| WSTĘP |
|
Jeszcze nigdy nie mówiło się tyle o seksualności, jak dziś. I jeszcze nigdy chyba ludzie nie byli z tego powodu tak sfrustrowani. Liczne dowcipy o tym, jak to jest cudownie przed i beznadziejnie po ślubie, o różnego rodzaju zdradach -- świadczą, jak fatalnie postrzegana jest instytucja małżeństwa. Przedstawienie np. w filmie pary małżeńskiej jako spełnionych, szczęśliwych i wiernych kochanków -- to właściwie jest nie do pomyślenia! Ta książka ma pomagać małżeństwom w pełniejszym korzystaniu z Bożego daru płciowości i seksualności. Wiemy, że nie rozwiąże wszystkich problemów, ponieważ każdy człowiek jest inny i musi się dopasować do swojego własnego współmałżonka. Może jednak jej przeczytanie chociaż rozwieje pewne wątpliwości, jak otwarcie okien wniesie świeży powiew, trochę ożywienia i pobudzi do rozmowy. A właśnie z rozmowy wyniknąć może najwięcej. PIOTR: Pamiętam nasze niekończące się rozmowy, ponad 15 lat temu, gdy byliśmy jeszcze narzeczonymi... Do późnego wieczora rozmawialiśmy na temat przeczytanych książek mówiących o płciowości: Ingrid i Waltera Trobischów, Włodzimierza Fijałkowskiego. Wspólnie, głośno czytaliśmy "Miłość i odpowiedzialność" Karola Wojtyły, nie tak łatwą wtedy do zdobycia. |
|
"Być kobietą" Ingrid Trobisch przez wiele lat było jedyną chyba, chrześcijańską pozycją mówiącą o płciowości w sposób bezpośredni. Jak bardzo tamta książka była potrzebna -- świadczą jej liczne nielegalne wydania, które rozchodziły się błyskawicznie. MARIOLA: Dziękuję Bogu za to, że ta prosta, ale przepiękna książka, gdzie nie ma mowy o "partnerach", ale o "mężu i żonie", była pierwszą z tej dziedziny, jaką dane mi było przeczytać (a raczej "pożreć" w jeden wieczór) i przez jej okulary dopiero patrzyłam na inne publikacje. Czytałam ją jeszcze jako uczennica szkoły średniej i to właśnie ona, obok książek prof. Fijałkowskiego, kształtowała moją świadomość w tej dziedzinie. Od kilku lat znamy Ingrid osobiście. Kiedy niedawno tę -- która wraz z mężem stała się pionierką w dziedzinie szczerego mówienia o płciowości w planie Bożym oraz prawdy o naturalnym planowaniu rodziny -- spytaliśmy, na co mamy zwrócić uwagę, pisząc książkę o seksualności w małżeństwie chrześcijańskim, odpowiedziała: "Chcę Wam dać tylko jedną radę, musi być napisana pięknie!" Staraliśmy się. Na ile nam się to udało -- oceńcie sami! Tragiczne jest jednak, że chrześcijańskie pary często sięgają do literatury, która z Bożym planem ma niewiele wspólnego, wręcz niszczy ich małżeństwo i powoduje konflikty sumienia. Nie tak dawno w pewnym popularnym piśmie kobiecym przeczytaliśmy: "Zdrada małżeńska od dawna nie stanowi już poważnego zagrożenia. Krótki gorący flirt może mieć wręcz terapeutyczne działanie. Bastion monogamii chwieje się, także jeśli chodzi o kobiety." Zgroza! Nie dlatego, abyśmy uważali, że istotnie bastion monogamii się chwieje, ale że takie rzeczy wciska się ludziom! Jakie wnioski praktyczne mogą wynikać z przeczytania takiej tezy? Żeby może spróbować takiej "terapii"... A jak ktoś ceni wierność, to zasiewa mu się ziarno niepokoju: "Może ja jestem jakiś zacofany?" Książka nasza skierowana jest do PAR MAŁŻEŃSKICH. Mogą po nią sięgać również narzeczeni, ale ci niech czytają ją dopiero bezpośrednio przed ślubem. Nie dlatego, aby nie gorszyć, ale, aby niepotrzebnie nie pobudzać. |
|
(...) Świat domaga się wciąż "więcej seksu", jednak ludzie nie wydają się być przez to bardziej szczęśliwi. My życzymy wszystkim wierzącym i niewierzącym, aby doświadczali może mniej "seksu", a więcej radości.
Autorzy |
|
|
|
początek strony (c) 1996-1998 Mateusz |