|
Dlaczego wiele par nie doświadcza w pełni radości ze współżycia? czyli PRZESZKODY W OSIĄGANIU MAKSIMUM SATYSFAKCJI |
|
Przeszkody w radości, zwykle, można zakwalifikować do jednej z dwóch grup. Mogą to być niewiedza i zahamowania prowadzące ku fałszywym wyobrażeniom i niezdrowemu tabu, albo rozwiązłość -- grzechy wynikające z nieuznawania, że współżycie należy tylko do małżeństwa. Oznacza to, że u jednych łoże małżeńskie jest skalane przez zachowania niezgodne z modelem Bożym -- sięgają bowiem po zakazane owoce. Zaś inne małżeństwa nie korzystają ze wszystkiego, co Bóg zaplanował -- więc jakby tylko nadgryzają ciasteczka zamiast je zjadać. Chcemy teraz omówić parę innych rzeczy, które często są tak oczywiste, że nie muszą figurować wprost w Bożej instrukcji obsługi dla tej dziedziny. Jeśli się zastanowić, można do nich dojść na "zdrowy rozsądek". Nawet małe dziecko wie, że nie można polewać wodą telewizora i że samoschód bez benzyny nie pojedzie. Ale my, dorośli, nieraz dajemy się nabrać na tricki reklamowe, które rozbudzają w nas nierealne oczekiwania. Więc pierwsza z przyczyn, dlaczego wiele par nie doświadcza całej możliwej radości ze współżycia, to właśnie... |
|
1. NIEREALNE OCZEKIWANIA Przyznaj się, czy zdarzyło ci się być przez chwilę przekonanym, że wraz z umyciem włosów zachwalanym szamponem, będziesz od razu wyglądać tak samo pięknie i elegancko jak ta osoba na reklamie? Ale jednocześnie wiesz, że są to oczekiwania nierealne. Kobiety nieraz wzdychają zachwycone idealnym pięknem modelki reklamującej np. krem w ilustrowanym piśmie. Ale trzeba wiedzieć (pisała o tym w książce "Być albo nie być Miss" Magdalena Jaworska), że do takiej reklamy wykonuje się dziewczynie kilkaset zdjęć i potem wybiera jedno, to najlepsze. Na innych pewnie brzuch ma fałdki, pokazują się dwie brody, albo widać krostę na twarzy. MARIOLA: Kiedy miałam może trzy latka, moja rodzina przywiozła z Czechosłowacji nowość -- magnetofon. Pamiętam piękny dzień, kiedy ustawiono go nisko, na tarasie domu mojej Babci. Kiedy grała muzyka, przyszło mi do głowy, żeby skorzystać również z kręcących się szpul. Wyobraziłam sobie, że jeśli usiądę na jednej z nich, będę mogła kręcić się na niej, tak jak papierowe figurki stawiane na płytach z bajkami. Spróbowałam. Nie pamiętam już, czy moja karuzela kręciła się choć przez chwilę... Mimo, że byłam dzieckiem bardzo szczupłym i ważyłam niewiele, wiem tylko, że coś pękło, cenny magnetofon przestał działać, a mnie zdziwioną spotkała wielka bura. A wszystko przez to, że po prostu miałam nierealne oczekiwania. Takie właśnie oczekiwania rozbudzają w nas środki masowego przekazu, a przede wszystkim filmy. W tym modelu "kobieta zawsze chce, a mężczyzna zawsze może". Możliwości mężczyzn są tam niczym nie ograniczone i wygląda na to, że cały świat nic innego nie robi, jak tylko kopuluje ze sobą przy każdej okazji. W związku z tym przeciętny małżonek może czuć się mało wartościowy, skoro nie zbliża się do żony przynajmniej raz dziennie (jeśli nie częściej). Od żony zaś oczekuje błyskawicznej reakcji, ponieważ na filmach po kilku pocałunkach następuje zwykle penetracja, a kobieta głośno sygnalizuje rozpływanie się w rozkoszy. Nic bardziej błędnego, gdy chodzi o normalny rzeczywisty przebieg zbliżenia. Kobieta nie jest automatem, który funkcjonuje natychmiast po wrzuceniu monety. Pomiędzy ludźmi jest to o wiele bardziej skomplikowane. Nawet kiedy czytamy wywiady z gwiazdami porno -- aktorki jasno mówią, że nigdy nie przeżywają aktu ze swymi mężami w taki sposób, jak to udają na filmie. Wszystko to, zaplanował reżyser i jest po prostu wymyślone (sprawdźcie sami w wywiadach -- czytaliśmy m.in. wywiad z jedną z najsłynniejszych producentek filmów porno -- Teresą Orlowski). Dla żony bowiem akt małżeński zaczyna się już rano, gdy mąż powie jej miłe słowo, zaś potem, aby być gotową do przyjęcia męża w penetracji potrzebuje zwykle od 1/2 do 2 godzin samych pieszczot wstępnych! Również filmowa częstotliwość współżycia jest niezwykle wyolbrzymiona. Mieliśmy przywilej osobiście poznać prof. Rötzera, Mariola służyła wielokrotnie jako jego tłumaczka podczas wykładów w Polsce. Nauczając najnowocześniejszych metod obserwacji cyklu, demonstruje on swoje odkrycia i wszelkie prawidłowości, wyświetlając na rzutniku autentyczne zapisy cykli kobiecych (prof. Rötzer zebrał już przeszło 250 000 cykli z całego świata). Zawierają one kompletne dane, włącznie z dokładnie zaznaczonymi dniami odbytych zbliżeń małżeńskich. Było to dla nas zaskakujące odkrycie, że na przeciętnej karcie w okresie ok. 10 dni fazy niepłodnej po owulacji małżonkowie nie współżyli zwykle częściej niż trzy do czterech razy, choć oczywiście zdarzały się bardzo znaczne odchylenia. Poza tym, wiele złego w tej dziedzinie, wyrządził również raport Kinsey'a. Jak już pisaliśmy w rozdziale 1 -- dziś wiadomo już, że badania nie były miarodajne, ale wiele błędnych przekonań utrwaliło się bardzo mocno w świadomości ludzi i może trwać długo, zanim zostaną wykorzenione. Wiadomo bowiem, że pojęcie o powszechności jakiegoś zjawiska -- w ogromnym stopniu kształtuje postawy. Bernard Nathanson w swojej broszurce "Wielkie oszustwo" pisze tak: "Wiedzieliśmy, że staranne przeprowadzenie uczciwej ankiety badającej opinię Amerykanów na temat przerywania ciąży w 1968 roku, oznaczałoby dla nas druzgocącą klęskę. A więc zadziałaliśmy następująco: środkom masowego przekazu, a przez nie społeczeństwu, dostarczaliśmy informacje o wynikach przeprowadzonych ankiet -- jakoby 50-60% Amerykanów było za legalizacją przerywania ciąży. (...) Sfałszowaliśmy więc liczbę nielegalnych zabiegów przerywania ciąży wykonywanych rocznie w USA. Wiedzieliśmy, że jest ich ok. 100 000 (sto tysięcy). Tymczasem liczba zabiegów, którą wielokrotnie podawaliśmy opinii publicznej i środkom masowego przekazu, wynosiła 1milion. (...) Wiedzieliśmy także, że w wyniku nielegalnych poronień umiera w USA od 200 do 250 kobiet rocznie. Stale powtarzaliśmy jednak, że umiera ich 10 000 (dziesięć tysięcy). Liczby te zaczęły formować świadomość społeczną...". Znamy również wszyscy psychiczną presję, jakiej może ulec np. załoga strajkującej kopalni, gdy wmawia im się, że inni dawno już strajk zakończyli. Podobnie więzień, któremu okupant wmawia, że jego przyjaciele dawno są aresztowani i wszystko wyśpiewali... Ale po cóż szukać tak drastycznych przykładów? Każdy z nas uległ propagandzie, że coś jest absolutnie najlepsze i wręcz niezbędne do życia. A często drugim powodem, dla którego układa się nie najlepiej jest... |
|
2. NIEZNAJOMOŚĆ WZAJEMNYCH POTRZEB Chrześcijańska autorka Linda Dillow pisze: "Do doradcy małżeńskiego przyszła kiedyś kobieta, która wyznała, że przez dwadzieścia lat ani razu nie przeżyła orgazmu. Doradca zapytał, czy kiedykolwiek powiedziała mężowi, jak ma ją rozbudzać i stymulować seksualnie. Odpowiedziała: 'Ależ, oczywiście, że nie!' "
|
|
|
|
Nieznajomość wzajemnych potrzeb dotyczy zarówno ogólnych zasad funkcjonowania płciowości tak kobiety, jak i mężczyzny, ale też specyficznych potrzeb indywidualnych. O tych potrzebach, np.: gdzie i jak współmałżonek pragnie być pieszczony i w jaki sposób okazywać mu miłość -- trzeba sobie wzajemnie mówić. Tym bardziej, że oczekiwania mogą ulegać przemianom. To, co kiedyś sprawiało przyjemność, dziś może już być nawet przykre i na odwrót. Każdy z nas przeżył już zapewne zmiany własnych upodobań kulinarnych, był okres, kiedy Mariola gustowała w brzoskwiniach z puszki i nie znosiła budyniu, dziś jest na odwrót. Wielu z nas -- dotyczy to szczególnie żon -- uważa, ze druga osoba sama domyśli się, czego potrzebujemy lub będzie to wiedziała instynktownie. Wiem, że niektórym żonom wydaje się, że kiedy jasno powiedzą czego pragną, to wtedy wszystko straci sens i urok. Ale to nie jest prawda. Często nie da się dobrze odgadnąć odczuć drugiej osoby. Nawet współcześnie często oboje krepują się mówić i dlatego wiele razy akt małżeński przypomina nieme kino, choć już dawno jego era przeminęła. Ale niemy film przynajmniej miał tę zaletę, że co jakiś czas ukazywała się plansza z objaśnieniami lub dialogiem.
|
|
|
|
Nie sądzimy jednak by było ci łatwiej napisać współmałżonkowi o swoich potrzebach -- spróbuj mu to raczej powiedzieć i szczerze wyrazić swoje pragnienia. Czasami nie potrzeba mówić, wystarczy poprowadzić rękę małżonka w odpowiednie miejsce lub pomrukiwać potwierdzająco. Niestety, tak jak w każdej innej dziedzinie życia i tu potrzebny jest wysiłek. Ale czy nagroda za to nie jest naprawdę fascynująca? Być super-kochankiem! Przecież super-kochanek to nie ten, który sam się rozładował, ale ten który sprawił prawdziwą radość współmałżonkowi. Wiadomo, że dla wielu mężczyzn zburzenie jakiejś konstrukcji, np. śniegowego igloo jest bardzo przyjemne, ale czyż nie o wiele bardziej satysfakcjonujące jest wielogodzinne budowanie tej konstrukcji? Nawet małżonkowie, którzy naprawdę się kochają i pragną dla siebie jak najlepiej -- nic nie osiągną, jeśli nie wyjawią sobie nawzajem, czego pragną. Biblijna Pieśń nad Pieśniami pokazuje nam wspaniały przykład, jak małżonkowie rozmawiają podczas aktu szczerze i otwarcie (piszemy o tym bliżej w rozdziale 7, ale nie przeskakuj tam teraz, drogi Czytelniku, tylko kontynuuj czytanie po kolei). Kolejne przyczyny dlaczego wiele par nie doświadcza całej możliwej radości ze współżycia, można ująć pod hasłem... |
|
3. OSOBISTE PROBLEMY W DZIEDZINIE PSYCHICZNEJ Najbardziej typowe są tu dwa problemy. Pierwszy z nich to lęk. Co ciekawe, okazuje się, że jest to częściej problem mężów! Otóż w czasie współżycia niektórzy mężczyźni boją się, że nie będą w stanie dokończyć stosunku i ta obawa mniej lub bardziej paraliżuje ich działanie. Wtedy z lęku przed niepowodzeniem mogą mieć rzeczywiście problemy bądź ze wzwodem, bądź z wytryskiem. Drugi zaś problem nazwalibyśmy: rola widza. Nastawienie psychiczne, że podczas współżycia musi być osiągnięty sukces, nieco podobne do punktu poprzedniego, częściej jest problemem żon. Bywa więc, że żona nie angażuje się w całkowite oddanie się mężowi, lecz niepotrzebnie koncentruje się na obserwowaniu tego, co odczuwa, czy jest już wystarczająco rozbudzona, czy jeszcze nie. Przypomina podobne nastawienie w innych dziedzinach. Częste są sytuacje, że np. matka, która nie mając problemu z karmieniem piersią swojego noworodka, dostaje polecenie, aby odciągać pokarm dla kontroli jego ilości. Wtedy zaś z powodu ogromnego napięcia i kurczowego nastawienia na sukces -- jest zwykle w stanie odciągnąć zaledwie połowę tego, co dziecko rzeczywiście z piersi wypije. Bardzo ważne jest zrozumieć, że orgazm nie jest celem. Wielu seksuologów podkreśla jak złudne jest "polowanie na orgazm". Bywa tak, że kiedy wreszcie przestajemy się na nim koncentrować, a zaczynamy dawać miłość małżonkowi, to dopiero wtedy wreszcie sami zaczynamy coś przeżywać. Pewnym szczególnym rodzajem takich obaw jest ... |
|
4. ZBYT POWAŻNE TRAKTOWANIE CHWILOWYCH NIEPOWODZEŃ Do niedawna uważaliśmy, że jakieś niepowodzenie, szczególnie mężczyzny, jest rzeczą powodującą raczej przygnębienie, rozdrażnienie, wymagającą pociechy i modlitwy. Ale ostatnio przeczytaliśmy w pewnej chrześcijańskiej książce wskazówkę, która zupełnie zmieniła nasz sposób myślenia. Brzmiała ona mniej więcej tak: "Jeśli coś nie wyszło, np. członek stracił wzwód -- po prostu pośmiejcie się z tego! Potraktujcie to jako dobry dowcip, a nie tragedię!". Oczywiście ważne jest, aby śmiał się przede wszystkim mąż... Podobnie można mieć zakodowaną reakcję na innego rodzaju niepowodzenia, np. gdy się idzie, potknie i przewróci -- można lamentować, zrzucać winę na innych, można użalać się nad sobą -- jaka ze mnie pokraka albo wreszcie można też przyjąć postawę przeciwną i otrzepując się, po prostu się z tego śmiać. W którym z tych trzech wariantów wszystko prędzej wróci do normalności? Wiele w naszej intymności małżeńskiej zależeć będzie od stylu życia i bycia. Zaś kolejna, nieco pokrewna przyczyna, to... |
|
5. ZRZUCANIE WINY, MIŁOŚĆ WARUNKOWA Kiedy akt małżeński nie prowadzi ku oczekiwanej radości, albo kiedy w trakcie coś "nie wyjdzie" i oboje małżonkowie mają poczucie niepowodzenia -- naturalną rzeczą jest szukanie winy. Ale "naturalną" to nie znaczy "dobrą". Najczęściej niestety jest to wzajemne oskarżanie się. O wiele łatwiej zauważyć i koncentrować się na wkładzie drugiej osoby w problem, niż spojrzeć najpierw na siebie. Powstaje wtedy presja psychiczna: "To przez ciebie..." W efekcie nie rozwiązujemy problemu -- kiepska jakość przeżyć intymnych pozostaje, a w dodatku pojawia się bariera psychiczna między małżonkami. Osoba, którą tak oskarżono, czuje się mało wartościowa i traci wiarę w to, że kiedyś może być lepiej. Ale jeszcze gorszą sprawą jest wtedy zjawisko odrzucenia. Otóż wypominanie i zrzucanie winy w istocie jest postawą miłości warunkowej. Jak wiadomo, postawę miłości wobec drugiego człowieka można zaklasyfikować do jednego z trzech rodzajów: miłość warunkowa ("jeżeli"), miłość ze względu na ("ponieważ") i bezwarunkowa ("pomimo"). Kiedy wobec niepowodzeń w pożyciu małżeńskim odwracasz się od współmałżonka -- to tak, jakbyś mówił: "Jeżeli nie będziesz spełniać lepiej swojej działki -- odrzucam ciebie", albo przynajmniej "Kiedyś było lepiej, ponieważ byłeś lepszym kochankiem". Tymczasem prawdziwa postawa miłości jest taka: "Kocham cię nadal i w pełni -- pomimo naszych problemów". Dopiero wtedy można zacząć od szukania swojego wkładu w problem, (a nie winy we współmałżonku) i po tym wspólnie zacząć rozwiązywać problem. Walter Trobisch pisze: "Europejczycy i Amerykanie przeceniają wartość romantycznej miłości. Jeżeli Afrykańczycy i Azjaci ostrzegają nas przed tym, powinniśmy ich słuchać. Pewien Hindus porównał miłość do garnka zupy, a małżeństwo do gorącej płyty kuchennej. Powiada on: 'Wy, Europejczycy, stawiacie gorący garnek na zimnej płycie i dlatego po pewnym czasie staje się on zimny. My zaś stawiamy zimny garnek na gorącej płycie, która go powoli ogrzewa'." Zmniejszenie się uczucia zakochania, jakie przeżywaliśmy wcześniej, może być też przyczyną myśli typu: "Ja już ciebie mniej kocham" i w konsekwencji prowadzić do zachwiania relacji. Jest zupełnie naturalne, że ogień uczuć będzie przygasać, jak ognisko z suchych liści. Ale przecież możemy "dokładać do ognia" -- dbać o naszą miłość, zamiast popadać w panikę, że jej już nie ma. Teraz przechodzimy do punktu szóstego, który brzmi... |
|
6. NIETRAKTOWANIE WSPÓŁŻYCIA ZA PRIORYTET Przykładowo: powodem trudności w przeżywaniu orgazmu przez kobietę może być lekceważenie (lub lenistwo) męża, który nie uwzględnia, że zanim rozpocznie swój właściwy stosunek (penetrację), powinien żonę najpierw rozbudzić (lepsze byłoby nawet określenie: roznamiętnić) przez delikatne i odpowiednio długie (także słowne) pieszczoty, aby była przygotowana do głębokiego przeżycia. Wielu mężów po prostu nie zdaje sobie z tego sprawy -- w dodatku często żona wstydzi się o tym powiedzieć. Tak więc ważne jest, by mąż interesował się, jaka jest natura przeżycia aktu miłosnego przez jego żonę, a z kolei żona -- by mówiła mężowi wszystko o swoich potrzebach. Ponieważ w dobre współżycie trzeba włożyć pracę -- dla niektórych po prostu nie jest to warte wysiłku. Uciekają więc, albo w szybkie spełnienie, a nawet nieraz rezygnują zupełnie. Słyszeliśmy takie powiedzenie: "Niektóre kobiety nie płoną, bo poślubiły strażaka".
|
|
|
|
Jasne jest, że ta dziedzina jak każda inna potrzebuje kreatywności i odmiany (ale nie poza małżeństwem!). O. Józef Możdrzeń nazywa sprawę po imieniu i dosadnie, mówiąc: "Przed aktem małżeńskim mąż powinien żonę przygotować, pieszcząc ją tak długo, aż będzie chciała już nie pieszczot, lecz jego samego. Ale również po stosunku, pomimo znużenia, nie powinien zaraz zasypiać. Jeżeli żona po stosunku nie może zasnąć, bo ją mąż roznamiętnił i zostawił, to co ona może wtedy przeżywać? Przecież może się buntować, mogą jej przychodzić najgorsze myśli -- co za cham! Swoje sobie zrobił, a mnie zostawił. (...) A moment, kiedy on odczuwa znużenie i senność, to jest początek czasu ofiary miłości. Nie wolno mu się od żony odsuwać. Chociaż u niego jest już niemoc płciowa, to czy tylko ten jeden członek ma do pieszczenia żony? Niczym już więcej żony pieścić nie może?" Największą bolączką dla wielu małżeństw jest CZAS. Tu dopiero wychodzą na jaw nasze prawdziwe priorytety. Przecież w końcu zawsze mamy czas na to, co jest dla nas ważne! Jeśli nie masz czasu na współżycie w małżeństwie -- znaczy to, że nie jest ono dla ciebie wystarczająco ważne !!! Nie mów więc nigdy: "Nie mam czasu na współżycie", ale powiedz uczciwie: "Współżycie nie jest dla mnie na tyle ważne, bym mu poświęcał więcej czasu". Zrób analizę swojego czasu. Czy nie poświęcasz go na coś innego? Czy może po prostu przecieka ci przez palce, bo nie planujesz? Kolejną przyczyną trudności we współżyciu małżeńskim może być... |
|
7. TRAKTOWANIE TEJ DZIEDZINY ZA NIECZYSTĄ Małe dziecko odkrywa swoje ciało i nie ma w tym nic złego. Dlatego trzeba zrozumieć, że Bóg dał nam wszelkie odczucia seksualne, tak samo jak wszelkie inne dary. Oznacza to, że trzeba się z tym zaprzyjaźnić i być za to wdzięcznym. Często uważamy, że oglądanie intymnych części ciała należy wyłącznie do lekarza. Joyce i Clifford Pennerowie dają trafne porównanie: 5 "Wiele ankietowanych kobiet lepiej znało się na mapie Europy, niż na swojej anatomii seksualnej. To jasne. Za uczenie się geografii nie były karane." Ok. 100 lat temu istniało przekonanie, że seksualność powinna być oddzielona od miłości. Niestety, wciąż jeszcze wiele osób uważa sferę płci za nieczystą. Takie przekonanie funkcjonuje również czasem w Kościele. Cytowany już Józef Możdrzeń SJ wspomina, jak pewien ksiądz go pochwalił: "Ojciec to tak ładnie umie mówić o tych świństwach!". Można zrozumieć i tłumaczyć, że wzięło się to z bardzo surowo potraktowanej nauki o grzeszności współżycia przed ślubem, czyli "niezdrowego tabu". Jasne jest, że należy szczególnie dbać o czystość PRZEDmałżeńską. Pismo Święte podkreśla: "Córki posiadasz? Czuwaj nad ich ciałem" (Syr 7,24), ale jeśli potraktujemy to obsesyjnie, można przy okazji niechcący przenieść ochronny zakaz na czas małżeństwa. Trzeba wiedzieć, że płciowość jest dobra i czysta sama w sobie -- jest przecież dziełem i pomysłem Boga dla naszej radości. Podobnie jak miód -- sam w sobie jest dobry i pożyteczny. Kiedy Bóg opowiadał Izraelitom o Ziemi Obiecanej -- jej dostatek opisywał jako kraj "mlekiem i miodem płynący". Ale nawet co do miodu, Słowo Boże ostrzega, aby korzystać z niego we właściwym czasie i z umiarem: "Niedobrze za wiele jeść miodu" (Prz 25,27). Czy Twój organizm funkcjonowałby dobrze, gdybyś przed obiadem zjadał miód lub słodycze? Zostawia się je na potem i doznajemy wtedy pełnej przyjemności, zarówno z obiadu jak i z deseru. Ale nie byłoby rozsądne całkowite rezygnowanie ze słodyczy tylko z tego powodu, że nie służy nam jedzenie ich przed obiadem. Postawa osoby, która uważa seksualność za "świństwo" przypomina człowieka, któremu wpojono, żeby w zimie nie chodził bez czapki, więc nosi ją również wtedy, kiedy jest całkiem ciepło. W Piśmie Świętym miłość fizyczna małżonków jest najpiękniejszą ilustracją relacji, jaką Bóg pragnie mieć ze swoim ludem -- głębokiej i intymnej. I można to zrozumieć -- Bóg chce się z nami przenikać (por. J 15,1-11 o winnym krzewie), tak jak małżonkowie zbliżają się do siebie bardziej niż to można sobie wyobrazić. My osobiście, żartobliwie mówimy, że akt małżeński jest jedyną sytuacją, podczas której odległość pomiędzy osobami jest ujemna. Wielu małżonków, gdy przy "odległości ujemnej" i zwiększającym się podnieceniu podczas aktu, zaczyna dyszeć albo jęczeć lub mieć grymas twarzy -- tłumi to. A przecież takie reakcje zaprojektował i dał nam nasz Stwórca! Więc dlaczego mielibyśmy przed nimi uciekać lub je ograniczać, zamiast w pełni korzystać z Jego darów? PIOTR: Niedawno prowadziliśmy w warszawskim diecezjalnym radiu "Józef" cykl audycji mających pobudzić młodzież do świadomie przemyślanych decyzji w dziedzinie płciowości i zachowania czystości przedmałżeńskiej. Zarówno my, jak i nasi rozmówcy robiliśmy to delikatnie i z godnością, choć szczerze i otwarcie. Audycja bardzo się podobała, ale znalazły się też głosy protestu, dlaczego poruszamy takie tematy w katolickim radiu, zamiast mówić np. o aniołach. Pewna słuchaczka skarżyła się, że musiała wyprosić wtedy z pokoju nastoletnią córkę, aby tego nie słuchała. Nie było to chyba rozsądne z jej strony, bo to właśnie była szansa, aby ta dziewczyna usłyszała o płciowości we właściwy sposób. Jeśli Mama jej to uniemożliwi i sama z nią też nie porozmawia -- wcześniej, czy później ta nastolatka usłyszy to z innej strony. A przecież w szkole rówieśnicy rozmawiają o tym w sposób wulgarny, a w klasach od VI podstawowej wzwyż niemal 100% zaczytuje się w pismach typu "Bravo", "Dziewczyna", "Popcorn". Można też mieć obawy, czy dziewczyna potem nie wniesie do współżycia małżeńskiego poczucia winy i nieczystości. Następna możliwa przyczyna trudności w pełnym korzystaniu ze współżycia w małżeństwie, to... |
|
8. MASTURBACJA Nieprawdą jest, że masturbacja ustaje automatycznie wraz z rozpoczęciem współżycia seksualnego. Często jest ona jedynie zamaskowana: małżonkowie w praktyce jakby masturbują się dalej, tylko że w tym celu używają ciała współmałżonka. Czyli, że każde z nich szuka własnej przyjemności i zaspokojenia, zamiast otrzymać ją od współmałżonka. Czasem może to być bierne dopasowywanie się, aby móc samemu też coś przeżyć, podczas gdy współmałżonek realizuje swoje potrzeby po swojemu. Szczególnie kobietom wcześniejsza masturbacja może przeszkadzać w osiągnięciu pełnego orgazmu pochwowego, a powodować pozostanie na poziomie płytkiego orgazmu łechtaczkowego. W książce "Być kobietą" Ingrid Trobisch wyjaśnia to następująco: 6 "... można osiągnąć orgazm przez pobudzanie łechtaczki. Kobiety opisują to jako powierzchowny nerwowy skurcz wynikający z ostrej kulminacji, która nie daje pełnego zadowolenia. Jest to odczucie powierzchowne, zewnętrzne, nie ogarniające całego ciała. Kobieta może je osiągnąć sama (masturbacja) albo dzięki partnerowi, co się nazywa głęboką pieszczotą (deep petting). Jeśli dziewczyna w wyniku jednego z tych dwóch sposobów przywyknie do orgazmu łechtaczkowego, jej seksualizm może się ograniczyć do tej formy rozkoszy fizycznej i w przyszłości nieraz z trudnością przyjdzie jej dojrzeć do przeżyć pochwowych." Jeśli, Żono, jest to Twój problem -- to przede wszystkim nie koncentruj się na nim. Jeśli masturbacja, czy petting była kiedyś twoim udziałem -- odrzuć je, wyznaj grzech, odetnij się od tego. Proś Pana, aby cię uwolnił7. Ale potem już nie obserwuj siebie badając -- czy ja się teraz przypadkiem nie masturbuję, bo inaczej ten balast będziesz wciąż ciągnęła za sobą. Kolejna przyczyna niepowodzeń, to... |
|
9. WSPÓŁŻYCIE PRZEDMAŁŻEŃSKIE Pomiędzy dwiema osobami stającymi się jednym ciałem powstają więzi duchowe. Zjednoczenie dokonuje się bowiem na trzech pozio- mach: cielesnym, psychicznym i duchowym. Mówi o nich apostoł Paweł w 1 Tes 5,23: "...aby nienaruszony duch wasz, dusza i ciało bez zarzutu zachowały się na przyjście Pana naszego Jezusa Chrystusa". Także w Starym Testamencie dla Izraelitów było to nierozłączną całością. W wersecie Rdz 2,24 zwrot "stają się jednym ciałem" oznacza właśnie, że zjednoczą się w tych trzech sferach. Utrata błony dziewiczej, poczęcie dziecka, zachorowanie na AIDS lub chorobę weneryczną (proszę wybaczyć takie zestawienie razem!), będzie przykładem takich konsekwencji w dziedzinie fizycznej. Są to rzeczy widzialne. Natomiast negatywne wspomnienia zakodowane w umyśle będą często dotyczyły naszej psychiki i często wyrażały się w emocjach. Ale istnieje jeszcze jedna płaszczyzna -- złączenie na poziomie duchowym. Chyba tylko w ten sposób możemy wytłumaczyć tą niewidzialną nić, która powstaje między dziewczyną, a chłopakiem którzy współżyją. Pozornie wygląda, że silniej przeżywają to dziewczyny, a dla chłopaka pozostaje to tylko przygodą. Ostatnio jednak młodzi ludzie zapewniali nas, że to wcale nie musi być prawdą, bowiem chłopak może przeżyć to równie mocno, tylko tego tak nie widać na zewnątrz. MARIOLA: Po jednej konferencji kursu przedmałżeńskiego w naszej parafii pewna narzeczona odprowadzała mnie do domu. Pytała mnie o zdanie na temat współżycia przed ślubem. Moje stanowisko było jasne, ale ona zaczepnie (widocznie żeby utwierdzić samą siebie w tym, że postępuje dobrze) powiedziała mi, że ksiądz, który zna doskonale ich oboje, powiedział im że nie zgrzeszą, jeśli będą współżyli, skoro i tak wkrótce się pobiorą (nie wiemy, co ksiądz mówił tak naprawdę, być może oni zrozumieli to tak, jak sami chcieli). Kilka tygodni później czekała na mnie po Mszy Św. aby oddać mi książki. Twarz miała spiętą, z oczu płynęły łzy. Spytałam, co się stało. "Jestem w ciąży. Co ja teraz zrobię -- przecież jeszcze się uczę! A co rodzina powie?" Nic już jej nie mówiłam, bo nie miało to najmniejszego sensu -- wzięłam ją w ramiona i przytuliłam. Ona potem miała żal do tego księdza i potrzebowała mu przebaczyć. Można mieć wątpliwości, czy tych dwoje, potem jako małżonkowie, miało czas spokojnie i radośnie dopasować się do siebie, również w dziedzinie płciowości, skoro ona nie była nigdy "tylko" żoną, a od razu matką. Jej możliwości, kondycja i samopoczucie zniekształciły się przez przedślubne macierzyństwo. W normalnym przypadku okres oczekiwania dziecka nie jest rezygnacją ze współżycia (zgodnie z zasadą, że co sprawia przyjemność matce, sprawia też i dziecku), ale w opisanym przypadku czas ten nie był poprzedzony spokojnym "dostrajaniem się", lecz pośpiesznym pokątnym współżyciem. I właśnie to, że współżycie przed ślubem pozbawione jest tego małżeńskiego poczucia bezpieczeństwa, wywołuje w wielu osobach złe nawyki. Niejednej żonie, po tych pośpiesznych (z obawy przed ujawnieniem) stosunkach, pozostaje jednoznaczne skojarzenie współżycia z czymś szybkim, niecierpliwym, nerwowym, nie dającym odprężenia i pełnej satysfakcji. Jeszcze gorzej jest, jeśli miało miejsce także współżycie z innymi osobami niż współmałżonek: Mężowie często nie mogą się z tym pogodzić, wypominają to swoim żonom. I na odwrót -- żony często nie mają zaufania, myśląc: "skoro przed ślubem współżył z inną kobietą, może również zrobić to teraz". Pozostają w naszej świadomości i podświadomości wspomnienia z tamtych "doświadczeń". Josh McDowell, w jednym ze swoich wykładów wygłaszanych w Polsce, podał przykład człowieka, który przyszedł do niego po pomoc ze słowami: "Nigdy nie jestem z żoną sam w łóżku!". Okazało się, że nie chodziło bynajmniej o jakiś seks grupowy! Po prostu z powodu współżycia przedmałżeńskiego podczas stosunków z żoną wciąż miał przed oczami ciała tamtych kobiet. Przypominał sobie ich pieszczoty i porównywał z nimi swoją żonę. Takie zachowanie wspomnień psychologia nazywa "prawem pierwszych połączeń". Zaskakujące jest, że sytuacja, gdy współżyło się przed ślubem wyłącznie z przyszłym współmałżonkiem -- wcale nie jest nieszkodliwa. Chociaż może wydaje się być nieco lepsza, niż przytoczone przed chwilą, to jednak badania wykazują, że spośród ankietowanych kobiet zdecydowanie większy procent żon, które nie współżyły przed ślubem, odczuwa potem więcej satysfakcji po ślubie. Spośród tych, które miały "doświadczenia" mniejszy procent osiąga potem orgazm w trakcie zbliżeń małżeńskich. Tim i Beverly LaHaye podają wyniki takich badań wraz z następującą konkluzją: 8: "Pytaliśmy jednak: 'Gdybyś miał ponownie przeżywać swoje życie, co zrobiłbyś inaczej?' Dotychczas najczęściej padającą odpowiedzią było: 'Nie uległbym presji do współżycia przedmałżeńskiego'." Wspomnienia ze współżycia przed ślubem są jednymi ze szczególnych wspomnień, które wymagają uporządkowania przed Bogiem i uzdrowienia. Piszemy o tym w rozdziale 8: "Boże sanatorium dla miłości". Inną przyczyną niepowodzeń mogą być po prostu... |
|
10. KŁOPOTY W POROZUMIEWANIU SIĘ Jakość współżycia seksualnego jest jedynie termometrem tego, co się dzieje w małżeństwie. Czy termometr leczy? Nie! On tylko pokazuje temperaturę. Josh McDowell zwykł mówić: "Pamiętaj, że twoim najważniejszym organem seksualnym jest mózg." Tak więc jeśli pomiędzy małżonkami będzie istniał dialog, rozwiązywanie konfliktów -- które, nie oszukujmy się, są i zawsze będą się pojawiały na nowo -- oraz wola przebaczenia (uwaga -- przebaczamy naszą decyzją, WOLĄ (!) -- choć uczucia, emocje mogą mówić coś zupełnie innego), to będzie to miało błogosławiony wpływ na ich współżycie płciowe. Drogi Bracie, droga Siostro, jeśli nie dzieje się obecnie między wami zbyt dobrze na płaszczyźnie psychicznej, to: Nie załamuj się, bowiem małżeństwo, podobnie jak wiele innych rzeczy, podlega prawu falowania -- raz jest lepiej, raz gorzej i jest to normalne. Nie od razu uda się je wysupłać ze splątanych sieci, w które wpadło. Bądź cierpliwy i ufaj Bogu. Regularnie czytaj Pismo Święte, zwracając uwagę na wersety mówiące o relacjach i komunikacji (np. Ef 4,29; Ef 5,21-33; 1 P 3,1-9; wiele tekstów w Księdze Przysłów). Poszukaj możliwości uczestnictwa w seminarium na temat komunikacji w małżeństwie, bądź rekolekcjach dla małżonków. Tam przez wiele praktycznych ćwiczeń nauczysz się jak rozmawiać, czego nie mówić, itp. Właściwie nie ma par, które z takiego kursu wyjeżdżałyby niezadowolone. Ale szukaj tylko takich kursów, które są oparte na autorytecie Pisma Świętego, a nie na poglądach jakiegoś człowieka! Nie zapomnij też kupić odpowiedniej lektury Pamiętaj jednak, że książki mogą jedynie wspomagać żywy kontakt z parą doradców, którzy mają okazję wam pomóc i indywidualnie ukierunkować. Jeśli nie znajdziecie doradców małżeńskich w swoim zasięgu -- a trzeba przyznać, że w Polsce jest to jeszcze na razie rzadkość -- poproście inne zaufane, dojrzałe małżeństwo. Zwierzcie się im, pomódlcie razem, a potem dzielcie się z nimi, jakie robicie postępy. Pismo Święte używa w kilku miejscach słowa "poznać" na określenie zbliżenie między małżonkami. Np. Rdz 4,1 w dawnym tłumaczeniu brzmiało: "Adam poznał swoją żonę i ona poczęła". To dawne sformułowanie dotyka dokładnie sedna jednej z przyczyn, dlaczego może nie istnieć pełne seksualne spełnienie między mężem, a żoną. Otóż może się ono nie udawać, jeśli brak relacji pełnego poznania, przezroczystości, bycia więcej niż nagim (Rdz 2,25). Jak dotąd najbardziej praktycznymi książkami na polskim rynku są niestety tylko tłumaczenia książek obcych. Dla żon najbardziej polecamy "Twórczą partnerkę" Lindy Dillow, a dla mężczyzn "Gdybyś tylko wiedział" Gary'ego Smalley'a 9. Warto zbierać się regularnie -- np. raz w tygodniu -- w grupie mężów lub żon i pomagając sobie tymi książkami rozważać co Pismo mówi do nas jako mężów, do nas jako żon. Ponieważ najważniejszym organem seksualnym jest nasz umysł, musimy go odnowić i oczyścić. Dlatego następna przyczyna o jakiej powiemy, to... |
|
11. OGLĄDANIE PORNOGRAFII I FILMÓW NAWET "TYLKO" EROTYCZNYCH To, że pornografia niepostrzeżenie nas zalewa -- staje się sloganem banalnym i oczywistym. Wiemy, że jest zła, że degraduje człowieka, nikt z nas nie chciałby widzieć w "rozbieranym" filmie żony ani córki. Część chrześcijan daje się zwieść reklamie i zostaje wciągana w wir produkcji erotycznej, ale dla większości nie stanowi problemu przyjęcie faktu, że oglądanie pornografii nie przynosi chwały Bogu i że jest to po prostu grzech. Pismo Święte mówi w 1 Kor 10,31: "Przeto czy jecie, czy pijecie, czy cokolwiek innego czynicie, wszystko na chwałę Bożą czyńcie". A gdy oglądasz pornografię -- nie możesz powiedzieć, że czynisz to na chwałę Bożą. Gdyby Jezus stanął przy Tobie w postaci widzialnej (jest zresztą obecny i tak cały czas, tylko sobie tego często nie uświadamiasz!), to robiłbyś wiele rzeczy, ale nie oglądałbyś pornografii, prawda? Nie krzyknąłbyś: "Panie, dobrze, że jesteś! Mam ci coś ciekawego do pokazania!" Ale są wierzący małżonkowie, od dawna chodzący z Panem chrześcijanie, którzy pytają nas, czy nie byłoby dobrze pooglądać sobie od czasu do czasu, tylko we dwoje, dla celów szkoleniowych -- jakiś film erotyczny (no, taki "łagodny"). Producenci filmów bardzo je polecają, twierdząc, że mogą wszystkim pomóc. Nasza odpowiedź jest jasna: NIE! Nie wyniesiecie z tego "szkolenia" żadnych korzyści, a jedynie szkody. Musicie być bowiem świadomi, że: Obejrzane obrazy będą trwały w twoim umyśle, albo przynajmniej w podświadomości i będziesz się starał świadomie lub nieświadomie je naśladować. A w rzeczywistości naśladować się tego nie da, bo każdy z nas jest indywidualnością, a nie maszyną do kopiowania czegoś innego. Żądałbyś więc od żony/męża kopiowania kogoś obcego. Nie możesz napatrzywszy się na lodołamacz, żądać od żaglówki, żeby nim była -- i na odwrót. Jak już mówiliśmy, przedstawiany na filmach (zwłaszcza na tych "erotycznych") przebieg stosunku, jest fikcją nie mającą pokrycia w rzeczywistych reakcjach. Po co naśladować coś, co przedstawia nieprawidłowy przebieg stosunku? Model pokazywany w filmach jest prawie w 100% po prostu grzechem -- współżyciem przed- lub pozamałżeńskim. Czy oglądałeś film o dobrym, kochającym się małżeństwie? Nie. Pikanteria zaczyna się dopiero wtedy, gdy pojawia się ktoś trzeci. Czy chcesz więc natchnienia do swojego małżeństwa szukać w grzechu rozwiązłości i cudzołóstwa? Zbliżenie małżeńskie -- to coś o wiele więcej niż tylko kopulacja, technika, pozycje. To kontakt dwóch osób. A na filmie co widzisz? Wymyślne techniki, często nie do zrealizowania w naturze. Znasz zapewne takie programy nadawane w telewizji -- odzwierciedlające poglądy małej grupy ludzi, ale robiące dużo szumu. Pewnie często jesteś nimi zdegustowany. Żeby zmienić taki program trzeba by w jakiś sposób zmienić myślenie ludzi, którzy te programy tworzą. A bezcelowe, absurdalne byłoby usiłować wpływać na nie przez regulowanie guzikami i pokrętłem telewizora. W Ewangelii Mateusza 5,28 Jezus powiedział: "Każdy, kto pożądliwie patrzy na kobietę już się w swoim sercu dopuścił z nią cudzołóstwa." Czyż tak nie jest? Gdy masz stosunek ze współmałżonkiem po obejrzeniu takiego filmu, czyż nie wyobrażasz sobie, że współżyjesz z tą postacią z filmu? A wtedy jest to tak, jak byś zdradzał swoją żonę/męża z tamtą osobą. Pornografia zabija własną kreatywność. Jeżeli raz zaczniesz, ona będzie cię wciągać, bo odgrywanie tego, co było do tej pory, już nie wystarczy. Będziesz pragnął czegoś bardziej podniecającego, jak narkotyk. I nie będziesz twórczy, lecz odtwórczy. Podobny raczej do papugi, powtarzającej bezmyślnie coś, co słyszała, a nie do człowieka, który mówi sam to, co chce. W raporcie z 1986 roku prof. Dolf Zillman i dr Jennings Bryant10 stwierdzają, że pary małżeńskie, które oglądają pornograficzne filmy i fotografie, często stają się niezadowolone z siebie nawzajem w ich pożyciu seksualnym. Szczególnie mężczyźni zaczynają postrzegać swe żony, jako mniej atrakcyjne i mniej warte szacunku. Prof. Victor B. Cline -- psycholog kliniczny -- pisze o swoich doświadczeniach zawodowych: 11 "U moich pacjentów występowały niechciane odruchy seksualne, w następstwie których dopuszczali się oni takich praktyk, jak seksualne molestowanie dzieci, ekshibicjonizm, podglądanie aktywności seksualnej innych osób, sado-masochizm, fetyszyzm, gwałty, itd. Poza kilkoma wyjątkami, we wszystkich przypadkach pornografia w mniejszym lub większym stopniu spowodowała albo ułatwiła popadnięcie tych osób w seksualną dewiację, czy uzależnienie." Dalej prof. Cline wymienia 4 charakterystyczne cechy syndromu wpływu pornografii: Nawet jeśli oglądanie pornografii należy u ciebie do przeszłości -- nadal możesz ponosić tego konsekwencje. To wszystko zostaje w twoim umyśle. Mężu! Teraz ważne pytanie do ciebie jako mężczyzny, więc przedstawiciela tej grupy, która tworzy popyt na pornografię: Czy chciałbyś oglądać tego typu film, w którym występowałaby twoja córka? Czy chciałbyś, aby twoja żona występowała na ekranie nago kotłując się z innym mężczyzną, nawet jeśli "tylko" symulują stosunek? Odpowiedz uczciwie przed Bogiem, sam przed sobą i... wyciągnij wnioski! PIOTR: My sami właściwie nie odważyliśmy się nigdy oglądać filmu pornograficznego, ale kiedyś "ze względów zawodowych" obejrzeliśmy kilka filmów erotycznych dostępnych w telewizji kablowej. Uważaliśmy, że jako doradcy małżeńscy powinniśmy zapoznać się z tym, co oglądają ludzie, którym radzimy. Nasze cele zdawały się być czyste, choć niezdrowa radość z otwartej furtki czaiła się w głębi. I wyobraźcie sobie, że chociaż było tego nie wiele -- wkrótce zauważyliśmy, że te filmy mają zły wpływ na nasze małżeństwo. Zrozumieliśmy, że był to grzech, wyznaliśmy go Panu, prosiliśmy o przebaczenie, odwracając się od tego całkowicie. Zniszczyliśmy przez podarcie i wyrzucenie wszelką literaturę tego typu. Potem prosiliśmy, aby Bóg zabrał z naszego umysłu wszelkie nieczyste obrazy, które tam mogły się zakotwiczyć. W Pierwszym Liście Jana 1,9 mamy wspaniałą obietnicę: "Jeżeli wyznajemy nasze grzechy, Bóg jako wierny i sprawiedliwy odpuści je nam i oczyści nas z wszelkiej nieprawości." Aby z niej skorzystać trzeba jednak naprawdę odwrócić się od grzechu. Jeśli nie zamierzasz podrzeć i wyrzucić wszelkich pism pornograficznych albo jeśli wciąż zamierzasz oglądać filmy erotyczne -- nie zaczynaj nawet wyznawania tego grzechu. Lecz jeżeli nawet czujesz się słaby, ale szczerze i całym sercem chcesz zerwać z grzechem -- szukaj pomocy duszpasterskiej u duchownego w swoim kościele lub świeckich liderów prowadzących grupy. Pewne chrześcijańskie małżeństwo zwierzyło się nam, że żonie współżycie nie sprawia przyjemności, chyba że obejrzy przedtem film erotyczny. Spytali nas, czy w takim celu nie byłoby to jednak dobre i uzasadnione. Domyślacie się, co im odpowiedzieliśmy. Zaczęliśmy w rozmowie z nimi szukać głębszej przyczyny czegoś, co jest korzeniem problemu. I korzeń taki się znalazł. A potem na ucho podaliśmy im pomysł, że jeśli rzeczywiście bardzo im to pomoże, to mogą przecież pożyczyć kamerę video i sfilmować siebie samych, albo zrobić sobie samym fotografię np. polaroidem, albo aparatem z samowyzwalaczem (ale uwaga: trzeba wtedy dysponować własną ciemnią, nie dawać do wywoływania do zakładu!). UWAGA: Aby nie było niebezpieczeństwa wykorzystania kiedyś takich zdjęć przeciwko współmałżonkowi -- nie zachęcalibyśmy do tego małżeństw, które nie mają zbudowanej mocnej wzajemnej relacji oddania i lojalności. Wielu chrześcijańskich mężów przez długi czas nie zdaje sobie sprawy, że nie tylko oni wpadli na pomysł robienia żonie pięknych pozowanych aktów. Niektórzy niepotrzebnie czują z tego powodu wyrzuty sumienia. Jedyne o czym musisz pamiętać, to staranne ukrycie tych fotografii przed wszystkimi innymi, poza Tobą i żoną. PIOTR: Ale każdy musi to indywidualnie wyważyć. My, mając w sypialni duże lustro, podczas aktu małżeńskiego wolimy jednak w nie nie patrzeć, bo zakłóca to naszą intymność. Posługiwanie się filmami erotycznymi jako "środkami" na rozbudzenie przypomina nam również uzależnienie się od tabletek przeczyszczających lub nasennych. Gdy się je zażywa, skutek zostaje chwilowo osiągnięty, ale przyczyna pozostaje. Wkrótce zaś bez tabletek nie można usnąć wcale. Przeszkodą w przeżywaniu w małżeństwie pełni radości seksualnej może też być po prostu... |
|
12. PRZEMĘCZENIE Jeśli przez wiele dni byliście zaganiani i zapędzeni, niedosypialiście -- nie ma się co dziwić, że chcielibyście, ale nie macie siły. Organizm sam się broni przed dalszym wydatkowaniem energii... Przypomina to sytuację, gdy komuś coś smakuje i nakłada sobie na talerz więcej, niż może potem zjeść. W języku niemieckim funkcjonuje takie przysłowie: "Ma większe oczy niż żołądek". Można do tego zrobić prostą analogię. Do współżycia płciowego potrzebna jest bowiem energia i to nie tylko na samo spełnienie, ale przede wszystkim na cierpliwe pieszczoty również potrzeba czasu i energii. Kolejna możliwa przyczyna, to... |
|
13. WCZEŚNIEJSZE MOLESTOWANIE SEKSUALNE Jeżeli kiedyś byłaś/byłeś ofiarą molestowania seksualnego -- może to teraz owocować obrzydzeniem do współżycia, czy nawet do siebie samego. Bardzo często osoby takie czują się jakoś "brudne", chociaż nie było w tym ich żadnej winy -- padły ofiarą przemocy. W rozdziale 8 podajemy wskazówki i kroki, jak uzdrowić twoje wspomnienia, jeśli to właśnie jest twoim problemem. Warto też sięgnąć po książkę Josha McDowell'a "Seks, wina, przebaczenie". Inną kategorię przyczyn problemów z przeżywaniem seksualności rozpoczyna... |
|
14. LĘK PRZED NIEPLANOWANYM POCZĘCIEM DZIECKA Więcej piszemy o tym w rozdziale 5. Tutaj jedynie sygnalizujemy problemy. Nie ulega
jednak wątpliwości, że paniczny lęk przed poczęciem dziecka, może odbierać pełnię
radości ze współżycia. Ten lęk może mieć dwa źródła: W pierwszym przypadku cała kwestia wynika z zaufania do Boga, a raczej z braku ufności. Bo jeśli masz dobrą relację z Nim -- nie ma się czego obawiać. Zakładamy, że robisz wszystko, co możliwe aby odczytywać Boży plan dla Twojej płodności i potrafisz obserwować cykl. Chociaż współczesny świat chce nam wmówić, że dziecko to jakieś potworne zagrożenie, najgorsze nieszczęście (ileż filmów buduje się wokół fabuły obawy bohaterów o nieplanowane poczęcie dziecka -- zwane jeszcze często "niepożądaną ciążą"...). Pamiętaj: właściwa postawa wobec dzieci jest wolna od lęku. Jest spojrzeniem naprzód z ufnością. Nieco bardziej skomplikowany jest drugi problem. Jeżeli stosujecie środki antykoncepcyjne -- zupełnie naturalnym zjawiskiem jest pewna obawa, czy będą skuteczne. Każdy z nich ma bowiem jakiś słaby punkt: prezerwatywa może pęknąć lub spaść, krążek dopochwowy przesunąć się, pigułka nie powstrzymać owulacji, globulka plemnikobójcza może "nie wytłuc" wszystkich plemników, itd. Każda sztucznie budowana bariera może zawieść. Kilkanaście czy nawet kilkadziesiąt ostatnich lat pokazuje, że próby stosowania coraz to bardziej wymyślnych środków nie dają wcale spodziewanych rezultatów. Nie widać więc innego sposobu na pozbycia się lęku, jak porządne nauczenie się obserwacji cyklu i życie w zgodności ze swoim ciałem. Jeśli wiecie, czy danego dnia jesteście, czy nie jesteście płodni jako para -- nie ma problemu lęku. Po prostu wiemy, że np. owulacja już była i do końca cyklu mamy czas niepłodny. Albo wiemy, że teraz współżycie może prowadzić do poczęcia, więc nie podejmujemy go. Zresztą, żeby nie wiem jakie środki stosować, to jeśli miałoby się począć -- dziecko pocznie się właśnie wtedy, kiedy jest jajeczko. Jeśli współpracujesz z Panem w tej dziedzinie -- robisz swoje 100% -- to nie musisz się bać, bo Bóg nie jest złośliwy. Ale jeśli zaniedbasz tę dziedzinę i nawet nie zadajesz sobie trudu, by wiedzieć, kiedy jajeczko jest a kiedy go nie ma -- sam sobie zgotujesz niepotrzebne stresy. Następna przyczyna ma podobny korzeń, ale inne skutki... |
|
15. UŻYWANIE ŚRODKÓW ANTYKONCEPCYJNYCH Środki antykoncepcyjne są czymś dodatkowym, sztucznie wprowadzonym między męża i żonę -- często okazuje się, że małżeństwa je stosujące mają mniej radości ze współżycia. Potwierdzają to liczne źródła z całego świata, wywiady przeprowadzone z parami małżeńskimi stosującymi środki antykoncepcyjne. Na czym polegają zagrożenia? Otóż: Pierwsza grupa przyczyn jest natury psychicznej: środki antykoncepcyjne mogą być barierą w pełnym otwarciu się. Przerywanie współżycia, by założyć globulkę dopochwową godzi w jego spontaniczność, a w dodatku wiąże dwoje przez ścisłe określenie czasu oczekiwanego wytrysku, który musi być "na zamówienie". Z kolei kobieta ubezpłodniona pigułką często czuje się wykorzystywana, a pozbawiona swojej właściwie jedynej cechy odróżniającej od mężczyzn -- możliwości macierzyństwa. Nordis Christenson pisze: 12 "Z własnego doświadczenia wiem, że stosowanie środków tłumi entuzjazm kobiety, przeszkadza jej w całkowitym oddaniu się podczas aktu i dlatego może zahamować jej rozwój seksualny. (...) Stosunki seksualne, jak cała nasza istota, powinny z biegiem lat rozwijać się, pogłębiać i dojrzewać. Czy nie jest tak, że antykoncepcja zatrzymuje ten rozwój, gdyż w stosunku płciowym jest czynnikiem nienaturalnym?" Druga sprawa to wpływ na zdrowie. Przykładowo wiele kobiet relacjonuje, że od czasu, gdy zaczęły stosować pigułkę -- ich popęd seksualny zmalał prawie do zera. Inne -- stosujące chemiczne środki plemnikobójcze -- narzekają na podrażnienia w pochwie, grzybicę. Jeszcze inne -- z założonymi spiralami -- skarżą się na bolesne skurcze macicy i krwotoki. Trzeba wyraźnie powiedzieć: to nie są skutki uboczne, lecz cel działania środków antykoncepcyjnych. Celem spirali jest wywołanie stałego zapalenia śluzówki jamy macicy i skurczów. Działanie żrące jest celem globulki dopochwowej. Zatrzymanie owulacji z powodu rozregulowania hormonalnego jest celem pigułki antykoncepcyjnej. Trzecia wreszcie sprawa, gdzie stosowanie antykoncepcji zabiera radość, to rzekome "uwolnienie się od czasu płodnego". Zrealizowanie celu stałej dostępności seksualnej wcale nie przynosi szczęścia. Łatwo dostępne współżycie traci na atrakcyjności i staje się rutyną. Natomiast kobiety najczęściej skarżą się, że zamiast wyzwolenia, czują się bardziej ograniczone i wykorzystywane. Problem "zabezpieczenia" spada tylko na nie. Przy metodach naturalnych mąż chociaż musiał okazać tyle szacunku, że respektował płodność. Poza tym psychologicznie łatwo zobaczyć, że coś, co jest dostępne cyklicznie, bywa bardziej cenione niż coś dostępne stale. W końcu w czasie ciąży -- gdy przecież "można" zawsze -- małżonkowie średnio wcale nie współżyją wiele częściej, niż zwykle! MARIOLA: Kiedy są święta i chodzicie po rodzinie "od domu do domu", najpierw objadacie się ze smakiem. Potem trochę mniej, a na koniec, gdy ktoś pyta: "Może serniczka, albo makowczyka?" -- zaczyna ci się robić niedobrze. Czujesz, że już nie możesz patrzeć na słodycze! Potrzeba trochę odpoczynku od nich, abyś za jakiś czas znów mógł się cieszyć ich smakowitością. Podobnie jest ze współżyciem: "tort", który masz na co dzień, przejada się. My osobiście cieszymy się ze współżycia tym bardziej, im trudniej jest się na nie doczekać w płodnej fazie, kiedy nie współżyjemy. Znane jest szereg świadectw małżeństw, które zamieniły stosowanie antykoncepcji na obserwację cyklu i bardzo to sobie chwalą. Oto kilka wypowiedzi z badań przeprowadzonych w Niemczech -- pośród osób reprezentujących bardzo różne środowiska i światopogląd: Michaela (29 lat, aplikant): Słyszałam, że dla wielu Naturalne Planowanie Rodziny stanowi obciążenie, że przez pewien czas nie mogą współżyć. Również i u nas występują takie okresy. Z drugiej strony doświadczamy szczególnego czaru czekania na siebie nawzajem. Ta druga osoba jest przed Tobą, a jednak nie w całości osiągalna, to wzmaga pociąg, wzmacnia wzajemne przyciąganie. Ta druga osoba staje się atrakcyjniejsza, a seksualna codzienność bogatsza w bodźce. Brigitte (35, lekarz ginekolog): Bardzo jest przy tym ciekawe, że nie tylko strach przed skutkami ubocznymi powoduje, że kobiety szukają innych dróg. Dla nich odgrywa ogromną rolę fakt, że przez całe lata były stale do dyspozycji i również w dziedzinę seksualną wkradło się wiele monotonii. Jutta (39, nauczycielka): Mój ginekolog powiedział: 'Nie istnieje medyczne uzasadnienie, dlaczego nie toleruje pani pigułki (...)'. Wiem tylko, że miałam najgorsze 'przypadłości ciążowe' i grzybicę. W końcu wyszło na to, że z pigułką spaliśmy ze sobą mniej niż bez... Karol (45, kierownik działu sprzedaży wysyłkowej): W porównaniu z czasem, kiedy używaliśmy prezerwatywy, mówię sobie: wolę rzadziej, ale za to lepiej. jego żona Helga (36, gospodyni domowa) dodaje: I bardziej świadomie! Cała relacja między nami zmieniła się. Karol okazuje że mnie kocha, również w ten sposób, że czasem rezygnuje. W Polsce metody naturalne często utożsamia się tylko z działalnością Kościoła Katolickiego. Wspomniane badania były prowadzone przez niewierzącego dziennikarza i bez udziału Kościoła! Kolejna przyczyna barier w odbiorze aktu małżeńskiego, to... |
|
16. WCZEŚNIEJSZA ABORCJA Niechęć do zbliżeń małżeńskich bywa jednym z typowych objawów tzw. syndromu postaborcyjnego. Barbara i Jack Wilke piszą o nim: 14 "Kobieta (...) często staje się niesprawna seksualnie, być może nawet niezdolna do utrzymywania stałego związku...". Związek przyczynowo-skutkowy takiego myślenia jest oczywisty. Jednak często nie tak łatwo tę przyczynę rozszyfrować. Drogę do wyjścia z problemu opisujemy w rozdziale 8. |
|
* * * W rozdziale tym omówiliśmy kilkanaście przyczyn, jakie mogą zmniejszać, czy zabierać małżonkom radość ze współżycia. Chcemy podkreślić, że omawialiśmy takie, które wynikają z niewiedzy, bądź pewnych zdarzeń przeszłych, bądź ograniczeń zewnętrznych, bądź złego myślenia. Nie analizowaliśmy powodów związanych ze świadomym i dobrowolnym trwaniem w grzechu. Nie omawialiśmy wiec takich przyczyn, jak: Oczywiście to wszystko będzie miało również wpływ na pożycie dwojga. Natomiast bliższe omawianie tej kategorii przyczyn wykracza poza ramy książki. Jeśli jednak dotyczy to kogoś z Was, kochani, to mamy dla Was tylko dwa słowa: "Nawróćcie się!" Odwróć się od grzechu. Przeproś współmałżonka i poproś o wybaczenie. Wyznaj grzech Panu. A na koniec weź sobie do serca to, co powiedział Jezus w J 8,11: "Idź, a od tej pory już nie grzesz!". I jeszcze jedna sprawa. Jeśli Twoim problemem jest coś z powyższej listy, albo jest to jakiś grzech, nazwijmy umownie "mniejszego kalibru", a jednak mimo najszczerszych wysiłków, modlitwy, postu, nie jesteś w stanie z nim zerwać... ...prawdopodobnie wtedy potrzebujesz szczególnego rodzaju posługi modlitewnej, tzw. modlitwy wstawienniczej (na jej temat nieco piszemy w rozdziale 8). Jest ona praktykowana np. w wielu wspólnotach chrześcijańskich, najczęściej o charakterze charyzmatycznym. Często wystarcza wyrzeczenie się grzechu oraz posługa zespołu modlącego się. Mogą jednak istnieć przypadki trudniejsze, gdzie w problem grzechu oprócz wolnej woli człowieka są także bezpośrednio zaangażowane siły demoniczne. W książce "Uwalnianie ze złych mocy" Michael Scanlan i Randall Cirner piszą o takiej sytuacji: "Częstokroć zniewolenie ogranicza i hamuje wolę człowieka. W takim przypadku dana osoba (...) sama nie jest w stanie pokonać mocy złego ducha." Wtedy potrzeba modlitwy o uwolnienie. Więcej na ten temat można znaleźć w cytowanej wyżej książce a także w broszurze Grahama Dow'a "Uwolnienie". Więc jeśli chociaż chcesz CHCIEĆ zerwać z grzechem -- wołaj do Pana! |
|
P.S. Jeśli nie odnajdujecie się absolutnie w żadnym, z tych powodów, sprawdźcie, czy Wasze łóżko nie jest zbyt miękkie, czy nie jest to sprężynujący materac. Siadając czasem u kogoś na łóżku, nie mogliśmy się nadziwić, jak w ogóle możliwe są zbliżenia w tym małżeństwie. |
|
|
|
początek strony (c) 1996-1998 Mateusz |