www.mateusz.pl/mt/ko

KRZYSZTOF OSUCH SJ

W Wielki Piątek woła nas Miłość

 

Niezliczoną ilość razy spoglądaliśmy na krzyże w naszych domach i kościołach... Czy naszym spojrzeniom na krzyż towarzyszą głębsze myśli i żywsze uczucia? Być może tak, zwłaszcza w Wielkim Poście, gdy odprawiamy Drogę Krzyżową. Może „coś” więcej wydarzy się dziś, w Wielki Piątek, gdy Kościół zaprasza nas do udziału w przejmującej Liturgii. W centrum uwagi stawia zbawczą Mękę naszego Pana i Jego Śmierć na Krzyżu jako ofiarę za nasze grzechy.

Dokąd z Krzyżem?

Każdy Wielki Piątek onieśmiela nas. Nasze myśli raczej bezradnie kołują wokół Misterium Krzyża. Ledwie przeczuwamy, że Jezus przez ludzi skazany na mękę i za nas wszystkich umierający na krzyżu – to wielki Dar. Dar tajemniczy, niezgłębiony i niewymowny. Pragniemy go przyjąć, licząc na pomoc Ducha Świętego.

Kiedy wpatrujemy się w Jezusa, który tak bardzo cierpi, a po niecałych trzech dniach zmartwychwstaje i zaznaje wielkiej chwały oraz uwielbienia ze strony Boga Ojca, to myślimy sobie, że nasza droga nie może być inna. Że będzie podobna: w cierpieniach i w chwale zmartwychwstania.

Gdy rok po roku kontemplujemy Mękę Pana Jezusa, to myślimy też sobie – stosując dziecięco proste rozumowanie –, że najwidoczniej innej drogi nie ma, skoro sam Boży Syn przeszedł taką właśnie drogę.

Widok Jezusa na drodze krzyżowej i na Golgocie oswaja nas z faktem cierpienia, którego na tej Ziemi jest ogrom. Im dłużej wpatrujemy się w Drogę Krzyżową Jezusa, tym więcej w nas pokoju i ufności, która pozwala podejmować i dźwigać krzyż, dany nam na każdy dzień i na całe życie.

Nasze krzyże

Nasz krzyż, co dzień od nowa brany na ramiona – to zwykłe i uczciwe życie, które domaga się wysiłku i wielu walk duchowych, by być wiernym ładowi moralnemu, nadanemu nam przez Stwórcę.

Nasz krzyż to także wszystkie codzienne wyrzeczenia, którymi okupujemy rozwój osoby, wierność obowiązkom stanu, prawdziwą miłość małżeńską, życie rodzinne, wychowanie dzieci, uczciwe zarabianie na życie.

– Nasze życie jest bezcennym darem Boga, który przede wszystkim cieszy i wzbudza wdzięczność. Ten dar ma jednak, jak każdy medal, drugą stronę; a jest nią zużywanie się i wyczerpywanie naszych sił oraz stopniowe wyniszczenie. To ostatnie bywa czasem gwałtowne, przyspieszone. Dotykają nas nieraz poważne choroby czy wypadki. W końcu wszyscy osobiście odkrywamy, że życie jest drogą z krzyżem, i że wszystkim pisana jest jakaś własna Golgota śmierci. A ta (śmierć) zawsze jest wstrząsem i wywołuje wielki ból, bo rwą się serdeczne więzi – rodzinne i wszelkie inne... Umieraniu i śmierci zawsze towarzyszy cała gama najtrudniejszych uczuć i emocji: od sprzeciwu i oporu, poprzez pokusę rozpaczy i buntu, a na uznaniu radykalnej bezradności i poddaniu się kończąc.

Czy to jest jednak koniec i wszystko?

Nie. Na pewno nie; i to co najmniej z dwóch powodów: po pierwsze nasze najgłębsze pragnienia serca i tak zawsze świadczą o skierowaniu nas ku pełni życia, a po drugie, objawiający się Bóg zapewnia nas, że to On daje człowiekowi to wielkie pragnienie życia, i że On nie pozwoli, by było ono daremne!

W Biblii i w całej Historii Zbawienia – Bóg Stwórca daje się poznać jako niezmordowany „miłośnik życia” (Mdr 11, 26). I jako Ten, dla którego nie ma nic niemożliwego (por. Jr 32, 27; Łk 1, 37). Stwórca i Władca Kosmosu zapewnia, że wszystkie procesy obumierania i samej śmierci są dla Jego wszechmocnej woli jedynie czymś przejściowym; czymś wkomponowanym w Jego wielkie dzieło Stworzenia i Odkupienia.

Krzyż i śmierć – bramą do Domu Ojca

Nie bylibyśmy tacy pewni tego, że Bóg – „miłośnik życia” – ocali nas i da nam życie wieczne, gdyby nie Wcielenie Syna Bożego i Jego Pascha, czyli Jego, rzec można, manifestacyjne przejście z tego życia – przez śmierć – do Zmartwychwstania.

Pełne ofiarnej miłości zstąpienie Syna Bożego w ludzką naturą i zabranie jej w obręb życia Boskich Osób – pozwala nam wierzyć, że i dla nas ostatecznym celem życia jest wejście do Chwały Ojca i nowe Życie w Bogu. Ta wielka prawda zmienia naszą mentalność i sposób działania.

Tracenie życia doczesnego, by zyskać życie wieczne – staje się czymś prawie oczywistym. Czujemy się też uwolnieni od rozpaczliwego konserwowania ziemskiego życia. Gotowi jesteśmy roztropnie tracić je w aktach miłosnej służby i tak przybliżać się do nowego życia w Bogu. Im jest nas mniej w ziemskim kształcie, tym bliżej nam do okazania się Chwały Boga w nas.

Tak, być przy Jezusie umierającym na Krzyżu, to przenieść się w miejsce święte i, w sensie duchowym, wybitnie wysokie (por. Ba 5, 5). Z tego wysokiego miejsca wszystko widać w nowy sposób. Godzina Zmartwychwstania pozwala widzieć w godzinie Golgoty moment, w którym Miłość Boga odnosi pełne zwycięstwo nad szatanem, śmiercią i całą logiką grzechu.

W to miejsce i w ten czas warto często powracać zarówno w Eucharystii, jak też w osobistych medytacjach i w kontemplacji ewangelicznej.

Niech, na koniec, św. Bonawentura pokaże nam, jak pięknie i owocnie można rozważać o Panu Ukrzyżowanym.

Woła nas Miłość

 „Odwagi, duszo moja omdlała i przybita, wznieś się ku górze na skrzydłach wiary i nadziei, ulatuj do raju miłości, zbierz swe rozproszone siły, ulatuj ku głębiom serca na wyżynach, bo oto Ten, który został wywyższony, zniżył się ku tobie. Został wywyższony na krzyżu, ale nie utrudnił dostępu do siebie, przeciwnie, tym łatwiej można Go tam odnaleźć. Zbliż się z ufnością, w rozwartych ramionach rozpoznaj wołającą cię miłość Ukrzyżowanego. Mówi On do ciebie: Powróć, porzuć złe czyny i złe dążenia, otrząśnij się z rozpaczy, przełam złą wolę. Nawróć się do Mnie, bo odwróciłeś się ode Mnie, a w mej łaskawości wejrzę na ciebie, jak wejrzałem na grzesznicę i na łotra ze Mną ukrzyżowanego.

Przystąpić nam więc trzeba do tego pokornego serca Jezusa podniesionego na krzyżu, zbliżyć się ku Niemu przez bok otwarty włócznią. Tam są ukryte niewysłowione skarby miłości, której pragniemy, tam zrozumiemy Jego poświęcenie, tam zostanie nam dana łaska serdecznych łez, tam się nauczymy cierpliwie i z poddaniem znosić przeciwności, tam będziemy podźwignięci z upadku i dane nam będzie serce skruszone i pokorne. Tego On wyczekuje od ciebie, na takiego czeka, aby go przygarnąć. Pochyla ku tobie głowę uwieńczoną cierniami i mówi: Oto, co ze Mną uczynili, oto jak Mnie sponiewierano i umęczono, abym cię mógł wziąć na swoje ramiona, moja zagubiona owco, i przyprowadzić do niebiańskich zagród raju. Niech cię wzruszą moje rany, na które spoglądasz. «Połóż Mnie jak pieczęć na twoim sercu, jak pieczęć na twoim ramieniu», a będziesz mógł się do Mnie upodobnić we wszystkich dążeniach twego serca, we wszystkich poczynaniach rąk twoich. Uczyniłem cię na obraz mojego Bóstwa, gdy cię stwarzałem; uczyniłem siebie na twój obraz, gdy przyjąłem ludzką naturę, aby cię odtworzyć. Bo stałem się człowiekiem, i możesz Mnie dojrzeć i ukochać ty, który Mnie niewidzialnego w mym Bóstwie i nie dostrzeżonego ukochać nie zdołałeś. Bądź Mi nagrodą za moje wcielenie i moją mękę, bo dla ciebie przyjąłem ludzkie ciało i zostałem umęczony. Oddałem się tobie, ty oddaj się Mnie” 1.

Niech przy adoracji Krzyża i w całym Triduum Paschalnym dźwięczą nam w uszach słowa św. Bonawentury, choćby te ostatnie:

„Bądź Mi nagrodą za moje wcielenie i moją mękę, bo dla ciebie przyjąłem ludzkie ciało i zostałem umęczony. Oddałem się tobie, ty oddaj się Mnie”.

 

Jeżeli Syn umarł za ciebie

Jeżeli Syn umarł za ciebie,
Czegóż ci Ojciec odmówić może?
Jeżeli Syn umarł za ciebie,
Czegóż chcesz więcej, mój bracie?
Jeżeli Syn umarł za ciebie,
Odwagi! Bądź cierpliwy.
Jeżeli Syn umarł za ciebie,
Rozjaśni ci drogę jasność wspaniała.

Jeżeli Syn umarł za ciebie,
O duszo wygnana na ziemskim padole,
Jeżeli Syn umarł za ciebie,
Nadejdzie dla ciebie dzień pełen światła.
Jeżeli Syn umarł za ciebie,
Niech się umacnia twoja wiara w Niego.

Jeżeli Syn umarł za ciebie,
będzie On wiedział, dokąd cię prowadzić.
Jeżeli Syn umarł za ciebie,
On, który jest twoją nadzieją,
Jeżeli Syn umarł za ciebie,
Uwierz w Jego miłość.
Jeżeli Syn umarł za ciebie 2.

Anonimowy mnich z Afryki

 

o. Krzysztof Osuch SJ
osuch@ignatiana.net

Częstochowa, Wielki Piątek, 10 kwietnia 2009 AMDG et BVMH

 

1 Z traktatu św. Bonawentury, biskupa, Vitis mystica (Cap. XXIV; Ed. Quaracchi, t. VIII, 1898), za Liturgią Godzin z 25 września, wspomnienie bł Władysława z Gielniowa.
2 Za: Ks. Mieczysław Bednarz SJ, Skarbnica modlitw. Wydawnictwo WAM, Księża Jezuici. Kraków 1997, s. 190).

 

Inne teksty: www.mateusz.pl/mt/ko. Zapraszam na odnowione strony Centrum Duchowości: http://www.czestochowa.jezuici.pl

 

 

 

© 1996–2009 www.mateusz.pl/mt/ko