| Zespoły utraty ciąży |
Oto historia Jean–Paula 7, 53-letniego rzeźbiarza, opublikowana przez IIPLCARR za jego zgodą [61]:
Gdy w wieku 19 lat Jean–Paul dowiedział się, że kobieta, którą uważał za swoją matkę biologiczną, w rzeczywistości go zaadoptowała, zaczął szukać swej naturalnej matki. Gdy ją odnalazł, powiedziała mu, że chciała dokonać jego aborcji, ale ponieważ była to ciąża bliźniacza, o czym nie wiedziała, zostało usunięte tylko jedno dziecko. On się urodził. W momencie narodzin ponownie chciała go zabić. Została wtedy powstrzymana przez swą koleżankę. Zaraz po porodzie porzuciła go. Ojciec zajmował się nim sam, później ożenił się z inną kobietą.
Jean–Paul jest alkoholikiem (obecnie trzeźwym), narkomanem. Jako dziecko był dziecięcą prostytutką. Przez 21 lat handlował narkotykami.
Oto jego wypowiedzi:
„Ludzie mówią mi bardzo wiele dobrych rzeczy na mój temat. Że jestem cudownym rzeźbiarzem. Ale ja tego nie akceptuję.... Sam sobie mówię, że jestem świetnym artystą, ale kiedy popatrzę na te kawałki, które wyrzeźbiłem, po prostu nie wierzę, że to ja jestem ich autorem. Lubię swoją pracę, ale ona nie jest częścią mnie. Mam jakieś wewnętrzne uczucie — że jestem nic niewart. Tak jest, odkąd pamiętam.”
„Czasami mam wrażenie, że moja druga połowa, czyli mój brat bliźniak, który umarł, miał o wiele więcej szczęścia niż ja. Mam wrażenie, że dla wszystkich byłoby o wiele lepiej, gdybym nie żył. Mówicie — Bóg ma wobec mnie cudowny plan — to jest bardzo sympatyczne. Tyle, że ani On ani wy nie wiecie, przez co ja przechodzę.”
„Żyję jakby na kredyt. Moja matka była sędzią i skazała mego brata i mnie na śmierć. Dwa razy chciała mnie zabić. Z jakiegoś szczególnego powodu jednak ocalałem. Jest to dla mnie tajemnicą. Przetrwałem dwie próby aborcji, dziecięcą pornografię, padaczkę, narkotyki, alkoholizm, prostytucję dziecięcą, okultyzm. I po co to wszystko?... Jestem bardzo nieszczęśliwy i bardzo niepewny wszystkich moich relacji. Nie mam pojęcia, jak długo to wszystko jeszcze potrwa.”
Powszechne jest przekonanie, promowane przez Międzynarodową Federację Planowania Rodziny, że pierwszym prawem dziecka jest „być chcianym”. [58] Implikuje to jednak, że jeśli dziecko nie jest chciane, to nie ma prawa do istnienia a to już wystarczający powód, żeby je zabić. Rozumując w ten sposób odbiera się dziecku sens i prawo do życia. Taka filozofia jest destrukcyjna i odnosi się nie tylko do nienarodzonych dzieci (aborcje), ale ludzi upośledzonych (eugenika) oraz starych (eutanazja).
Rodzice wielu milionów dzieci poważnie rozważali czy są one czy są „chciane” i dlatego powinny żyć lub „niechciane” i powinny być zabite. Pewnej ich części pozwolono przetrwać i urodzić się. Niektórzy ludzie, szczególnie wykorzystani lub zaniedbani w dzieciństwie, są skłonni, by mieć „chciane” dziecko z różnych egoistycznych powodów. Dzieci są chciane, gdy zostaną wyselekcjonowane do życia, np. będąc chłopcem lub nie mając Zespołu Downa itp. Czasami są chciane jako „zastępstwo” po utraconym dziecku w wyniku aborcji. Nie przyjmuje się wszystkich dzieci obwiniając je za przeludnienie, trudności związane z ciążą, trudności ekonomiczne, utratę prywatności, czas i energię które trzeba zainwestować w rodzicielstwo, rozpadające się związki i hedonizm. Bycie żywym ponieważ jest się chcianym oznacza, bycie skazanym na życie pełne lęku, wątpliwości na własny temat, poczucia winy, na związki naznaczone lękiem, zgorzknieniem, pseudo sekretami i nieufnością. Już przed urodzeniem dziecko może tego doświadczać, gdyż jest dotknięte hormonalnymi zmianami, wynikającymi z konfliktów toczących się w umyśle matki.
Pierwszym prawem każdego człowieka jest prawo do życia, nie zaś „bycie chcianym”. Przetrwanie naszego gatunku zależy od tego, czy przyjmiemy dzieci, bez względu na ich płeć, rasę, stan zdrowia, wygląd czy moment pojawienia się. Przyjąć kogoś oznacza uznać prawo tej osoby do egzystencji, do bycia chronionym i wspieranym. Jest bardzo ważne, by wszyscy ludzie (w tym dzieci) zdali sobie sprawę, że są przyjmowani (nie tylko poprzez słowa, ale także czyny), nawet jeśli są niechciani.
Dzieci przyjęte i powitane w porównaniu z „chcianymi” przeważnie:
Ocaleńcy od aborcji to są właśnie osoby, które z różnych powodów „chciano.” Prof. Ney opisał dziesięć rodzajów Zespołu Osoby Ocalonej od Aborcji, [12,13,61,62] , odpowiadające dziesięciu okolicznościom, które mogą doprowadzić do bycia ocaleńcem. Mimo że nie w każdym przypadku zdarzyła się aborcja, jednak wszędzie mamy do czynienia z jakąś formą nie przyjęcia dziecka, zagrożeniem jego egzystencji przed urodzeniem lub podważeniem sensu istnienia. Osoba ocalona została skazany na działanie sił, które kompletnie poza nim decydowały o jego życiu lub śmierci.
I. RODZEŃSTWO ZABITE przed lub po urodzeniu dziecka. Jeśli kobieta była pięć razy w ciąży i dwa razy dokonała aborcji; żyjąca trójka to ocaleńcy.
II. Dzieci są PRZEKLINANE, stosuje się wobec nich PRZEMOC SŁOWNĄ [51,74], grozi się im: „Szkoda, że żyjesz!”, „Miałam cię wcale nie urodzić!”, „Wolałbym nowy samochód niż ciebie!’’, „Ty idioto”. Ocaleniec jest obwiniany przez rodziców za złe rzeczy, które się zdarzyły i za dobre, które nie miały miejsca.
III. BLIŹNIAK został zabity podczas aborcji [31,51,68]. Tego właśnie doświadczył Jean–Paul.
IV. Dziecko OCALAŁO pomimo rzeczywistej próby aborcji.
V. Matka PODJĘŁA DECYZJĘ o aborcji, ale z różnych powodów jej nie dokonała 8.
VI. STATYSTYCZNIE niska szansa urodzenia się w niektórych krajach, np. na Ukrainie, w Bośni czy Chinach. Zgodnie z narzuconym systemem planowania rodziny, np. polityką „jednego dziecka”, każdy noworodek automatycznie znajduje się w sytuacji ocaleńca (czyli osoby, która miała wyjątkowo małą szansę się urodzić.).
VII. Rodzice ZASTANAWIALI SIĘ czy np. z powodów finansowych, choroby dziecka, braku akceptacji społecznej lub „złej płci” nad zgładzeniem dziecka w macicy, ale nie dokonali tego.
VIII. Rodzice NIE UMIELI SIĘ ZDECYDOWAĆ, zwlekali do momentu, gdy było zbyt późno na aborcję 9.
IX. GDYBY rodzice TYLKO MOGLI, to usunęliby dziecko. Kobiety często mówią: „Gdybym wcześniej wiedziała, że jestem w ciąży ...”, „Gdybym miała pieniądze ...”
X. NOWORODKI, żyjące po aborcji, np. dokonanej cesarskim cięciem i pozostawione same sobie, umierają. Czasami uda im się przetrwać.
Poniżej (oraz na stronie tytułowej) są zamieszczone rysunki [50] osób, które zostały poproszone o zilustrowanie tematu: „Moje dzieciństwo”. Zgłosiły się one na terapię wiedząc lub podejrzewając, że w rodzinie miała miejsce aborcja. Liczą sobie one od 15 do 60 lat. Zgodziły się na ich opublikowanie.
Co może czuć osoba, która rysuje taką postać?








Konflikty [23,30,34,43,51,55,56,57,59,61,62,81,84], których doświadcza ocaleniec, są mniej więcej wspólne dla dziesięciu wymienionych rodzajów 10. Warto pamiętać, że ich nasilenie oraz częstość występowania są indywidualnie zróżnicowane.
Ocaleniec ma poczucie winy, że żyje kiedy inni umarli. Często czuje, że tamci bardziej zasługiwali na życie. Czuje się winny tego, że ma potrzeby. Trudno mu zadecydować, by jego poczęte dzieci się urodziły.
Kompleks Kaina — pojawia się, kiedy aborcja miała miejsce po urodzeniu osoby, gdyż ocaleniec, tak jak Kain, (różnica polega na tym, że Kain sam zabił brata, zaś ocaleńcowi zabito rodzeństwo) żyje
w przekonaniu, że wszyscy chcą go zabić, że nie zasługuje na życie. Wydaje mu się, że rodzeństwo zginęło
z powodu jego cech charakteru, potrzeb lub złego zachowania.
Kompleks Jakuba — jeżeli osoba urodziła się po aborcji swego rodzeństwa. Czuje się dzieckiem „zastępczym”, zajmującym miejsce dziecka, które powinno żyć.
Ocaleńcy czują się winni tego, że żyją a ponieważ nie rozwijają swych talentów obniża się ich poczucie bezpieczeństwa i wartości. To częściowo tłumaczy zwiększającą się liczbę samobójstw wśród nastolatków.
Ocaleniec ma poczucie, że żyje za dziecko zgładzone, które w nim bywa idealizowane przez rodziców. Dlatego lęka się odrzucenia. Chce być blisko ludzi, ale boi się ich. Lęka się podejmować samodzielne decyzje życiowe. Jest lękowo związany z rodzicami i boi się odkrywać to co jest wokół niego. Łatwo go zawstydzić. Bojąc się odrzucenia jest gotów zaprzeczyć swym pragnieniom i zbagatelizować zranienia. Przyjmując jakiekolwiek, choćby niszczące zainteresowanie ze strony innych często staje się członkiem sekty lub gangu. Jest podatny na uleganie wszelkiej przemocy: seksualnej, słownej, emocjonalnej i fizycznej. [2,24,51,52,57,59,81] Jego frustrację pogłębia świadomość, że w ten sposób coraz bardziej przestaje być prawdziwym sobą.
Osoba ocalona miewa koszmary senne, których częstym motywem jest nadciągająca katastrofa, która ma doprowadzić do totalnego zniszczenia. [12,27,51]
Ocaleniec obciążony nierealistycznymi oczekiwaniami (patrz str,7) doświadcza częstego niezadowolenia ze strony rodziców, rzadko będąc pochwalonym lub nagrodzonym. Nie radują się oni swym unikalnym potomkiem, więc i on stopniowo traci radość i pokój, stając się coraz bardziej zgorzkniałym, apatycznym i pesymistycznym. Bez nadziei spogląda w przyszłość. Trudno mu dotrzymać zobowiązań,
ma tendencje do odwlekania. Nie potrafi dostrzec piękna otaczającego świata i żyje w nieustannym hałasie.
Nie ufa nikomu: płci przeciwnej, własnym rodzicom, sobie. Nie uznaje autorytetów. Nie wierzy, że ktoś mu może pomóc.
Ocaleniec otrzymuje wiele mieszanych komunikatów ze strony rodziców, powodujących w nim zamęt i wiele wątpliwości na własny temat. Jest podatny na przemoc słowną. (patrz str. 23) Powtarza sobie, często latami, wszystkie negatywne rzeczy jakie usłyszał na swój temat. Stara się zadowolić innych przez większą część swego dzieciństwa, a gdy jest starszy wybucha z wściekłością. Bardzo często zadaje natarczywe pytania wielu osobom: „Czy kochasz mnie?”, „Czy lubisz mnie?”. Nie wie kim jest i nie rozumie siebie. Nie potrafi brać odpowiedzialności za własne życie. Nie dba o siebie. Często cierpi na anoreksję lub bulimię.
Ponieważ ma niskie poczucie własnej wartości nie potrafi stawić czoła trudnościom życiowym. Charakteryzuje się słabą zdolnością do znoszenia i trudno się uczy na błędach. Jest bardzo podatny na odtwarzanie traumatycznych konfliktów w dorosłym życiu, tzn. powtarza nieświadomie to, czego doświadczył w dzieciństwie.
Jeżeli ocaleniec w ogóle wierzy w Boga, to jest On dla niego Bogiem — oprawcą, który jak bezduszny księgowy lub żandarm w sposób okrutny karze za każdy jego błąd. Ocaleńcowi trudno przyjąć z radością fakt, że ktoś (Jezus) umarł za niego z miłości. Jest bardzo sceptyczny wobec Boga jako kochającego i wszechmogącego Ojca. To buduje w nim przekonanie o beznadziejności, bezradności i nieuniknionej samotności.
Brak karmienia piersią 11 częsty w przypadku ocaleńców (patrz str,6) powoduje, że oprócz zubożonego kontaktu psychologicznego i rzadszego dotyku, dziecko jest także pozbawione niezbędnych kwasów tłuszczowych, odpowiadających za budowę substancji białej w mózgu oraz osłonek nerwów obwodowych. Oznacza to, że dzieci nie karmione piersią, nie są tak szybkie, sprawne, sprytne i inteligentne jak powinny były być. [91]
Konflikty wynikające z bycia osobą ocaloną od aborcji wywierają duży wpływ na jej codzienne funkcjonowanie. Żeby zachować względny spokój i równowagę, posługuje się więc ona mechanizmami obronnymi: zakłada maski.
Każdy człowiek jest stworzony, by w sposób otwarty, spontaniczny, wolny i szczery mógł odbierać miłość jako najbardziej naturalny dar. Noworodek leżąc w kołysce wyciąga swe ramiona do rodziców w nadziei, że zostanie mu okazana troska. Niestety, bardzo często dziecko jest maltretowane lub zaniedbywane, ponieważ rodzice są niezdolni do zaspokojenia jego podstawowych potrzeb dotyku, karmienia, uczuć, ochrony i modelu postępowania. Jeżeli tak się dzieje, to doświadcza nieustannego rozdarcia: z jednej strony ciągle ma nadzieję, że rodzice lub dorośli okażą zainteresowanie, z drugiej jest bardzo często rozczarowane. Trudno mu uwierzyć, że rodzice nie chcą lub nie mogą dać tego, czego potrzebuje. Nawet jeżeli zdaje sobie sprawę, że są oni niedojrzali, nie potrafi tego zaakceptować. O wiele łatwiej i częściej myśli ono w taki sposób: „Nie jestem godzien miłości”, „Może powinienem sam się karać”, „Może jeżeli się zmienię tak, jak chcą, wtedy będę wart miłości.” Może to wywołać głębokie napięcie i lęk. Mogą one doprowadzić do: ucieczek z domu, samobójstw, zabójstw albo kryzysów psychotycznych.
Starając się tego uniknąć i przetrwać, dziecko wytwarza stopniowo mechanizmy obronne metaforycznie nazwane maskami lub fałszywymi twarzami. Osobowość się wtedy rozszczepia na trzy składniki: dwie maski (postawa Tancerza i postawa Biduli) [51,55,62] oraz centralną postać zwaną Pielgrzymem (patrz str. 27), która zmaga się, by zapewnić integralność osobowości.

Schemat ilustrujący maskę Biduli (po lewej) i maskę Tancerza (po prawej). [62, 84]
Cechę wspólną obu masek stanowi to, że osoba, która je zakłada zachowuje się nieadekwatne do przeżywanych emocji. Na przykład uśmiecha się choć, jest w środku bardzo przestraszona. Ta znacząca niezgodność ma miejsce, by uzyskać zainteresowanie lub zażegnać agresję. Czasami uczucia są wyolbrzymiane. Dzieciom zakładającym maski udaje się uzyskać pewne zainteresowanie, ale w głębi duszy zdają sobie sprawę, że nie jest ono wystarczające lub przychodzi zbyt późno, dlatego stają się gniewne i sfrustrowane.
Ze skłonności do grania oraz doświadczywszy konieczności zakładania wiecznie uśmiechniętej twarzy w oczekiwaniu na troskę, dziecko rozwija fałszywą twarz — Tancerza. Kiedy osoba stosuje ten mechanizm obronny, prezentuje siebie innym i jest przez nich powierzchownie postrzegana jako zawsze: szczęśliwa, silna, zdolna do poradzenia sobie ze wszystkim, przyjacielska, pomocna, kochająca, ciepła, optymistyczna bez względu na sytuację, uczuciowa, pełna energii. Tancerz stara się zadowolić każdego. Wkłada bardzo dużo wysiłku, by być popularnym, chce się wyróżniać za wszelką cenę, dlatego manipuluje otoczeniem. Dużo się uśmiecha i śmieje, bez względu na kontekst. Ubiera się z przesadną dbałością. Dramatyzuje. Pali dla efektu. Za fasadą jest gorzki, zły (ponieważ musi się przymilać), manipulujący, cyniczny, uwodzicielski, kłamliwy, samolubny i samoniszczący. Przeważnie pociąga kogoś, kto jak on potrzebuje zaspokoić swe potrzeby z dzieciństwa i rozwiązać nierozwiązane konflikty.
Tancerz przeważnie bywa widziany w miejscach publicznych, w pracy, w kościele, na przyjęciach. W powstawaniu i utrzymaniu Tancerza nieraz pomagają media („Wszystko jest i zawsze będzie w zasięgu twoich możliwości.”). Ten obraz może być utrzymywany przez ograniczony czas. Ostatecznie, wyczerpuje mu się energia i przeistacza się w Bidulę. Ta transformacja jest szczególnie niebezpieczna dla kobiet w ciąży. Trudno jest im tańczyć, tak więc łatwo przekonać je do zabicia nienarodzonego dziecka.
Tendencja do proszenia oraz potrzeba automatycznego wyrażania smutku, kiedy troska się nie pojawia, powoduje powstanie maski Biduli. Osoba zakładająca tę maskę jest na zewnątrz: depresyjna, użalająca się nad sobą, samotna, rozżalona, pesymistyczna, nieszczęśliwa, uwodzicielska, smutna, nieśmiała, dziecinna i izolująca się. Czeka często bez ruchu, w depresji i rozpaczy na zainteresowanie, jednocześnie nie wierząc, że to nastąpi. Gdy nie doznaje akceptacji i zainteresowania, zaczyna udawać cierpienie, by tę uwagę otrzymać. Wyolbrzymia i symuluje objawy chorób psychicznych i fizycznych, manipuluje nimi. Manifestuje swe zranienia. Udaje tajemniczą. Nienawidzi siebie. Oczekuje i chce odrzucenia, aby w ten sposób uzasadnić narzekanie. Czeka na swą śmierć mając nadzieję, że będzie opłakiwana. Najchętniej umarłaby we śnie. Jest złośliwa, wiecznie niezadowolona. Ma myśli i tendencje samobójcze. Czuje się odrzucona, niczyja. Głębiej jest złość, rozczarowanie, agresja, manipulacja, rozpacz, nienawiść, wściekłość. Przekazuje podwójny komunikat: „zostawcie mnie w spokoju” oraz „bądźcie ze mną”. Bidula czasami przyciąga Tancerza, który bardzo często staje się Bidulą. Często dzieje się tak z tymi, którzy starają się uratować alkoholików. Ponieważ ludzie wstydzą się Biduli, można ją dostrzec tylko w sytuacjach prywatnych. Kiedy Bidula nie widzi rezultatów swej gry, wtedy przemienia się w Tancerza.
Tancerz i Bidula stopniowo stają się tak bardzo częścią osoby, że nawet nie są rozpoznawane jako maski. Im bardziej dziecko jest zaniedbywane lub maltretowane, tym wyraźniej identyfikuje się z Tancerzem i Bidulą, a tym mniej jest prawdziwym sobą (Pielgrzymem). Maski są noszone w automatyczny i kompulsywny sposób.
Wielu ludzi pomagało osobie w wytworzeniu i utrzymaniu tych masek, tak więc mogą oni z łatwością manipulować nimi i opierać się jakimkolwiek zmianom. Ludziom noszącym maski trudno jest je odłożyć, ponieważ nie potrafią bez nich komunikować swych obaw oraz pragnień. Dopóki nie zrezygnują z nich, nie zobaczą centralnej postaci, zranionego Pielgrzyma skrytego za maską.
Większość ludzi nosi maski w takim czy innym stopniu, zależnie od doświadczonej przemocy i zaniedbania. Czynią tak mając nadzieję uniknąć strachu, zamętu, depresji, zamieszania, rozpaczy, chaosu — mówiąc wprost, by mieć stosunkowo bezpieczne życie. Z drugiej strony, rozpaczliwie mają nadzieję, że pociągną ku sobie kogoś, kto zaspokoi te potrzeby, które były zaniedbane w ich dzieciństwie oraz dostarczy im niezbędnych składników potrzebnych do rozwoju.
Tragedia polega na tym, że tacy ludzie są postrzegani głównie jako Tancerz lub Bidula, a bardzo rzadko jako rzeczywista, prawdziwa osoba. Smutne jest to, że noszenie fałszywych twarzy powoduje powstanie fałszywych związków, fałszywych ambicji i owocuje generalnie fałszywym życiem.
Czy jest z tego jakieś wyjście?
Dzieci dowiadują się o tym, że są ocaleńcami w różny sposób. Czasami usłyszą o tym od rodziców lub od innych osób, wprost lub podsłuchawszy rozmowę. Dzieci jako osoby związane ze swymi rodzicami, mieszkające z nimi i tak podświadomie czują, że coś się stało. Często zepchnięte do podświadomości wspomnienia dają znać o sobie poprzez sny.
Oto opis snu 7-letniej dziewczynki, która trafiła na terapię wraz z rodzicami, ponieważ niepokoili się jej bezsennością i koszmarami sennymi. [51] Jej sen wyglądał następująco:
Historia 4-letniej Michelle. [61]
Gdy była niemowlęciem została adoptowana, o czym jej nie poinformowano. Któregoś dnia przyniosła do swej matki adopcyjnej rysunek, który wyglądał mniej więcej tak: głowa dziecka, zbliżający się do tej głowy gwóźdź, który trzymała postać jakiejś kobiety. Owa matka adopcyjna zapytała się Michelle:
„ Jak myślisz, czy to dziecko z tego rysunku, może przebaczyć tej kobiecie?”
„ Nie, ponieważ ona zabiła mnie.” — odpowiedziała dziewczynka.
Podczas terapii okazało się, że kiedy matka biologiczna była w szóstym miesiącu ciąży z Michelle, próbowała sama dokonać aborcji przy pomocy drutów do robienia swetrów. Ani Michelle, ani matka adopcyjna wcześniej o tym nie wiedziały.
Znany jest przypadek młodzieńca, który halucynował czwórkę małych dzieci (zdiagnozowano go więc ze schizofrenią), było to rodzeństwo abortowane przed jego poczęciem.
Pierwszym prawem człowieka jest prawo do życia. Tymczasem zbyt wielu ludzi jest „chcianych” jako dzieci zastępcze lub wyselekcjonowane.
Osoba ocalona:
Osobą ocaloną (ocaleńcem) jest się przez całe życie. Tak samo, jak przez całe życie jest się alkoholikiem. Ale alkoholikiem można być pijącym i przez to degenerującym się albo trzeźwym. Podobnie ocaleńcem można być zniewolonym i zniszczonym albo świadomym swoich zranień, lecz wolnym i uzdrowionym.
Większość aborcji nie miałaby miejsca, gdyby personel medyczny odmówił ich wykonywania. Mianem aborterów określa się nie tylko lekarzy ginekologów dokonujących aborcji. To określenie dotyczy również pielęgniarek, położnych i całego asystującego personelu; rejestratorek zapisujących na zabieg, lekarzy kierujących do ginekologa celem dokonania aborcji, psychologów pracujących w klinikach lub oddziałach aborcyjnych oraz właścicieli lub dyrektorów tych klinik.
To, że to oni właśnie zostali przez społeczeństwo naznaczeni do roli terminatorów i zgodzili się na to, nie jest dziełem przypadku. By zostać aborterem, trzeba posiadać pewne predyspozycje.
Jest wiele czynników, które mogły ich do tego doprowadzić, między innymi:
Aborter w swej pracy manipuluje ludźmi i krzywdzi ich oraz sam jest przez wielu manipulowany i krzywdzony. Na potwierdzenie można przytoczyć, że:
Aborter, choć na zewnątrz może jawić się jako błyskotliwy i robiący karierę profesjonalista, w rzeczywistości jest zgorzkniały, przytłoczony często nie wyrażaną i stłumioną złością, strachem, frustracją, wstydem, poczuciem bycia wykorzystanym, winą. Znamienne, że rzadko rozmawia o tym z kolegami z pracy. Zwykle próbuje sobie z tym radzić np. poprzez środki uspokajające lub alkohol. Jak przedstawiono powyżej, aborter z jednej strony jest oprawcą a z drugiej ofiarą. Tak więc podobnie jak pozostałe osoby naznaczone utratą ciąży, potrzebuje nie potępienia, lecz troski i fachowej pomocy.
Kilka lat temu powstało międzynarodowe Towarzystwo Centurionów, grupujące byłych aborterów niezależnie od profesji, czyli takie osoby, które zrezygnowały z dokonywania aborcji. Jedną z dziedzin ich działalności jest kierowanie ludzi na terapię oraz pomoc w trudnej przemianie od abortera do osoby, która zamiast zabijać — chroni życie.
Uczestnicy tej terapii docierają do przyczyn, które doprowadziły ich do bycia aborterami. Przyglądają się temu, jak byli manipulowani i jak sami manipulowali, jak krzywdzili ludzi i jak sami byli krzywdzeni. Podejmują trudny proces pojednania ze swymi ofiarami i krzywdzicielami oraz osobami, które stojąc z boku nie powstrzymały ich przed doznaniem tragedii. W efekcie ciężkiej pracy zaczynają sobie radzić z winą w sposób zdrowy, co doprowadza do tego, że stopniowo zaczynają odkrywać wewnętrzny pokój i radość.
7 Imiona pacjentów zostały zmienione.
8 Spotkałem kobietę, która będąc w ciąży twierdziła, że poddałaby się aborcji, gdyby ojciec dziecka nie był Cyganem. Bała się go, więc zdecydowała się na poród.
9 Należy pamiętać, iż normalny jest fakt, że kobieta w pierwszym trymestrze ciąży przejawia ambiwalentne uczucia wobec poczętego dziecka. Bardzo wiele zmienia się wtedy w jej życiu, począwszy od wyglądu i gospodarki hormonalnej, aż po zmianę pozycji społecznej. Dlatego w tym okresie istnieje największe zagrożenie przerwania ciąży. Jest to trudny czas dojrzewania kobiety do macierzyństwa. W drugim i trzecim trymestrze prawdopodobieństwo aborcji znacznie się zmniejsza, co należy tłumaczyć tym, że razem z dojrzewaniem dziecka w macicy rozwija się też jego obraz w umyśle matki.
10 Wiele objawów Zespołu Osoby Ocalonej oraz Zespołu Poaborcyjnego występuje także u ludzi, w których rodzinie miało miejsce poronienie. Należy jednak wyraźnie zaznaczyć, że aborcja i poronienie to dwa różne urazy. (patrz str. 9,28)
11 W Chinach od wprowadzenia polityki „jednego dziecka” procent kobiet karmiących piersią spadł z 87% do 18%. [84]
| P O P R Z E D N I | N A S T Ę P N Y |
| II. ZESPÓŁ POABORCYJNY | IV. PRZEMOC I ZANIEDBANIE |
| na początek strony © 1996–2000 Mateusz |