26 MARCA 2017

Niedziela

IV niedziela Wielkiego Postu

Dzisiejsze czytania: 1 Sm 16,1b.6-7.10-13a; Ps 23,1-6; Ef 5,8-14; J 8,12b; J 9,1-41

Rozważania: Ewangeliarz OP, Oremus, ks. E. Staniek, O. Gabriel od św. Marii Magdaleny OCD

Książka na dziś: Księga Psalmów - oprawa bordowa

Dzisiejsze czytania

(1 Sm 16,1b.6-7.10-13a)
Pan rzekł do Samuela: Napełnij oliwą twój róg i idź: Posyłam cię do Jessego Betlejemity, gdyż między jego synami upatrzyłem sobie króla. Kiedy przybyli, spostrzegł Eliaba i mówił: Z pewnością przed Panem jest jego pomazaniec. Pan jednak rzekł do Samuela: Nie zważaj ani na jego wygląd, ani na wysoki wzrost, gdyż nie wybrałem go, nie tak bowiem człowiek widzi , bo człowiek patrzy na to, co widoczne dla oczu, Pan natomiast patrzy na serce. I Jesse przedstawił Samuelowi siedmiu swoich synów, lecz Samuel oświadczył Jessemu: Nie ich wybrał Pan. Samuel więc zapytał Jessego: Czy to już wszyscy młodzieńcy? Odrzekł: Pozostał jeszcze najmniejszy, lecz on pasie owce. Samuel powiedział do Jessego: Poślij po niego i sprowadź tutaj, gdyż nie rozpoczniemy uczty, dopóki on nie przyjdzie. Posłał więc i przyprowadzono go: był on rudy, miał piękne oczy i pociągający wygląd. - Pan rzekł: Wstań i namaść go, to ten. Wziął więc Samuel róg z oliwą i namaścił go pośrodku jego braci. Począwszy od tego dnia duch Pański opanował Dawida.

(Ps 23,1-6)
REFREN: Pan mym pasterzem, nie brak mi niczego

Pan jest moim pasterzem:
niczego mi nie braknie,
pozwała mi leżeć
na zielonych pastwiskach.

Prowadzi mnie nad wody, gdzie mogę odpocząć,
orzeźwia moją duszę.
Wiedzie mnie po właściwych ścieżkach
przez wzgląd na swoją chwalę.

Chociażbym przechodził przez ciemną dolinę,
zła się nie ulęknę, bo Ty jesteś ze mną.
Kij Twój i laska pasterska
są moją pociechą.

Stół dla mnie zastawiasz
na oczach mych wrogów;
namaszczasz mi głowę olejkiem,
a kielich mój pełny po brzegi.

Dobroć i laska pójdą w ślad za mną
przez wszystkie dni życia
i zamieszkam w domu Pana
po najdłuższe czasy.

(Ef 5,8-14)
Niegdyś bowiem byliście ciemnością, lecz teraz jesteście światłością w Panu: postępujcie jak dzieci światłości! Owocem bowiem światłości jest wszelka prawość i sprawiedliwość, i prawda. Badajcie, co jest miłe Panu. I nie miejcie udziału w bezowocnych czynach ciemności, a raczej piętnując, nawracajcie [tamtych]! O tym bowiem, co u nich się dzieje po kryjomu, wstyd nawet mówić. Natomiast wszystkie te rzeczy piętnowane stają się jawne dzięki światłu, bo wszystko, co staje się jawne, jest światłem. Dlatego się mówi: Zbudź się, o śpiący, i powstań z martwych, a zajaśnieje ci Chrystus.

(J 8,12b)
Ja jestem światłością świata. Kto idzie za Mną, będzie miał światło życia.

(J 9,1-41)
Jezus przechodząc obok ujrzał pewnego człowieka, niewidomego od urodzenia. Uczniowie Jego zadali Mu pytanie: Rabbi, kto zgrzeszył, że się urodził niewidomym - on czy jego rodzice? Jezus odpowiedział: Ani on nie zgrzeszył, ani rodzice jego, ale /stało się tak/, aby się na nim objawiły sprawy Boże. Potrzeba nam pełnić dzieła Tego, który Mnie posłał, dopóki jest dzień. Nadchodzi noc, kiedy nikt nie będzie mógł działać. Jak długo jestem na świecie, jestem światłością świata. To powiedziawszy splunął na ziemię, uczynił błoto ze śliny i nałożył je na oczy niewidomego, i rzekł do niego: Idź, obmyj się w sadzawce Siloam - co się tłumaczy: Posłany. On więc odszedł, obmył się i wrócił widząc. A sąsiedzi i ci, którzy przedtem widywali go jako żebraka, mówili: Czyż to nie jest ten, który siedzi i żebrze? Jedni twierdzili: Tak, to jest ten, a inni przeczyli: Nie, jest tylko do tamtego podobny. On zaś mówił: To ja jestem. Mówili więc do niego: Jakżeż oczy ci się otwarły? On odpowiedział: Człowiek zwany Jezusem uczynił błoto, pomazał moje oczy i rzekł do mnie: Idź do sadzawki Siloam i obmyj się. Poszedłem więc, obmyłem się i przejrzałem. Rzekli do niego: Gdzież On jest? On odrzekł: Nie wiem. Zaprowadzili więc tego człowieka, niedawno jeszcze niewidomego, do faryzeuszów. A tego dnia, w którym Jezus uczynił błoto i otworzył mu oczy, był szabat. I znów faryzeusze pytali go o to, w jaki sposób przejrzał. Powiedział do nich: Położył mi błoto na oczy, obmyłem się i widzę. Niektórzy więc spośród faryzeuszów rzekli: Człowiek ten nie jest od Boga, bo nie zachowuje szabatu. Inni powiedzieli: Ale w jaki sposób człowiek grzeszny może czynić takie znaki? I powstało wśród nich rozdwojenie. Ponownie więc zwrócili się do niewidomego: A ty, co o Nim myślisz w związku z tym, że ci otworzył oczy? Odpowiedział: To prorok. Jednakże Żydzi nie wierzyli, że był niewidomy i że przejrzał, tak że aż przywołali rodziców tego, który przejrzał, i wypytywali się ich w słowach: Czy waszym synem jest ten, o którym twierdzicie, że się niewidomym urodził? W jaki to sposób teraz widzi? Rodzice zaś jego tak odpowiedzieli: Wiemy, że to jest nasz syn i że się urodził niewidomym. Nie wiemy, jak się to stało, że teraz widzi, nie wiemy także, kto mu otworzył oczy. Zapytajcie jego samego, ma swoje lata, niech mówi za siebie. Tak powiedzieli jego rodzice, gdyż bali się Żydów. Żydzi bowiem już postanowili, że gdy ktoś uzna Jezusa za Mesjasza, zostanie wyłączony z synagogi. Oto dlaczego powiedzieli jego rodzice: Ma swoje lata, jego samego zapytajcie! Znowu więc przywołali tego człowieka, który był niewidomy, i rzekli do niego: Daj chwałę Bogu. My wiemy, że człowiek ten jest grzesznikiem. Na to odpowiedział: Czy On jest grzesznikiem, tego nie wiem. Jedno wiem: byłem niewidomy, a teraz widzę. Rzekli więc do niego: Cóż ci uczynił? W jaki sposób otworzył ci oczy? Odpowiedział im: Już wam powiedziałem, a wyście mnie nie wysłuchali. Po co znowu chcecie słuchać? Czy i wy chcecie zostać Jego uczniami? Wówczas go zelżyli i rzekli: Bądź ty sobie Jego uczniem, my jesteśmy uczniami Mojżesza. My wiemy, że Bóg przemówił do Mojżesza. Co do Niego zaś nie wiemy, skąd pochodzi. Na to odpowiedział im ów człowiek: W tym wszystkim to jest dziwne, że wy nie wiecie, skąd pochodzi, a mnie oczy otworzył. Wiemy, że Bóg grzeszników nie wysłuchuje, natomiast Bóg wysłuchuje każdego, kto jest czcicielem Boga i pełni Jego wolę. Od wieków nie słyszano, aby ktoś otworzył oczy niewidomemu od urodzenia. Gdyby ten człowiek nie był od Boga, nie mógłby nic czynić. Na to dali mu taką odpowiedź: Cały urodziłeś się w grzechach, a śmiesz nas pouczać? I precz go wyrzucili. Jezus usłyszał, że wyrzucili go precz, i spotkawszy go rzekł do niego: Czy ty wierzysz w Syna Człowieczego? On odpowiedział: A któż to jest, Panie, abym w Niego uwierzył? Rzekł do niego Jezus: Jest Nim Ten, którego widzisz i który mówi do ciebie. On zaś odpowiedział: Wierzę, Panie! i oddał Mu pokłon. Jezus rzekł: Przyszedłem na ten świat, aby przeprowadzić sąd, aby ci , którzy nie widzą, przejrzeli, a ci, którzy widzą stali się niewidomymi. Usłyszeli to niektórzy faryzeusze, którzy z Nim byli i rzekli do Niego: Czyż i my jesteśmy niewidomi? Jezus powiedział do nich: Gdybyście byli niewidomi, nie mielibyście grzechu, ale ponieważ mówicie: "Widzimy", grzech wasz trwa nadal.

Do góry

Rozważania do czytań

Ewangeliarz OP

Do góry

Oremus

Bóg patrzy inaczej niż człowiek. Nie zatrzymuje się na tym, co widoczne dla oczu, ale widzi ludzkie wnętrze, ludzkie serce. Bóg widzi w ciemności, bo sam jest światłem. W końcu Bóg przywraca wzrok temu, który nie widział od urodzenia, stwarza go na nowo dla światła. Okazuje się jednak, że można mając oczy, niczego nie dostrzegać. I ten rodzaj ślepoty piętnuje dzisiaj Ewangelia.

O. Tomasz Zamorski OP, „Oremus” Wielki Post 2008, s. 106

Do góry

Ks. Edward Staniek

Dlaczego nie wierzą?

Zobaczyć na własne oczy cud. Mieć wiarygodnych świadków. Rozmawiać z człowiekiem uleczonym z kalectwa i nie uwierzyć. Czy to nie zastanawia? Dlaczego tak trudno przyjąć interwencję Boga?

Ileż smutku jest w wypowiedzi kaleki, który odzyskał wzrok, skierowanej do faryzeuszy: „W tym wszystkim to jest dziwne, że wy nie wiecie, skąd Jezus pochodzi, a mnie oczy otworzył (...) Gdyby nie pochodził od Boga, nie mógłby nic uczynić”. Faryzeusze uważali się za specjalistów w sprawach Boga, a gdy stanęli wobec namacalnego Jego działania, nie chcieli Go ani uznać, ani przyjąć.

Głównym powodem ich zamknięcia na Boże działanie było zbyt doczesne nastawienie. Człowiek jest jak izolowany przewód elektryczny. Dopóki dobrowolnie nie odsłoni z izolacji swego serca i w akcie wiary nie dotknie nim Boga, zbawcza moc miłości nie może do niego dotrzeć. Przesadne zaś zabieganie o dobra tego świata potrafi tak szczelnie odizolować człowieka od Bożego działania, że nic z Jego łaski do niego nie dotrze. Nam się wydaje, że szczęście polega na gromadzeniu dóbr tego świata, na szukaniu w nich przyjemności, stąd też sądzimy, że im więcej „nakleimy” na siebie tego, co doczesne, tym pełniej będziemy szczęśliwi. W rzeczywistości jednak stajemy się coraz szczelniej odizolowani od prawdziwego szczęścia.

Bywa, że utrata dóbr tego świata – bliskiej osoby, większej ilości pieniędzy, mieszkania, pracy, zdrowia – czyni szczelinę w tej izolacji i jeśli wówczas człowiek sercem dotknie wartości religijnych, doświadczy zawartej w nich mocy. Kaleka był bardziej otwarty na działanie Boże niż zdrowi faryzeusze. Przez jego chore oczy, których dotknął Chrystus, moc Bożego życia popłynęła aż do jego serca. Uzdrowiony zobaczył nie tylko piękno barw i kształtów doczesnego świata, lecz również dostrzegł w Chrystusie Bożego Pośrednika.

Materializm jako przeszkoda w odpowiedzi na działanie Boga łączy się ściśle z wygodnictwem. To ono obawia się, że przyjęcie Chrystusa pociągnie za sobą zbyt gruntowne zmiany w naszym dotychczasowym życiu. Trzeba bowiem niejedno przemeblować w swoim myśleniu, by dostosować swoje kroki do kroków Chrystusa.

To, co stare, często bywa wrogiem nowego nie dlatego, by nie ceniło tego, co nowe, ale w obawie przed trudem przebudowy tego co stare. W człowieku dawne przyzwyczajenia są wrogiem nowych, o które dopomina się Bóg. Ewangelia jest zawsze nowa, jest dobrą nowiną. Jako taka nieustannie wzywa do przebudowy dotychczasowego życia według wzoru, który zostawił nam Mistrz z Nazaretu.

Wielki Post to czas głębszej refleksji nad izolacją, jaka pokrywa nasze serce; to czas ożywienia wiary, czyli usunięcia izolacji i podłączenia do źródła zbawczej mocy; to czas trudu podjętego w celu przebudowy własnego życia w oparciu o łaskę płynącą z Jezusowego Serca.

Słowa Chrystusa: „Przyszedłem na ten świat (...) aby ci, którzy nie widzą, przejrzeli, a ci, którzy widzą, stali się niewidomymi” zmuszają do podjęcia decyzji. Od opowiedzenia się po stronie Jezusa zależy wiele.

Ks. Edward Staniek

 

Sprawiedliwość

Samuel był sprawiedliwy. To piękna postać Starego Przymierza. Pochodził z kochającego się małżeństwa. Matka umiała się modlić. Dziecko dość szybko opanowało tę trudną, a jakże ważną umiejętność. Przeżył wiele. Prowadził naród wybrany przez długie lata mądrą ręką. Przeżył trudną chwilę namaszczenia Saula na króla i z bliska obserwował jego grzechy. Pod koniec życia otrzymał od Boga jeszcze jedno trudne zadanie. Miał w Betlejem namaścić na króla jednego z synów Jessego. Zazdrosny Saul kontrolował, przez usłużnych donosicieli, każdy ruch otoczonego czcią starego patriarchy i proroka. Trzeba było dobrze zamaskować wizytę w Betlejem, by nie podpaść królowi. Sam Bóg podaje Samuelowi instrukcje, jak się ma zachować, by nie utracić życia.

W Betlejem czeka mądrego Samuela jeszcze jedna lekcja. Oto wiedząc, że ma namaścić syna Jessego, dość szybko wybrał kandydata. Najbardziej spodobał mu się świetnie zbudowany Eliab. Bóg jednak wybrał najmłodszego, którego ojciec nie zamierzał nawet zaprosić na rodzinną ucztę. Dawid, najmłodszy z ośmiu synów Jessego, pasł owce.

Piękna jest mowa Boga skierowana do Samuela wtedy, gdy ten chciał namaścić Eliaba. „Nie zważaj ani na jego wygląd, ani na wysoki wzrost, gdyż nie wybrałem go. Nie tak bowiem człowiek widzi, jak widzi Bóg. Bo człowiek patrzy na to, co widoczne dla oczu, Pan natomiast patrzy na serce”. Sprawiedliwy Samuel mimo wielkiej mądrości i doświadczenia życiowego nie umiał ocenić człowieka z punktu widzenia wartości jego serca. Brał pod uwagę zewnętrzną postawę. Kiedy Bóg wskazał mu Dawida, dostrzegł jedynie, że miał piękne oczy. Serce człowieka w pewnej mierze zdradza swą zawartość w spojrzeniu. Samuel pod koniec życia zrozumiał, że nie należy sądzić człowieka, bo taki sąd i tak będzie daleki od opinii Boga.

Sprawiedliwie osądzić człowieka może jedynie Bóg, znawca jego serca. Nawet wyjątkowe zdolności intelektualne nie świadczą o wartości człowieka. Boga interesuje serce – jego piękno, wrażliwość na dobro, mądrość i stopień miłości.

Szczególne znaczenie w ocenie ludzkiego serca ma jego sprawiedliwość. Chodzi tu o właściwe odniesienie zarówno do Boga, jak i ludzi, o przestrzeganie praw Boga i ludzi, o to, by nigdy nikogo nie skrzywdzić. Wartość sprawiedliwości jest wymierna. Naruszenie praw Boga lub człowieka jest sprawdzalne. W dziedzinie sprawiedliwości łatwo więc można dostrzec każde bezprawie.

Rzecz jasna, że oczy ludzkie nie są w stanie wszystkiego kontrolować, tym bardziej, że można doskonalić różne formy nieuczciwości tak, by przez długi czas nie została ona ujawniona. Bóg jednak widzi wszystko. Jego wzrok spoczywa nie tylko na rękach złodzieja, ale i każdej decyzji podjętej w sercu. On nie potrzebuje żadnych świadków, dowodów, tłumaczeń. On widzi.

Bóg jest samą Sprawiedliwością i w człowieku sprawiedliwym rozpoznaje dokładny obraz Siebie samego. Nagrodą za sprawiedliwość jest przede wszystkim pokój. Serce jest jak lustro. Może być nastawione na zło i w nim odbija się zło. I ten, kto w nie spojrzy przerazi się.

Serce może być jednak nastawione na dobro i wtedy odbija w sobie piękno dobroci. Jeśli jest nastawione na Boga, odbija Jego dobroć i ktokolwiek w nie spojrzy, jest oczarowany jego pięknem.

Okres poprzedzający wspomnienie Męki naszego Zbawiciela, to czas spojrzenia we własne serce. Chodzi jednak o to, by ocenił je sam Bóg. Sami siebie nie oceniajmy, lecz ustawmy swe serce tak, by Bóg mógł w nim odnaleźć możliwie bez najmniejszych zniekształceń swój obraz. Niech każdy nasz czyn i nasza myśl świadczą o umiłowaniu przez nas sprawiedliwości.

Ks. Edward Staniek

Do góry

O. Gabriel od św. Marii Magdaleny OCD

Jezu, światłości świata, spraw, abym idąc za Tobą, nic chodził w ciemności, lecz miał światło życia (7 S, 12)

Głównym tematem Mszy dzisiejszej jest Jezus „światłość”, a przez porównanie — chrześcijanin, „Syn światłości”. „Ja jestem światłością świata — oświadczył Pan — kto idzie za Mną, nie będzie chodził w ciemności, lecz będzie miał światło życia” (J 8, 12); nieco później pokazał praktycznie rzeczywistość tego twierdzenia przywracając wzrok ślepemu od urodzenia. Pan dokonał tego cudu bez niczyjej prośby, inicjatywa pochodziła wyłącznie od Niego, a uczynił to w celu ściśle określonym: „Potrzeba nam pełnić dzieła Tego, który Mnie posłał, dopóki jest dzień... jak długo jestem na świecie, jestem światłością świata” (J 9, 4-5). Jezus jest dniem jasnym, światłością, która rozprasza ciemności świata; aby ludzie przekonali się o tym, dokonuje cudu: uczynił trochę błota ze śliny, pomazał nim oczy ślepego od urodzenia i posłał go, by obmył się w sadzawce Siloe. „On odszedł, obmył się i wrócił widząc” (tamże 7). Głośny cud jest tylko początkiem głębokiego przeobrażenia, jakiego Jezus pragnie dokonać w tym człowieku. Światło fizyczne przywrócone zgaszonym oczom jest znakiem i narzędziem światła duchowego, jakiego Pan mu udziela, wzbudzając w nim akt wiary: „Czy ty wierzysz w Syna Człowieczego?... Wierzę, Panie! i oddał Mu pokłon” (tamże 35. 38). Wszystko zmienia się w życiu tego, który był ślepy od urodzenia. Odzyskać wzrok, gdy zawsze żyło się jakby w ciemnościach, to niejako narodzić się na nowo i zacząć całkiem nowe życie: nowe znajomości, wzruszenia, kontakty. Lecz o wiele więcej zmienia się w duszy tego człowieka oświeconego żywą wiarą, że tak spokojnie opiera się sprzeciwom i obelgom Żydów, iż zostaje „precz wyrzucony” z synagogi (tamże 34).

Oto symbol całkowitego przeobrażenia, jakie dokonuje się w ochrzczonym. „Niegdyś byliście ciemnością, lecz teraz jesteście światłością w. Panu” (Ef 5, 8). Przez sakrament chrztu człowiek przechodzi z ciemności grzechu do światła życia w Chrystusie, ze ślepoty duchowej do poznania Boga przez wiarę, która oświeca całe istnienie człowieka, dając mu nowy zmysł i kierunek. Dlatego: „Postępujcie jak dzieci światłości. Owocem bowiem światłości jest wszelka prawość i sprawiedliwość, i prawda” (tamże 8-9). Postępowanie chrześcijanina powinno być świadectwem „otrzymanego. przezeń chrztu, powinno stwierdzać czynami, że Chrystus jest dla niego nie tylko światłem umysłu, lecz także „światłością życia”. Ochrzczonemu nie odpowiadają już uczynki ciemności — grzech — lecz uczynki światłości.

„Zbudź się, o śpiący, i powstań z martwych, a zajaśnieje ci Chrystus” (tamże 14). Te słowa przytoczone przez św. Pawła i wyjęte, jak się zdaje, z hymnu chrzcielnego, wzywały katechumenów, aby się budzili ze snu, ze śmierci grzechu, i dali się oświecić Chrystusowi, Ta sama zachęta odnosi się — z większą słusznością — również do już wcześniej ochrzczonych. Istotnie, każdy chrześcijanin winien nieustannie i coraz bardziej się oczyszczać z wszelkiej plamy grzechu, aby mógł stale otwierać się na światło Chrystusa. Właśnie dlatego, że Chrystus jest światłością świata, powołaniem chrześcijanina jest odbijać tę światłość i dawać jej odblask swoim własnym życiem. Dzisiaj zgromadzenie wiernych prosi o tę łaskę na zakończenie Mszy: „Boże, Ty oświecasz każdego człowieka na ten świat przychodzącego, oświeć nasze serca światłem Twojego Chrystusa, aby nasze myśli zawsze były zwrócone ku temu, co jest godne Ciebie i miłe Tobie, a nasza miłość ku Tobie szczera” (MP).

O Chryste, nasz Panie, przez tajemnicę swojego wcielenia stałeś się przewodnikiem człowieka błądzącego w ciemnościach i doprowadziłeś go do światła wiary. Przez sakrament odrodzenia wyzwoliłeś nas z niewoli pierwotnego grzechu, aby nas podnieść do godności dzieci Bożych. Wychwalamy Cię z powodu tych cudów Twojej miłości (zob. Mszał Polski – prefacja).

Ty jesteś światłością wieczną, światłością mądrości, która mówiąc poprzez zasłonę ciała, oświadcza ludziom: „Ja jestem światłością świata; kto idzie za Mną, nie będzie chodził w ciemnościach, lecz będzie miał światło życia”.
   Jeśli idę za słońcem ziemskim, cokolwiek bym czynił, by go nic opuścić, ono samo mnie opuści zmuszone dokonać każdego dnia biegu, jaki mu został nakreślony. Natomiast Ty, Panie nasz Jezu Chryste, chociaż jesteś okryty zasłoną ciała i nie okazujesz, się jawnie wszystkim, wszystkich jednak trzymasz w mocy swojej mądrości. Boże mój, wszędzie jesteś cały; i jeśli ja nie odłączę, się od Ciebie nigdy, Ty nigdy nie zgaśniesz dla mnie.
   O Panie, pali mnie pragnienie światłości. Ty widzisz to pragnienie. Każde moje pragnienie jest jawne przed Tobą, żaden mój lęk nie jest ukryty przed Tobą. Któż może widzieć to pragnienie, jeśli nie Ty, o mój Boże? Do kogóż mam się zwrócić, jeśli nie do Ciebie, abym posiadł Ciebie? Spraw, by to wielkie pragnienie poszerzyło moją duszę, wybiegło naprzód i stało się bardziej zdolne objąć to, czego oko nie widzi, ucho nie słyszy i czego serce ludzkie nie kosztuje (zob. św. Augustyn).

O. Gabriel od św. Marii Magdaleny, karmelita bosy
Żyć Bogiem, t. I, str. 333

Do góry

Książka na dziś

Księga Psalmów - oprawa bordowa

Księga Psalmów - oprawa bordowa

Niewielkie wydanie Księgi Psalmów, które możesz mieć zawsze przy sobie – zmieścisz je w samochodowym schowku, w torbie, torebce, a nawet w kieszeni. Psalmy należą do najpiękniejszych utworów poezji biblijnej, a zarazem do najpiękniejszych biblijnych modlitw. Wszystko, czym żyła dusza pobożnego Izraelity, znalazło w nich wyraz: podziw dla wielkości Boga przejawiającej się w Jego dziełach, radość z Jego chwały, wdzięczność za doznane dobrodziejstwa Boże, smutek w chorobie czy w chwilach prześladowania, poczucie winy, nadzieja na pomoc i zmiłowanie Boże. Naród Wybrany zawarł w psalmach wspomnienia swej świetnej przeszłości, wyśpiewał w nich swe tryumfy, skarżył się przed Bogiem, gdy ponosił klęski, i wyrażał swe nadzieje na wspaniałą przyszłość. Modlitwami tymi posługiwał się także sam Jezus. Ten zwyczaj przejęli pierwsi chrześcijanie, a św. Paweł zachęcał: „Śpiewajcie Bogu z całego serca i z wdzięcznością psalmy, hymny i natchnione pieśni” (Kol 3,16). Idź więc za przykładem Jezusa i sięgnij po psalmy.

Książka do nabycia w Księgarni Mateusza.