaan jest przedstawiony jako ten, który odkrył nagość swego ojca, którego ojciec Noe przeklina. Dlatego Kanaan jest symbolem przekleństwa, dlatego cała ludność kananejska była również uważana przez Izrael za naród, nad którym ciąży szczególne przekleństwo. Prorok dalej powiada, że korzenie Izraela, korzenie Jerozolimy sięgają zatrutego, przeklętego pnia. Twoje serce, Izraelu, jest tak samo zepsute, jak Kananejczyków. Okazuje się w świetle nowych badań, że Ezechiel miał rację, gdyż Dawid po zdobyciu Jerozolimy oszczędził całą ludność Jebuzejczyków. Oni szybko nawrócili się na jahwizm, dźwigając na sobie przez długi okres dziedzictwo swojej kananejskiej religii. Do tego stopnia zaistniał związek z ludnością kananejską, że kapłan Dawidowy (dawniej był kapłanem jebuzejskim, pogańskim) został wzięty, aby strzegł Arki i sztucznie został włączony do linii Aarona. Sławny rozdział 20 już bez alegorii mówi o historii Izraela. Przedstawia Izraela jako naród od samego początku niewierny i dzieli tę historię na cztery etapy.
ETAP I. W Egipcie. Już tam " służyliście obcym bogom ". Tam posłał do was Jahwe Mojżesza. Tam was wzywał do nawrócenia. I tam już Jego wołanie było bezskuteczne. Trafiło w próżnię. ETAP II . " Później byliście na pustyni ". Mówi o pierwszym pokoleniu, które wymarło na pustyni. Nie chciało się nawrócić, dlatego wymarło. ETAP III. Ich synom zacząłem powtarzać to samo: " Słuchajcie mojego głosu ". Bezskutecznie, tak samo i oni zgrzeszyli. Ale Ja (mówi Bóg) zawsze przez wzgląd na swoje święte imię, nie przez wzgląd na jakieś wasze zasługi, Ja się wami zajmuję. Pan Bóg swoją historię zbawienia kontynuuje "przez wzgląd na święte swoje imię". Tytuł jest w samym Bogu. Wcześniej prorok Ozeasz zdefiniował tę świętość jako zdolność przekraczania przez Boga tej przepaści, jaką między nami a Nim wytwarza nasz grzech. ETAP IV. Później jest passus na temat pokolenia, które żyje w Ziemi Obiecanej. Tutaj stałą naukę Pisma Św. Starego Testamentu możemy zamknąć słowami Ps 14, który mówi: "Mówi głupi w swoim sercu -- nie ma Boga. Oni są zepsuci, ohydne rzeczy popełniają, nikt nie czyni dobrze. Jahwe spogląda z nieba na synów ludzkich, badając czy jest wśród nich rozumny, który szukałby Boga. Wszyscy razem zbłądzili, stali się nikczemni, nie ma takiego, co dobrze czyni, nie ma ani jednego" (Ps 14,13). Zauważmy, że Stary Testament nie patyczkuje się, nie słodzi sytuacji, absolutnie nie schlebia ludowi. Nie widać tam najmniejszego wahania, gdy chodzi o mówienie prawdy. Kiedy czytam Pismo Św. Starego i Nowego Testamentu odnoszę wrażenie, jak ono jest nielitościwe w odsłanianiu człowiekowi prawdy, w wyprowadzaniu go z iluzji, w zrywaniu tych masek, w jakie się przyodziewamy. Jest to ważne dlatego, że działanie Boga w człowieku zaczyna się od umiejscowienia nas w prawdzie. To jest najniższe piętro fundamentu, na którym Bóg buduje, na którym Bóg wznosi gmach doskonałości chrześcijańskiej. Pokora, to znaczy prawda, to uświadomienie sobie, kim ja jestem. W świetle Nowego Testamentu -- kim ty jesteś bez Jezusa Chrystusa? Kim ty jesteś bez tego zbawienia, którego On w tobie chce dokonywać? Św. Paweł pokazuje to w Liście do Rzymian. Uważa za wskazane poświęcić aż 3 rozdziały na udowodnienie, że cała ludzkość jest grzeszna. Pierwszy rozdział poświęca poganom, gdzie przedstawia ich grzechy w ciemnych i realistycznych barwach. W drugim rozdziale zabiera się do Żydów. Mówi, że wasza sytuacja, choć posiadacie prawo, nie jest bynajmniej lepsza. Wy także jesteście pogrążeni w grzechu. Wy także popełniacie w ukryciu te same grzechy, które zarzucacie poganom. W trzecim rozdziale daje syntezę całości. W tej syntezie zbiera wszystko i robi mozaikę z rozmaitych tekstów Starego Testamentu. Przedstawia sytuację całej ludzkości i kończy w ten sposób: "Cóż więc? Czy mamy przewagę? (my, Żydzi). Żadną miarą! Wykazaliśmy bowiem uprzednio, że tak Żydzi, jak i poganie są pod panowaniem grzechu, jak jest napisane: Nie ma sprawiedliwego nawet ani jednego (Ps 14,13) , nie ma rozumnego, nie ma kto by szukał Boga. Wszyscy zboczyli z drogi, zarazem się zepsuli, nie ma takiego, co dobrze czyni, zgoła ani jednego. Grobem otwartym jest ich gardło, językiem swoim knują zdradę (Ps 5,10) , jad żmijowy pod ich wargami (Ps 140,4) , ich usta pełne są przekleństwa i goryczy (Ps 10,7) , ich nogi szybkie do rozlewu krwi (Iz 5,7) , zagłada i nędza są na ich drogach, droga pokoju jest im nieznana, bojaźni Bożej nie ma przed ich oczyma (Ps 36,2). A wiemy, że wszystko, co mówi Prawo, mówi do tych, którzy podlegają Prawu. I stąd każde usta muszą zamilknąć i cały świat musi uznać się winnym wobec Boga, jako że z uczynków Prawa żaden człowiek nie może dostąpić usprawiedliwienia w Jego oczach (Ps 143,2). Przez Prawo bowiem jest większa znajomość grzechu" (Rz 3,9-20). Po tym wstępie św. Paweł zaczyna swój pozytywny wykład, w którym mówi, że prawdziwe usprawiedliwienie przychodzi inaczej. Ono przychodzi dzięki Jezusowi, którego Bóg ustanowił przebłaganiem za nasze grzechy, a nie przez uczynki. W czwartym rozdziale apostoł mówi o wierze na przykładzie Abrahama, na czym ona właściwie polega. W piątym rozdziale zaczyna zajmować się opisem życia chrześcijańskiego. Jeszcze raz wraca do tego problemu w siódmym rozdziale. Ten 7 rozdział jest dość trudny. Ale myślę, że po tym, cośmy sobie powiedzieli, będzie bardziej zrozumiały. Przeprowadzimy sobie taką małą egzegezę tego rozdziału od wiersza siódmego poczynając: "Cóż więc powiemy? Czy Prawo jest grzechem? Żadną miarą! Ale jedynie przez Prawo zdobyłem znajomość grzechu. Nie wiedziałbym bowiem, co to jest pożądliwość, gdyby Prawo nie mówiło: nie pożądaj". W tym zdaniu "nie pożądaj" jest streszczona cała negatywna część Dekalogu. Poganami nazywają tych, co pożądają. Tu jest aluzja do opisu zKsięgi Rodzaju, jak w Ewie na widok drzewa po pokusie szatana wzbudziła się pożądliwość, żeby skosztować tego owocu. Tu jest również streszczone przykazanie dane człowiekowi w raju: nie pożądaj owoców tego drzewa. "Z przykazania tego czerpiąc podnietę, grzech wzbudził we mnie wszelkie pożądanie. Bo gdy nie ma prawa, grzech jest w stanie śmierci. Kiedyś i ja prowadziłem życie bez Prawa". Św. Paweł mówiąc "ja" mówi w sensie typologicznym, w imieniu całej ludzkości. Najpierw będzie mówił o sytuacji w raju. Stąd przejdzie do życia po upadku pierwszego człowieka. Powiedzenie: "prowadziłem życie" nie znaczy egzystowałem, ale żyłem, w sensie przeciwstawienia do śmierci, w którą grzech nas wprowadził. "Bez prawa", bo miałem prawo wewnętrzne. Prawo to było czymś spontanicznym. Nie czułem Prawa jako nacisku z zewnątrz przychodzącego, jako pańszczyzny ciężkiej do wykonania. "Gdy jednak zjawiło się przykazanie, grzech ożył, ja zaś umarłem". " I przekonałem się, że przykazanie, które miało prowadzić do życia, zawiodło mnie ku śmierci. Albowiem grzech, czerpiąc podnietę z przykazania, uwiódł mnie i przez nie zadał mi śmierć". Tutaj św. Paweł personifikuje grzech. To, co nazywa grzechem, Księga Rodzaju nazywa wężem. Później ten grzech staje się jakąś siłą, która przeszła do wnętrza człowieka i tam trzyma go w niewoli. Teraz już rozumiemy to -- albowiem grzech czerpie podnietę z przykazania, właśnie wąż wziął podnietę z przykazania. Szatan udowodnił przykazaniem, że Bóg nas nie kocha, że On nam zabrania szerszego rozwoju naszego człowieczeństwa. Uniemożliwia dalszy rozwój, aż ku wyżynom bóstwa. A do tego macie prawo, do tego jesteście predysponowani. "Albowiem grzech, czerpiąc podnietę z przykazania, uwiódł mnie i przez nie zadał mi śmierć". Teraz Paweł opisuje przejawy tej śmierci. "Wiemy przecież, że Prawo jest duchowe. A ja jestem cielesny, zaprzedany w niewolę grzechu". U św. Pawła termin "cielesny" nie oznacza tylko skłonności do grzechów seksualnych. Człowiek cielesny to ten, który żyje w sytuacji, o której mówi List do Hebrajczyków; a więc człowiek, który żyje deformowany wewnętrznym strachem przed śmiercią, strachem przed utratą życia, które w tej chwili posiada i wskutek tego lęku popełnia najrozmaitsze grzechy. Nie tylko grzechy seksualne, lecz także grzechy pychy, grzechy szukania swego prestiżu, grzechy absolutyzowania pracy, gniewu, przemocy itd. Wszystkie te grzechy to człowiek cielesny. To jest człowiek nie dotknięty łaską Jezusa, który żyje pobudzany impulsami pożądliwości. Żeby się móc urządzić na tym świecie i jakoś żyć, idzie on za tym, co mówi jego rozum pozbawiony światła Ducha Św. "A ja jestem cielesny, zaprzedany w niewolę grzechu. Nie rozumiem bowiem tego, co czynię, bo nie czynię tego, co chcę, ale to, czego nienawidzę -- to właśnie czynię. Jeżeli zaś czynię to, czego nie chcę, to tym samym przyznaję Prawu, że jest dobre. A zatem już nie ja to czynię, ale mieszkający we mnie grzech. Jestem bowiem świadom, że we mnie, to jest w moim ciele, nie mieszka dobro; bo łatwo mi przychodzi chcieć tego, co dobre, ale wykonać nie". Św. Paweł bierze za przykład nie jakiegoś złodziejaszka, w którym zamarły wyższe uczucia, ale człowieka, który stara się być uczciwym, rozumie Prawo Boże, ma aspiracje do dobrego, chciałby jak najlepiej. O nim św. Paweł mówi: "Łatwo przychodzi mi chcieć tego, co dobre, ale wykonać nie. Nie czynię bowiem dobra, którego chcę, (do którego mam aspiracje, które chciałbym czynić ), ale czynię to zło, którego nie chcę. Jeżeli zaś czynię to, czego nie chcę, już nie ja to czynię, ale grzech, który we mnie mieszka. A zatem stwierdzam w sobie to prawo, że gdy chcę czynić dobro, narzuca mi się zło. Albowiem wewnętrzny człowiek we mnie ma upodobanie zgodne z Prawem Bożym. W członkach zaś moich spostrzegam prawo inne, które toczy walkę z prawem mojego umysłu i podbija mnie w niewolę pod prawo grzechu mieszkającego w moich członkach. Nieszczęsny ja człowiek! Któż mnie wyzwoli z ciała, co wiedzie ku tej śmierci?" (Rz 7,7-25). Ten wiersz 23 jest również cytowany w Ga 5,17. Ale jest jedna różnica. W Liście do Galatów św. Paweł mówi o sytuacji człowieka zbawionego. Św. Paweł mówi, że ta walka, ów antagonizm pozostaje również w człowieku zbawionym przez Jezusa. To nie jest automat, robot, który bez żadnego sprzeciwu wchodzi w Prawo Boże. Póki tu żyjemy, antagonizm trwa, tylko że mając w sobie Ducha Bożego, mamy już nowy zaczątek życia od Boga. Teraz jesteśmy już z samej definicji zwycięzcami. Przedtem byliśmy jakby z definicji pokonani. Inna jest sytuacja przed Chrystusem, a inna wtedy, gdy Jezus wejdzie w twoje życie. Uważam, że to jest baza. Widzę to również u ludzi, w których zaczyna się proces rozwoju życia chrześcijańskiego, posuwania się w wierze. Bóg w nich zaczyna tę drogę od przekonania, że to, co mówi Pismo Św. jest prawdą. Jedną poprawkę musimy wziąć pod uwagę: my zasadniczo zwracamy się ze słowem kerygmatu do ludzi, których mamy w kościele, którzy są ochrzczeni, w których w jakiejś mierze Jezus działa. Tu może nam się jeszcze zrodzić jeden zarzut. Jak rozumieć to radykalne zdanie Pisma Św., że cała historia Izraela jest jednym pasmem niewierności (nie ma sprawiedliwego ani jednego, wszyscy się sprzeniewierzyli). Czy nie było jakichś porządnych ludzi w historii ludzkości? Czy nie było Hioba, który należał do Ludu Wybranego, a samo Pismo Św. kanonizuje go, uważa go za męża sprawiedliwego? Czy nie było w Izraelu świętych? Czy w litanii nie mówimy: św. Mojżeszu, św. Abrahamie, św. Eliaszu itd., którzy przecież byli? Owszem, byli ludzie święci. Gdy chodzi o Stary Testament nie ma żadnego problemu. Tam był obecny Jezus Chrystus, ale pod osłoną figur i typów biblijnych, i zbawiał człowieka. Reżim zbawienia jest taki sam jak w Nowym Testamencie: "przez wiarę". Dlatego Stary Testament także żąda od człowieka wiary, a nie uczynków prawa. Jak mówi św. Paweł, z uczynków prawa żaden człowiek nie może być zbawiony. I de facto była możliwość zbawienia. Tylko było to trudniejsze niż teraz.
Ale też zbawiał Chrystus a nie własne siły człowieka. Tak samo w innych religiach Chrystus udzielał łaski na mocy przyszłego odkupienia. Jeżeli ktoś z tego skorzystał, mógł być zbawiony, jako że Odkupienie jest dla całej ludzkości, a nie tylko dla Wybranego Narodu. Zawsze w centrum jest Chrystus. Ludzkie siły są niewystarczające. Zawsze człowiek sam z siebie jest grzeszny. Bez ingerencji zbawczej, o której mówi Stary i Nowy Testament, jest niemożliwe, aby się zbawił. Pamiętając o tym, że my głosimy Słowo Boże ludziom ochrzczonym, zobaczmy, co czyni w małym dziecku chrzest. Gładzi grzech pierworodny i składa ziarno życia Bożego w duszy dziecka. Gdy to ziarno się rozwinie, może zmniejszyć skutki grzechu pierworodnego w człowieku. W praktyce to tak wygląda, że mamy przed sobą człowieka ochrzczonego, ale w nim to ziarno życia Bożego nie zostało rozwinięte, nie wydaje plonu. Bardzo rzadko spotykamy dojrzałego chrześcijanina. Ogromna większość ludzi deklaruje się, ale rzeczywiście chrześcijanami nie są i z tego nie zdają sobie sprawy. I trzeba im zrobić to dobrodziejstwo, żeby te iluzje i te maski im zedrzeć. Często słyszy się zarzut: "Nie mówmy o tym, bo ludzi przez to wprowadzimy w pesymizm". Byłby to pesymizm, gdybyśmy ich tak zostawili. Dlatego nie wolno mówić o grzechu, nie mówiąc o nadziei. Tego Pismo Św. nigdy nie czyni (Ez 20). Jednak prawda jest taka: jesteś grzesznikiem, a żyjesz, bo Bóg się nad tobą ulitował, miał nad tobą miłosierdzie. Bóg ciebie, grzesznika, kocha. Niech ta miłość będzie dla ciebie teraz życiem, światłem, zadowoleniem, radością, poczuciem twojej wartości. Jesteś przez Boga kochany, mimo że sam z siebie nie jesteś tego wart. Na tym właśnie polega świętość Boga, że ona przecina tę przepaść spowodowaną grzechem. Druga rzecz. Tam był punkt wyjścia. Wychodzę od grzechu i tę świadomość grzechu muszę mieć. Zobaczmy, że Bóg prowadząc człowieka do dojrzałości chrześcijańskiej zaczyna właśnie od tego. Dlatego u wszystkich świętych znajdujemy tę świadomość, że "jestem największym grzesznikiem". Jaki jest docelowy punkt nawrócenia? Na czym polega doskonałość chrześcijańska, do której nas Bóg prowadzi? Jest to bardzo ważny problem i szczególnie zamglony. Zanim na to sobie odpowiemy, rozważmy jedną ze scen z wieczernika. Scenę umycia nóg Apostołom. Umywa nogi On, Pan i Mistrz, który jako jedyny ma prawo pełne w ten wieczór siedzieć za stołem. Prawdopodobnie tłem tego gestu Jezusa był szczegół rytuału paschalnego. Wiemy, że było kilka obmyć rąk. Jedno z obmyć wyglądało w ten sposób, że najmłodszy uczestnik Paschy przynosił misę i ręcznik, zaczynając obmycie rąk od najbardziej godnej osoby. Chrystus z Apostołami spożywał wieczerzę paschalną według starego rytuału. I teraz przychodzi moment obmycia przez najmłodszego, najmniej wartościowego. Nie wiadomo kto tu jest najmłodszym, najmniej wartościowym. Apostołowie oglądają się jeden na drugiego: idź ty, a może ty. A niby dlaczego ja? I w tej sytuacji Jezus wstaje i zaczyna obmywać nie ręce, lecz nogi. Następuje charakterystyczny sprzeciw Piotra: "Panie, Ty mi nie będziesz nóg umywał na wieki". W tym geście umywania nóg jest zawarty cały program Jezusa. Jest tu wyrażona w plastycznym obrazie Jego miłość, punkt docelowy chrześcijaństwa. To, o co chodzi. To, o co chodziło w życiu Jezusa. To, co On przyszedł objawić ludzkości, że taka jest miłość Boga do nich. Bóg klęka u stóp grzeszników. Intencją tekstu jest podkreślenie, że na początku 13 rozdziału Ewangelii św. Jana była wzmianka o Judaszu. Jezus u stóp swojego wroga, który za chwilę Go zdradzi. Ta wzmianka o Judaszu na początku rozdziału ma podkreślić, że Judasz jest jeszcze na sali i że Jezus jemu również umył nogi. Jezus u stóp swego zdrajcy. W tym tekście jest zobrazowane to, co czyni na krzyżu. Da się ukrzyżować za grzechy ludzi. Nie otworzy ust cierpiący Sługa Jahwe. Skonfrontowany z przemocą, nie odepchnie jej. Nie odpowie złem za zło, przemocą na przemoc. Tylko da się przez zło zmiażdżyć. To również przejdzie w tę sławną zasadę w Kazaniu na Górze: "Nie opierajcie się złu". To nie znaczy, że nie mamy opierać się złu jako grzechowi. To znaczy -- nie opieraj się niesprawiedliwości, przemocy, złu, jakie na ciebie się zwalą ze strony bliźnich, tylko daj się przez nie zmiażdżyć. I to właśnie Jezus pokazuje plastycznie w tym geście klęknięcia przed Judaszem, który Go wyda, przed Piotrem, który się Go za chwilę zaprze, i przed pozostałymi Apostołami, którzy pouciekają. Teraz następuje znamienny dialog. Piotr wzbrania się mówiąc : "Panie, Ty mi nie będziesz nigdy nóg umywał". W tych słowach Piotr boi się zaakceptować taką miłość. Broni się przed jej przyjęciem. Jezus mówi: "Jeżeli nie pozwolisz, żebym umył ci nogi, nie będziesz miał cząstki ze Mną". Jeżeli ty nie zaakceptujesz tej miłości, jeżeli jej nie uznasz za prawdę, jeżeli nie zechcesz taką miłością żyć, nie będziesz miał cząstki ze Mną. To znaczy, nie masz czego szukać w chrześcijaństwie. Jesteś innego ducha. Jeżeli nie chcesz tego zaakceptować, to uciekaj z chrześcijaństwa. Jako emblemat punktu docelowego chrześcijaństwa można by postawić figurę Sługi Cierpiącego Jahwe z 53 rozdziału proroka Izajasza. Taką miłością kocha Bóg, miłością która pochyla się nad grzesznikiem, umywa mu nogi i przygarnia go. "Tak i wy czyńcie, jak Ja wam uczyniłem". To jest nie tylko moje, ale i wasze zadanie. Po to jesteście chrześcijanami. To jest serce chrześcijaństwa. I to jest później skodyfikowane w Kazaniu na Górze. Na ten temat jest ogromna literatura, ogromna ilość hipotez i różnego rodzaju pytań; co to jest za etyka? Kogo ona obowiązuje? To jest etyka nie z tego świata, nie z tej ziemi. To jest nierealne. Istotnie, to jest etyka eschatologiczna, etyka ludzi, w których żyje Jezus Chrystus, którzy tutaj na ziemi są widocznym znakiem, że wkracza już na ten świat eschatologia, że tutaj zdobywa sobie pierwsze przyczółki. I taka jest misja Kościoła, aby być przyczółkiem eschatologii. To mają być ludzie, którzy żyją według takiej etyki. To jest również etyka, którą żyły pierwsze wspólnoty Kościoła. To słowo było zrealizowane u pierwszych chrześcijan, oni tym żyli. Wiedzieli, że to jest możliwe do wypełnienia i to nam przekazali jako Słowo spełnione w ich życiu. Tego dowód mamy w Didache (pierwszym katechizmie, który powstał między 80 a 100 rokiem). Cała druga część zajmuje się kodeksem postępowania moralnego. Trzy czwarte tej części to jest Kazanie na Górze, o którym teraz tak mało się mówi. Podobnie słynny list do Diogeneta (powstał w Aleksandrii) cały przepojony jest Kazaniem na Górze. W tym Kazaniu jest sławne powiedzenie: "Miłujcie nieprzyjaciół waszych i módlcie się za tych, którzy was prześladują". Jest to typ miłości naznaczonej krzyżem, którego emblematem jest Sługa Cierpiący Jahwe. Jest to miłość, która kocha drugiego w jego inności. Nie tylko wtedy, gdy odpowiada moim ideałom, moim gustom, gdy spełnia moją wolę. To jest miłość do człowieka również wtedy, gdy on ciebie niszczy, gdy dezorganizuje twoje życie, gdy tobie się sprzeciwia. Ty masz go kochać. " Jedyny dług jaki mamy względem ludzi, to kochać " -- mówi św. Paweł w Liście do Galatów.
|
|
początek strony |