| małe życie |
List Kasi
Marysia to nasze trzecie dziecko. Przybyła do nas bardzo niespodziewanie. Wydawało nam się, że trudno byłoby wybrać bardziej nieodpowiedni moment - pod koniec studiów, z niewielką nadzieją na znalezienie dobrej pracy ... Druga niespodzianka przyszła wkrótce potem. W czwartym miesiącu ciąży dowiedzieliśmy się, że nasza pociecha jest chora. Po przeprowadzeniu badań lekarze zapoznali nas ze stanem zdrowia maleństwa oraz skutkami jakie miały być wynikiem jej kalectwa. Z przerażeniem słuchaliśmy o wodogłowiu, paraliżu nóg, paraliżu układu moczowego i odbytnicy ... oraz o "możliwościach rozwiązania" naszej sytuacji. Wśród sugestii lekarzy o usunięciu ciąży, pod ciśnieniem systemu ubezpieczeń, jakże trudno było nam dostrzec nasze błogosławieństwo W chwili gdy czuliśmy się najbardziej opuszczeni i przygnieceni wszystkimi problemami Dobry Bóg był przecież przy nas, stopniowo obdarowując nas wewnętrzną radością, pokojem i laska zaufania. PAN pomógł nam znaleźć oparcie w książkach, przyjaciołach i znajomych, później także w zupełnie obcych ludziach. Zaraz po urodzeniu nasza mała córeczka musiała być operowana, aby zamknąć ranę, która odsłaniała rdzeń kręgowy oraz przyległe nerwy, powstała na wskutek kalectwa. Mimo najgorszych przewidywań Marysia bardzo dobrze zniosła operacje. Każdy nowy dzień przynosił poprawę jej stanu zdrowia. Wiele można byłoby napisać o wizytach u lekarzy specjalistów, o ich prognozach, ostrzeżeniach i niepewności. Ważne jest jednak, że Dobry Bóg daje jej zdrowie każdego dnia. Dziś Marysia ma już pięć miesięcy; jeden ząbek i dużą radość z tego, że na siedząco może patrzeć na swoich braci. Do tego dodać pragnę, iż Pan Bóg poprzez Marysie dotknął nasze serca, odmieniał nas wszystkich i już dziś wiemy, że to jest dopiero początek
George, Katarzyna Indruszewski początek strony |