ABC chrześcijaństwa

Realizujący obietnice zbawienia Bóg spotyka się z wolnością człowieka (wiara biblijna)

 

 

Kerygma -- jest to przepowiadanie, w którym zawiera się ABC chrześcijaństwa. To jest to, co stanowiło przedmiot przepowiadania Piotra w dniu Zielonych Świąt. To jest to, co mówił św. Paweł, gdy wędrował od miasta do miasta, z czym wychodził do pogan w swoich przemówieniach, w czym tkwiła moc. Owocem tego kerygmatu była wspólnota kościelna.

Gdy przybył Paweł do Antiochii Pizydyjskiej, nie było żadnej wspólnoty, gdy zaś wyjeżdżał, wspólnota ta już zaczęła istnieć. Jest ona pierwszą wspólnotą, parafią chrześcijańską. Dokonało się tak dzięki mocy kerygmatu.

Co takiego przepowiadał, że jak mówią Dzieje Apostolskie, zostali poruszeni. Dlaczego słowa Piotra wywołały w nich uczucie żalu, czemu zaczęli pytać o to, jak mają postępować, co właściwie robić? I odpowiedź -- zostańcie chrześcijanami. Co Apostołowie im mówili?

Ukazywali Krzyż Chrystusa, Jego Zmartwychwstanie i mówili o Duchu Św. Krzyż Chrystusa przedstawili w Jego funkcji sądzącej świat. Ten zabity człowiek to dzieło waszego życia, to wyście Go zabili! Słuchacze nie poprzestawali na tym, ale prosili, aby im Paweł mówił o tym szerzej, dlatego te spotkania trwały godzinami.

Czym jest grzech? Nie jest niczym dobrym, jest tragedią dla twojej egzystencji, rujnuje twoje życie, zabija wszelkie życie, szczęście. Sam zobacz: gdy ty jesteś "taki" ani ty, ani twoja żona, nie jesteście szczęśliwi. Ona również dokłada swoje grzechy i konsekwentnie powstaje w domu piekło. Człowiek z tego powodu cierpi.

Na ten stan Bóg nie pozostał obojętny, ale przysłał odpowiedź w Chrystusie. Chciał nam najpierw ukazać, że jesteśmy grzesznikami. Widział, że ludzie są zaślepieni, nie mają poczucia grzechu, usprawiedliwiają się, widząc winę tylko u innych, nigdy zaś u siebie.

W osobie Chrystusa ukazał nam, że jesteśmy grzesznikami. Krzyż ukazuje, że przez grzech, w sobie i w innych zabijamy życie. Ludzie wówczas zaczynają mówić: mój Boże, skoro tak się rzeczy mają, to ja również jestem winny tej śmierci, to ja także Go ukrzyżowałem.

Jest to ważne dla tych, którzy mówią: ja nie miałem z tą śmiercią nic wspólnego. Spokojnie, rękami bezbożnych tyś także tego człowieka ukrzyżował. Żydzi byli tylko tymi którzy, jak gdyby z twojego mandatu to zrobili. Mieli w sercu oczywiście tę samą pustkę, co ty -- nie rozpoznali Boga, który wszedł w ich szeregi. Uświadomienie ludzkości grzechów najlepiej dokonuje się w obliczu krzyża.

Św. Paweł mówi, że Chrystusa Bóg uczynił grzechem. Znaczy to, że na Nim skupił grzech całej ludzkości. Na Niego spłynęło całe zło i na Nim się zatrzymało.

Popatrzmy, jak inaczej dzieje się u nas. Spada na ciebie zło ze strony innych, to zawsze strząsasz je na słabszego. Małe porównanie: spotkało człowieka w swoim biurze nieszczęście, pominął go awans itp. Wraca do domu jak chmura gradowa. Żona w najlepszym humorze, akurat dla niego wysprzątała mieszkanie. Jej troskliwe, kochające serce oczekuje nagrody w postaci pochwały, zauważenia. Mąż w ogóle tego nie dostrzega, z niewytartymi butami wchodzi do mieszkania i od razu wyładowuje napięcie nerwowe. Przedmiotem niezadowolenia staje się wszystko, między innymi i to, że obiadu nie ma na czas itp. Zło, którego doświadczył, przerzuca na innych, na słabszych. Żona oczywiście jest tym wszystkim podenerwowana i teraz ona wpada w rozpacz itd. Przychodzi dziecko ze szkoły, wnosi nowe problemy. Teraz to już zaczyna się prawdziwe piekło.

Przychodzi wreszcie dobra wiadomość: Bóg tego Jezusa wskrzesił z martwych. Jeżeli Jezus umiera na skutek naszych grzechów, jeżeli to one Go przygwoździły, jeżeli to one są wypisane na Jego ciele i jeżeli tego Jezusa, który jest grzechem, przekleństwem, Bóg wskrzesił z martwych do nowego życia, to znaczy, że dla całej ludzkości jest otwarty wyrok uniewinniający, wyrok amnestii i przebaczenia. Pan Bóg tego grzechu nie pamięta, wybacza nam i daje Jezusowi nowe, zmartwychwstałe życie i pełnię Ducha Św.

Następnie św. Piotr ogłasza: w obliczu tego faktu obwieszczamy wam odpuszczenie grzechów waszych. Jezus swoje życie przekazał grzesznej ludzkości, aby w ten sposób dać jej nowe życie. Dzisiaj ten Jezus, który jest w moim przepowiadaniu, którego tobie głoszę, On do ciebie się zwraca. On może ci dać swoje życie. On może to uczynić tak, tak jak uczynił z Apostołami w dzień Zesłania Ducha Św. Posyła do serc naszych Ducha Św., który tam dokonuje wielkich rzeczy, niszczy bowiem lęk przed śmiercią, zaszczepia nam zwycięstwo nad grzechem, sprawia, że w tej chwili odzyskujemy zaufanie do Boga. Wzbudza On w naszych sercach okrzyk: Abba -- Ojcze.

Ludzie, którzy to usłyszeli, zapytali: co mamy czynić, skoro tak się sprawy mają?

"Nawróćcie się" -- brzmi odpowiedź, uwierzcie w to, co wam mówię, postawcie na Jezusa Chrystusa, oprzyjcie się o Niego a zobaczycie, że Jego działanie zacznie was przemieniać i wtedy wasze życie stanie się drogą, na której Jezus Zmartwychwstały zaczyna zdobywać coraz to nowe połacie człowieka i przemienia nas w chrześcijan.

Dzieje się tak przez Krzyż, Zmartwychwstanie i działanie Ducha Św., który w naszych sercach kształtuje i działa według zamysłu Ojca.

Odwołujemy się do Abrahama, który jest dla nas modelem wiary. Bóg, żeby powiedzieć na czym polega wiara, zamiast teoretycznych sformułowań użył konkretnej figury biblijnej. Jest nią Abraham. Zobaczmy, jak u niego funkcjonuje wiara, ponieważ musi być ona i w nas, jeżeli chcemy wejść w porządek chrześcijańskiej rzeczywistości.

Abraham zawierzył słowu -- poszedł w drogę, miał oczywiście chwile wątpliwości, gdy np. prosi o znak, kiedy sam zaczyna główkować.

Wiara to nie moment, to jest proces. Zrozumiał to Kościół i nazwał to sakramentem wiary, sakramentem chrztu. Obejmował on wówczas czteroletni proces katechumenatu. To wszystko był chrzest, jedna organiczna całość, w której człowiek miał chwile zwątpienia.

Innym obrazem tego samego problemu jest Izrael na pustyni, który wątpił, buntował się.

Dla pierwszych chrześcijan, którzy prawdziwie przeżyli te wartości, grzech psychologicznie jest dość trudny. Trudny do tego stopnia, że Kościół przez długi czas, właściwie aż do momentu pierwszych większych apostazji w drugiej połowie drugiego wieku, nie zdawał sobie jasno sprawy, że ma osobny sakrament, sakrament pojednania. Właściwie odpuszczenie grzechów widział tylko w chrzcie. Łączy się z tym konkretne zaangażowanie. Zrozumiał on, że Pan Bóg potrzebuje partnerów, osoby naprawdę wolne i że chrzest absolutnie nam wolności nie odbiera, owszem, jeszcze ją wyostrza.

Świętość chrześcijańska nie polega na treningu, przynajmniej tak być powinno. Nie jest to psychologiczne oddalenie się, odzwyczajenie się od grzechu, lecz chodzenie w kruchliwości, w łamliwości i wiem, że jak długo trzymam się Pana Boga, to nic złego mi się nie stanie. Jeżeli zaś puszczam swoją dłoń, to mogę się spodziewać wszystkiego, mogę wpaść w nowe grzechy.

Dlatego wielcy święci powtarzali, że wystarczy, żebym wypuścił z ręki rękę Pana Boga, a pójdę spać z prostytutką.

Jak było to trudne, dowiadujemy się z Listu do Hebrajczyków: "Niemożliwe jest bowiem tych, którzy raz zostali oświeceni, a nawet zakosztowali daru niebieskiego i stali się uczestnikami Ducha Św., zakosztowali również wspaniałości Słowa Bożego i mocy przyszłego wieku, a jednak odpadli -- odnowić ku nawróceniu" (Hbr 6,4-6).

My wiemy, że to jest możliwe. Tutaj jest tak napisane ze względu na mocne przeżycie, jakim powinien być chrzest. Tak mocne, że zgrzeszyć to było coś okropnego, strasznego. Prawie niemożliwym wydawało się im powrócenie do dawnego grzechu.

Jednak chrzest nie odbiera nam możliwości grzechu. Możność zawsze pozostaje, jesteśmy bowiem zawsze w okresie próby. Dlatego św. Paweł powie później, że ten antagonizm między ciałem a duchem pozostaje i w ochrzczonym. Wydarzenie chrztu mówi, że możesz być zwycięzcą i to tylko wtedy, gdy trzymasz się Pana Boga, bo masz nowe pryncypium, które ci zapewnia i gwarantuje zwycięstwo.

Ciekawą rzeczą jest obserwować świętych. Ma się wtedy wizje, jak działa chrześcijaństwo. Czytać żywoty świętych i widzieć, jak oni faktycznie wzrastając w świętości coraz bardziej bali się grzechu. Tym częściej wołają do Boga: zachowaj mnie od grzechu! Są oni mniej pewni siebie, bo Pan Bóg dał im mocne światło, czym są i czym są bez Boga. Ma to również niemałe znaczenie dla nas.

Co innego głoszenie, a co innego wyjaśnianie. Ja mogę ci podać treść i to nie jest to samo, co głoszenie kerygmatu, bo z głoszeniem kerygmatu złączona jest obietnica: "Ja będę z wami po wszystkie dni, aż do skończenia świata" . Odnoszą się te słowa do Kościoła ewangelizującego, byle głosił Ewangelię, a nie inne bzdury.

Widzę, że ta moc jest, że ludzie słuchają i że dzieje się tak, jak mówi przypowieść o siewcy, że są cztery grupy ludzi, że to nie dzieje się automatycznie. Jedni nie rozumieją i mówią, że gada bzdury. Drudzy przyjmują z radością, ale przychodzi próba i z miejsca odpadają. Z trzecią grupą przez jakiś czas jest dobrze, lata jednak lecą, przychodzi zmartwienie i odpadają. Tylko czwarta grupa przynosi owoc.

Pan Jezus nam to przepowiedział, uprzedził o tym. Nie dziwcie się, to nie dzieje się automatycznie. Plon Boży nie będzie duży. Sporo ziarna zmarnuje się. Problem jest w tym, czy jest Chrystus w tym, co głosimy. Jeżeli robimy to sami, to z góry skazane jest to na niepowodzenie.

Św. Jan miał na myśli niewątpliwie także tę prawdę, gdy przytacza nam fakt uzdrowienia chorego, któremu Jezus, żeby go uświadomić, że jest ślepy, przemywa oczy błotem. Urodził się w ślepocie, gdzie nie ma kolorów. Nie był w stanie zazdrościć tym, którzy widzą. Dla niego świat jest taki, z jakim się oswoił, świat ciemności i to jest dla niego jedyne. Dopiero, żeby mu było niewygodnie, Jezus mu nakłada na oczy błoto, (to go swędzi), po czym nakazuje mu obmyć się w sadzawce.

To pójście do sadzawki i obmycie się jest symbolem chrztu. Jest to zatem perykopa chrzcielna, gdzie chrzest został przedstawiony jako obmycie i oczyszczenie człowieka.

Podobnie i dzisiaj -- trzeba błota, aby ludzie zrozumieli, że Pan Bóg rozpoczyna swoją pracę w tych, którzy nie mają żadnej świadomości. Jezus powiedział, że złodzieje i prostytutki wyprzedzają nas w drodze do królestwa niebieskiego, ponieważ stoją oni w tym miejscu, gdzie może ich dotknąć łaska Boża.

Jeżeli natomiast Pan Bóg szuka cię w twej rzeczywistości, a ty zamiast zdać sobie z niej sprawę, siedzisz z wysokim wyobrażeniem o sobie Pan Bóg szuka cię w twoim życiu, a w twoim życiu cię nie ma, siedzisz tylko w iluzjach, w alienacjach, w fantazjach na temat samego siebie Wtedy Pan Bóg musi cię ściągnąć do prawdy o sobie.

Wiara a religia. -- Dzisiejsi ludzie przeżywają chrześcijaństwo jakby było jakąś religią, podczas gdy jest ono znacznie czymś więcej.

Wiara wchłania w siebie, asymiluje to, co w religii jest naprawdę wartościowe, co pochodzi od Boga. Wiara jest czymś nieskończenie większym od religii. Religia historyczna nie jest tym samym, co religia naturalna.

 

 


początek strony
© 1996-1997 Mateusz