| ABC
chrześcijaństwa |
|
Chrzest - "początkiem" Życia Chrystusa w nas
Teraz pojawia się rysunek, który ks. Cholewiński tłumaczy w następujący sposób:
Poglądowo rysuję linię ludzkiego życia, w którym u niektórych ludzi zdarza się fakt zwany chrztem. Ten fakt nazywa św. Paweł największą rewolucją w życiu człowieka, faktem o donioślejszym jeszcze znaczeniu niż sama śmierć fizyczna. Tutaj bowiem zaczyna się w człowieku nowe życie, jakościowo różne od poprzedniego, które nie ma końca, jest mocniejsze niż śmierć. To nowe życie św. Paweł nazywa życiem wiecznym, a człowieka żyjącego nim "człowiekiem ducha" lub "człowiekiem nowym". Życie wieczne zaczyna się więc w człowieku od momentu chrztu. Na temat, czym jest to nowe życie, jakie są jego cechy, mówi św. Paweł na końcu prawie każdego listu, gdzie po części dogmatycznej następują wnioski płynące dla życia. Dla przykładu weźmy List do Kolosan. Człowiek stary, według ciała, oddaje się chętnie rozpuście, nieczystości, lubieżności, złej żądzy, chciwości itd. Cechy nowego człowieka są ich przeciwieństwem (patrz Kol 3,1-15). Możemy sobie dla ilustracji, człowieka według ciała narysować zgodnie z Listem do Hebrajczyków, jako człowieka manipulowanego przez szatana, ponieważ w środku, w sercu swoim nosi lęk przed śmiercią. Jest to ontologiczna sytuacja człowieka, który żyje w środku kręgu. W tym kręgu odłączony od Boga szuka życia w pieniądzu, w sukcesie, w ludzkim poszanowaniu. Równocześnie człowiek pragnie kochać, czuje w sobie to prawo Boże zapisane w sercu, pragnie wyjść naprzeciw drugiemu człowiekowi, ale natrafia na mur. Widzi, że jeśli pójdzie dalej, to będzie musiał siebie przekreślić i tutaj jest jego dramat. Najczęściej staje się kukiełką szatana idącą na lep rozmaitych grzechów. To jest sytuacja człowieka przed chrztem, do którego Chrystus ze swoim zbawieniem nie dotarł. Człowiek zostawiony samemu sobie nie jest wewnętrznie zły, lecz mocno zraniony. Zachował on jakieś pragnienie i znajomość miłości, wie na czym ona polega. On chciałby kochać, tylko że jest uwiązany, sparaliżowany. Jezus Chrystus wyszedł poza ten krag, wszedł w śmierć przekonany, że tam jest Bóg i rzeczywiście Bóg Jego egzystencję ocalił. Bóg dał Mu życie w zmartwychwstaniu. Człowiek według ducha przekreśla wszystkie swoje dawne uczynki, teraz żyję według nowego życia. Św. Paweł to życie streszcza w dwóch rzeczach: w miłości naznaczonej krzyżem i jedności, która z miłości powstaje. Bo tu już nie ma Greka ani Żyda... Wszystkie te bariery zostają obalone, wszyscy chrześcijanie stanowią jedność doskonałą, i na tym polega owo życie wieczne, które jest posiadaniem w sobie natury Boga. Nasze parafie powinny się składać przynajmniej w większej części z ludzi według ducha, mających w sobie życie Boże. Jakie mechanizmy muszą zadziałać, żeby człowiek przeszedł z człowieka według ciała na człowieka według ducha? Tradycyjna odpowiedź brzmi: Trzeba sobie samemu wypracować to nowe usposobienie -- czyli własny wysiłek. Podczas gdy odpowiedź Pisma Św. mówi, że tego rodzaju nowa jakość życia u chrześcijan bierze się z pewnej bazy ontologicznej, ze zmiany we wnętrzu tego człowieka. Św. Paweł i św. Jan te zmiany określają "nowym stworzeniem" lub "nowym narodzeniem" (J 3,5; Tt 3,5). Tekst, który zacytuję jest nieco mniej znany od innych. "W Nim bowiem mieszka cała pełnia: Bóstwo na sposób ciała, bo zostaliście napełnieni w Nim, który jest Głową wszelkiej Zwierzchności i Władzy. I w Nim też otrzymaliście obrzezanie, nie z ręki ludzkiej, lecz Chrystusowe obrzezanie, polegające na zupełnym wyzuciu się z ciała grzesznego, (jest to ciało, w którym panuje zasada lęku przed śmiercią) jako razem z Nim pogrzebani w chrzcie, w którym też razem zostaliście wskrzeszeni przez wiarę w moc Boga, który Go wskrzesił. I was umarłych na skutek występku i nieobrzezania waszego, grzesznego ciała, razem z Nim przywrócił do życia" (Kol 2,9-13). Poświęcimy teraz trochę uwagi na określenia związane z obrzezaniem serca. W określeniach tych chodzi o jedną rzecz, a mianowicie o zmianę i to bardzo radykalną, jako że się przechodzi ze stanu niebycia do stanu bycia nowo narodzonym i bycia stworzonym. W obrzezaniu serca chodzi o to, że twoje serce jest teraz całkiem inne, już nie ma w nim lęku przed śmiercią, ten "oścień śmierci" został wyjęty z serca, z serca pojętego jako siedlisko całego życia umysłowego i duchowego człowieka. To są zmiany radykalne, które mają charakter wydarzenia. Można od razu powiedzieć, na czym polega życie nowego stworzenia. Za św. Pawłem powiemy, że jest to życie Jezusa we mnie. Chrystus formuje je we mnie. Żyję już nie ja, żyje we mnie Chrystus. W innym miejscu mówi św. Paweł, że taki człowiek otrzymuje od Ducha Św. świadectwo, że Bóg jest Ojcem. Świadectwo, które ma w sobie jako skutek ów okrzyk, który rodzi się w głębinach ludzkiego serca: Abba -- Ojcze! Okrzyk pełnego zaufania. Co to znaczy? To znaczy, że człowiek przed grzechem miał odbiornik, który ciągle odbierał fale od Boga, odbiornik, który ciągle odbierał: Człowieku, ja cię kocham, żyj tą miłością. Chrystus w tym nowym stworzeniu sprawił, że ten odbiornik znów został uruchomiony. To nie jest kwestia, że ktoś sobie wmówi, że Bóg jest miłością, albo że ksiądz na kazaniu czy na spowiedzi powie, że Bóg jest miłością. To nie jest kwestia słyszenia czy sentymentu itd., ale jakaś obiektywna pewność, która zaczyna się zakorzeniać w sercu człowieka, że Bóg mnie kocha. I to mi daje możność wejścia w śmierć, możność przekreślania siebie. To mi daje możność akceptacji drugiego człowieka, możność uklęknięcia u stóp mojego wroga i umycia mu nóg, możność rozpięcia moich ramion i dania się ukrzyżować przez grzechy mojej żony, przez grzechy mojego męża, zdolność w moim małżeństwie, żeby ono wreszcie było nierozerwalne, bo choćby mnie mąż czy żona zdradzała, to ja ją, jego dalej kocham. Tak wygląda to nowe wydarzenie. Autorem tego wydarzenia jest przede wszystkim Bóg. Bo któż może sam siebie urodzić, kto może sam siebie wskrzesić z martwych będąc trupem? Tego może dokonać tylko Ten, który ma władzę wyprowadzenia z nicości, władzę dawania życia. Tym jest tylko Bóg. W sferę tę wchodzi jeszcze darmowość zbawienia, to, o czym boimy się mówić. Ludzie mają wrażenie, że to wszystko trzeba sobie wypracować własną praca nad sobą, swoim staraniem i wysiłkiem. Nie! Najpierw musi przyjść to wydarzenie, a dopiero potem praca nad sobą na tle tego wydarzenia i w oparciu o nie, przynosi owoce. Potrzebne jest współdziałanie człowieka na każdym odcinku, tylko ono jest inne w każdym stadium. To pierwsze współdziałanie człowieka św. Paweł nazywa wiarą. Ona sprawia, daje możność, że Chrystus może w tobie działać, że Chrystus może tego w tobie dokonać . Wiara jest darem Boga. Odnośnie do wiary nasza teologia mówi, że jest ona darem Bożym, a jednocześnie jest najbardziej wolnym aktem człowieka. Paradoksalnie można to i tak powiedzieć: Jeżeli ty mówisz "tak" Bogu na Jego Ewangelię, to do tego potrzebna jest Jego łaska, natomiast ty w sposób wolny możesz również powiedzieć "nie" i to "nie" jest twoim dziełem. Ten schemat jest kluczem do interpretacji wielu perykop ewangelicznych, które można wykorzystać w homiliach, mianowicie, wszędzie tam, gdzie czytamy, jak Jezus uzdrawiał, przywracał z martwych do życia. Człowiek ślepy, głuchy, kulawy, chory jest typem człowieka dawnego, według ciała. Przedstawmy najbardziej rozwiniętą perykopę w tej materii -- o niewieście cierpiącej na krwotok, w Ewangelii według św. Marka. Marek opisuje, że ta chora kobieta czuła się źle ze swoją chorobą. Szukała wyjścia z tej trudnej sytuacji, wydała wszystkie pieniądze na leczenie, a skutek taki, że miała się jeszcze gorzej. Teraz dowiaduje się, że istnieje ktoś, kto rozwiązuje tak głębokie problemy człowieka -- Jezus Chrystus. Do tej kobiety doszła Dobra Nowina, że jest ktoś, kto pomoże jej w tym wszystkim, kto odejmie to zmartwienie. Kobieta przychodzi teraz do Jezusa i On uwalnia ją od tej choroby. Z Jezusa wyszła moc i ona staje się uleczona. I ta sama kobieta jest figurą człowieka według ducha, człowieka nowego. Uleczył ją Chrystus. Na końcu rzekł do niej: "Córko, twoja wiara cię uleczyła". Przeszłaś na drugą stronę dzięki wierze. To jest to, o czym mówi św. Paweł, że liczy się wiara a nie uczynki prawa, że Jezus musiał ciebie dotknąć, Jezus najpierw z twojego serca musiał usunąć niemoc ujawniającą się w różnej formie. I to jest ta Dobra Nowina, tkwiąca w każdej Ewangelii, że Jezus kocha człowieka. Tylko zrób z Jezusa naprawdę użytek, tzn. podejdź do Niego z wiarą, bo tylu innych przechodziło obok Jezusa, potrącało Go i żadna moc z Jezusa nie wychodziła. Natomiast gdy ty zbliżysz się do Niego z wiarą, moc się z Niego uwalni i ciebie uleczy. Jakie są związki z tym problemem dzisiejszego duszpasterstwa? Problemem pierwszym jest to, że człowieka żyjącego według ducha, człowieka żyjącego miłością trzeba szukać ze świecą. Jeszcze jednostkowego świętego można znaleźć, ale wspólnoty świętej ciężko jest poszukiwać. Jest to wielki znak alarmowy, że chrześcijaństwo zeszło z istoty rzeczy na jakieś peryferie. Drugim problemem jest chęć posiadania dobrych chrześcijan przy zastosowaniu złej metody -- stosując moralizm. Mówimy: pracuj nad sobą. Mówimy, że chrzest jest nowym narodzeniem, nowym stworzeniem, ale uważa się, że wszystko dzieje się magicznie, jakby we śnie, albo przeskakuje się tu bardzo ważny etap, który daje człowiekowi dopiero podstawy do tego nowego życia. Trzecim problemem jest to, że większość naszych wiernych, którzy przychodzą pod ambonę lub do konfesjonału, nie przeżyła jeszcze tego faktu. U nich jest ziarno tego wszystkiego, ziarno w którym to nowe narodzenie, to nowe stworzenie, współwskrzeszenie z martwych jest im dane, które jest w ich sercach i woła o realizację, ale się jeszcze nie rozwinęło. Św. Paweł w Liście do Koryntian mówi, że gdy spostrzegł, że zbyt pochopnie i pospiesznie ochrzcił Koryntian, zauważył, że jeden uprawia kazirodztwo, drugi się procesuje u sędziów pogańskich, że powstaje rywalizacja. Jeden jest Pawła, inny Apollosa, a jeszcze inny Chrystusa. Św. Paweł nazywa ich niemowlętami w Chrystusie. To znaczy, że to ich życie nie jest w nich rozwinięte. Tutaj najwyraźniej widać ten problem, że i my mamy do czynienia z takimi niemowlętami w Chrystusie. My od niemowląt żądamy: kochaj męża, bądź uczciwy, nie kradnij, nie rób tego, nie rób tamtego. Nie kradnij -- to jeszcze ogólna zasada, którą człowiek potrafi zachować, ale gdy mówimy: wchodź w śmierć, przebaczaj 77 razy, bo tak uczy Ewangelia, to z czym do gościa? To tak, jak byś chciał, żeby ptak fruwał nie mając skrzydeł. I oto dlaczego nasza praca jest tak frustrująca, nasze duszpasterstwo kuleje, jest to ciągle syzyfowa praca. Powstaje zasadnicze pytanie: Jak powinno wobec tego wyglądać duszpasterstwo, które pozwoliłoby ludziom przeżyć ten fakt, który umożliwiłby realizację ziarna chrztu, aby mogło przejść ono w akt, żeby mogło się ono stać? Historia Kościoła daje odpowiedź na to pytanie. Istniało kiedyś duszpasterstwo uprawiane w stosunku do ludzi dorosłych, którzy prosili o chrzest. Jedyną bramą wejścia do Kościoła jest chrzest i jakieś jego ożywienie w naszych sercach. Ta droga wiodąca do chrztu nazywała się kiedyś katechumenatem. Mogą być rozmaite formy, rozwinięte warianty tego katechumenatu. Ważną rzeczą jest, żeby ten katechumenat zrozumieć, ponieważ często nazywa się katechumenatem 10 konferencji przedmałżeńskich. Katechumenatem nazywa się 4 konferencje przed chrztem, które głosi się rodzicom, gdy przyniosą dziecko do chrztu. Wszystko to jest wielkim nieporozumieniem, to nie jest żaden katechumenat. W ujęciu biblijnym katechumenatem jest coś, co się zaczynało i powoli wznosiło. Typem katechumenatu może być historia Abrahama. Abraham jako starszy człowiek, sfrustrowany, kończący życie widzi, że jego życie było bezsensowne, bo nie miał dziecka. Jest on typem człowieka według ciała. W pewnym momencie w jego życie wkracza Bóg ze swoim słowem. Bóg mówi - Ja ci dam moc, dam ci to, czego ci brak. Ja ci to obiecuję, Ja mam moc, aby twój brak uzupełnić. Jest to figura Ewangelii. Jest to Dobra Nowina, którą człowiek słyszy i otrzymuje. Ta obietnica ma znamię niemożliwości. Abraham widzi, że po ludzku jest to niemożliwe. Dlatego postawił całkowicie na Boga, dał wiarę Jego słowu. Zaczątkowa wiara sprawiła, że Abraham zostawił swój dom, spalił mosty, poszedł za słowem Bożym. Wiara uczyniła z jego życia drogę. Wiara to nie chwila. Tą drogą idąc, Abraham był w szkole wiary. Podobnie katechumenat można nazwać szkołą wiary.
|
|
początek strony |