www.mateusz.pl/mt/ko

KRZYSZTOF OSUCH SJ

Ufnie patrzmy na KRZYŻ!

 

Czy należy się tak bardzo dziwić, że niemal całe pole naszej „podręcznej” pamięci i strefa myślenia zostają opanowane dojmującym odczuciem troski, braku i po prostu cierpieniem! Z życiowego horyzontu znika Bóg i Niebo! Liczy się jedynie ta straszna Ziemia i ci straszni – bliscy i dalsi: krewni, towarzysze pracy…, politycy, bogacze i wszyscy inni, którzy – jak sądzimy – czynią nasze życie nieznośnym.

W owych dniach podczas drogi jednak lud stracił cierpliwość. I zaczęli mówić przeciw Bogu i Mojżeszowi: Czemu wyprowadziliście nas z Egiptu, byśmy tu na pustyni pomarli? Nie ma chleba ani wody, a uprzykrzył się nam już ten pokarm mizerny. Zesłał więc Pan na lud węże o jadzie palącym, które kąsały ludzi, tak że wielka liczba Izraelitów zmarła. Przybyli więc ludzie do Mojżesza mówiąc: Zgrzeszyliśmy, szemrząc przeciw Panu i przeciwko tobie. Wstaw się za nami do Pana, aby oddalił od nas węże. I wstawił się Mojżesz za ludem. Wtedy rzekł Pan do Mojżesza: Sporządź węża i umieść go na wysokim palu; wtedy każdy ukąszony, jeśli tylko spojrzy na niego, zostanie przy życiu. Sporządził więc Mojżesz węża miedzianego i umieścił go na wysokim palu. I rzeczywiście, jeśli kogo wąż ukąsił, a ukąszony spojrzał na węża miedzianego, zostawał przy życiu (Lb 21,4b-9).

 

Od góry Hor szli w kierunku Morza Czerwonego, aby obejść ziemię Edom; podczas drogi jednak lud stracił cierpliwość.

Wiemy dobrze, skąd wyszli Żydzi i dokąd podążali. Zostawili za sobą straszną niewolę w Egipcie, zaś przed sobą mieli perspektywę wejścia do Ziemi Obiecanej – pięknej i żyznej. Niestety, niewiele uszli drogi, a już pojawiły się różne trudności, które wystawiły ich na próbę. A w czasie próby ujawniły się w ich umysłach i sercach różne myśli i uczucia. W wielu pojawiła się ochota, by zawrócić do Egiptu, a zatem do niewoli!

My też idziemy do Ziemi Obiecanej. Nazywamy ją Niebem lub Królestwem Bożym. Mamy przed sobą perspektywę życia tak szczęśliwego jak szczęśliwe są Trzy Boskie Osoby! A jednak my też tracimy cierpliwość. Droga wydaje się nam nieraz zbyt długa i trudna. Ponadto, brakuje nam tylu rzeczy i pieniędzy. Jest nam gorzej niż tylu innym ludziom.co bywa najtrudniejsze: cierpimy fizycznie, psychicznie i duchowo…

I zaczęli mówić przeciw Bogu i Mojżeszowi: Czemu wyprowadziliście nas z Egiptu, byśmy tu na pustyni pomarli? Nie ma chleba ani wody, a uprzykrzył się nam już ten pokarm mizerny.

Tyle zostało z całej wizji Boga Przymierza i Ziemi Obiecanej… Lud przestał patrzeć na Boga i poważnie liczyć na Jego plan pomyślnego doprowadzenia do Ziemi opływającej mlekiem i miodem.

Co wtedy może i powinien uczynić Bóg pełen Dobroci? Czy uda Mu się w zwykły sposób oderwać lud od zapatrzenia w niedostatki? Czy możliwa jest jeszcze spokojna rozmowa o dalekosiężnych i wiecznych Planach Boga? Czy da się wyciszyć uczucia goryczy i przywrócić RADOŚĆ, płynącą z coraz bliższej Ziemi Obiecanej? Otóż wydaje się, że nie ma już takiej możliwości! Owszem, jest jeszcze jedna możliwość, ale będzie bardzo boleć! Pozostały Bogu … jedynie – aż strach powiedzieć- kąsające węże, czyli (aż) odebranie życia – niektórym z wędrowców! Musi to być wielki dramat Serca Ojca, który nie może już inaczej dogadać się ze swymi miłowanymi dziećmi. 

Zesłał więc Pan na lud węże o jadzie palącym, które kąsały ludzi, tak że wielka liczba Izraelitów zmarła.

Powiedziane jest: że wielka liczba Izraelitów zmarła. Pewno, gdy umierali pierwsi nieliczni – myślano sobie: To normalne. Mówi się trudno. Po prosu, na pustyni trafiają się węże… Dopiero, gdy widać było, że to plaga, lud zaczął myśleć teologicznie. Zlękło się i skruszało serce ludu! Zaczęła wracać im pamięć i myśl – zdolna ogarnąć perspektywę dłuższą niż jeden dzień!

Przybyli więc ludzie do Mojżesza mówiąc: Zgrzeszyliśmy, szemrząc przeciw Panu i przeciwko tobie. Wstaw się za nami do Pana, aby oddalił od nas węże. I wstawił się Mojżesz za ludem.

Zaszła wielka zmiana. Lud wreszcie odkrył i uznał, że zgrzeszył, że poszedł znów – jak w raju – za demonicznym kuszeniem.

Nie wychowa się człowieka do zaufania przez nieustanne spełnianie wszystkich zmysłowych zachcianek i kaprysów. Potrzebne są próby i doświadczenia. Bóg wie, że nie można zajadać się cebulą i mięsem w niewoli egipskiej, i jednocześnie być człowiekiem wolnym – zdolnym do słuchania Boga i wstępowania w strefę Boskiego Życia.

Wtedy rzekł Pan do Mojżesza: Sporządź węża i umieść go na wysokim palu; wtedy każdy ukąszony, jeśli tylko spojrzy na niego, zostanie przy życiu.

Węże – rzec by można – na wszelki wypadek nie zniknęły, nie zostały cudownie wytrute! Niech jeszcze nadal kąsają, zgodnie ze swoją naturą! Niech nadal będą plagą, przypominającą, że człowiek tak chętnie wywyższający się ponad Stwórcę – pada od maleńkiego stworzonka! (A wiemy, że bywają inne, znacznie mniejsze, które tak boleśnie przypominają nam o naszej kruchości).

Bóg czyni większy cud. Wystarczy ufnie spojrzeć na dany przez Boga Znak Jego Opatrzności, a jad wężów traci moc zabijania! Znaczy to, że nie może zginąć ten, kto ufa Bogu – Dobremu i Wszechmocnemu! Potrzebny jest wewnętrzny akt serca i znak zewnętrzny, który odsyła do samego Boga!

Sporządził więc Mojżesz węża miedzianego i umieścił go na wysokim palu. I rzeczywiście, jeśli kogo wąż ukąsił, a ukąszony spojrzał na węża miedzianego, zostawał przy życiu.

Tak jest po dziś dzień! Trwa nasze wędrowanie do Ziemi Obiecanej. Podobnie, jak tamci, zapominamy sobie na czyje słowo wyszliśmy z nicości i dokąd podążamy. Zapominamy o Wielkim Przymierzu z Bogiem, zawartym w Tajemnicy Wcielenia Syna Bożego. Wolimy koncentrować się na niedogodnościach drogi. Próbujemy rozgościć się tutaj; mamy upodobanie w narzekaniu na Boga i na wszystko, co przecież nam dał z zaangażowaniem tak wielkiej miłości i mądrości oraz wszechmocy! Nierzadko z dziwnym upodobaniem nurzamy się w rozgoryczeniu i smutku…

Bóg, nasz Stwórca i najlepszy Ojciec, nie przestaje z nami dialogować! Wiąże Go z nam wieczna i nieodwołalna Miłość – zarazem ojcowska i macierzyńska! Dlatego przyzywa nas nieustannie – z Boską z niezwykłą cierpliwością i delikatnością. Woli, żeby zamiast nas – umierał od jadu naszych ludzkich grzechów Jego wcielony Syn. Jak widać (a jest to niebywałe!), od czasu przyjścia Jezusa Chrystusa zaszła – w stosunku do Starego Testamentu – wielka zmiana! Za nasze grzechy – by je odkupić i unieszkodliwić ich śmiercionośny jad – umiera na Krzyżu Boży Syn!

Niech każde spojrzenie na Krzyż skutecznie przypomina nam wielkie Prawdy o naszej Drodze do Boga – z Jezusem Chrystusem, który dla naszego zbawienia – umarł i zmartwychwstał. To MY w NIM umieramy dla grzechu i powstajemy do nowego życia w Miłości.

Częstochowa, 13 września 2014 Krzysztof Osuch SJ

Zapraszam na mój blog: Krzysztof Osuch SJ

 

Drogocenni w oczach Boga. Wszystko jest grą miłości

Drogocenni w oczach Boga. Wszystko jest grą miłości

Nota wydawcy
Przeglądając szczegółowy spis treści, łatwo się zorientujemy, o czym dokładniej traktują rozważania. Będzie dość dużo o szukaniu Boga, o radości i jej motywach; o znajdowaniu sensu; o pragnieniu życia i szczęścia; o wierze, która zadziwia samego Jezusa; o wolności i wybieraniu; o przejmującej alternatywie, sformułowanej (za poetą) aż tak dosadnie: „Bóg albo… słoma w naszych głowach!”. I o tym, że w tym krótkim życiu objawia się nam Trójca Boskich Osób!
Druga część traktuje o tym, jak i czego uczymy się od Jezusa. Trzecia zaś „skonfrontuje” nas zarówno z wymogami, jak i z pięknem życia, właściwego komuś, kto nosi zaszczytne imię chrześcijanina!

 

 

 

© 1996–2014 www.mateusz.pl/mt/ko