Chrześcijaństwo ponownie odkrywane

CHRZEŚCIJAŃSTWO PONOWNIE ODKRYWANE

Miłujcie się tak, jak Ja was umiłowałem

 

W dzisiejszej audycji będziemy starali się dać odpowiedź na pytanie: Jakim to człowiekiem trzeba właściwie być, by można było powiedzieć: „Oto prawdziwy chrześcijanin”. Ponieważ tylko sam Bóg może miarodajnie określać ideał rzeczywistego chrześcijanina, zwrócimy się po informacje w tej kwestii do Pisma Świętego, księgi napisanej pod Jego natchnieniem i której On sam jest dzięki temu głównym autorem.

Jako pierwszy tekst biblijny rysujący sylwetkę duchową chrześcijanina nasuwa się fragment z Ewangelii św. Jana, który mówi: Daję wam nowe przykazanie, abyście się wzajemnie miłowali; jak Ja was umiłowałem, tak miłujcie się i wy nawzajem. Po tym poznają wszyscy, że jesteście moimi uczniami, jeżeli miłość mieć będziecie jedni do drugich (por. J 13,34). Obok tego tekstu można by zacytować wiele innych, które w centrum duchowości chrześcijańskiej stawiają miłość bliźniego.

Najprawdopodobniej dla nikogo z nas nie jest to nowość. Nie ma chyba prawdy częściej powtarzanej w kaznodziejstwie jak ta, że przykazanie miłości bliźniego jest sercem chrześcijaństwa. Wielu jednak nie zna lub nie uświadamia sobie wymiarów tego przykazania. Chrześcijańska miłość nie jest bowiem jakąkolwiek miłością i nie można jej utożsamiać ze znaną nam z doświadczenia miłością rodzicielską, małżeńską czy narzeczeńską lub z miłością przyjaźni. Jej jakość jest zupełnie inna; mierzy się ją bowiem miłością Chrystusa do nas. Jak Ja was umiłowałem, tak miłujcie się i wy nawzajem. A jak nas umiłował Chrystus? Na to pytanie każdy z nas by chyba spontanicznie odpowiedział: Aż do śmierci! Dobra odpowiedź, ale niewystarczająca! Brak w niej najważniejszego elementu miłości Chrystusowej. Jezus ukochał nas, tak, aż do śmierci, ale gdyśmy jeszcze wszyscy byli odwróceni do Niego plecami. Posłuchajmy fragmentu z Listu św. Pawła do Rzymian: Gdyśmy jeszcze byli grzesznikami, Chrystus umarł za niegodziwych w oznaczonym czasie. Z trudem można znaleźć kogoś, kto byłby gotów umrzeć za jakąś osobę uczciwą... Ale Bóg pokazuje swoją miłość względem nas, bo gdyśmy jeszcze byli grzesznikami, Chrystus umarł za nas (por. Rz 5,6–8). Kim jest właściwie wobec Boga grzesznik? Jego wrogiem! Kimś, kto Jemu, swemu Stwórcy, wyrządził największą krzywdę. Przez grzech odzieramy Boga z należnej Mu czci, okazujemy Mu pogardę, wyrzucamy Go z naszego serca, w którym On pragnie przebywać jak w swoim najbardziej ulubionym mieszkaniu; przez grzech zabijamy Boga. W tym stwierdzeniu nie ma najmniejszej przesady. Jezus Chrystus, wcielony Syn Boży, został przecież przez nas skazany na śmierć krzyżową i wyrok ten niezwłocznie wykonano. Dogmat chrześcijański mówi, że Jezus umarł za grzechy każdego człowieka, że wobec tego za tę śmierć odpowiadamy wszyscy. Wszyscy bez wyjątku zabiliśmy Boga, wszyscy jesteśmy Jego najgorszymi krzywdzicielami i wrogami. I co On na to? Na naszą wrogość odpowiada miłością i przebaczeniem. Jezus z krzyża modli się: Ojcze, daruj im, bo nie wiedzą, co robią! (por. Łk 23,34). Oto jak nas ukochał Bóg w Chrystusie! Jeżeli więc taka miłość jest miarą naszej miłości, to oznacza to, że i my mamy kochać innych ludzi aż do śmierci, również wtedy, gdy są lub stają się naszymi wrogami.

Wszyscyśmy słyszeli o tym, że Jezus nakazuje swoim wyznawcom kochać nieprzyjaciół, uważaliśmy to jednak za jedno z wielu przykazań lub widzieliśmy w tym jakby jakiś rodzaj luksusu etycznego, dobrego i dostępnego dla pięknoduchów, dla jakichś dusz wybranych aspirujących do wyższej doskonałości. Tymczasem jest to probierz chrześcijaństwa, element wyróżniający je od wszystkich innych religii i systemów etycznych. Innymi słowy: nie można być chrześcijaninem bez praktykowania przykazania miłości obejmującej również wrogów. Słyszeliście, że było powiedziane: będziesz miłował swego bliźniego, swego wroga zaś możesz nienawidzić, ale Ja wam powiadam: kochajcie waszych wrogów i módlcie się za waszych prześladowców... Jeżeli bowiem miłujecie jedynie tych, którzy was miłują, co za zasługę z tego macie? Czyż tego samego nie robią także grzesznicy?! A jeżeli pozdrawiacie tylko waszych braci, cóż nadzwyczajnego robicie? Czyż tego nie robią także poganie?! (por. Mt 5,43–47). Z tych słów Jezusa wyjętych z Kazania na Górze można wywnioskować, że od wszystkich ludzi, wierzących i niewierzących, można oczekiwać wiele wzniosłych osiągnięć moralnych, również i w dziedzinie miłości, ale do miłości nieprzyjaciół może się wznieść tylko chrześcijanin; jeżeli on jednak tego nie robi, traci swoją specyfikę i zaciera istotną różnicę dzielącą go od innych uczciwych ludzi, których pełno jest także i poza chrześcijaństwem.

By zdać sobie sprawę z praktycznych wymiarów i konsekwencji przykazania miłości naszych wrogów, musimy mieć przed oczyma również słowa Jezusa, które w Kazaniu na Górze stoją w bezpośrednim kontekście z powyżej zacytowanymi. Brzmią one tak: Słyszeliście, że powiedziano: Oko za oko i ząb za ząb, ale Ja wam powiadam: Nie opierajcie się złu; ale jeżeli ktoś bije cię w prawy policzek, nadstaw mu i lewy; jeżeli ktoś procesuje się z tobą, by ci zabrać tunikę, zostaw mu także płaszcz; jeżeli ktoś cię zmusza iść tysiąc kroków, zrób z nim dwa tysiące (por. Mt 5, 38–41). Kto nas bije w twarz, wyrządza nam krzywdę i staje się automatycznie naszym wrogiem; kto w niesprawiedliwym procesie sądowym chce nam wydrzeć to, co nasze, jest naszym krzywdzicielem, a więc wrogiem; kto żąda od nas bezpodstawnie nieproporcjonalnie dużego wysiłku, ten wyzyskuje nas i znowu zachowuje się względem nas jak nieprzyjaciel. Jak widzimy, Jezus opisuje tu przypadki dobrze nam znane z codziennego życia. Co oznacza więc według Niego kochać wroga w takich konkretnych sytuacjach życiowych? Nie opierajcie się złu! Innymi słowy: pozwólcie sobie zadawać niesprawiedliwość; nie brońcie swoich nawet słusznych praw do waszego odpoczynku, do waszej własności, do waszej czci. Jezus swoim wyznawcom nakazuje rzecz bulwersującą: w morzu ludzkich nieporozumień, intryg, kłótni, wzajemnych pretensji — a wszystkim się wydaje, że robią to w dobrej wierze, by bronić swoich świętych praw — mamy jako chrześcijanie być w świecie tymi, na których diabelska dialektyka krzywdy i odwetu załamuje się i urywa. Doznana krzywda nie wywołuje w nas odruchu, by oddać pięknym za nadobne, lub by dochodzić swego; naszą odpowiedzią jest miłość do tego, kto nas krzywdzi. W ten sposób robimy to, co uczynił Jezus: gdyśmy niesłusznie deptali Jego największe prawo, prawo do życia, i przybijali Go do krzyża, On pozwolił się do niego przybić, a przyjmując z naszej ręki śmierć, kochał i wybaczał.

19 lipca 1984 r.

 

Spis treści

 

 

 

na początek strony
© 1996–2000 Mateusz