ABC chrześcijaństwa

Zbawienie według świata i według Jezusa Chrystusa

 

 

Kościół dzisiaj przeżywa konfrontację ze światem, który w ostatnim 50-leciu ogromnie się zmienił. Stało się tak między innymi na skutek wojen oraz wydarzeń ostatniego 30-lecia.

Upadają tradycyjne wartości. Człowiek odrzuca nawet najbardziej uświęcone pryncypia życia społecznego. Zauważmy ogólny upadek wartości, na których wspierało się życie religijne, a które w gruncie rzeczy było inspirowane przez chrześcijaństwo.

Wszystko to zostało powleczone grubą patyną sekularyzacji, ateizmu, pozytywizmu laickiego itd. Faktem jest, że świat się ogromnie pod tym względem przewartościował i w tej chwili Kościół ma przed sobą ogromne połacie świata, dla których religia przestała być inspiracją.

Świat, który Kościół ma przed sobą, można podzielić na grupy ze względu na mentalność, jaka w nim występuje.

Kościół ma do czynienia z człowiekiem zlaicyzowanym w tym sensie, że odrzucił on wszelkie ideologie, wszelkie filozofie, dla którego pozostała jedynie wiara w postęp ludzkości, wiedzy i cywilizacji, dla którego liczy się praca i wydajność.

Jest to figura jakiegoś laickiego technokraty, który buduje postęp. Jest to wiara olbrzymia. Wiara, która przeżywa swój ogromny aplauz od wojny aż do lat 70-tych. Jej apogeum było zdobycie Księżyca i to było maksimum. Przez ostatnich parę lat obserwujemy raczej przyćmienie tego blasku, tej wiary, tego entuzjazmu.

W modzie była socjologia usiłująca rozświetlić wszystkie tajniki życia społecznego. Były jednak problemy, które są bardzo poważne. Człowiek sobie nie radził z własną psychiką. Jeżeli sam nie mógł nic zdziałać, po radę udawał się do psychiatry. Jeżeli tracił równowagę, ratunku szukał u psychiatry.

W obliczu takiego świata znajduje się Kościół. Zdaje on sobie sprawę, że Chrystus go posłał, aby głosił Ewangelię.

Mamy więc przed sobą takiego człowieka. Człowiek ten jest na Ewangelię mocno zamknięty. Jest głuchy i nie chce jej słuchać. I tutaj rodziły się pytania, które brzmiały w Kościele: Co mamy robić? Jak rozbić tę skorupę? Jak "dobrać" się do takiego człowieka? Pytanie to było modne w latach rozkwitu Akcji Katolickiej w latach 50-tych.

We Włoszech, Francji, wszędzie powstawały wielkie demokracje chrześcijańskie i rosły w ogromną siłę. Tam właśnie pytanie to było aktualne.

Odpowiedź była, świadomie czy nieświadomie mniej więcej taka; że jeżeli oni nie chcą nas słuchać, nie chcą wejść na nasze piętro, to usiłujmy my zejść do nich, nauczmy się ich języka, ich kategorii myślenia i wtedy staniemy na jednej płaszczyźnie. W ten sposób może się kiedyś dogadamy, znajdziemy wspólny język.

Wtedy zaczęło się dowartościowywanie ze strony Kościoła takich nauk jak socjologia, psychologia. Wtedy wprowadzono do seminarium kursy socjologi i to tak mocno, że teologia poszła do kąta. Zwracano wiekszą uwagę na te rzeczy niż na teologię.

W konsekwencji okazało się, że owoce tej praktyki były o wiele mniejsze niż się spodziewano, mało kogo tą drogą nawrócono. Natomiast tamta mentalność, tamta logika przeszczepiła się również na Kościół.

Wiara w Chrystusa, ta teoretyczna, blada jak zimowe słońce, niczego nie zmieniła w życiu konkretnego człowieka. Jest to jeden z przejawów, którymi świat wtargnął do Kościoła. Zaraził naszą mentalność. Musimy być tego świadomi. Nie potępiać tych wartości, lecz wierzyć w to, co mówią Dzieje Apostolskie, że nie ma zbawienia poza Chrystusem. Kościół ma od Boga inne środki, najskuteczniejsze lekarstwo, jeżeli wierzymy tylko w jego skuteczność.

W czasie pobytu w Holandii w 1969 r. zwiedzając nasze domy, chciałem się zorientować, co tam nowego. Holandia wówczas imponowała wszystkim, mnie też. Wtedy w naszym kolegium w Amsterdamie pewien młody ojciec powiedział mi: Oto jestem w pracy, dzielę całą klasę na grupy. W małych grupach pracuje się lepiej. Dobrze, pytam dalej, a gdzie jest twoja misja jako "ministra Chrystusowego" w Kościele? Chrystus ma moc rozlewać w sercach miłość, jedność itd. i do tej jedności prowadzić.

Zwykle to nie wchodzi w rachubę. Jedność tworzy się na podstawie dobrania ludzkiego, na podstawie cech charakteru, ale czy Chrystus nie potrafi usunąć barier? O tym nie było mowy. Jest to papierek lakmusowy, który ilustruje, w czym rzecz. Myśmy się również tą mentalnością zarazili, zastąpiliśmy tą mentalnością wiarę.

Drugi typ człowieka, który spotykamy w świecie, to mentalność społeczna, mentalność ludzi, którzy nie odrzucili wszelkiej ideologii, którzy przyjęli jedną ideologię, jedną wiarę. Raj można zbudować tu na ziemi, a trzeba to robić przy pomocy reform i przewrotów życia społecznego.

Dziwię się czasem, jak ludzie dawniej mogli całymi wiekami żyć, nie czując w sobie żadnego protestu przeciw małej warstwie arystokracji, czy też uprzywiliejowanych panów, którzy mieli wszelkie bogactwa, a olbrzymie masy żyły w lepiankach, w straszliwych warunkach. W tej chwili jest to nie do pomyślenia. Ta mentalność skończyła się bezpowrotnie.

Z faktem tym spotykamy się po raz pierwszy z chwilą rewolucji francuskiej. Później Napoleon swoimi podbojami rozszerzył to na całą Europę. Na Zachodzie tym ruchem, który kanalizuje te aspiracje społeczne, jest komunizm. Drogą zaś do tego, zgodnie z hasłami komunizmu, jest rewolucja. Rewolucja i to krwawa, o ile inaczej nie można.

Kraje wschodnie nie muszą już o tym szczęściu marzyć, ale wielu w krajach zachodnich wierzy, że zbawienie przyjdzie przez komunizm. Gdy się mówi, że komunizm również błądzi, odpowiadają: u nas będzie inaczej (co za zaślepienie).

Ogromnie jest tym zarażona cała Ameryka Centralna i Południowa, gdzie siłę atrakcyjną stanowi Kuba.

Dla Kościoła jest to rola nowa, na którą ma rzucać światło Ewangelii. Rola ta jest jednak zamknięta na język Słowa Bożego, na świat religii. "Religia to opium dla ludu" -- takie tam panuje przekonanie. Religia usypia czujność rewolucyjną, ona każe akceptować istniejący porządek rzeczy. Trzeba ją zwalczać, ponieważ jest przeszkodą w zrywie mas, które usiłują osiągnąć sprawiedliwość sobie należną.

W związku z tym pojawiło się w Kościele pytanie: Co należy robić, aby znaleźć z tymi ludźmi wspólny język. Kwestia społeczna jest straszliwym problemem, który musi być wcześniej czy później rozwiązany, o ile świat nie ma zginąć. My ze swej strony musimy się w to włączyć.

I mówi się: Nauczymy się najpierw ich zasad, metod. Zobaczymy, co oni na ten temat mówią. Spotkajmy się na jednym terenie.

W Kościele na Zachodzie tworzą się paralelne komórki wśród chrześcijan, jednoczące Kościoły chrześcijańskie. Obok komunistycznych powstają chrześcijańskie związki zawodowe. Organizacje komunistyczne zajmują się kwestiami społecznymi. Organizacje chrześcijańskie przy parafiach mają takie same aspiracje. Niestety, ludzie ci dosyć szybko spostrzegają, że mając za sobą usta Ewangelii Chrystusowej daleko nie zajadą.

Wszystko kończy się u nich na gadaniu i krytykowaniu. Zazdroszczą natomiast, że ci, którzy tego balastu nie mają, szybko zabierają się do czynów i to takich, jakich wymaga sytuacja. Zabierają się do rewolucji, uprawiają partyzantkę i to okazuje się skuteczne.

Większość tych grup kończy na tym, że opuszczają Kościół. Inni natomiast usiłują dalej balansować, nie bardzo wiedząc, co należy robić.

Jezus mówi: "miłuj nieprzyjaciela". Z drugiej strony wiem, że jeśli mam wydrzeć temu, który ma więcej i dać temu, który nie ma, to on mi dobrowolnie nie odda, choć niesłusznie zagarnął, muszę więc wydrzeć mu gwałtem, muszę sięgnąć po karabin. Tymczasem, jak tu strzelać do kogoś i mówić : "Kocham cię!". To jest absurd, to wygląda na groteskę.

Pojawia się w tym miejscu "teologia wyzwolenia", która usiłuje pogodzić jedno z drugim, która zło społeczne widzi w niesprawiedliwych strukturach ustrojowych. Teologia wyzwolenia w swych radykalnych strukturach sięga do sprawiedliwych wiązadeł ustrojowych, które znajduje, niestety, w marksizmie teoretycznym. Teoretycznie wydaje się to słuszne, odrzuca bowiem cały balast ateistyczny, a przyjmuje całą doktrynę ekonomiczną i społeczną.

Teologia ta dokonuje niedozwolonej operacji spłaszczenia całego problemu. Mówi, że zbawienie w ścisłym tego słowa znaczeniu, o którym mówi Biblia, dokonuje się wtedy, gdy wyzwolę się z głodu, sytuacji nędzy, z głodowych pensji, z których nie możesz wyżywić rodziny. To jest zbawienie, wyzwolenie, jakie przyniósł Jezus Chrystus. I do tej sytuacji teologia wyzwolenia stosuje -- przykrawa Biblię.

Opowiadali mi niedawno katechiści z Nikaragui, że tam księża uczą wprost, że w zeszłym roku, gdyśmy wygnali Somozę, gdy nastał sandinizm, naród nasz dokonał "wyjścia". Teraz jesteśmy na pustyni, idziemy do ziemi obiecanej.

Jeszcze lepiej; są księża, którzy zmienili formułę przy chrzcie: "czy wyrzekasz się szatana i wszelkiej pychy jego?" na "czy wyrzekasz się związku z kapitalizmem, kapitalistami, czy przyrzekasz wierność ideałom sandinizmu?".

Wyraz ten pochodzi od nazwiska zmarłego już generała, legendarnego pierwszego bohatera narodowego z 1935 roku, który zerwał się przeciwko kapitalistom i pozostał dla nich symbolem walki.

Trzech księży zasiadło w rządzie Nikaragui. Papież kazał im zrezygnować, ci jednak okazali nieposłuszeństwo. Dał im termin do Bożego Narodzenia. W odpowiedzi, do tej trójki dołączył czwarty.

Tak wygląda sytuacja, to jest wejście logiki świata do Kościoła i szukanie praw obywatelskich. Do niedawna myślałem, że na wschodzie, u nas, sytuacja jest inna. Teraz, po roku 1980, wydaje mi się, że jest podobna, z tą tylko różnicą, że dla nas tym ciemiężcą nie jest kapitalizm, lecz komunizm.

Widzimy, że komunizm to taka sama lipa jak kapitalizm, nawet jeszcze gorsza, jeszcze gorsze lekarstwo, które szatan wymyślił dla ludzkości.

W tej chwili i u nas pojawia się protest: "zwalmy to jarzmo, dokonajmy wyjścia". Wydaje mi się, że jesteśmy na tej samej płaszczyźnie, z tą tylko różnicą, że zmieniła się personae dramatis. Tam był kapitalizm, tu komunizm.

Wydaje mi się, że Kościół zaczyna iść tą samą drogą. Stoi przed nim niebezpieczeństwo wejścia w logikę taką samą, jaką mieli i w jaką weszli tamci. Tylko chcemy z komunizmu wrócić do kapitalizmu. Ale jeżeli te nowe struktury będą budowali ludzie według ciała, ludzie, którzy nie są wewnętrznie nawróceni, których Chrystus nie zbawił, zbudują taką samą lipę, która także problemu nie rozwiąże.

 

 


początek strony
© 1996-1997 Mateusz